Mówiłem wam, że to wewnętrzne rozeznanie, zawsze potrzebne w dziedzinie życia duchowego, musi być potwierdzone przez rozeznanie zewnętrzne, którego oczekujemy od ludzi, którzy nas otaczają.

a. Weryfikacja przez innych

Najpierw bardzo konkretnie po to, by inni weryfikowali te owoce Ducha, które – jak nam się zdaje – znajdujemy w sobie. Może nam się bowiem tylko zdawać, że jest w nas pokój, radość, łagodność, wyrozumiałość, przebaczenie. Ale bracia mówią nam: „Ach! Tak? Chyba nie widziałeś się w lustrze. Spójrz na swoje usta! Spójrz na swoje oczy! Wydaje ci się, że jesteś cierpliwy? Gdybyś był na naszym miejscu, na miejscu tych, z którymi żyjesz, którzy żyją z tobą, zdałbyś sobie sprawę, że żyjesz w ciągłym napięciu” itd. Jest to więc pierwsza rzecz, która jest kwestią zwykłego, zdrowego rozsądku i ostrożności.

b. Dla wspólnoty

Druga sprawa: owoce Ducha nie są nam dane wyłącznie dla nas samych. Dlatego środkiem służącym rozeznaniu są nie tylko owoce, jakie taka czy inna rzecz przynosi nam, ale są także owoce, które przynosi ona wspólnocie.

Trzeba tu jednak dokonać bardzo ważnego rozróżnienia: jeśli owoce dla wspólnoty są dobre, jeśli to, co robię, powoduje w moich braciach wzrost miłości, pokoju, radości, wtedy mogę być pewien, że pochodzi to od Boga. Ale jeśli tego nie powoduje, nie mogę być pewien, że nie pochodzi to od Boga; w grę wchodzi bowiem wolność innych i wszelkie możliwe przeszkody. Dowodem na to jest fakt, że nawet Pan Jezus nie doprowadził do zrodzenia się w faryzeuszach i arcykapłanach owoców miłości i radości… Zatem również my, nawet jeśli działamy jak najbardziej zgodnie z wolą Boga, nie możemy być pewni, że takie owoce zrodzą się we wspólnocie, w której żyjemy. Ale jeśli się pojawią, możemy być pewni, że był w tym Bóg, Jego ręka, i że możemy iść dalej tą drogą.

Trzeba o tym zawsze pamiętać. W przeciwnym razie można się zniechęcić, zmienić kierunek działania, choć nie powinno się tego robić. Jezus znalazł się w takiej sytuacji. Zdał sobie sprawę, że Żydzi nie idą za Nim, nie wierzą w Niego, i musiał zadawać sobie pytanie: „Czy powinienem iść do innych?”. A potem znalazł w sobie, przez swe osobiste rozeznanie pewność, że Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela (Mt 15,24), a więc nie zmienił drogi, poszedł prosto, i to prosto na Kalwarię.

Może się zatem zdarzyć, że Duch Boży doprowadzi nas do porażki wobec naszych braci albo nie tyle do porażki, ile do czegoś, co grzech ludzki przemienia w niepowodzenie. W takim razie musimy być naprawdę pewni tego, co robimy! Trzeba mieć naprawdę to wewnętrzne rozeznanie, które zawsze podziwiałem u Jezusa.

Widzimy Jezusa, który od początku wie dokładnie, co musi robić. Pierwsze [znane z Ewangelii] słowa Jezusa, które w wieku dwunastu lat wypowiada do swych rodziców: Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? (Łk 2,49). Wie już, jako dwunastoletni, co „trzeba” robić, gdzie „trzeba” być. Gdy prosi o chrzest, święty Jan Chrzciciel dziwi się: Ty przychodzisz do mnie? Jezus odpowiada: Godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe (Mt 3,15). „Godzi się” jest łagodniejsze od „trzeba”, ale ma to samo znaczenie. Jezus rzeczywiście dokonał rozeznania i za każdym razem, gdy coś robi, wie, co musi czynić.

c. W harmonii z Kościołem

Trzecim punktem dotyczącym rozeznania zewnętrznego, na który w Kościele kładzie się duży nacisk – wiemy dlaczego – jest to, co nazywa się „analogią wiary”. Oznacza to, że co przychodzi z wewnątrz, „nie powinno stać w sprzeczności z doktryną Kościoła”.

Powiedziałbym, że nie może także być sprzeczne z dyscypliną Kościoła. Coś, co miałoby wyprowadzić nas poza Kościół, zerwać naszą więź z Kościołem, nie pochodzi od Boga. Jest to dość oczywiste.

Jednak powtarzam: doprowadziłoby do zerwania więzi, nie do napięcia! W życiu wielkich świętych są historie, które pokazują, że natchnienie Ducha Świętego może wywołać niekiedy silniejsze lub słabsze napięcie z pewnymi aspektami lub pewnymi sektorami Kościoła ich czasów.

Przykładem niech będzie święta Klara. Kiedy święta Klara zakładała zakon klarysek, Duch Święty naprawdę skłaniał ją do całkowitego ubóstwa; był to jej charyzmat, któremu naprawdę nie mogła się oprzeć. Całkowite ubóstwo oznaczało, że wspólnota sióstr nie miałaby na własność nawet domu ani ogrodu. Kościół jej czasów powiedział jej: „To szaleństwo! Nie ma mowy! Nie zgadzamy się!”. Nalegała, nalegała, aż zwyciężyła.

