CZY NAUKA PAWŁA BYŁA SPRZECZNA Z NAUKĄ JEZUSA?

Niniejszy tekst jest odpowiedzią na tekst Mariusza Agnosiewicza pt. Stosunek do Prawa[1], zamieszczony w jego serwisie racjonalistycznym. W tekście tym Agnosiewicz za pomocą pewnych przykładów z Nowego Testamentu chce dowieść, że nauka Jezusa jest sprzeczna z nauką Pawła. Postaram się niżej odpowiedzieć na te zarzuty. Tradycyjnie, dla ułatwienia odróżnienia moich wypowiedzi od wypowiedzi Agnosiewicza, jego tekst zaznaczam kursywą[2].

Polemika:

Jezus przestrzegał ściśle nakazów Prawa, nie mówił nic o znoszeniu jego wraz ze swoim nadejściem. "Był rzeczywiście uległy zakonowi Mojżeszowemu od swego dzieciństwa aż do śmierci… Przestrzegał wszystkich przepisów zakonu; święcił wszystkie dni sabatu, powstrzymywał się od mięs zakazanych, obchodził wszystkie święta i nawet przed śmiercią odprawiał Paschę… Urodziwszy się Izraelitą, żył niezmiennie jako Izraelita" (Wolter).

Odpowiedź:

Wolter ma tu być jakimś autorytetem? Chyba tylko dla wolnomyślicieli. Po drugie, zauważmy, że z cytatu Woltera wcale nie wynika to, co twierdzi Agnosiewicz. To, że Jezus przestrzegał nakazów Prawa, nie oznacza jeszcze, że całe ono miało nadal obowiązywać w każdym najmniejszym szczególe. Po trzecie wreszcie, co do słów Woltera, że Jezus przestrzegał „wszystkich przepisów zakonu”, to ciekawe, skąd Wolter to wie. Aż tak szczegółowych informacji o Jezusie w tym zakresie Ewangelie ani nawet reszta NT nie podają.

Mówił do swych uczniów: "Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić (nie znaczeniu "udoskonalić" lub "dopełnić", jak chcieliby tego późniejsi chrześcijanie, lecz "zrealizować zapowiedzi prorocze" – przyp.). Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki nie przeminie niebo i ziemia, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż wszystko to się stanie (katolicy mylnie tłumaczą to jako "aż się wszystko spełni" (BT), co mogłoby sugerować, że wszystko się spełni, gdy nastąpi śmierć i zmartwychwstanie Jezusa, w rzeczywistości lingwistyczne tłumaczenie oddaje właściwy sens tych słów: Prawo żydowskie nie może się zmienić ani o jotę, aż do końca świata – "łatwiej jest niebu i ziemi przeminąć, niż przepaść jednej kresce z Prawa" – mówi gdzie indziej Jezus (Łk 16, 17)) Ktokolwiek zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim"(Mt 5, 17-19).

Odpowiedź:

Jak zwykle, Agnosiewicz ma swój prywatny kontekst wypowiedzi Jezusa, obcy w rzeczywistości temu, co naprawdę On w tym tekście przekazuje. Jak na ironię wystarczy jednak przeczytać fragmenty dalsze z Mt 5, których Agnosiewicz już „zapomniał” zacytować, aby dostrzec, że Jezus mówi o wypełnieniu Prawa właśnie w sensie Jego udoskonalenia. W sporym fragmencie Mt 5,21-48 Jezus mówi o udoskonaleniu Prawa ST: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie będziesz fałszywie przysięgał […], a Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie” (Mt 5,33-34); czy: „Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu”; itd., itp. Wystarczy spojrzeć na szerszy kontekst tekstów z Biblii, na jakie „powołuje” się Agnosiewicz, a już widać, że mają one zupełnie inną wymowę, niż on sugeruje. Warto też zauważyć, że Jezus udoskonalił też naukę Prawa w kwestii małżeństwa, kiedy sprzeciwił się danej przez Mojżesza idei tzw. listu rozwodowego (por. Mt 19,7-8; Pwt 24,1n; Lb 30,10n).

Tym, kto się na to poważył, okazał się być św. Paweł.

Odpowiedź:

A czemu również nie Jezus w powyższych wypowiedziach z Mt 5,21-48, w których Jezus modyfikuje, wręcz zmienia Prawo ST? Czemu tam już Agnosiewicz nie dopatrzył się „znoszenia Prawa”? Skąd u niego nagle taka wyrozumiałość i pobłażliwość dla Jezusa, natomiast dla Pawła taki krytycyzm? Nie rozumiem zupełnie niekonsekwencji Agnosiewicza w tym miejscu. Tak to jest, jak się pisze według z góry założonej tezy.

Mówi on: "kresem Prawa jest Chrystus" (Rzym 10, 4). Galatom tłumaczy: "Na cóż więc Prawo? Zostało ono dodane ze względu na wykroczenia aż do przyjścia Potomka (…) Do czasu przyjścia wiary byliśmy poddani pod straż Prawa i trzymani w zamknięciu aż do objawienia wiary. Tym sposobem Prawo stało się dla nas wychowawcą (…) Gdy jednak wiara nadeszła, już nie jesteśmy poddani wychowawcy"(3, 19-25). Paweł wymyślił za to inne Prawo – tzw. "prawo Chrystusowe" (Gal 6, 2).

Odpowiedź:

Ciekawe czym, jeśli również nie Prawem Chrystusowym jest dla Agnosiewicza choćby powyższe przesłanie Jezusa z Mt 5,21-48, gdzie daje on nowe spojrzenie na Prawo ST, modyfikując jego poszczególne nakazy.

Czy się różni "Prawo Chrystusa" (czyli Prawo Zakonu), od "Prawa Chrystusowego"? Można choćby wskazać kwestię pobierania opłat przez duchownych.

"Prawo Chrystusa" mówi:

"Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie!" (BT, Mt 10, 8). To starcza za całą regulację w tej kwestii.

Odpowiedź:

Ciekawe, że Agnosiewiczowi nie przeszkadza w tym miejscu to, że tekstu tego nie ma w najstarszej Ewangelii Marka, która w tekście paralelnym Mk 6,7-13 opuszcza powyższe słowa z Mt 10,8 o „darmowym dawaniu”. Mimo to Agnosiewicz uważa powyższe słowa z Mt 10,8 za „Prawo Chrystusa”, choć przecież przy innych okazjach dyskredytuje on słowa Chrystusa jako nieprawdziwe, czyniąc to właśnie z tego powodu, że nie ma ich w Ewangelii św. Marka[3]. Mamy tu do czynienia po raz kolejny z niekonsekwentnym podejściem do tekstu Biblii. Czemu tacy ludzie chcą więc, abyśmy dawali posłuch ich wykładni Pisma Świętego?

"Prawo Chrystusowe" stanowi inaczej:

"Ten, kto pobiera naukę wiary, niech użycza ze wszystkich swoich dóbr temu, kto go naucza" (Gal 6, 6); a, że jest to ewidentnie sprzeczne z "Prawem Chrystusa" musi się z tego szczegółowo tłumaczyć:

"Bo przecież ze względu na nas (tzn. duchownych) zostało napisane, iż oracz ma orać, w nadziei, a młocarz – [młócić] w nadziei, że będzie miał coś z tego. Jeżeli więc my zasialiśmy wam dobra duchowe, to cóż wielkiego, że uczestniczymy w żniwie waszych dóbr doczesnych. Jeżeli inni mają udział w waszej majętności, to czemuż raczej nie my?" (BT, 1 Kor 9, 10-12)

Odpowiedź:

W rzeczywistości nie ma tu żadnej sprzeczności. W Mt 10,8 nie ma nic o tym, żeby „darmo nauczać”, jak sugeruje Agnosiewicz; kontekst, w jakim pada to zdanie, jest inny. Gdyby Agnosiewicz przeczytał cały wers z Mt 10,8, który „cytuje”, to zobaczyłby, że Jezus mówi o darmowym otrzymywaniu i dawaniu w kontekście uzdrawiania, wskrzeszania zmarłych itd. Chodziło o to, aby nie wykorzystywać darów otrzymanych od Chrystusa do niecnych celów i aby nie pobierać opłat za uzdrawianie chorych, jak czyniło to wielu w tamtych czasach, wykorzystując swe zdolności tylko i wyłącznie do zarabiania pieniędzy. Absolutnie nie ma tam już mowy o tym, że nauczający Ewangelii nie ma prawa być wspomagany z dóbr tego, kogo naucza. Nie ma tu więc żadnej sprzeczności z powyższym nauczaniem Pawła.

"Prawo Chrystusa" ponad religią (wiara) stawia etykę (uczynki): "Nie ten, który mówi: "Panie, Panie" wejdzie do Królestwa Niebieskiego, ale ten, kto czyni wolę Ojca mego, który jest w niebie"

"Prawo Chrystusowe" stanowi zupełnie coś odwrotnego: "Jeśli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznanie jej ustami – do zbawienia." (BT, Rzym. 10, 9-10). Ciekawe, nieprawdaż?

Odpowiedź:

Nie bardzo, skoro opiera się to na zwykłym niedoczytaniu Biblii. Mamy tu zatem elementarny błąd – taki, za jakie w podstawówce dzieci dostają jedynki. W rzeczywistości nie ma tu żadnej sprzeczności, bowiem Paweł wcale nie uważał, że do zbawienia wystarczy sama wiara. W zgodzie z Jezusem nauczał on, że są do tego potrzebne odpowiednie uczynki (tzn. że ważna jest także odpowiedź serca na darmowy dar łaski). Cytując z listu do Rzymian, Agnosiewicz przemilczał (lub przegapił po prostu), że w tym samym liście Pawła czytamy, że Bóg w dzień sądu będzie brał pod uwagę uczynki („[…] odda każdemu według uczynków jego” – Rz 2,6; por. też Rz 2,7). W Rz 2,16 Paweł pisał:

„[Okaże się to] w dniu, w którym Bóg sądzić będzie przez Jezusa Chrystusa ukryte czyny ludzkie według mojej Ewangelii” (Biblia Tysiąclecia, dalej: BT).

Tak samo Paweł uczył w innym swym liście:

„Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy otrzymał zapłatę za uczynki dokonane w ciele, złe lub dobre” (2 Kor 5,10 – BT).

„Nic przeto wielkiego, że i jego słudzy podszywają się pod sprawiedliwość. Ale skończą według swoich uczynków” (2 Kor 11,15 – BT; por. też 1 Kor 5,10-13; 6,9).

W Rz 13,12-13 Paweł pisał:

„Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła; żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości” (BT; por. też Ga 5,19-25; Kol 1,21; 3,5-6n).

To, że Paweł mniemał, iż usprawiedliwienie otrzymuje się przez wiarę, nie z uczynków Prawa ST (Ga 2,16; 3,2,5), nie znaczy jeszcze, że wbrew nauczaniu Jezusa nie uważał uczynków za potrzebne do zbawienia, jak to się wyżej uroiło Agnosiewiczowi (niżej napiszę o tym więcej). Czy gdyby Paweł naprawdę – wbrew Jezusowi – nie uczył o tym, że uczynki są potrzebne do zbawienia, napisałby te wszystkie słowa? Nie ma zatem żadnej sprzeczności pomiędzy wyżej wspomnianym przez Agnosiewicza nauczaniem Jezusa i Pawła o uczynkach. Obaj tak samo uważają, że odegrają one istotną rolę w Dniu Sądu. Powyższe interpretacje Agnosiewicza są oparte na zwykłym wyrwaniu z kontekstu słów Jezusa i Pawła oraz na nadaniu im własnej interpretacji, która w tekście nie znajduje żadnego odbicia.

Prawo Chrystusa mówi:

"Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy /sama/ wiara zdoła go zbawić? (…) wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie. (…) człowiek dostępuje usprawiedliwienia na podstawie uczynków, a nie samej tylko wiary. Tak jak ciało bez ducha jest martwe, tak też jest martwa wiara bez uczynków." (List Jakuba 2, 14n, BT)

Paweł mówi:

"Poganie nie zabiegając o usprawiedliwienie, osiągnęli usprawiedliwienie, mianowicie usprawiedliwienie z wiary, a Izrael, który zabiegał o Prawo usprawiedliwiające, do celu Prawa nie doszedł. Dlaczego ? Ponieważ zabiegał o usprawiedliwienie nie z wiary, lecz – jakby to było możliwe – z uczynków." (BT, Rzym 9, 30-32)

Odpowiedź:

Z przytoczonego tu tekstu Pawła wyraźnie wynika, że mowa nie o uczynkach chrześcijańskich, o jakich mówi wyżej Jezus w zacytowanym przez Agnosiewicza tekście z Ewangelii według św. Mateusza, lecz o uczynkach Prawa. Nie może więc tu być sprzeczności pomiędzy nauczaniem Jezusa a nauczaniem Pawła, jakiej wyżej próbuje się dopatrywać Agnosiewicz, skoro obaj mają na myśli zupełnie innych uczynki. Paweł, pisząc w Liście do Rzymian, że z zbawienie jest wiary, a nie z uczynków, ma na myśli uczynki Prawa ST (bowiem właśnie temu Prawu jest poświęcony jego wspomniany list), co widać dobrze we wprowadzeniu do jego rozważań w tymże liście, gdzie wierze są przeciwstawione właśnie uczynki z ST:

„Gdzież więc podstawa do chlubienia się? Została uchylona! Przez jakie prawo? Czy przez prawo uczynków? Nie, przez prawo wiary. Sądzimy bowiem, że człowiek osiąga usprawiedliwienie przez wiarę, niezależnie od pełnienia nakazów Prawa” (Rz 3,27-28, BT).

W innym swym liście Paweł rozwija tę myśl:

„A jednak przeświadczeni, że człowiek osiąga usprawiedliwienie nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, lecz jedynie przez wiarę w Jezusa Chrystusa, my właśnie uwierzyliśmy w Chrystusa Jezusa, by osiągnąć usprawiedliwienie z wiary w Chrystusa, a nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, jako że przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków nikt nie osiągnie usprawiedliwienia” (Ga 2,16 – BT; por. też Ga 3,2).

Nie ma zatem żadnej sprzeczności pomiędzy nauczaniem Jezusa i Pawła o uczynkach. Apostoł Paweł, pisząc o tym, że z wiary, a nie z uczynków jesteśmy zbawieni, pisze po prostu o innych uczynkach niż Jezus – o uczynkach Prawa ST.

Jezus mówi:

"Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki" (Mt 5, 16)

Paweł mówi:

"Gdy zaś ktoś nie spełnia uczynków, ale wierzy w tego, który usprawiedliwia bezbożnego, wiarę jego poczytuje mu się za sprawiedliwość" (Rzym 4, 5, BT)

"Jak i Dawid nazywa błogosławionym człowieka, któremu Bóg udziela usprawiedliwienia, niezależnie od uczynków" (Rzym 4, 6)

Odpowiedź:

Jak wyżej. Jak było widać na podanych przeze mnie przykładach, Paweł nigdzie w swym Liście od Rzymian nie negował konieczności pełnienia dobrych uczynków i jedyne uczynki, jakim przeciwstawiał wiarę, to uczynki Prawa:

„Gdzież więc podstawa do chlubienia się? Została uchylona! Przez jakie prawo? Czy przez prawo uczynków? Nie, przez prawo wiary. Sądzimy bowiem, że człowiek osiąga usprawiedliwienie przez wiarę, niezależnie od pełnienia nakazów Prawa” (Rz 3,27-28 – BT).

Agnosiewicz nie uwzględnił tego wyjaśnienia i kontekstu poprzedzającego z rozdziału wcześniej Listu do Rzymian, stąd pogubił się w tym, o jakich uczynkach mówił św. Paweł.

Jezus zakazywał rozwodów, za wyjątkiem niewierności żony (Mt 5, 32; 19,9) i zakazywał powtórnego ożenku (Mk 10, 6n, Łk 16, 18), Paweł dozwala rozwód, jeśli małżonek nie wierzy w Jezusa (1 Kor 7,12-16), czego Jezus nie nauczał. Sam to zresztą Paweł przyznał.

Odpowiedź:

Zarówno u Pawła jak i u Jezusa można się dopatrywać tylko różnych powodów dla separacji małżonków. Nigdzie w 1 Kor 7,12-16 Paweł nie pisze o „rozwodzie” ani o tym, że małżonek opuszczony przez współmałżonka może ponownie zawrzeć związek małżeński. Jezus, choć w wypadku nierządu nakazał oddalić żonę, to jednak On też nie mówi o zezwoleniu na powtórne małżeństwo. Biorąc pod uwagę ówczesne realia społeczne, chodziło o oddalenie jej z powrotem do rodziny[4]. W tekście tym można się więc co najwyżej dopatrzyć przyzwolenia na separację, tak jak w 1 Kor 7,11, gdzie też mowa o odchodzeniu niewierzącego małżonka. Jezus zaś, rozpatrując kwestię separacji małżonków w Mt 5,32 i 19,9, idzie w innym kierunku, skoro jako podstawę dla separacji bierze też pod uwagę nierząd. Z tekstu Pawła w 1 Kor 7,12-16 wcale to zaś nie wynika, nie ma więc między tymi tekstami sprzeczności, skoro mówią one jedynie po prostu o różnych warunkach, jakie mogą zaistnieć dla możliwości separacji. Teksty te uzupełniają się wzajemnie, zaś nie wykluczają. Paweł nie neguje przecież podanej przez Jezusa podstawy dla separacji małżonków, wspomnianej w Mt 5,32 i 19,9. Tylko w takim wypadku byłaby tu sprzeczność.

Różnic między Pawłem a Jezusem jest znacznie więcej. W NT są DWIE RÓŻNE RELIGIE. Jakże można się dziwić, że Kościół zabraniał czytać Biblii, skoro jest ona takim stekiem uświęconych bzdur?

Odpowiedź:

Z przykładów, jakie podał wyżej Agnosiewcz, wynika, że te dwie różne religie, o jakich on mówi, są wyłącznie tworem jego wyobraźni lub w najlepszym efekcie wynikiem niedoczytania tego, co sam krytykuje.

Jak tłumaczą te rozbieżność katolicy? Utrzymują oni, że Prawo, które Jezus zakazał zmieniać, dotyczy jedynie przykazań moralnych, co również miał ponoć szanować Paweł. Przeczą jednak temu słowa Jezusa: "módlcie się tylko, aby wasza ucieczka nie wypadła w szabat" (Mt 24, 20). Jezus więc nakazywał również przestrzegać zaleceń liturgicznych Prawa, w tym zapewne i obrzezania.

Odpowiedź:

Tutaj, niestety, wychodzi u Agnosiewicza na jaw nieznajomość ówczesnej kultury semickiej. Jezus wcale nie musiał tego powiedzieć ze względu na to, że Jego uczniowie mieli obchodzić szabat (wspomniany tekst wcale tego nie mówi). O wiele bardziej rozsądnym wyjaśnieniem jest po prostu to, że w dniu szabatu bramy Jerozolimy zamykano (o czym wyraźnie mówi tekst z Ne 13,19; por. też Jr 17,27), stąd ucieczka Jego uczniów byłaby niemożliwa w tym dniu. Po drugie, w dniu szabatu każdego Żyda spotykały sankcje żydowskie za przejście drogi dłuższej niż 1250 m. Była to tzw. droga szabatowa (por. Dz 1,12). Z tego powodu ucieczka uczniów Jezusa byłaby w dniu szabatu jeszcze bardziej utrudniona. Po trzecie wreszcie, najlepszą podstawą dla wniosku, że Jezus w Mt 24,20 nie ma na myśli „świętowania szabatu” jest okoliczność, zgodnie z którą wiemy, że Jezus sprzeciwiał się narażaniu czyjegoś życia z powodu święta szabatu. Wskazuje na to słynny incydent, w którym Jezus zaleca (por. Łk 14,3-5) nieprzestrzeganie nakazów dotyczących szabatu (chodzi m.in. o teksty: Jr 17,21n; Wj 16,29, które zakazywały opuszczania swego miejsca zamieszkania i dźwigania ciężarów w dniu szabatu, por. też Wj 20,10; 31,14-15; 35,2; Kpł 23,3; Pwt 5,14) wtedy, gdy zagrożone jest choćby zdrowie człowieka czy nawet życie zwierzęcia, które wpadło do studni i które trzeba stamtąd wyciągnąć. Nawet niektórzy adwentyści, którzy świętują sobotę, zgadzają się z tym, że powyższy wers nie dowodzi, że uczniowie Jezusa mieli święcić sobotę i akceptują wyjaśnienia tego wersu jakie przedstawiłem przed chwilą[5]. Warto też wspomnieć, że paralelny tekst z Mk 13,18 nie ma już słów o szabacie, i jakoś dziwne jest to, że tym razem nie jest to dla Agnosiewicza powodem do odrzucenia powyższych słów z Mt 24,20 mówiących o ucieczce w szabat. Przecież przy innych okazjach Agnosiewicz dyskredytuje słowa Chrystusa jako nieprawdziwe, czyniąc to właśnie z tego powodu, że nie ma ich w Ewangelii św. Marka[6]. Czemu więc tutaj nie jest konsekwentny i wierny swej metodzie podejścia do tekstu biblijnego i używa powyższego tekstu z Mt 24,20 jako argumentu?

Zresztą jak zwolennicy Pawła mogą przyjmować ST, który zaznacza wyraźnie coś co Jezus powtarza: "Tych wszystkich rzeczy, przeze mnie nakazanych, pilnie będziesz przestrzegał, by je wykonać, niczego nie dodasz i niczego nie ujmiesz" (Pwt 13, 1).

Odpowiedź:

Nigdzie jednak nie jest powiedziane, że tak miało być na zawsze. To już sobie Agnosiewicz dośpiewał.

Jako potwierdzenie tej ewidentnej sprzeczności niech będzie fakt, że pierwsze niesnaski między chrześcijanami wybuchły właśnie na tym tle – czy zachowywać nakazy Prawa czy też nie. Ugrupowaniu odrzucającemu Prawo przewodził Paweł, natomiast judeochrześcijanom (czyli tym z chrześcijan, którzy domagali się od nowych wyznawców przestrzegania Prawa wraz z jego zaleceniami liturgicznymi: obrzezanie, koszerność potraw, obchodzenie szabatu i in.) – Jakub, brat Jezusa. Echa owego sporu znajdujemy m. in. w Liście Pawła do Galatów (2, 11 i nast..

Odpowiedź:

Sam spór niczego nie dowodzi. Przecież gdyby uznać, że spory rozstrzygają negatywnie o nieprawdziwości jakiejś zasady w pierwotnym Kościele, to np. tylko i wyłącznie na przykładzie konfliktu Judasza z Apostołami można by rozstrzygnąć o tym, że Apostołowie nie mają racji. Takie argumenty jak powyższy niczego zatem nie dowodzą.

