CHARYZMATYCZNA ODNOWA MIŁOŚCI

Wielu doświadczonych weteranów Odnowy charyzmatycznej w Polsce pamięta dobrze małą książeczkę sprzed dwudziestu lat. Liczba publikacji na temat Odnowy była wtedy w naszym kraju bardzo skromna, z tym większą ciekawością czytało się więc fascynującą relację o działaniu Ducha Świętego spisaną przez Johna Sherilla w książce Oni mówią innymi językami. Przy jej końcu autor przytacza bardzo pouczającą historyjkę o modlitwie w językach opowiedzianą mu przez pewnego kaznodzieję:

„Kiedyś jadąc natrafiłem na piękną gotycką kapliczkę. Wysiadłem, aby ją podziwiać. Ale okazało się, że drzwi kościółka były pomalowane jasną czerwoną farbą. Były tak jaskrawe, że przeszkadzały mi w obejrzeniu całości. Języki, John, są jak te drzwi. Dopóki stoisz na zewnątrz, twoją uwagę przyciąga coś, co nie pozwala ci zobaczyć niczego innego. Ale jeżeli przez nie przejdziesz, otoczą cię cuda światła, dźwięku i formy, które stworzył architekt. Drzwi od wewnątrz nie są pomalowane na czerwono. Są używane. Ale zajmują właściwe miejsce w architekturze całego kościoła. Nie koncentruj się na językach. Przekrocz próg i spotkaj się z Duchem Świętym”[1].

Warto przypomnieć sobie to opowiadanie, gdyż zachęca uczestników Odnowy charyzmatycznej w Kościele do zastanowienia się, czy czasem nie zatrzymujemy się w drzwiach życia w Duchu Świętym. Być może, ktoś przeszedł już nawet przez drzwi, ale nadal stoi zaledwie w przedsionku wspaniałej kaplicy charyzmatycznego chrześcijaństwa. Warto zauważyć, że mamy danego nam przez Boga przewodnika, który chętnie oprowadzi nas po roziskrzonej Bożymi darami świątyni prawdziwej duchowej odnowy. Któż to taki? Tym danym nam przez Boga przewodnikiem jest nie kto inny, ale sam Apostoł Paweł.

Oczywiście św. Paweł powie nam o modlitwie w językach (która często bywa dziś pierwszym praktycznym doświadczeniem działania Ducha, czyli charyzmatycznymi drzwiami): „Chciałbym, żebyście wszyscy mówili językami; dziękuję Bogu, że mówię językami lepiej od was wszystkich” (por. 1 Kor 14,5 i 18). Z całą pewnością zaleci nam potem przejście przez przedsionek pozostałych Bożych prezentów nazywanych przez niego „darami duchowymi”:


„Nie chciałbym, bracia, byście nie wiedzieli o darach duchowych […]. Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania w jednym Ducha, innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków. Wszystko zaś sprawia jeden i ten sam Duch, udzielając każdemu tak, jak chce” (1 Kor 12,1 i 8-11).

Z całą pewnością nasz przewodnik, Apostoł Paweł, o tym etapie charyzmatycznej drogi wspomina. Bywa jednak, że chrześcijanin, zetknąwszy się z Odnową charyzmatyczną, tak zachwyci się bogactwem owego przedsionka, że w nim się zatrzymuje. Jeden stoi tam miesiącami, drugi latami, trzeci – nawet całe życie. Wtedy przysłany przez Boga przewodnik po świątyni Bożych charyzmatów, z lekka zniecierpliwiony, powie nam: „Szkoda tak długo stać w drzwiach, szkoda bez końca tkwić w przedsionku: czas do środka – tam gdzie dzieją się rzeczy najważniejsze. Modlić się w językach i prorokować – to z pewnością bardzo pożyteczne, ale…”


„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym (1 Kor 13,1-2)”.


Z przedsionka czas do wnętrza, a wnętrze kaplicy chrześcijańskiego życia jest ozdobione charyzmatami, które nazywamy często charyzmatami zwyczajnymi. Lepiej byłoby zresztą – jak zaraz zobaczymy – nazwać je charyzmatami miłości. Warto wejść tam, do wnętrza – za św. Pawłem – by odkryć charyzmaty mniej widowiskowe, a przecież najważniejsze.

Wertując Pismo Święte Nowego Testamentu w poszukiwaniu wiadomości o charyzmatach, po raz pierwszy spotkamy nauczanie na ten temat w Liście do Rzymian. W Rz 12,6-8 (a także 1 P 4,10) znajdziemy omówienie charyzmatów „zwykłych”, przejawiających się w domu, w rodzinie, we wspólnocie, w parafii. Na przykład List do Rzymian (12,6-8) wymienia listę darów (gr. charismata): dar proroctwa, urząd diakona, urząd nauczyciela, dar upominania, dar rozdawania, dar pełnienia uczynków miłosierdzia; a 1 List św. Piotra 4,10-11 – dar (gr. charisma) przemawiania i posługiwania. Przy omawianiu tych darów w rozmaitych wspólnotach często spotkamy się – jako pierwszą reakcją – z niezrozumieniem: „Co to za charyzmat?”, pytają niektórzy, „co w tym niezwykłego, że ktoś coś rozdaje? albo że upomina? Przecież to normalne działania wykonywane dzięki zwykłym zdolnościom! Charyzmaty to coś innego: uzdrowienia, proroctwa…”

Nie całkiem jest to prawda. Jeśli rzeczywiście rozdawanie, upominanie i posługiwanie wzajemne byłyby „normalnymi działaniami”, to warto zadać sobie pytanie: Dlaczego sam nie założyłem kuchni charytatywnej rozdającej setki obiadów dziennie, dlaczego to nie do moich drzwi stukają ubodzy poszukujący odzieży w chłodny dzień? I jak to się dzieje, że są w Kościele inni, którzy nie mogą się opędzić od potrzebujących, właśnie dlatego, że skutecznej tej pomocy udzielają? Gdybyśmy posługiwali się językiem, jakiego używał w swoich listach Apostoł Paweł – językiem Biblii, to mówilibyśmy właśnie o charyzmatycznym organizatorze charytatywnej kuchni dla ubogich albo o charyzmacie, dzięki któremu przez czyjeś ręce przepływają setki ubrań dla potrzebujących. Co jest tak niezwykłego w tych dziełach, że zasłużyły na biblijne miano charyzmatu? Ich cechą niezwykłą jest działająca w codziennych obowiązkach moc Boża: czynić rzeczy zwykłe w sposób niezwykły. Są to charyzmaty dotyczące powszechnych posług miłości w Kościele.

W Biblii są też opisane charyzmaty dotyczące stanu życia chrześcijanina.


„Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja, lecz każdy otrzymuje własny dar (gr. charisma) od Boga: jeden taki, a drugi taki. Tym zaś, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz tym, którzy już owdowieli, mówię: dobrze będzie, jeśli pozostaną jak i ja” (1 Kor 7,7-8).


Jak widać, Pismo Święte nazywa charyzmatem także bezżeństwo, ale uwaga: nie każde! Nie wystarczy być stanu wolnego i nie planować rychłego ożenku, aby zasłużyć na miano charyzmatyka. Według Biblii „dobrze będzie, jeśli pozostaną” bezżenni ci, którzy otrzymali w prezencie od Boga ten dar-charyzmat tylko wtedy, jeśli zaoszczędzoną w ten sposób energię życiową spożytkują w szczególny sposób:


„Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu […]. Podobnie i kobieta: niezamężna i dziewica troszczy się o sprawy Pana, o to, by była święta i ciałem, i duchem” (por. 1 Kor 7,32-34).


Bezżeństwo charyzmatyczne polega nie na większej wygodzie („mam święty spokój”), ale na większej możliwości służenia rozmaitymi specjalnymi powołaniami: „troszczy się o sprawy Pana”. Niekiedy słyszymy, że w jakimś zgromadzeniu zakonnym mówią: „naszym charyzmatem jest służenie ubogim”; albo: „my jako charyzmat otrzymaliśmy opiekę nad młodzieżą zaniedbaną”. Czasami myślimy wtedy: to jakieś metaforyczne użycie słowa „charyzmat” – i dlatego w naszym ruchu Odnowy charyzmatycznej rzadko modlimy się o takie właśnie charyzmaty. Tymczasem w „charyzmatycznym języku” zgromadzeń zakonnych dochodzi do głosu język zaczerpnięty z Biblii. Św. Paweł z miejsca rozpoznałby tu znajomą mu treść terminu charismacharismata. Przy furcie klasztornej sióstr elżbietanek lub magdalenek, urszulanek lub franciszkanek, na pewno od razu wykrzyknąłby: „Jak znakomicie zrozumiano tutaj moją naukę! Odczytano w sercu powołanie do bezżeństwa, otrzymano stosowny charyzmat, by to powołanie wprowadzić w życie, a wszystko to, by troszczyć się o sprawy Pana. A nasz Pan, Jezus Chrystus, między innymi i takie sprawy ma do załatwienia na ziemi: głodnych nakarmić, nagich przyodziać, cierpliwie wprowadzać innych w życie modlitwy”.

Koniecznie trzeba zauważyć, że również małżeństwo chrześcijańskie otrzymało w nauczaniu Apostoła Pawła rangę charyzmatu. Kiedy pisze, że „każdy otrzymuje swój własny dar od Boga: jeden taki, a drugi taki” (1 Kor 7,7), to oczywiście ma na myśli dar bezżeństwa i małżeństwa. Tu znowu często spotkamy się z pytaniem: „Co to za charyzmat? Przecież tylu ludzi zawiera związki małżeńskie, chrześcijan i niechrześcijan, wierzących i ateistów – czemu nazywać to charyzmatem”. I znowu trzeba przypomnieć: to prawda, do przeżycia małżeństwa w naturalnej i szczęśliwej miłości zapewne charyzmat potrzebny nie jest. Ale naturalna miłość nie wystarczy, by w związku dwojga ludzi w dobrej i złej doli coraz bardziej widać było prawdę słów:


„Mężowie, miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie […]. Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało […], jak i Chrystus – Kościół […]. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła” (por. Ef 5,25-32).


Aby to właśnie podobieństwo z biegiem lat coraz bardziej stawało się widoczne, trzeba, by sakrament łączył się z charyzmatem. Często zapominamy o tym w naszej Odnowie i stąd zapewne rzadko zdarza się modlitwa o charyzmat dobrego przeżywania trwającego (lub dopiero przyszłego) małżeństwa podczas modlitw o wylanie darów Ducha Świętego. A przecież ten dar (charisma) też istnieje: „każdy otrzymuje swój własny dar od Boga: jeden taki, a drugi taki”.

Pismo Święte charyzmatem nazywa również dobre wypełnienie urzędu pasterza (biskupa lub prezbitera): „Nie zaniedbuj w sobie charyzmatu, który został ci dany […] przez włożenie rąk kolegium prezbiterów” (1 Tm 4,14). Charyzmat ten jest dany jednorazowo, ale praktyka wskazuje, że jego płomień potrafi przygasnąć, zblednąć, czasem ledwie się tli. Nic nowego! Już Apostoł Paweł musiał przypominać młodemu pasterzowi, Tymoteuszowi, że tak się zdarza: „przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie” (2 Tm 1,6). Charyzmat ten może zostać na nowo ożywiony przez modlitwę, z całą pewnością także przez modlitwę o nowe wylanie darów Ducha Świętego, choćby przy końcu Seminarium Odnowy Życia w Duchu Świętym. Znowu: kiedy w dokumentach kościelnych czytamy o „charyzmacie kapłaństwa”, to nie mamy do czynienia z jakimś metaforycznym użyciem tego słowa, ale z dokładnym słownictwem Biblii.

Z charyzmatami bywa tak jak z profesorami. Osobom niewtajemniczonym w zawiłości tytułów uczelnianych zwykle wydawało się, że profesor zwyczajny to jakaś niezbyt wyróżniająca się persona: przecież on jest taki zwyczajny! Kiedy natomiast słyszeli o profesorze nadzwyczajnym, myśleli sobie: to dopiero musi być rzadki i nieprzeciętny okaz, ktoś nadzwyczajny! W rzeczywistości uczelnianej było akurat odwrotnie, gdyż profesor zwyczajny to wyższe stanowisko.

Całkiem podobnie jest z charyzmatami: te nadzwyczajne wydają się nam intrygujące, tajemnicze, porywające i godne poszukiwania za wszelką ceną. Tam natomiast, gdzie ich brakuje, podejrzewamy brak działania Ducha Świętego. Jeśli zabraknie języków, prorokowania, świadectw o cudach, to pojawiają się podejrzenia, że „Duch Święty opuścił wspólnotę”. Tymczasem Biblia mówi nam coś całkiem przeciwnego: charyzmaty zwane przez nas zwyczajnymi stawia na samym szczycie obdarowań Bożych. „Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie” (1 Kor 13,8).

Ponieważ trudno jest walczyć z naszymi językowymi skojarzeniami, może przynajmniej na nasz użytek zaczęlibyśmy – zamiast mówić o charyzmatach zwyczajnych – częściej stosować określenie „charyzmaty miłości”: bezżeństwo konsekrowane dla spraw Pana (1 Kor 7,7 i 34), małżeństwo na znak miłości Chrystusa (1 Kor 7,7 i Ef 5,32), pasterzowanie na znak troski Chrystusa o Kościół (2 Tm 1,6).

Módlmy się też o znak dojrzałości naszych wspólnot Odnowy. Jak ten znak będzie wyglądał? Kiedy zewnętrznym obserwatorom naszych spotkań, sesji, seminariów i rekolekcji rzuci się w oczy, że Odnowa charyzmatyczna polega na odnawianiu wszystkich charyzmatów. Tak, począwszy od darów w jaskrawych kolorach w charyzmatycznym przedsionku: „Kiedy się razem zbieracie, ma każdy z was już to dar śpiewania hymnów, już to łaskę nauczania albo objawiania rzeczy skrytych, lub dar języków, albo wyjaśniania: wszystko niech służy zbudowaniu” (1 Kor 14,26). Ale przez przedsionek przechodzi się do wnętrza, do tego miejsca, które jest w życiu duchowym najważniejsze: jest to głębia Bożych zamiarów wobec charyzmatycznej odnowy Kościoła: przecież z darów duchowych „największa jest miłość” (1 Kor 13,13). A wypełnienie przykazania miłości, choć jest ponad ludzkie siły, to nie jest ponad siły Boże. Na szczęście Bóg dzieli się z człowiekiem ową siłą. Nazywamy to darem (charisma): dar bezżeństwa konsekrowanego, dar chrześcijańskiego małżeństwa, dar pasterzowania w ludzie Bożym. Odnowo charyzmatyczna, św. Paweł czeka, by oprowadzić cię po wnętrzu Bożej świątyni, a w ręku trzyma spisany przewodnik wędrowca: słowo Boże Nowego Testamentu!