Może się więc zdarzyć, że Duch Święty popchnie nas do zażądania czegoś, co nie idzie w parze z aktualną dyscypliną Kościoła. Znakiem jest wówczas to, że pozostajemy zawsze gotowi do dialogu. Dialog może być nieraz trudny, przez długi czas pełen napięć, ale nigdy nie ulega przerwaniu.

Nie jest wcale wykluczone, że w Odnowie charyzmatycznej tak właśnie będziemy rozmawiali przez długi czas z jakimś biskupem, zanim otrzymamy spokojną, lojalną, otwartą zgodę. Tak było w wielu diecezjach. Ale jeśli duch dialogu jest stały, i to dialogu w pokoju, pokorze i łagodności – owocach Ducha – to działanie Ducha w końcu tryumfuje.

d. Kto nam pomoże rozeznać?

Ostatnią rzeczą, którą chciałbym powiedzieć na temat rozeznania zewnętrznego, którego szukamy u innych, jest to, u kogo znajdziemy tę pomoc? Zawsze bowiem musimy znaleźć pomoc w naszym osobistym rozeznaniu.

Pomocy możemy szukać u trzech kategorii osób.

Po pierwsze: ludzie, którzy mają charyzmat rozeznania duchów. To istnieje. Jest to nieskończenie cenny dar. Kiedy Bóg daje w grupie albo w sąsiedztwie kogoś, kto naprawdę ma ten charyzmat, jest to ogromna przysługa dla innych. Taki charyzmat również musi być rozpoznany, ale istnieje, jest nieocenionym darem Boga.

Następnie: odpowiedzialni[2]. Przełożeni nie są wprawdzie nieomylni. Być może trzeba z nimi rozmawiać dość długo, nie zniechęcając się, jak święta Klara. Ale każdy, o ile ma nad sobą odpowiedzialnego przełożonego, ma prawo szukać u niego pomocy w swym rozeznaniu. Bóg mu je da. Dar bycia „rozeznającym” nie przysługuje odpowiedzialnemu przełożonemu dla niego samego: on przysługuje innym przez niego. To tak jak ze wszystkimi charyzmatami we właściwym znaczeniu tego słowa: są nam dane dla innych.

Wreszcie – o czym nie można zapominać – wspólnota. Wspólnota jest największą pomocą w rozeznawaniu. I jeśli należymy do jakiejś wspólnoty, zakonnej, modlitewnej, grupy pracy, rodziny, oczywiście wspólnoty złączonej duchowo, która istnieje jako osoba duchowa, poszukująca Boga, próbująca żyć w Duchu, to jest ona moim zdaniem (jest to prywatna opinia, ale myślę, że uzasadniona) ostatecznym kryterium rozeznania. Jeśli jest we mnie coś, co domaga się rozeznania, i poddaję to mojej wspólnocie, to to, co powie mi wspólnota, jest odpowiedzią Boga. Osobiście jestem tego pewien.

***

Oto przekazałem wam najlepszą cząstkę z tego, co wiem na temat rozeznania. Trzeba prosić jedni za drugich, abyśmy byli zawsze wierni temu obowiązkowi, jeśli Bóg i inni tego od nas zażądają.

Pytanie zadane przez asystenta: „Zdaje się, że Amos nie miał wspólnoty. Został wzięty od swych kóz… A więc kto potwierdził jego rozeznanie?

Odpowiedź: Elementy, o których mówiłem, występują w różnych proporcjach i w różnych „kombinacjach”. Nie zawsze mamy rozeznanie wspólnoty. Niektórzy prorocy są sami, pozbawieni elementu wspólnoty. W takich przypadkach muszą mieć bardzo wielką pewność wewnętrzną, że to Bóg ich prowadzi. Popatrzcie na Jeremiasza: Uwiodłeś mnie Panie, a ja pozwoliłem się uwieść. (…) I powiedziałem sobie: nie będę Go już wspominał ani mówił w Jego imię! Ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień, nurtujący w moim ciele. Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem (Jr 20,7-9). Tu widzimy wewnętrzną pewność. Kiedy nie mamy zwykłych elementów rozeznania: przełożonego, wspólnoty, Bóg wspiera nas wewnętrzną pewnością, która nie musi być podbudowywana niczym zewnętrznym! Ale to już On zsyła. Są to skrajne przypadki.


P R Z Y P I S Y :
[2] Mowa o przełożonych (przyp. tłum.).

Read More →

a. Duch rozpoznaje Ducha

Pierwszą jest to, że Duch rozeznaje Ducha. To Duch Boży we mnie rozpoznaje Ducha Bożego w tobie.

Nie chodzi tu jedynie o próbę rozwinięcia naturalnej zdolności. Z chwilą kiedy wkraczamy w dziedzinę ściśle duchową, czyli kiedy należy rozpoznać, czy naprawdę interweniuje Bóg, trzeba zacząć słuchać Ducha. Tylko Duch we mnie może rozpoznać, czy Duch jest w tobie, w grupie, czy działał w danych okolicznościach.

b. Rozeznanie wstecz

Drugą niezmiernie ważną sprawą jest czas. Rozeznanie we właściwym znaczeniu tego słowa przychodzi zawsze po fakcie.

Nie możemy z góry przeprowadzić kalkulacji i powiedzieć sobie: „W porządku, śmiało do przodu!”. W życiu duchowym to niemożliwe. Każde działanie, którego dokonujemy, jest ryzykiem, które podejmujemy. Należy to do samej struktury wiary. W życiu duchowym kierujemy się wiarą, a wiara zawsze polega na zaufaniu. Zaufać – to podjąć ryzyko. Wczoraj mówiłem: nie podejmuje się ryzyka źle skalkulowanego, nierozsądnego, nie popełnia się głupstwa. Jednak przyjmuje się ryzyko. Rezygnujemy z wiedzy z góry, a w szczególności z wiedzy, że się nie mylimy. W życiu duchowym nigdy nie wiadomo wcześniej, że się nie mylimy.