Aby wykazać bezprawne przekreślenie Prawa przez Pawła powoływaliśmy się dotychczas na NT i słowa Jezusa, można jednak to wykazać powołując się na ST i słowa …samego Boga, ustanawiającego tzw. pierwsze przymierze:

"Abram padł na oblicze, a Bóg tak do niego mówił: Oto moje przymierze z tobą: staniesz się ojcem mnóstwa narodów. Nie będziesz więc odtąd nazywał się Abram, lecz imię twoje będzie Abraham, bo uczynię ciebie ojcem mnóstwa narodów. Sprawię, że będziesz niezmiernie płodny, tak że staniesz się ojcem narodów i pochodzić będą od ciebie królowie. Przymierze moje, które zawieram pomiędzy Mną a tobą oraz twoim potomstwem, będzie trwało z pokolenia w pokolenie jako przymierze wieczne, abym był Bogiem twoim, a potem twego potomstwa. I oddaję tobie i twym przyszłym potomkom kraj, w którym przebywasz, cały kraj Kanaan, jako własność na wieki, i będę ich Bogiem. Potem Bóg rzekł do Abrahama: Ty zaś, a po tobie twoje potomstwo przez wszystkie pokolenia, zachowujcie przymierze ze Mną. Przymierze, które będziecie zachowywali między Mną a wami, czyli twoim przyszłym potomstwem, polega na tym: wszyscy wasi mężczyźni mają być obrzezani; będziecie obrzezywali ciało napletka na znak przymierza waszego ze Mną. Z pokolenia w pokolenie każde wasze dziecko płci męskiej, gdy będzie miało osiem dni, ma być obrzezane – sługa urodzony w waszym domu lub nabyty za pieniądze – każdy obcy, który nie jest potomkiem twoim – ma być obrzezany; obrzezany ma być sługa urodzony w domu twoim lub nabyty za pieniądze. Przymierze moje, [czyli -przyp.] przymierze obrzezania, będzie przymierzem na zawsze. Nieobrzezany, czyli mężczyzna, któremu nie obrzezano ciała jego napletka, taki człowiek niechaj będzie usunięty ze społeczności twojej; zerwał on bowiem przymierze ze Mną." (Rdz 17, 3n; BT). Widzimy wyraźnie, że pierwotne przymierze, było przymierzem obrzezania i tylko przez jego brak podlegało zerwaniu. Zerwanie tego przymierza nie polegało na odejściu od nakazów Pana, lecz na nie obrzezaniu. Odejście od nakazów Pana mogło skutkować karami zsyłanymi przez niego (tylko doczesnymi, inne nie istniały), lecz nie zerwaniu przymierza. Żydzi będący chrześcijanami, którzy opowiadali o tzw. nowym przymierzu, zaprzestając obrzezywania, zrywali przymierze z Panem.

Odpowiedź:

Kiedy jednak przyszedł Jezus, to mówił o Nowym Przymierzu (Łk 22,20; por. 1 Kor 11,25; 2 Kor 3,6). Sam Jahwe zapowiadał takie Nowe Przymierze już w ST (por. Jr 31,31n.). Skoro jest Nowe Przymierze, stare już nie obowiązuje (por. Hbr 8,13). To jest oczywiste samo przez się. Istnieje też w Kościele rzymskim ciekawa interpretacja, że nowe przymierze wcale nie musi anulować starego. Stare przymierze zachowuje się w formie duchowej, jego znak, jakim jest przymierze obrzezania, osiąga wymiar duchowy. Jak pisał Paweł, „prawdziwym obrzezaniem jest obrzezanie serca, duchowe, a nie według litery” (Rz 2,29; por. też Pwt 10,16; 30,6; Jr 6,10; 9,25).

Ponadto gdyby uznać, że Bóg faktycznie postanowił zerwać stare przymierze a nawiązać nowe, wtedy ten Bóg byłby tylko bogiem, gdyż nie byłby wszechwiedzący (najpierw mówi o wieczności przymierza, co pogrubiłem, później jednak zmienia zdanie.

Odpowiedź:

Agnosiewiczowi wydaje się, że gdy w Rdz 17,3n czytamy, że przymierze pomiędzy Bogiem a jego ludem będzie „wieczne” (Rdz 17,7), „na zawsze” (Rdz 17,13), to nigdy nie może się to skończyć. Podkreślił sobie nawet te słówka w polskim tłumaczeniu fragmentu z Rdz 17. Tymczasem w tekście hebrajskim pada w tych miejscach słówko ‘olam, które wcale nie zakłada czegoś, co ma trwać bez końca, bowiem oznacza też coś, co może trwać długo (zatem niekoniecznie bez końca). Potwierdzają ten fakt słowniki hebrajskie, a także sama Biblia. Np. w Ps 21,5 czytamy, że Bóg dał królowi długie życie, obdarzył go długimi dniami „na zawsze” (‘olam), co nie zakładało, że król, o jakim mówi psalmista, miał jego zdaniem żyć i panować bez końca. Słówko ‘olam nie zakłada też, że coś istnieje wiecznie bez początku. Np. w Rdz 49,26, w Pwt 33,15 i w Ha 3,6 czytamy o pagórkach, że są „wieczne” (‘olam; por. też Ez 36,2), co również nie zakłada nieskończoności w sensie czasowym, bo pagórki istnieją od początku świata, nie zaś wiecznie. W Ez 25,15 czytamy, że nienawiść pomiędzy Edomem a Filistynami trwa wiecznie (‘olam), co oczywiście nie może być rozumiane w sensie nieskończoności, bo ani te narody nie istnieją od nieskończenie długiego czasu, ani ich nienawiść nie może trwać wiecznie. Por. podobne użycie słowa ‘olam w Ez 35,5, a także w stosunku do miedzy w Prz 22,28 i 23,10 (por. też Iz 61,4, gdzie użyto słowa ‘olam w stosunku do starych rumowisk). W 1 Sm 1,22-24 czytamy, że matka Samuela zdecydowała, że „po odstawieniu go od piersi” zaprowadzi go do Szilo „przed Jahwe”, gdzie pozostanie on „na zawsze” (‘ad-‘olam). Jednak tuż dalej, w 1 Sm 1,28 czytamy, że ‘ad-‘olam oznacza w tym wypadku okres mający trwać do końca życia Samuela, czyli długo, a nie wiecznie i w sensie „bez końca”. W 1 Sm 27,12 czytamy, że Dawid pozostanie sługą Akisza na zawsze (‘olam), co nie może przecież oznaczać okresu bez końca, bo Dawid nie mógł służyć Akiszowi dłużej niż do śmierci. Chodziło tu po prostu o okres całego życia. Powyższy cytowany przez Agnosiewicza tekst z Rdz 17 wcale nie zakładał więc, że wspomniane przymierze pomiędzy Bogiem a jego ludem ma trwać wiecznie. Bazuje on w tym miejscu tylko na znaczeniu słowa „wieczne” w języku polskim, stąd tego nie wie. Słowo hebrajskie ‘olam, które występuje w tym miejscu, nie ma tak absolutnego znaczenia jak polskie słowo „wieczny”, oznaczającego coś nieskończonego.

Ale Paweł chce być mędrkiem, przemawia więc z mentorstwem do zwolenników Prawa: "Powiedzcie mi wy, którzy chcecie żyć pod Prawem, czy Prawa tego nie rozumiecie? Przecież napisane jest, że Abraham miał dwóch synów, jednego z niewolnicy, a drugiego z wolnej. Lecz ten z niewolnicy urodził się tylko według ciała, ten zaś z wolnej – na skutek obietnicy. Wydarzenia te mają jeszcze sens alegoryczny: niewiasty te wyobrażają dwa przymierza; jedno, zawarte pod górą Synaj, rodzi ku niewoli, a wyobraża je Hagar:Synaj jest to góra w Arabii, a odpowiednikiem jej jest obecne Jeruzalem. Ono bowiem wraz ze swoimi dziećmi trwa w niewoli. Natomiast górne Jeruzalem cieszy się wolnością i ono jest naszą matką.". Paweł zapomniał jednak dodać, że Abraham poślubił jeszcze jedną kobietę – Keturę, z którą również miał potomstwo, najliczniejsze w dodatku (Rdz 25, 1n; BT). Co to niby ma być – Trzecie Przymierze? Alegoria zdecydowanie mu nie wyszła…

Odpowiedź:

Cokolwiek by św. Paweł napisał, i tak Agnosiewicz w tym tekście tego nie uzna. Całe to dowodzenie Agnosiewicza, że Paweł nie powinien uczyć o dwóch przymierzach, jest bez znaczenia, bowiem jak wyżej wspomniałem na podstawie konkretnych wersów, objawił to Bóg już w ST, a Jezus wypełnił w NT.

Całe łajdactwo św. Pawła wychodzi w jego liście do Koryntian. Kiedy tłumaczy się on ze swego samozwańczego miana "apostoła", przypisuje tam sobie prawo do nie pracowania, prawo do pobierania pożytków od wiernych, tak jak czynią to inni apostołowie, a na potwierdzenie uroszczeń tego zwyczaju, którego Jezus zakazywał,

Odpowiedź:

I co jak wyżej się okazało, jest tylko urojeniem samego Agnosiewicza.

Paweł, który wcześniej twierdził, że kresem Prawa jest Chrystus, teraz …powołuje się na to Prawo, które miało wraz z Chrystusem przestać obowiązywać. Mówi on: "Czyż mówię to tylko na zwykły ludzki sposób? Czy nie wspomina o tym także Prawo? Napisane jest właśnie w Prawie Mojżesza…" (1Kor 9,8; BT). Widzimy więc, że Paweł powołuje się na Prawo wtedy, kiedy odpowiada to jego przyziemnym interesom (prawo do życia kapłana na koszt wiernych), natomiast kiedy mu to zawadza (chce bowiem skłócić chrześcijan, oderwać chrześcijaństwo od korzeni judaistycznych) – wysnuwa teorie o "kresie Prawa wraz z Chrystusem". Pasowało też św. Pawłowi powołać się na Prawo, aby usprawiedliwić też zupełne podporządkowanie niewiasty swemu mężowi, więc to uczynił ("mają być poddane, jak to Prawo nakazuje" – 1Kor 14, 34; BT)

Odpowiedź:

Najwidoczniej św. Paweł nie odrzucał całego Prawa, mając określone powody, z których tak robił. Ale to już nie mieści się w kategoriach rozumienia Agnosiewicza.

Jan Lewandowski

P R Z Y P I S Y :
[1] http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,206.
[2] Zachowano oryginalny kształt wypowiedzi M. Agnosiewicza (przyp. redakcji).
[3] Agnosiewicz czyni tak choćby w przypadku słów z Mt 16,18. Por. M. Agnosiewicz, Prymat papieski, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,328.
[4] Por. S. Olejnik, Teologia moralna, t. VII, Warszawa 1993, s. 163.
[5] Por. S. Bacchiocchi, Od soboty do niedzieli, Warszawa 1985, s. 76-77.
[6] Agnosiewicz czyni tak choćby w przypadku słów z Mt 16,18. Por. M. Agnosiewicz, Prymat papieski, art. cyt.

CZY CHRZEŚCIJANIN POWINIEN BYĆ PACYFISTĄ?

Niniejszy tekst jest odpowiedzią na tekst Mariusza Agnosiewicza pt. Chrześcijanin jest pacyfistą[1], który został zamieszczony w jego serwisie racjonalistycznym. W tekście tym Agnosiewicz próbuje za pomocą pewnych odosobnionych przypadków i wyjątków dowodzić, że w pierwszych wiekach swego istnienia chrześcijaństwo było ruchem o charakterze zdecydowanie pacyfistycznym. Tradycyjnie, dla ułatwienia odróżnienia moich wypowiedzi od wypowiedzi Agnosiewicza, jego tekst zaznaczam kursywą, zaś swój tekst pozostawiam bez zmian formatu czcionki. W tekście Agnosiewicza zmieniam też tym razem nieco kolejność jego wywodów, aby w ten sposób ułatwić i uporządkować sobie nieco polemikę. Na samym początku Agnosiewicz pisze[2]:

Jeśli katolicy mieliby być w istocie chrześcijanami, to nie musieliby kombinować jak wywinąć się od służby wojskowej, gdyż religia im tego zabrania.

Zacznijmy od świadectwa samego biskupa rzymskiego, Hipolita, który pisał w Tradycji apostolskiej (pocz. III w.): "Żołnierzowi w służbie gubernatorskiej należy zwrócić uwagę, że nie wolno mu zabijać ludzi (wykonywać wyroków śmierci), nawet gdyby otrzymał taki rozkaz; o ile nie chciałby się na to zgodzić, trzeba go odesłać z powrotem. Dostojnik posiadający prawo miecza lub wysoki urzędnik miejski uprawniony do noszenia purpury, mają albo zrezygnować z godności albo odejść. Zarówno katechumena, jak wiernego, który chciałby wstąpić do wojska, należy wyrzucić, gdyż byłoby to lekceważeniem Boga".

Apologeta chrześcijański pochodzący z Afryki – Tertulian (ok. 155- ok. 220), napisał dziełko przeciwko służbie wojskowej chrześcijan, pt. De corona (O wieńcu), w którym wyraża również swe radykalne poglądy w kwestii kary śmierci i przelewu krwi. Zapytuje się tam: "Jakże ten, komu nie wolno mścić własnych krzywd, – czyli chrześcijanin – może wykonywać karę śmierci i tortury, więzić i zakuwać innych w kajdany." (11). Orygenes w swej apologii wymierzonej przeciw Celsusowi (połowa III w.): "My chrześcijanie walczymy więcej, niż inni, dla cesarza; prawda, że nie idziemy za nim na wojnę, nawet kiedy nam to rozkaże, ale tworzymy dla niego armię pobożności i wspomagamy go naszymi modłami" (Przeciw Celsusowi, VIII, 73).

Odpowiedź:

Zaprezentowane powyżej stanowisko Tertuliana, Hipolita i Orygenesa nie było stanowiskiem większości chrześcijan w ówczesnym czasie. Wręcz przeciwnie, było jedynie skrajnym wyjątkiem, co Agnosiewicz oczywiście tendencyjnie przemilczał (bo mu to nie pasowało do tezy), i o czym świadczą nam jednak historycy Kościoła. Jedno z opracowań podaje na ten temat:

„Niektórzy rygoryści, jak Tertulian, Hipolit i częściowo także Orygenes, potępiali wstępowanie do urzędów państwowych oraz służby wojskowej, jednakże już do końca II wieku nie mało było chrześcijan w państwowych urzędach oraz w wojsku”[3].

Tak samo podaje inne opracowanie:

„Służba wojskowa była dozwolona [w chrześcijaństwie – przyp. J.L.]. Wyjątkowo tylko powstawały przeciw niej głosy przesadnych rygorystów, z innych zaś, jeżeli ktoś odradzał chrześcijanom służbę wojskową, to tylko ze względu na moralne niebezpieczeństwa, na które zawsze narażała”[4].

Cała manipulacja Agnosiewicza polega zatem w tym miejscu na tym, że na podstawie części wydaje on osąd o całości, skoro na bazie odosobnionych głosów stara się dowieść, że coś w starożytnym chrześcijaństwie było normą, od której potem odstąpiono. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie, bowiem to właśnie argumentacja Agnosiewicza opiera się na świadectwach poświadczających jedynie odstępstwo od normy. Odstępstwa od normy i wyjątki nie ustalają zaś jeszcze normy i reguły powszechnej, a taką normą powszechną było w starożytnym chrześcijaństwie właśnie odbywanie służby wojskowej, nie zaś sprzeciwianie się jej. Świadczy o tym o wiele więcej świadectw i danych niż wyżej zaprezentowane przez Agnosiewicza zaledwie trzy świadectwa na krzyż (nie biorę pod uwagę poniższych przytoczonych przez Agnosiewicza świadectw, które są bez wartości, bowiem – jak wykażę – są naciągane), świadczące na tle świadectw zupełnie przeciwnych co najwyżej o istniejącym w ówczesnym chrześcijaństwie marginesowym poglądzie sprzeciwiającym się służbie wojskowej. Służba wojskowa nie była bowiem oficjalnie zakazana przez Kościół już od początku. Zgadza się z tym nawet taki niewierzący i krytyczny badacz chrześcijaństwa jak Archibald Robertson. Choć uważa on, że za czasów Marka Aureliusza większość chrześcijan nie chciała już wstępować do służby wojskowej, bowiem – jak pisze wcześniej – „dla coraz większej liczby poddanych życie pod panowaniem imperium stało się nieznośne, że nie warte było obrony”, to jednak napisał on również, że „Kościół nigdy oficjalnie nie zabraniał służby wojskowej […]”[5].

Przeanalizujmy teraz konkretne przykłady historyczne mówiące o służbie wojskowej jako o czymś powszechnym już wśród najstarszych pokoleń chrześcijan.

Zacznijmy od czasów najdawniejszych. A więc tak, chrześcijańskich pretorianów (żołnierzy – por. choćby słowniczek w Biblii Tysiąclecia [dalej: BT] oraz Mt 27,27) spotykamy już za Nerona[6].

Następnie, Aziz S. Atiya donosi o istniejącym już na przełomie I i II wieku (za cesarza Trajana, czyli między 98 a 117 rokiem) oddziale 11 tysięcy żołnierzy będących chrześcijanami[7].

Dalej, nawet wspomniany wcześniej żyjący w II wieku Tertulian, choć z powodów osobistych sam był niechętny służbie wojskowej, to jednak świadczył swym piórem o tym, że sam był wyjątkiem, bowiem inni chrześcijanie normalnie odbywali w tym czasie służbę wojskową. Tertulian pisał do pogan:

„Spotykamy się razem z wami na okrętach, razem odbywamy służbę wojskową, razem uprawiamy rolę i razem prowadzimy handel”[8].

W tym samym dziele Tertulian przyznaje nie tylko jeden raz, że za jego czasów liczni chrześcijanie służyli w armii. Czyni to także w innych miejscach swego Apologetyku[9], gdzie pisze, że „Zapełniliśmy nawet wojskowe obozy”.

Przy innej okazji Tertulian relacjonuje również przykład żołnierza chrześcijanina, który nie chciał nałożyć wieńca na skronie, bo mu się to kojarzyło z pogaństwem. Miał on z tego powodu kłopoty. Władza kościelna znała jego przypadek, ale nie interweniowała ani w kwestii tego wieńca, ani w tej sprawie, że był żołnierzem[10].

O tym, że chrześcijanie w pierwszych trzech wiekach służyli w wojsku, donosi też Euzebiusz, który w swej Historii kościelnej[11] wspominał o istniejącym w 174 roku oddziale wojskowym złożonym z chrześcijan. Byli to żołnierze tzw. legii meliteńskiej, którzy w opisie Euzebiusza mieli nawet wziąć udział w konkretnej walce na polu bitwy. Potwierdza te wydarzenia także Tertulian w swym Apologetyku[12]. Wiadomo też o innym oddziale wojskowym złożonym w dużej mierze z chrześcijan – legionie III stacjonującym w Lambese w Afryce Północnej[13].

W innym miejscu swej Historii kościelnej Euzebiusz wzmiankuje o istniejących licznie i prześladowanych przez swego zwierzchnika żołnierzach chrześcijanach żyjących na początku IV wieku[14]. Jak pisał Euzebiusz, prześladowano wówczas nawet tych chrześcijan, którzy w wojsku zajmowali „dobre stanowisko”, a otwarte prześladowania powstrzymywało tylko chyba to, że w owym czasie w armii była „wielka liczba wiernych”[15]. Chrześcijanie, „którzy w wojsku służyli”, jak pisał Euzebiusz[16], byli także na początku IV wieku prześladowani i zmuszani przez cesarza Galeriusza do zaparcia się Chrystusa[17]. Z tego głównie powodu istniała czasem w najstarszym chrześcijaństwie niechęć do służby wojskowej, a nie z jakichś rzekomych powodów pacyfistycznych.

Posiadamy też dzisiaj wiele napisów nagrobkowych żołnierzy chrześcijan, jacy polegli w II i III wieku[18].

Inny dowód istnienia wśród chrześcijan zwyczaju wstępowania do wojska w pierwszych trzech wiekach znajdujemy w osobie samego Juliusza Afrykańczyka. Ten słynny dziejopisarz chrześcijański żył w czasach Orygenesa, a więc jakby na nieszczęście dla propagandy Agnosiewicza właśnie w pierwszej połowie III wieku, czyli w czasach, gdy jakoby chrześcijanie nie mogli pogodzić swego sumienia z obowiązkiem służby wojskowej. Jak podaje przypis na stronie 285 w Historii kościelnej Euzebiusza, w wydaniu z serii dra Jana Sajdaka[19], Juliusz to był „rzymski oficer, uczestnik wyprawy Septymiusza przeciwko Osroeńczykom”.

Żyjący w II wieku Klemens Aleksandryjski pisał do żołnierzy chrześcijan:

„Wiara zaskoczyła cię w armii, to słuchaj dowódcy, który nakazuje ci sprawiedliwość”[20].

Słuchanie dowódcy polega, jak wiadomo, na wykonywaniu rozkazów tegoż dowódcy, a te dotyczą przede wszystkim wojaczki, o czym wiedzą nawet dzieci bawiące się w wojnę. Pisząc w ten sposób, Klemens potwierdził tu więc po raz kolejny to, co wynika z wielu przytoczonych przez mnie powyższych świadectw, mianowicie, że chrześcijanie brali czynny udział w służbie wojskowej.

W aktach z przesłuchania chrześcijanina Maksymiliana Theveste, sądzonego w 295 roku za odmowę służby wojskowej, pada stwierdzenie prokonsula (wypowiedziane do Maksymiliana), który mówi mu, że przecież w ich czasach „znajdują się żołnierze chrześcijańscy i pełnią służbę wojskową”[21]. Maksymilian odpowiada na to: „Oni sami wiedzą, co im wypada”[22].

Jak widać więc, Maksymilian był tylko jakimś tam wyjątkiem wśród chrześcijan pod względem odmawiania służby wojskowej, bo od dawna normalną rzeczą było już w III wieku to, że w tych czasach istnieli chrześcijanie żołnierze. Agnosiewicz o tym nie wspomniał oczywiście ani słowem, bo inaczej nie mógłby na bazie przytoczonych przez siebie wyjątków próbować udowadniać rzekomej reguły, jaką było niby powszechne odrzucanie przez chrześcijan w tym czasie służby wojskowej.

Didaskalia, czyli Katolicka nauka dwunastu Apostołów i świętych uczniów Zbawiciela naszego, pochodząca z początków III w. ze środowiska chrześcijan z północnej Syrii, zaostrza rygor w tej kwestii, wprowadzając zakaz przyjmowania ofiar na rzecz sierot i wdów od osób, które parają się niegodziwymi czynnościami, w tym związanymi z przelewem ludzkiej krwi, czyli od "morderców, oprawców sądowych, a także wszystkich urzędników rzymskich, splamionych wojnami i przelewających bez sądu krew niewinnych." .

Odpowiedź:

Nietrudno zauważyć, że przytoczony wyżej przez Agnosiewicza tekst wcale nie poświadcza tego, co on chce. Z tekstu tego wynika co najwyżej, że Didaskalia sprzeciwiają się nadużyciom w strukturach władz rzymskich, w których są „mordercy” odpowiedzialni za prowadzenie wojen wobec „niewinnych”. Od tego jeszcze zaś daleka droga do negowania samej służby wojskowej. To tak jakby twierdzić, że ktoś był pacyfistą przeciwnym służbie wojskowej jako takiej, bowiem sprzeciwiał się morderczym posunięciom wojsk Hitlera. Takie rozumowanie byłoby czystym naciąganiem, jednak do takiego rozumowania posuwa się właśnie wyżej Agnosiewicz, opierając się na Didaskaliach. Powyższy tekst z Didaskaliów jest zatem przez Agnosiewicza naciągnięty do jego tezy, bowiem nie sprzeciwia się tak naprawdę samej idei służby wojskowej (nic o tej idei wręcz nie wspomina).

Jako ciekawostkę podam fragment tekstu, na jaki natknąłem się w Katolickim Serwisie Apologetycznym (www.apologetyka.katolik.pl), gdzie jeden z tamtejszych mędrców, niejaki Jan Lewandowski, podjął próbę uspokojenia umysłów swoich owieczek po lekturze Deschnera.

Odpowiedź:

Jakich niby moich „owieczek”? Nie jestem (ani nigdy nie byłem) biskupem, księdzem ani nawet diakonem, tylko zwyczajnym świeckim. Agnosiewicz najzwyczajniej fantazjuje, rozpisując się o jakiejś rzekomo mojej trzodzie.

Zamyślił obalić całe jego pisarstwo, wydłubując kilka wątpliwych przykładów, w liczbie 9 sztuk.