Artykuł ukazał się w:
Zeszyty Odnowy w Duchu Świętym 5 (74)/2004; str. 36

PRZYPISY:

[1] Por. J. Sherill, Oni mówią innymi językami, Warszawa 1990, s. 101-102.

ANEKS – ZWYCIĘSTWO CHRYSTUSA NAD ZŁEM (20 VII 1986)

1. Nasze katechezy poświęcone Bogu, Stworzycielowi rzeczy „niewidzialnych”, oświeciły i umocniły naszą wiarę w tym, co odnosi się do prawdy o złym duchu lub szatanie, którego istnienia Bóg – najwyższa Miłość i Świętość, mądra i potężna Opatrzność prowadząca nasze życie ku zwycięstwu nad księciem ciemności – oczywiście nie chciał. Wiara Kościoła przekonuje nas bowiem, że potęga szatana nie jest nieskończona. Jest on tylko stworzeniem, wprawdzie bardzo potężnym jako czysty duch, ale tylko stworzeniem, ograniczonym i podlegającym woli i panowaniu Boga i Jego królestwa, jego działanie jest dopuszczone przez Bożą Opatrzność, która z mocą i dobrocią (fortiter et suaviter) kieruje dziejami człowieka i świata. Działalność szatana wyrządza z pewnością wiele szkód jednostkom i społeczeństwu – szkód natury duchowej, a pośrednio także fizycznej – nie jest jednakże zdolna unicestwić Dobra – ostatecznej celowości człowieka i całego stworzenia. Nie może przeszkodzić w definitywnym ukształtowaniu się królestwa Bożego, gdzie dopełni się sprawiedliwość i miłość Ojca wobec stworzeń, które odwiecznie mają swoje „przeznaczenie” w Jezusie Chrystusie. Możemy wręcz powiedzieć za św. Pawłem, że dzieło złego przyczynia się do dobra (por. Rz 8,28) i że służy budowaniu chwały „wybranych” (por. 2 Tm 2,10).

2. Można więc uznać, że całe dzieje ludzkości są ostatecznie historią zbawienia, w którą wpisane jest zwycięstwo Chrystusa nad władcą tego świata (J 12,31; 14,30; 16,11). Bogu swemu będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz (Łk 4,8) – mówi stanowczo Chrystus do szatana. W dramatycznym momencie swej posługi, w odpowiedzi na haniebne oskarżenie o to, że wypędzał demony jako sprzymierzeniec Belzebuba, ich władcy, Jezus wypowiada te surowe i pocieszające zarazem słowa: Każde królestwo, wewnętrznie skłócone, pustoszeje. I żadne miasto ani dom, wewnętrznie skłócony, nie ostoi się. Jeśli szatan wyrzuca szatana, to sam z sobą jest skłócony, jakże się wiec ostoi jego królestwo? […] Lecz jeśli Ja mocą Ducha Bożego wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło do was królestwo Boże (Mt 12,25-26.28). Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, zabierze cała broń jego, na której polegał, i łupy jego rozda (Łk 11,21-22). Słowa wypowiedziane przez Chrystusa na temat kusiciela znalazły swe historyczne spełnienie w krzyżu i zmartwychwstaniu Odkupiciela. Chrystus stał się uczestnikiem człowieczeństwa aż do śmierci krzyżowej, aby – jako czytamy w Liście do Hebrajczyków – przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władze nad śmiercią, to jest diabła, i aby uwolnić tych wszystkich, którzy […] podlegli byli niewoli (Hbr 2,14-15). Oto wielki pewnik wiary chrześcijańskiej: władca tego świata został osądzony (J 16,11); Syn Boży [zaś] objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła (1 J 3,8) – wedle świadectwa Janowego. Chrystus ukrzyżowany i zmartwychwstały okazał się owym „Mocniejszym”, który „pokonał mocarza”, diabła, i pozbawił go władzy.

Kościół uczestniczy w zwycięstwie Chrystusa nad diabłem: Chrystus bowiem dał swoim uczniom moc wypędzenia duchów nieczystych (por. Mt 10,1 i paral.; Mk 16,17). Kościół sprawuje tę zwycięską władzę poprzez wiarę w Chrystusa i poprzez modlitwę (por. Mk 9,29; Mt 17,19n); w pewnych specyficznych wypadkach może ona przybrać formę egzorcyzmów.

3. W tę „historyczną” fazę zwycięstwa Chrystusa wpisana jest zapowiedź i początek zwycięstwa ostatecznego, które wiąże się z Paruzją: drugim i ostatecznym przyjściem Chrystusa na końcu dziejów, ku któremu zmierza życie chrześcijanina. I chociaż dzieje te toczą się w dalszym ciągu pod wpływem ducha, który działa teraz w synach buntu (Ef 2,2), to przecież w świadomości wierzących istnieje pewność powołania do walki o ostateczny triumf Dobra: Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich (Ef 6,12).

4. Walka ta, w miarę zbliżania się kresu, będzie stawała się poniekąd coraz bardziej gwałtowna, jak świadczy o tym zwłaszcza Apokalipsa, ostatnia księga Nowego Testamentu (por. Ap 12,7-9). Jednakże właśnie w tej księdze uwydatnia się szczególnie owa pewność, która daje nam całe Objawienie Boże: pewność, że zwycięża dobro. W tym zwycięstwie, które już się dokonało w tajemnicy paschalnej Chrystusa, wypełni się do końca pierwsza zapowiedź z Księgi Rodzaju, zwanej – rzecz znamienna – protoewangelią, w której Bóg ostrzega węża: Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę (Rdz 3,15). Dopełniając w tej ostatecznej fazie tajemnicy swej ojcowskiej Opatrzności, Bóg tych, których odwiecznie „przeznaczył w Chrystusie”, „uwolnił spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa Syna swojego umiłowanego” (por. Kol 1,13). Wówczas też Syn podda Ojcu cały wszechświat, ażeby Bóg był wszystkim we wszystkich (1 Kor 15,28).

ANEKS – UPADEK ZBUNTOWANYCH ANIOŁÓW (13 VII 1986)

1. Kontynuując temat poprzednich katechez, które poświęciliśmy artykułowi wiary dotyczącemu świata aniołów, stworzeń Bożych, zagłębimy się dzisiaj w rozważania nad tajemnicą wolności, którą niektórzy z nich skierowali przeciwko Bogu i Jego planowi zbawienia w stosunku do ludności.

Ewangelista Łukasz pisze, iż w chwili, gdy uczniowie powrócili do Mistrza, pełni radości z owocnego przebiegu swej pierwszej wyprawy misyjnej, Jezus wypowiedział zdanie, nad którym warto się zastanowić: Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica (Łk 10,18). W słowach tych Pan Jezus stwierdza, że głoszenie królestwa Bożego zawsze oznacza zwycięstwo nad diabłem, ale jego budowanie stale narażone jest na zasadzki złego ducha. Mówić o tym – co zamierzamy uczynić podczas dzisiejszej katechezy – znaczy przygotować się do walki, która w tym ostatecznym czasie dziejów zbawienia jest właściwa życiu Kościoła (jak twierdzi tekst Apokalipsy, por. 12,7). Równocześnie pozwala to wyjaśnić słuszną wiarę Kościoła, głoszoną w obliczu tych, którzy wprowadzają doń zamieszanie, przypisując zbyt duże znaczenie roli szatana, oraz tacy, którzy negują bądź minimalizują jego złowrogą moc.

Poprzednie katechezy o aniołach przygotowały nas do zrozumienia objawionej w Piśmie Świętym i podawanej przez całą Tradycję Kościoła prawdy o szatanie, czyli o upadłym aniele, o złym duchu, zwanym także diabłem lub demonem.

2. Ten „upadek”, który posiada charakter odrzucania Boga, a co za tym idzie – potępienia, jest stanem dobrowolnie wybranym przez tych wśród duchów stworzonych, którzy radykalnie i nieodwracalnie odrzucili Boga i Jego królestwo, chcąc zagarnąć Jego wiarę i zburzyć ekonomię zbawienia oraz porządek całego stworzonego wszechświata. Echem tego są słowa, które brzmią u początku biblijnych dziejów człowieka: „będziecie jako Bóg” lub „jako bogowie” (por. Rdz 3,5). W słowach tych zły duch usiłuje przeszczepić na człowieka tę wewnętrzną postawę rywalizacji, nieposłuszeństwa i opozycji wobec wolnego Boga, która jest jakby osią całej jego egzystencji.

3. Opowieść o upadku człowieka, przekazana przez Stary Testament w Księdze Rodzaju, nawiązuje do owej postawy rywalizacji, którą szatan usiłuje wzbudzić w człowieku, aby skłonić go do występku (Rdz 3,5). Także w Księdze Hioba (por. Hi 1,11; 2,57) czytamy, że szatan usiłuje wywołać bunt u cierpiącego człowieka. W Księdze Mądrości (por. Mdr 2,24) szatan jest przedstawiony jako sprawca śmierci, która weszła w dzieje człowieka wraz z grzechem.

4. Nauka Kościoła, przedstawiona na Soborze Laterańskim IV (1215), głosi, że diabeł (czy szatan) i inne demony „zostali stworzeni przez Boga jako dobre duchy, a stały się złymi z własnej woli”. Tak więc czytamy w Liście św. Judy: Pan […] aniołów, tych, którzy nie zachowali swojej godności, ale opuścili własne mieszkanie, spętanych wiekuistymi więzami, zatrzymał w ciemnościach na sąd wielkiego dnia (Jud 6). Podobnie w Liście św. Piotra, gdzie czytamy o „aniołach, którzy zgrzeszyli”, a Bóg im nie odpuścił, ale wydał ich do ciemnych lochów Tartaru, aby byli zachowani na sąd (2 P 2,4). Jeśli Bóg „nie odpuszcza” grzechu aniołów, to z tej racji, że trwają oni w swym grzechu, że są wiekuiście „spętani więzami” tego wyboru, jakiego dokonali na początku, odrzucenia Boga, wbrew prawdzie o Dobru najwyższym i ostatecznym, którym sam Bóg jest. W tym sensie pisze św. Jan, że diabeł trwa w grzechu od początku (1 J 3,8). Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma (J 8,44).

5. Powyższe teksty pozwalają nam zrozumieć naturę i wielkość grzechu szatana, który polegał właśnie na odrzuceniu prawdy o Bogu, poznanym w świetle rozumu i objawienia jako nieskończone Dobro, jako Miłość i Świętość sama. A grzech ten był większy, im większa doskonałość i przenikliwość poznawcza rozumu anielskiego, im większa jego wolność oraz pierwotna bliskość w stosunku do Boga. Odrzucając tę prawdę o Bogu aktem swojej wolnej woli, szatan staje się jakby komicznym „kłamcą” i „ojcem kłamstwa” (por. J 8,44): sam żyje w radykalnej negacji Boga i zarazem to właśnie tragiczne „kłamstwo o Dobru”, jakim jest Bóg, usiłuje narzucić stworzeniu, innym istotom stworzonym na obraz Boga, a w szczególności ludziom. W Księdze Rodzaju znajdujemy precyzyjny zapis takiego właśnie „zakłócenia” prawdy o Bogu, które szatan (pod postacią węża) usiłuje przekazać pierwszym przedstawicielom rodzaju ludzkiego, mówiąc, że Bóg nakłada na człowieka pewne ograniczenia, gdyż zazdrośnie strzeże swoich przywilejów (por. Rdz 3,5). Szatan nakłania człowieka, by wyzwolił się spod tego jarzma i stał się „jak Bóg”.

6. W swym egzystencjalnym zakłamaniu szatan staje się – jak mówi św. Jan – także „zabójcą”, czyli niszczycielem tego nadprzyrodzonego życia, jakie Bóg od początku zaszczepił w nim samym, a także w stworzeniach będących z natury „obrazem” Boga: w innych czystych duchach i w ludziach. Szatan chce zniszczyć życie wedle prawdy, życie w pełni dobra, nadprzyrodzone życie łaski i miłości. Dlatego autor Księgi Mądrości pisze: śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą (Mdr 2,24). W Ewangelii zaś Chrystus przestrzega: bójcie się raczej Tego, który dusze i ciało może zatracić w piekle (Mt 10,28).

7. Na skutek grzechu pierwszych rodziców ów upadły anioł zdobył w pewnej mierze panowanie nad człowiekiem. Naukę tę, stale wyznawaną i głoszoną przez Kościół, potwierdził Sobór Trydencki w dekrecie o grzechu pierworodnym (por. DS 1511). Wyraża się ona w sposób dramatyczny w liturgii chrztu św., która wzywa katechumena do wyrzeczenia się szatana i jego spraw.

Ów wpływ na człowieka, pewne panowanie nad dyspozycjami jego ducha (i ciała), znajduje odzwierciedlenie w Piśmie Świętym, gdzie szatan bywa nazwany „księciem tego świata” (por. J 12,31; 14,30; 16,11), a nawet „bogiem tego świata” (por. 2 Kor 4,4). Znajdujemy poza tym wiele innych nazw, określających jego zgubne kontakty z człowiekiem, takie jak „Belzebub” lub „Belial”, poza tym „duch nieczysty”, „kusiciel”, „zły”, wreszcie „Antychryst” (1 J 4,3). Oprócz tego znajdujemy porównania z „lwem” (1 P 5,8), ze „smokiem” (w Apokalipsie) oraz z „wężem” (Rdz 3). Bardzo często jest używane określenie „diabeł” od wyrażenia greckiego diabellein (stąd diabolos), co znaczy: powodować zniszczenie, dzielić, rzucać oszczerstwa, oszukiwać. Prawdę mówiąc, to wszystko przejawia się od początku w działalności złego ducha, którego Pismo Święte przedstawia jako osobę, równocześnie wskazując na to, że nie jest sam: „jest nas wielu” – wołają do Jezusa duchy nieczyste w kraju Gerazeńczyków (por. Mk 5,9); „diabeł i jego aniołowie” – mówi Jezus w opisie Sądu Ostatecznego (por. Mt 25,41).