Dla urozmaicenia przytoczę anegdotkę. Pewnego dnia przyjmowaliśmy w En Calcat grupkę młodych Holendrów. Było to już dość dawno, w 1968 roku. W Holandii istniał wtedy bardzo silny młodzieżowy ruch kontestacyjny. Naszymi gośćmi byli chłopcy, którzy zajmowali się teatrem. Mieli odbyć wielkie tournée po krajach wschodniej Europy. Żyli oni poza wszelkimi normami religijnymi, społecznymi, moralnymi. Mimo to byli bardzo sympatyczni, inteligentni, pełni dobrej wiary w poszukiwaniu prawdy w życiu. Był pośród nich jeden ochrzczony katolik, jeden Żyd i jeden kompletny agnostyk. I to on zapytał mnie któregoś dnia w swobodnej i ufnej rozmowie: „Dlaczego zostałeś mnichem?” (klasyczne pytanie, które zadaje się na każdym kroku). Odpowiedziałem: „Z miłości do Jezusa Chrystusa”. On rzekł: „Jaki miałeś dowód, że się nie mylisz?” „Żadnego! Nie miałem żadnego dowodu, że się nie mylę! Podjąłem ryzyko. Mogę tylko powiedzieć, że przez dwadzieścia lat nigdy tego nie żałowałem”. Odpowiedział mi: „Ach tak!”.

Tak jest. Po dwudziestu latach nie żałuję tego. Ale wtedy nie mogłem powiedzieć z matematyczną pewnością: „Jestem pewien, że się nie mylę”. Rozeznanie w wielkich i w małych rzeczach ma taki właśnie charakter.

c. Dwa etapy rozeznania

Po tych dwóch uwagach przejdę do wyróżnienia dwóch etapów rozeznania: rozeznanie wewnętrzne, którego muszę dokonać w sobie, i rozeznanie zewnętrzne lub raczej takie, które dzielimy z innymi: to, o które pytam innych (mówię o rozeznaniu, które dotyczy tego, co się dzieje we mnie, ale można zastosować je punkt po punkcie, lecz w odwrotnym układzie, kiedy ja przeprowadzam rozeznanie z innymi).

Pierwsze jest zawsze konieczne, ale zawsze niewystarczające. Oznacza to, że muszę zacząć od próby rozpoznania tego, co dzieje się we mnie; stanowi to część mojej ludzkiej odpowiedzialności. Ale zawsze powinienem w miarę możliwości odwoływać się do innych.

Read More →

a. Przyjęcie kogoś do wspólnoty

W pierwszym wypadku chodzić będzie o kogoś, kto chce zostać przyjęty do grupy modlitewnej. Jest to przykład bliski zakonnikom, którzy musieli dokonać rozpoznania u postulantów, ale występuje to dość często także w odniesieniu do grupy modlitewnej. Przychodzą do niej ludzie: co nimi kieruje? Czy to Bóg ich przysyła?

Jeśli tak, to jasne jest, że musimy ich przyjąć, nawet jeśli stwarza to pewne trudności. Bóg przysyła nam niekiedy ludzi, którzy nie ułatwią nam życia, nie uprzyjemnią go i nie uproszczą. Jednak wysyła ich, bo uważa, że będzie to ich życiowa droga. Chociaż dla nas jest to droga cierniowa! W takim wypadku trzeba mieć odwagę przyjąć brata, który został do nas posłany.

Ale mogą być też ludzie, którzy przychodzą do grupy modlitewnej z wszelkich innych przyczyn, z niezwykle wątpliwych pobudek psychicznych. W taki m przypadku nie mamy wcale tych samych powodów do przyjęcia ich. Niekiedy zresztą byłoby to najgorszą przysługą, jaką moglibyśmy im oddać, dlatego że pozwolilibyśmy im na pogrążenie się w nerwicy, którą pogłębialiby, posługując się nami.

b. Wybór pasterza

Weźmy inny przykład, który zaobserwujemy w każdej grupie, czyli wybór duszpasterza (niezależnie od nadawanego mu tytułu). Są ludzie, którzy zdają się do tego przeznaczeni z powodu różnorodnych zalet naturalnych, które – jak to się mówi – same się wprost narzucają. A później okazuje się, że nie taki jest zamysł Boga! Bóg nie tego chce obdarzyć potrzebnymi grupie charyzmatami.

W tym wypadku rozeznania należy dokonać nie tyle w nim, co w samej grupie. Grupa skłania się do poproszenia tej osoby o posługę duszpasterską. Co skłania grupę do zwrócenia się do niej? Czy to Bóg zwraca serca w tę stronę? W takim razie nie ma problemu, można pójść za tym głosem! Nawet jeśli ma się wrażenie, że nie ma ona wszystkich koniecznych cech (nie ma się nigdy ich wszystkich), nawet jeśli brak jej czegoś, co chętnie widzielibyśmy u jej pasterza, co pochlebiałoby, dawało poczucie bezpieczeństwa, byłoby miłe grupie…

c. Co nami kieruje?

A zatem widzicie, że rozeznanie ma dwie strony. Trzeba rozpoznać, co sprowadza drugiego człowieka, co go pcha, co motywuje. A równocześnie trzeba rozpoznać w sobie, w każdym z nas, co nas skłania do takiego czy innego rozwiązania.