Odpowiedź:

Jakoś nigdzie Agnosiewicz nie wykazał, że są one wątpliwe. Ciekawe, czy Agnosiewicz zgodziłby się bez sprzeciwu z tego typu oświadczeniem na temat jego pisarstwa, w którym to oświadczeniu ktoś bez merytorycznego uzasadnienia stwierdziłby tylko gołosłownie, że to, co Agnosiewicz napisał, jest wątpliwe. Myślę, że nie. Dlatego ja też się z tego typu oświadczeniem nie zgadzam, póki nie będzie ono uzasadnione merytorycznie (jak na razie Agnosiewicz nie był w stanie tego zrobić) Ponadto mój wspomniany tekst został już obecnie poszerzony o wiele więcej niż 9 przypadków przekłamań w wykonaniu Deschnera[23], będzie też z czasem poszerzany sukcesywnie o dalsze takie przypadki. Wreszcie, każdy rozsądny człowiek zgodzi się chyba z tym, że pisanie sprostowania do wypocin Deschnera, które zajmują mu tysiące stron, mija się z celem. Bo kto by to przeczytał? Dlatego ograniczyłem się w polemice z Deschnerem do kilku sztandarowych przykładów, czego powody wyjaśniłem w tamtym tekście. Sam Agnosiewicz zresztą nie był w stanie znaleźć w moim tekście choćby 9 przypadków jakichś nierzetelności. Ograniczył się tylko do… jednego, który też – jak wykażę niżej – został przez niego podparty argumentami mającymi się w rzeczywistości nijak do omawianej kwestii.

Oto próbka jego argumentów: "W I tomie swojej Kryminalnej historii… Deschner pisze: "wciągu pierwszych trzech wieków chrześcijaństwa nigdzie nie jest dozwolona służba wojskowa!" (str. 158). Następnie na tej samej stronie cytuje (bez podania źródła) słowa Tertuliana, aby dowieść, że tenże Tertulian cytuję "ostro przeciwstawia obowiązki chrześcijanina i służbę wojskową". Tendencyjności Deschnera nie ma końca. Ten sam Tertulian pisał przecież o wspólnym życiu chrześcijan i niechrześcijan: "Spotykamy się razem z wami na okrętach, razem odbywamy służbę wojskową, razem uprawiamy rolę i razem prowadzimy handel" (Tertulian, Apologetyk, 42, 3)." Niestety apologeta nie był tak biegły w sztuce, której się podjął, aby odnaleźć dziełko O wieńcu, którego fragmencik przytoczyliśmy powyżej. Tak więc, panie Janie, jak to z tym Tertulianem – potępiał czy też nie?

Odpowiedź:

A czy ja pisałem w powyższym przytoczonym przez Agnosiewicza fragmencie mojego tekstu, że Tertulian potępiał czy też nie służbę wojskową? Nie! I w tym cały sęk. Przywołałem świadectwo Tertuliana tylko jako potwierdzenie, że w jego czasach byli chrześcijanie służący w wojsku. Uważałem, i nadal uważam, że zakrawa na ironię cytowanie przez Deschnera przeciw istniejącej w chrześcijaństwie pierwszych trzech wieków służbie wojskowej świadectw pochodzących od Tertuliana, skoro w jego dziełach można znaleźć świadectwa potwierdzające (podałem je wyżej, a także w tekście, jaki komentuje Agnosiewicz), że taka służba wśród chrześcijan jego czasów była odbywana powszechnie. Dlatego napisałem to, co napisałem. W moim tekście w ogóle jednak nie było mowy o tym, co na temat służby wojskowej myślał sam Tertulian, tym bardziej że nie jest to istotne, skoro jest on – jak pisałem wyżej – jednym z wyjątków odnośnie do negatywnych poglądów względem tej kwestii. Tym samym powyższy kontrargument Agnosiewicza w stosunku do mojego wywodu jest chybiony i opiera się na zniekształceniu wymowy mojego tekstu. Natomiast co do powyższego odsyłania mnie przez Agnosiewicza do dziełka O wieńcu Teruliana, to warto zauważyć, że Agnosiewicz nie był w stanie wyżej przytoczyć z tego dziełka (o antywojennej wymowie) fragmentu, który sprzeciwiałby się służbie wojskowej. Jedyne słowa, jakie Agnosiewcz wyżej zacytował z tego dzieła Tertuliana, to: „Jakże ten, komu nie wolno mścić własnych krzywd – czyli chrześcijanin – może wykonywać karę śmierci i tortury, więzić i zakuwać innych w kajdany”. Nietrudno zauważyć, że w cytacie tym Tertulian nie mówi nic o służbie wojskowej, potępia jedynie tortury więzienne i karę śmierci. Z jego przytoczonych przed chwilą słów nie wynika, że musi to mieć coś wspólnego ze służbą wojskową.

Ok. 250 r. Laktancjusz pisał: "Od tego przykazania [informacja dla katolików: chodzi o V, pt. Nie zabijaj – przyp. M.A.] nie może być uczyniony żaden wyjątek, zawsze bowiem zabicie człowieka jest niesprawiedliwe, jako, że z woli Bożej życie ludzkie musi pozostawać niezagrożone" (Boże nauki 6,20,15)

Podobne przesłanie zawierają Kanony Hipolita, powstałe ok. IV w. w Egipcie lub Azji Mniejszej: do gminy chrześcijańskiej można przyjąć tylko i wyłącznie tych, którzy powstrzymują się od rozlewu krwi. Jeśli wierny korzysta z prawa miecza związanego z wykonywanym urzędem i wykonuje wyroki śmierci, winien być wykluczony ze wspólnoty chrześcijańskiej.

Odpowiedź:

Tutaj mamy kolejną nierzetelność. Powyższe teksty znów nic nie mówią o służbie wojskowej, co najwyżej potępiają karę śmierci. Służba wojskowa nie zawsze musi wiązać się z zadawaniem śmierci (czy np. każdy z naszych żołnierzy będących w Iraku już kogoś zabił? – wcale nie!), podobnie jak choćby służba w policji. Z kolei kat wykonujący wyroki śmierci w ogóle nie musi być wojskowym, zaś wojskowy zabijający w walce wcale nie wykonuje w ten sposób żadnego wyroku śmierci. Agnosiewicz ewidentnie miesza tu ze sobą na siłę zagadnienia, które wcale nie muszą się ze sobą wiązać. Mam wrażenie, że Agnosiewiczowi zwyczajnie pomyliła się tu tematyka. Swój niniejszy tekst powinien on poświęcić nie służbie wojskowej, ale zagadnieniu kary śmierci w najstarszym chrześcijaństwie. Teksty, jakie Agnosiewicz bowiem przytacza w komentowanym przeze mnie tutaj jego elaboracie, odnoszą się do zagadnienia kary śmierci, nie zaś do kwestii służby wojskowej.

Jeszcze św. Jan Chryzostom (IV/V w.) utrzymywał, że heretyków nie wolno poskramiać za pomocą kary śmierci (PG 57,477). Jednak był to już inny okres w dziejach chrześcijaństwa. Jego zdanie się już nie liczyło.

Odpowiedź:

O, tu znowu, tak samo jak wyżej. Tutaj chyba najwyraźniej widać, że Agnosiewicz cytuje wyżej teksty tyczące się zagadnienia kary śmierci, nie zaś samej służby wojskowej. Jest to naciąganie lub w najlepszym przypadku pomieszanie zagadnień. Jak pisałem wyżej, wykonujący karę śmierci wcale nie musi być wojskowym, zaś wojskowy zabijający w walce wcale nie wykonuje w ten sposób żadnej kary śmierci. To zwykłe pomieszanie zagadnień.

Jak pisze o tej epoce pewien katolicki teolog-moralista: "(…) w całym okresie, którym się tu zajęliśmy, nie znajdziemy u żadnego pisarza chrześcijańskiego ani jednej aluzji do tego, iż zabijanie w obronie koniecznej jest dozwolone; ci którzy poruszają ten temat, dopatrują się w obronie koniecznej grzechu (…) Słowa Kazania na Górze [o tym by nadstawiać zawsze drugi policzek] są zawsze rozumiane dosłownie (…) Tamte słowa [które Jezus skierował do Piotra, aby ten schował swój miecz do pochwy] cytuje się niezmiennie jako wszechogarniający zakaz zabijania" (Prawo zabijania u pisarzy wczesnochrześcijańskich sprzed epoki konstantyńskiej, Schöpf).

Odpowiedź:

Znów mnie widzę tu nic o służbie wojskowej. Mowa tylko o „prawie zabijania”, co znów naprowadza prędzej na kwestię kary śmierci w najstarszym chrześcijaństwie. Nawet sam fakt, że mowa tu o obronie koniecznej, nie musi oznaczać, że mowa o służbie wojskowej, bowiem zagadnienie obrony koniecznej wiązano w chrześcijaństwie właśnie z kwestią obrony koniecznej. Schöpf nie dopatruje się takiej motywacji w pismach chrześcijańskich pierwszych wieków, co jeszcze o niczym nie przesądza.

Proszę odnieść to teraz do Głódzia i jego kompanów w mundurach z koloratkami! Proszę to przede wszystkim jednak odnieść do całej historii Kościoła i jego trzody wyznawców, ponoć religii chrześcijańskiej (bez różnicy: katolików czy protestantów)

Odpowiedź:

A dlaczego? Przecież sam Schöpf nie odnosi tego jasno do służby wojskowej chrześcijan, więc byłoby to naciąganie.

Pacyfizm chrześcijan zakończył się wraz z równouprawnieniem religijnym Konstantyna.

Odpowiedź:

Jaki pacyfizm, jakich chrześcijan? Tych będących (co ukazałem wyżej) jedynie marginesem ówczesnego chrześcijaństwa? W takim wypadku nie ma nawet sensu mówić o żadnym pacyfizmie, który – zdaniem Agnosiewicza – „zakończył się wraz z równouprawnieniem religijnym Konstantyna”.

W podzięce synod biskupi w 314 r. odbywający się w Arelate "przypomniał" służącym w armii chrześcijanom, aby nie unikali walki, oraz zawczasu ekskomunikował wszystkich dezerterów chrześcijańskich. Konstytucje Apostolskie pochodzące z IV lub V w. stanowią wprawdzie, iż zabicie jest grzechem, jeśli ofiara jest niewinna, jednak wobec przestępcy jest kara ta dozwolona.

Odpowiedź:

I wszystko wskazuje na to, że tak było od początku w chrześcijaństwie (patrz niżej).

Wprawdzie poszczególni pisarze oraz biskupi chrześcijańscy miewali jeszcze czasami pewne rozterki natury etycznej (np. św. Augustyn), zostały one jednak ostatecznie rozwiane przez papieża Innocentego I (401-417), który zawyrokował w 405 r., że władza świecka ma prawo miecza od samego Boga i stosuje to prawo dla odpłaty za popełnione wykroczenia przeciwko niej

Odpowiedź:

I słusznie. Jednak Innocenty I wcale nie był twórcą tej idei. Tak uczył już św. Paweł, który pisał o władzy świeckiej:

„Jest ona bowiem dla ciebie narzędziem Boga, [prowadzącym] ku dobremu. Jeżeli jednak czynisz źle, lękaj się, bo nie na próżno nosi miecz. Jest bowiem narzędziem Boga do wymierzenia sprawiedliwej kary temu, który czyni źle” (Rz 13,4 – BT).

Popieranie używania miecza przez władzę świecką do karania winnych było, jak widać, obecne już w Nowym Testamencie. Jak podaje Hamman, pisząc o czasach Justyna (połowa II wieku), w chrześcijaństwie „odmawiający służby wojskowej z pobudek religijnych pojawiają się dopiero sto lat później”[24]. Hamman pisze też: „Służba państwowa – czy chodziło o urzędników cesarskich, miejskich, czy nawet żołnierzy – nie od razu była przyczyną konfliktu sumienia chrześcijan drugiego stulecia […]. Kościół wysunie zastrzeżenia dopiero sto lat później”[25].

Już choćby w świetle tego upada cały powyższy wywód Agnosiewicza, próbujący uczynić chrześcijaństwo czymś pacyfistycznym w swej istocie już u początku jego istnienia. Warto też przypomnieć, że to właśnie nikt inny jak sam Jezus nie zabronił pewnego razu apostołom posiadać mieczy (por. Łk 22,38).

P R Z Y P I S Y :
[1] Por. M. Agnosiewicz, Chrześcijanin jest pacyfistą, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1256.
[2] Zachowano oryginalny kształt wypowiedzi M. Agnosiewicza (przyp. redakcji).
[3] K. Bihlmeyer, H. Tuchle, Historia Kościoła, t. I, Warszawa 1971, s. 142.
[4] J. Umiński, Historia Kościoła, t. I, Opole 1959, s. 128.
[5] A. Robertson, Pochodzenie chrześcijaństwa, (b.m.w.) 1961, s. 272.
[6] Por. A.G. Hamman, Życie codzienne pierwszych chrześcijan, Warszawa 1990, s. 103.
[7] A.S. Atiya, Historia Kościołów Wschodnich, Warszawa 1978, s. 151.
[8] Tertulian, Apologetyk, 42, 3.
[9] Tamże, 36, 4.
[10] Por. A. Bober, Antologia patrystyczna, Kraków 1965, s. 56.
[11] Euzebiusz, Historia kościelna, V, 5, 2.
[12] Por. tamże, V, 5, 5.
[13] Por. A.G. Hamman, Życie codzienne…, dz. cyt., s. 74.
[14] Por. Euzebiusz, Historia kościelna, VIII, 4, 2-5.
[15] Tamże, VIII, 4, 4.
[16] Tamże, VIII, dodatek 1.
[17] Tamże.
[18] Por. A.G. Hamman, Życie codzienne…, dz. cyt., s. 74, przypis nr 83.
[19] Euzebiusz, Historia kościelna, red. J. Sajdak, Poznań 1924, seria Pisma Ojców Kościoła, t. III, tłum. A Lisiecki.
[20] Klemens Aleksandryjski, Napomnienie do Greków, X, 100.
[21] Za: A. Bober, Antologia patrystyczna, dz. cyt., s. 84, gdzie znajduje się cały tekst akt sądowych z przesłuchania Maksymiliana.
[22] Za: tamże.
[23] Por. J. Lewandowski, Fałszerstwa antyfałszerzy, czyli Karlheinz Deschner w akcji, http://www.effatha.pl/apologetyka/deschner.php.
[24] Por. A.G. Hamman, Życie codzienne…, dz. cyt., s. 74.
[25] Tamże, s. 72.

ZMARTWYCHWSTANIE CIAŁ

Niniejszy tekst jest odpowiedzią na tekst Mariusza Agnosiewicza pt. Zmartwychwstanie ciał[1], jaki został zamieszczony w jego internetowym serwisie racjonalistycznym. W tekście tym Agnosiewicz za pomocą pewnych tekstów Biblii próbuje dość nieudolnie (nawet jak na niego) ośmieszyć chrześcijańską naukę o zmartwychwstaniu. Swój wspomniany tekst, na który będę odpowiadał, podobnie jak w przypadku jednego z jego poprzednich tekstów, z jakimi polemizowałem na łamach niniejszego serwisu, Agnosiewicz ułożył w formie dialogu, jaki odbywa się pomiędzy księdzem (oznaczanym w tym dialogu za pomocą określenia ksiądz katecheta i skrótu Kk) a pewnym uczniem (oznaczanym w tym dialogu za pomocą określenia Prostaczek i za pomocą skrótu P). Tradycyjnie, dla ułatwienia odróżnienia moich wypowiedzi od wypowiedzi Agnosiewicza, jego tekst zaznaczam kursywą[2], zaś swój tekst pozostawiam bez zmian formatu czcionki.

Prostaczek – Czy mógłby nam ksiądz dokładniej, lub przynajmniej jaśniej, wytłumaczyć kwestię naszego zmartwychwstania? Jako ludziom młodym, nie rozumiejącym ani trochu mowy teologów. Zapytałem bowiem jednego z nich jak się ma sprawa ze zmartwychwstaniem naszych ciał, co przecież wyznajemy w naszym Credo? I on mi tak to wyjaśnił: "Cały świat i dzieje napełni u końca czasu Duch Boży. Jezus Chrystus przekaże wtedy swoje panowanie Ojcu, i Bóg będzie wszystkim we wszystkich. Jego chwała napełni wszystko. Wszystko, czego ludzie dokonali w ciągu dziejów świata, zostanie zebrane w wielkim żniwie czasu. Wszystko, co spełnione zostało z miłości, włączone zostanie na zawsze w rzeczywistość, i trwać będzie miłość i jej dzieła". Nic nie zrozumiałem, dlatego postanowiłem zadać to naszemu katechecie, czyli księdzu.

Ksiądz katecheta – Nasze zmartwychwstanie będzie na wzór Jezusa, którego powstanie z martwych jest dla nas nadzieją, która nam mówi, że tak właśnie będzie.

P. – Biblia nie wyjaśnia tych kwestii jednoznacznie. Paweł mówi o tym dość enigmatycznie,

Odpowiedź:

Ależ skąd. Paweł wypowiada się wystarczająco jasno o tym, że przy zmartwychwstaniu Bóg „przywróci do życia” nasze „śmiertelne ciała” (Rz 8,11). Nauczanie Pawła jest zatem całkiem jasne w kwestii nauki o naszym zmartwychwstaniu.

a ewangelie tylko potwierdzają wątpliwości – oto Jezus po zmartwychwstaniu ma niby ciało duchowe, bo przecież odwiedził swych uczniów w wieczerniku przechodząc przez zamknięte drzwi, ale wcześniej nie przeszedł jednak przez kamień zawalający jego grobowiec, który musiał zostać odsunięty od wejścia. Czyli jak to rozumieć – będzie to jakieś ciało quasi-duchowe, które może przeniknąć drewno, ale już nie kamień?

Odpowiedź:

Nigdzie w NT nie znajdujemy potwierdzenia dla powyższej tezy Agnosiewicza, zgodnie z którą kamień został odwalony po to, aby Jezus „mógł wyjść” z grobu.

Kk. – Ale przecież w ewangeliach nie mamy stwierdzone jasno, że kamień odsunięto po to aby Jezus mógł swobodnie wyjść. Mógł więc Jezus przeniknąć kamień jeszcze przed jego odwaleniem przez anioła.

Odpowiedź:

Właśnie.

P. Ale jestem głupi, że też wcześniej na to nie wpadłem!

Odpowiedź:

Właśnie.

Wprawdzie nadal nie wiem po co anioł miałby się siłować z kamieniem, skoro Jezusa już w środku nie było, ale już tam, nie wnikajmy w szczegóły, które z pewnością teologia również objaśnia.

Odpowiedź:

A choćby po to, żeby uczniowie Jezusa mogli zobaczyć, że nie ma tam ciała Jezusa. Dziwne, że tak prosta ewentualność nie przyszła Agnosiewiczowi do głowy.

Kk. – Widzisz chłopcze, nie wszystkie tajemnice wiary mogą być w sposób prosty wytłumaczone. Czasami trzeba trochę dorosnąć w wierze.

P. – Ale przecież z chrztem nie czeka Kościół na "dorośnięcie w wierze", tak więc oczekuję wyjaśnienia dotyczącego zmartwychwstania ciał – bez kręcenia i zawiłości.

Kk. – Kościół wierzy, że po śmierci zmartwychwstaniemy. Jedni, czyli ci co wierzą zgodnie z naszym obrządkiem, do życia wiecznego, inni zaś, czyli "notoryczni apostaci, heretycy i schizmatycy" (Kan. 1184, § 1, pkt 1, Kod. kanon.) – ku potępieniu. Nikt nie wymknie się surowemu trybunałowi boskiemu.

P. – Czyli śpiące dusze złych zostaną zbudzone tylko po to aby mogły być posłane na wieczne katusze?

Kk. – Nie inaczej.

P. – To bardzo okrutne, czyż nie wystarczyłoby nagrodzić dobrych, a złym po chrześcijańsku wybaczyć? Tak przecież wierzą niektórzy chrześcijanie, głosząc, że dusze złych zostaną po prostu unicestwione, anihilowane.

Odpowiedź:

Na pewno teza o „anihilowaniu”, czyli zniszczeniu dusz, jest sprzeczna z wiarą katolicką; niektórzy chrześcijanie wierzą w najdziwniejsze rzeczy pod słońcem, Kościół za to nie odpowiada.

To bardzo wspaniałomyślne. Czy katolicki Bóg nie jest chrześcijaninem?

Kk. – Sprawiedliwość nasza rządzi się innymi prawami niż boska, a heretycy wszystko chcą naginać do własnych upodobań, byle tylko inaczej niż naucza Kościół.

Odpowiedź:

Otóż to. Swoją drogą, to Agnosiewicz całkiem nieźle odgrywa rolę owego księdza katechety w tych swoich tekstach. Być może pomylił się z powołaniem?

P. – No dobrze, zostawmy to. Ale co z ciałem? W jakim wieku będą ciała które ożyją – czy Bóg przywróci im młodzieńczy wygląd, który zapewne wielu ucieszyłby najbardziej, czy też będą to może ciała tuż sprzed śmierci, a raj będzie jednym wielkim przytułkiem szczęśliwej starości?

Odpowiedź:

Nic przecież nie stoi na przeszkodzie, żeby Bóg przywrócił ludziom ciała z okresu ich młodości.

Poza tym nie wszystkich przecież uraduje możliwość zmartwychwstania w dawnym swym ciele, przez co taka nagroda mogłaby dla nich się stać wiekuistą karą. Ten problem barwnie odmalował Mark Twain w książce Prostaczkowie za granicą. Bohaterowie trafiają do kościoła kapucynów na Piazza Barberini w Rzymie. Znajdują się tam cztery krypty, w których pochowane są pokolenia mnichów. "Niektórzy stoją we wnękach w nienaruszonym stanie w kompletnych habitach, jak święte strachy na wróble, jednak większość jest w stanie niekompletnym (…) Ich różne części są starannie posortowane – czaszki w jednym pomieszczeniu, nogi w drugim, żebra w trzecim – będzie tu niezłe zamieszanie w dzień sądu ostatecznego. Niektórzy braciszkowie wezmą nie swoją nogę, inni nie tę czaszkę i zdziwią się, że kuleją, choć nie kuleli, albo mają zeza, choć nie mieli"

Odpowiedź:

Nie da się z takim szyderstwem polemizować. Przecież w tym nie ma ani śladu merytorycznego zarzutu.

Kk. – Aby to zrozumieć, trzeba uniknąć przede wszystkim prymitywnego materializmu, według którego przy zmartwychwstaniu człowiek odzyska tę sama materię i te same kości, które miał w życiu doczesnym. Tymczasem wiemy, że już za życia ziemskiego w ciągu mniej więcej siedmiu lat materia naszego ciała ulega całkowitej wymianie. Identyczność osoby w tym i w przyszłym życiu nie może wiec zależeć od identyczności materii. Św. Paweł mówi, że ciało i krew nie mogą posiąść królestwa Bożego. Po zmartwychwstaniu pozostaniemy wprawdzie sobą, ale wszyscy będziemy odmienieni (por. l Kor 15, 50-51). Będzie to cielesność, ale cielesność przemieniona przez Ducha Bożego, chodzi bowiem o istotową (a nie materialną) identyczność ciała po zmartwychwstaniu. Nie możemy sobie tego przemienienia wyobrazić w sposób konkretny.

P. – Ale przecież jeden z nieomylnych, czyli papież Leon, z numerem 9, mówił w 1053 r.: "Wierzę w prawdziwe zmartwychwstanie tego właśnie ciała, które jest teraz moim i w życie wieczne". Wierzył więc chyba w dość konkretne przemienienie.

Odpowiedź:

Ta wypowiedź Leona IX nie neguje tego, że zmartwychwstałe ciało nie może być odmienione i to samo zarazem. Przecież jedno nie wyklucza drugiego.

Zupełnie mniej powodów do radości mają ci, których natura, przepraszam – Bóg, nie wyposażył w ciało z którego mogliby być zadowoleni.

Odpowiedź:

Nie wiadomo, czy po zmartwychwstaniu ich ciała nie zostaną udoskonalone lub czy po uwolnieniu się wtedy od słabostek i ułomności grzesznego ciała nie otrzymają oni wyższej świadomości, dzięki czemu mogliby dostrzec ukryte piękno siebie, którego wcześniej nie widzieli. Sugeruje to pewien tekst z Biblii: „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany” (1 Kor 13,12 – Biblia Tysiąclecia, dalej: BT). Na co dzień spotykamy wielu ludzi pozornie brzydkich, z czasem jednak ich brzydota okazuje się powierzchownym wrażeniem i odkrywamy ich ogromny urok osobisty. Wielu ludzi niezadowolonych ze swego wyglądu ulega czysto subiektywnej przesadzie odnośnie do siebie. Myślę, że nie istnieją ludzie o brzydkim wyglądzie. Wszystko jest kwestią subiektywizmu i uprzedzeń, które można przezwyciężyć. Tylko w świecie ludzi płytkich i ograniczonych piękno kojarzy się np. tylko ze szczupłą lub muskularną sylwetką.

