ANEKS – ZWYCIĘSTWO CHRYSTUSA NAD ZŁEM (20 VII 1986)

1. Nasze katechezy poświęcone Bogu, Stworzycielowi rzeczy „niewidzialnych”, oświeciły i umocniły naszą wiarę w tym, co odnosi się do prawdy o złym duchu lub szatanie, którego istnienia Bóg – najwyższa Miłość i Świętość, mądra i potężna Opatrzność prowadząca nasze życie ku zwycięstwu nad księciem ciemności – oczywiście nie chciał. Wiara Kościoła przekonuje nas bowiem, że potęga szatana nie jest nieskończona. Jest on tylko stworzeniem, wprawdzie bardzo potężnym jako czysty duch, ale tylko stworzeniem, ograniczonym i podlegającym woli i panowaniu Boga i Jego królestwa, jego działanie jest dopuszczone przez Bożą Opatrzność, która z mocą i dobrocią (fortiter et suaviter) kieruje dziejami człowieka i świata. Działalność szatana wyrządza z pewnością wiele szkód jednostkom i społeczeństwu – szkód natury duchowej, a pośrednio także fizycznej – nie jest jednakże zdolna unicestwić Dobra – ostatecznej celowości człowieka i całego stworzenia. Nie może przeszkodzić w definitywnym ukształtowaniu się królestwa Bożego, gdzie dopełni się sprawiedliwość i miłość Ojca wobec stworzeń, które odwiecznie mają swoje „przeznaczenie” w Jezusie Chrystusie. Możemy wręcz powiedzieć za św. Pawłem, że dzieło złego przyczynia się do dobra (por. Rz 8,28) i że służy budowaniu chwały „wybranych” (por. 2 Tm 2,10).

2. Można więc uznać, że całe dzieje ludzkości są ostatecznie historią zbawienia, w którą wpisane jest zwycięstwo Chrystusa nad władcą tego świata (J 12,31; 14,30; 16,11). Bogu swemu będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz (Łk 4,8) – mówi stanowczo Chrystus do szatana. W dramatycznym momencie swej posługi, w odpowiedzi na haniebne oskarżenie o to, że wypędzał demony jako sprzymierzeniec Belzebuba, ich władcy, Jezus wypowiada te surowe i pocieszające zarazem słowa: Każde królestwo, wewnętrznie skłócone, pustoszeje. I żadne miasto ani dom, wewnętrznie skłócony, nie ostoi się. Jeśli szatan wyrzuca szatana, to sam z sobą jest skłócony, jakże się wiec ostoi jego królestwo? […] Lecz jeśli Ja mocą Ducha Bożego wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło do was królestwo Boże (Mt 12,25-26.28). Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, zabierze cała broń jego, na której polegał, i łupy jego rozda (Łk 11,21-22). Słowa wypowiedziane przez Chrystusa na temat kusiciela znalazły swe historyczne spełnienie w krzyżu i zmartwychwstaniu Odkupiciela. Chrystus stał się uczestnikiem człowieczeństwa aż do śmierci krzyżowej, aby – jako czytamy w Liście do Hebrajczyków – przez śmierć pokonać tego, który dzierżył władze nad śmiercią, to jest diabła, i aby uwolnić tych wszystkich, którzy […] podlegli byli niewoli (Hbr 2,14-15). Oto wielki pewnik wiary chrześcijańskiej: władca tego świata został osądzony (J 16,11); Syn Boży [zaś] objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła (1 J 3,8) – wedle świadectwa Janowego. Chrystus ukrzyżowany i zmartwychwstały okazał się owym „Mocniejszym”, który „pokonał mocarza”, diabła, i pozbawił go władzy.

Kościół uczestniczy w zwycięstwie Chrystusa nad diabłem: Chrystus bowiem dał swoim uczniom moc wypędzenia duchów nieczystych (por. Mt 10,1 i paral.; Mk 16,17). Kościół sprawuje tę zwycięską władzę poprzez wiarę w Chrystusa i poprzez modlitwę (por. Mk 9,29; Mt 17,19n); w pewnych specyficznych wypadkach może ona przybrać formę egzorcyzmów.

3. W tę „historyczną” fazę zwycięstwa Chrystusa wpisana jest zapowiedź i początek zwycięstwa ostatecznego, które wiąże się z Paruzją: drugim i ostatecznym przyjściem Chrystusa na końcu dziejów, ku któremu zmierza życie chrześcijanina. I chociaż dzieje te toczą się w dalszym ciągu pod wpływem ducha, który działa teraz w synach buntu (Ef 2,2), to przecież w świadomości wierzących istnieje pewność powołania do walki o ostateczny triumf Dobra: Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich (Ef 6,12).

4. Walka ta, w miarę zbliżania się kresu, będzie stawała się poniekąd coraz bardziej gwałtowna, jak świadczy o tym zwłaszcza Apokalipsa, ostatnia księga Nowego Testamentu (por. Ap 12,7-9). Jednakże właśnie w tej księdze uwydatnia się szczególnie owa pewność, która daje nam całe Objawienie Boże: pewność, że zwycięża dobro. W tym zwycięstwie, które już się dokonało w tajemnicy paschalnej Chrystusa, wypełni się do końca pierwsza zapowiedź z Księgi Rodzaju, zwanej – rzecz znamienna – protoewangelią, w której Bóg ostrzega węża: Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę (Rdz 3,15). Dopełniając w tej ostatecznej fazie tajemnicy swej ojcowskiej Opatrzności, Bóg tych, których odwiecznie „przeznaczył w Chrystusie”, „uwolnił spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa Syna swojego umiłowanego” (por. Kol 1,13). Wówczas też Syn podda Ojcu cały wszechświat, ażeby Bóg był wszystkim we wszystkich (1 Kor 15,28).

ANEKS – UPADEK ZBUNTOWANYCH ANIOŁÓW (13 VII 1986)

1. Kontynuując temat poprzednich katechez, które poświęciliśmy artykułowi wiary dotyczącemu świata aniołów, stworzeń Bożych, zagłębimy się dzisiaj w rozważania nad tajemnicą wolności, którą niektórzy z nich skierowali przeciwko Bogu i Jego planowi zbawienia w stosunku do ludności.

Ewangelista Łukasz pisze, iż w chwili, gdy uczniowie powrócili do Mistrza, pełni radości z owocnego przebiegu swej pierwszej wyprawy misyjnej, Jezus wypowiedział zdanie, nad którym warto się zastanowić: Widziałem szatana, spadającego z nieba jak błyskawica (Łk 10,18). W słowach tych Pan Jezus stwierdza, że głoszenie królestwa Bożego zawsze oznacza zwycięstwo nad diabłem, ale jego budowanie stale narażone jest na zasadzki złego ducha. Mówić o tym – co zamierzamy uczynić podczas dzisiejszej katechezy – znaczy przygotować się do walki, która w tym ostatecznym czasie dziejów zbawienia jest właściwa życiu Kościoła (jak twierdzi tekst Apokalipsy, por. 12,7). Równocześnie pozwala to wyjaśnić słuszną wiarę Kościoła, głoszoną w obliczu tych, którzy wprowadzają doń zamieszanie, przypisując zbyt duże znaczenie roli szatana, oraz tacy, którzy negują bądź minimalizują jego złowrogą moc.

Poprzednie katechezy o aniołach przygotowały nas do zrozumienia objawionej w Piśmie Świętym i podawanej przez całą Tradycję Kościoła prawdy o szatanie, czyli o upadłym aniele, o złym duchu, zwanym także diabłem lub demonem.

2. Ten „upadek”, który posiada charakter odrzucania Boga, a co za tym idzie – potępienia, jest stanem dobrowolnie wybranym przez tych wśród duchów stworzonych, którzy radykalnie i nieodwracalnie odrzucili Boga i Jego królestwo, chcąc zagarnąć Jego wiarę i zburzyć ekonomię zbawienia oraz porządek całego stworzonego wszechświata. Echem tego są słowa, które brzmią u początku biblijnych dziejów człowieka: „będziecie jako Bóg” lub „jako bogowie” (por. Rdz 3,5). W słowach tych zły duch usiłuje przeszczepić na człowieka tę wewnętrzną postawę rywalizacji, nieposłuszeństwa i opozycji wobec wolnego Boga, która jest jakby osią całej jego egzystencji.

3. Opowieść o upadku człowieka, przekazana przez Stary Testament w Księdze Rodzaju, nawiązuje do owej postawy rywalizacji, którą szatan usiłuje wzbudzić w człowieku, aby skłonić go do występku (Rdz 3,5). Także w Księdze Hioba (por. Hi 1,11; 2,57) czytamy, że szatan usiłuje wywołać bunt u cierpiącego człowieka. W Księdze Mądrości (por. Mdr 2,24) szatan jest przedstawiony jako sprawca śmierci, która weszła w dzieje człowieka wraz z grzechem.

4. Nauka Kościoła, przedstawiona na Soborze Laterańskim IV (1215), głosi, że diabeł (czy szatan) i inne demony „zostali stworzeni przez Boga jako dobre duchy, a stały się złymi z własnej woli”. Tak więc czytamy w Liście św. Judy: Pan […] aniołów, tych, którzy nie zachowali swojej godności, ale opuścili własne mieszkanie, spętanych wiekuistymi więzami, zatrzymał w ciemnościach na sąd wielkiego dnia (Jud 6). Podobnie w Liście św. Piotra, gdzie czytamy o „aniołach, którzy zgrzeszyli”, a Bóg im nie odpuścił, ale wydał ich do ciemnych lochów Tartaru, aby byli zachowani na sąd (2 P 2,4). Jeśli Bóg „nie odpuszcza” grzechu aniołów, to z tej racji, że trwają oni w swym grzechu, że są wiekuiście „spętani więzami” tego wyboru, jakiego dokonali na początku, odrzucenia Boga, wbrew prawdzie o Dobru najwyższym i ostatecznym, którym sam Bóg jest. W tym sensie pisze św. Jan, że diabeł trwa w grzechu od początku (1 J 3,8). Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma (J 8,44).

5. Powyższe teksty pozwalają nam zrozumieć naturę i wielkość grzechu szatana, który polegał właśnie na odrzuceniu prawdy o Bogu, poznanym w świetle rozumu i objawienia jako nieskończone Dobro, jako Miłość i Świętość sama. A grzech ten był większy, im większa doskonałość i przenikliwość poznawcza rozumu anielskiego, im większa jego wolność oraz pierwotna bliskość w stosunku do Boga. Odrzucając tę prawdę o Bogu aktem swojej wolnej woli, szatan staje się jakby komicznym „kłamcą” i „ojcem kłamstwa” (por. J 8,44): sam żyje w radykalnej negacji Boga i zarazem to właśnie tragiczne „kłamstwo o Dobru”, jakim jest Bóg, usiłuje narzucić stworzeniu, innym istotom stworzonym na obraz Boga, a w szczególności ludziom. W Księdze Rodzaju znajdujemy precyzyjny zapis takiego właśnie „zakłócenia” prawdy o Bogu, które szatan (pod postacią węża) usiłuje przekazać pierwszym przedstawicielom rodzaju ludzkiego, mówiąc, że Bóg nakłada na człowieka pewne ograniczenia, gdyż zazdrośnie strzeże swoich przywilejów (por. Rdz 3,5). Szatan nakłania człowieka, by wyzwolił się spod tego jarzma i stał się „jak Bóg”.

6. W swym egzystencjalnym zakłamaniu szatan staje się – jak mówi św. Jan – także „zabójcą”, czyli niszczycielem tego nadprzyrodzonego życia, jakie Bóg od początku zaszczepił w nim samym, a także w stworzeniach będących z natury „obrazem” Boga: w innych czystych duchach i w ludziach. Szatan chce zniszczyć życie wedle prawdy, życie w pełni dobra, nadprzyrodzone życie łaski i miłości. Dlatego autor Księgi Mądrości pisze: śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą (Mdr 2,24). W Ewangelii zaś Chrystus przestrzega: bójcie się raczej Tego, który dusze i ciało może zatracić w piekle (Mt 10,28).

7. Na skutek grzechu pierwszych rodziców ów upadły anioł zdobył w pewnej mierze panowanie nad człowiekiem. Naukę tę, stale wyznawaną i głoszoną przez Kościół, potwierdził Sobór Trydencki w dekrecie o grzechu pierworodnym (por. DS 1511). Wyraża się ona w sposób dramatyczny w liturgii chrztu św., która wzywa katechumena do wyrzeczenia się szatana i jego spraw.

