Najpierw muszę się nieco pokajać. Otóż nasza dyskusja przybrała charakter „dyskusji nad dyskutantami” zamiast „dyskusji nad problemami”, czemu sam jestem po części winien, skręcając koło sterowe dyskusji jeszcze bardziej w tę stronę. Dziś więc zamiast o dyskutantach – znowu o problemach. Kilka takich niezmiernie interesujących problemów zdaje się wyłaniać na obecnym etapie. Najciekawszy z nich dotyczy roli wyobraźni w modlitwie (1), potem – stopień zaufania, jakim powinniśmy obdarzać modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne w porównaniu np. ze spowiedzią (2), wreszcie – jak to jest z kościelnością strony apologetycznej (3). Więc zabierzmy się do rzeczy, po kolei, od strony problemów (dyskutantów zostawiając tym razem na boku).

1. Co można sobie na modlitwie wyobrażać?

Wyobrażanie sobie rozmaitych rzeczy na modlitwie porównajmy z oglądaniem filmu na video. W końcu te dwa urządzenia są dość podobne: wewnętrzny telewizorek fantazji i zewnętrzny ekran telewizyjny.

Przypuśćmy, że oglądamy film dokumentalny o wizycie Papieża w Polsce. To świetny środek, aby bliżej poznać Jana Pawła II. Załóżmy dalej, że potem oglądamy drugi film o życiu Papieża: fakty są w nim autentyczne, ale sceneria – sfabularyzowana. Na ekranie pojawią się w tym drugim filmie kasztany kwitnące przed maturą Karola Wojtyły lub aktorzy grający jego kolegów z lat szkolnych. Taki film, chociaż zawierający wiele wytworów fantazji reżysera, też świetnie pomoże w poznaniu osoby Papieża.

Wyobraźmy sobie jednak, że sam zmontowałem trzeci film, w którym Jan Paweł II mówi: „Księże Andrzeju, gratuluję wspaniałych tekstów na stronie apologetycznej”. Chociaż mamy ten sam ekran i to samo urządzenie video, to jednak wartość tego ostatniego filmu jest zdecydowanie inna niż dwóch poprzednich. Dlaczego? Bo z tego ostatniego nie dowiem się niczego o Janie Pawle II, a tylko o wytworach mojej fantazji. Przecież prawdziwy Papież równie dobrze mógłby chcieć powiedzieć coś zupełnie innego w wypadku (nieprawdopodobnym, przyznajmy) zainteresowania się stroną „Apologetyka”. Na przykład: „Księże Andrzeju, co ksiądz tam wypisuje? Proszę się natychmiast poprawić!” Jak widać, video może odtwarzać rzeczywistość, może pomagać w poznaniu rzeczywistości za pomocą wymyślonych szczegółów, może jednak rzeczywistość fałszować.

Podobnie ma się sprawa z wyobraźnią na modlitwie. To nasze wewnętrzne „video” może najpierw służyć do wyobrażenia sobie autentycznej sceny z Ewangelii („wyobraźmy sobie wypędzeniu kupców ze świątyni)”. Dalej, może służyć ubarwieniu autentycznej sceny, o której wiemy, że jest na pewno prawdziwa, rozmaitymi pochodzącymi z fantazji szczegółami („usłysz świst bicza i zobacz, jak pędzące owce wzbijają kurz”).

Wyobraźnia może też jednak służyć do fałszowania rzeczywistości na modlitwie. Dlaczego? Bo kiedy zbliżam się do Jezusa, to jest możliwe, że chce mnie przeniknąć ciepłym strumieniem uzdrawiającej mocy, zwrócić ku mnie swą promienną twarz i łagodnym głosem powiedzieć: „Uzdrawiam cię”. Ale możliwe jest też coś innego. Na przykład, że powie: „Pokażę mu, jak wiele będzie musiał wycierpieć dla mojego imienia” (Dz 9,16). Albo na modlitewną prośbę o odsunięcie „ościenia dla ciała, wysłannika szatana” zabrzmi krótka i zdecydowana odpowiedź – nie: „wystarczy ci mojej łaski; moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 11,9).

Jak często na modlitwie o uzdrowienie wewnętrzne uczestnicy wyobrażają sobie Jezusa niosącego krzyż, potem wyobrażają sobie samych siebie niosących ten krzyż, wyobrażają sobie trudy życia, rozgoryczenie, odrzucenie, zranienia i wzgardę, a potem wyobrażają sobie Jezusa, który mówi do nich: „[…] niech weźmie swój krzyż na każdy dzień i niech mnie naśladuje” (Mt 16,24)?

Wydaje się, że Ignacy Loyola zachęcał (używając naszej telewizyjnej terminologii) do fabularyzowanej scenerii wydarzeń, o których skądinąd wiemy, że są prawdziwe (wiemy, że istnieje piekło, istnieje niebo, że osoby Trójcy pragną zbawienia ludzi itd.). Natomiast nie wydaje się, aby zachęcał do wkładania w usta Jezusa upragnionych przez nas słów, które miałyby przynieść nam korzyść (uzdrowienie czy jakieś inne zamówione przez nas błogosławieństwo). Dlaczego? Bo wcale nie wiemy, czy Bóg tu i teraz tego właśnie chce dokonać. Jeśli jednak to zrobimy, to stajemy twarzą w twarz nie z Jezusem, ale z wytworem naszej wyobraźni. Czy to w dalszym ciągu jest modlitwa?