Albo i ci, których spotkał dopust boży utracenia rąk czy też nóg. Mogą wprawdzie wierzyć, że zostaną one zregenerowane, ale z większym niepokojem musieli czytać słowa Leona IX.

Odpowiedź:

Skoro ich ciała zostaną zregenerowane, to nie mają powodu niepokoić się wypowiedzią Leona IX. Agnosiewiczowi to chyba wydaje się, że każdy powinien podzielać jego antykatolickie fobie.

Kk. – Najnowsze wydanie Katechizmu mówi: "Pojęcie ‚ciało’ oznacza człowieka w jego kondycji poddanej słabości i śmiertelności. ‚Zmartwychwstanie ciała’ oznacza, że po śmierci będzie żyła nie tylko dusza nieśmiertelna, ale że na nowo otrzymają życie także nasze ‚śmiertelne ciała’" (art. 990), ale precyzuje to, aby nie dochodziło do prymitywnych uproszczeń zmartwychwstania ciał, jakie odnajdujemy choćby u Świadków Jehowy, których ilustracje przedstawiają nam zmartwychwstających w kwiecie wieku, przybranych w odświętne garsonki i garnitury, w których radośnie witają innych zmartwychwstańców. Czytamy więc w art. 999: "…to ciało będzie przekształcone w ‚chwalebne ciało’ (Flp 3, 21), w "ciało duchowe" (1 Kor 15, 44): ‚Lecz powie ktoś: A jak zmartwychwstają umarli? W jakim ukazują się ciele? O, niemądry! Przecież to, co siejesz, nie ożyje, jeżeli wcześniej nie obumrze. To, co zasiewasz, nie jest od razu ciałem, którym ma się stać potem, lecz zwykłym ziarnem… Zasiewa się zniszczalne – powstaje zaś niezniszczalne… Trzeba, ażeby to, co zniszczalne, przyodziało się w niezniszczalność, a to, co śmiertelne, przyodziało się w nieśmiertelność (1 Kor 15, 35-37. 42. 53).’" Inaczej mówiąc – będzie to ‚ciało’, lecz jakie – tego dokładnie nie wiemy.

Odpowiedź:

Właśnie.

P. – Ale przecież dawniej Kościół znał dużo szczegółów na ten temat i jego wyobrażenia były bardzo bliskie wierzeniom Świadków Jehowy. W roku 675 Synod Toledański orzeka: "za przykładem naszej głowy nastąpi prawdziwe zmartwychwstanie ciał wszystkich zmarłych. I wierzymy, że nie w jakimś ciele z powietrza, czy czegoś innego, jak majaczą niektórzy, zmartwychwstaniemy, ale w tym, w którym żyjemy, w którym istniejemy, w którym się poruszamy". Nie zapowiada więc jakiegoś boskiego ciała, lecz to które nam służy za życia. Po prostu trup zostanie ożywiony, tak jak Łazarz, który powstał z martwych, choć jego zwłoki zaczęły się już rozkładać. Naukę tę potwierdza IV Sobór Laterański z roku 1215: "Wszyscy we własnych swych powstaną ciałach, tych co teraz posiadają".

Odpowiedź:

Wedle powyższej nauki Bóg po zmartwychwstaniu obdarzy ludzi ich ciałem, które będzie jednak udoskonalone. Powyższe oświadczenie implikuje, że Boska wszechmoc jest w stanie odtworzyć ciała zmarłych z tych samych atomów, z jakich się one składały. I co w tej nauce złego? Czy jest jakaś katolicka nauka, która Agnosiewiczowi by w ogóle odpowiadała?

Nauki te trafnie podsumował filozof rzymski z II w., Celsus: "Głupia jest ich wiara, że gdy Bóg, niby kucharz, wznieci ogień, wszystko się upiecze, a przetrwają tylko oni, i to nie tylko żywi, ale też ci, którzy wcześniej poumierali, wyjdą z ziemi odziani we własne ciało. Nadzieja, zaiste godna robaków. Czyż bowiem jakakolwiek dusza ludzka pragnęłaby powrócić do zgniłego ciała?

Odpowiedź:

Problemy typowe dla starożytnych Greków, którzy byli pod przemożnym wpływem platonizmu. Spotkał się z tymi samymi problemami u Greków już św. Paweł na Akropolu (por. Dz 17,31-32). Celsus jednak przeoczył, że wedle nauki chrześcijańskiej ciała dane zmartwychwstałym będą uwielbione, udoskonalone, czyli wolne od jakiejś zgnilizny, która istniała tylko w głowie Celsusa.

Zresztą tej wiary nie podzielają wszyscy chrześcijanie; nie brak i takich, którzy brzydzą się nią i uważają równocześnie za wstrętną i niedorzeczną. Jakież bowiem ciało całkowicie rozłożone może powrócić do pierwotnej formy i odzyskać budowę, którą raz utraciło?

Odpowiedź:

„Dla Boga […] nie ma nic niemożliwego” (Łk 1,37 – BT).

Gdy nie potrafią rozsądnie na to odpowiedzieć, chwytają się bzdurnej obrony, twierdząc, że Bóg wszystko może. Tymczasem Bóg nie może spełnić nic wstrętnego, ani nie pragnie niczego, co jest przeciwne naturze.

Odpowiedź:

A czemu Celsus uporczywie każe Bogu robić coś wstrętnego? Czyż dla Boga jest niemożliwe dać ludziom ciała odnowione, wolne od jakiegoś wstrętu? Powyższy zarzut Celsusa wynika tylko i wyłącznie z jego umysłowego ograniczenia spowodowanego w tej kwestii platońską wizją świata. Jego zdaniem Bóg jest ograniczony prawami natury świata (w rozumieniu platońskim), stąd wskrzeszając zmarłych, będzie musiał robić coś wstrętnego.

Albowiem Bóg kieruje światem nie po to, aby spełniać występne kaprysy,

Odpowiedź:

Także nie po to, żeby postępować wedle rozumowania Celsusa, wynikającego z ograniczeń w wyobraźni spowodowanych platońską ideologią.

albo folgować bezładnym pragnieniom, lecz po to, aby się opiekować prawą i sprawiedliwą naturą." Jak to więc ma być – będzie to samo ciało czy jednak inne ? Czy będzie wyglądało tak samo, czy inaczej ?

Odpowiedź:

Okaże się.

Kk. – Ciało zmartwychwstałe nie musi się składać z takich samych materialnych elementów jak ciało, które mamy obecnie. Wystarczy jeśli nasze odnowione "ja" zjednoczy się z materią – po to, aby stał się ten sam człowiek. Chodzi o istotę, a nie o kompletne ‚wyposażenie’. Nie należy tego też rozumieć jako obietnicy, że otrzymamy jakieś ciało idealne. Chodzi raczej o zupełnie nowa formę życia.

P. – W tym miejscu przeczy ksiądz największym kościelnym teologom, którzy dawniej mówili coś zupełnie przeciwnego.

Odpowiedź:

Nawet jeśli, to teolodzy ci nie musieli być we wszystkim nieomylni. Nic zatem z tego nie wynika, jeśli ksiądz katecheta im przeczy. Ale spójrzmy jednak, czy rzeczywiście im on przeczy. U Agnosiewicza te domniemywane przez niego wielokroć „sprzeczności” to często po prostu nic więcej jak tylko sprzeczności w jego własnych interpretacjach.

Św. Augustyn powiada: "…Bóg, cudowny i niewysłowiony Mistrz, z całości tego, z czego ciało nasze było złożone, z cudowną i niewypowiedzianą szybkością je odnowi, i nic to znaczyć nie będzie przy przywróceniu człowieka do jego pierwotnej całości, czy włosy wrócą do włosów, a paznokcie do paznokci, czy to, co z nich zginęło, obróci się w ciało i czy do innych części ciała zostanie przyłączone, gdyż Mistrz Opatrzność troszczyć się będzie, aby co niedorzecznego się nie stało" (Podręcznik dla Wawrzyńca, LXXXVIII).

Odpowiedź:

To zdanie nie przeczy powyższemu zdaniu księdza katechety, tym bardziej że nie jest w drugiej części w trybie orzekającym, tylko w przypuszczającym. Mamy tu wielokrotne „czy” – Augustyn nie wie, co dokładnie się stanie z naszymi ciałami, mimo to wierzy, że Bóg wie, co trzeba będzie zrobić przy zmartwychwstaniu.

Gdzie indziej dopowiada, że jednak będzie to ciało doskonałe: "Będzie bowiem ciało wtedy nie tylko różne od tego, jakie jest teraz choćby w najczerstwiejszym zdrowiu, lecz nawet od tego różne, jakie mieli pierwsi ludzie przed grzechem" (Państwo Boże, XIII, 20).

Odpowiedź:

To zdanie nie tylko nie przeczy powyższemu zdaniu księdza katechety, wręcz je potwierdza. Często łapię się na spostrzeżeniu, że Agnosiewicz po prostu nie rozumie tego, co cytuje.

Nieprześcigniony projektant katolickiej wizji rzeczywistości ziemskiej i zaziemskiej, św. Tomasz z Akwinu, dowodził w swej Sumie przeciw poganom (rozdz. 83, 88), iż odtworzenie rajskie ziemskiego ciała będzie kompletne i doskonale. Tak więc i członki wstydliwe na miejscu swoim właściwym będą, choć jak zaznacza – nie do ich użytku (a kysz!), lecz ad integritatem naturalis corporis restituendam.

Odpowiedź:

Nie ma w tym nic dyskredytującego.

Tak samo nauczał ksiądz M.I. Wichert: "Ciała tedy wszystkich ludzi, choć i najdawniej umarłych, w proch obrócone, ogniem spalone, po powietrzu rozsypane, wszystkie w dzień sądu ostatecznego powstaną całe i zupełne… Tak bowiem Paweł święty pytającemu się, jako umarli zmartwychwstaną, odpowiedział: »ciało które wsiane było skazitelne, powstanie nieskazitelne…«".

Odpowiedź:

W tym też nie ma nic, co nie byłoby do zrealizowania.

Niezwykle trudno jest wierzyć w nagrody duchowe, trzeba połączyć je z cielesnymi, aby na tym budować właściwą nadzieję dla owiec. Kościół często potępia hedonizm wyrażający się w płytkim korzystaniu z uroków życia. Nie znając tego zagadnienia trudno sobie uzmysłowić, że sam Kościół głosi hedonizm – swoistą jego odmianę polegającą na wymieszaniu wątków spirytualistycznych z materialistycznymi. Bo w istocie nadzieja na raj i niebo jest wyrazem ukrytego hedonizmu; jakby mówiono: jeśli tylko zostawisz te marne używanie ziemskie, w zamian proponujemy ci coś lepszego – wielkie używanie w raju, w niebie.

Odpowiedź:

Zależy, jak rozumie się ów hedonizm. Używanie życia może być pojęciem bardzo względnym, niekoniecznie pokrywającym się z wizją hedonizmu u Agnosiewicza. Niebiański hedonizm mógłby się dla niego okazać wcale nie hedonizmem, dla kogoś innego zaś przeciwnie.

Będzie wszystko co tylko zapragniesz – zdrowe ciało, brak zmartwień, kupa wolnego czasu (trwająca coś koło wieczności), piękne łąki, cudowne wodospady, rajska woń kwiatów i wszystko czego tylko będziemy chcieli. Oprócz seksu oczywiście…

Odpowiedź:

Co dla niektórych byłoby już wystarczającym powodem do nieuznania życia tam za hedonizm. Dla samego Agnosiewicza chyba też, bo o ascetyzm go raczej nie podejrzewam. Powyższy wywód przeczy zatem wcześniejszym wywodom samego Agnosiewicza o hedonizmie w niebie. Znów nie musiałem daleko szukać, aby znaleźć kontrargument na wywody mojego oponenta. Często same się obalają.

 

P R Z Y P I S Y :
[1] Por. M. Agnosiewicz, Zmartwychwstanie ciał,http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,334.
[2] Zachowano oryginalny kształt wypowiedzi M. Agnosiewicza (przyp. redakcji).

KATOLICKIE PATOLOGIE?

Niniejszy tekst jest odpowiedzią na tekst Mariusza Agnosiewicza pt. Inne katopatologie[1], który został zamieszczony w jego serwisie racjonalistycznym. W tekście tym Agnosiewicz stara się za pomocą różnych i niepowiązanych ze sobą tematycznie argumentów po raz kolejny zaatakować katolicyzm. Postaram się niżej odpowiedzieć na te zarzuty. Tradycyjnie, dla ułatwienia odróżnienia moich wypowiedzi od wypowiedzi Agnosiewicza, jego tekst zaznaczam kursywą[2], zaś swój tekst pozostawiam bez zmian formatu czcionki.

Chrzest wewnątrzmaciczny (igłowy lub palcowy)

Czy słyszeliście o takich formach świętego sakramentu? Ha! Kościół o wszystkim pomyślał. Nawet o chrzcie embrionów w stadiach początkowych. Dziwić się jednak nie możemy, pomimo, że jest to przekomiczne, stawka jest niebanalna: niebo lub piekło. Nim jednak dziecku zapewni się zbawienie, a matce ukojenie, katoliccy specjaliści mają do rozstrzygnięcia wiele nasuwających się, a żywotnych kwestii, jak np. "Czy z ochrzczeniem płodu znajdującego się w zamkniętym jaju należy poczekać do czasu, gdy jajo się otworzy, czy tez można albo trzeba bezwarunkowo dokonać najpierw chrztu na powłokach zamkniętego jaja. Ta kwestia pozostaje przedmiotem sporu w kompetentnych środowiskach katolickich (…) Wszystkim, którzy chrzczą nie znając się na rzeczy, doradza się by dokonali chrztu spod wody, per immersionem, a mianowicie w taki sposób, by – trzymając płód ukośnie – rozedrzeć powłoki w wodzie lub pod wodą i jednocześnie wypowiedzieć zbawienną dla płody formułę chrztu. Instrukcja obsługi brzmi jak następuje: «Należy kciukiem i palcem wskazującym każdej ręki uchwycić po jednej fałdzie powłoki jaja, po czym tak ją rozedrzeć, by zawartość jaja wypłynęła, albo też tak, by woda użyta do chrztu wystarczająco opłukała całą zawartość jaja, następnie zaś trzeba płód wyjąć z wody, wypowiadając formułę chrztu (…) Do każdego przedmiotu (!) urodzonego przez kobietę odnosi się zatem, jako praktyczna reguła, zalecenie, by chrzcić zawsze, choćby warunkowo»"

Odpowiedź:

Skąd ta formuła? Czy jest obowiązująca w obecnym Kościele rzymskokatolickim? Deschner, na którego powołał się wyżej Agnosiewicz, w ogóle tego nie podaje, cytuje jedynie tę formułę za jakimś opracowaniem katolickim z 1922 roku (niejakiego Capellmanna), co do którego zaznacza w przypisie nr 80 do rozdziału 33, że posiada ono imprimatur. To jednak jeszcze nie rozstrzyga o tym, że ta formuła została wprowadzona przez Kościół, a nie jest na przykład propozycją jakiegoś ekscentrycznego teologa. Na to, że tak może właśnie być, wskazują powyższe słowa samego Deschnera, który pisze, że kwestie te są dyskutowane w środowiskach katolickich. W zgodzie z tym jest nawet jedno z czasopism antyklerykalnych, na łamach którego publikuje Agnosiewicz, i które podało, że „Prawo Kościelne w ogóle nie wspomina o «dzieciach poczętych»”[3]. Zatem z tego, co Agnosiewicz zacytował wyżej, nie wynika tak naprawdę nic konkretnego ani obciążającego Kościół.

***

Biblia potępia czczenie aniołów

Jak doskonale wiemy katolicy pałają wielkim nabożeństwem do czeladzi anielskiej (od ok. 360 r.), zwłaszcza do ich dowódców (św. Michała, Gabriela i in.). niestety i tutaj rozchodzą się z Biblią, która potępia ten kult (Kol 2, 18). Św. Paweł potępił w ogóle oddawanie czci aniołom, katolicy sfałszowali ten fragment w Biblii Tysiąclecia pisząc o "oddawaniu przesadnej czci aniołów", kiedy w innych tłumaczeniach mowa jest o "oddawaniu czci aniołom" (tłumaczenie Brytyjskiego i Zagranicznego Towarzystwa Biblijnego). Podarujmy już im to pobożne kłamstwo, jednak i temu nie mogą dotrzymać słowa.

Odpowiedź:

Tłumaczenie to wcale nie musi być traktowane jako jednoznacznie zafałszowane, bowiem w znaczeniu słów użytych w tekście greckim Kol 2,18 istnieją pewne uzasadnione podstawy dla takiego oddania tego wersu. W tekście greckim Kol 2,18 pada bowiem słówko thelon, charakteryzujące postawę wspomnianej osoby, która ma „zamiłowanie” (thelon) do oddawania czci aniołom i w uniżaniu siebie. Słowo thelon może z powodzeniem wskazywać właśnie na jakąś przesadę w Kol 2,18, bowiem w NT i LXX termin ten oznacza także silną determinację w osiągnięciu czegoś (por. np. thelo i terminy z nim związane w 2 Mch 14,42; Ps 33,13; Dn 2,3; Mt 5,42; Mk 10,35; Łk 12,49; 19,14; J 17,24; Rz 16,19; 1 Kor 7,32; 1 Kor 10,20; Kol 2,1; Ga 6,12; Rz 7,21; Ga 1,7; 4,21; 1 Tm 1,7; 2 Tm 3,12). Termin thelon w grecko-angielskich słownikach biblijnych jest oddawany za pomocą słowa desire, które bywa tłumaczone w języku polskim za pomocą terminu „żądza”.

Oto przytoczę jedną z katolickich modlitw do archanioła Michała (to ten co się z diabłem wadził o ciało Mojżeszowe):

Poświęcenie się Świętemu Michałowi

O wielki Książę niebieski, najwierniejszy Stróżu Kościoła Święty Michale Archaniele oto ja, chociaż bardzo niegodny Twego oblicza, jednak ufny w Twą dobroć, powodowany potężnym wpływem Twoich modlitw i licznymi Twymi dobrodziejstwami, staję przed Tobą w towarzystwie mego Anioła Stróża i w obecności wszystkich Aniołów niebieskich, których biorę za świadków mego nabożeństwa ku Tobie. Ciebie dziś obieram za swego szczególnego obrońcę i orędownika. Postanawiam sobie mocno czcić Cię zawsze i starać się usilnie o Twoją cześć. Bądź przy mnie przez całe życie moje, abym nigdy nie obraził Pana Boga myślą, słowem lub uczynkiem. Broń mnie przeciw wszystkim pokusom szatańskim, głównie przeciw tym, które atakują wiarę i czystość, a w godzinę śmierci uproś pokój mej duszy i zaprowadź do Ojczyzny Wiecznej. Amen.

Odpowiedź:

Powyższa argumentacja Agnosiewicza jest mocno naciągana. Po pierwsze, z Kol 2,18 wcale nie musi wynikać, że jest coś niestosownego w oddawaniu czci aniołom. Agnosiewicz w typowy dla siebie sposób wyszarpał ten tekst z kontekstu, stąd wygląda na to, że rzeczywiście popiera on jego tezę. Wystarczy jednak przeczytać ten tekst w całości i w jego pełnym kontekście, aby zobaczyć, że nie ma w nim wcale potępienia czci dla aniołów. Tekst ten, mówiąc o czci aniołów, jest jedynie jakimś przywołaniem charakterystycznych cech kogoś, kogo Kolosanie dobrze znają i kto ich „odsądza od nagrody” (Kol 2,18). Z tego właśnie powodu autor Listu do Kolosan krytykuje dalej tę postać (Kol 2,19n), nazywając go „nadętym”. Cześć oddawana aniołom to nie jest przecież jeszcze powód do tego, aby nazywać kogoś nadętym, więc to potwierdza też, że Apostoł Paweł nie krytykuje go za cześć oddawaną aniołom. Potwierdzeniem tego, że w słowach z Kol 2,18 autor nie miał na myśli nic złego na temat czci aniołów (charakteryzując jedynie za pomocą tych słów jakąś znaną Kolosanom postać), jest też fakt, że obok wspomnianej czczi aniołów tekst wymienia też „zamiłowanie do uniżania siebie”, co na pewno nie jest dla niego negatywne, bowiem powinno to być głównym elementem chrześcijańskiego sposobu życia (por. Mt 18,4; Łk 1,48; 18,14; Flp 2,8; Jk 4,10).

Autor Listu do Kolosan nawet dalej w swym liście (Kol 2,21-23) nie neguje ostatecznie idei samouniżenia się, pisząc, że pewne pomysły związane z zakazem spożywania niektórych pokarmów, choć są niesłuszne, posiadają jednak dzięki temu pozory mądrości. Św. Paweł, charakteryzując opisywaną przez siebie nieokreśloną bliżej postać przez takie cechy, jak cześć oddawana aniołom i uniżanie siebie, nie musi więc wcale uważać tego za coś negatywnego.

Oddawanie czci komuś innemu niż Bóg (a więc także aniołom) nie jest negatywne także z punktu widzenia Biblii. Ona przecież podaje, że należy czcić rodziców (Mt 15,4), króla (1 P 2,17), współbraci (1 P 2,17; Rz 2,7,10; 12,10; 1 P 2,7), żony chrześcijan (1 P 3,7), wdowy (1 Tm 5,3), niewolnikom Biblia zaleca uważać ich panów za godnych „wszelkiej czci” (1 Tm 6,1).

Nawet Bóg Ojciec „uczci” ludzi i Syna (Hbr 2,7; 2,9; 2 P 1,17). We wszystkich tych wersach pada greckie timao, które jest w Biblii używane także na określenie czci oddawanej Bogu (por. np. Mk 7,6; J 5,23; Mt 15,8; Ap 4,9,11; 5,12-13; 7,12; 1 Tm 1,17; 6,16). Jak widać, w fakcie oddawania czci komuś innemu niż Bóg nie ma nic złego. Biblia wyraźnie mówi, że można czcić innych, co jeszcze nie zakłada, że w taki sam sposób jak Boga. Dlatego właśnie katolik nie oddaje Archaniołowi Michałowi czci takiej samej jak Bogu, bowiem jest to tylko tzw. kult względny[4]. Całe powyższe rozumowanie Agnosiewicza polega na tym, że sugeruje on, że skoro w powyższej katolickiej modlitwie pada słowo „cześć” odniesione do kogoś innego niż Bóg (tzn. do anioła Michała), to katolik tego anioła czci tak samo jak Boga. Takie stawianie sprawy jest jednak nieporozumieniem, bo jak widzieliśmy, Biblia też używa jednego i tego samego słowa „czcić” wobec Boga i kogoś innego niż Bóg, co nie znaczy jeszcze, że wszystkich wymienionych wyżej chrześcijanie mają czcić tak jak Boga. Tak samo w przypadku powyższej formułki, w której katolik zwraca się do Archanioła Michała, to, że w stosunku do Archanioła Michała użyto tam słowa „cześć”, nie oznacza jeszcze, że autor tej modlitwy myślał o takiej samej czci, jaką oddaje się Bogu. Wręcz śmieszne byłoby twierdzić, że autor powyższej formułki uważa Archanioła Michała za kogoś takiego jak Bóg.

Księża do grzechu Was namawiają !

Bowiem ich Bóg nakazał w dekalogu:

"Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnego podobieństwa tych rzeczy, które są na niebie w górze, i co na ziemi nisko, ani tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią; nie będziesz się im kłaniał ani służył" Wj 20, 4-5

Czy Wasz ksiądz nie kazał Wam przypadkiem kłaniać się przed obrazami? Jeśli tak to powinniście się z tego grzechu jak najszybciej wyspowiadać, gdyż niemiłe to Bogu Waszemu jest. Jest to wyraźny zakaz czynienia obrazów. Całe przykazanie w pkt 4 mówi o zakazie wykonywania obrazów !