Ów wpływ na człowieka, pewne panowanie nad dyspozycjami jego ducha (i ciała), znajduje odzwierciedlenie w Piśmie Świętym, gdzie szatan bywa nazwany „księciem tego świata” (por. J 12,31; 14,30; 16,11), a nawet „bogiem tego świata” (por. 2 Kor 4,4). Znajdujemy poza tym wiele innych nazw, określających jego zgubne kontakty z człowiekiem, takie jak „Belzebub” lub „Belial”, poza tym „duch nieczysty”, „kusiciel”, „zły”, wreszcie „Antychryst” (1 J 4,3). Oprócz tego znajdujemy porównania z „lwem” (1 P 5,8), ze „smokiem” (w Apokalipsie) oraz z „wężem” (Rdz 3). Bardzo często jest używane określenie „diabeł” od wyrażenia greckiego diabellein (stąd diabolos), co znaczy: powodować zniszczenie, dzielić, rzucać oszczerstwa, oszukiwać. Prawdę mówiąc, to wszystko przejawia się od początku w działalności złego ducha, którego Pismo Święte przedstawia jako osobę, równocześnie wskazując na to, że nie jest sam: „jest nas wielu” – wołają do Jezusa duchy nieczyste w kraju Gerazeńczyków (por. Mk 5,9); „diabeł i jego aniołowie” – mówi Jezus w opisie Sądu Ostatecznego (por. Mt 25,41).

8. Pismo Święte, a zwłaszcza Nowy Testament w wielu miejscach mówi o tym, że panowanie i działanie szatana i innych złych duchów obejmuje cały świat. Świadczy o tym choćby przypowieść Chrystusa o roli (którą jest świat), o nasieniu dobrym i złym, które diabeł zasiewa jakby chwast wśród pszenicy, starając się równocześnie wyrywać z serc to dobro, jakie zostało w nich „zasiane” (por. Mt 13,38-39). I stąd też te liczne wezwania do czujności (por. Mt 26,41; 1 P 5,8), do modlitwy i postu (por. Mt 17,21). Stąd dobitne stwierdzenie Pana Jezusa: „Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą” (Mk 9,29). Działalność szatana w stosunku do ludzi objawia się przede wszystkim w kuszeniu do zła. Zły duch usiłuje wpłynąć na człowieka, na jego wyobrażenie oraz wyższe władze jego duszy, by odwrócić je od prawa Bożego. Szczytowym przejawem tego działania jest kuszenie samego Chrystusa (por. Łk 4,3-13), w którym szatan usiłuje stanąć na przeszkodzie ustanowionym przez Boga wymogom ekonomii zbawienia.

W pewnych wypadkach działalność złego ducha może posunąć się również do owładnięcia ciałem człowieka; wtedy mówimy o „opętaniu” (por. Mk 5,29). Nie zawsze łatwo jest określić to, co w tego rodzaju wypadkach jest wynikiem działania sił nadprzyrodzonych. Kościół nie popiera i nie może popierać tendencji do zbyt pochopnego przypisywania wielu faktom bezpośredniego działania demona. Zasadniczo nie może jednak zaprzeczyć temu, że szatan, powodowany chęcią szkodzenia i prowadzenia do zła, może posunąć się do tego krańcowego przejawu swojej wyższości.

9. Wypada nam dodać na koniec, że wstrząsające słowa Jana Apostoła cały zaś świat leży w mocy Złego (1 J 5,19) wskazują na obecność szatana w historii ludzkości, która nasila się, w miarę jak człowiek i społeczeństwo odsuwają się od Boga. Wówczas też wpływ złego ducha może się pełniej i skuteczniej „zakonspirować”, co z pewnością odpowiada jego „interesom”. Najskuteczniej może działać wówczas, gdy udaje mu się skłonić człowieka, by zaprzeczał jego istnieniu w imię racjonalizmu lub jakiegokolwiek innego prądu myślowego, który nie chce wiedzieć o jego działaniu w świecie. Oczywiście, działalność szatana nie eliminuje wolnej woli i nie niweczy zbawczego działania Chrystusa. Chodzi tu raczej o kontakt pomiędzy ciemnymi siłami zła a siłą odkupienia. Jakże przejmujące są w związku z tym słowa, które Chrystus u progu swej męki wypowiedział do Piotra: Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę, ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara (Łk 22,31-33).

Rozumiemy więc teraz, dlaczego Pan Jezus w tak stanowczy sposób kończy modlitwę królestwa Bożego Ojcze nasz, której nas nauczył, w odróżnieniu od wielu innych modlitw tamtych czasów, przypominając nam o tym, że w życiu jesteśmy stale narażeni na podstępne działanie Zła, Złego. Chrześcijanin, zwracając się do Ojca w duchu Jezusa i wzywając Jego królestwa, woła z całą mocą swojej wiary: nie wódź nas na pokuszenie, wybaw nas od zła, ode złego. Spraw, Panie, byśmy nie zgrzeszyli niewiernością, do której namawia nas ten, który od samego początku był niewierny.

XI. ODNOWA A WYRZUCANIE ZŁYCH DUCHÓW: OBSERWACJE PSYCHOLOGICZNE

Rozpatrzmy seanse „wyzwalania” już nie z punktu widzenia teologii, lecz psychologii. Również w tej płaszczyźnie należy postępować z ogromną roztropnością, gdyż dotyka się najintymniejszego wnętrza osoby „wyzwalanej”.

Ukażemy dwa punkty szczególnie newralgiczne:

  • pierwszy, poprzedzający seans, to trudności samej diagnozy;

  • drugi, dotyczący niebezpieczeństw psychologicznych, na które naraża się zarówno „egzorcysta”, jak i „egzorcyzmowany”.


1. Trudności diagnozy

51 Pierwsza trudność to ustalenie poprawnej diagnozy. Skąd można wiedzieć, że działa tu wpływ szatana? Nikt nie posiada oczywistej pewności: jak mówiliśmy, złe duchy jako byty duchowe umykają naszej obserwacji empirycznej.

A więc można jedynie snuć domysły. Nie będziemy opisywać różnych zjawisk, jakie w ciągu wieków roztrząsano w zależności od kultur jako ujawnienie obecności diabelskiej.

Nie możemy też lekceważyć zdobyczy nauki bez popadania w naiwność i łatwowierność.

Niejednokrotnie stwierdziłem w różnych środowiskach, skłonnych do nadużywania „wyzwoleń”, zadziwiającą ignorancję w tych tematach.

Ważne jest zachowanie nienaruszonej wiarygodności pod groźbą odrzucania absolutnie wszystkiego.

Ojciec Tonquedec, jezuita, wybitny teolog i egzorcysta w diecezji paryskiej przez wiele lat, napisał książkę: Choroby nerwowe i umysłowe i działanie diabelskie. Wciąż jest aktualna w odniesieniu do tego, czym się tu zajmujemy, i może służyć za przestrogę dla tych, którzy odkrywają działanie diabła w jakichkolwiek niezrozumiałych zachowaniach, aby powątpiewali w swą diagnozę.

Autor sygnalizuje pewne objawy wspólne dla nerwic, zwłaszcza psychozy, histerii i niektórych form epilepsji z prawdziwym opętaniem.

Rozdwojenie, przynajmniej częściowe, osobowości i niestosowne zachowanie, niezgodne z charakterem danej osoby, perwersyjne postępowanie, dzikie, wulgarne obyczaje są wynikiem choroby jako takiej i nie znamionują pochodzenia diabelskiego.

Histerycy, którzy zachowują się jakby ulegli szatanowi, będą ujawniać wstręt do spraw religijnych, upodobanie w złu, ordynarne wyrażanie się, bezwstydne zachowanie i ogromne podniecenie.

Patologia umysłowa zna całą gamę omamów, np. zoopatię, to jest przekonanie, że we wnętrznościach gnieździ się jakieś zwierzę.

Bardzo specjalne zachowania chorobowe mogą sprawiać wrażenie, że to aberracje pochodzące od diabła i wymagające dla ich uleczenia egzorcyzmu i wyzwolenia.

Nikomu nie przyjdzie do głowy sugerować egzorcyzm, gdy chodzi o raka czy białaczkę, bo wyobraźnia nie zostaje poruszona powyższymi symptomami. Z dziwacznego charakteru objawów chorób nerwowych nie należy wnioskować o wpływie diabelskim.

52 Lekceważenie danych naukowych to nieuznawanie ścisłego związku, jaki zachodzi pomiędzy łaską a naturą. Św. Tomasz często podkreślał ten związek, mówiąc, że łaska nie niszczy natury, lecz ją podnosi i udoskonala. W odróżnieniu od tendencji wywodzących się z Reformacji, Kościół nie uważa natury za dogłębnie zepsutą i zranioną.

Ponadto nadprzyrodzony charyzmat rozeznawania, będący darem Boga, nie przeczy istnieniu ludzkiego krytycznego umysłu, który, podobnie jak całe stworzenie, jest darem Bożym: dary się uzupełniają.

***

A więc nie można odwoływać się do rozeznania charyzmatycznego i nie uwzględniać zwykłych ludzkich danych, a wzywać wprost Ducha Świętego, nie słuchając rozeznania podanego przez Kościół. Na ogół rozeznanie czyni się nie indywidualnie, lecz w grupach, ale to nie wystarcza.

Można rozumieć, że chrześcijanie niekatolicy uważają wspólne rozeznanie za ostateczne kryterium. Nasza wiara sięga głębiej i każe uznać tajemnicę Kościoła założonego przez naszego Mistrza.

Chrystus chciał mieć Kościół apostolski, który kontynuuje przez wieki sukcesję apostolską przez biskupów. Do nich i apostołów pozostających z nimi w jedności, w zakresie przez nich zleconym, należy ostateczne osądzanie, gdy będą przez świeckich dostatecznie poinformowani w pełnym zaufaniu i otwartości.

Słowo „rozeznanie” jest jednym ze słów-pułapek, które teologia winna oświecić, by uniknąć poważnych dwuznaczności.


2. Niebezpieczeństwa psychologiczne dla osoby podlegającej „wyzwalaniu”

53 Przyjmując, że posługę „wyzwalania” grupa pełni mądrze i rozważnie, nie można jednak zapominać, jakie skutki psychologiczne przeżywa osoba „wyzwalana”. Zazwyczaj jest przekonana, że jej niepokoje są wynikiem działania Złego. Stąd niebezpieczeństwo przeróżnych dla niej kompleksów. Przede wszystkim może mieć urazowo zniekształcony własny obraz i uważa się za zniewoloną przerażającymi więzami i za ofiarę złych mocy, które częściowo lub całkowicie wymykają się jej odpowiedzialności i wolności.

To realne niebezpieczeństwo, gdy ktoś myśli o sobie, że jest nieodpowiedzialny. Wówczas współpraca takiej osoby w uleczaniu jej jest poważnie umniejszona.

Ponadto istnieje niebezpieczeństwo, że ktoś nabawi się kompleksu niższości w odniesieniu do siebie; ma wówczas we własnych oczach mniejszą zdolność reagowania i działania.

Należy też bliżej zbadać motywy skłaniające „pacjenta” do prośby o „wyzwolenie”. Może to być pokusa szukania szybkiego środka dyspensującego od ascezy wymagającej pracy osobistej – zewnętrznego środka, który ma prędko podziałać.

Należy również uwzględnić zjawisko „epidemii”, bo i to może odgrywać rolę. Z różnych stron świata otrzymywałem świadectwa o nagle gromadnie wpływających prośbach tego rodzaju, o nagłym przyciąganiu tłumów przez znanego „egzorcystę”.


3. Niebezpieczeństwo dla odpowiedzialnych za „wyzwolenie”

54 W moim pojęciu najpoważniejsze niebezpieczeństwo tkwi w dominującym wpływie, jaki odpowiedzialni za „wyzwalanie” mają nad osobą, która jest gotowa poddać się egzorcyzmowi.

Żąda się od niej, w czasie licznych spotkań, aby ujawniła najintymniejsze niepokoje wnętrza. Stawia się pytania obnażające jej przeszłość, trwogi, wyrzuty sumienia, udręki, nienawiści. Próbuje się umiejscowić złego ducha, któremu się przypisuje te stany, wzywa się go imiennie, by go wyrzucić.

Zazwyczaj osoba podlegająca tym seansom odczuwa żywą wdzięczność dla swych „wyzwolicieli” i skłonna jest iść ślepo za ich radami i sugestiami na przyszłość.

Niebezpieczeństwo manipulowania sumieniem drugiego człowieka, choć nieuświadomione, nie jest tu wymysłem wyobraźni.

Kościół ze swej strony zawsze czuwał nad zapewnieniem tajemnicy i wolności sumienia w zatwierdzonych przez niego regułach zgromadzeń zakonnych.