Podobnie zresztą jest z kandydatem do grupy modlitewnej. Może zdarzyć się, że ktoś przychodzi, że się go nawet bardziej lub mniej świadomie przyciąga, mówiąc: „To ktoś, kto może dużo wnieść, kto przyniesie nam taką czy inną korzyść…”. Co nas skłania do dobrego lub złego przyjęcia danej osoby? Czy to Duch Boży w nas wychodzi naprzeciw Ducha Bożego w nim, czy jest to raczej coś innego? (niekoniecznie pochodzącego od diabła! Nie doszukujmy się wszędzie diabła. On tego wcale nie potrzebuje, my też nie. W naszej naturze jest dość rzeczy pozwalających stopniowo wyjaśniać, co się dzieje, nie musimy szukać gdzie indziej).

Oto zatem przypadki, w których musimy dokonywać rozeznania.

d. Czy nadzwyczajne dary pochodzą od Boga?

Musimy robić to także za każdym razem, kiedy w nas albo w grupie dzieje się coś bardziej wyjątkowego: czy pochodzi to od Boga, czy nie? W miarę czynienia postępu, umacniania się w postawie, o której mówiliśmy wcześniej, czyli takiego postępowania, aby pozostawiać coraz więcej inicjatywy Duchowi, coraz potrzebniejsza staje się wiedza, kiedy On naprawdę interweniuje, czy też przeciwnie, kiedy krępujemy Jego inicjatywę. Dopóki kierujemy się własnym światłem, potrzebujemy jedynie naturalnego rozeznania, o którym mówiłem wcześniej. W miarę jak naprawdę próbujemy pozostawić miejsce Duchowi Świętemu, konieczne staje się rozróżnianie duchów. W przeciwnym razie ktoś inny mógłby zająć to miejsce, zanim byśmy zdali sobie z tego sprawę.

I zapewniam was, że w środowiskach Odnowy charyzmatycznej dzieje się wiele rzeczy, które nie pochodzą od Ducha Bożego, i to w jak najlepszej wierze członków grupy. W danym momencie, danych okolicznościach brakuje rozeznania. Tymczasem pozostaje pewna filozoficzna, a nawet teologiczna maksyma, która po łacinie brzmi: Corruptio optimi pessima,czyli „najlepsze rzeczy, kiedy się zepsują, stają się najgorsze”. Jeśli ten wielki ruch duchowego odnawiania nie jest nieustannie prostowany, stanowczo naprowadzany na właściwe tory, to może doprowadzić do jak najgorszych skutków.

Nie mówiłem o tym wszystkim po to, by was nastraszyć, ani by schłodzić wasz entuzjazm. Ale entuzjazm jest dobry tylko wtedy, gdy jest rozsądny.

Przejdę do drugiej, bardziej praktycznej części.

Read More →

a.Badajcie duchy, czy są z Boga

Zjawisko rozeznania duchów ukazane jest szeroko w 1 Liście świętego Jana, w którym czytamy: nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga (1 J 4,1-2).

Oto właściwa definicja rozeznania duchów: badanie,wystawianie na próbę – w dzisiejszym technicznym języku powiedzielibyśmy – „testowanie” duchów,czyli natchnień, porywów, sił, które działają w takich czy innych okolicznościach, w takiej czy innej osobie. Dlaczego? Aby poznać, czy są z Boga.

b.Znaki przynależności do Boga

Skoro cytujemy 1 List świętego Jana, chciałbym zaznaczyć, że jest on w całości poświęcony temu tematowi. W liście tym święty Jan cały czas powtarza: „Poznajemy, że jesteśmy z Boga, jeżeli… Poznajemy, że Bóg jest w nas, jeżeli…” i tak dalej.

Weźmy kilka przykładów, jedynie dla przyjemności i by nabrać chęci do czytania tego wspaniałego tekstu w tej perspektywie:

Po tym zaś poznajemy, że Go znamy, jeżeli zachowujemy Jego przykazania (2,3).

Kto zaś zachowuje Jego naukę, w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała (2,5).

Co do was, to namaszczenie, które otrzymaliście od Niego, trwa w was i nie potrzebujecie pouczenia od nikogo, ponieważ Jego namaszczenie poucza was o wszystkim. Ono jest prawdziwe i nie jest kłamstwem. Toteż trwajcie w nim tak, jak was nauczył (2,27).

Jeżeli wiecie, że jest sprawiedliwy, to uznajecie również, że każdy, kto postępuje sprawiedliwie, pochodzi od Niego (2,29).

Można by powiedzieć, że u świętego Jana występuje ciągła obsesja rozeznania, uznawania, upewniania się, że jesteśmy naprawdę w Bogu, że jesteśmy rzeczywiście dziećmi Bożymi, że to naprawdę Bóg nas porusza. Mamy prawo to wiedzieć. Mamy prawo wiedzieć, czy podlegamy działaniu Boga, czy nie. A na to są sposoby.

Kilka kolejnych przykładów:

Dzięki temu można rozróżnić dzieci Boga i dzieci diabła: każdy, kto postępuje niesprawiedliwie, nie jest z Boga, jak i ten, kto nie miłuje swego brata (3,10).

My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci (3,14).

Tu się zatrzymam. Zasygnalizuję tylko, jeśli macie zamiar kontynuować lekturę, wersety 4,2-3; 4,6; 4,20; 5,2; 5,13; i z całą pewnością to jeszcze nie wszystko.