Odpowiedź:

Mamy tu następny tekst, jaki Agnosiewicz wyrwał z kontekstu. Tymczasem tekst ten nie mówi o sporządzaniu jakichkolwiek obrazów, ale chodzi tu jedynie o obrazy pogańskich bóstw, bowiem wers ten jest rozwinięciem zdania z wersu poprzedniego (Wj 20,3), który o kulcie takich właśnie obcych bóstw mówi. Za traktowaniem Wj 20,3-4 jako jednej całości i jednego przykazania przemawiają również racje gramatyczne[5], co zmuszeni są przyznać nawet niekatolicy[6]. Owe racje gramatyczne to fakt, że wśród biblistów uważa się, iż przyrostek lahem („im”) z Wj 20,5 odnosi się w tym wypadku do owych bogów obcych, wspomnianych w Wj 20,3, a nie do obrazów w ogólności. Przemawia za tym kilka racji, m.in. to, że zwrot „nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył” z Wj 20,5 zawsze (ok. 46 razy) odnosi się w ST do bogów obcych, zaś słowa o Bogu zazdrosnym z Wj 20,5 występują w ST również tylko w kontekście kultu bogów obcych. Żaden wers w Biblii nie jest samotną wyspą, ale tkwi korzeniami w kontekście, w jakim jest osadzony, wyrasta niejako z tego kontekstu, i w zgodzie z tym kontekstem należy go interpretować, a nie nadawać mu jakiś kontekst dyktowany swymi antykatolickimi uprzedzeniami (jak to mamy w tym przypadku).

***

Święcenie niedzieli

"Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić"(Wj 20:4-5; BT). Mówi dekalog aby święcić sobotę, ale nie wspomina nic o uświęcaniu świąt kościelnych wypadających w inne dni. Dalej Pan Bóg wyraźnie mówi, że on sam uświęcił tylko siódmy dzień pracy. Święcenie niedzieli pochodzi stąd, że w ten dzień wypadało święto konkurencyjnej religii – mitraizmu (święty dzień Boga Mitry), zdecydowano się więc na przeniesienie święta kościelnego z soboty na niedzielę (cesarz Konstantyn w 321 r.) [Z drugiej jednak strony są ponoć świadectwa mówiące o czczeniu przez część chrześcijan niedzieli już od II wieku

Odpowiedź:

Zgadza się, są takie świadectwa. O święceniu przez chrześcijan niedzieli w zastępstwie za sobotę mówi już wyraźnie Ignacy z Antiochii ok. roku 110[7]. Potem, ok. 150 roku Justyn Męczennik, cytując swego oponenta Żyda, potwierdzał, że chrześcijanie już nie święcą soboty[8]. List Barnaby[9] z ok. 130 roku, Didache[10], datowane na rok ok. 100, Terulian[11] i nawet Talmud[12] także wspominają o tym, że chrześcijanie świętowali niedzielę długo przed Konstantynem. Aluzji w świętowaniu niedzieli przez chrześcijan możemy się doszukiwać już w Dz 20,7. Mamy tu jeden z rzadkich przypadków (jak dotąd jedyny mi znany), gdy Agnosiewicz nie przedstawił sprawy wybitnie jednostronnie, skoro wspomniał, że są jakieś świadectwa z II wieku, które potwierdzają, że chrześcijanie już wtedy obchodzili niedzielę.

"Jeden czyni różnicę między poszczególnymi dniami, drugi zaś uważa wszystkie za równe: niech się każdy trzyma swego przekonania!" BT, Rzym.14,5

Odpowiedź:

Co nie sprzeciwia się idei niedzieli, skoro „niech się każdy trzyma swego przekonania!”. Zresztą, Paweł w powyższych słowach nie ma najprawdopodobniej na myśli niedzieli, lecz święta żydowskie (por. Ga 4,10; Kol 2,16).

***

Imię Pana

Katolicy zastąpili wszystkie miejsca w Biblii tam gdzie występowało imię Boga Jahwe słowem Pan lub Bóg, Biblia jednak wyraźnie mówi, aby to imię sławić i wychwalać. Np. Psalm 44(43): "W każdym czasie chlubimy się Bogiem i sławimy bez przerwy Twoje imię" (9, BT)

Odpowiedź:

Nie ma w tym wersie nic o „imieniu Jahwe”. Agnosiewicz zdaje się nie wiedzieć, że określenie „imię” znaczy w Biblii również tylko i wyłącznie osobę. Widać to po zastosowaniu słowa „imię” w Biblii wobec Boga. Imieniu Boga można ufać (Ps 33,21; Iz 50,10). Chodzi tu o to, że Bogu można ufać, bo jak można ufać dosłownie rozumianemu imieniu Jahwe? Imieniu Boga można dziękować (Ps 138,2; 142,8). Chodzi tu o to, że Bogu można dziękować, bo jak można dziękować dosłownie rozumianemu imieniu Jahwe? Imię Boga jest potężną twierdzą (Prz 18,10), czyli sens: Bóg może zapewnić schronienie tym, co mu ufają, bowiem jak dosłownie rozumiane imię Jahwe może być twierdzą? W imieniu Boga można się chronić (So 3,12), czyli sens: Bóg zapewnia ochronę, bowiem jak można się schronić w dosłownie rozumianym imieniu Jahwe? Itd. Jak widać, powyższy zacytowany przez Agnosiewicza wers wcale nie musi mówić nic o sławieniu dosłownie rozumianego imienia Jahwe, co najwyżej wspomina o sławieniu samego Boga.

***

Święto Bożego Narodzenia

Obchodzone jest 25 grudnia wyłącznie dlatego, iż ten dzień w starożytnym Rzymie był dniem święta Natalis Solis Invicti (Urodziny niezwyciężonego Słońca). 25 grudnia obchodzono narodziny pogańskiego boga Mitry. Aby wyrugować obchodzenie przez lud pogańskiego święta, ustanowiono święto urodzenia Jezusa w dniu urodzenia Słońca. Najstarsza tradycja obchodzenia Narodzenia Pańskiego pochodzi z III wieku, wtedy jednak obchodzono ten dzień 20 maja (podawano też inne daty, m.in. 2 kwietnia). Po raz pierwszy o 25 grudnia wzmiankowano w 336 roku.

Odpowiedź:

Same nieprawdy. Po pierwsze, nieprawdą jest, że najstarsze świadectwo o narodzeniu Jezusa w dniu 25 grudnia pochodzi z 336 roku, bowiem o dacie 25 grudnia jako dacie narodzin Jezusa pisał już długo wcześniej Hipolit (urodzony przed rokiem 170) w swym Komentarzu do Daniela[13]. Po drugie, nieprawdą jest, że data Bożego Narodzenia została wyznaczona na 25 grudnia właśnie z powodu związanego z Mitrą święta Urodzin Niezwyciężonego Słońca, bowiem święto to zostało wprowadzone przez cesarza Aureliana dopiero w 274 roku, co było już po tym, gdy chrześcijanie zaczęli identyfikować datę narodzenia Jezusa z dniem 25 grudnia (patrz wspomniany wcześniej Hipolit). Posiadane dane przeczą więc temu, że utożsamienie przez chrześcijan dnia 25 grudnia z dniem Bożego Narodzenia ma cokolwiek wspólnego z dniem obchodów Mitry w ten dzień. Dużo wskazuje na to, że była to raczej przypadkowa zbieżność. O taką zbieżność było wtedy nietrudno, bowiem poganie żyjący w cesarstwie rzymskim każdego dnia mieli święto
poświęcone jakiejś planecie, utożsamianej przez nich z jakimś bóstwem,
jak o tym świadczył ok. 150 roku V. Valens[14]. Nawet zresztą gdyby nic na to nie wskazywało, to Agnosiewicz i tak nie przedstawił żadnych dowodów na to, że utożsamienie przez chrześcijan dnia 25 grudnia z dniem Bożego Narodzenia nastąpiło pod wpływem pogańskiego święta ku czci boga Mitry.

***

"Choinka" – pogańskie korzenie

Świerk, który dziś przyozdabia bożonarodzeniowe święta chrześcijańskie, był pierwotnie świętym drzewem boga pogańskiego Attisa, który zmarł pod tym właśnie drzewem i w nie został zamieniony, a w czasie misteriów związanych z tym kultem frygijskim ścinało się corocznie drzewo świerkowe na którym wisiał wizerunek Attisa. Podobieństwo z Jezusowym krzyżem dokonało reszty i tak misteria katolickie wzbogaciły się o nowy element.

Odpowiedź:

To czyste spekulacje Agnosiewicza. Nawet gdyby zresztą zwyczaj choinki bożonarodzeniowej katolicy przejęli z pogańskiego kultu Attisa (na co Agnosiewicz nie podał żadnych dowodów), to i tak jest to bez znaczenia, skoro katolicy nie czczą dziś Attisa jako Boga, tylko Jezusa.

***

Czym jest Kościół katolicki?

Mistycznym ciałem Jezusa składającym się z ludu Bożego pod przewodem pasterzy – tak odpowiemy dziś za katechizmem. Warto jednak zaznaczyć, że jest to mniemanie posoborowe. Do czasów II Soboru Watykańskiego (lata 60. XX w.) Kościół katolicki składał się tylko i wyłącznie z kleru, zakonników oraz zakonnic.

Odpowiedź:

A także od samego początku choćby z diakonów, którzy byli właśnie świeckimi. Czyżby jakieś przeoczenie?

P R Z Y P I S Y :
[1] Por. M. Agnosiewicz, Inne katopoatologie, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1257.
[2] Zachowano oryginalny kształt wypowiedzi M. Agnosiewicza (przyp. redakcji).
[3] A.C., Kościół w sidłach własnych, „Fakty i Mity” nr 47 (194) 21–27 XI 2003, s. 9.
[4] Tak jest też nawet w przypadku kultu Najświętszej Marii Panny, której oddaje się w Kościele cześć, jednakże inną niż Bogu – por. Katechizm Kościoła katolickiego, Pallottinum 1994, 971. Jest to tzw. kult hiperduliczny. Świętym katolicy oddają szacunek określany mianem duliae, Boga zaś czczą na sposób latreutyczny. Na temat kultu względnego por. też Konstytucja dogmatyczna o Kościele, 50–51.
[5] Por. Pismo Święte Starego Testamentu. Wstęp. Przekład z oryginału. Komentarz, red. S. Łach, Księga Wyjścia, Poznań 1964, s. 184–189. Omawiam skrótowo te racje gramatyczne dalej.
[6] Por. D. Kaleta, „Na straży” nr 5 z 2000 roku. Omówienie tego tekstu można znaleźć w sieci pod adresem: http://www.watchtower.org.pl/iszbin/2prz.htm.
[7] Ignacy Antiocheński, Do Kościoła w Magnezji, IX, 1.
[8] Justyn Męczennik, Dialog Żydem Tryfonem, X, 3.
[9] List Barnaby, XV, 9.
[10] Didache, XIV, 1.
[11] Tertulian, O bałwochwalstwie, XIV, 7.
[12] Aboda zara, 6a.
[13] Hipolit, Komentarz do Daniela, IV, 23, 3. Wspomniany tekst Hipolita patrz choćby w: J. Naumowicz, Geneza chrześcijańskiej rachuby lat, Kraków 2000, s. 72, przypis nr 126.
[14] Por. V. Valens, Anthologiarum, 5,10.

SPRZECZNOŚCI W STARYM TESTAMENCIE?

Niniejszy tekst jest odpowiedzią na tekst Bogdana Motyla pt. Biblia i jej sprzeczności[1], zamieszczony w serwisie racjonalistycznym Mariusza Agnosiewicza. W tekście tym Motyl próbuje za pomocą różnych tekstów ze Starego Testamentu zarzucić Biblii sprzeczności. Postaram się niżej odpowiedzieć na te zarzuty. Dla ułatwienia odróżnienia moich wypowiedzi od wypowiedzi Motyla jego tekst zaznaczam kursywą, zaś swój tekst pozostawiam bez zmian formatu czcionki. Z tekstu wycinam końcówkę, w której autor zabłądził i kompletnie odchodząc od tematu swego tekstu, snuje dywagacje o sprawach krzyży, medalików, wiedzy synów Lota o przyrodzie, o Apisie itd. Nic to nie wnosi do zaproponowanego przez niego tematu artykułu.

Polemika:

Naukowiec, który by dowodził, że krążenie pierwiastków jest prawem przyrody; że cząstka, będąca dzisiaj składnikiem ciała każdego człowieka, nawet Nieomylnego Wojtyły, jutro może stać się własnością rośliny, a następnie osła lub innego „nieczystego” zwierzęcia, aby znowu powrócić do innego człowieka, a więc, gdyby ten naukowiec dowodził takiej metasomatozy (na wzór pogańskiej metampsychozy), uniemożliwiającej zmartwychwstanie – będzie przeklęty.

Odpowiedź:

Wstęp jest błyskotliwy, nie ma co.

Bibliści, skłonni „rozbierać” Pismo na czynniki pierwsze, mają wiele argumentów na poparcie swoich twierdzeń. Że te twierdzenia niejednokrotnie są nic niewarte, lub mocno naciąganą frazeologią, to zupełnie inna sprawa.

Odpowiedź:

Zawsze można tak powiedzieć. Co ciekawsze, w przypadku twierdzeń „racjonalistów” na temat Biblii nie tylko można tak powiedzieć, ale nawet wykazać, że ich twierdzenia niejednokrotnie są nic niewartą, naciąganą frazeologią.

Niedawno czytałem gdzieś tekst, pt. „Czy biblia sobie przeczy?”, w którym autor napisał: „Hebrajscy kopiści, przepisując księgi biblijne, byli nadzwyczaj skrupulatni.” A nieco dalej: „skrybowie mieli zasadę, żeby nie poprawiać niczego w księgach biblijnych.” No, jeżeli rzeczywiście, „nie poprawiali”, to przynajmniej się mylili.

Odpowiedź:

Ludzka rzecz pomylić się przy przepisywaniu czegoś.

Twierdzenie autora, że „opis potopu jest napisany z dwóch perspektyw, a cała relacja wydaje się nieco niespójna, nie świadczy o sprzeczności”, jest niepoważne.

Odpowiedź:

Niepoważne to raczej jest to, co pisze niejaki Motyl. To, że jakieś opisy nie są spójne, bowiem się od siebie różnią, nie znaczy jeszcze, że sprzeczne. Każde dwa opisy, dokonane nawet przez naocznych świadków jakiegoś wydarzenia, będą się od siebie różnić w szczegółach, nigdy nie będzie można ich ostatecznie uzgodnić, co nie znaczy od razu, że są sprzeczne, a opisywane wydarzenie nie nastąpiło. Sprzeczność a różnica to dwie zupełnie różne rzeczy i z logicznego punktu widzenia jedno nie równa się drugiemu.

A o czym, w takim razie to świadczy? Był jeden potop i miał określony przebieg. Dwóch autorów, naocznych świadków, relacjonuje go inaczej. Ale Autor znajdując „okoliczności łagodzące”, pyta: „ale czy jest sprzeczna”? To jest charakterystyczna linia obrony wiarygodności biblii, stosowana przez Kościół i „znawców” biblii.

Odpowiedź:

Trudno się dziwić pewnym biblistom, że ostrożnie wyciągają wnioski w stosunku do tekstu Biblii. Przecież widzenie gdzieś sprzeczności często po prostu jest efektem naszej niewiedzy. Wielu rzeczy nie wiemy tak naprawdę o tamtych czasach, kiedy pisano ST. W bardzo wielu miejscach nie rozumiemy po prostu tamtych ludzi, właśnie przez to, że wciąż nasza wiedza o tamtych czasach jest bardzo skromna. Niby te badania nad starożytnym światem posunęły się w ciągu ostatnich stu lat mocno do przodu, ale to tylko wtedy, kiedy patrzy się z punktu widzenia naszej dawnej niewiedzy. Kiedy patrzy się z perspektywy tego, co jeszcze powinniśmy wiedzieć, wciąż niewiedza jest znaczna. Jeśli ktoś redagował opowiadanie o potopie w Pięcioksięgu i rzeczywiście była tam sprzeczność, to on niby tego nie dostrzegł przy łączeniu tych opowiadań (znał przecież dobrze język, w jakim to redagowano), tylko dopiero dostrzegli to tacy geniusze jak Motyl i Agnosiewicz? Tak często się dziś mniema, że dopiero jacyś wybitni badacze w epoce Oświecenia odkryli w Biblii sprzeczności, których całe tysiące lat nikt nie mógł dostrzec (włącznie z tymi, którzy tworzyli te teksty w ST), ale wydaje mi się, że ci ateiści, którzy tak ostro jak Motyl piszą o sprzecznościach w opowiadaniu o potopie, ulegają po prostu mniemaniu o swej większej wiedzy od wiedzy tych, którzy znane nam dzisiaj z Księgi Rodzaju opowiadanie o potopie stworzyli. Bardzo łatwo ulec złudzeniu swej wielkości, także w zakresie wiedzy. Tymczasem jest tak, że im więcej człowiek wie, to tym bardziej zdaje sobie sprawę, jak mało wie. Im zaś mniej wie, tym bardziej wydaje mu się, że wie nie wiadomo ile. Nie widzę powodu, żebyśmy tak pochopnie jak Motyl musieli oceniać tamtych autorów, tym bardziej że to oni wiedzieli wszystko o swych czasach, kulturze, języku, a nie my. My już dostępu do tej wiedzy nie mamy, a wyrokujemy o tamtych pisarzach, jakbyśmy wiedzieli o ich kulturze nie wiadomo ile, nawet więcej niż oni sami. Trudno, że tak zachowuje się Motyl i jemu podobni, ich cele są jasne, przeakcentować wszystko w celu osiągnięcia swych antychrześcijańskich celów (których nawet nie maskują); ale ludzie rozsądni i rozważni, nietargani jakimiś uprzedzeniami, powinni być ostrożniejsi wobec pochopnych sądów o Piśmie. Tym samym postawa wyżej wspomnianego biblisty, który tak właśnie ostrożnie podchodzi do opowiadania o potopie, jest godna uznania.

Żadnych naukowych dowodów, tylko argumentem jest naiwne pytanie.

Odpowiedź:

Jakich niby „naukowych dowodów”? Czy krytykowany przez Motyla autor ma udowadniać, że coś, co się od siebie różni, jest sprzeczne? Niech wpierw udowodni to Motyl, niech poda naukową lub logiczną definicję sprzeczności, skoro komuś ją zarzuca. Jak na razie poza pustosłowiem nie podaje Motyl nic.

A w ogóle, skąd pewność, że to „przynajmniej dwóch synów Noego” pisało relację o potopie? Przede wszystkim na pewno nie spisali tego synowie Noego, bajkowej postaci biblijnej. Dlaczego zaraz im się przypisuje autorstwo? Dlatego, że przeżyli? Jeżeli synowie Noego poszli w ślady tatusia, który nadużywał wina, i w czasie potopu byli w stanie, w jakim ich ojciec się obnażał, to można wytłumaczyć sprzeczność relacji.

Odpowiedź:

Nie znam nikogo wśród biblistów, kto twierdziłby dziś, że synowie Noego spisali opowiadanie o potopie. To, co pisze Motyl, to jakieś nieporozumienie, a polemizuje on co najwyżej sam ze sobą.

Istniejąca różnica w opisie potopu skłania do przypuszczenia, że była ona ustnie przekazywana przez wieki z pokolenia na pokolenie, aż wreszcie ktoś ją spisał. Dlaczego w dwóch wersjach, tego nie wiemy. Potop przeszedł do żydowskiej tradycji z Babilonu, a więc zajmowanie się tu jego wiarygodnością jest bezcelowe.

Odpowiedź:

Jakoś Motyl tego nigdzie nie udowodnił. Jest to jedynie takie „ja tak mówię”, i już.

W „Gilgameszu” starszym o setki lat od biblii, nie ma podobnych sprzeczności. Jest jedna relacja, i żadnych konfabulacji.

Nauka wykazała już tyle sprzeczności, przekłamań oraz świętego, acz niezwykle pożytecznego urabiania ideologii do potrzeb w tłumaczeniach biblijnych, że doprawdy, trzeba dużo złej woli, aby bez cienia krytycyzmu bronić wiarygodności pisma św.

Odpowiedź:

„Nauka wykazała”, bo tak napisał Motyl. Jeśli to prawda, to po co w ogóle komukolwiek do szczęścia jego tekst lub strona jego szefa, Agnosiewicza? Jakoś pewnie nie jest to wcale takie oczywiste, że nauka „wykazała”.

Piszę dla Czytelników, którzy potrafią myśleć.

Odpowiedź:

Czytaj: „myśleć” tak, jak im podyktuje wcześniej Motyl.

i analizować

Odpowiedź:

Zobaczymy więc, jak umie „analizować” Motyl. Niech nam pokaże, co to jest prawdziwe „myślenie i analizowanie”.

O opinię klerykałów lub „znawców” biblii, nie dbam, bowiem zazwyczaj są to ludzie „zakochani” w Piśmie świętym, i w żadnym razie nie stać ich na jakikolwiek obiektywny osąd.

Odpowiedź:

I vice versa. Antyklerykałowie to bardzo często osobnicy agresywni, nienawidzący Biblii i chrześcijan, wypowiadający się pogardliwie o Biblii i chrześcijanach (czego dobrym przykładem jest Motyl i niniejszy jego tekst). To ma być wzór obiektywizmu na temat chrześcijaństwa? Jeśli tak, to ja dziękuję.

Chcę słów kilka poświęcić tak zwanemu „dekalogowi”, który właściwie nie wiadomo, czemu służy? W świetle „wytycznych” Jahwe, które jawią się w biblii, można wysunąć tezę, że Wszechmocny w końcu zgłupiał z nadmiaru nauk, i pogubił się w tej całej katechizacji Izraelitów.

Odpowiedź:

To już jakiś czysty bełkot.

Bibliści i tak zinterpretują niżej przytoczone sprzeczności na korzyść wiarygodności oraz boskości Pisma świętego… Oni pseudonaukowymi wywodami udowodnią, że mają rację, a ktokolwiek inaczej interpretuje zapisy Pisma św., myli się.

Odpowiedź:

Cóż, Motyl ma więc okazję wywodami „naukowymi” udowodnić, że bezdyskusyjnie są to sprzeczności. Czy ktokolwiek związał mu ręce? Chyba nikt, zobaczymy, jak mu to pójdzie.

Oto, jakie sprzeczności zalecał Jahwe „wybranemu ludowi”.

I PRZYKŁAD. Jahwe żałuje dzieła stworzenia człowieka:

I rzekł Bóg: uczynię ludzi na obraz Nasz i podług podobieństwa Naszego..” (IMoj: I,26)

Pożałował wtedy Wiekuisty, że stworzył człowieka na ziemi i ubolewał w sercu Swoim.” (I Moj:VI,6)

Odpowiedź:

Mamy tu do czynienia z antropomorfizmem. Jest to gatunek literacki, który polega na tym, że autor biblijny opisuje zachowania Boga przenośnie, za pomocą cech ludzkich. Tylko ignorant nie znający podstawowych gatunków literackich stosowanych przez autorów Biblii może brać to dosłownie i doszukiwać się w tym jakiejś sprzeczności z innym tekstem Biblii. Tylko ignorowanie antropomorfizmów w Biblii może doprowadzić do takich wniosków w przypadku tak dosłownej interpretacji Biblii. Zgodnie z takim rozumowaniem Bóg powinien też mieć skrzydła, jak to wynika z Ps 91,4! Równie niepoważne byłoby na przykład dosłowne branie opisów antropomorfizujących cechy zwierząt i doszukiwanie się w tym jakiejś sprzeczności z czymś innym. Jak widać, Motyl nie ma pojęcia o podstawowych gatunkach literackich stosowanych przez autorów starożytnego Bliskiego Wschodu, a już zabiera się za krytykowanie Biblii. Równie naiwne byłoby krytykować jakiegoś poetę za to, że nazwał słońce wielką pomarańczą, bo przecież słońce nie jest wielką pomarańczą.