Ta mądrość wielu wieków przypomina nam, że istnieją bariery, których nie należy przekraczać, i że osobista odpowiedzialność powinna pozostać zachowana.


Tematy do refleksji i wymiany poglądów

1. Rola wiedzy ludzkiej, zwłaszcza lekarskiej w tej dziedzinie (nr 51).

2. Co oznacza teologiczne stwierdzenie „łaska nie niszczy natury”? (nr 51).

3. Posługa „wyzwalania” niesie niebezpieczeństwo gwałcenia wolności sumienia i zbytniego dominowania nad człowiekiem. Przeanalizować to niebezpieczeństwo.

4. Dlaczego posługa „wyzwalania” staje się często prawdziwym stosowaniem egzorcyzmu?

W świecie niewidzialnym posiadamy pewność obecności Pana Jezusa w centrum naszej walki duchowej. Złączmy naszą modlitwę z modlitwą Kościoła.


Wszechmogący i niewidzialny Boże, Ty rozproszyłeś ciemności świata przez przyjście Chrystusa, który jest prawdziwą Światłością, wejrzyj na nas z dobrocią i spraw, abyśmy godnie wysławiali wspaniałą tajemnice narodzenia Twojego Jedynego Syna.

Modlitwa z 29 grudnia w Oktawie Bożego Narodzenia

X. ODNOWA A WYRZUCANIE ZŁYCH DUCHÓW: OBSERWACJE TEOLOGICZNE

47 Kościół katolicki, aczkolwiek stwierdza wyraźnie istnienie i wpływ Złych Mocy, jest pełen rezerwy w odniesieniu do usystematyzowanej demonologii. Jeżeli istnieje dziedzina, w której należy przestrzegać rady Apostoła i być trzeźwym, to właśnie tutaj. O diable można mówić jedynie pośrednio, nie wprost. Jego siła leży w utajaniu się, on zwodzi z natury, jest ojcem kłamstwa. Jest ciemny z definicji i wymogów swego wnętrza. Nikt nie widział wprost Złego, bo jest on istotą duchową i nie mamy możliwości dosięgnięcia go, wiemy o nim jedynie z Objawienia. Jego działanie jest trudne do ustalenia, bez względu na to, co myślą ludzie, którzy lekkomyślnie się zapuszczają na to zaminowane pole.

Nikt wprost nie widział wiatru, poznaje się go po kołysaniu się liści na drzewach i tumanach kurzu na drodze. „Zły” nam nie ujawnia swej prawdziwej natury ani swej strategii i postępowania. Ponadto należy się strzec przesady, która rodzi obsesyjne psychozy. A to jest zaprzeczeniem naszej religii, będącej Dobrą Nowiną i łaską zbawienia przez zwycięstwo Chrystusa.

Ta dziedzina podlega w ostatecznej instancji Magisterium Kościoła, który otrzymał od Pana charyzmat ostatecznego rozeznawania. Podważanie tego autorytetu przez większe docenianie własnego doświadczenia jest niezgodne z wiarą katolicką. To bardzo ważny punkt.

Ilekroć się wyrazi zastrzeżenie w odniesieniu do praktyki wyrzucania złych duchów, regularnie spotyka się z opozycją tych, którzy to praktykują i wierzą swemu doświadczeniu: mówią, że „stwierdzili” wyrzucenie diabła i nie wątpią w dobre owoce duchowe, jakie z tego wynikały.


1. Czy doświadczenie jest ostatecznym kryterium prawdy?

48 Argument „z doświadczenia” należy bliżej rozpatrzyć. Co daje się stwierdzić i gdzie są granice doświadczenia?

Mówi się o uzdrowieniach wynikłych po egzorcyzmie, ale należy odróżnić dwie dziedziny, które niekoniecznie, a może wcale się nie pokrywają: dziedzinę „uzdrawiania” i dziedzinę „wypędzania złego ducha”.

Pierwsze zagadnienie: co myśleć o uzdrowieniach, nawet spektakularnych? Czy należy w nie wątpić?

Osobiście nie widzę słusznych powodów, by w nie powątpiewać, o ile można w tej delikatnej sprawie wypowiadać sądy. Jezus powiedział, że „gdzie dwóch lub trzech zgromadzonych w imię Moje” – tam On będzie. Jakaś grupa zbiera się w Jego imię i wzywa Go, aby służyć pomocą braterską. Bóg obiecał uczniom, że w Jego imię będą się dokonywały uzdrowienia.

Ale czy mogę poruszać się dalej i wnioskować, że uzdrowienie nastąpiło skutkiem wyrzucenia jednego lub więcej demonów? W tym całe zagadnienie: uzdrowienie oczywiście pochodzi od Boga, ale czy istnieje „uzdrowienie przez wyrzucenie złego ducha”?

Co stwierdza się doświadczalnie?

Początkowo stwierdza się, skąd pochodzą stany osoby cierpiącej i jakie objawia odchylenia od normy. Stwierdza się następnie, że został zastosowany określony rytuał, mniej więcej wszędzie podobny, rozbudowany. Na koniec stwierdza się efekt końcowy: radość osoby, która przeżyta wyzwolenie i odzyskała spokój.

Ale – i tu leży jądro problemu – jakim prawem wysnuwa się wniosek, że przeżycie od stanu początkowego A do końcowego B jest uzależnione od wyrzucenia jednego lub więcej demonów, które zniewalały tę osobę?

Wniosek dziwnie przekracza przesłanki: rozumowanie ściśle logiczne nie pozwala na taki wniosek, istnieje zbieżność między modlitwą i uzdrowieniem, ale czy to związek przyczynowo-skutkowy? Wnioskowanie cum hoc, ergo propter hoc nie jest niezawodne.

49 Jeżeli ktoś podkreślając z naciskiem obstaje przy tym, że są to dobre owoce wewnętrznego pokoju i radości będące rezultatem „uwolnienia”, zmuszony jestem powiedzieć, że i tu wymagana jest roztropność. Czy można argumentować, że te błogosławione skutki spowodowało wyrzucenie demonów?

W porządku naturalnym zwyczajne spotkanie kogoś życzliwego i podzielenie się w depresji swą troską z grupą może uwolnić od niepokoju i być owocne. Być wysłuchanym z sympatią jest krokiem prowadzącym do uzdrowienia. Pomijając nawet kwestię łaski, zwykłe dzielenie się swym przeżyciem we właściwy sposób jest bardzo pomocne.

Podobne owoce wewnętrznego pokoju można stwierdzić w grupach dzielenia się każdego rodzaju i o różnej nazwie. Takie dzielenie pomaga uczestnikom w wyzwalaniu się od napięć, a nikt nie wspomina tam o wyrzucaniu diabła.

Nie kwestionuję owoców pokoju i radości, ale wnioskowanie z tego o uwolnieniu z mocy złych demonów – to daleka droga. Zbytnim uproszczeniem jest wysnuwanie wniosku, co niejednokrotnie słyszeliśmy, z pragmatycznego stwierdzenia it works, „to działa”, że diabeł uwolnił swą zdobycz.

Powiedzenie: drzewo sądzi się po owocach, jest słuszne w odniesieniu do owocu i drzewa, gdy się ustala związek łączący owoce i gałęzie. Natomiast w naszym przypadku trzeba by wykluczyć wszystko, co wpłynęło w inny sposób na dobry rezultat, a więc modlitwę, współczucie braci, prawdziwą miłość „egzorcystów”.

Rozważania te mają na celu propozycję niewysnuwania przedwczesnych wniosków, przekraczających ścisłą logikę.


2. Kościół – jedyny uprawniony interpretator

50 Pisząc dla wiernych Kościoła katolickiego muszę sięgnąć głębiej i połączyć rozeznanie, jakiego tu wymagamy, z rolą nauczającego Kościoła w jego posłannictwie doktrynalnym i interpretacji wszystkiego, co dotyczy Objawienia. Jesteśmy w dziedzinie wiary, moją wiarę muszę dostosować do wiary Kościoła. W każdej liturgii eucharystycznej mówimy: „Panie, nie patrz na moje grzechy, ale na wiarę Twojego Kościoła”.

Chrześcijanin czy grupa chrześcijan nie mogą działać samodzielnie, odseparowani od całej wspólnoty kościelnej, bez związku z biskupem, który jej przewodniczy. Musimy pytać o wiarę Kościoła, którą on żyje i wyraża przez Magisterium, i musimy tej matczynej mądrości zawierzyć w synowskim oddaniu. On ma nas prowadzić po terenach, których nie możemy objąć przez postrzeganie naszego własnego umysłu.

To, co się dzieje w świecie ciemności, samo istnienie i działanie złych duchów – podobnie jak istnienie i rola aniołów w światłości – wymyka się naszemu naturalnemu poznaniu i zostało ukazane nam w Objawieniu przez Boga. Zostało ono powierzone, wyraźnym aktem woli Pana, Apostołom i ich następcom, ustanowionym przez Ducha Świętego jako interpretatorzy i ostateczni gwaranci słowa Bożego, naświetlanego przez żywą Tradycję Kościoła.

Należy przeczytać wszystko, co w rozdziale drugim zostało powiedziane o Kościele wyjaśniającym słowo Boże. Jest to klasyczna i jednomyślna doktryna Kościoła katolickiego. Wierząc w działanie Ducha Świętego w Kościele, uznajmy, że w sprawie wyrzucania diabła nie jesteśmy upoważnieni, by uważać się za ostateczną instancję i że doświadczenie nasze winno być naświetlone światłem wiary.


Tematy do refleksji i wymiany poglądów

1. Dlaczego „doświadczenie” nie jest ostatecznym kryterium, które pozwoliłoby wnioskować o rzeczywistym wyrzuceniu diabła? (nr 48).

2. Czy nie można zastosować powiedzenia: „drzewo sądzi się po owocach”? Przedyskutować granice tego stwierdzenia biblijnego (nr 49).

3. Dlaczego jedynie Kościół hierarchiczny jest upoważniony do ostatecznego rozeznawania? (nr 50).

4. Zestawić skutki „wyzwalania” z ludzkich psychoz, jakie przynosi każde dzielenie się, niezależnie od wyrzucania złych duchów (nr 49).

Prośmy Pana o całkowitą przemianę chrześcijan.

Miłosierny Boże, Ty sam pobudzasz nas do służenia Tobie, oświeć serca Twoich dzieci, oczyszczone przez pokutę, i łaskawie wysłuchaj ich prośby.

Modlitwa ze środy 5. tygodnia Wielkiego Postu

IX. PRAKTYKA „WYZWALANIA” OD ZŁEGO DUCHA W ŚRODOWISKU KATOLICKIM

42 Do tej pory pozostawaliśmy na płaszczyźnie doktrynalnej, rozpatrzmy obecnie praktykowanie „wyzwalania”, które jest złagodzonym wyrażeniem na oznaczenie egzorcyzmu.


1. Co rozumiemy przez egzorcyzm?

Co oznacza ten termin, jaka jest jego treść? Słownik teologii katolickiej daje taką definicję egzorcyzmu:

„Egzorcyzm jest ściśle mówiąc zaklęciem (tu: wezwaniem Imienia Bożego) skierowanym do diabła, by go zmusić do opuszczenia jakiegoś miejsca, sytuacji, uwolnienia osoby, którą trzyma w swej władzy w mniejszym lub większym zakresie. Zaklinanie czyni się albo w formie rozkazu zwróconego wprost do diabła, w imię Boga czy Jezusa Chrystusa, albo w formie prośby i błagania zwróconego do Boga i Pana Jezusa, aby rozkazali mu wyjść lub zapewnili wypędzenie go”.

Należy zauważyć, że definicja zawiera dwa różne typy zaklinania.

W drugim typie zwraca się wprost jedynie do Boga, prosząc Go, by On sam dokonał wyzwolenia. A więc chodzi o prośbę, o modlitwę błagalną.

W pierwszym typie zaklinania chodzi o zwrócenie się wprost, w Imieniu Pańskim, do złego ducha, wzywając go, by uwolnił swą ofiarę. Jest to wezwanie wprost, dialog, w którym często usiłuje się poznać imię diabła i jego specyfikę. Temu wezwaniu daje się czasem nazwę „modlitwy zaklinania” w odróżnieniu od poprzedniej modlitwy błagalnej, ale ściśle mówiąc, chrześcijanin zwraca się modlitwą jedynie do Boga, nigdy do złego ducha.

Zatrzymajmy się na pierwszym typie zaklinania, gdyż wymaga wyjaśnienia paru problemów.