8. Pismo Święte, a zwłaszcza Nowy Testament w wielu miejscach mówi o tym, że panowanie i działanie szatana i innych złych duchów obejmuje cały świat. Świadczy o tym choćby przypowieść Chrystusa o roli (którą jest świat), o nasieniu dobrym i złym, które diabeł zasiewa jakby chwast wśród pszenicy, starając się równocześnie wyrywać z serc to dobro, jakie zostało w nich „zasiane” (por. Mt 13,38-39). I stąd też te liczne wezwania do czujności (por. Mt 26,41; 1 P 5,8), do modlitwy i postu (por. Mt 17,21). Stąd dobitne stwierdzenie Pana Jezusa: „Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą” (Mk 9,29). Działalność szatana w stosunku do ludzi objawia się przede wszystkim w kuszeniu do zła. Zły duch usiłuje wpłynąć na człowieka, na jego wyobrażenie oraz wyższe władze jego duszy, by odwrócić je od prawa Bożego. Szczytowym przejawem tego działania jest kuszenie samego Chrystusa (por. Łk 4,3-13), w którym szatan usiłuje stanąć na przeszkodzie ustanowionym przez Boga wymogom ekonomii zbawienia.

W pewnych wypadkach działalność złego ducha może posunąć się również do owładnięcia ciałem człowieka; wtedy mówimy o „opętaniu” (por. Mk 5,29). Nie zawsze łatwo jest określić to, co w tego rodzaju wypadkach jest wynikiem działania sił nadprzyrodzonych. Kościół nie popiera i nie może popierać tendencji do zbyt pochopnego przypisywania wielu faktom bezpośredniego działania demona. Zasadniczo nie może jednak zaprzeczyć temu, że szatan, powodowany chęcią szkodzenia i prowadzenia do zła, może posunąć się do tego krańcowego przejawu swojej wyższości.

9. Wypada nam dodać na koniec, że wstrząsające słowa Jana Apostoła cały zaś świat leży w mocy Złego (1 J 5,19) wskazują na obecność szatana w historii ludzkości, która nasila się, w miarę jak człowiek i społeczeństwo odsuwają się od Boga. Wówczas też wpływ złego ducha może się pełniej i skuteczniej „zakonspirować”, co z pewnością odpowiada jego „interesom”. Najskuteczniej może działać wówczas, gdy udaje mu się skłonić człowieka, by zaprzeczał jego istnieniu w imię racjonalizmu lub jakiegokolwiek innego prądu myślowego, który nie chce wiedzieć o jego działaniu w świecie. Oczywiście, działalność szatana nie eliminuje wolnej woli i nie niweczy zbawczego działania Chrystusa. Chodzi tu raczej o kontakt pomiędzy ciemnymi siłami zła a siłą odkupienia. Jakże przejmujące są w związku z tym słowa, które Chrystus u progu swej męki wypowiedział do Piotra: Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę, ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara (Łk 22,31-33).

Rozumiemy więc teraz, dlaczego Pan Jezus w tak stanowczy sposób kończy modlitwę królestwa Bożego Ojcze nasz, której nas nauczył, w odróżnieniu od wielu innych modlitw tamtych czasów, przypominając nam o tym, że w życiu jesteśmy stale narażeni na podstępne działanie Zła, Złego. Chrześcijanin, zwracając się do Ojca w duchu Jezusa i wzywając Jego królestwa, woła z całą mocą swojej wiary: nie wódź nas na pokuszenie, wybaw nas od zła, ode złego. Spraw, Panie, byśmy nie zgrzeszyli niewiernością, do której namawia nas ten, który od samego początku był niewierny.

XI. ODNOWA A WYRZUCANIE ZŁYCH DUCHÓW: OBSERWACJE PSYCHOLOGICZNE

Rozpatrzmy seanse „wyzwalania” już nie z punktu widzenia teologii, lecz psychologii. Również w tej płaszczyźnie należy postępować z ogromną roztropnością, gdyż dotyka się najintymniejszego wnętrza osoby „wyzwalanej”.

Ukażemy dwa punkty szczególnie newralgiczne:

  • pierwszy, poprzedzający seans, to trudności samej diagnozy;

  • drugi, dotyczący niebezpieczeństw psychologicznych, na które naraża się zarówno „egzorcysta”, jak i „egzorcyzmowany”.


1. Trudności diagnozy

51 Pierwsza trudność to ustalenie poprawnej diagnozy. Skąd można wiedzieć, że działa tu wpływ szatana? Nikt nie posiada oczywistej pewności: jak mówiliśmy, złe duchy jako byty duchowe umykają naszej obserwacji empirycznej.

A więc można jedynie snuć domysły. Nie będziemy opisywać różnych zjawisk, jakie w ciągu wieków roztrząsano w zależności od kultur jako ujawnienie obecności diabelskiej.

Nie możemy też lekceważyć zdobyczy nauki bez popadania w naiwność i łatwowierność.

Niejednokrotnie stwierdziłem w różnych środowiskach, skłonnych do nadużywania „wyzwoleń”, zadziwiającą ignorancję w tych tematach.

Ważne jest zachowanie nienaruszonej wiarygodności pod groźbą odrzucania absolutnie wszystkiego.

Ojciec Tonquedec, jezuita, wybitny teolog i egzorcysta w diecezji paryskiej przez wiele lat, napisał książkę: Choroby nerwowe i umysłowe i działanie diabelskie. Wciąż jest aktualna w odniesieniu do tego, czym się tu zajmujemy, i może służyć za przestrogę dla tych, którzy odkrywają działanie diabła w jakichkolwiek niezrozumiałych zachowaniach, aby powątpiewali w swą diagnozę.

Autor sygnalizuje pewne objawy wspólne dla nerwic, zwłaszcza psychozy, histerii i niektórych form epilepsji z prawdziwym opętaniem.

Rozdwojenie, przynajmniej częściowe, osobowości i niestosowne zachowanie, niezgodne z charakterem danej osoby, perwersyjne postępowanie, dzikie, wulgarne obyczaje są wynikiem choroby jako takiej i nie znamionują pochodzenia diabelskiego.

Histerycy, którzy zachowują się jakby ulegli szatanowi, będą ujawniać wstręt do spraw religijnych, upodobanie w złu, ordynarne wyrażanie się, bezwstydne zachowanie i ogromne podniecenie.

Patologia umysłowa zna całą gamę omamów, np. zoopatię, to jest przekonanie, że we wnętrznościach gnieździ się jakieś zwierzę.

Bardzo specjalne zachowania chorobowe mogą sprawiać wrażenie, że to aberracje pochodzące od diabła i wymagające dla ich uleczenia egzorcyzmu i wyzwolenia.

Nikomu nie przyjdzie do głowy sugerować egzorcyzm, gdy chodzi o raka czy białaczkę, bo wyobraźnia nie zostaje poruszona powyższymi symptomami. Z dziwacznego charakteru objawów chorób nerwowych nie należy wnioskować o wpływie diabelskim.

52 Lekceważenie danych naukowych to nieuznawanie ścisłego związku, jaki zachodzi pomiędzy łaską a naturą. Św. Tomasz często podkreślał ten związek, mówiąc, że łaska nie niszczy natury, lecz ją podnosi i udoskonala. W odróżnieniu od tendencji wywodzących się z Reformacji, Kościół nie uważa natury za dogłębnie zepsutą i zranioną.

Ponadto nadprzyrodzony charyzmat rozeznawania, będący darem Boga, nie przeczy istnieniu ludzkiego krytycznego umysłu, który, podobnie jak całe stworzenie, jest darem Bożym: dary się uzupełniają.

***

A więc nie można odwoływać się do rozeznania charyzmatycznego i nie uwzględniać zwykłych ludzkich danych, a wzywać wprost Ducha Świętego, nie słuchając rozeznania podanego przez Kościół. Na ogół rozeznanie czyni się nie indywidualnie, lecz w grupach, ale to nie wystarcza.

Można rozumieć, że chrześcijanie niekatolicy uważają wspólne rozeznanie za ostateczne kryterium. Nasza wiara sięga głębiej i każe uznać tajemnicę Kościoła założonego przez naszego Mistrza.

Chrystus chciał mieć Kościół apostolski, który kontynuuje przez wieki sukcesję apostolską przez biskupów. Do nich i apostołów pozostających z nimi w jedności, w zakresie przez nich zleconym, należy ostateczne osądzanie, gdy będą przez świeckich dostatecznie poinformowani w pełnym zaufaniu i otwartości.

Słowo „rozeznanie” jest jednym ze słów-pułapek, które teologia winna oświecić, by uniknąć poważnych dwuznaczności.


2. Niebezpieczeństwa psychologiczne dla osoby podlegającej „wyzwalaniu”

53 Przyjmując, że posługę „wyzwalania” grupa pełni mądrze i rozważnie, nie można jednak zapominać, jakie skutki psychologiczne przeżywa osoba „wyzwalana”. Zazwyczaj jest przekonana, że jej niepokoje są wynikiem działania Złego. Stąd niebezpieczeństwo przeróżnych dla niej kompleksów. Przede wszystkim może mieć urazowo zniekształcony własny obraz i uważa się za zniewoloną przerażającymi więzami i za ofiarę złych mocy, które częściowo lub całkowicie wymykają się jej odpowiedzialności i wolności.

To realne niebezpieczeństwo, gdy ktoś myśli o sobie, że jest nieodpowiedzialny. Wówczas współpraca takiej osoby w uleczaniu jej jest poważnie umniejszona.

Ponadto istnieje niebezpieczeństwo, że ktoś nabawi się kompleksu niższości w odniesieniu do siebie; ma wówczas we własnych oczach mniejszą zdolność reagowania i działania.

Należy też bliżej zbadać motywy skłaniające „pacjenta” do prośby o „wyzwolenie”. Może to być pokusa szukania szybkiego środka dyspensującego od ascezy wymagającej pracy osobistej – zewnętrznego środka, który ma prędko podziałać.

Należy również uwzględnić zjawisko „epidemii”, bo i to może odgrywać rolę. Z różnych stron świata otrzymywałem świadectwa o nagle gromadnie wpływających prośbach tego rodzaju, o nagłym przyciąganiu tłumów przez znanego „egzorcystę”.


3. Niebezpieczeństwo dla odpowiedzialnych za „wyzwolenie”

54 W moim pojęciu najpoważniejsze niebezpieczeństwo tkwi w dominującym wpływie, jaki odpowiedzialni za „wyzwalanie” mają nad osobą, która jest gotowa poddać się egzorcyzmowi.

Żąda się od niej, w czasie licznych spotkań, aby ujawniła najintymniejsze niepokoje wnętrza. Stawia się pytania obnażające jej przeszłość, trwogi, wyrzuty sumienia, udręki, nienawiści. Próbuje się umiejscowić złego ducha, któremu się przypisuje te stany, wzywa się go imiennie, by go wyrzucić.

Zazwyczaj osoba podlegająca tym seansom odczuwa żywą wdzięczność dla swych „wyzwolicieli” i skłonna jest iść ślepo za ich radami i sugestiami na przyszłość.

Niebezpieczeństwo manipulowania sumieniem drugiego człowieka, choć nieuświadomione, nie jest tu wymysłem wyobraźni.

Kościół ze swej strony zawsze czuwał nad zapewnieniem tajemnicy i wolności sumienia w zatwierdzonych przez niego regułach zgromadzeń zakonnych.

Ta mądrość wielu wieków przypomina nam, że istnieją bariery, których nie należy przekraczać, i że osobista odpowiedzialność powinna pozostać zachowana.


Tematy do refleksji i wymiany poglądów

1. Rola wiedzy ludzkiej, zwłaszcza lekarskiej w tej dziedzinie (nr 51).

2. Co oznacza teologiczne stwierdzenie „łaska nie niszczy natury”? (nr 51).

3. Posługa „wyzwalania” niesie niebezpieczeństwo gwałcenia wolności sumienia i zbytniego dominowania nad człowiekiem. Przeanalizować to niebezpieczeństwo.

4. Dlaczego posługa „wyzwalania” staje się często prawdziwym stosowaniem egzorcyzmu?

W świecie niewidzialnym posiadamy pewność obecności Pana Jezusa w centrum naszej walki duchowej. Złączmy naszą modlitwę z modlitwą Kościoła.


Wszechmogący i niewidzialny Boże, Ty rozproszyłeś ciemności świata przez przyjście Chrystusa, który jest prawdziwą Światłością, wejrzyj na nas z dobrocią i spraw, abyśmy godnie wysławiali wspaniałą tajemnice narodzenia Twojego Jedynego Syna.

Modlitwa z 29 grudnia w Oktawie Bożego Narodzenia

X. ODNOWA A WYRZUCANIE ZŁYCH DUCHÓW: OBSERWACJE TEOLOGICZNE

47 Kościół katolicki, aczkolwiek stwierdza wyraźnie istnienie i wpływ Złych Mocy, jest pełen rezerwy w odniesieniu do usystematyzowanej demonologii. Jeżeli istnieje dziedzina, w której należy przestrzegać rady Apostoła i być trzeźwym, to właśnie tutaj. O diable można mówić jedynie pośrednio, nie wprost. Jego siła leży w utajaniu się, on zwodzi z natury, jest ojcem kłamstwa. Jest ciemny z definicji i wymogów swego wnętrza. Nikt nie widział wprost Złego, bo jest on istotą duchową i nie mamy możliwości dosięgnięcia go, wiemy o nim jedynie z Objawienia. Jego działanie jest trudne do ustalenia, bez względu na to, co myślą ludzie, którzy lekkomyślnie się zapuszczają na to zaminowane pole.

Nikt wprost nie widział wiatru, poznaje się go po kołysaniu się liści na drzewach i tumanach kurzu na drodze. „Zły” nam nie ujawnia swej prawdziwej natury ani swej strategii i postępowania. Ponadto należy się strzec przesady, która rodzi obsesyjne psychozy. A to jest zaprzeczeniem naszej religii, będącej Dobrą Nowiną i łaską zbawienia przez zwycięstwo Chrystusa.

Ta dziedzina podlega w ostatecznej instancji Magisterium Kościoła, który otrzymał od Pana charyzmat ostatecznego rozeznawania. Podważanie tego autorytetu przez większe docenianie własnego doświadczenia jest niezgodne z wiarą katolicką. To bardzo ważny punkt.

Ilekroć się wyrazi zastrzeżenie w odniesieniu do praktyki wyrzucania złych duchów, regularnie spotyka się z opozycją tych, którzy to praktykują i wierzą swemu doświadczeniu: mówią, że „stwierdzili” wyrzucenie diabła i nie wątpią w dobre owoce duchowe, jakie z tego wynikały.


1. Czy doświadczenie jest ostatecznym kryterium prawdy?

48 Argument „z doświadczenia” należy bliżej rozpatrzyć. Co daje się stwierdzić i gdzie są granice doświadczenia?

Mówi się o uzdrowieniach wynikłych po egzorcyzmie, ale należy odróżnić dwie dziedziny, które niekoniecznie, a może wcale się nie pokrywają: dziedzinę „uzdrawiania” i dziedzinę „wypędzania złego ducha”.