II PRZYKŁAD. Zakaz oglądania Pana pod groźbą śmierci:

I rzekł Wiekuisty do Mojżesza: Znijdź, przestrzeż lud, aby się nie porywał do Wiekuistego, aby widzieć, bo padłoby zeń mnóstwo.” (II Moj: XIX,5)

I rzekł Wiekuisty do Mojżesza: Tak powiesz synom Izraela, i wyście widzieli, żem z nieba przemawiał do was.” (II Moj: XX, 22)

Odpowiedź:

Motyl nie rozumie nawet prostego tekstu. Przecież w drugim z przytoczonych przez niego tekstów nie jest powiedziane, że lud widział Boga, tylko widział, że Bóg do nich przemawia. I tylko tyle, nie jest tu wcale powiedziane, że lud „widział Boga”. Równie dobrze można by ze zdania „widzę, że rozumiesz” wnioskować, że następujący w mózgu proces rozumienia czegoś jest do uchwycenia za pomocą oczu. Nie ma między powyższymi tekstami żadnej sprzeczności.

III PRZYKŁAD. Wszechmocny deklaruje dozgonną mściwość:

Ja, Wiekuisty, Bóg twój, Bóg zawistny, pomny winy na synach, na wnukach i prawnukach tych, którzy mnie nienawidzą.” (II Moj: XX, 5)

Opoka, On, nieskazitelne zrządzenia Jego, bo wszystkie drogi Jego prawem. Bóg rzetelny i bez krzywdy, sprawiedliwy i prawy On.” (V Moj: XXXII, 4)

Odpowiedź:

Gdzie tu ma być sprzeczność? Czy to, że Bóg pamięta winy tych, którzy go nienawidzą, oznacza od razu, że jest to sprzeczne z tym, co podaje drugi tekst, tzn. że Bóg jest sprawiedliwy? Taka argumentacja nie ma żadnego sensu.

IV PRZYKŁAD: Raz jeszcze o „oglądaniu” Pana:

I rzekł Wiekuisty (do Mojżesza): Nie będziesz jednak mógł zobaczyć oblicza Mojego, gdyż nie może ujrzeć Mnie człowiek i pozostać żywym.” (II Moj: XXXIII, 20)

I rozmawiał Wiekuisty z Mojżeszem twarze w twarz, jakoby rozmawiał kto z towarzyszem swoim; poczem wracał do obozu..” (II Moj: XXXIII, 11)

Odpowiedź:

W drugim przykładzie czytamy, że Mojżesz rozmawiał z Bogiem „twarzą w twarz”. Sam sposób użycia tego zwrotu w Biblii wyklucza jednak czasem takie bezpośrednie widzenie i nie musi być rozumiany aż tak dosłownie. Dobrym przykładem tego jest Pwt 5,4, który też podaje, iż Bóg przemawiał do Żydów z płonącej góry „twarzą w twarz”, choć jednocześnie zaledwie jeden rozdział wcześniej ten sam tekst z Pwt podaje (4,15), że gdy Bóg przemawiał do Żydów z tej góry ognia, to wtedy oni „nie widzieli postaci”. Podobnie czytamy w podanym przez Motyla fragmencie Wj 33,11: „A Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz (panim ‘el-panim), jak się rozmawia z przyjacielem”. Gdyby Mojżesz widział twarz Boga, nie prosiłby kilka wierszy dalej: „I rzekł Mojżesz: «Spraw, abym ujrzał Twoją chwałę»” (Wj 33,18), na co Bóg odpowiedział: „Nie będziesz mógł oglądać mojego oblicza, gdyż żaden człowiek nie może oglądać mojego oblicza i pozostać przy życiu” (Wj 33,20). Dalej Bóg obiecuje Mojżeszowi, że pokaże mu się tylko od tyłu, lecz swego oblicza mu nie ukaże (Wj 33,23). Jak widać po tych przykładach, biblijny zwrot „twarzą w twarz” (panim ‘el-panim) nie musi więc być rozumiany aż tak dosłownie, że ktoś ogląda czyjeś oblicze, patrząc mu w oczy. Zwrot ten może opisywać jedynie sam fakt przebywania w pobliżu kogoś. Motyl nie widzi tego w przypadku „cytowanego” przez niego Wj 33,11, bo wyrwał go z kontekstu. Gdyby przeczytał ten tekst choćby do wersu 23, to zobaczyłby sam, że zwrot panim ‘el-panim nie musi być rozumiany aż tak dosłownie, że ktoś ogląda czyjąś twarz. Nie ma tu więc sprzeczności z wersem poprzednim, w którym Bóg mówi, że człowiek nie może patrzeć na Boga.

V PRZYKŁAD. O pohańbieniu niewiasty:

A kto shańbi kobietę zamężną, kto shańbi żonę bliźniego swego, wydani będą na śmierć, hańbiący i shańbiona.” (III Moj: XX, 10)

A gdy pan spał z kobietą i obcował z nią a ona niewolnicą, oddaną mężowi, lecz jeszcze nie wykupiona, albo wolnością jeszcze niedarowaną; śledztwo niechaj będzie, nie będą zabici, gdyż zwolniona nie była.” (III Moj: XIX, 20)

Odpowiedź:

Drugi tekst mówi o kobiecie jeszcze niezamężnej, pierwszy o mężatce. Dotyczą więc ich różne kary prawa o różnej surowości. Nie ma tu sprzeczności, bo teksty te dotyczą kobiet o różnym statusie matrymonialnym. Nie może być sprzeczności między tekstami, które mówią o czymś innym. Powyższe zestawienie jest naciągane – lub w najlepszym przypadku czysto omyłkowe.

VI PRZYKŁAD. O cudzoziemcach:

A gdy zamieszka u ciebie cudzoziemiec, w kraju waszym, nie uciskajcie go! Jak każdy z krajowców między wami będzie u was cudzoziemiec, zamieszkały przy was, i będziesz go miłował jak samego siebie; gdyż cudzoziemcami byliście na ziemi Micraim [tj. Egpit – przyp.BM].” (III Moj: XIX, 33-34)

Cudzoziemcowi możesz lichwę dawać, ale bratu twemu nie dawaj lichwy, aby błogosławił ci Wiekuisty, Bóg, twój we wszelkim przedsięwzięciu rąk twoich, na ziemi, do której wchodzisz, abyś ją posiadł.” (V Moj: XXIII, 21)

Odpowiedź:

Tutaj jak wyżej. Teksty te tyczą się zupełnie różnych spraw. Pożyczanie na procent nie ma nic wspólnego z „uciskaniem innych narodów”. Przecież to niepoważne. Równie dobrze można by dziś oskarżać o „uciskanie narodów” banki kredytowe, które pożyczają innym na procent. Powyższe zestawienie Motyla jest wręcz absurdalne.

VII PRZYKŁAD. Jahwe nakazuje okraść Egipcjan:

Nie kradnij” (II Moj: XX, 15)

A tak wyciągnę rękę Moją i porażę Micraim wszystkimi cudami Moimi, których dokonam pośród niego. (..) i będzie, że gdy pójdziecie, nie pójdziecie z niczym. Lecz wypożyczy każda niewiasta u sąsiadki swojej i u mieszkanki domu swego – naczyń srebrnych i naczyń złotych i szat i włożycie to na synów waszych i na córki wasze i złupicie Micrejczyków.” (II Moj: III, 20-22; II Moj: XII, 35-36)

Odpowiedź:

Żydzi i chrześcijanie wierzą, że prawo moralne zawarte w siedmiu ostatnich przykazaniach Dekalogu obowiązuje wszystkich ludzi, że to jest prawo naturalne. Jednak interpretacja tej moralności za czasów Mojżesza różniła się wielce od chrześcijańskiej interpretacji moralności, którą Motyl chce transportować do starożytności. Przykazania są normami życia wewnątrz pewnej wspólnoty. Zupełnie inaczej traktowano wroga, który dla Żydów nie był bliźnim (por. Mt 5,43). Na przykładzie nierządnicy Rachab (Joz 2,4-21), której zachowanie według dzisiejszych norm obyczajowych kwalifikowało się jako zdrada własnego narodu, w Hbr 11,31 zasługuje na pochwałę za to, że „przyjęła gościnnie wysłanych na zwiady”. Egipcjanie byli dla Żydów narodem wrogim, tak więc pozyskanie ich srebra i złota nie było zgodnie z ówczesną moralnością kradzieżą, lecz złupieniem wroga. Przemyślność zaś, która pozwoliła obejść się bez strat własnych – taktyką wojenną.

VIII PRZYKŁAD. Jahwe nakazuje zabijać:

Nie zabijaj” (II Moj: XX, 13)

Jeżeliby miał kto syna rozpustnego i krnąbrnego, któryby nie słuchał głosu ojca swego i głosu matki swojej… ukamienują go wszyscy mieszkańcy miasta kamieniami na śmierć.” (V Moj: XXI, 18-21)

Kto uderzy ojca swego, albo matkę swoją, śmiercią ukarany będzie.” (II Moj. XXI, 1)

Jeżeli w podkopie schwytany będzie złodziej, a pobitym zostanie na śmierć, nie będzie o niego winy krwi.” (tamże: XXII,1)

Kto ofiaruje bogom, oprócz Wiekuistemu, wytępiony będzie.” (tamże: XXII,19)

Tedy rzekł Wiekuisty do Mojżesza: Wyprowadź bluźniercę za obóz i niech… ukamienuje go zbór cały.” (III Moj: XXIV,14)

Jeślibyś usłyszał, że w którymkolwiek z miast twoich.. powiadają.. pójdźmy, a służmy bogom cudzym.. to pozabijaj mieszkańców miasta tego ostrzem miecza.. i bydło też podaj ostrzu miecza.” (V Mój: XIII,13-16)

Odpowiedź:

Bóg w Dekalogu zakazuje mordować. Nie znaczy to jednak, że nie może ustanawiać kary śmierci za przekroczenie swych praw. On jest dawcą życia, On może je odbierać. Równie absurdalne byłoby wytykanie np. policji niekonsekwencji tylko dlatego, że w celu obrony prawa i czyjegoś życia pozbawia przestępcę życia (np. terrorystę). Nie ma pomiędzy powyższymi tekstami żadnej sprzeczności.

IX PRZYKŁAD. O miłości bliźniego:

Nie miej w nienawiści brata twojego w sercu twoim i napominać napominaj bliźniego twego, abyś nie ponosił grzechu za niego; nie pomstuj i nie chowaj gniewu na synów narodu twego, a miłuj bliźniego twego jak samego siebie: jam Wiekuisty.” (III Moj: XIX: 16-18)

Jeżeli zaś zajdzie wypadek, tedy ustanowisz życie za życie, jeżeli oko za oko; jeżeli ząb za ząb; jeżeli ręka za rękę; jeżeli noga za nogę.” (II Moj: XXI, 23-24)

Złamanie za złamanie; oko za oko; ząb za ząb: jako on zadał kalectwo człowiekowi, tak i jemu niech zadane będzie.” (III Moj: XXIV,20)

Odpowiedź:

Tu podobnie jak wyżej. Żydzi mają się miłować. Przytoczony wyżej tekst z Lb 19,16-18 podaje jednak, że „jeśli zajdzie taka potrzeba”, należy w sposób surowy wobec złoczyńcy zastosować prawo odwetu, aby zło nie pleniło się bezkarnie. Nie ma tu sprzeczności. Miłość to nie pobłażliwość dla osobników stwarzających zagrożenie dla życia lub zdrowia innych.

X PRZYKŁAD. O tym, że bóg kocha wszystkich ludzi.

Bo też miłuje On (Bóg) ludy..” (V Moj: XXXII,3)

Oto ustawy i prawa, które starać się powinniście spełniać na ziemi, którą oddaje Wiekuisty, Bóg ojców twoich, tobie, abyś ją posiadł po wszystkie dni, w których żyć będziesz na ziemi: do szczętu zburzycie wszystkie miejsca, na których służyły narody, którymi zawładniecie, bogom swoim.. I rozwalicie ofiarnice ich, i skruszycie posągi ich i poświęcone gaje ich spalicie, rzeźby też bóstw ich rozbijecie, a zgładzicie imię ich z miejsca onego.” (V Moj: XII,1-3)

Odpowiedź:

Nie ma tu sprzeczności. To, że Bóg miłuje wszystkie ludy, nie znaczy, że toleruje ich kulty obcych bogów i bałwochwalstwo. Powyższy przykład jest bardzo naciągany.

Tu widzimy wyraźne zaczątki nietolerancji religijnej.. Dekalog jest deklaracją praw boga, który dla swych wyznawców zabijał „wszystkie pierworodztwa w ziemi egipskiej”

Odpowiedź:

Jak wyżej. Jeśli Bóg jest dawcą życia, może je odbierać, kiedy tylko zechce. Nie świadczy to o żadnej niekonsekwencji Boga. Wręcz przeciwnie. Bóg to nie bezmyślna maszyna, która musi działać wedle raz ustalonego kodeksu postępowania, danego przecież ludziom, a nie sobie samemu.

Nasuwa się pytanie: w końcu zabijać, czy nie? Kraść czy nie kraść? W końcu można jedno i drugie!

Odpowiedź:

W zależności od sytuacji można lub nie można czynić czegoś. Nie ma w tym niekonsekwencji, podobnie jak nie ma niekonsekwencji w tym, że np. żołnierz raz broni jednych, drugi raz zaś zabija drugich. Zabija, aby uniknąć jeszcze większej liczby ofiar.

Okazuje się, że jednakowo obowiązują nakazy jak i zakazy, które wyłożył Wszechmocny (zob. więcej: „relatywizm etyczny Biblii”, str.2076).

Odpowiedź:

Cały sęk w tym, że niejednakowo, bo w każdej sytuacji inaczej. Motyl tego oczywiście nie widzi, bo wyizolował teksty Biblii z kontekstu, stąd wydaje mu się, że wszystkie one dotyczą bez żadnej różnicy jednej i tej samej sytuacji. Tak nie jest.

Biblia jest kodeksem postępowania Izraelitów wobec „obcych”; ich kodeksem moralnym, etycznym oraz karnym. Była drogowskazem dla ludu Mojżesza, kilka tysięcy lat temu

Kościół dobrze wiedział co robi, zakazując przez całe stulecia czytania wiernym Pisma świętego.

Odpowiedź:

Biorąc pod uwagę obecną umiejętność czytania ludzi, dziś jest już nie możliwy taki zakaz. Jednak umiejętność czytania nie oznacza jeszcze rozumienia tego, co się czyta, stąd mamy potem takie wpadki u niektórych przy czytaniu Biblii. Zainteresowanych zaś tym, czy Kościół naprawdę zakazywał czytania Pisma Świętego, odsyłam do tekstu Jacka Salija na ten temat[2].

Dopiero w wyniku rewolty Marcina Lutra biblia stała się powszechnie dostępną.

Z postępem wiedzy zmniejsza się zakres cudów. Miłośnicy oraz adoratorzy biblii są tak ograniczeni w jej postrzeganiu, że widzą tylko jej boskość, a nie tło, w jakim majaczą święte teksty. Oni będą rozbierać każde słowo, analizować je, interpretować, a na krok nie zbliżą się do prawdy.

Odpowiedź:

Co jednak robią przeciwnicy Biblii? Czy oni też nie rozbierają ją na części, wyrywając nagminnie z kontekstu pojedyncze zdania i nadając im własny kontekst? Przecież widać to wręcz na każdym kroku.

Jak było widać wyżej, zarzuty Motyla co do domniemanych przez niego sprzeczności w Starym Testamencie opierają się na nieporozumieniach i jego nieumiejętnym odczytaniu tekstów, które krytykuje.

Jan Lewandowski


P R Z Y P I S Y :
[1] Por. B. Motyl, Biblia i jej sprzeczności, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,2709.
[2] Por. J. Salij, Pytania nieobojętne, Czy Kościół zakazywał czytania Pisma świętego, http://www.mateusz.pl/ksiazki/js-pn/js-pn_52.htm.

CZY TRÓJCA TO NAUKA NIEZGODNA Z PISMEM ŚWIĘTYM?

Niniejszy tekst jest odpowiedzią na tekst Mariusza Agnosiewicza pt. Trójca[1], który został zamieszczony na jego serwisie racjonalistycznym. W tekście tym Agnosiewicz stara się za pomocą różnych argumentów zaprzeczyć nauce o Trójcy Świętej. Postaram się niżej odpowiedzieć na te zarzuty. Niniejszy tekst nie powinien być jednak traktowany jako dowodzący istnienia Trójcy. Ograniczam się tu bowiem głównie do polemiki z zarzutami Agnosiewicza, nie wychodząc poza obszar zakreślony przez jego zarzuty. Jest różnica między tekstem, który odpiera zarzuty, a tekstem, który stawia sobie za cel dowieść czegoś. W tym wypadku, skoro Agnosiewicz twierdzi w swym tekście, że wedle NT Trójca nie istnieje, to on musi tego dowodzić. Ja zaś analizuję tylko argumentację Agnosiewicza, odpierając jego zarzuty. Zainteresowanym biblijnym uzasadnieniem dla dogmatu o Trójcy podam jednak w tekście odpowiednie odnośniki do bibliografii. Tradycyjnie, dla ułatwienia odróżnienia moich wypowiedzi od wypowiedzi Agnosiewicza, jego tekst zaznaczam kursywą[2].

Wielbimy Boga w Trójcy, a Trójce w Jedności, nie mięszając osób, ani dzieląc istoty… Jednakowoż oni nie są trzej Wiekuiści, lecz jeden tylko Wiekuisty; nie są trzej Wszechmogący, lecz jeden Wszechmogący. Tak więc Ojciec jest Bogiem, Syn jest Bogiem, Duch święty jest Bogiem, a jednakże nie są trzema Bogami, lecz jednym Bogiem. Bo wprawdzie każda z tych osób, wzięta z osobna, jest Bogiem i Panem, religja katolicka zabrania mówić, że jest trzech Bogów lub trzech Panów. Ojciec nie jest uczyniony od nikogo; nie jest ani stworzony, ani spłodzony. Syn jest od samego Ojca: ani uczyniony, ani stworzony, lecz spłodzony. Duch święty jest od Ojca i Syna: ani uczyniony, ani stworzony, ani spłodzony, ale pochodzący. W tej Trójcy trzy osoby są współwiekuiste i różne pomiędzy sobą"

Powyższą opinię musi podzielać każdy kto uważa się za katolika. Jeśli zgadzać się będzie z wszystkimi innymi dogmatami Kościoła, ale Trójcy nie przełknie – będzie już arianinem. "Dzisiaj, jeśli już nie ma arjan zdeklarowanych, to być może właśnie, że wszyscy chrześcijanie są arjanami w głębi duszy" (Reinach)

Odpowiedź:

„Wszyscy”? W „głębi duszy”? Skąd Reinach wie, co tkwi w głębi duszy „wszystkich”? To są sądy kompletnie nieodpowiedzialne.

Jest to jeden z najważniejszych (jak nie najważniejszy) dogmat, którym odznacza się katolicyzm. Trynitaryzm jest jest dogmatem katolickim, ale już nie chrześcijańskim (kształtował się między IV-VI w. n. e). Upatrywanie Biblii jako źródła dogmatu o Trójcy Św. jest wymysłem. Biblia przeczy temu w wielu miejscach (m.in. Mk 13,32, Mt 26,53, Rzym. 8,34, Rzym. 15,6, Dz Ap 1, 6-7).

Odpowiedź:

No to popatrzmy po kolei na wspomniane wersy, czy rzeczywiście przeczą one nauce o Trójcy:

„Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec” (Mk 13,32 – Biblia Tysiąclecia, dalej: BT).

Wers ten jest od dawna przez różnych przeciwników Trójcy[3] stosowany przeciw Boskości Jezusa, zrobił więc już jakiś czas temu swego rodzaju karierę teologiczną[4]. Z tego zwrotu zdaje się wynikać, że Jezus nie był Bogiem, bowiem tekst podaje, że przez fakt, iż Syn „nie zna” dnia i godziny końca świata, to w przeciwieństwie do Boga Ojca nie wie On wszystkiego, co Bóg przecież powinien wiedzieć. Jednakże sposób wyrażania się ludzi myślących w kategoriach powstałych na styku świata semicko-grecko-rzymskiego jest nieco inny niż nasze potoczne sformułowania i z tego punktu widzenia powyższy zwrot wcale nie musi zakładać, iż Jezus naprawdę nie wie, w którym dniu i godzinie ma nastąpić koniec świata. Semici używali czasem zwrotów, które przypisywały wiedzę na jakiś temat tylko jednej osobie, choć było wiadomo, że nie jest ona jedyną osobą, jaka musi o tym wiedzieć. Dobrym przykładem tego jest Apokalipsa, ostatni utwór NT, w którym czytamy o Jezusie i jego wiedzy:

„Oczy Jego jak płomień ognia, a wiele diademów na Jego głowie. Ma wypisane imię, którego nikt nie zna prócz Niego” (Ap 19,12-13 – BT).

Jak widzimy, wers ten wyraźnie podaje, że był taki moment, w którym tylko Jezus znał swe imię, i nie zna go nikt poza nim. Czy to oznacza, że tego imienia nie znał już Bóg Ojciec? Wcale nie. W tekście tym pada nawet identyczna konstrukcja językowa jak w Mk 13,32 – oudeis oiden – „nikt (nie) zna”. Podobnie czytamy w innym miejscu Apokalipsy:

„Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów. Zwycięzcy dam manny ukrytej i dam mu biały kamyk, a na kamyku wypisane imię nowe, którego nikt nie zna oprócz tego, kto [je] otrzymuje” (Ap 2,17, BT).

Czy skoro „nowe imię”, jakie mają otrzymać zbawieni, jest znane tylko im samym, a na przykład temu, kto im je nadał, lub Bogu, już nie? Warto odnotować, że i w tym tekście pada również identyczna konstrukcja językowa jak w Mk 13,32 – oudeis oiden – „nikt (nie) zna”.

Jak zatem w tym momencie widać, biblijny zwrot „nie zna nikt prócz” nie musi znaczyć dokładnie tego, że ktoś o czymś na pewno nie wie, i nie musi być rozumiany dosłownie. Zwrot ten posiada być może jakieś przenośnie znaczenie, a nie dosłowne. Tym samym to, że Jezus w Mk 13,32 powiedział, iż o dniu i godzinie końca świata nie wie nikt poza Bogiem Ojcem, nie musi być rozumiany tak, że Jezus miałby również nie wiedzieć o wspomnianym dniu i godzinie końca świata.

Przejdźmy do innych wersów, jakie zdaniem Agnosiewicza zaprzeczają nauce o Trójcy:

„Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów?” (Mt 26,53 – BT).

Odpowiedź:

Nie rozumiem, jak ten wers ma zaprzeczać istnieniu Trójcy. Przypuszczam, że Agnosiewiczowi chodzi tu o to, że Syn „nie może” czegoś uczynić, musi to uczynić Bóg Ojciec. Jednak to o niczym nie świadczy. Zauważmy, że w Hbr 1,10 Bóg Ojciec mówi do Syna, że ten stworzył świat. Czy to znaczy, że Bóg Ojciec „zlecił wykonanie” tego Synowi, bo sam nie mógł tego już zrobić? Wcale nie. Jak widać, to, że jedna Osoba Boska wykonuje coś jakby samodzielnie, bez udziału innych Osób Trójcy, nie znaczy, że jest tak dlatego, że sama nie jest w stanie tego zrobić. Powyższy wers nie zaprzecza temu, że Jezus jest jedną z Osób Trójcy.

Przechodzę do omówienia następnych wersów, jakie podał Agnosiewicz:

„Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej – zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami?” (Rz 8,34 – BT).