2. Opis praktyki „wyzwalania”

43 Rozpoczniemy od opisania typowego seansu. Czynię to na podstawie własnych wspomnień i licznych świadectw. Oczywiście, że istnieją różnice w zależności od osób, przypadków i krajów, ale podstawowa praktyka jest wspólna i tak się przedstawia:

Rozpoczniemy od osoby potrzebującej wyzwolenia. Ona sam prosiła o „wyzwolenie”, czy to spontanicznie, czy też jej to zasugerowano. Zdarza się nawet, że prośby takie stają się nagle nagminne dzięki jakiemuś szczególnie przekonywującemu propagatorowi.

Zauważyłem też, że czasem proponuje się modlitwę o „wyzwolenie” w niektórych środowiskach, tak jakby był to ryt nieodzowny do pełni życia chrześcijańskiego. Stwierdzam również, że takie „wyzwalania” bywają często powtarzane, a nie dokonywane raz na zawsze.

W niektórych grupach modlitewnych i wspólnotach charyzmatycznych uważa się, że każdy przyszły członek grupy powinien przejść przez seans „uwalniania od złego ducha”, lub nawet przez szereg takich posiedzeń o różnej nazwie. Byłby to ryt obowiązkowy, przygotowujący do „chrztu w Duchu Świętym”.

Zainteresowana osoba może zaliczać się bądź do powyższej kategorii, bądź też do kategorii wypadków groźniejszych. W takim przypadku mamy do czynienia z kimś, kto uważa, że jest ofiarą zniewolenia, którego nie kontroluje i które pochodzi z zewnątrz jego woli, powodując dziwne zjawiska, i wtedy znajduje się miejsce dla nieświadomych sugestii.

W wypadkach zwykłych, nie spektakularnych, przyjmuje się, że dana osoba podlega w jakiejś mierze wpływowi diabelskiemu, jednego lub wielu złych duchów. Pozwoliła ona, że objęła ją jakaś zła dążność (którą będzie musiała nazwać i jej się wyrzec), a która powoli doprowadziła do zauważonych przez nią niekontrolowanych odruchów, czy to w tendencji do alkoholizmu, narkomanii, wykroczeń seksualnych, masturbacji, kleptomanii itp. Działaniem grupy ma być dążenie do wyzwolenia jej od złych duchów zniewalających i zrywanie więzów, które niszczą jej wolność.

Takie zwrócenie się z żądaniem wprost do diabła musi być uczynione z wielką miłością braterską dla człowieka, w imię Pana Jezusa, w duchu żywej wiary. I nie tylko zwraca się ono do samego Boga, lecz również z zaklęciem wprost do demonów, aby ustąpiły.

44 Dzieje się to w kilku etapach:

  • Pierwszy etap, przygotowawczy, poświęca się modlitwie w grupie, rozpoznawaniu przypadku, określaniu, ile czasu trzeba mu poświęcić, co robić później itp.

  • Drugi etap wypełnia właściwa modlitwa o „wyzwolenie”. Ta zawiera:

    1. Wstępną modlitwę uwielbienia Boga i prośbę o ochronę dla egzorcystów, którzy wystawiają się na ataki Złego.

    2. Modlitwę o „związanie” złych duchów, aby utraciły moc nad swymi ofiarami.

    3. Poszukiwanie, przez zapytywanie i wezwania, tożsamości i imion diabłów, które w tym przypadku działają, bo gdy się je pozna, to łatwiej jednego po drugim wyrzucić.

    4. Dobrowolne wyrzeczenie się przez osobę wyzwalaną grzechu czy grzechów, które stoją u podłoża działania diabelskiego i, jak się przypuszcza, zniewalają ją i jej szkodzą.

Wówczas nakazuje się złemu duchowi, już poznanemu pod jakimś imieniem, aby opuścił dręczoną osobę, bez niepokojenia kogokolwiek, i by odszedł tam, gdzie mu Pan Jezus nakaże.

  • Trzeci etap, końcowy, to modlitwa dziękczynna i ewentualnie ustalenie planu „rekonwalescencji”.

Na takim ogólnym schemacie rozwijają się różne formuły. Ktoś zaleca patrzenie w oczy, by wywrzeć wrażenie na złym duchu, inni zalecają zamknięcie oczu. Ktoś jeszcze podnosi głos, by rozkazywać duchom mocniej i z większym autorytetem, w środowisku katolickim posługuje się krucyfiksem, solą i wodą święconą. Inni zalecają spokojny głos, bo się nie działa własną mocą, lecz Pana Jezusa. Zdarza się, że się zachęca osobę zainteresowaną do wymiotów, by ułatwić demonom wyjście. Słyszałem na Florydzie, w czasie Kongresu, świadectwo kobiety, która była „wyzwolona” i twierdziła, że wypluła 15 diabłów.

Takie seanse mogą się ciągnąć tygodniami i miesiącami. Na nie tak dawnym Kongresie w USA tuzin księży prowadziło taki seans przez dwanaście godzin w ciągu nocy – bez rezultatu.

Podaję szczegóły, by ukazać, co się dzieje w wypadkach bez wątpienia krańcowych, ale przez to wiele mówiących.


3. Co zawiera określenie „wyzwolenie”?

45 Praktykujący posługę „wyzwalania” na ogół bronią się przed egzorcyzmami. Wiedzą, że egzorcyzmy, ściśle rzecz biorąc, dotyczą ewentualnego opętania diabelskiego i że takie egzorcyzmy, nazywane uroczystymi, zarezerwowane są dla biskupa. Unikają więc poruszania się po zakazanym terenie i używają nazwy bardziej neutralnej. Mówią o seansach „uwalniania”, „wyzwalania”, „modlitwy przyjęcia”, „modlitwy specjalnej” czy „modlitwy współczucia”.

Skąd ta roztropność słowna? Nie wynika to z wiary i miłości, inne czynniki sprzyjają „tuszowaniu” i nazwie minimalizującej sprawę. Jest to etykietka neutralna i dająca się wszędzie przyjąć:

  • aby nie przerażać tych, którym się chce pomóc;

  • aby uniknąć zwrócenia uwagi władz kościelnych, które mogłyby się niepokoić rozrostem niedozwolonych, „nielegalnych” egzorcyzmów;

  • aby uniknąć niezdrowej ciekawości i niezdrowego zainteresowania się osób z zewnątrz. Stąd brak jakiejkolwiek reklamy.

Bez względu na to, jakie są motywy dyskrecji i tajemniczości, faktem jest, że trwają liczne seanse i spotkania, w czasie których praktykuje się „uwalnianie” – czasem przy okazji kongresów, na prywatnych wieczorach, czasem jako etap wstępny, jak powiedzieliśmy, silnie zalecany dla tych, którzy mają przyjąć „chrzest w Duchu Świętym” lub stać się członkami „wspólnoty życia”.

Tajemniczość stwarza ryzyko, że wprowadzi do Kościoła postępowanie duszpasterskie, które łatwo może się zdegenerować w ezoteryzmie. Jest to przeciwne Kościołowi, który nie ma dwóch nauk lub sposobów postępowania: jednego dla wtajemniczonych, a drugiego dla całego świata.


4. Granice trudne do określenia

46 Praktykowanie wyrzucania złego ducha bez upoważnienia za pomocą egzorcyzmu stwarza najważniejszy problem, który należy oświetlić i wyjaśnić. Na pierwszy rzut oka linia demarkacyjna jest jasna: egzorcyzmy zarezerwowane są dla biskupa lub jego delegata, w przypadku gdy podejrzewa się opętanie; natomiast przypadki stojące poza rzeczywistym opętaniem stanowią pole leżące odłogiem, nie objęte przepisem, a więc dostępne dla wszystkich.

Prawdziwe opętania, te zarezerwowane, są rzadkie. Ale wszystko, co mieści się poza „pewnym opętaniem”, jest dziedziną o nieokreślonych konturach i tu panuje zamieszanie i niejasność. Do wyjaśnienia sprawy również nie przyczynia się skomplikowane słownictwo, nie istnieje wspólna terminologia i pod tym samym hasłem różne rozumie się treści. Nie mówimy już o tym, że cała ta dziedzina niezbyt się nadaje do ujęcia werbalnego.

Jak zdefiniować pełne opętanie diabelskie, a także opętanie częściowe i co należy przez to rozumieć? Czy chodzi o wpływ działający z zewnątrz, czy od wewnątrz? Jak zdefiniować będące w użyciu nazwy: nękanie, obsesja, ciemiężenie, kuszenie itp.?

Należałoby to wszystko wydobyć na światło dzienne, by zapobiec uprawianiu partyzantki w dziedzinie „tajemnicy bezbożności” na marginesie Kościoła lub też bez jego wiedzy.

W trzeciej części podajemy sugestie, jak w praktyce postępować w tej tak delikatnej materii.


Tematy do refleksji i wymiany poglądów

1. Przy definiowaniu egzorcyzmu (nr 42) istnieją dwa aspekty, które należy ściśle rozgraniczyć. Przeanalizować uważnie nr 42, stanowiący klucz niniejszego IV Dokumentu.

2. Modlitwa „o uwolnienie od Złego” skierowana do Boga jest zalecana przez samego Jezusa. Rozpatrzyć prośbę końcową Ojcze nasz: „ale zbaw nas ode złego” (złego pisanego dużą lub małą literą).

3. Dlaczego tyle tajemnicy wobec wyrazu i praktyki „wyzwalania”, czy stanowi ono poważne niebezpieczeństwo?

4. Ukazać wieloznaczność terminologii i brak praktyki w określaniu granicy pomiędzy „opętaniem” a jakąś perwersyjną tendencją leżącą poza opętaniem (nr 46).

Wraz z Kościołem prośmy Ojca o prawdziwą wolność dzieci Bożych.


Boże, który zesłałeś na ten świat Twojego Jedynego Syna, aby wybawił ludzi z niewoli grzechu, daj nam oczekującym z wiarą Twojej Łaski osiągnąć prawdziwą wolność.

Modlitwa z soboty 1. tygodnia Adwentu

VIII. ODNOWA I UKRYTA DEMONOLOGIA

39 Zanim przebadamy, jak w Odnowie praktykuje się posługę „wyzwolenia od złego ducha czy duchów”, należy stwierdzić, jaka demonologia kryje się pod tą praktyką i usunąć z niej słabość doktrynalną.

Jesteśmy świadkami zjawiska „zarażania się” tą praktyką, na którą powinniśmy zwrócić uwagę.

Katolicka Odnowa charyzmatyczna powstała w Stanach Zjednoczonych w kontekście religijnym, gdzie odczytywanie Biblii na sposób fundamentalny odgrywało, i jeszcze odgrywa, znaczną rolę.

Na początku liczni katolicy spotkali bądź odkryli w Odnowie praktykę „wyzwalania od złego” wśród chrześcijan innych wyznań, należących do tzw. wolnych Kościołów lub zielonoświątkowców, czytali i wciąż czytają książki powstałe w tamtym środowisku.

Obfita jest tam literatura o diable i jego akolitach oraz strategii, jaką należy przyjąć, jak również jej środkach itd.

W Kościele katolickim teren ten pozostawał na uboczu i nasze duszpasterstwo nie daje wskazówek postępowania. Trzeba przyznać ten niedomóg z naszej strony i brak winy członków Odnowy, że nie mieli w owym czasie autorytatywnych dyrektyw.

Tym się tłumaczy przenikanie oraz zalanie nas obcą katolicyzmowi i zbyt pewną siebie literaturą. Taka jest przyczyna przesady w dziedzinie demonologii, ale trzeba też przyznać, że niektórzy katolicy przyczynili się do spłycenia i zwulgaryzowania sprawy, akcentując rzeczy przesadne.

Nie zamierzam podać tu pełnej listy ani cytować nazwisk, gdyż dobra wiara i gorliwość duszpasterska są tu ewidentne i stanowią okoliczność łagodzącą.

Podam tylko szereg stwierdzeń, których bezzasadność i przesada rzucają się w oczy. Można je odnaleźć w niezliczonych książkach, broszurach i kasetach; niektóre krążą „do użytku wewnętrznego”, ale można je kupić w publicznych miejscach.

Przesadna demonologia, o której teraz mówię, nie dotyczy na szczęście wszystkich krajów, ale zbyt wiele spotyka się jej śladów, by nie zwracały uwagi.


1. W środowisku niekatolickim

40 Przytoczymy kilka typowych i przesadnych cytatów zebranych z literatury obcej katolicyzmowi. Nadmiar ich można zauważyć zwłaszcza u autorów, którzy przypisują wpływom diabelskim, jeżeli nie wszystkie, to w każdym razie większość chorób psychicznych i psychologicznych.


Diabeł i choroby

Jeden z „mistrzów demonologii” spokojnie wylicza wśród chorób, których przyczyna może być demoniczna: bezsenność, epilepsję, załamania, skurcze, migreny, astmę, zajęte zatoki, wrzody, guzy, zawały, artretyzm, paraliż, głuchotę, niemotę, ślepotę.