Pierwsze zagadnienie: co myśleć o uzdrowieniach, nawet spektakularnych? Czy należy w nie wątpić?

Osobiście nie widzę słusznych powodów, by w nie powątpiewać, o ile można w tej delikatnej sprawie wypowiadać sądy. Jezus powiedział, że „gdzie dwóch lub trzech zgromadzonych w imię Moje” – tam On będzie. Jakaś grupa zbiera się w Jego imię i wzywa Go, aby służyć pomocą braterską. Bóg obiecał uczniom, że w Jego imię będą się dokonywały uzdrowienia.

Ale czy mogę poruszać się dalej i wnioskować, że uzdrowienie nastąpiło skutkiem wyrzucenia jednego lub więcej demonów? W tym całe zagadnienie: uzdrowienie oczywiście pochodzi od Boga, ale czy istnieje „uzdrowienie przez wyrzucenie złego ducha”?

Co stwierdza się doświadczalnie?

Początkowo stwierdza się, skąd pochodzą stany osoby cierpiącej i jakie objawia odchylenia od normy. Stwierdza się następnie, że został zastosowany określony rytuał, mniej więcej wszędzie podobny, rozbudowany. Na koniec stwierdza się efekt końcowy: radość osoby, która przeżyta wyzwolenie i odzyskała spokój.

Ale – i tu leży jądro problemu – jakim prawem wysnuwa się wniosek, że przeżycie od stanu początkowego A do końcowego B jest uzależnione od wyrzucenia jednego lub więcej demonów, które zniewalały tę osobę?

Wniosek dziwnie przekracza przesłanki: rozumowanie ściśle logiczne nie pozwala na taki wniosek, istnieje zbieżność między modlitwą i uzdrowieniem, ale czy to związek przyczynowo-skutkowy? Wnioskowanie cum hoc, ergo propter hoc nie jest niezawodne.

49 Jeżeli ktoś podkreślając z naciskiem obstaje przy tym, że są to dobre owoce wewnętrznego pokoju i radości będące rezultatem „uwolnienia”, zmuszony jestem powiedzieć, że i tu wymagana jest roztropność. Czy można argumentować, że te błogosławione skutki spowodowało wyrzucenie demonów?

W porządku naturalnym zwyczajne spotkanie kogoś życzliwego i podzielenie się w depresji swą troską z grupą może uwolnić od niepokoju i być owocne. Być wysłuchanym z sympatią jest krokiem prowadzącym do uzdrowienia. Pomijając nawet kwestię łaski, zwykłe dzielenie się swym przeżyciem we właściwy sposób jest bardzo pomocne.

Podobne owoce wewnętrznego pokoju można stwierdzić w grupach dzielenia się każdego rodzaju i o różnej nazwie. Takie dzielenie pomaga uczestnikom w wyzwalaniu się od napięć, a nikt nie wspomina tam o wyrzucaniu diabła.

Nie kwestionuję owoców pokoju i radości, ale wnioskowanie z tego o uwolnieniu z mocy złych demonów – to daleka droga. Zbytnim uproszczeniem jest wysnuwanie wniosku, co niejednokrotnie słyszeliśmy, z pragmatycznego stwierdzenia it works, „to działa”, że diabeł uwolnił swą zdobycz.

Powiedzenie: drzewo sądzi się po owocach, jest słuszne w odniesieniu do owocu i drzewa, gdy się ustala związek łączący owoce i gałęzie. Natomiast w naszym przypadku trzeba by wykluczyć wszystko, co wpłynęło w inny sposób na dobry rezultat, a więc modlitwę, współczucie braci, prawdziwą miłość „egzorcystów”.

Rozważania te mają na celu propozycję niewysnuwania przedwczesnych wniosków, przekraczających ścisłą logikę.


2. Kościół – jedyny uprawniony interpretator

50 Pisząc dla wiernych Kościoła katolickiego muszę sięgnąć głębiej i połączyć rozeznanie, jakiego tu wymagamy, z rolą nauczającego Kościoła w jego posłannictwie doktrynalnym i interpretacji wszystkiego, co dotyczy Objawienia. Jesteśmy w dziedzinie wiary, moją wiarę muszę dostosować do wiary Kościoła. W każdej liturgii eucharystycznej mówimy: „Panie, nie patrz na moje grzechy, ale na wiarę Twojego Kościoła”.

Chrześcijanin czy grupa chrześcijan nie mogą działać samodzielnie, odseparowani od całej wspólnoty kościelnej, bez związku z biskupem, który jej przewodniczy. Musimy pytać o wiarę Kościoła, którą on żyje i wyraża przez Magisterium, i musimy tej matczynej mądrości zawierzyć w synowskim oddaniu. On ma nas prowadzić po terenach, których nie możemy objąć przez postrzeganie naszego własnego umysłu.

To, co się dzieje w świecie ciemności, samo istnienie i działanie złych duchów – podobnie jak istnienie i rola aniołów w światłości – wymyka się naszemu naturalnemu poznaniu i zostało ukazane nam w Objawieniu przez Boga. Zostało ono powierzone, wyraźnym aktem woli Pana, Apostołom i ich następcom, ustanowionym przez Ducha Świętego jako interpretatorzy i ostateczni gwaranci słowa Bożego, naświetlanego przez żywą Tradycję Kościoła.

Należy przeczytać wszystko, co w rozdziale drugim zostało powiedziane o Kościele wyjaśniającym słowo Boże. Jest to klasyczna i jednomyślna doktryna Kościoła katolickiego. Wierząc w działanie Ducha Świętego w Kościele, uznajmy, że w sprawie wyrzucania diabła nie jesteśmy upoważnieni, by uważać się za ostateczną instancję i że doświadczenie nasze winno być naświetlone światłem wiary.


Tematy do refleksji i wymiany poglądów

1. Dlaczego „doświadczenie” nie jest ostatecznym kryterium, które pozwoliłoby wnioskować o rzeczywistym wyrzuceniu diabła? (nr 48).

2. Czy nie można zastosować powiedzenia: „drzewo sądzi się po owocach”? Przedyskutować granice tego stwierdzenia biblijnego (nr 49).

3. Dlaczego jedynie Kościół hierarchiczny jest upoważniony do ostatecznego rozeznawania? (nr 50).

4. Zestawić skutki „wyzwalania” z ludzkich psychoz, jakie przynosi każde dzielenie się, niezależnie od wyrzucania złych duchów (nr 49).

Prośmy Pana o całkowitą przemianę chrześcijan.

Miłosierny Boże, Ty sam pobudzasz nas do służenia Tobie, oświeć serca Twoich dzieci, oczyszczone przez pokutę, i łaskawie wysłuchaj ich prośby.

Modlitwa ze środy 5. tygodnia Wielkiego Postu

IX. PRAKTYKA „WYZWALANIA” OD ZŁEGO DUCHA W ŚRODOWISKU KATOLICKIM

42 Do tej pory pozostawaliśmy na płaszczyźnie doktrynalnej, rozpatrzmy obecnie praktykowanie „wyzwalania”, które jest złagodzonym wyrażeniem na oznaczenie egzorcyzmu.


1. Co rozumiemy przez egzorcyzm?

Co oznacza ten termin, jaka jest jego treść? Słownik teologii katolickiej daje taką definicję egzorcyzmu:

„Egzorcyzm jest ściśle mówiąc zaklęciem (tu: wezwaniem Imienia Bożego) skierowanym do diabła, by go zmusić do opuszczenia jakiegoś miejsca, sytuacji, uwolnienia osoby, którą trzyma w swej władzy w mniejszym lub większym zakresie. Zaklinanie czyni się albo w formie rozkazu zwróconego wprost do diabła, w imię Boga czy Jezusa Chrystusa, albo w formie prośby i błagania zwróconego do Boga i Pana Jezusa, aby rozkazali mu wyjść lub zapewnili wypędzenie go”.

Należy zauważyć, że definicja zawiera dwa różne typy zaklinania.

W drugim typie zwraca się wprost jedynie do Boga, prosząc Go, by On sam dokonał wyzwolenia. A więc chodzi o prośbę, o modlitwę błagalną.

W pierwszym typie zaklinania chodzi o zwrócenie się wprost, w Imieniu Pańskim, do złego ducha, wzywając go, by uwolnił swą ofiarę. Jest to wezwanie wprost, dialog, w którym często usiłuje się poznać imię diabła i jego specyfikę. Temu wezwaniu daje się czasem nazwę „modlitwy zaklinania” w odróżnieniu od poprzedniej modlitwy błagalnej, ale ściśle mówiąc, chrześcijanin zwraca się modlitwą jedynie do Boga, nigdy do złego ducha.

Zatrzymajmy się na pierwszym typie zaklinania, gdyż wymaga wyjaśnienia paru problemów.


2. Opis praktyki „wyzwalania”

43 Rozpoczniemy od opisania typowego seansu. Czynię to na podstawie własnych wspomnień i licznych świadectw. Oczywiście, że istnieją różnice w zależności od osób, przypadków i krajów, ale podstawowa praktyka jest wspólna i tak się przedstawia:

Rozpoczniemy od osoby potrzebującej wyzwolenia. Ona sam prosiła o „wyzwolenie”, czy to spontanicznie, czy też jej to zasugerowano. Zdarza się nawet, że prośby takie stają się nagle nagminne dzięki jakiemuś szczególnie przekonywującemu propagatorowi.

Zauważyłem też, że czasem proponuje się modlitwę o „wyzwolenie” w niektórych środowiskach, tak jakby był to ryt nieodzowny do pełni życia chrześcijańskiego. Stwierdzam również, że takie „wyzwalania” bywają często powtarzane, a nie dokonywane raz na zawsze.

W niektórych grupach modlitewnych i wspólnotach charyzmatycznych uważa się, że każdy przyszły członek grupy powinien przejść przez seans „uwalniania od złego ducha”, lub nawet przez szereg takich posiedzeń o różnej nazwie. Byłby to ryt obowiązkowy, przygotowujący do „chrztu w Duchu Świętym”.

Zainteresowana osoba może zaliczać się bądź do powyższej kategorii, bądź też do kategorii wypadków groźniejszych. W takim przypadku mamy do czynienia z kimś, kto uważa, że jest ofiarą zniewolenia, którego nie kontroluje i które pochodzi z zewnątrz jego woli, powodując dziwne zjawiska, i wtedy znajduje się miejsce dla nieświadomych sugestii.

W wypadkach zwykłych, nie spektakularnych, przyjmuje się, że dana osoba podlega w jakiejś mierze wpływowi diabelskiemu, jednego lub wielu złych duchów. Pozwoliła ona, że objęła ją jakaś zła dążność (którą będzie musiała nazwać i jej się wyrzec), a która powoli doprowadziła do zauważonych przez nią niekontrolowanych odruchów, czy to w tendencji do alkoholizmu, narkomanii, wykroczeń seksualnych, masturbacji, kleptomanii itp. Działaniem grupy ma być dążenie do wyzwolenia jej od złych duchów zniewalających i zrywanie więzów, które niszczą jej wolność.

Takie zwrócenie się z żądaniem wprost do diabła musi być uczynione z wielką miłością braterską dla człowieka, w imię Pana Jezusa, w duchu żywej wiary. I nie tylko zwraca się ono do samego Boga, lecz również z zaklęciem wprost do demonów, aby ustąpiły.

44 Dzieje się to w kilku etapach:

  • Pierwszy etap, przygotowawczy, poświęca się modlitwie w grupie, rozpoznawaniu przypadku, określaniu, ile czasu trzeba mu poświęcić, co robić później itp.

  • Drugi etap wypełnia właściwa modlitwa o „wyzwolenie”. Ta zawiera:

    1. Wstępną modlitwę uwielbienia Boga i prośbę o ochronę dla egzorcystów, którzy wystawiają się na ataki Złego.

    2. Modlitwę o „związanie” złych duchów, aby utraciły moc nad swymi ofiarami.

    3. Poszukiwanie, przez zapytywanie i wezwania, tożsamości i imion diabłów, które w tym przypadku działają, bo gdy się je pozna, to łatwiej jednego po drugim wyrzucić.

    4. Dobrowolne wyrzeczenie się przez osobę wyzwalaną grzechu czy grzechów, które stoją u podłoża działania diabelskiego i, jak się przypuszcza, zniewalają ją i jej szkodzą.

Wówczas nakazuje się złemu duchowi, już poznanemu pod jakimś imieniem, aby opuścił dręczoną osobę, bez niepokojenia kogokolwiek, i by odszedł tam, gdzie mu Pan Jezus nakaże.

  • Trzeci etap, końcowy, to modlitwa dziękczynna i ewentualnie ustalenie planu „rekonwalescencji”.

Na takim ogólnym schemacie rozwijają się różne formuły. Ktoś zaleca patrzenie w oczy, by wywrzeć wrażenie na złym duchu, inni zalecają zamknięcie oczu. Ktoś jeszcze podnosi głos, by rozkazywać duchom mocniej i z większym autorytetem, w środowisku katolickim posługuje się krucyfiksem, solą i wodą święconą. Inni zalecają spokojny głos, bo się nie działa własną mocą, lecz Pana Jezusa. Zdarza się, że się zachęca osobę zainteresowaną do wymiotów, by ułatwić demonom wyjście. Słyszałem na Florydzie, w czasie Kongresu, świadectwo kobiety, która była „wyzwolona” i twierdziła, że wypluła 15 diabłów.

Takie seanse mogą się ciągnąć tygodniami i miesiącami. Na nie tak dawnym Kongresie w USA tuzin księży prowadziło taki seans przez dwanaście godzin w ciągu nocy – bez rezultatu.

Podaję szczegóły, by ukazać, co się dzieje w wypadkach bez wątpienia krańcowych, ale przez to wiele mówiących.


3. Co zawiera określenie „wyzwolenie”?

45 Praktykujący posługę „wyzwalania” na ogół bronią się przed egzorcyzmami. Wiedzą, że egzorcyzmy, ściśle rzecz biorąc, dotyczą ewentualnego opętania diabelskiego i że takie egzorcyzmy, nazywane uroczystymi, zarezerwowane są dla biskupa. Unikają więc poruszania się po zakazanym terenie i używają nazwy bardziej neutralnej. Mówią o seansach „uwalniania”, „wyzwalania”, „modlitwy przyjęcia”, „modlitwy specjalnej” czy „modlitwy współczucia”.