Odpowiedź:

Nie wiem, jakim cudem ten wers może zaprzeczać nauce o Trójcy. Być może Agnosiewczowi chodzi tu o to, że Jezus wstawia się do Boga Ojca za chrześcijan. Nie widzę jednak nic dziwnego w tym, że Bóg Syn nawiązuje z Bogiem Ojcem dialog w sprawie zbawienia chrześcijan. Być może Agnosiewiczowi chodzi tu o to, że z tego wersetu wynika jakoby, iż Jezus nie jest w stanie wydać wyroku potępienia na kogoś. Wers jednak tego nie stwierdza, tylko o to pyta, a to różnica. Naprawdę nie mam pojęcia, o co dokładnie chodzi tu Agnosiewiczowi. Tak czy inaczej powyższy wers nie zaprzecza temu, że Jezus jest jedną z Osób Trójcy.

Przechodzę do omówienia następnych wersów, jakie podał Agnosiewicz w celu zaprzeczenia nauce o Trójcy:

„Zapytywali Go zebrani: «Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?». Odpowiedział im: «Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą […]»” (Dz 1,6-7 – BT).

Odpowiedź:

Tutaj już nawet przy najszczerszych chęciach nie mogę wpaść na to, jak ten wers miałby przeczyć nauce o Trójcy. Być może Agnosiewiczowi chodzi tutaj o to, że Bóg Ojciec, a nie Syn „ustalił swoją władzą”, kiedy nastąpi czas „przywrócenia królestwa Izraela” (co ma też może jakoś wiązać się z Mk 13,32). Jednak jak wyżej pisałem, to, że jedna Osoba Boska wykonuje coś jakby bez udziału innych Osób Trójcy, nie znaczy, że jest tak dlatego, iż sama nie jest w stanie tego zrobić. Przecież są w NT sytuacje, gdzie Jezus podejmuje jakieś decyzje sam. Dobrym przykładem tego jest wers z J 5,21, w którym Jezus wyraźnie mówi, że ożywi „tych, których chce”. Popatrzmy też na niektóre inne wersety, z których wyraźnie widać, że jeśli Jezus zechce, to podejmuje suwerenne decyzje:

„Gdy więc go Piotr ujrzał, rzekł do Jezusa: «Panie, a co z tym będzie?». Odpowiedział mu Jezus: «Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną». Rozeszła się wśród braci wieść, że uczeń ów nie umrze. Ale Jezus nie powiedział mu, że nie umrze, lecz: «Jeśli Ja chcę, aby pozostał aż przyjdę, co tobie do tego?»” (J 21,21-23 – BT).

„Zwycięzcy dam zasiąść ze Mną na moim tronie, jak i Ja zwyciężyłem i zasiadłem z mym Ojcem na Jego tronie” (Ap 3,21 – BT).

W Mt 8,3 (por. Mk 1,41; Łk 5,13) Jezus, uzdrawiając, mówi: „Chcę, bądź oczyszczony”. Cały NT jest zapełniony sformułowaniami, w których Jezus mówi, że dokona czegoś, nie powołując się przy tym na wolę Ojca (por. J 1,43; 6,40,44; Mt 26,18; Ap 2,17 i wiele, wiele innych).

Jak widać, w powyższych decyzjach Syn nie powołuje się już na Boga Ojca, podejmując suwerenne decyzje, co ukazuje, że jest w stanie swobodnie to czynić, jeśli zechce.

Ponadto są w NT nawet sytuacje, gdzie Jezus podejmuje jakąś decyzję sam, czasem nawet nie czekając na decyzję Boga Ojca, mimo iż zwraca się do Niego. w J 17,24 Jezus zwracając się do Boga Ojca, decyduje: „Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata” (J 17,24 – BT). W tekście greckim pada tu thelo – „chcę”, które posiada też aspekt „postanawiam” coś[5] (takie znaczenie tego słowa jest obecne np. w J 5,21 czy w Dz 18,21, gdzie oznacza ewentualne postanowienie Boga, jakie może zapaść wobec Pawła).

Jak widać, w powyższych decyzjach Syn nie powołuje się już na Boga Ojca, podejmując suwerenne decyzje, co ukazuje, że jest w stanie swobodnie to czynić, jeśli zechce. Nie przeczy więc nauce o Trójcy to, że czasem Bóg Ojciec podejmie jakąś decyzję, a nie Jezus.

‚Pośrednika zaś nie ma tam, gdzie chodzi o jednego, a Bóg jest jeden’ – mówi Paweł (Gal 3, 20). Katolicy mówią: owszem, jest jeden, ale w trzech osobach.

Odpowiedź:

Ten tekst jest wyrwany przez Agnosiewicza z kontekstu i wygląda tak, jakby miał zaprzeczać nauce o Trójcy Świętej. Powyższy tekst Pawła mówi jednak nie o Trójcy Świętej, ale o pośrednikach w nadaniu Prawa i pośredniku w nadaniu obietnicy, jaką Bóg dał Abrahamowi. Obietnica ta miała dotyczyć Pomazańca. Bóg, przekazując ją Abrahamowi, nie potrzebował pośredników, tak jak w przypadku nadania Żydom Prawa, bo wobec Abrahama był tylko On sam jeden, tak jak sam jeden tylko był odbierający tę obietnicę Abraham. I tylko tyle mówi ten tekst, w żadnym wypadku nie dotycząc Trójcy Świętej.

Katolicy to te świnie z Folwarku zwierzęcego, który niechybnie przychodzi nam teraz do głowy. Tamten świat też miał swojego prawodawcę, proroka, który ułożył zasady świata zwierząt. W tym świecie zwyciężyli właśnie ich katolicy (świnie), którzy przerobili dawne prawa. Jeśli stało, że wszystkie zwierzęta są równe, świnie dopisały: owszem, wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze. Tak jak świnie do każdego przykazania dopisały swoje ‚ale’, tak i katolicy uczynili z prawem chrześcijan. Powyższe porównania katolików do świń Orwellowskich mają jednak jedną różnicę: świnie były zdecydowanie gorsze od reszty zwierząt, natomiast nie jest to takie jednoznaczne przy porównaniu katolików i chrześcijan. Raczej można się skłaniać, do odwrotnego wartościowania. Niechybnie jednak ukazuje to różnice między katolicyzmem i chrześcijaństwem, na które ci pierwsi się powołują.

Odpowiedź:

Jak z takimi kalumniami polemizować?

Nawet w ewangelii Jana, gdzie ubóstwienie Jezusa jest największe wyznaje: ‚Ojciec większy jest ode mnie’ (14, 28).

Odpowiedź:

W Hbr 2,7.9 czytamy, że jako człowiek Jezus „mało od aniołów był pomniejszony”, po czym został ukoronowany chwałą i czcią za swe cierpienia. Z tekstu tego wynika zatem, że na czas swego ziemskiego pobytu Jezus był mniejszy nawet od aniołów, co wiązało się z jego dobrowolną kenozą i uniżeniem wspomnianym w Flp 2,7-8. Skoro wedle tego tekstu Jezus był przez ten okres mniejszy od aniołów, to nic dziwnego zatem, że Jezus był w tym czasie tym bardziej mniejszy również od Boga Ojca. J 14,28 wykazuje więc tylko tyle, że Jezus, będąc na ziemi, mówi właśnie o tym swym „umniejszeniu”. Nie przeczy ten wers zatem w żadnym wypadku nauce o Trójcy. Wers ten jest zresztą po raz kolejny już wyrwany przez Agnosiewicza z kontekstu. Jego sens jest o wiele głębszy, wręcz odwrotny, niż sugeruje to Agnosiewicz, gdy tylko przeczyta się ten wers w całości, i oczywiście Agnosiewiczowi nawet nie chciało się tego sensu poszukać (strzela on tylko na oślep jakimiś strzępkami tekstów, bez próby znalezienia właściwego i pełnego sensu tych tekstów).

Popatrzmy więc przez chwilę, jak zdanie Jezusa z J 14,28 wygląda w całości, bez cenzorskiego szatkowania w wykonaniu Agnosiewicza, które to szatkowanie, jak wiadomo, często może po prostu odwrócić zupełnie znaczenie tekstu (tak jest, niestety, tym razem). A wygląda to zdanie w całości tak:

„Gdybyście mnie miłowali, to byście się radowali, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest niż Ja”.

Dlaczego Jezus powiązał radość uczniów z tym, że odchodzi, i z tym, że Ojciec jest większy od Niego? To oczywiste, Jezus mówi w tym tekście, że uczniowie powinni się radować z tego, że On idzie do Ojca, skoro teraz jest mniejszy od Niego. Ale jak już Syn do Ojca pójdzie, wtedy przestanie być mniejszy od Ojca, i to właśnie powinno być przyczyną radości uczniów. Takie znaczenie tego wersu jest oczywiste, inaczej trudno byłoby o logiczne wytłumaczenie, dlaczego uczniowie Jezusa mieliby cieszyć się z tego, że Jezus odejdzie do Ojca. Nie byłoby też jasne, co ma wspólnego ta radość uczniów i ten powrót do Ojca z tym, że Jezus jest od Niego mniejszy. Sprawa wyjaśnia się dopiero wtedy, gdy przyjmiemy, że ten powrót Jezusa do Ojca powinien napawać uczniów radością, bo wtedy Jezus już nie będzie mniejszy od Ojca, zostanie ponownie wywyższony (por. J 8,28; Dz 5,31; Hbr 7,26). Wynikający z faktu wcielenia kontrast istniejący pomiędzy uniżeniem i wywyższeniem Syna jest opisany w Flp 2,8-9. To wyjaśnienie zgadza się z tym, co napisałem wyżej zgodnie z Hbr 2,7.9, gdzie czytamy, że na czas wcielenia Jezus był mniejszy nawet aniołów (tym bardziej musiał być więc mniejszy od Ojca). Jak widać, po przeczytaniu zdania Jezusa z J 14,28 w całości okazuje się, że ma ono zupełnie przeciwne znaczenie niż to, jakie wyciąga z niego Agnosiewicz na podstawie tylko drugiego fragmentu tego zdania. Komentując owo fragmentaryczne odczytanie wyszarpanych z kontekstu słów z J 14,28, trudno takiego odczytania nie odbierać jako manipulację.

W Starym Testamencie nie ma nawet wzmianki, że Bóg jest jakąś triadą!

Odpowiedź:

W ST nie ma wielu nauk, o jakich mówi NT. Gdyby wystarczyło samo ST, nie trzeba by było pisać NT. Ten argument jest zatem obliczony na naiwność czytelników Agnosiewicza.

Gdyby Bóg był troisty to wyraziłby to bardziej jasno (jak inne mniej ważne dogmaty), a przecież chyba nie były Jego celem niepewności i rozłamy.

Odpowiedź:

Ten argument jest bezzasadny. Rozłamy powstawały w chrześcijaństwie na tle chyba wszystkich nauk, nawet tych najmocniej wyrażonych w Piśmie. To tak jakby twierdzić, że skoro ktoś w trakcie swej lektury Biblii zwątpił w to, że Bóg Biblii istnieje, i potem wywołał rozłam, i odpadł od Kościoła, to ma to być niby dowodem na to, że Biblia nie uczy w sposób jasny o tym, że Bóg istnieje. Rozłamy nie są więc dowodem na to, że Biblia o czymś nie uczy, tylko są one dowodem na słabość wiary jej niektórych czytelników.

Gdyby rzeczywiście było to prawdą, zostałoby wyraźniej zaznaczone, a nie poprzez jakieś niejasne wzmianki. Jest to  z b y t   w a ż n e   dla istoty wiary, by na podstawie niejednoznacznych słów wywodzić to z Biblii. Poza tym ludzie w początkach chrześcijaństwa  p i s a l i b y  o tym, natomiast pisarze Chrześcijańskich Pism Greckich, którzy żyli w pierwszych wiekach naszej ery,  n i e   m ó w i ą   o   t y m   n i c.

Odpowiedź:

Ten argument jest również naciągany. Biblia to nie tekst pełen pustych formułek, lecz przesłanie oparte na opisie żywych wydarzeń. Nawet zresztą gdyby był taki fragment z jakąś wyraźną definicją Trójcy dla odpornych na wyciąganie prostych wniosków z jasnego tekstu, to jak sądzę, Agnosiewicz i tak by zaraz taki fragment okrzyknął mianem „późniejszego dopisku”, czyniąc to tylko dlatego, że by mu ten tekst nie pasował do jego walki z najbardziej fundamentalnymi prawdami chrześcijaństwa.

Tylko dla kogoś, kto się zaprze rękami i nogami, nauka o trzech Osobach Boskich nie wynika z Biblii. Na ten temat można napisać całą rozprawę składającą się z kilku rozdziałów tekstu, na co tutaj niestety nie pozwala mi już miejsce, więc odsyłam do pewnego obszernego opracowania w tej kwestii[6], zamieszczonego również w całości w Internecie[7].

W II wieku myśliciele chrześcijańscy nie uznawali, że Chrystus jest współistotny Bogu Ojcu, lecz przyznawali mu ‚drugie miejsce po niezmiennym i wiecznym Bogu, Stwórcy świata’ (1 apologia św. Justyna, 13). Podobnie uważał Ojciec Kościoła Ireneusz (Adversus haereses 2, 28, 8) oraz największy teolog kościelny pierwszych wieków chrześcijaństwa – Orygenes, który pisał o Chrystusie: ‚nie jest potężniejszy niż Ojciec, lecz posiada mniej władzy. Tego nauczamy, bo dajemy wiarę jego własnym słowom, gdy mówi, że Ojciec, który go posłał, ‚większy jest ode Mnie” (Contra Celsum 8, 15).

Odpowiedź:

Tutaj Agnosiewicz, niestety, przemilcza, jak w pełni przedstawiało się nauczanie wspomnianych pisarzy o Jezusie, a przez to fałszuje ich nauki. To, że Justyn i Ireneusz nie uczyli o współistotności Syna z Ojcem, zaś Orygenes przyznawał Synowi mniejszą władzę od Ojca (tzw. subordynacjonizm), nie rozstrzyga jeszcze o tym, że nie uważali Jezusa za Boga (wręcz przeciwnie, jak zaraz ukażę). Taki wniosek jest równie absurdalny jak twierdzenie, że skoro sprzątaczka w banku ma mniejszą władzę od szefa banku, to już nie może mieć takiej samej natury jak jej szef, tzn. natury ludzkiej. Tym samym fakt, że Jezus miał zdaniem tych pisarzy umniejszoną rolę względem Boga Ojca, nie znaczy jeszcze, że stał niżej od Niego na ontologicznej drabinie bytowej, nie będąc już Bogiem. Nierówność pomiędzy dwoma osobami w zakresie sprawowanych funkcji nie wyklucza jeszcze ich tożsamości ontologicznej. Dla Ireneusza Jezus był najprawdziwszym Bogiem Jahwe, i tak samo dla Orygenesa. Można to wykazać kilkoma sposobami, odwołując się do pism wspomnianych autorów.

Na sam początek popatrzmy, co na przykład uczy Orygenes o istnieniu Jezusa: „Nikt bowiem nie może godnie pojąć niestworzonego i pierworodnego wszelkiego stworzenia, tylko Ojciec, który go zrodził”[8].Ale to nie jedyna wskazówka, że Orygenes uważał Jezusa za istotę niestworzoną, czyli najprawdziwszego Boga. Niejaki Pamfil z Cezarei (zmarł śmiercią męczeńską w 309 roku), zapalony kolekcjoner prac Orygenesa, który samodzielnie przepisał większą część jego dzieł,[9] napisał dzieło pt. Obrona Orygenesa. Składało się ono z pięciu ksiąg, szóstą dodał potem Euzebiusz jako częściowy współautor dzieła[10]. Do naszych czasów zachowała się tylko pierwsza księga dzieła Obrony Orygenesa. Autor zauważa w niej, że zarzucanie Orygenesowi, iż uczył o Synu jako istocie stworzonej, jest poważnym wypaczeniem i niezrozumieniem prawdziwej nauki Orygenesa. Pamfil w tym celu używa cytatów z dzieł Orygenesa. Oddajmy więc głos Pamfilowi i zobaczmy, jakie słowa Orygenesa na temat Syna Bożego on zacytuje. Jak pisze o Jezusie Orygenes cytowany przez Pamfila za Komentarzem do Listu do Hebrajczyków, „nie było takiej chwili, w której nie istniał”[11].

Orygenes powtarza to w swym Komentarzu do Listu do Rzymian, gdzie pisze, że „wedle Ducha [Jezus – przyp. J.L.] zaś istniał wcześniej i nie było takiego czasu, w którym nie istniał”[12]. Następnie w swym dziele O zasadach[13]Orygenes pisał: „Dlatego wierzymy, że Bóg zawsze jest Ojcem swego Jednorodzonego Syna, który wprawdzie narodził się z Niego i od Niego pochodzi, jednakże bez jakiegokolwiek początku – ani takiego, który da się określić w czasie, ani takiego, który można sobie wyobrazić wyłącznie rozumowo, i że tak powiem, zauważyć jedynie w umyśle i w duszy”[14].

Jak widać, dla Orygenesa Jezus istniał odwiecznie, bowiem Orygenes pisał o nim, że jest on „niestworzony”. Jak wiemy, wedle Biblii tylko Bóg jest niestworzony, więc dla Orygenesa Jezus był najprawdziwszym Bogiem. Orygenes zresztą nazwał Jezusa „prawdziwym Bogiem”[15] w swym wspomnianym dziele pt. Przeciw Celsusowi, które Agnosiewicz zna, skoro je wyżej cytuje (dziwne więc, że przemilczał ten fakt).

Agnosiewiczowi wydaje się wyżej, że skoro Orygenes mógł w swym Przeciw Celsusowi napisać, że Jezus ma mniejszą władzę od Boga, to dla niego od razu Jezus nie mógł być już z tych powodów Bogiem takim jak Bóg Ojciec. Tymczasem takie rozumowanie jest w tym miejscu zwykłym złudzeniem i zdradza od razu nieznajomość nauki Orygenesa, który utożsamiał Jezusa z Bogiem Jahwe.

W swym dziele pt. Homilie o księgach Rodzaju, Wyjścia, Kapłańskiej (tom I) Orygenes pisał:

„[…] sam Chrystus mówi przez usta proroka: «Zbliżcie się do mnie, a ja zbliżę się do was, mówi Pan», i w innym miejscu: «Ja jestem Bogiem, który się zbliża, a nie Bogiem z daleka»”[16].

W którym miejscu Chrystus miał powiedzieć te słowa „przez usta proroka”? W księgach Zachariasza 1,3 i w Jeremiasza 23,23, skąd Orygenes przytoczył te dwie wypowiedzi Jahwe. Kiedy zajrzymy do tych miejsc ST, to okazuje się, że tam słowa te wypowiada właśnie Jahwe. Tym samym wyraźnie tu widać, że Orygenes przypisując Jezusowi słowa Jahwe z Za 1,3 i Jr 23,23, wyraźnie utożsamia Jahwe Boga z Chrystusem. Innymi słowy, dla Orygenesa Jahwe mówiący w tych dwóch miejscach ST to był po prostu nikt inny jak sam Jezus. W obu tych tekstach można nawet znaleźć imię Boże Jahwe w tekście hebrajskim.

Ale to nie jedyne miejsce wspomnianego dzieła Orygenesa, gdzie dokonuje on takiego utożsamienia. Inne takie utożsamienie znajdujemy w innym miejscu wyżej cytowanego dzieła Orygenesa, gdzie pisał on:

„A zatem «spadnie na nich przerażenie i strach», gdy ujrzą tkwiący w nas mocno znak krzyża i dostrzegą «wielkość owego ramienia», które Pan rozpostarł na krzyżu, tak jak sam powiedział: «Przez cały dzień wyciągałem ręce moje do niewiernego i sprzeciwiającego mi się ludu» […]. Jezus natomiast, który po wyniesieniu na krzyżu miał ramionami swymi objąć cały świat, powiada: «Wyciągnąłem ręce swoje do ludu niewiernego i opornego»”[17].

W obu powyższych przypadkach Orygenes przypisuje Jezusowi wypowiedzenie słów z Iz 65,2. Kto zaś w Iz 65,2 wypowiada słowa o wyciąganiu rąk do ludu niewiernego? Jahwe Bóg (por. Iz 65,7). Zatem po raz kolejny widać, iż dla Orygenesa Jezus to był Jahwe.

W innym swym dziele Orygenes pisał podobnie:

„[…] Chrystus mówi u proroków: «Służył mi lud, którego nie znałem, na pierwsze wezwanie był mi posłuszny», oraz «Dałem się znaleźć tym, którzy mnie nie szukali, ukazałem się tym, którzy mnie nie pytali»”[18].

Jakie słowa „proroków” Orygenes przypisuje w tym miejscu Chrystusowi? Są to dwa cytaty. Pierwszy pochodzi z Ps 18,44-45, drugi zaś pochodzi z Iz 65,1. To drugie przytoczenie jest w tym miejscu istotniejsze, bowiem w Iz 65,1 mówi właśnie Jahwe (por. Iz 65,7). Tym samym znów wyraźnie tu widać, że Orygenes, przypisując Jezusowi słowa Jahwe z Iz 65,1, wyraźnie utożsamia Jahwe Boga z Chrystusem[19].

Wyraźne utożsamienie Jezusa z Jahwe Bogiem znajdujemy również w innym miejscu Orygenesowego Przeciw Celsusowi, gdzie czytamy:

„Trzeba jednak wiedzieć, że Słowo za pośrednictwem Izajasza obiecuje sprawiedliwym, iż przyjdą dni, gdy w odnowionym świecie «słońce nie będzie więcej światłością, lecz Pan będzie dla nich światłością wieczną, a Bóg ich chwałą»”[20].

W tym miejscu Orygenes przypisuje Jezusowi słowa z Iz 60,19. Kto zaś wypowiedział te słowa w Iz 60,19? Kiedy zajrzymy do tekstu z Iz 60,19-22, to wtedy znów zobaczymy, że Orygenes przypisuje Jezusowi słowa Jahwe, po raz kolejny utożsamiając Jahwe z Chrystusem.

W II tomie wyżej wspomnianego dzieła Orygenesa pt. Homilie o księgach Rodzaju, Wyjścia, Kapłańskiej, czytamy:

„Chrystus przybrał sobie Kościół w prostej wierze, «za żonę wziął dziewicę ze swego rodu»”.

Następnie Orygenes rozwija tę myśl:

„Tak bowiem już dawno obiecał, przemawiając przez proroka: «Poślubię cię przez wiarę»”[21].

Przez którego proroka ST Jezus miał wypowiedzieć, zdaniem Orygenesa, słowa „Poślubię cię przez wiarę”? Słowa takie czytamy w Oz 2,22. Wypowiada je tam sam Jahwe – i mamy tym samym kolejny dowód na to, że dla Orygenesa Jezus był po prostu Jahwe z ST.

Natomiast o Trójcy Orygenes pisał:

„Nie jest bowiem tak, że Duch Święty kiedyś dawniej był czymś innym i dopiero w wyniku rozwoju doszedł do tego, że stał się Duchem Świętym […]. Gdyby tak było, to Duch Święty nigdy nie znajdował by się w jedności Trójcy, to znaczy w zjednoczeniu z nieodmiennym Ojcem i Jego Synem, chyba że zawsze był Duchem Świętym”[22].

W innym swym dziele Orygenes pisał o Trójcy:

„Istnieje jednak jedno źródło tych studni: jedna jest bowiem substancja i natura Trójcy”[23].

Kawałeczek dalej Orygenes pisze o Jezusie, „który wprawdzie istnieje w swej własnej substancji, ale wraz z Ojcem i Duchem Świętym nosi nazwę źródła Bóstwa”[24].

Dlaczego tych wszystkich fragmentów z dzieł Orygenesa nie zacytuje Agnosiewicz, tylko aby dowieść tego, że Orygenes nie uważał Jezusa za prawdziwego Boga, cytuje on jakieś zmanipulowane przez siebie skrawki cytatów, nadając im swój własny kontekst? Widocznie mamy tu do czynienia z cenzurą, która przemilcza pewne niewygodne fakty. Niewygodne, bo nie pasujące do pewnej tezy.