Wypędzanie diabła

Tenże autor precyzuje:

  • że demon strachu wychodzi normalnie przy histerycznym szlochu,

  • demon kłamstwa i nienawiści przy palącym zaczerwienieniu policzków,

  • demon palaczy z kaszlem i czkaniem.


Specyfika diabłów

41 Mówi nam też, że wśród imion diabelskich, do jakich przyznał się diabeł, figuruje demon strachu, nienawiści, kłamstwa, wątpliwości, zawiści, zazdrości, zamieszania, perwersji, schizofrenii, śmierci, samobójstwa, rozpusty, wyśmiewania się, bluźnierstwa, czarów.


Liczba demonów

W pracy podobnej treści można znaleźć listę 323 rodzajów diabłów i twierdzenie, że to nie jest lista wyczerpująca. Można tam wyczytać, że schizofrenia jest rezultatem wspólnego działania 15 diabłów (lub więcej) w towarzystwie pomniejszych diablików. Jeden rozdział poświęcono grupowaniu diabłów, katalogowaniu ich na trzystronicowej tablicy zbiorczej, podzielonej na 53 kolumny.


Organizacja diabłów

W pewnym podręczniku duszpasterskim szeroko cytowanym i używanym w praktyce czytamy:

  • Armia szatana jest rygorystyczną organizacją jak armia USA, z hierarchią od wodza naczelnego, poprzez generałów, pułkowników, majorów, kapitanów, poruczników itd.

  • Diabły mają przydzielone tereny działania, np. ten naród lub to miasto.


Diabeł i walka duchowa

Należy wydać im walkę, nie zadowalając się modlitwą, bo „Bóg odpowiedział już na nasze modlitwy, dając nam władzę nad Złym”. A więc możemy korzystać z tej władzy: „Przestańmy błagać niebiosa, aby otrzymać to, co już otrzymaliśmy, i zacznijmy posługiwać się władzą, która nam została udzielona”.


Diabeł i dzieci

Posługę „wyzwalania” należy stosować również wobec dzieci. Cały rozdział temu poświęcono, a uprzednio wykazano, że złe duchy mogą zaatakować płód i dziecko. A więc, powiada autor, należy oczywiście stosować praktykę „wyzwalania” wobec nich. Można wyrzucać diabły, które opętały dzieci, w ten sam sposób jak przy dorosłych. Przy ich wyrzucaniu zachodzą zjawiska wychodzenia demonów ustami lub nosem, podobnie jak w innych wypadkach.


2. W środowisku katolickim

W literaturze o pochodzeniu katolickim można znaleźć, przykładowo, takie szokujące stwierdzenia:


Zgromadzenie złych duchów

Powiada się, że złe duchy zbierają się w grupy i że wśród nich diabły kierujące mogą przybierać głos ludzki, co sprawdzono w jednym na osiem czy dziesięć przykładów.

Piszą, że jeśli dwa duchy – liderzy zagnieżdżą się w tej samej osobie, demony te biją się między sobą, aby uzyskać pełną kontrolę i ich walka powoduje dewiacje umysłowe. Gdy się słyszy „głosy”, to znak, że walka się odbywa.

Cytuje się z uznaniem i poleca jako godnego uwagi autora, który stwierdza, że „diabły działają w zespołach po osiem”.


Diabły zablokowane

Powiadają, że czasem diabły są zablokowane i uwięzione wspólnie. Na przykład odmowa przebaczenia komuś może spowodować takie zjawisko.

Duchy silniejsze starają się uwięzić najsłabsze. Jeżeli się napotyka „ducha zemsty”, uwięzionego przez innego demona i nie da się go uniknąć wprost, można ominąć go bokiem.


Strategia diabłów niższej kategorii

Piszą, że należy określić naturę duchów i rozeznać duchy dominujące. Duchy niższe ulegną pod władzą demonów dominujących, aby ukryć pozostałe.


Ustępowanie diabłów

Mówi się, że dawniej diabły wychodziły z kaszlem, obecnie raczej przy ziewaniu. Egzorcysta, który sam ziewa, ułatwia ich wyjście.


Rzeczy i zwierzęta

Mowa tu o lustrach i drobiazgach ze Wschodu, które ułatwiają wpływ sił okultystycznych i które należy usuwać z domu.

Cytuje się wypadek kota, którego sposób zachowania się uległ całkowitej zmianie na skutek inwazji złych duchów.


Złe duchy mogą pochwycić egzorcystę

Mówi się, że z powodu fizycznego kontaktu egzorcysty, kładącego ręce na osobie, którą „wyzwala”, istnieje niebezpieczeństwo zarażenia się.

Należy się modlić o „uwolnienie” tak dotkniętego egzorcysty, jak tylko ekipa „wyzwalająca” zda sobie sprawę z tego faktu.


A oto dalsze przykłady:

  • Pewien znany kaznodzieja zachęca do wymiotów, aby ułatwić wyrzucanie diabłów.

  • Ktoś proponuje, jako integralną część życia duchowego, codzienne poświęcanie określonego czasu na wyrzucanie demonów.

Pewien duchowny w tekstach odbijanych na kopiarce, w wielu językach, wprowadza wiele zamieszania pisząc:

„Aby odnieść zwycięstwo, ważne jest, by ocenić siłę złych duchów.

Trzeba więc wiedzieć:

  • kim są;

  • z jaką częstotliwością się ujawniają;

  • ocenić moc, siłę i ciężar, budowę…[1];

  • określić nawet ich wzrost.

Potrzebowałem dwóch lat – pisze – by wyzwolić dziewczynkę 16-letnią, z której ostatecznie wypędziłem 25 diabłów”.

W posłudze „wyzwalania” radzi poznać imię nieprzyjaciela, który potrafi powodować konwulsje, transy, różnorakie tortury; jak długo nie zostanie zidentyfikowany, uważa, że modlitwy nie odnoszą się do niego.

A więc dobrze jest stawiać następujące pytania:

1. Kim jesteś?

2. Ilu was jest?

3. Od dawna przebywasz w tej osobie?

4. W jakim miejscu w niej się zagnieździłeś?

5. O jakie przyprawiłeś ją choroby?

Należy z wytrwałością posługiwać się mocą Imienia Jezus:

„Nakazuję ci w Imię Jezusa mówić i podać swe imię”.

Słowa te czasami powodują jedynie poruszenie języka i szept paru wyrazów. Należy kontynuować i nalegać, by diabeł mówił wyraźnie.

Zaleca się spojrzeć natarczywie trzy razy w oczy osoby, którą ma się „wyzwolić”, i prosić, by ona również trzy razy spojrzała natarczywie nam w oczy. Za trzecim razem nakazać, by zamknęła oczy i spała. Następnie przemawiać do jej duszy po zrobieniu znaku krzyża.

***

Po co ten cały zbiór przykładów, który może zaszkodzić Odnowie i dać do ręki broń nieprzychylnym oraz wytworzyć wrażenie, że takie nadużycia są nagminne w katolickiej Odnowie charyzmatycznej?

Przede wszystkim zaznaczam, że bardzo liczne grupy i wspólnoty życia na całym świecie nie czynią takich rzeczy i dalekie są od podobnych błędów.

Uważam, że wyrządzam przysługę, w rodzaju zapewnienia bezpieczeństwa na drodze, gdy zwracam uwagę na przepaść graniczącą z drogą.

Poza tym „zarażenie” się może być podstępne i lepiej być uprzedzonym. Na koniec Odnowa może jedynie zyskać na wiarygodności, gdy sama występuje przeciwko takiej demonologii. W ten sposób doda powagi i ceny całemu bogactwu, jakie ofiarowuje, w tym również obecności szatana, Mocy Zła i koniecznej walki duchowej.


Tematy do refleksji i wymiany poglądów

1. Porównać stwierdzenia tego rozdziału ze stanowiskiem Kościoła (nr 4, 5, 24, 25).

2. Po co ukazywać nadużycia? Czy się nie szkodzi dobremu imieniu Odnowy? Zanalizować odpowiedź daną w nr 41.

3. Czy znaleźliście inne przykłady w literaturze kursującej wśród „charyzmatyków” lub na zewnątrz?

4. Jak reagować na wkradanie się demonologii niezgodnej z myślą Kościoła i jego Magisterium?

Zjednoczeni w modlitwie z całym Kościołem prośmy Pana, by nas ustrzegł od mocy zła i prowadził w walce duchowej.


Boże, który wierzących w Ciebie obdarzyłeś nowym życiem w sakramencie chrztu świętego, otaczaj odrodzonych w Chrystusie nieustanną opieką, aby odpierali ataki złego ducha i zachowali Twoja Łaskę.

Modlitwa z soboty 3. tygodnia Wielkanocy


PRZYPISY:

1 Istoty duchowe nie mają takich materialnych cech, jak ciężar, budowa, wzrost.

VII. ODNOWA l ODKRYCIE ZŁA

1. Duch Święty uwrażliwia na zło grzechu

36. Łaska Odnowy nie jest jedynie nowym doświadczeniem religijnym, żywszym uświadomieniem sobie darów i charyzmatów, za pomocą których Duch buduje wspólnotę Kościoła; dotyczy ona wszystkiego, co jest dziełem Ducha Świętego. Jego działanie daje się odczuć nie tylko w świetlanej i pozytywnej dziedzinie. Ono uwrażliwia chrześcijan na rzeczywistość świata ciemności, któremu Duch Święty się sprzeciwia. Daje jakby nową świadomość rzeczywistości Nieprzyjaciela, Wroga Królestwa Bożego.

Tajemniczy tekst św. Jana mówi: On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie (J 16,8).

Niełatwa jest interpretacja tego tekstu, ale sens ogólny jest jasny: Duch Święty objawia Chrystusa – to jest Jego misja naczelna – ale w tym świetle, prawem kontrastu, pomaga odkryć to wszystko, co Mu się sprzeciwia, wszystko co pochodzi od Antychrysta.

A więc zgodnie z Pismem Świętym ukazuje nieprawość świata i jego potępienie, wyczula chrześcijan na powagę grzechu i wszechobecność zła. Ukazuje również klęskę Księcia tego świata, który na skutek śmierci Jezusa doznał całkowitej klęski.

Nie można kochać dobra bez nienawiści, nie grzesznika, ale zła i grzechu. Tym wszystkim, którzy Mu dają do siebie dostęp, Duch Święty daje nową zdolność widzenia, głoszenia i zwalczania wszystkiego, co jest negowaniem Boga w świecie.

Nie tylko bada głębokości Boga, ale również bada głębię człowieka i pobudza do zwalczania zła i grzechu osobistego i w społeczeństwie.

37. Coraz bardziej sobie uświadamiamy, że grzech nie jest jedynie osobisty, ale że obejmuje w ogromnym wymiarze nasze struktury i napięcie społeczne. Już o tym wspominaliśmy.

Nienawiść rasowa czy grupowa, egoizm klas społecznych, gwałt i terror, upadek moralności, nieuczciwość w handlu, hipokryzja i kłamstwo, wszystko to zafałszowuje ludzkie instytucje. Duch pozwala jaśniej ujrzeć, że zło, które cierpimy, nie istnieje przede wszystkim w instytucjach i rzeczach, lecz w nas, w naszej woli i naszej duszy. „Bomba nie jest niebezpieczna, mówił Denis de Rougemont, niebezpieczny jest człowiek”. Uzupełnijmy, dodając: niebezpieczny jest grzech w człowieku, a kto mówi: grzech, wkracza w dziedzinę Ducha zła, w której on działa.

Potrzebne jest światło Ducha Świętego przenikające ciemności, aby zrozumieć ciężar zła i uznać się grzesznikiem. Znana jest definicja Chestertona: „Święty, to ktoś kto wie, że jest grzesznikiem”. Inni o tym nie wiedzą i nie uznają się za grzesznych.

2. Duch Święty uwrażliwia na walkę duchową

Duch Święty normalnie ożywia świadomość ciemnego tła, na którym rozgrywa się los człowieka i przygotowuje nas do walki. W książce zatytułowanej Concerning Spiritual Gifts protestancki autor Donald Gee podkreślił logikę działania Ducha Świętego:

„Zarówno dla pojedynczego wiernego ochrzczonego Duchem Świętym – pisze – jak i dla grupy, która doświadczyła darów duchowych, świat duchowy staje się bardzo realny. Z tego wynika w sposób nieunikniony, że jaśniejsza wizja duchowa spraw Bożych prowadzi do spojrzenia innymi oczami na rzeczywistość Mocy Zła. Szczęśliwy wierzący i zespół wierzących, którzy otwierają się czujnie na tę poszerzoną wizję duchową, ale niech zachowają, ponad wszystko, swą wiarę w Boga, który chroni swój Kościół, odkupiony własną krwią, i triumfuje nad najsubtelniejszymi atakami Nieprzyjaciela”.