Skąd ta roztropność słowna? Nie wynika to z wiary i miłości, inne czynniki sprzyjają „tuszowaniu” i nazwie minimalizującej sprawę. Jest to etykietka neutralna i dająca się wszędzie przyjąć:

  • aby nie przerażać tych, którym się chce pomóc;

  • aby uniknąć zwrócenia uwagi władz kościelnych, które mogłyby się niepokoić rozrostem niedozwolonych, „nielegalnych” egzorcyzmów;

  • aby uniknąć niezdrowej ciekawości i niezdrowego zainteresowania się osób z zewnątrz. Stąd brak jakiejkolwiek reklamy.

Bez względu na to, jakie są motywy dyskrecji i tajemniczości, faktem jest, że trwają liczne seanse i spotkania, w czasie których praktykuje się „uwalnianie” – czasem przy okazji kongresów, na prywatnych wieczorach, czasem jako etap wstępny, jak powiedzieliśmy, silnie zalecany dla tych, którzy mają przyjąć „chrzest w Duchu Świętym” lub stać się członkami „wspólnoty życia”.

Tajemniczość stwarza ryzyko, że wprowadzi do Kościoła postępowanie duszpasterskie, które łatwo może się zdegenerować w ezoteryzmie. Jest to przeciwne Kościołowi, który nie ma dwóch nauk lub sposobów postępowania: jednego dla wtajemniczonych, a drugiego dla całego świata.


4. Granice trudne do określenia

46 Praktykowanie wyrzucania złego ducha bez upoważnienia za pomocą egzorcyzmu stwarza najważniejszy problem, który należy oświetlić i wyjaśnić. Na pierwszy rzut oka linia demarkacyjna jest jasna: egzorcyzmy zarezerwowane są dla biskupa lub jego delegata, w przypadku gdy podejrzewa się opętanie; natomiast przypadki stojące poza rzeczywistym opętaniem stanowią pole leżące odłogiem, nie objęte przepisem, a więc dostępne dla wszystkich.

Prawdziwe opętania, te zarezerwowane, są rzadkie. Ale wszystko, co mieści się poza „pewnym opętaniem”, jest dziedziną o nieokreślonych konturach i tu panuje zamieszanie i niejasność. Do wyjaśnienia sprawy również nie przyczynia się skomplikowane słownictwo, nie istnieje wspólna terminologia i pod tym samym hasłem różne rozumie się treści. Nie mówimy już o tym, że cała ta dziedzina niezbyt się nadaje do ujęcia werbalnego.

Jak zdefiniować pełne opętanie diabelskie, a także opętanie częściowe i co należy przez to rozumieć? Czy chodzi o wpływ działający z zewnątrz, czy od wewnątrz? Jak zdefiniować będące w użyciu nazwy: nękanie, obsesja, ciemiężenie, kuszenie itp.?

Należałoby to wszystko wydobyć na światło dzienne, by zapobiec uprawianiu partyzantki w dziedzinie „tajemnicy bezbożności” na marginesie Kościoła lub też bez jego wiedzy.

W trzeciej części podajemy sugestie, jak w praktyce postępować w tej tak delikatnej materii.


Tematy do refleksji i wymiany poglądów

1. Przy definiowaniu egzorcyzmu (nr 42) istnieją dwa aspekty, które należy ściśle rozgraniczyć. Przeanalizować uważnie nr 42, stanowiący klucz niniejszego IV Dokumentu.

2. Modlitwa „o uwolnienie od Złego” skierowana do Boga jest zalecana przez samego Jezusa. Rozpatrzyć prośbę końcową Ojcze nasz: „ale zbaw nas ode złego” (złego pisanego dużą lub małą literą).

3. Dlaczego tyle tajemnicy wobec wyrazu i praktyki „wyzwalania”, czy stanowi ono poważne niebezpieczeństwo?

4. Ukazać wieloznaczność terminologii i brak praktyki w określaniu granicy pomiędzy „opętaniem” a jakąś perwersyjną tendencją leżącą poza opętaniem (nr 46).

Wraz z Kościołem prośmy Ojca o prawdziwą wolność dzieci Bożych.


Boże, który zesłałeś na ten świat Twojego Jedynego Syna, aby wybawił ludzi z niewoli grzechu, daj nam oczekującym z wiarą Twojej Łaski osiągnąć prawdziwą wolność.

Modlitwa z soboty 1. tygodnia Adwentu

VIII. ODNOWA I UKRYTA DEMONOLOGIA

39 Zanim przebadamy, jak w Odnowie praktykuje się posługę „wyzwolenia od złego ducha czy duchów”, należy stwierdzić, jaka demonologia kryje się pod tą praktyką i usunąć z niej słabość doktrynalną.

Jesteśmy świadkami zjawiska „zarażania się” tą praktyką, na którą powinniśmy zwrócić uwagę.

Katolicka Odnowa charyzmatyczna powstała w Stanach Zjednoczonych w kontekście religijnym, gdzie odczytywanie Biblii na sposób fundamentalny odgrywało, i jeszcze odgrywa, znaczną rolę.

Na początku liczni katolicy spotkali bądź odkryli w Odnowie praktykę „wyzwalania od złego” wśród chrześcijan innych wyznań, należących do tzw. wolnych Kościołów lub zielonoświątkowców, czytali i wciąż czytają książki powstałe w tamtym środowisku.

Obfita jest tam literatura o diable i jego akolitach oraz strategii, jaką należy przyjąć, jak również jej środkach itd.

W Kościele katolickim teren ten pozostawał na uboczu i nasze duszpasterstwo nie daje wskazówek postępowania. Trzeba przyznać ten niedomóg z naszej strony i brak winy członków Odnowy, że nie mieli w owym czasie autorytatywnych dyrektyw.

Tym się tłumaczy przenikanie oraz zalanie nas obcą katolicyzmowi i zbyt pewną siebie literaturą. Taka jest przyczyna przesady w dziedzinie demonologii, ale trzeba też przyznać, że niektórzy katolicy przyczynili się do spłycenia i zwulgaryzowania sprawy, akcentując rzeczy przesadne.

Nie zamierzam podać tu pełnej listy ani cytować nazwisk, gdyż dobra wiara i gorliwość duszpasterska są tu ewidentne i stanowią okoliczność łagodzącą.

Podam tylko szereg stwierdzeń, których bezzasadność i przesada rzucają się w oczy. Można je odnaleźć w niezliczonych książkach, broszurach i kasetach; niektóre krążą „do użytku wewnętrznego”, ale można je kupić w publicznych miejscach.

Przesadna demonologia, o której teraz mówię, nie dotyczy na szczęście wszystkich krajów, ale zbyt wiele spotyka się jej śladów, by nie zwracały uwagi.


1. W środowisku niekatolickim

40 Przytoczymy kilka typowych i przesadnych cytatów zebranych z literatury obcej katolicyzmowi. Nadmiar ich można zauważyć zwłaszcza u autorów, którzy przypisują wpływom diabelskim, jeżeli nie wszystkie, to w każdym razie większość chorób psychicznych i psychologicznych.


Diabeł i choroby

Jeden z „mistrzów demonologii” spokojnie wylicza wśród chorób, których przyczyna może być demoniczna: bezsenność, epilepsję, załamania, skurcze, migreny, astmę, zajęte zatoki, wrzody, guzy, zawały, artretyzm, paraliż, głuchotę, niemotę, ślepotę.


Wypędzanie diabła

Tenże autor precyzuje:

  • że demon strachu wychodzi normalnie przy histerycznym szlochu,

  • demon kłamstwa i nienawiści przy palącym zaczerwienieniu policzków,

  • demon palaczy z kaszlem i czkaniem.


Specyfika diabłów

41 Mówi nam też, że wśród imion diabelskich, do jakich przyznał się diabeł, figuruje demon strachu, nienawiści, kłamstwa, wątpliwości, zawiści, zazdrości, zamieszania, perwersji, schizofrenii, śmierci, samobójstwa, rozpusty, wyśmiewania się, bluźnierstwa, czarów.


Liczba demonów

W pracy podobnej treści można znaleźć listę 323 rodzajów diabłów i twierdzenie, że to nie jest lista wyczerpująca. Można tam wyczytać, że schizofrenia jest rezultatem wspólnego działania 15 diabłów (lub więcej) w towarzystwie pomniejszych diablików. Jeden rozdział poświęcono grupowaniu diabłów, katalogowaniu ich na trzystronicowej tablicy zbiorczej, podzielonej na 53 kolumny.


Organizacja diabłów

W pewnym podręczniku duszpasterskim szeroko cytowanym i używanym w praktyce czytamy:

  • Armia szatana jest rygorystyczną organizacją jak armia USA, z hierarchią od wodza naczelnego, poprzez generałów, pułkowników, majorów, kapitanów, poruczników itd.

  • Diabły mają przydzielone tereny działania, np. ten naród lub to miasto.


Diabeł i walka duchowa

Należy wydać im walkę, nie zadowalając się modlitwą, bo „Bóg odpowiedział już na nasze modlitwy, dając nam władzę nad Złym”. A więc możemy korzystać z tej władzy: „Przestańmy błagać niebiosa, aby otrzymać to, co już otrzymaliśmy, i zacznijmy posługiwać się władzą, która nam została udzielona”.


Diabeł i dzieci

Posługę „wyzwalania” należy stosować również wobec dzieci. Cały rozdział temu poświęcono, a uprzednio wykazano, że złe duchy mogą zaatakować płód i dziecko. A więc, powiada autor, należy oczywiście stosować praktykę „wyzwalania” wobec nich. Można wyrzucać diabły, które opętały dzieci, w ten sam sposób jak przy dorosłych. Przy ich wyrzucaniu zachodzą zjawiska wychodzenia demonów ustami lub nosem, podobnie jak w innych wypadkach.


2. W środowisku katolickim

W literaturze o pochodzeniu katolickim można znaleźć, przykładowo, takie szokujące stwierdzenia:


Zgromadzenie złych duchów

Powiada się, że złe duchy zbierają się w grupy i że wśród nich diabły kierujące mogą przybierać głos ludzki, co sprawdzono w jednym na osiem czy dziesięć przykładów.

Piszą, że jeśli dwa duchy – liderzy zagnieżdżą się w tej samej osobie, demony te biją się między sobą, aby uzyskać pełną kontrolę i ich walka powoduje dewiacje umysłowe. Gdy się słyszy „głosy”, to znak, że walka się odbywa.

Cytuje się z uznaniem i poleca jako godnego uwagi autora, który stwierdza, że „diabły działają w zespołach po osiem”.


Diabły zablokowane

Powiadają, że czasem diabły są zablokowane i uwięzione wspólnie. Na przykład odmowa przebaczenia komuś może spowodować takie zjawisko.

Duchy silniejsze starają się uwięzić najsłabsze. Jeżeli się napotyka „ducha zemsty”, uwięzionego przez innego demona i nie da się go uniknąć wprost, można ominąć go bokiem.


Strategia diabłów niższej kategorii

Piszą, że należy określić naturę duchów i rozeznać duchy dominujące. Duchy niższe ulegną pod władzą demonów dominujących, aby ukryć pozostałe.


Ustępowanie diabłów

Mówi się, że dawniej diabły wychodziły z kaszlem, obecnie raczej przy ziewaniu. Egzorcysta, który sam ziewa, ułatwia ich wyjście.


Rzeczy i zwierzęta

Mowa tu o lustrach i drobiazgach ze Wschodu, które ułatwiają wpływ sił okultystycznych i które należy usuwać z domu.

Cytuje się wypadek kota, którego sposób zachowania się uległ całkowitej zmianie na skutek inwazji złych duchów.


Złe duchy mogą pochwycić egzorcystę

Mówi się, że z powodu fizycznego kontaktu egzorcysty, kładącego ręce na osobie, którą „wyzwala”, istnieje niebezpieczeństwo zarażenia się.

Należy się modlić o „uwolnienie” tak dotkniętego egzorcysty, jak tylko ekipa „wyzwalająca” zda sobie sprawę z tego faktu.


A oto dalsze przykłady:

  • Pewien znany kaznodzieja zachęca do wymiotów, aby ułatwić wyrzucanie diabłów.

  • Ktoś proponuje, jako integralną część życia duchowego, codzienne poświęcanie określonego czasu na wyrzucanie demonów.

Pewien duchowny w tekstach odbijanych na kopiarce, w wielu językach, wprowadza wiele zamieszania pisząc:

„Aby odnieść zwycięstwo, ważne jest, by ocenić siłę złych duchów.

Trzeba więc wiedzieć:

  • kim są;

  • z jaką częstotliwością się ujawniają;

  • ocenić moc, siłę i ciężar, budowę…[1];

  • określić nawet ich wzrost.

Potrzebowałem dwóch lat – pisze – by wyzwolić dziewczynkę 16-letnią, z której ostatecznie wypędziłem 25 diabłów”.

W posłudze „wyzwalania” radzi poznać imię nieprzyjaciela, który potrafi powodować konwulsje, transy, różnorakie tortury; jak długo nie zostanie zidentyfikowany, uważa, że modlitwy nie odnoszą się do niego.

A więc dobrze jest stawiać następujące pytania:

1. Kim jesteś?

2. Ilu was jest?

3. Od dawna przebywasz w tej osobie?

4. W jakim miejscu w niej się zagnieździłeś?

5. O jakie przyprawiłeś ją choroby?

Należy z wytrwałością posługiwać się mocą Imienia Jezus:

„Nakazuję ci w Imię Jezusa mówić i podać swe imię”.

Słowa te czasami powodują jedynie poruszenie języka i szept paru wyrazów. Należy kontynuować i nalegać, by diabeł mówił wyraźnie.

Zaleca się spojrzeć natarczywie trzy razy w oczy osoby, którą ma się „wyzwolić”, i prosić, by ona również trzy razy spojrzała natarczywie nam w oczy. Za trzecim razem nakazać, by zamknęła oczy i spała. Następnie przemawiać do jej duszy po zrobieniu znaku krzyża.

***

Po co ten cały zbiór przykładów, który może zaszkodzić Odnowie i dać do ręki broń nieprzychylnym oraz wytworzyć wrażenie, że takie nadużycia są nagminne w katolickiej Odnowie charyzmatycznej?

Przede wszystkim zaznaczam, że bardzo liczne grupy i wspólnoty życia na całym świecie nie czynią takich rzeczy i dalekie są od podobnych błędów.

Uważam, że wyrządzam przysługę, w rodzaju zapewnienia bezpieczeństwa na drodze, gdy zwracam uwagę na przepaść graniczącą z drogą.

Poza tym „zarażenie” się może być podstępne i lepiej być uprzedzonym. Na koniec Odnowa może jedynie zyskać na wiarygodności, gdy sama występuje przeciwko takiej demonologii. W ten sposób doda powagi i ceny całemu bogactwu, jakie ofiarowuje, w tym również obecności szatana, Mocy Zła i koniecznej walki duchowej.