A więc jeśli święty Jan, ukochany uczeń, w tym liście, będącym jednym z ostatnich pism Nowego Testamentu, przedstawia rezultat swych duchowych przemyśleń prowadzonych prawdopodobnie przez czterdzieści czy pięćdziesiąt lat po śmierci Jezusa, jeśli kładzie na to tak wielki nacisk, to prawdopodobnie dlatego, że temat ten jest tego wart.

c. Różne światła naszego poruszenia

Wróćmy więc do definicji, którą podaliśmy za świętym Janem. Próbujemy się dowiedzieć, czy duch, czyli żywe źródło czegoś w nas, pochodzi od Boga, czy nie.

Dla ścisłości dodajmy, że nie powinniśmy wyobrażać sobie czegoś całkowicie nam obcego, jakbyśmy mówili: „To pochodzi albo ode mnie, albo od Boga”, jakby to, co pochodzi ode mnie, było naturalne, ludzkie, a to, co od Ducha Świętego – boskie. Bóg tak nie działa, o czym już wspominałem. Bóg działa w nas, poruszając nas samych. Wprawiając w ruch to wszystko, co już w nas jest – nasze naturalne siły. W Liście do Rzymian święty Paweł mówi: sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha (por. Rz 8,14-16).

A zatem, to, co dzieje się w nas, pochodzi od nas. Wszystko! I zawsze nosi piętno naszej natury, naszej osobowości, naszej drogi życiowej. Zawsze. Nawet to, co jest najbardziej duchowe. Trzeba jedynie wiedzieć, czy te wszystkie formy naturalne, które są w nas i pozostają nasze, są w danym wypadku ożywiane i poruszane przez Boga, czy też nie.

Jeśli nie porusza nimi Bóg, to kto? Być może po prostu głębiej ukryte siły naturalne. Psychologia głębi pokazała, że istnieje w nas mnóstwo mechanizmów podświadomych, które mogą włączać się w takim czy innym wypadku. Wtedy choć sądzimy, że to pochodzi spoza nas, pochodzi ono w rzeczywistości z naszego głębokiego ja. Ale zdarza się również, że poruszają nas siły pozaludzkie, które są złymi siłami, czyli siłami zbuntowanymi – przeciw Bogu i w taki czy inny sposób opierającymi się Bogu.

Read More →

Najlepszy przykład jaki mi się nasuwa, dotyczy lekarza. Miejmy nadzieję, że będzie dobry!

a. Rozpoznanie medyczne

Na czym polega to rozeznanie? Sądzę, że na dwóch sprawach.

Pierwszą jest rozeznanie, spenetrowanie, rozszyfrowanie znaczenia znaków. Widzę, że skóra się zaczerwieniła, puls przyspiesza, co to może znaczyć? Co się za tym kryje?

Drugą jest przedmiot rozeznania: jakie będą szansę takiego czy innego leczenia. Lekarz nigdy nie działa z całą pewnością. Matematyk czy inżynier dokonują obliczeń, a potem, pewni tych obliczeń, mogą powiedzieć: „Do roboty, nie ma ryzyka!”. Lekarz nigdy nie może powiedzieć: „Nie ma ryzyka”. A więc kalkuluje ryzyko i rozpoznaje, jakie są szansę powodzenia, jeśli zrobi się to czy tamto, czy jeszcze coś innego.

Oto przykład rozeznania.

b. Diagnoza lekarska

Jak proces ten przebiega u lekarza? Myślę, że można tu wyróżnić trzy stopnie.

Najpierw istnieje dar naturalny.Niektórzy „znają diagnozę”. Przychodzi im z łatwością i natychmiast. Znaczenie tego, co się dzieje, jest dla nich od razu oczywiste. Są też inni, którzy nie posiadają tej naturalnej zdolności w tym samym stopniu.

Następnie ten naturalny dar jest stosowany,rozeznanie doskonali się, dzięki praktyce staje się pewniejsze, dokładniejsze.

W następnej kolejności to naturalne rozeznanie umacnia się, staje się pewniejsze dzięki badaniom naukowym.Dowiadujemy się, że statystycznie taki symptom oznacza to czy tamto, że takie leczenie będzie odpowiednie w 90,95 albo w 98% przypadków.

Ale dość już na ten temat. Z łatwością pojmujemy, że to naturalne rozeznanie może być stosowane w rzeczywistości duchowej.

A teraz dochodzę do zagadnienia, które w perspektywie odnawiania duchowego i Odnowy charyzmatycznej jest dla nas szczególnie interesujące.

Read More →

Rozeznanie jest zatem czymś niezmiernie ważnym, i to nie tylko w życiu duchowym! Jest ważne we wszystkich dziedzinach życia. Ale zajmuje szczególniejsze miejsce w życiu w Duchu. Dlaczego?

a. Poza zwyczajnością

Najpierw dlatego, że to, co nazywamy „życiem duchowym”, ma swoje źródło w nas, w strefie, która wydaje się nam „głęboka”, mniej lub bardziej niezrozumiała, która nie leży w jasnej świadomości, w świetlistej strefie naszego umysłu i naszego życia. To coś, co przychodzi z daleka. Ale przychodzić z daleka może znaczyć pochodzić od Boga i Jego Ducha albo pochodzić z ciemności. I dlatego rozróżnianie jest bardzo potrzebne, bardziej konieczne niż gdziekolwiek indziej.

Z drugiej strony jasne jest, że rozeznanie jest również szczególnie ważne, kiedy chodzi o rzeczy wykraczające poza zwyczajność, a więc na przykład charyzmaty, przynajmniej niektóre. Kiedy tylko coś wykracza poza zwyczajność, to zaczyna jakby błyszczeć w naszych oczach, przyciąga naszą uwagę, a tym samym pomniejsza naszą zdolność do zdrowej krytyki lub zdrowego osądu. Musimy zareagować, nie pozwalając się zaślepić przez zbijający z tropu aspekt cudowności.