Tematy do refleksji i wymiany poglądów

1. Duch Święty będzie sądził świat z grzechu, sprawiedliwości i sądu. Jak Odnowa uwrażliwia na grzech?

2. Co to jest walka duchowa? Czy zdajemy sobie z tego sprawe?

3. Im subtelniejsze jest sumienie chrześcijańskie, tym lepiej zdaje sobie sprawę ze słabości. Skomentuj słowa Chestertona.

4. Odnaleźć w życiu świętych, dawnych i współczesnych, sens pokory wobec Boga.


Wyczuleni przez Ducha Świętego na zło grzechu, polećmy się Panu Jezusowi.

Boże, Ty dla zdrowia duszy poleciłeś nam opanować ciało, pomóż nam swoją łaską powstrzymywać się od grzechów i odpowiedzieć w ten sposób na wymagania Twojej miłości.

Modlitwa z poniedziałku 2. Tygodnia Wielkiego Postu

VI. ODNOWA CHARYZMATYCZNA JAKO DOŚWIADCZENIE DUCHA ŚWIĘTEGO

1. Znaczenie wyrazu „charyzmatyczna”

33. Zanim powiemy, dlaczego Odnowa charyzmatyczna przyniosła ostrzejszą świadomość Ducha Zła i grzechu w świecie, chciałbym krótko powiedzieć, dlaczego i jak przyczyniła się do głębszego i żywszego uświadomienia sobie Ducha Świętego i Jego darów. Pozytywy i negatywy można nazwać awersem i rewersem tego samego medalu. Najpierw jednak należy doprecyzować słownictwo.

Określenie „charyzmatyczna” użyte w tytule tylko wyjątkowo będzie używane, należy jednak je wyjaśnić, aby nie obciążać tekstu. Termin ten nie ma znaczenia ograniczającego: cały Kościół jest charyzmatyczny i takim jest każdy chrześcijanin na mocy swego Chrztu. Ale termin ten nabrał znaczenia historycznego i oznacza określony ruch, zwany częściej „Odnową w Duchu Świętym”. Wolę tę nazwę, bo wyraz „charyzmatyczny” nie obejmuje wszystkich dziedzin tego powiewu odnowy duchowej, nie tylko dotyczącej charyzmatów, ale różnych aspektów życia chrześcijańskiego.

Wszelka prawdziwa odnowa pochodzi od Ducha Świętego, wszystkie ruchy duchowe w Kościele mogłyby przyjąć tę nazwę. Ale historycznie została ona zarezerwowana dla Odnowy, która rozpoczęła się od 1967 roku w grupach modlitewnych w Stanach Zjednoczonych.

Ponadto ów „ruch” nie jest ruchem zorganizowanym w zwykłym znaczeniu tego słowa, nie ma założyciela ani „instytucji” liderów, nie jest całkowicie jednorodny. Sytuacja jest różna w każdym kraju, zwłaszcza w odniesieniu do tematu, który poruszamy. Należy pamiętać o tej różnorodności, aby ocenić, w jakiej mierze pewne ostrzeżenia nadają się do lokalnego zaadaptowania.

2. Podstawowe doświadczenie w Odnowie

34. Powiedzmy na początku, czym jest podstawowe, osobiste doświadczenie w grupach modlitwy stanowiące duchową głębię Odnowy. Przechodząc ponad powierzchownym obrazem, należy rozumieć Odnowę jako łaskę, która aktualizuje Chrzest i Bierzmowanie, niczym osobiste Zielone Święta zakładające nawrócenie, ponowne poznanie Jezusa Chrystusa, nowe otwarcie się na Ducha Świętego. Niech teologowie szukają najlepszego sformułowania na to zjawisko. Zwrot „chrzest w Duchu Świętym” może sprawić, że się zapomni o Chrzcie sakramentalnym, który nas zakorzenia w Jezusa Chrystusa; zwrot „osobiste Zielone Święta” nie może sprawić, by zapomniano o dniu Pięćdziesiątnicy, który pozostaje wyjątkowy jako fundament powstania Kościoła.

Bez względu na słownictwo, przeżycie nawrócenia do nowego życia jest w Kościele faktem codziennym. Odnowa przechodzi przez pięć kontynentów, jak wiew rechrystianizacji idący w głąb, jak wiatr rozdmuchujący popiół i przekształcający żar w ognisko ciepła i życia. Powiedział Jezus: Przyszedłem rzucić ogień na ziemie, i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął (Łk 12,49).

W odpowiedzi na modlitwę Jana XXIII i Pawła VI tajemnica Zesłania Ducha Świętego trwa w tym religijnym przebudzeniu w sposób szczególny. Nowością dla tych, którzy je przyjęli, jest to, że Duch Święty, tajemnica wiary, staje się ich własnym doświadczeniem życiowym. W tym leży klucz.

Ojciec Sullivan, jezuita, profesor teologii Uniwersytetu Gregorianum w Rzymie, pisał:

„Charyzmatycy nie wątpią ani chwili, że Duch Święty zostaje dany osobiście w sakramentach Chrztu i Bierzmowania i że jest obecny w każdym żyjącym w łasce. Lecz jednocześnie wierzą, że Duch Święty, którego posiadają, może w tej samej osobie stać się obecny w nowy, głębszy sposób, przemieniając swą obecność uprzednio tkwiącą w wierze, w rzeczywistość żywą i doświadczalną.

Ta zmiana objawia się nowym działaniem Ducha Świętego w życiu osobistym, w zdumiewającym wzroście siły do świadczenia o Panu Jezusie, jak również przez charyzmaty. Sygnalizując owo przeżycie «pentekostalnej inicjacji», która objawia się nowym sposobem obecności Ducha, charyzmatycy podkreślają, że nie należy tej fazy początkowej przeciwstawiać z krzywdą dla «życia w Duchu», bo ma być ono logicznym jej rozwinięciem i kontynuacją. Należy je podtrzymywać i karmić, jeżeli się chce, by doświadczenie to przyniosło owoce”.

35. Do tej analizy i świadectwa chciałbym dołączyć parę słów historyka Richarda Quedebaux, który w swej książce The New Charismatics bardzo dokładnie ustala wagę tego przeżycia.

„Gdy Chrystus obiecał uczniom, że po Jego odejściu ześle im Ducha Świętego, przewidywał, że to przyjście zaradzi ważnym trzem potrzebom:

1) utwierdzi ich w wierze;

2) przyniesie im radość;

3) da uczniom pewność, pokieruje nimi i pouczy ich.

Obserwując większość chrześcijan, trzeba stwierdzić, że choć przyjmują intelektualnie obietnicę Jezusa o Duchu Świętym, jednak nie doświadczyli osobiście Jego przyjścia. Stąd też ta obietnica nie ma rzeczywistego znaczenia w ich życiu i powstaje pytanie: jak można wiedzieć, że Duch Święty zamieszkuje we mnie?

Odnowa charyzmatyczna odpowiada na to pytanie: testem jest «chrzest w Duchu Świętym», silne przeżycie, które przekonuje przyjmującego tę łaskę, że Bóg jest wierny w swych obietnicach oraz że «znaki i cuda» opisane w Dziejach Apostolskich mogą również dziś dokonywać się w jego życiu”.

Oto co przynosi Odnowa w tym, co dotyczy uświadomienia sobie działania Ducha Świętego w życiu chrześcijańskim.

Zwróciło to uwagę papieża Jana Pawła I, któremu posłałem moją książkę Nowa Pięćdziesiątnica?, gdy był jeszcze patriarchą Wenecji. W serdecznym, przyjacielskim liście zawarł swą reakcję w zdaniu o niemałym znaczeniu:

„Czytając te stronice – napisał – czuję się zmuszony powiedzieć, tak jak Eminencja, że przeczytałem nowymi oczami teksty świętego Pawła i Dzieje Apostolskie, o których wydawało mi się, że je dobrze znam.”

Odnowa jest takim nowym odczytaniem.

Tematy do refleksji i wymiany poglądów

1. Określenie „charyzmatyczny” jest mylące, każdy chrześcijanin jest charyzmatykiem przez Chrzest. Wyjaśnij, że Odnowa w Duchu Świętym jest zwana charyzmatyczną ze względów historycznych (nr 33).

2. Co stanowi sedno Odnowy, a co jest marginalne? (nr 34).

3. Dlaczego Jezus zesłał uczniom Ducha Świętego? (nr 34, 35).

4. Ukaż miejsce w Dziejach Apostolskich wskazujące, że Duch Święty zstąpił, by zaradzić zasygnalizowanym życiowym potrzebom (nr 35).


Wypowiadajmy z dziękczynieniem naszą wdzięczność Panu Jezusowi za dzieło Ducha Świętego w Kościele poprzez wieki.

Boże, który w przedziwny sposób stworzyłeś człowieka, a jeszcze przedziwniej go odkupiłeś, spraw, prosimy, abyśmy siłą ducha opierali się powabom grzechu i zasłużyli na osiągniecie wiecznej radości.

Modlitwa z Wigilii Paschalnej

V. KOŚCIÓŁ DZISIEJSZY WOBEC GRZECHU

1. Grzech w sercu świata

27. Pojęcie grzechu jako sprzeciwu wobec woli Bożej i zerwania jedności z Bogiem Stwórcą i Ojcem człowieka zanika w dzisiejszym świecie.

Pewien amerykański autor napisał pokaźny tom, pod znamiennym tytułem: Whatever became of sin? – co można przetłumaczyć jako: „A cóż się stało z grzechem?”.

Nic dziwnego, że straciliśmy poczucie grzechu w tej samej mierze, jak osłabiło się znaczenie Ewangelii i Boga. Grzech jest przepaścią, której nie możemy zmierzyć za pomocą jedynie ludzkiego rozumu. Aby go naprawdę zgłębić, trzeba rozumieć jednocześnie transcendencję i immanencję Boga i kim On jest w sobie.

Mówi się, że Ozanam (1813–1853, profesor Sorbony) odpowiedział pewnego dnia swemu synowi, gdy ten mu zarzucał, że przesadza, nazywając się wielkim grzesznikiem: „Mój synu, nie wiesz, czym jest świętość Boga”. Trzeba być bardzo blisko Boga, by zmierzyć dzielący nas od Niego dystans.

Z trudem dostrzegamy transcendencję Boga, ale również Jego immanencję, przez którą identyfikuje się z nami, gdy Mu służymy w bliźnich, mówiąc: „Mnieście to uczynili”.

„Kim jest Bóg – pyta poeta – którego nie może kochać nikt, kto nie kocha człowieka?
Kim jest Bóg, którego można tak mocno zranić, raniąc człowieka?”

Można również zbliżyć się do tej tajemnicy z innej strony, kontemplując Chrystusa umierającego na Kalwarii. Baranek Boży, który gładzi grzechy świata, Zbawiciel, który oddaje życie dla odpuszczenia grzechów.

Z braku takiego naświetlenia grzech traci swój sens, tym bardziej że freudowskie rozważania pozbawiły człowieka poczucia winy, odsuwając grzech do podświadomości lub patologii.

Człowiek współczesny nie rozumie grzechu w wymiarze religijnym. Dobro i zło zależą tylko od niego samego: sam jest dla siebie prawem i „miarą wszystkiego”. Wystarczy nie szkodzić bliźnim, aby głosić, że jest się zwolnionym od jakiegokolwiek przymusu. Zapomina się, że człowiek, który poniża samego siebie, nawet w skrytości, degraduje całą ludzkość. Powiedziano, że: „dusza, która się wznosi, podnosi świat”. Również odwrotność jest prawdą: jesteśmy związani jedni z drugimi w dobrem i złem przez tajemniczą solidarność. Nie tylko epidemie i opady nuklearne nie znają granic państwowych.

28. Ankiety socjologiczne i sondaże nie są w stanie wyjaśnić najgłębszego powodu nieporządku w świecie, którym w gruncie rzeczy nie jest nic innego jak grzech ludzki.

Bo w ostateczności to on jest źródłem wszelkiego zła i nadużyć społecznych, wciąż odżywających pod każdą szerokością geograficzną i w każdym reżimie. Grzech nie jest jedynie nieporządkiem wobec Boga, jest niszczący i antyspołeczny z natury. Człowiek, który grzeszy – nawet w ukryciu, jak mówiliśmy – wstrząsa społeczeństwem, w którym żyje, gdyż upadla społeczeństwo i je dehumanizuje.