Tematy do refleksji i wymiany poglądów

1. Porównać stwierdzenia tego rozdziału ze stanowiskiem Kościoła (nr 4, 5, 24, 25).

2. Po co ukazywać nadużycia? Czy się nie szkodzi dobremu imieniu Odnowy? Zanalizować odpowiedź daną w nr 41.

3. Czy znaleźliście inne przykłady w literaturze kursującej wśród „charyzmatyków” lub na zewnątrz?

4. Jak reagować na wkradanie się demonologii niezgodnej z myślą Kościoła i jego Magisterium?

Zjednoczeni w modlitwie z całym Kościołem prośmy Pana, by nas ustrzegł od mocy zła i prowadził w walce duchowej.


Boże, który wierzących w Ciebie obdarzyłeś nowym życiem w sakramencie chrztu świętego, otaczaj odrodzonych w Chrystusie nieustanną opieką, aby odpierali ataki złego ducha i zachowali Twoja Łaskę.

Modlitwa z soboty 3. tygodnia Wielkanocy


PRZYPISY:

1 Istoty duchowe nie mają takich materialnych cech, jak ciężar, budowa, wzrost.

MODLITWA W ODNOWIE CHARYZMATYCZNEJ

1.Odnowa Charyzmatyczna barwny folklor modlitewny?

W szerokiej gamie nowych ruchów eklezjalnych każdy z nich odróżnia się jakąś specyficzną cechą. Dla Akcji Katolickiej będzie to zaangażowanie społeczne; neokatechumenat kojarzy się z wieloletnią drogą nawrócenia; Ruch Światło-Życie budzi skojarzenia z letnimi rekolekcjami oazowymi i formacją liturgiczną; dla ruchu Odnowy Charyzmatycznej z całą pewnością wyróżnikiem takim jest spotkanie modlitewne. Najróżniejsze bywa sceneria spotkań na modlitwie grup polskiej Odnowy Charyzmatycznej. Może to być kościół parafialny przy adoracji Najświętszego Sakramentu po czwartkowej Eucharystii wieczornej, a może też być wynajmowana od pobliskiej szkoły świetlica. Modlitwa wkomponowana jest w trwającą cztery godziny Mszę św. z modlitwą za chorych z udziałem tysięcy wiernych albo w spotkanie kilku osób w koleżeńskim gronie w prywatnym mieszkaniu. Potrafi zafascynować w ciągu kilku minut swoim niezwykłym pięknem albo zdenerwować hałaśliwą dysharmonią. Zdarzają się nawrócenia, gdy ktoś usłyszy, że „tak można się modlić”, oraz mocne postanowienia: „moja noga nigdy więcej już tu nie postanie!” Jedno jest pewne: ludzie Odnowy Charyzmatycznej na pewno modlą się często inaczej, niż przyzwyczajała do tego przez wieki katolicka tradycja. Dynamiczna modlitwa uwielbienia, wzlatujące zdawałoby się w niebo dźwięki pieśni, głośne i równoczesne wołanie do Boga przez dziesiątki, a czasem setki uczestników na raz: to zewnętrzny obraz sposobu modlenia się przez tak zwanych charyzmatyków. Jest to jednak tylko ogląd „od zewnątrz”, dostrzegający nowe zjawisko, ale nie sięgający jego istotnej głębi. Takie czysto zewnętrzne spojrzenie zdarza się wśród zaciekawionych obserwatorów, spotyka się je nawet wśród samych uczestników Odnowy w Duchu Świętym. Można wtedy spotkać „szkoły modlitwy”, polegające głównie na zachęcaniu do podnoszenia rąk i wypowiadaniu „na siłę” jakichkolwiek nieartykułowanych dźwięków. Zapewnia się przy tym, że właśnie o to chodziło: oto już Duch Święty działa podrywając ramiona w górę i modląc się „językami ludzi i aniołów” (por. 1 Kor 13,1).

Czysto naturalistyczne spojrzenie tego typu, wszystko jedno, czy przez postronnego obserwatora, czy przez nie dość uformowanego animatora Odnowy, z całą pewnością nie wystarcza. Dlatego droga do zrozumienia nowości modlitwy proponowanej przez charyzmatyków nie może zacząć się od opisu niezwykłych manifestacji modlitewnych, od podkreślania tego, co niecodzienne, dziwne, prowokujące: ręce wzniesione do góry, rozanielone oblicza, modlitwa w niezrozumiałych dla nikogo słowach, ciągnące się niekiedy po kilkanaście minut zwrotki tej samej pieśni…

Droga ta musi rozpocząć się znacznie wcześniej: od chrześcijańskiego kerygmatu, od odrodzenia „starego człowieka” w wierze i od zrozumienia roli Ducha Świętego w życiu chrześcijanina. Spróbujmy więc prześledzić, jakie intuicje leżą u podstaw praktykowanej w kręgach Odnowy drogi odnowy wiary, aby zobaczyć, dlaczego prowadzą one właśnie do takich specyficznych form modlitwy.

2.Modlitwa Odnowy Charyzmatycznej: na fundamencie odnowionej wiary

Pierwszy punkt, konieczny dla zrozumienia modlitwy w Odnowie Charyzmatycznej, płynie z fundamentalnego przekonania: odnowa modlitwy wypływa z odnowy wiary. Człowiek o nie odnowionym sercu wiary nie będzie się modlił w sposób nowy, choćby nawet trenowano go w tym celu na najbardziej charyzmatycznym spotkaniu. Szkołą modlitwy charyzmatycznej jest szkoła wiary. Dlatego typowa droga formacji w Ruchu Charyzmatycznym, jaką jest niewątpliwie siedmiotygodniowe Seminarium Życia w Duchu Świętym zaczyna się nie od nauki modlitwy, a od ogłoszenia kerygmatu chrześcijańskiego. Pierwsze cztery tygodnie to wdrożenie w główne elementy apostolskiego głoszenia Dobrej Nowiny:


1)Boża Miłość („jesteś kochany przez Boga”).
2)Zbawienie („twoje imię wobec Boga brzmi: «grzesznik», ale możesz zostać wyzwolony z grzechu”).
3)Nowe Życie („twoje życie może się zmienić i zostać napełnione zupełnie nową treścią”).
4)Boży Dar („oczekiwana nowość jest darem: jest to Duch Święty, dla którego trzeba otworzyć serce”).

Rzeczą niezmiernej wagi dla zrozumienia istoty i dynamiki modlitwy w Odnowie Charyzmatycznej jest fakt, że Jan Paweł II w liście Tertio millennio adveniente (TMA) zamieścił myśli, które można zinterpretować jako przypomnienie podstawowego kerygmatu chrześcijańskiego, wyrażonego w kategoriach myślowych bardzo bliskich tym, w które wdrażani są nowo przybyli do Odnowy Charyzmatycznej. Oznacza to, że podstawowe w tej kwestii intuicje Odnowy znajdują potężne przypieczętowanie w autorytecie Jana Pawła II. Jeśli zadamy tekstowi papieskiej adhortacji kilka naszych pytań, to zacznie nam on „odpowiadać”, jakby potwierdzając każdy krok kerygmatycznego wprowadzenia w modlitwę.


1)Kim jest Bóg dla człowieka? Pisze Jan Paweł II, że „Bóg szuka człowieka z potrzeby ojcowskiego serca” (TMA 7).
2)Jak jest pozycja człowieka przed Bogiem? „Człowiek oddalił się od Boga”, gdyż „dał się sprowadzić na manowce” przez zło, „przez Szatana” (TMA 7).
3)Czy jest możliwa zmiana tego stanu rzeczy? „Przezwyciężenie tego zła” możliwe jest tylko „za cenę Ofiary Chrystusa, dzięki której człowiek dostępuje darowania długu zaciągniętego przez grzech” (TMA 7).
4)Czego można się spodziewać po uwierzeniu w powyższe prawdy? „Duch Święty, którego Ojciec posłał w imię Syna, sprawia, że człowiek uczestniczy w wewnętrznym życiu Boga” i „wprowadza nas, ludzi, w te głębokości za sprawą Ofiary Chrystusa” (TMA 8).

Skutkiem personalistycznego nawrócenia jest coś więcej niż tylko zmiana światopoglądu, a nawet więcej niż tylko poprawa moralnego postępowania. Jan Paweł II pisze, że nasza religia „polega na trwaniu w wewnętrznym życiu Boga” (TMA 8). Znajdujemy się blisko klucza do zrozumienia modlitwy Odnowy Charyzmatycznej. Jej istotą jest to, że płynie z serca przemienionego przez wiarę, wyrażoną w sposób na tyle prosty, by łatwiej mogła zdobywać współczesnego człowieka. Przeżycie prostego, ale fundamentalnego kerygmatu, wywołuje prostą, ale serdeczną modlitwę. Bez przemieniającej serca kerygmatycznej wiary może mieć miejsce tylko pseudocharyzmatyczna gimnastyka rąk, wzajemne przekrzykiwanie się oraz nieustanne proroctwa i wizje o podejrzanej treści. Nie będzie jednak charyzmatycznej modlitwy.

3.Nowa modlitwa „nowego człowieka”

Kto chce zrozumieć istotną nowość modlitwy w grupach charyzmatycznych, nie może nie zauważyć, że kulminacją pierwszego etapu drogi wzrastania w formacyjnym Seminarium jest pewna decyzja. Droga ta nie wyczerpuje się bowiem w sumujących się drobnych krokach akceptowania kolejnych porcji chrześcijańskiego poglądu na Boga i na człowieka, ale prowadzi do radykalnej w skutkach konfrontacji z całym dotychczasowym życiem. Często przyjmuje to nazwę „przyjęcie Jezusa jako Pana i Zbawiciela”, co ma oznaczać poddanie Mu jako Panu tego, co jeszcze do tej pory człowiek rezerwował dla siebie samego, odgradzając to od Boga (ulubione grzechy; zarezerwowane „na wszelki wypadek” furtki odstępstwa…)

Czy chrześcijanin, często gorliwie od wielu lat praktykujący, może zasadnie „przyjmować na nowo Jezusa jako Pana”? Czy nie stanowi to kwestionowania całej dotychczasowej drogi życia wiary? Jeśli teologowie twierdzą, że „nowe narodzenie” dokonać się może nie tylko przez chrzest, ale i przez odpowiednio radykalne przeżycie sakramentu pojednania, to z pewnością można mówić o „nowym narodzeniu” i „przyjęciu Jezusa jako Pana” w ramach siedmiotygodniowych rekolekcji Seminarium, najczęściej przecież obejmujących spowiedź generalną.

Dopiero uświadomienie sobie tych elementów pozwala zrobić kolejny krok w zrozumieniu istoty modlitwy grup charyzmatycznych. Grupy te nie zakładają prostej, organicznej ciągłości w stosunku do poprzednich faz życia religijnego swoich uczestników, ale będą raczej z upodobaniem podkreślać właśnie nieciągłość i dramatyzm nawracającego spotkania z Bogiem, często na tyle silne, by usprawiedliwić terminologię „nowego narodzenia”.

Wydaje się, że jeśli z obiektywnego punktu widzenia na podstawową „strukturę wiary chrześcijańskiej składa się słowo i sakrament” (TMA 31), a subiektywną odpowiedzią człowieka jest wiara w treść Słowa i w moc sakramentu, to Odnowa Charyzmatyczna stwarza praktyczną okazję do przyjęcia tejże wiary na nowo. „Jesteście ponownie do życia powołani nie z ginącego nasienia, ale z niezniszczalnego, dzięki słowu Boga, które jest żywe i trwa” (1 P 1,23). Modlić się w nowy sposób może tylko ten, kto faktycznie staje się nowym człowiekiem mocą zaproszonego do swojego serca Jezusa, Pana i Zbawiciela. Czy nie jest to jednym ze sposobów wprowadzenia w praktykę podstawowych prawd chrześcijańskich, tak często dziś zarzuconych, a przypominanych na nowo przez Jana Pawła II: „istnieje paląca potrzeba, aby ukazać jasno i głęboko prawdę o Chrystusie jako o jedynym Pośredniku między Bogiem a ludźmi i jedynym Odkupicielu świata, odróżniając go wyraźnie od założycieli innych wielkich religii” (TMA 38); gdyż „wiara w Niego jest koniecznym warunkiem zbawienia” (TMA 40)? Jakże daleka jest tak przeżywana suwerenność Bożego działania w człowieku od częstych dziś dążeń do pogłębienia modlitwy za pomocą różnorodnych technik, przy czym niejednokrotnie okazuje się, że jeśli techniki związane z tradycję katolicką okażą się za mało skuteczne, to sięga się do jakichkolwiek tradycji religijnych, nawet sprzecznych z chrześcijaństwem.

4. Modlitwa w Odnowie Charyzmatycznej: dzieło Ducha Świętego

Równie ważnym aspektem jak kerygmatyczne odnowienie fundamentu wiary jest przypomnienie, że budowniczym wznoszącym na tym fundamencie nie jest człowiek, ale Bóg. Konkretnie zaś: dar Ojca, udzielony przez pośrednictwo Jezusa Chrystusa, a darem tym jest sam Duch Święty. Centrum typowej dla Odnowy drogi formacyjnej, Seminarium Życia w Duchu Świętym, nie jest ani szkolenie, ani nauczanie, ani nawet zachęta do modlitwy. Jest nim, zwykle w piątym tygodniu Seminarium, wstawiennicza modlitwa innych, którzy wcześniej już przeszli tę drogę, za tego, który pragnie „mieć nowe życie”. Najważniejszą postawą jest w czasie tego spotkania nie tyle wysiłek zmiany czegoś w sobie, co usiłowanie stania się „przezroczystym” dla działania Ducha Świętego, nastrojenie serca na skrajną receptywność symbolizowaną w rozłożonych modlitewnie dłoniach: „spójrz, Panie, moje ręce są puste…”

Oczekuje się, że podczas tego właśnie wieczoru, podczas tego właśnie wstawiania się współbraci nastąpi istotna odnowa modlitwy. Ma ona przyjść nie wskutek wdrożenia w nowe techniki koncentracji ani za przyczyną opanowania sztuki oddychania lub oddalania rozproszeń, ale jak się tego całym serce pragnie wskutek uproszonego działania Ducha Świętego. Często nazywa się ten właśnie moment odnowy serca „chrztem w Duchu Świętym”; zdarza się, że jest on początkiem spektakularnych fenomenów modlitewnych, jak na przykład „modlitwy w językach”, czyli za pomocą słów niezrozumiałych dla nikogo, najczęściej łącznie z wypowiadającym je.