U wielu współczesnych ludzi, zwłaszcza tych, którzy ulegają fascynacjom sektami, pojawia się pokusa pewnego powrotu do magii i do cudowności, które występują w tradycyjnych religiach i kulturach. Występują w nich fakty, które mogą nas zadziwiać, ukazują nam bardzo irracjonalny świat i w konsekwencji pociągają wszystkich pragnących czegoś trochę sympatyczniejszego, trochę bardziej urzekającego niż płaski styl codziennego i poukładanego życia.

Tak więc rozeznanie jest konieczne w tych wszystkich dziedzinach jeszcze bardziej niż w dziedzinach naturalnych i przybiera tu specyficzną postać. Oprócz rozeznania, które jest naturalną funkcją ludzkiego umysłu, istnieje – nazwane bardzo precyzyjnie – „rozeznanie duchów”.

b. Nasze naturalne uposażenie

Zacznę jednak od rozeznania naturalnego. Nie sądźcie, że jest to ucieczka daleko poza dziedzinę ducha. Nie należy wyobrażać sobie, że życie duchowe jest całkowicie odrębną dziedziną, odciętą od codziennego życia, odciętą od naszego osądu, naszego rozumowania, od tego wszystkiego, co jest ważne w praktyce, w codziennym życiu. Nie ma dwóch pięter ze szczelną przegrodą między nimi. Bóg posługuje się wszystkim, co posiadamy z natury. Podnosi to, przekracza, przebóstwia, nie wlewa w nas życia duchowego, które byłoby kompletnie pozbawione korzeni i związku z naszym życiem, że tak powiem „normalnym”.

A zatem wcale nie uważam, że byłoby bluźnierstwem czy czymś niestosownym stosowanie w naszych relacjach z Bogiem naturalnych środków, które oddał nam do dyspozycji, abyśmy mogli dokonywać rozeznania, przynajmniej w najprostszych przypadkach. Zobaczymy więc pokrótce, jak to się odbywa.

Później będziemy mogli przejść do rozeznania duchów. Sprawy Boże zawsze pojmujemy w ten sposób: najpierw patrząc na sprawy człowieka, a potem przekraczając je, przez to, co teolodzy nazywają „analogią”. Poza ludzkim doświadczeniem nie mamy innych możliwości poznania Boga. Sam Bóg objawił się nam, posługując się naszymi słowami, uczuciami i myślami.

Read More →

Dziś rano znowu spotykamy się na nauce, czyli oddajemy się refleksji, ustawiając doświadczenie w pewnej perspektywie, aby popatrzeć, co się dzieje, uświadomić to sobie i uczynić z naszego życia, najlepiej jak się da, coś mądrego, inteligentnego.

Mamy bowiem obowiązek bycia inteligentnymi, wyrażania swego sądu, wykorzystywania wszystkich możliwości intelektualnych, jakie dał nam Bóg. Stanowi to część naszego życia duchowego. Wszystko po to, aby móc potem oddać się Mu, „poddać się” w całej pełni spontaniczności i porywie Ducha.

Wczoraj mówiliśmy o postawie, która jest wyjściem, źródłem odnowy, duchowego odnawiania. Dziś przyjrzymy się temu, co znajduje się – by tak powiedzieć – po drugiej stronie: kiedy w naszym życiu duchowym coś się dzieje, ma miejsce jakieś wydarzenie, to musi potem nadejść rozeznanie.

A zatem w jakiś sposób zakreślamy ramy naszego życia duchowego, jego główne wydarzenia, zwłaszcza to wszystko, co dotyczy odnowy ściśle charyzmatycznej, to znaczy prośby o wylanie Ducha i prośby o charyzmaty, która następuje między tą fundamentalną postawą, o której próbowałem mówić wczoraj, a rozeznaniem.

Jeśli z naszej strony wnosimy te dwie rzeczy, nasze oddanie się Bogu oraz dokonywane na zimno, ze spokojną głową rozróżnianie jako wkład naszej dobrej woli, to w pozostałych sprawach możemy postępować śmiało, dać się nieść Duchowi, pozwolić Mu na realizację Jego wszelkich zamysłów bez obaw, bez nieśmiałości, bez żadnych zastrzeżeń.

Powiem najpierw, na czym polega rozeznanie, w jakich dziedzinach i przypadkach się je stosuje; dotyczą tego cztery pierwsze punkty. Trzy ostatnie będą bardziej praktyczne i dotyczyć będą metody rozeznawania.

Read More →

Jakie miejsce zajmuje ta postawa w życiu zmierzającym ku odnowieniu?

a.Nic nadzwyczajnego

Na początku nie trzeba robić z daru odnowy czegoś niezwykłego. Sądzę, że nie byłoby słuszne mówić: „To niezwykła łaska”. Jeszcze mniej słuszne byłoby myśleć, że to oznaka świętości. Odnowa to powołanie każdego ochrzczonego.

Jeśli jest się ochrzczonym, to właśnie po to, by do tego dojść. Nawet gdyby miało to nastąpić w dniu naszej śmierci. Gdyby zaś udało się osiągnąć to nieco wcześniej – tym lepiej!

Ale nie jest to jakieś szczególne powołanie, zarezerwowane dla niektórych.

b.Nieustanne odnawianie się

Nie jest to także jednorazowe wydarzenie w naszym życiu, jak na przykład śluby zakonne. Śluby zakonne ze swej natury są czymś, do czego człowiek przygotowuje się przez lata postulatu, nowicjatu, a później nastaje dzień ich złożenia. To, o czym mówię, nie jest czymś, co dokonuje się tylko raz w życiu. To trwała postawa.