Konstytucja duszpasterska Gaudium et spes podkreśla mocno ten związek:

„Jest rzeczą pewną, że zaburzenia występujące tak często w porządku społecznym pochodzą częściowo z samego napięcia właściwego formom gospodarczym, politycznym i społecznym. Głębsze jednak ich źródło leży w pysze ludzkiej i egoizmie, które również zatruwają klimat społeczny” (KDK, nr 25).

Każdy grzech wzmacnia władanie szatana w świecie. „Ojciec kłamstwa” znajduje tworzywo pozwalające mu powiększać konflikty między ludźmi, ustawiać jednych przeciw drugim w sposób nie do rozwiązania, wzniecać wojny, zawsze bratobójcze, gdyż jest on, wedle słów biblijnych: „od początku zabójcą”. Grzech jest w centrum dramatów ludzkich, czy ludzie o tym wiedzą, czy nie, i czy temu przeczą, czy w to wierzą.

2. Postępująca degradacja moralna

29. Zanim opiszemy degradację moralną postępującą na naszych oczach, wypada uznać rzeczywisty postęp świadomości ludzi w licznych dziedzinach działalności charytatywnej i społecznej. Przede wszystkim nastąpiło wyostrzenie uświadomienia sobie solidarności międzyludzkiej i wyczulenie na całym świecie na dziedzinę praw człowieka, nawet jeżeli te prawa są cynicznie deptane w licznych krajach.

Niestety nawet pod pokrywką obrony praw człowieka uczestniczymy w bezprzykładnym upadku moralnym w najbardziej żywotnych sferach i to wstrząsa podstawami życia społecznego.

Gdy się raz podważy powiązanie dobra i zła z odniesieniem do Boga i Ewangelii, człowiek staje się najwyższym kryterium dobra i zła.

Owoce tego całkowitego relatywizmu i złamania wszelkich barier stają się szczególnie widoczne w braku szacunku do życia ludzkiego i autentycznej miłości. Zatrzymajmy się chwilę na tych dwóch newralgicznych punktach.

a) Szacunek dla rodzącego są życia

Uchwalając większością głosów ustawę stwierdzającą, że przerywanie ciąży jest legalne oraz opłacane przez Opiekę Społeczną, uruchomiono działanie maszyny, prowadzące do najgorszych konsekwencji. Gdy raz poświęcono życie ludzkie, w samych początkach, uzależniono je od woli jednostki, nie ma żadnego logicznego powodu, by społeczeństwo w przyszłości szanowało prawo do życia upośledzonych, nieuleczalnie chorych, nieużytecznych starców. Zręczna i perwersyjna propaganda środków masowego przekazu manipulujących opinią publiczną wystarczy, by jutro znieść moralne dziedzictwo zostawione nam przez Ewangelię i leżące u podstaw naszej cywilizacji. Musimy głośno wołać, wbrew wszelkim sprzeciwom, że jest to wciąż popełniane pomylenie pojęć; mamy prawo do życia, ale nie mamy prawa do życia cudzego.

b) Szacunek wobec miłości

30. Atakuje się rodzinę w jej korzeniach przez „prawo do wolnej miłości”, które stało się wielkim żądaniem. Stąd zwiększona liczba rozwodów, jedno małżeństwo na dwa czy trzy już pada tego ofiarą. W wielu krajach dają się odczuć wręcz lawinowo takie konsekwencje jak przestępstwa młodocianych – najczęściej owoc rozbitych ognisk – czy narkomania, akty gwałtu itp.

Pod pokrywką słowa „miłość” dokonuje się przed naszymi oczyma wielka mistyfikacja. W książce Miłość i panowanie nad sobą z 1960 roku napisałem: „Słowo miłość jest dziś dla chrześcijan przegraną bitwą, którą należy powtórnie wygrać”.

„Żadne słowo nie jest bardziej skompromitowane we współczesnej literaturze, w języku kina, radia, telewizji i innych środków przekazu. Dzienniki i miesięczniki są jego pełne, opisuje się szczegółowo tzw. miłość od pierwszego wejrzenia i zbrodnie miłości. Radio śpiewa o «miłości» w każdej godzinie dnia, na każdej fali. Kino ukazuje sceny miłosne bez końca. Teatr jej poświęca część swego repertuaru, a środki przekazu trudnią się ukazywaniem jej obrazu. «Miłość» ukazywana jest jako całkowite usprawiedliwienie i uniewinnienie wszystkiego. Gdy mężczyznę poniesie namiętność do kobiety nie będącej jego żoną, żąda wolności w imię takiej «miłości». Jest to «zasłona narzucona na obrzydliwość». W rzeczywistości to nie miłość każe mu tak postępować, lecz fizyczna namiętność go oślepia. Miłość stanowi tu alibi maskujące cyniczny egoizm, rozpustę, zdradę i nieobyczajność”.

Degradacja moralna rozprzestrzenia się. I jak się nie podpisać pod tekstem, który napisał niedawno ojciec Gerard Defois, sekretarz Konferencji Episkopatu Francji: „Miłość zredukowana do przejściowej namiętności, cała płciowość zredukowana do banalnego zaspokajania, rodzina zredukowana do stanu przejściowego – to człowiek umniejszony do granic klęski w społeczeństwie, które się boi. Nasze kłótnie o antykoncepcję, aborcję, rozwód – jednym słowem: życie, są tak samo ważne jak rozmowy o rozbrojeniu i o torturach. Bardziej jeszcze, to jest ta sama walka, aby nadać rodzinie i naszemu współczesnemu życiu narodowemu i międzynarodowemu wartość ludzką wbrew wszelkim wezbranym wodom i wichrom”.

3. Poczucie grzechu zanika w sumieniu chrześcijan

31. Rozgrywa się obecnie szczególny dramat w sumieniu wielu chrześcijan, samo pojęcie grzechu niebezpiecznie zanika.

Nasza liturgia Eucharystii rozpoczyna się jeszcze od Confiteor i zgodnie z rytem bijemy się w piersi. Również nadal prosimy Boga w Ojcze nasz: „odpuść nam nasze winy” i „zbaw nas ode złego”, a w Zdrowaś, Maryjo nie zniesiono: „Módl się za nami grzesznymi”.

Ale czy ośmielimy się w całej prawdzie powiedzieć, że idziemy do Boga „z pokornym i skruszonym sumieniem”, jak wypowiadamy to ustami?

Powinniśmy postawić sobie uczciwie pytanie, jaki jest nasz stosunek do prawdziwie chrześcijańskiej moralności? Precyzuję „prawdziwie chrześcijańskiej”, bo wiem, że nawet to jest kontestowane w naszych szeregach i niektórzy próbują podważać istnienie takiej specyfiki.

Nie musimy robić rachunku sumienia za niechrześcijan, wystarczy nasz własny.

Nie oddycha się bezkarnie złym powietrzem, tym bardziej że trucizny wciskają się wszystkimi drogami mass mediów, tego nowego regulatora sumień ludzkich. Zatrzymajmy się jedynie nad zagadnieniem rodziny, które może stanowić test.

Na jakiej długości fali jesteśmy w tej dziedzinie? Skąd czerpiemy kryteria i jakie mamy punkty odniesienia? Czy pozostawiamy na boku naukę podawaną przez Kościół w Adhortacji apostolskiej, niedawno opublikowanej przez Jana Pawła II Familiaris Consortio? Czy przyjmujemy ją i wprowadzany w życie jako istotny element i życiową naukę? Można się niepokoić tym, jak została przyjęta.

Zarówno w sprawie przedwczesnych stosunków seksualnych czy informacji o antykoncepcji wszędzie dostępnej, czy aborcji na każde zawołanie, czy seksualnym zboczeniom miłości lesbijskiej i homoseksualizmu, czy wspólnego zamieszkiwania młodych i małżeństw na próbę, w dwóch lub trzech etapach – pogląd, że takie postępowanie nie może być pozostawione rozstrzygnięciu człowieka, ale że istnieje prawo Boże i słowo Boże interpretowane przez Magisterium Kościoła, stał się zupełnie obcy w sumieniu wielu chrześcijan, którym bardziej zależy na nowoczesności niż na wierności doktrynalnej.

Gdy to piszę, przypadkowo wpadł mi w rękę periodyk wydany „dla i przez współczesnych chrześcijan”. Można tam przeczytać zdumiewające zdania:

„Czy nie jest możliwe, by ponownie rozpatrzyć na płaszczyźnie religijnej duszpasterstwo małżeństw, zdając sobie sprawę (jak to już się czyni) z etapów, przez jakie przechodzi racjonalne budowanie miłości? Są nimi: wspólne zamieszkiwanie po powziętej decyzji, oznajmionej wobec wspólnoty chrześcijańskiej, która ją przyjmuje. Następnie założenie rodziny, gdy postanawia się mieć potomstwo, co wymaga rozważnej decyzji o trwałości i stabilności związku. Nic nie przeszkadza zawrzećmałżeństwo, jako ostateczne i definitywne zaangażowanie się tych, którzy się na nie decydują”.

Można postawić pytanie: dokąd doprowadzi takie „duszpasterstwo” pod gust dnia dzisiejszego? Gdzie jest w tym wszystkim Ewangelia i sakramentalny charakter małżeństwa między ochrzczonymi?

Taki brak zmysłu chrześcijańskiego w odniesieniu do miłości i małżeństwa, którego intencji nie osądzam, jest tym groźniejszy, że „jedynie miłość buduje świat” i że „przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę”, by przyjąć wyrażenie Jana Pawła II.

Chcąc naszą moralność oprzeć na tym, czym dziś się żyje i czym się zarażamy w oczekiwaniu na jutro, które może zgotować inne niespodzianki, jeszcze bardziej rozwiązłe, tracimy naszą tożsamość i cofamy się. Zauważmy, że choć świat chrześcijański dziś nie egzorcyzmuje diabła, jest w trakcie egzorcyzmowania grzechu.

4. Krzyk na alarm

32. W tym wszystkim wydaje mi się najgroźniejsza rezygnacja chrześcijan i pozostawianie upadku moralnego bez reakcji, bez innego protestu jak tylko pełne rezygnacji wzdychanie wobec rzeczy nieuniknionej. Nie da się pogodzić defetyzmu z naszą misją chrześcijańską w świecie. Jezus powiedział do swoich uczniów, że pozostawia ich na świecie, ale że nie są oni ze świata. Kompromis ze złem czy też rezygnacja jest zanegowaniem naszej chrześcijańskiej tożsamości.

Działanie i reagowanie są krzycząco aktualnymi nakazami chwili. Musimy przekształcać modlitwę w działanie i służyć Panu Jezusowi, ryzykując niebezpieczeństwo. Lepszą rzeczą od mówienia o diabłach jest głoszenie, jakie czynią oni spustoszenie.

Nasze „alleluja” nie mają wartości, jeżeli po wyjściu ze spotkania modlitewnego nie usiłujemy wspólnie i odważnie, konkretnie ukazywać światu nakazów Ewangelii. Wymaga to strategii co do sposobów i konkretnych środków działania indywidualnego i zbiorowego, które pozwolą wypełnić nasze specyficzne zadanie. Wiele jest sposobów protestowania i wpływania na tych, którzy trzymają w ręku losy kraju. Możemy uczyć się co dzień, patrząc, jak działają ci, którzy mszczą na naszych oczach nasze moralne dziedzictwo. Fas est ab noste doceri (I od zła warto się uczyć). Pan Jezus powiedział, że synowie tego świata roztropniejsi są […] niż synowie światłości (Łk 16,8). Te słowa winny pobudzać naszą wyobraźnię i odwagę. Potrzeba nam dzielnych chrześcijan, nie tylko w krajach, w których narażają się na męczeństwo, lecz również u nas, w naszym życiu publicznym, gdzie wolność ma jeszcze swe prawa, a przez to również swoje wymagania.

Tematy do refleksji i wymiany poglądów

1. Jaki jest związek pomiędzy grzechem a nieporządkami społecznymi i politycznymi w świecie? (nr 22, 28).

2. W jakich dziedzinach szczególnie daje się odczuć upadek moralności w świecie? (nr 29–31).

3. Jak obudzić sumienia chrześcijan na rzeczywistość grzechu? Rozważyć temat Synodu Biskupów z 1983 roku o „Pokucie i pojednaniu”.

4. Jak indywidualnie i zbiorowo reagować na ogólny upadek moralny we wszystkich dziedzinach (prasa, radio…) oraz u reprezentantów życia publicznego? Konkretne sugestie.
Kościół w obliczu grzechu wzywa nas do ciągłego błagania Pana.