Jak powiedział amerykański profesor psychologii W. Kilpatrick o okresie swojej nadmiernej psychologicznej fascynacji: „jeśli chodzi o Boga, to zaczął On stawać się w moim umyśle kimś w rodzaju życzliwego psychologa […]. Nigdy nie uchylałem się przed wypełnianiem Jego woli. Jego wola była zawsze zbieżna z moją własną”.

2. Jakie są gwarancje bezpieczeństwa wobec nadużyć przy modlitwie o uzdrowienie wewnętrzne (w porównaniu, na przykład, ze spowiedzią)?

Jeśli chodzi o spowiedź, to czasem zdarza się spotkać każdemu z nas z jakimiś nadużyciami: a to ksiądz jest zmęczony, a to nerwowy lub zgoła źle wychowany. To się zdarza. Jakie jest na to lekarstwo? Odwołać się do nauczania na temat spowiedzi, które jest wyjątkowo obszerne i wyjątkowo dobre. Nadużycia są spowodowane przez słabość człowieka (ksiądz też człowiek), a lekarstwem jest powrót do nauczania na ten temat.

A jak ma się sprawa z modlitwami o uzdrowienie wewnętrzne? Otóż problem sformułujmy tak: Czy jeśli wypoczęty, łagodny i dobrze wychowany animator modli się modlitwą o uzdrowienie wewnętrzne (i nie zdarzą mu się przy tym żadne słabości ludzkie), czy to wystarczy? Stawiany w dyskusji na „Apologetyce” problem tu właśnie leży: Czy nauczanie o tym, że korzeniem wszelkiego grzechu jest brak akceptacji siebie, jest prawdziwe? Czy nauczanie o tym, że nieśmiałość bywa wywołana przez genetyczne przenoszenie złych doświadczeń prababci, jest pomocne we wzroście duchowym? Czy dobrze jest w Kościele uczyć, że doświadczony animator może rozeznać źródło moich rozproszeń na modlitwie w lęku praprapradziadka, który zginął w bitwie pod Chocimiem?

Jak widać, problemy ze spowiednikami to problemy ludzkiej słabości spowiedników. Problemy z modlitwą o uzdrowienie wewnętrzne to problemy z nauczaniem. To zupełnie inna kwestia.

Łączy się z tym pytanie, czy naszym obowiązkiem jest podawanie rozmiarów tego typu zjawisk w odnowowej praktyce? A niby skąd mamy o tym wiedzieć? „Stanowiska” zajmowane przez nas w Odnowie są bardzo skromne: dotyczą pojedynczych wspólnot. Źródłem do stawiania problemów nie jest nasza znajomość stanu Odnowy w Polsce (to trudne zadanie spełniają inni ludzie, są nawet specjalne gremia do tego powołane). Źródłem do dyskusji są najpierw jednostkowe obserwacje i świadectwa. Potem lektura książek używanych, upowszechnianych lub propagowanych przez Odnowę. Wreszcie – zadanie sobie pytania, czy czasem w tych książkach nie ma jakichś elementów będących przyczynami niektórych problemów. Nie mamy środków, aby sprawdzić, jak jest w całej Polsce. Mamy natomiast środki, aby sprawdzić, czego się uczy w książkach na temat uzdrowienia wewnętrznego. I to właśnie poruszamy w naszej dyskusji.

3. Jak to jest z kościelnością strony apologetycznej?

Najważniejsze: nie zapomnieć, że „Apologetyka” to między innymi forma dialogu pasterzy z „odnowowymi”, „postodnowowymi” (a czasem jeszcze innymi) owieczkami. Pomysł takiej strony jest pomysłem grupy ludzi świeckich; pomysły kolejnych tematów lub dyskusji – tak samo. Ci ludzie poprosili księdza (to znaczy mnie), aby był obecny w tym gronie na sposób duszpasterski. Czasem spotykam się z niedowierzaniem czytelników „Apologetyki”, czy aby na pewno ta lub tamta osoba nie jest świecką „tubą” używaną do zakulisowych nacisków.

No cóż, każdy ma swój obraz Kościoła, ale naprawdę 1800 lat temu uważano, że „prawo do roztrząsań filozoficznych ma zarówno człowiek wolny, jak i niewolnik, oraz wedle płci, jak się zdarzy, mężczyzna lub kobieta” (Klemens Aleksandryjski). I naprawdę niektórzy ludzie świeccy dziś też interesują się Kościołem. Naprawdę niektórzy z nich po przeżyciach – bywa, że trudnych – chcą zadawać pytania. Naprawdę tak jest, że chcą te pytania poddać do dyskusji na przykład na stronie internetowej. Takie już są niektóre z tych owieczek, trudno. Co więcej, niektóre z owieczek (a może i większość…) nie kończyła studiów teologicznych (w przeciwieństwie do wspomnianych wyżej pasterzy). A mimo to traktują Kościół jak swoją rodzinę, w której działają, którą kochają, dla której cierpią i o której chcą dyskutować (np. aby innych nie spotkało niepotrzebne cierpienie). Niech to pasterzy ucieszy, a nie martwi.

A w tak zwanej kwestii formalnej: nasz administrator jest w trakcie rozeznawania, jak w polskiej praktyce stosuje się podporządkowywanie stron internetowych katolickim stronom nadrzędnym, których są częścią lub internetową agendą.

KONIECZNIE PRZECZYTAJ:
«KATOLICKOŚĆ» SERWISU APOLOGETYCZNEGO:
KRÓTKA HISTORIA JEDNEGO SERWISU

JACEK JURECZKO

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>