Ale mimo to, w pewnych okolicznościach wyraża się ona w jednorazowych aktach. Szczególnie w akcie prośby o wylanie Ducha, jeśli rzeczywiście jest to coś, do czego zachęca i nakłania nas Duch.

Jednak nawet ten akt nie jest czymś, co nie mogłoby być powtórzone. Doskonale może być ponawiany pewną ilość razy.

A zatem nie róbmy z tego czegoś bardzo nadzwyczajnego, bardzo wyjątkowego. To naprawdę istota naszej chrześcijańskiej wiary przeżywanej w sposób całkowity, pełny.

c. Konieczność zdecydowania

Ale nie trzeba również robić z tego czegoś zbyt zwyczajnego! Wydaje mi się, że powiedziałem wam wystarczająco dużo, by ukazać wszystkie wymogi. Chociaż jest to Ewangelia dla wszystkich, powołanie każdego ochrzczonego, to wcale nie znaczy, że jest to droga łatwa i przyjemna, zbawienie za pół ceny. Wszystkim brzmią w uszach twarde słowa Jezusa: „Kto z was nie wyrzeka się tego i tego, a ostatecznie i swojego życia, nie może być moim uczniem…” (por. Łk 14,25-33). Jest to prawda, której musimy spojrzeć w oczy, wziąć ją do serca naszego istnienia i wyrażać za każdym razem, gdy Bóg nas do tego zachęca, aktami, które mogą być dla nas rozdzierające.

Chociaż ostatecznie całkowite oddanie się Bogu jest czymś najsłodszym na świecie.

***

Po tym wykładzie nie pozostaje mi już nic do dodania. Najlepszym wnioskiem będzie ten, który każdy z was wyciągnie w praktyce.

Read More →

Powrót do przeszłości, do tego, co już było w historii.

W tym, co wam przedstawiłem, nie ma nic rewolucyjnego ani nowego. Jest to w pełni klasyczne ujęcie. I o to chodzi! Chcieć oryginalności dla samej oryginalności nie byłoby dobre. Przedstawione myśli występowały w Kościele we wszystkich epokach z nieco innym rozłożeniem akcentów. Kilka przykładów:

a.Reguła świętego Benedykta

To wybitnie klasyczny utwór! Przez całe wieki była powszechnie znana we wszystkich klasztorach Zachodu. Święty Benedykt używał terminu wyrzekać się (abrenuntio) własnej woli (zob. RB Prol 3). Powrót do Boga – jak mówi w Prologu – przez posłuszeństwo. Inaczej mówiąc, mamy poddać się Bogu, pozwolić prowadzić się przez Niego, a nie przez własne egoistyczne i spontaniczne pragnienia, które są w nas, ale które nie są z Boga. Widzicie, że to na jedno wychodzi, jest to to samo, jedynie z bardziej monastyczną nutą, ponieważ wyraża się w punktualności na nabożeństwach, dokładnym posłuszeństwie przełożonym itd.

b.Święty Tomasz z Akwinu

Przeskakuję teraz kilka wieków. Święty Tomasz, wielki teolog, zostawił wspaniały traktat, niestety zbyt często zapominanymi zaniedbywany, traktat o darach Ducha Świętego. W Summie znajduje się pierwszorzędna teologia duchowa, która nic nie straciła ze swej aktualności.

Święty Tomasz wyjaśnia, że są dwa sposoby życia. Życie cnotą: zdobyliśmy cnoty, ponieważ ćwiczyliśmy i wprowadzamy te cnoty i zdolności w życie. Natomiast łaska jest jakby ukryta wewnątrz, aby nas wspomagać. Z drugiej strony jest życie według darów Ducha Świętego, czyli pozwalanie Duchowi Świętemu na prowadzenie nas, przejmowanie inicjatywy i wyznaczanie kierunku. Właśnie o tym mówiliśmy przed chwilą.

Święty Tomasz daje nam wizję bardziej teologiczną, która nie zajmuje się konkretnymi aspektami praktycznego ustawienia życia według darów Ducha.

c. Jean Pierre de Cauassade

Kilka wieków później w literaturze duchowej pojawiła się słynna książka Ojca de Caussade pod tytułem Oddanie się Opatrzności Bożej.W swym wymiarze mistycznym plasuje się ona dokładnie w tej perspektywie, o której mówiliśmy, odznaczając się głęboką i przepiękną wrażliwością.

d. Teresa Couderc

Innym, jeszcze późniejszym przykładem jest święta Teresa Couderc, która była założycielką Wieczernika. Była ona kobietą czynu, która postrzegała te sprawy w perspektywie apostolskiej skuteczności. Posługiwała się terminem, który lubię, którego wielokrotnie używałem „poddawać się”. Przytoczę teraz, żebyście trochę odpoczęli od mojego stylu, fragment jej listu do matki przełożonej, ukazujący jej duchowość:

„Czym jest poddanie się? Rozumiem w całej rozciągłości znaczenie słowa: poddać się, ale nie mogę go wytłumaczyć. Wiem tylko, że jest ono bardzo obszerne, że obejmuje teraźniejszość i przyszłość.

Poddawać się to więcej niż poświęcać się, to więcej niż powierzać się, to nawet więcej niż oddawać się Bogu. Poddawać się wreszcie to umrzeć dla wszystkiego i dla samego siebie, zajmować się sobą tylko po to, by być zwróconym ustawicznie ku Bogu.

Poddawać się to także nie szukać już siebie w niczym, ani w rzeczach duchowych, ani w doczesnych, czyli nie szukać już własnej satysfakcji, ale jedynie woli Bożej.