Wszechmogący Boże, od dawna pozostajemy w niewoli grzechu, prosimy Cię, zatem, spraw, aby nowe narodzenie się w ciele jedynego Syna Twojego wyswobodziło nas z tego Jarzma.

Modlitwa z 6. dnia Oktawy Bożego Narodzenia

IV. KOŚCIÓŁ WOBEC „TAJEMNICY BEZBOŻNOŚCI”

1. Grzech, pierwszy wróg

20. W literaturze demonologicznej najczęściej zwraca się uwagęna przypadki rzeczywistego lub domniemanego opętania przez diabła. Środki masowego przekazu ze swej strony silnie akcentują tę tendencję.

Trzeba sobie zdać sprawę z deformacji spojrzenia wytworzonego przez te fakty i unikać powiększania tego, co rzadkie i wyjątkowe, jak pułapki.

To co z nas czyni „niewolników zła”, to na ogół nie „opętanie przez diabła”, teologowie są tu zgodni, że diabeł nie może przeniknąć sekretów sumienia, jeżeli mu się ktoś dobrowolnie nie podda. Grzech i jego władza czynią z nas niewolników, co pozwala złym mocom pogłębiać zło, jak wiatr dmący w nieroztropnie rozpalony ogień. Najstarsza broń, jaką dysponuje diabeł, to nie opętanie,lecz grzech sam w sobie.

Jego wpływ jest tam obecny, gdzie króluje grzech, a ten ogarnął w niebywałym stopniu ludzkość pozbawioną kręgosłupa i hołdującą moralnemu permisywizmowi.

Wyzwolenie jest więc w pierwszym rzędzie uwolnieniem od grzechu w nas, który czyni nas niewolnikami i pomniejsza naszą wolność. Pęta grzechu działają na wszystkich płaszczyznach człowieka: rozumu, woli, działania, uczucia. Skala tego typu zniewolenia jest szeroka i wielostronna.

Na tym należy przede wszystkim skupić uwagę, gdy mówimy o wyzwalaniu, a nie na zjawiskach, które mogą być psychopatologiczne. Jak pisze ojciec Jean-Claude Sagne OP:

„W szczelinę spowodowaną naszym brakiem ufności do Boga lub egoistycznym przywiązaniem, albo zarozumiałą samowystarczalnością wkracza diabeł, aby zmienić naszą słabość w ciężar duchowy, by z naszych przywiązań uczynić «więzy duchowe» i na koniec utwardzić nasze odruchy pychy, tworząc przeszkodę dla działania Ducha Świętego. Wiele można powiedzieć o kuszącym oddziaływaniu diabła i złych duchów, które mu podlegają. Szatan utwierdza to, co zastanie, lub też dezorganizuje jeszcze bardziej istniejący nieporządek. Uwydatnia posiadane cechy i wykorzystuje nasze słabości” (La Pričre de délivrance et de raison,w: Tychique nr 23, 1980).

2. Pożądliwość

21. Nie należy zapominać, że istnieje w nas element niepokojący, nie będący grzechem i nie dający się identyfikować z demonicznym wpływem. Chcę mówić o pożądliwości.

W teologii rozumie się przeważnie przez ten wyraz pozostałości, jaki zostawił grzech w człowieku usprawiedliwionym przez łaskę; tzn. cały szeregsprzeciwów, na jakie napotyka wola, w formie różnych odruchów. Powyższe zdanie jest stwierdzeniem klasycznym, które określa sytuację poprzedzającą działanie dobrej woli (wolności) i uwarunkowuje w pewnej mierze moralne działanie człowieka usprawiedliwionego. Święty Paweł nie wahał się napisać: Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię, tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę – to właśnie czynię (Rz 7,15).

Nie należy identyfikować owej podskórnej pożądliwości człowieka i jego poczynań ze specjalnym zniewoleniem przez diabła.

3. Grzech w strukturach społecznych

22. To co mówimy o człowieku, odnosi się również do nieludzkich struktur społecznych, ekonomicznych, socjalnych, politycznych, które nie liczą się z prawami człowieka i są nie do pogodzenia z jego godnością.

W tej dziedzinie również rządzi grzech, ale odpowiedzialność jednostkowa nie daje się wyodrębnić od odpowiedzialności wspólnej, zbiorowej.

Zbyt łatwo sobie wyobrażamy, że działanie diabła jest spektakularne. W istocie „widoczne” jego interwencje są wyjątkowe. Jego działanie niewidoczne i subtelne jest niemniej jednak perwersyjne.

4. Człowiek – odpowiedzialny za siebie

23. Radykalny pesymizm na temat świata, ciała ludzkiego, wolności wewnętrznej człowieka nie jest zgodny z wiarą katolicką. Choć zraniony przez grzech, człowiek jest odpowiedzialny za swe czyny i nie jest igraszką diabła, który miałby nim manipulować.

Wpływ diabelski dokonuje się w różny sposób: jest on kusicielem, uwodzicielem, inspiratorem grzesznych wyborów. Myli i ukazuje błąd jako prawdę, zło jako dobro, podaje się za anioła światłości (2 Kor 11,14).

Jego dominacja nie jest absolutna, wymaga przyzwolenia osoby zainteresowanej i w ostateczności człowiek sam zawszejest odpowiedzialny za swój grzech.

Nie można przecenianiem wpływu diabła stwarzać alibi dla słabości ludzkiej i umniejszać czy eliminować przeświadczenie o naszej odpowiedzialności. Zbyt łatwo jest odwoływać się do czynników zewnętrznych, by ukryć czy ograniczyć wolność naszych własnych decyzji. Kościół jest zawszeprzeciwny wszystkiemu, co powoduje „rozchwianie” człowieka i czyni z niego igraszkę nieznanych sił. Głosi, że Bóg włożył nasz los w nasze ręce, stwarzając nas wolnymi i odpowiedzialnymi, i choć odpowiedzialność może być ograniczona okolicznościami, jednak pozostaje z gruntu nietknięta.

5. Wiara najlepszą ochroną

Dla diabła wszystko, co przeszkadza przylgnięciu człowieka do Boga, jest dobre. Jego taktyka tak się da zazwyczaj streścić: diabeł stara się człowiekowi zasłonić Boga.

Aby nam przeszkodzić dosięgnąć światła i nim żyć, atakuje najchętniej podstawę życia chrześcijańskiego, tj. wiarę teologalną. Bo wiara nas ustawia wprost wobec Boga i diabeł nie może wkroczyć w tę dziedzinę zarezerwowaną dla samego Boga. Im bardziej człowiek żyje wiarą, tym bardziej jest nie do dotknięcia dla demonów. Wiara jest fortecą, która chroni przed jego atakami i dlatego stara się, by ją wierzący porzucił, ukazując mu niejednokrotnie niezwykłości, gdzie mu łatwiej tworzyć iluzje lub doprowadzać wierzącego do opierania się na czymś innym niż czysta wiara.

Takie jest niebezpieczeństwo „wizji”, „objawień”, „proroctw”, w które obfituje nasz świat i których ma się strzec Odnowa charyzmatyczna. Można mniemać, że są to najczęściej owoce wyobraźni i Kościół musi je rozpoznawać, aby uniknąć niebezpieczeństwa iluzjonizmu. Podrabianie nadprzyrodzoności stanowi dziedziną szczególnie podatną na manipulacje złego ducha.

Na koniec można postawić pytanie, czy przesadny sposób przedstawiania działalności szatana w świecie nie jest również wynikiem jego przebiegłości, bo dostarcza dodatkowego argumentu tym wszystkim, którzy negują jego istnienie.

6. Tajemnica bezbożności

a) Na niewidzialnej płaszczyźnie

Świat ciemności jest ciemny z definicji, nie ma możliwości dotarcia do niego naszym umysłem.

Niewątpliwie misterium Boga jest również oślepiające, ale z innego powodu: nasze oczy są zbyt słabe, by tu na ziemi wytrzymać jego blask. Kto zgłębi tajemnicę stwórczej, zbawczej i uświęcającej miłości Boga?

„Tajemnica bezbożności”, o której mówi św. Paweł, należy do innego porządku: jest nieprzenikniona z powodu otaczających ją ciemności. Nie można tam się wedrzeć inaczej jak z pochodnią w ręku.

W tej dziedzinie, bardziej niż w jakiejkolwiek innej, trzeba dużo powściągliwości i trzeźwości, by odpowiednio o niej mówić. Strzeżemy się wprowadzania w to królestwo ciemności naszych pojęć, zawsze tylko analogicznych i niepełnych, naszej logiki i klasyfikacji. Gdy się czyta na ten temat literaturę, ma się ochotę na każdym kroku wołać – widząc pseudopewniki – że to karkołomne.

Mac Nutt, jeden z autorów, który moim zdaniem przesadnie rozpowszechnił w Odnowie charyzmatycznej naukę o wpływach demonicznych, napisał słusznie – zapominając o tym w praktyce – że nie ma objawień diabła, które nie byłyby dwuznaczne, i że żaden objaw czy zespół objawów nie pozwala wnioskować z pewnością, że ma się do czynienia z działaniem diabelskim. Bo taka jest prawda, że jest to dla nas dziedzina ciemności, całkowicie pozaracjonalna i z definicji niepoznawalna.

b) Na widzialnej płaszczyźnie

26„Tajemnica bezbożności” ma miejsce najczęściej w cieniu, choć czasami pojawia się widzialnie.

Ślady wiary Kościoła w ukazywanie się diabła znajdujemy w liturgii, w Rytuale, w praktyce, w życiu Ojców pustyni, wśród anachoretów, mnichów, świętych. Obfite są tego opisy, ukoloryzowane duchem i naiwnością epoki, ale ich ciągłość zasługuje na uwagę.

Trwałość zjawiska prawdziwego lub fałszywego objawiania się diabła pobudza do stawiania pytań.

Napotykamy je we wszystkich epokach i w różnych formach, szczególnie w życiu przeróżnych świętych, jak Benedykt, Franciszek, Jan Boży, Wincenty Ferreriusz, Piotr z Alkantary, wśród kobiet: Małgorzaty z Kortony, Anieli z Foligno, Rity z Cascia, Róży z Limy i tylu innych.

Bliżej nas, w XIX wieku, proboszcz z Ars podlegał licznym pokusom, które wydawały mu się okrutnymi i straszliwymi „napaściami”. Hagiografowie mówią o niezwykłych hałasach niepokojących go i nie pozwalających mu na spanie, o dręczeniu i groźbach, wyzwiskach, policzkowaniu i wszelkiego rodzaju obelgach.

Wszystko to przypisuje się złemu duchowi.

W XX wieku zacytujemy po prostu ojca Pio, słynnego stygmatyka zmarłego w 1968 roku, którego proces beatyfikacyjny jest rozpatrywany. Znajdujemy tam liczne dane o atakach diabelskich; diabeł mu się ukazywał w obrzydliwej postaci, torturował, wyrzucał z łóżka przy różnych okazjach.

Co myśleć o ciągłości tych zjawisk? Powiem zasadniczo jedno: jesteśmy w dziedzinie ciemności, w której należy się poruszać z wielką roztropnością. Nie da się nie postawić pytania: co z tego jest wynikiem psychiki człowieka, a co jasno wskazuje na wpływy diabelskie? Nie mamy pewnych i jednoznacznych kryteriów. Należy powiedzieć jedno, że nie jest rozsądne przyjmowanie wszystkiego en block jako objawianie się diabła, bo to pokusa nadnaturalizmu, ale nie byłoby też rozsądne odrzucenie en block wszystkich tego typu zjawisk jako halucynacji czy histerii, bo to jest pokusa racjonalizmu.

Tematy do refleksji i wymiany poglądów

1. Najgroźniejsza broń, jaką dysponuje diabeł, to nie „opętanie”, lecz grzech. Wytłumaczyć (nr 20).

2. Dlaczego należy podkreślać, że Bóg stworzył nas wolnymi i odpowiedzialnymi i złożył nasz los w nasze ręce? Jakie są tego konsekwencje praktyczne w odniesieniu do wpływu diabła? (nr 23).

3. Chodzenie w wierze strzeże przed pokusą wyolbrzymiania wszystkiego, co niezwykłe. Wytłumaczyć (nr 24).

4. Tajemnica bezbożności jest z definicji niepodatną na klasyfikację i należy o tych sprawach mówić z dużą rezerwą i trzeźwością (nr 25, rozdz. VIII).


Prośmy Pana Jezusa o uzdrowienie powodujące wyzwolenie.

Boże, źródło wszelkiego dobra, wysłuchaj nasze pokorne prośby i spraw, abyśmy przez Ciebie natchnieni i prowadzeni zachowali prawość w myślach i uczynkach.

Modlitwa z 10 niedzieli zwykłej