Czy można słusznie oczekiwać, że Bóg Ojciec na taką prośbę modlitewną odpowie? Podstawą takiej ufności jest biblijna obietnica: „Jeśli wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą” (Łk 11,13). Czy jednak można modlić się opierając na tej obietnicy o dar Ducha Świętego dla tych, którzy już wcześniej byli ochrzczeni, a często i bierzmowani? Chyba tak, skoro nauczali tego już Ojcowie Kościoła: „Duch Święty obiecany jest tym, którzy Go nie mają, aby go mieli, a tym, którzy mają aby go mieli w większej obfitości”.

I znowu wypada się ucieszyć zbieżnością podstawowych intuicji modlitewnej formacji Odnowy Charyzmatycznej z wieloma myślami zawartymi w Tertio millennio adveniente. Oto „do najważniejszych zadań związanych z przygotowaniem Jubileuszu należy ponowne odkrycie obecności Ducha Świętego, który działa w Kościele zarówno na sposób sakramentalny, zwłaszcza poprzez bierzmowanie, jak i za pośrednictwem licznych charyzmatów, zadań i posług” (TMA 45). Słusznie trzeba też nazywać to „odnową”, czyli powrotem do biblijnych początków, jako że „to, co się w pełni czasów dokonało za Jego [Ducha Świętego] sprawą, może też tylko za Jego sprawą wyłonić się z pamięci Kościoła” (TMA 44).

5. Żywa modlitwa w żywej wspólnocie

W naszym rozważaniu ciągle jeszcze nie czas, by zwrócić uwagę na to, co niezwykłe i widowiskowe w tak zwanej „charyzmatycznej modlitwie”. Nie da się jej w żaden sposób zrozumieć, jeśli zapomni się o 

Następnym konstytutywnym dla niej elemencie, o jej wspólnotowym wymiarze. Zasadniczo, najczęściej, jest to bowiem modlitwa wierzącej wspólnoty.

Niekiedy, w najpłytszym wydaniu, może tak być dlatego, że tylko wielu ludzi może utrzymywać się wzajemnie w kolektywnej ekstazie. Skoro bywają grupy charyzmatyczne o różnym poziomie, także takie, które są oparte na czystym emocjonalizmie i irracjonalizmie, to nietrudno zauważyć, że im więcej hałaśliwego tłumu, tym łatwiej zapomnieć o realiach życia społecznego, rodzinnego i religijnego poprzez oszałamiającą ekscytację. Stanowi to realne zagrożenie dla modlitwy w Odnowie Charyzmatycznej.

Ale pomijając takie niechlubne wyjątki, pozostajemy przy fakcie: „chrzest w Duchu Świętym” nie ma w zamyśle stworzyć chrześcijanina zatopionego głównie w indywidualnej kontemplacji, ale raczej człowieka, który jakkolwiek nie stroni od modlitwy osobistej to jednak jest stałym uczestnikiem wspólnotowych spotkań modlitewnych. Kolejne tygodnie Seminarium Odnowy, zatytułowane Wzrost (tydzień 6.) i Przemiana w Chrystusie (tydzień 7.), kładą nacisk na potrzebę wspólnoty. Ulubioną metaforą jest na tym etapie obraz ogniska: „Najskuteczniejszą metodą zgaszenia ognia jest rozsunięcie na boki palących się belek, a najlepszym sposobem, by ognisko zapłonęło na nowo jest zsunąć je z powrotem razem”.

Intuicja ta zgadza się zapewne z Pismem św.: „wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, aby stanowić jedno Ciało […] wszyscyśmy też zostali napojeni jednym Duchem” (1Kor 12,13). W tę samą stronę kieruje nas też Jan Paweł II, gdy pisze o „jedności wewnątrz Kościoła, ku której zmierzają różne dary i charyzmaty wzbudzone w nim przez Ducha”, a także o tym, że „jedność Ciała Chrystusa jest oparta na działaniu Ducha” (TMA 47).

6. Interpretacja typowych dla Odnowy form modlitwy

Dopiero teraz, w świetle powyższych fundamentów, można pokusić się o zinterpretowanie różnych rodzajów modlitwy, szczególnie charakterystycznych dla Odnowy Charyzmatycznej, jak na przykład „modlitwa w językach”, „prorokowanie”, modlitwa o uzdrowienie czy modlitwa o uwolnienie z mocy złych duchów. Wymienione typy modlitwy nieczęsto spotyka się w takim nasileniu poza środowiskiem Odnowy.

a. napełnienie Duchem Świętym („Chrzest w Duchu”)

Bramą otwierającą modlitewny świat Odnowy Charyzmatycznej jest modlitwa o „napełnienie Duchem Świętym”, nazywana również „wylaniem Ducha Świętego” lub „wylaniem darów Ducha Świętego”. Udziela się go po długim przygotowaniu (na przykład po tradycyjnych już siedmiu tygodniach Seminarium Życia w Duchu Świętym), we wspólnocie modlitewnej, poprzez gest nałożenia rąk i przez modlitwę o ten dar skierowaną do Boga. Często odczuwanym skutkiem jest przełomowy wzrost wiary, radykalne zaangażowanie się w życie Kościoła lokalnego, moc do świadectwa. Częste jest też otrzymanie począwszy od tego właśnie momentu „darów Ducha Świętego”. W środowisku Odnowy najczęściej jednak nie określa się tym mianem siedmiu darów opisanych w księdze proroka Izajasza (Iz 11,1-3), ale raczej charyzmaty opisane przez św. Pawła (1 Kor 12,8-10): języki, proroctwa, uzdrawianie.

U wielu uczestników Ruchu powstaje problem konfrontacji „napełnienia Duchem Świętym” z rzeczywistością chrztu i bierzmowania. Trudność ta bywa wyjaśniana na dwa sposoby:

  • „Napełnienie Duchem Świętym” jest tylko uświadomieniem sobie obecności Ducha i uwolnieniem Jego siły, ale nie jest istotnie nowym darem Ducha.
  • Zgodnie z nauką św. Augustyna Duch Święty jest obiecany także tym, którzy już Go przyjęli, aby mogli Go mieć w większej obfitości. Podobne wnioski wypływają z lektury św. Tomasza. Chodzi więc o prawdziwie nowe przyjście Ducha Świętego.

Polecone przez Jana Pawła II na rok 1998 odkrywanie działania Ducha Świętego, także na sposób niezwiązany bezpośrednio z faktem udzielenia sakramentu (TMA 45), można zrozumieć jako zachętę do modlitewnego upraszania mocy Ducha dla tych wierzących, którzy odczuwają brak Jego działania w życiu. Chrześcijanie ochrzczeni i bierzmowani mogą prosić Boga o „napełnienie Duchem Świętym”, czyli o głębsze zanurzenie w Jego obecności.

b. modlitwa w językach

Bardzo wiele osób zaangażowanych w Odnowę utrzymuje, że otrzymało dar nowej modlitwy w nieznanym języku. Interpretują ten znak jako tożsamy z darem, o którym pisał Apostoł Paweł w 1 Kor 13,1 i 14,18. Różne są sposoby teologicznego interpretowania „glossolalii”, czyli modlitwy językami:

  • Najzagorzalsi entuzjaści twierdzą, że jest to cud w pełnym tego słowa znaczeniu, o którym pisał św. Paweł, że są to „języki ludzi i aniołów”, a więc dar bezpośrednio od Boga pochodzący.
  • Najostrzejszy krytycy Odnowy utrzymują, że jest to stan ekstazy religijnej, fenomen wynikający z niezdrowego entuzjazmu i z nadmiernego napięcia psychicznego.
  • Bardziej trzeźwe spojrzenie podpowiada jednak, że modlitwa w językach w praktyce wcale nie musi być połączona z jakąkolwiek ekscytacją psychologiczną. Jest to specjalny rodzaj modlitwy o formie wszechobejmującej psychiczne władze człowieka, nie ujętej wprawdzie w słowa żadnego zrozumiałego języka, ale najbardziej intensywnej. Zapewne więc jest cudem, ale nie bardziej niż inne rodzaje chrześcijańskiej modlitwy w końcu przecież „nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego «Panem jest Jezus!»” (1Kor 12,3).

c. proroctwa

Charakterystyczne dla wspólnot charyzmatycznych są też tak zwane „proroctwa”, czyli orędzia wygłaszane nierzadko tonem pełnym namaszczenia, zwykle napominające wspólnotę do większej gorliwości lub napełniające zebranych otuchą. Interpretowane bywają jako specjalne przesłania od Boga, aktualne na dany moment życia wspólnoty. Zapewne budziłyby znacznie mniej niezdrowych emocji, gdyby były traktowane w randze objawień prywatnych.

Pożądane byłoby też, aby odnośna nauka katolicka była szerzej upowszechniana na Wydziałach Teologicznych, zwłaszcza nauka o realnej możliwości takich objawień, o ich fakultatywności i nieobowiązywalności w sumieniu dla słuchaczy nawet wtedy, gdyby faktycznie pochodziły z autentycznego natchnienia Bożego. Praktyka wskazuje, że czasem ocena pasterzy i teologów dysponuje tylko dwiema kategoriami: albo „proroctwo” jest absolutnie fałszywe, albo jeśli ma w sobie coś z Bożego działania miałoby zobowiązywać tak samo jak Biblia.

Dychotomia ta jest oczywiście zupełnie błędna i niewystarczająca. Szerzej wyjaśnia tę problematykę św. Jan od Krzyża.

d. modlitwy o uzdrowienie

Częste są też w środowisku Odnowy Charyzmatycznej modlitwy o uzdrowienie z najróżniejszych dolegliwości fizycznych, psychicznych i duchowych. W przeciwieństwie do bardziej tradycyjnego podejścia nie bywają wiązane z jakimś konkretnym miejscem (sanktuarium) lub osobą (uzdrowicielem). Bazują bardziej na wierze w powszechną obecność Ducha Świętego, który przecież nie jest związany miejscami i osobami. Zauważa się godne podkreślenia ożywienie wiary w uzdrawiającą moc sakramentu namaszczenia chorych, a to na podstawie wiary w trwałość biblijnych obietnic (Jk 5,14-15).

e. modlitwa o uwolnienie

Osoby spoza środowiska Odnowy bywają zaskoczone intensywnością praktykowanych tam również modlitw o oddalenie wpływów szatana. Powrót do biblijnej nauki o realności złego ducha i możliwości jego wpływu na człowieka, sam w sobie oczywiście pożądany i dobry, prowadzi jednak czasem do przesadnego nacisku na rzekomą wszechobecność szatana.

f. spoczynek w Duchu

Tak zwany „odpoczynek w Duchu” przypomina to, co św. Teresa z Avila nazywała „zaniemożeniem na ciele”. Ta forma modlitwy niekiedy przybiera formy kolektywnej ekstazy, chociaż zdarzają się jej „łagodniejsze” formy, całkiem spokojne i opanowane. Jako powszechne zjawisko znana jest w środowiskach pietystów protestanckich od końca XVIII w., ale dziś budzi poważne wątpliwości teologiczne (wyrażane np. przez ks. kard. Suenensa).

* * * * *

Pewien ksiądz, po kilku latach naszego wzajemnego niewidzenia się, zapytał zdziwiony, gdy dowiedział się o mojej obecności w Odnowie Charyzmatycznej: „To ty jeszcze się w to bawisz? Przecież nawet w Ameryce moda na Odnowę już wyraźnie osłabła”. Idąc za intencją tak sformułowanego pytania, zauważyć trzeba, że wymienione rodzaje modlitwy „charyzmatycznej” można potraktować na sposób zewnętrzny, jako swojego rodzaju folklor modlitewny, podlegający prawom mody. Budzą wtedy odrzucenie (gdyż niepodobne są do zaakceptowanej tradycji) albo nie umotywowany entuzjazm (ale w takim przypadku na zasadzie barwnego fenomenu, porównywalnego na przykład z zachowaniami wyznawców Kriszny).

By uniknąć takiego rodzaju zainteresowania modlitwą Odnowy Charyzmatyczną, nie można stracić z oczu jej najbardziej podstawowego fundamentu, jakim jest przyjęcie na nowo kerygmatu chrześcijańskiej wiary, odnowienie więzi z Jezusem Chrystusem przez zdecydowane zaproszenie Go do swojego życia, otworzenie swojego wnętrza na działanie Ducha Świętego i trwanie w chrześcijańskiej wspólnocie. Wtedy dopiero można oczekiwać, że Odnowa Charyzmatyczna stanie się jednym z miejsc realizowania postulatów Jana Pawła II z Tertio millennio adveniente: „Duch uobecni w Kościele […] jedyne Objawienie przyniesione ludziom przez Chrystusa, czyniąc je żywym i skutecznym w duszy każdego człowieka” i „działać będzie za pośrednictwem licznych charyzmatów, zadań i posług przez Niego wzbudzonych dla dobra Kościoła” (por. TMA 44 i 45). Dopiero wtedy „języki” okażą się sposobem przeżycia ufności w Boże prowadzenie na modlitwie, „proroctwa” okażą się wyrazem pragnienia życia podporządkowanego Bożemu planowi zbawienia, modlitwy o uzdrowienie przypomną o bliskości i dostępności miłosierdzia Bożego, a modlitwy o uwolnienie staną się sposobem manifestowania zwycięstwa Jezusa Chrystusa nad grzechem i śmiercią.

Ks. Andrzej Siemieniewski

WYZWANIE NOWEGO TYSIĄCLECIA

Dziękujemy Redakcji "Zeszytów Odnowy w Duchu Świętym" za zgodę na opublikowanie artykułu.

My wszyscy, którzy jesteśmy włączeni w Odnowę Charyzmatyczną, szczycimy się naszym specjalnym poznaniem Osoby Ducha Świętego. Doświadczyliśmy mocy Jego działania, poznaliśmy smak wolności, którą nam daje. Nie wolno nam jednak ograniczać działania Ducha Świętego. Pan Jezus powiedział do Nikodema: Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha (J 3,8).

Duch Święty jest nieprzewidywalny: czasami działa jak łagodny powiew, a czasami jak potężny wicher. Jednego dnia czyni znaki i cuda, a innego dokonuje niezauważalnej, choć głębokiej przemiany serc. Posłuszeństwo Duchowi Świętemu zawsze stanowi dla nas wyzwanie, a nie „przyjemną podróż” – gdyby tak było, wiele osób pragnęłoby przyłączyć się do nas. Dlatego nigdy nie powinniśmy pozwalać sobie na wygodę, stabilizację i rezygnację z podejmowania nowych zadań. Poznaliśmy uwalniającą moc Ducha i nie powinniśmy wracać do dawnego sposobu postępowania, bowiem czyniąc tak, odwracamy się od życia do śmierci.