Trzeba dodać, że poddawanie się to także duch oderwania, który do niczego nie przywiązuje wagi: ani do ludzi, ani rzeczy, czasu czy miejsca. To przylgnięcie do wszystkiego, przyjmowanie wszystkiego, poddawanie się wszystkiemu.

Ale może się wydawać, że trudno to osiągnąć. Jednak to tylko złudzenie, nie ma bowiem nic równie łatwego i nic równie słodkiego jak praktykowanie poddawania się. Wszystko polega na dokonaniu, jeden jedyny raz, szlachetnego aktu wyznania z całą szczerością duszy: „Mój Boże, chcę być cały Twój, racz przyjąć moją ofiarę”.

I wszystko jest już powiedziane. Odtąd należy dbać o wytrwanie w tej gotowości duszy i nie cofać się przed żadnym z drobnych poświęceń, które mogą służyć naszemu umacnianiu się w cnocie. Pamiętajmy, że się poddaliśmy”.

Przeczytałem wam to, ponieważ pokrywa się to bardzo wyraźnie z doświadczeniem wielu ludzi, którzy przeżyli Odnowę albo raczej odnowienie. Pewnego dnia poprosili o nałożenie rąk i wylanie Ducha: „Panie, daję Ci wszystko; zrobisz, co zechcesz. Wejdź i przeniknij wszystko; nie odmawiam Ci niczego”. Później trzeba wytrwać w tej gotowości, trwać w tej szczodrobliwości.

e. Odnowa charyzmatyczna

Czy w dzisiejszej Odnowie charyzmatycznej jest więc jakiś wyjątkowy rys, który nie miałby ani monastycznego, ani teologicznego, ani mistycznego charakteru? Osobiście powiedziałbym (to myśl, której nikomu nie narzucam), że jest to aspekt bardziej wspólnotowy. Fakt, że prośba o nałożenie rąk ma miejsce we wspólnocie, wydaje mi się znakiem, że w tym akcie oddania samego siebie Bogu jest pewien wymiar wspólnotowy, dzisiaj bardziej akcentowany. Łączy się z jedną z łask naszych czasów, mianowicie łaską wspólnotową, która jest tak wyraźnie obecna w dzisiejszym Kościele.

Read More →

Wprowadzenie do tego etapu, do tego aktu albo raczej do tej głębokiej i trwałej postawy.

Chociaż chodzi tu o coś stałego i trwałego, można się do tego wdrożyć; jest coś, co zależy od nas. Spowodowanie tego nie podlega naszej woli, ale możemy się przygotować. Jak? Oto dwie drogi:

a. Lektura duchowa

Pierwszą z nich są pewne badania. Dobrze jest wiedzieć, jak Duch Boży działa w naszym życiu. Mówi nam o tym Pismo Święte. Również święci długo nad tym medytowali i przeżyli to.

Dlatego bardzo przydatne jest ponowne przeczytanie autobiografii Matki Teresy, wyznań świętego Augustyna, rękopisów Teresy od Dzieciątka Jezus, pism duchowych Ojca de Foucauld, świętego Wincentego à Paulo itd. W nich widzimy, jak Duch działa w konkretnych sytuacjach, co udaje Mu się sprawić w ludziach, którzy na początku nie byli lepsi od nas, którzy mieli niekiedy poważne problemy psychologiczne, którzy niekiedy nawet aż do końca pozostali prawdziwie znerwicowani. Mimo wszystko Duch Boży powoduje w nich odnowienie przez oddanie się, złożenie swego życia Bogu.

Badali te sprawy także teologowie. Choć sam mam niekiedy zastrzeżenia, jednak trzeba posługiwać się ich badaniami. Są nam dani, więc trzeba z nich korzystać.

A zatem studiować te zagadnienia, dowiadywać się Jak to się dzieje, tak jak ja próbuję to teraz robić z wami.

b. Oderwanie

Teraz coś, co należy do całkiem innego porządku: żeby przygotować się do odnowienia, trzeba się oderwać.

Nie lubimy tego. Wolelibyśmy, by Bóg dawał nam mnóstwo rzeczy i abyśmy nie musieli tego zostawiać innym. Jak mówi Paweł do Koryntian: Dlatego właśnie udręczeni wzdychamy, pozostając w tym przybytku, bo nie chcielibyśmy go utracić, lecz przywdziać na niego nowe odzienie… (2 Kor 5,4). Ale nie ma na to sposobu.

Trzeba zatem refleksji, by odkryć w samych sobie, pod działaniem Ducha, te sprawy, przez które jesteśmy przywiązani. Przywiązani, czyli związani, a więc nie całkiem wolni. Są rzeczy, które nas „trzymają”. Niekiedy po pięćdziesięciu latach życia zakonnego wydaje się, że jest się całkowicie oderwanym od wszystkiego! A jednak nie: rzeczy nas trzymają, jeszcze nam na nich zależy! A kiedy zostają nam odebrane, czujemy ból jak przy zrywaniu opatrunku…

Pytajmy zatem Boga: „Pokaż mi, do czego jestem przywiązany i od czego chcesz mnie dziś oderwać”. Bowiem codziennie zdarza się w naszym życiu coś, od czego musimy się odrywać.

Trzeba odwagi, by prosić o to Boga, ponieważ On odpowiada. Ty pytasz, On pokazuje, a potem trzeba to wykonać! Ale jest to niezwykle potrzebna modlitwa. A kiedy już się dowiemy, trzeba oczywiście zgodzić się i prosić Boga o siłę do rezygnacji.

Read More →