Takiej właśnie pokusie ulegli Galaci, czym spowodowali gniew i pogardę Pawła Apostoła: O, nierozumni Galaci! Któż was urzekł, was, przed których oczami nakreślono obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego? Tego jednego chciałbym się od was dowiedzieć, czy Ducha otrzymaliście na skutek wypełniania Prawa za pomocą uczynków, czy też stąd, że daliście posłuch wierze? Czyż jesteście aż tak nierozumni, że zacząwszy duchem chcecie teraz kończyć ciałem? Czyż tak wielkich rzeczy doznaliście na próżno? A byłoby to rzeczywiście na próżno. Czy Ten, który udziela wam Ducha i działa cuda wśród was, [czyni to] dlatego, że wypełniacie Prawo za pomocą uczynków, czy też dlatego, że dajecie posłuch wierze? (Ga 3,1-5).

U progu […] nowego tysiąclecia katolicka Odnowa Charyzmatyczna staje wobec nowego wyzwania. Zastanówmy się więc, czy jesteśmy kuszeni, by wrócić do starego życia i odwrócić się od ryzyka i wyzwań, które niesie w sobie posłuszeństwo Duchowi Świętemu? Może raczej wszystko, czego doświadczamy i co widzimy stanowi dla nas zachętę, a słowa Jana Pawła II wypowiedziane w 1998 w czasie spotkania na placu św. Piotra w Rzymie z okazji świąt Zesłania Ducha Świętego, inspirują nas:

"Wielką potrzebą dzisiejszego Kościoła są dojrzałe osobowości chrześcijańskie, świadome swego powołania w Kościele i w świecie! Potrzebujemy prawdziwie żywych wspólnot chrześcijańskich! I oto ruchy i nowe wspólnoty w Kościele są odpowiedzią Ducha Świętego na wyzwania końca wieku. Wy jesteście tą opatrznościową odpowiedzią".

Oznacza to, że Kościół rozpoznał wagę Odnowy Charyzmatycznej, nowych ruchów i nowych form życia wspólnotowego. Rozumie, że oba wymiary życia Kościoła, charyzmatyczny i hierarchiczny, są równie ważne, a nowe dzieła Ducha Świętego – silnym prądem w wielkiej rzece jego życia.

Istnieje jednak niebezpieczeństwo, wobec którego musimy być czujnymi – utrata naszej prorockiej determinacji, by być zaakceptowanym.

Kolejna ważna rzecz. Wstęp do statutu ICCRS przypomina nam bardzo jasno jedną z najbardziej znaczących cech katolickiej Odnowy Charyzmatycznej, która odróżniają od pozostałych ruchów w Kościele.

"Katolicka Odnowa Charyzmatyczna nie jest jednolitym ruchem o zasięgu światowym. Nie ma jak większość ruchów jednego założyciela lub grupy założycieli. Nie ma też listy członków. Jest to wysoce zróżnicowany zespół osób i grup podejmujących różne działania, często od siebie niezależnych i o różnie rozłożonych akcentach, niemniej jednak ma to samo fundamentalne przeżycie i stawia sobie te same cele. Taki model luźno powiązanych relacji jest realizowany w diecezjach, na poziomie narodowym i międzynarodowym. Charakteryzuje go bardziej współpraca i dialog niż integracja czy tworzenie struktur. Przywództwo polega raczej na służbie niż na zarządzaniu."

Te słowa wskazują na to, co wyróżnia Odnowę Charyzmatyczną i pokazują, co musimy w niej chronić i podtrzymywać. Na różnych poziomach: lokalnym, narodowym i międzynarodowym były już bowiem próby, by dopasować Odnowę Charyzmatyczną do ustalonych z góry struktur, z listami członków i kryteriami przynależności, z programami formacyjnymi i z mocnym autorytetem centralnym. Odpowiedzialni muszą więc strzec się przed próbami zmiany natury Odnowy, ponieważ jeśli kiedykolwiek będą zrealizowane – zniszczy to jej życie. Kiedy struktury dominują, charyzmat umiera i cichnie prorockie wezwanie.

Nie chodzi mi o to, by przywództwo w katolickiej Odnowie Charyzmatycznej odrzuciło właściwe autorytety, ale o czujność, by ci, którzy nie rozumieją istoty Odnowy, nie zmienili jej w coś, czym nigdy być nie może. Istotą tego wielkiego Bożego poruszenia jest chrzest w Duchu Świętym, doświadczenie przemieniające życie, które prowadzi od uczynków do wiary, od prawa do wolności, od nas samych do Boga. To jest dar Odnowy Charyzmatycznej dla Kościoła i świata. To jest łaska, której bardzo potrzebujemy, jeśli mamy sprostać wyzwaniom nowego tysiąclecia.

Dziękując Bogu za to, co uczynił, wyjdźmy naprzeciw przyszłości: świadomi tego, kim jesteśmy, wdzięczni za to, co się stało i zdecydowani pozostać charyzmatyczni i profetyczni bez względu na to, co inni mogą myśleć, mówić albo czynić. Wiatr Ducha Świętego musi mieć możliwość wiać tam, gdzie chce.

ICCRS Newsletter nr 6, 1999.
TŁUM. BEATA ClASTOŃ

II. 7. ROZEZNANIE WSPÓLNE

Mówiłem wam, że to wewnętrzne rozeznanie, zawsze potrzebne w dziedzinie życia duchowego, musi być potwierdzone przez rozeznanie zewnętrzne, którego oczekujemy od ludzi, którzy nas otaczają.

a. Weryfikacja przez innych

Najpierw bardzo konkretnie po to, by inni weryfikowali te owoce Ducha, które – jak nam się zdaje – znajdujemy w sobie. Może nam się bowiem tylko zdawać, że jest w nas pokój, radość, łagodność, wyrozumiałość, przebaczenie. Ale bracia mówią nam: „Ach! Tak? Chyba nie widziałeś się w lustrze. Spójrz na swoje usta! Spójrz na swoje oczy! Wydaje ci się, że jesteś cierpliwy? Gdybyś był na naszym miejscu, na miejscu tych, z którymi żyjesz, którzy żyją z tobą, zdałbyś sobie sprawę, że żyjesz w ciągłym napięciu” itd. Jest to więc pierwsza rzecz, która jest kwestią zwykłego, zdrowego rozsądku i ostrożności.

b. Dla wspólnoty

Druga sprawa: owoce Ducha nie są nam dane wyłącznie dla nas samych. Dlatego środkiem służącym rozeznaniu są nie tylko owoce, jakie taka czy inna rzecz przynosi nam, ale są także owoce, które przynosi ona wspólnocie.

Trzeba tu jednak dokonać bardzo ważnego rozróżnienia: jeśli owoce dla wspólnoty są dobre, jeśli to, co robię, powoduje w moich braciach wzrost miłości, pokoju, radości, wtedy mogę być pewien, że pochodzi to od Boga. Ale jeśli tego nie powoduje, nie mogę być pewien, że nie pochodzi to od Boga; w grę wchodzi bowiem wolność innych i wszelkie możliwe przeszkody. Dowodem na to jest fakt, że nawet Pan Jezus nie doprowadził do zrodzenia się w faryzeuszach i arcykapłanach owoców miłości i radości… Zatem również my, nawet jeśli działamy jak najbardziej zgodnie z wolą Boga, nie możemy być pewni, że takie owoce zrodzą się we wspólnocie, w której żyjemy. Ale jeśli się pojawią, możemy być pewni, że był w tym Bóg, Jego ręka, i że możemy iść dalej tą drogą.

Trzeba o tym zawsze pamiętać. W przeciwnym razie można się zniechęcić, zmienić kierunek działania, choć nie powinno się tego robić. Jezus znalazł się w takiej sytuacji. Zdał sobie sprawę, że Żydzi nie idą za Nim, nie wierzą w Niego, i musiał zadawać sobie pytanie: „Czy powinienem iść do innych?”. A potem znalazł w sobie, przez swe osobiste rozeznanie pewność, że Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela (Mt 15,24), a więc nie zmienił drogi, poszedł prosto, i to prosto na Kalwarię.

Może się zatem zdarzyć, że Duch Boży doprowadzi nas do porażki wobec naszych braci albo nie tyle do porażki, ile do czegoś, co grzech ludzki przemienia w niepowodzenie. W takim razie musimy być naprawdę pewni tego, co robimy! Trzeba mieć naprawdę to wewnętrzne rozeznanie, które zawsze podziwiałem u Jezusa.

Widzimy Jezusa, który od początku wie dokładnie, co musi robić. Pierwsze [znane z Ewangelii] słowa Jezusa, które w wieku dwunastu lat wypowiada do swych rodziców: Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? (Łk 2,49). Wie już, jako dwunastoletni, co „trzeba” robić, gdzie „trzeba” być. Gdy prosi o chrzest, święty Jan Chrzciciel dziwi się: Ty przychodzisz do mnie? Jezus odpowiada: Godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe (Mt 3,15). „Godzi się” jest łagodniejsze od „trzeba”, ale ma to samo znaczenie. Jezus rzeczywiście dokonał rozeznania i za każdym razem, gdy coś robi, wie, co musi czynić.

c. W harmonii z Kościołem

Trzecim punktem dotyczącym rozeznania zewnętrznego, na który w Kościele kładzie się duży nacisk – wiemy dlaczego – jest to, co nazywa się „analogią wiary”. Oznacza to, że co przychodzi z wewnątrz, „nie powinno stać w sprzeczności z doktryną Kościoła”.

Powiedziałbym, że nie może także być sprzeczne z dyscypliną Kościoła. Coś, co miałoby wyprowadzić nas poza Kościół, zerwać naszą więź z Kościołem, nie pochodzi od Boga. Jest to dość oczywiste.

Jednak powtarzam: doprowadziłoby do zerwania więzi, nie do napięcia! W życiu wielkich świętych są historie, które pokazują, że natchnienie Ducha Świętego może wywołać niekiedy silniejsze lub słabsze napięcie z pewnymi aspektami lub pewnymi sektorami Kościoła ich czasów.

Przykładem niech będzie święta Klara. Kiedy święta Klara zakładała zakon klarysek, Duch Święty naprawdę skłaniał ją do całkowitego ubóstwa; był to jej charyzmat, któremu naprawdę nie mogła się oprzeć. Całkowite ubóstwo oznaczało, że wspólnota sióstr nie miałaby na własność nawet domu ani ogrodu. Kościół jej czasów powiedział jej: „To szaleństwo! Nie ma mowy! Nie zgadzamy się!”. Nalegała, nalegała, aż zwyciężyła.

Może się więc zdarzyć, że Duch Święty popchnie nas do zażądania czegoś, co nie idzie w parze z aktualną dyscypliną Kościoła. Znakiem jest wówczas to, że pozostajemy zawsze gotowi do dialogu. Dialog może być nieraz trudny, przez długi czas pełen napięć, ale nigdy nie ulega przerwaniu.

Nie jest wcale wykluczone, że w Odnowie charyzmatycznej tak właśnie będziemy rozmawiali przez długi czas z jakimś biskupem, zanim otrzymamy spokojną, lojalną, otwartą zgodę. Tak było w wielu diecezjach. Ale jeśli duch dialogu jest stały, i to dialogu w pokoju, pokorze i łagodności – owocach Ducha – to działanie Ducha w końcu tryumfuje.

d. Kto nam pomoże rozeznać?

Ostatnią rzeczą, którą chciałbym powiedzieć na temat rozeznania zewnętrznego, którego szukamy u innych, jest to, u kogo znajdziemy tę pomoc? Zawsze bowiem musimy znaleźć pomoc w naszym osobistym rozeznaniu.

Pomocy możemy szukać u trzech kategorii osób.

Po pierwsze: ludzie, którzy mają charyzmat rozeznania duchów. To istnieje. Jest to nieskończenie cenny dar. Kiedy Bóg daje w grupie albo w sąsiedztwie kogoś, kto naprawdę ma ten charyzmat, jest to ogromna przysługa dla innych. Taki charyzmat również musi być rozpoznany, ale istnieje, jest nieocenionym darem Boga.

Następnie: odpowiedzialni[2]. Przełożeni nie są wprawdzie nieomylni. Być może trzeba z nimi rozmawiać dość długo, nie zniechęcając się, jak święta Klara. Ale każdy, o ile ma nad sobą odpowiedzialnego przełożonego, ma prawo szukać u niego pomocy w swym rozeznaniu. Bóg mu je da. Dar bycia „rozeznającym” nie przysługuje odpowiedzialnemu przełożonemu dla niego samego: on przysługuje innym przez niego. To tak jak ze wszystkimi charyzmatami we właściwym znaczeniu tego słowa: są nam dane dla innych.

Wreszcie – o czym nie można zapominać – wspólnota. Wspólnota jest największą pomocą w rozeznawaniu. I jeśli należymy do jakiejś wspólnoty, zakonnej, modlitewnej, grupy pracy, rodziny, oczywiście wspólnoty złączonej duchowo, która istnieje jako osoba duchowa, poszukująca Boga, próbująca żyć w Duchu, to jest ona moim zdaniem (jest to prywatna opinia, ale myślę, że uzasadniona) ostatecznym kryterium rozeznania. Jeśli jest we mnie coś, co domaga się rozeznania, i poddaję to mojej wspólnocie, to to, co powie mi wspólnota, jest odpowiedzią Boga. Osobiście jestem tego pewien.

***

Oto przekazałem wam najlepszą cząstkę z tego, co wiem na temat rozeznania. Trzeba prosić jedni za drugich, abyśmy byli zawsze wierni temu obowiązkowi, jeśli Bóg i inni tego od nas zażądają.

Pytanie zadane przez asystenta: „Zdaje się, że Amos nie miał wspólnoty. Został wzięty od swych kóz… A więc kto potwierdził jego rozeznanie?

Odpowiedź: Elementy, o których mówiłem, występują w różnych proporcjach i w różnych „kombinacjach”. Nie zawsze mamy rozeznanie wspólnoty. Niektórzy prorocy są sami, pozbawieni elementu wspólnoty. W takich przypadkach muszą mieć bardzo wielką pewność wewnętrzną, że to Bóg ich prowadzi. Popatrzcie na Jeremiasza: Uwiodłeś mnie Panie, a ja pozwoliłem się uwieść. (…) I powiedziałem sobie: nie będę Go już wspominał ani mówił w Jego imię! Ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień, nurtujący w moim ciele. Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem (Jr 20,7-9). Tu widzimy wewnętrzną pewność. Kiedy nie mamy zwykłych elementów rozeznania: przełożonego, wspólnoty, Bóg wspiera nas wewnętrzną pewnością, która nie musi być podbudowywana niczym zewnętrznym! Ale to już On zsyła. Są to skrajne przypadki.


P R Z Y P I S Y :
[2] Mowa o przełożonych (przyp. tłum.).