Natomiast co do Ireneusza, to Agnosiewicz również jest w błędzie, gdy cytując go wyżej, sugeruje, że skoro nie pisał on o Jezusie jako „współistotnym Ojcu”, to na pewno nie uważał go tym samym za Boga. Nie ma to najmniejszego znaczenia, bowiem Ireneusz za pomocą innych sposobów wyrażał swoją wiarę w to, że Jezus jest Bogiem takim jak Bóg Ojciec. W swym dziele pt. Wykład nauki apostolskiej Ireneusz pisał:

„A więc Panem jest Ojciec i Panem jest Syn, Bogiem jest Ojciec, Bogiem jest Syn, bo zrodzony z Boga jest Bogiem. I tak według substancji, swej mocy i istoty ukazuje się jeden Bóg, zaś wedle porządku naszego zbawienia to Syn i to Ojciec”[25].

Swoje wspomniane dzieło pt. Wykład nauki apostolskiej Ireneusz zakończył takimi oto słowami:

„Chwała najświętszej Trójcy i jednemu Bogu, Ojcu i Synowi i wszechmogącemu Duchowi Świętemu”[26].

U tego pisarza wczesnochrześcijańskiego również tak jak u Orygenesa znajdujemy bardzo wiele utożsamień Jezusa i Jahwe w ST. Ireneusz pisał:

„A więc jest to Słowo Boże (Logos), który zawsze jest z ludzkością i który zapowiada to, co ma nastąpić, pouczając ludzi o sprawach Bożych. To on właśnie rozmawiał z krzewu cierniowego i rzekł do Mojżesza: «Przyjrzałem się utrapieniom mojego ludu w Egipcie i zstąpiłem, aby ich wyzwolić». […] i dlatego Słowo mówi do Mojżesza: «Jestem tym, który jest»”[27].

Słowa te są oczywiście wszystkim czytelnikom Biblii dobrze znane, bowiem wypowiada je właśnie Jahwe w Wj 3,7-8.14, kierując je do Mojżesza. W Wj 3,7 pada zresztą w tekście hebrajskim imię Jahwe jako autora tych słów.

Ale to nie jedyne miejsce, gdzie Ireneusz utożsamia Jezusa z Jahwe z ST. W tym samym dziele Ireneusza również w innym miejscu znajdujemy wyraźne utożsamienie Osoby Jezusa ze słowami wyraźnie mówiącymi o Jahwe w Ps 24 (23), 8 i 10:

„[…] a ponieważ Słowo stało się ciałem, wstępowało w sposób widzialny. A ponieważ wtedy widziały go moce, to jest niżsi aniołowie, zawołały do tych, którzy byli na firmamencie: podnieście książęta, bramy wasze i unieście się bramy odwieczne, aby mógł wejść Król chwały. Na ich zdziwienie i słowa «Któż to jest?», ci, którzy go już widzieli, poświadczyli po raz drugi: «Pan dzielny i potężny, On jest Królem chwały»”[28].

W jeszcze innym miejscu swego dzieła Ireneusz pisał:

„To, że wśród nas miał się objawić – gdyż Syn Boży stał się Synem człowieczym – i że miał być uznany przez nas, którzy nie mieliśmy o nim wcześniej żadnej wiadomości, mówi samo Słowo przez Izajasza w ten sposób: «Objawiłem się tym, którzy mnie nie szukali, dałem się znaleźć tym, którzy o mnie nie pytali. I rzekłem: oto jestem dla ciebie, ludu, dla tych, którzy nie wzywali mego imienia»”[29].

W tym miejscu Ireneusz – podobnie jak wyżej Orygenes – uważa, że wypowiedziane przez Jahwe w Iz 65,1 słowa wypowiedział nikt właśnie Jezus. Zatem również dla Ireneusza Jahwe objawiający się w ST to nikt inny jak sam Jezus.

Jakie w tym świetle ma więc znaczenie to, że wedle Agnosiewicza Ireneusz nie uczył o Jezusie, że był on współistotny Bogu Ojcu? Żadne, tak czy inaczej widać, że nie ma to większego znaczenia, skoro Ireneusz uczył, iż Jezus jest Bogiem Jahwe z ST.

Jak widać, wystarczy wziąć wspomnianych przez Agnosiewicza dwóch z brzegu pisarzy wczesnochrześcijańskich z II i III wieku po Chrystusie, aby przekonać się na podstawie analizy ich pism, że dla nich Jezus był Bogiem Jahwe. Przeczy to jaskrawo nie tylko temu, co pisze Agnosiewicz, ale także temu, co pisze idący Agnosiewiczowi regularnie na pomoc w niniejszym komentowanym przez mnie tekście Deschner, który napisał, że „w II i III wieku też powszechnie nie utożsamiano jeszcze Jezusa i Boga”[30]. Za pomocą spreparowanych cytatów z dzieł Tertuliana Deschner stara się dowieść[31], że dla Tertuliana Syn był kimś, kto nie istniał od zawsze (czyli: stworzeniem), zupełnie jednak przemilczając, że Tertulian również, tak samo jak wyżej Orygenes i Ireneusz, utożsamiał Jezusa z Jahwe Bogiem. W swym dziele pt. Przeciw Prakseaszowi, dziele, które Deschner, o dziwo, próbuje wykorzystywać do tego, aby dowieść, że Tertulian uważał Jezusa za kogoś, kto nie istniał od zawsze (!), Tertulian wyraźnie utożsamił Jezusa z Bogiem Jahwe:

„Naturalnie głosimy, że i Syn ze swej strony jest niewidzialny, jako Słowo i Duch Boży, z racji stanu swej substancji oraz dlatego, że jest Bogiem; był jednak widzialny jeszcze przed wcieleniem, tak jak rzekł Aaronowi i Miriam: «I jeśli będzie prorok między wami, dam mu się poznać przez wizję i we śnie będę mówił do niego» […]”[32].

Gdzie w ST padają powyższe słowa „I jeśli będzie prorok między wami, dam mu się poznać przez wizję i we śnie będę mówił do niego”, które zdaniem Tertuliana Jezus (określany w tym miejscu przez Tertuliana jako „Syn” i „Słowo”) miał wypowiedzieć do Aarona i Miriam? Słowa te padają w Lb 12,6 i wypowiada je tam nikt inny jak właśnie Bóg Jahwe, o czym przekonujemy się, czytając ten tekst od początku, czyli od Lb 12,5. Jak zatem widać, również i dla Tertuliana Jahwe przemawiający w Lb 12,6 do Aarona i Miriam był nikim innym jak Jezusem Chrystusem. A Deschner, próbując udowodnić coś przeciwnego, zwyczajnie manipuluje faktami. Warto też wspomnieć, że Terulian pisał o Jezusie i Bogu Ojcu, że są „jednym Bogiem obaj”[33], a w swym dziele Przeciw Prakseaszowi dodawał jeszcze: „Syn wszechmogącego tak samo jest wszechmogący, jak Syn Boga jest Bogiem”[34].

O tym wszystkim oczywiście Deschner ani Agnosiewicz nam już nie pisną ani słowem, ze zrozumiałych względów.

Katolicy i im podobni nie dowierzają jednak słowom Jezusa, gdyż najwyraźniej mają jakieś pewniejsze objawienia. Początki Trójcy sięgają soboru nicejskiego z 325 r., gdzie ustalono, że Ojciec i Syn są sobie równi.

Odpowiedź:

To, że coś uroczyście ogłoszono na jakimś soborze, nie znaczy, że nauka ta nie była już obecna dużo wcześniej. Trójca jest tego najlepszym przykładem, skoro o Bogu w trzech Osobach uczono już dużo wcześniej przed soborem nicejskim. Jak było widać wyżej w jednym z podanych przeze mnie cytatów, wyraźnie uczył o Bogu w trzech Osobach Ireneusz. Uczył o nim także Hipolit, który niecałe 100 lat po Apostołach (i ponad 100 lat przed soborem nicejskim) pisał:

„Bóg bowiem jest jeden: Ojciec który rozkazuje, Syn który słucha i Duch Święty, głosi naukę”[35].

Prawie identycznie uczył w tym samym czasie Atenagoras z Aten, który już w roku 177 napisał o chrześcijanach, że „uznają Boga-Ojca, Boga-Syna i Ducha Świętego, oraz uczą o ich potędze w jedności i ich odrębności w zakresie funkcji”[36].

Urodzony zaledwie kilkadziesiąt lat po Apostołach, Tertulian pisał już ponad 100 lat przed soborem nicejskim o Trójcy, zaczynając od Jezusa:

„Syn wszechmogącego tak samo jest wszechmogący, jak Syn Boga jest Bogiem”[37].

Po czym dodawał o Duchu świętym do kompletu Trójcy:

„[…] zesłał dar otrzymany od Ojca, Ducha Świętego, trzecią osobę Bóstwa”[38].

Wspomniany wyżej Orygenes, który również żył przed soborem nicejskim, także nauczał, że Bóg jest jeden w trzech Osobach, będąc Trójcą:

„Istnieje jednak jedno źródło tych studni: jedna jest bowiem substancja i natura Trójcy”[39].

Dalej Orygenes pisze o Trójcy jako całości, gdy pisze o Synu Bożym, „który wprawdzie istnieje w swej własnej substancji, ale wraz z Ojcem i Duchem Świętym nosi nazwę źródła Bóstwa”[40].

Już ok. 70 lat przed soborem nicejskim biskup rzymski Dionizy lepiej niż ktokolwiek wyrażał swą wiarę w Trójcę:

„Stąd mogę twierdzić, że Boża Trójca schodzi się w jedno Bóstwo, [tworząc] jakby szczyt […], i jest jednym wszechmocnym Bogiem wszechrzeczy”[41].

Autorem współistotności (homouzji) jest poganin, cesarz Konstantyn (ochrzcił się dopiero na łożu śmierci) , który niepodzielnie dyktował przebieg prac i rozstrzygnięć soboru, ‚wbrew jego woli nie działo się wówczas [na soborze] nic’ (Deschner).

Odpowiedź:

Deschner nie jest w tych sprawach żadnym autorytetem, tym bardziej że jak wyżej ukazywałem, sfałszował prawdę o poglądach pisarzy wczesnochrześcijańskich na naturę Jezusa.

Teoria współistotności Ojca i Syna nie była postulowana przez żadną stronę ówczesnego konfliktu teologicznego wśród biskupów, dlatego właśnie, że nie było to hasło żadnego stronnictwa Konstantyn podsunął takie rozwiązanie, jako mało klarowne i dające możliwość swobodnej interpretacji (zakazał formułowania wykładni autentycznej, czyli obowiązującej)

Odpowiedź:

Pojęcie homouzji nie ma większego znaczenia, w obliczu faktu, zgodnie z którym wiemy, że – jak wskazywałem wyżej – wiara w Boga w trzech Osobach istniała u chrześcijan już długo przed soborem nicejskim. Pojęcie homouzji było potrzebne tylko dla celów definicyjno-formalnych, aby lepiej ująć pewne kwestie, na tle których powstał spór z Ariuszem. Nie było to potrzebne nikomu wcześniej do wiary w Trójcę, skoro jak wykazałem wyżej, inni już wcześniej w to wierzyli i nie potrzebowali do tego znajomości pojęcia homouzji.

Następnie na soborze w Konstantynopolu w 381 r. katolicyzm wypracował trzeciego Boga – tzw. Ducha św., który miał pochodzić od Ojca .

Odpowiedź:

Nonsens, z tego, co podawałem wyżej, wyraźnie widać, że setki lat przed soborem w Konstantynopolu z 381 roku chrześcijanie wierzyli, iż Duch Święty jest trzecią Osobą Boską.

W ewangelii Jana Bóg jest duchem jako taki, nie mamy rozróżnienia. Podobnie u Pawła: ‚Pan zaś jest Duchem (…)’ (2 Kor 3, 17).

Odpowiedź:

To absolutnie nie przeczy boskości Ducha Świętego, wręcz przeciwnie, może świadczyć nawet za nią.

Duch Święty znany był wcześniej w Iranie.

Odpowiedź:

I nie ma to większego znaczenia, skoro rozmaite idee religijne mogą powstawać niezależnie od siebie we wszystkich rejonach świata, jak wykazałem to na podstawie mnóstwa przykładów, np. w artykule pt. Czy Stary Testament wzoruje się na wierzeniach innych religii?

‚Antyczni chrześcijanie znajdowali w Biblii tak niewiele potwierdzeń słuszności dogmatu o Trójcy Świętej, że doszło, chyba w IV wieku, do jednej z najsłynniejszych interpolacji nowotestamentowych – fałszerstwa, które pod nazwą comma Johanneum przedostało się do wielu kodeksów biblijnych. Otóż słowa pierwszego listu Jana: ‚Trzej bowiem dają świadectwo: Duch, woda i krew, a ci trzej w jedno się łączą’ zastąpiono takimi oto: ‚trzej bowiem dają świadectwo w niebie: Ojciec i Słowo i Duch Święty, a ci trzej w jedno się łączą’ (5, 7-8)’ (Deschner ).

Odpowiedź:

Ta interpolacja nie jest nikomu niezbędna do wiary w Trójcę.

W VI wieku Kościół zachodni dodał do nicejskiego ‚Symbolu wiary’ łacińskie słowo filioque (‚i od Syna’), by wskazać, że Duch Św. pochodzi zarówno od Ojca, jak i od Syna. Ta poprawka wywołała rozdźwięk między części wschodnią i zachodnią Kościoła. W roku 876 synod biskupów w Konstantynopolu potępił papieża za działalność polityczną i za nieskorygowanie heretyckiej wstawki. Taka drobnostka stała się zaczątkiem rozpadu między wschodem i zachodem.

Odpowiedź:

To jest bez większego znaczenia.

‚Formułując naukę o Trójcy Świętej, Kościół uległ po prostu wpływowi religii pogańskich, w których okazywano cześć setkom boskich trójc. Albowiem, jak pisał już Arystoteles, ‚trójca to liczba całości, gdyż obejmuje początek, środek i koniec. W świętym obrządku nabożeństw posługujemy się właśnie tą liczbą, tak jakbyśmy z rąk natury otrzymali jej prawa’. Już Ksenokrates (IV w. p.n.e.) twierdził, że ponad wszechświatem istnieje postać trójjedyna, i wszystkie wielkie religie hellenistyczne posiadały trójce. Głoszono naukę o trójpostaciowości Apisa i trójpostaciowości Serapisa, którą tworzyli Izyda, Serapis (=Ozyrys), Horus. Trójca występowała też w religii dionizyjskiej, gdzie stanowili ją Zagreus, Fanes i Dionizos. W Italii wciąż powracano do idei triady kapitolińskiej: Jowisza, Junony i Minerwy. Istniała teologia Hermesa Trisemgistosa, Hermesa trzykroć wielkiego, trójjedynego Boga świata, o którym twierdzono, że jest ‚jako jedyny całością i trzykroć jeden’, by wspomnieć choćby o kilku trójcach z ich antycznej obfitości’ (Deschner).

Odpowiedź:

Jak już wyżej pisałem, Deschner nie jest żadnym autorytetem w tych kwestiach, tym bardziej że podobnie jak wyżej Agnosiewicz, Deschner również w drugim tomie swego dzieła pt. I znowu zapiał kur za pomocą powyrywanych z kontekstu cytatów pisarzy wczesnochrześcijańskich wypacza prawdę o tym, za kogo ci pisarze uważali Jezusa. Tym samym Deschner razem z Agnosiewiczem kwalifikuje się do szeregu podrzędnych fałszerzy historii, nie mogących uchodzić za autorytety w tej subtelnej kwestii, jaką jest historyczny proces rozwoju nauki o Trójcy. Warto też zauważyć, że Deschner, pisząc wyżej, iż nauka o Trójcy powstała pod wpływem religii pogańskich, nie daje na to żadnych dowodów. To, co wypisuje, jest więc zwykłym gołosłowiem. Jak już wspominałem wyżej, rozmaite idee religijne mogą powstawać niezależnie od siebie we wszystkich rejonach świata, na co wskazywałem już wielokrotnie na podstawie mnóstwa przykładów w poprzednich odcinkach niniejszego cyklu. Nie mają zatem ani Deschner, ani Agnosiewicz nawet cienia dowodu na to, że chrześcijanie przejęli ideę Trójcy Świętej od pogan.

Politeistyczny charakter hinduizmu jest pozorny, w istocie jest on religią monoteistyczną. Hindus będący wyznawcą Wisznu (Zachowawca), Sziwy (Niszczyciel) i Brahmana (Stwórcę), uważa tę triadę jedynie za przejaw Boga Najwyższego. Brahma w rodzaju nijakim oznacza świętą i czarodziejską siłę, zawartą w Słowie boskim (idea Logosu występująca również w chrześcijaństwie), która mieszka w kapłanach; słowo to może również oznaczać duszę świata, absolut. Brahma użyte w rodzaju męskim jest uosobieniem tej siły, najwyższym bogiem. Można to odnieść do Trójcy. Triadę spotykamy również w religii babilońsko-asyryjskiej, współtworzą ją trzy planety-bogowie: Sin (bóg księżyca), Szamasz (bóg słońca) i Isztar (boskie uosobienie planety Wenus), w wierzeniach nusajrytów (alawitów), ugrupowania religijnego, wywodzącego się z muzułmańskiego ruchu szyickiego, narodziło się w X w., w trójcy nusajryckiej zasiadają: Ali, Mahomet, Salman al-Farsi.

Odpowiedź:

I o czym ma to niby świadczyć? Bo tak naprawdę to nie świadczy to o niczym na temat przez nas rozważany.

Czyż nie brzmi bosko pojęcie: ‚trójjedynego Boga’? Jakby trzech, ale jeden. Trzeźwy rozum ludzki nijak tego nie pojmie, więc implikuje tam boski pierwiastek.

Odpowiedź:

A kto powiedział, że Bóg w swej naturze ma być pojęty dla człowieka, który z natury jest od Niego kimś zupełnie innym, ograniczonym w porównaniu z nim, podległym? Przecież to bezsens zakładać, że człowiek musi rozumieć naturę Boga. Powyższy wywód absolutnie nie jest jakimś uzasadnionym zarzutem.

Jedyną Trójcą Świętą jaką czci każdy katolik to: Władza, Seks i Pieniądz. O tak, to jest bez wątpienia katolicka Santissima Trinidad. Znana jest obecnie inna modniejsza triada, tzw. jezuicka trójca, którą w życiu religijnym wyznają katolicy: Jezus, Maria, Józef (J. M. J.).

Odpowiedź:

Bez komentarza. Myślę, że z takimi wykwitami nie ma potrzeby polemizować. Wypisywanie takich rzeczy świadczy o Agnosiewiczu gorzej niż lepiej.

Trójca boska nie była atrakcyjną dla ludu, była zbyt niepojętną, ‚Bóg jest za wysoko, Duch Święty jest zbyt niematerialny; to, czego trzeba ludowi, są to bałwany białe ze złotem, różem i błękitem’ (Reinach )

Odpowiedź:

Panu Reinachowi już wyżej dziękowałem i widzę, że tutaj niespecjalnie podniósł swój poziom.

Trójcowe ciekawostki: I Jezus jest Bogiem, i Bóg Ojciec jest Bogiem i Duch Święty też jest Bogiem – jednym i tym samym. Czym zatem było zesłanie Ducha Św. w czasie chrztu Jezusa? Bóg zesłał Boga na Boga. A śmierć na krzyżu? Bóg kazał umierać Bogu, aby udobruchać Boga.

Odpowiedź:

Bóg jest jednym Bogiem, ale zarazem trzema różnymi Osobami. Nie ma więc żadnej sprzeczności w tym, aby wyżej wspomniane wydarzenia mogły się odbyć.

Jan Lewandowski


P R Z Y P I S Y :
[1] Por. M. Agnosiewicz, Trójca, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1233.
[2] Zachowano oryginalny kształt wypowiedzi M. Agnosiewicza (przyp. redakcji).
[3] Np. przez Świadków Jehowy; por. ich broszura pt. Czy wierzyć w Trójcę?, Brooklyn 1989, s. 19.
[4] Na temat historii swego rodzaju kariery, jaką ten wers zrobił w kontekście uznawania Jezusa za Boga, por. F. Dreyfus, Czy Jezus wiedział, że jest Bogiem?, Poznań 1995, s. 31n i 65n.
[5] Por. choćby R. Popowski, Słownik grecko-polski Nowego Testamentu, Warszawa 1997, s. 147-148.
[6] Por. W. Bednarski, Pismo święte przeczy nauce Świadków Jehowy, innych sekt i wyznań niekatolickich, Gdańsk – Toruń 1997, rozdziały: 2 i 3 (omawiają kwestię Bóstwa Chrystusa), 3 (omawia kwestię odwieczności Chrystusa), 14 (omawia Boskość Ducha Świętego), 15-16 (omawia rozwój i naukę o Trójcy Świętej).
[7] Książkę tę zamieszczono w sieci m.in. pod następującymi adresami: http://www.apologetyka.katolik.pl/czytelnia/ksiazki/ks03/0.php; http://watchtower.org.pl/bednarski.phtml; http://www.wmsd.edu.pl/~arka/index2.html;http://www.wmsd.edu.pl/~arka/teksty/bednarski/index2.html [książka dostępna jest również w ramach „Biblioteczki Apologetycznej” w postaci pliku PDF dla subskrybentów naszego serwisu – przy. red.].
[8] Por. Orygenes, Przeciw Celsusowi, VI, 17.
[9] Por. Hieronim, Żywoty sławnych mężów, 75.
[10] Por. Euzebiusz z Cezarei, Historia kościelna,VI, 33, 4; VI, 36, 4.
[11] Pamfil z Cezarei, Obrona Orygenesa, rozdz. III.
[12] Za: tamże.
[13] Orygenes, O Zasadach, I, 2, 2.
[14] Za: Pamfil z Cezarei, Obrona Orygenesa, rozdz. III.
[15] Orygenes, Przeciw Celsusowi, I, 68. Por. też tamże, II, 8, 9; VI, 66; VI, 77; VII, 43; VII, 49; VIII, 67; VIII, 72, gdzie Orygenes wielokrotnie nazywa Jezusa Bogiem.
[16] Tenże, Homilie o księgach Rodzaju, Wyjścia, Kapłańskiej, t. I, Homilia I, 7.
[17] Tamże, homilia VI, 8 i homilia XI, 4.
[18] Tenże, Przeciw Celsusowi, II, 78.
[19] Por. też podobne utożsamienie w Przeciw Celsusowi, VI, 5, gdzie przypisano Jezusowi słowa Jahwe wypowiedziane w Oz 10,12.
[20] Tenże, Przeciw Celsusowi, VI, 51.
[21] Tenże, Homilie o księgach Rodzaju, Wyjścia, Kapłańskiej, t. II, Homilia XII, 5.
[22] Tenże, O zasadach, I, 3, 4, cyt. także w Pamfil z Cezarei, Obrona Orygenesa, IV.
[23] Tenże, Homilie o księgach Liczb, Jozuego, Sędziów, Homilia XII, 1.
[24] Tamże.
[25] Ireneusz z Lyonu, Wykład nauki apostolskiej, 47.
[26] Tamże, 100.
[27] Tamże, punkty: 2 oraz 45-46.
[28] Tamże, 84.
[29] Tamże, 92.
[30] K. Deschner, I znowu zapiał kur, t. II, Gdynia 1997, s. 24.
[31] Tamże.
[32] Tertulian, Przeciw Prakseaszowi, XIV.
[33] Tenże, Apologetyk, XXI, 9-13.
[34] Tenże, Przeciw Prakseaszowi, XVII.
[35] Hipolit, Przeciw Noetosowi, 14.
[36] Atenagoras z Aten, Prośba za chrześcijanami, X.
[37] Terulian, Przeciw Prakseaszowi, XVII.
[38] Tamże, XXX.
[39] Orygenes, Homilie o księgach Liczb, Jozuego, Sędziów, Homilia 12, 1.
[40] Tamże.
[41] Za: Breviarium fidei. Wybór doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, Poznań 1997, s. 152. Cytat ten można znaleźć też w: S.J. Stasiak i R. Zawiła, ABC teologii dogmatycznej – notatki z wykładów ks. prof. Romana E. Rogowskiego, Oleśnica – Wrocław 1993, s. 209.

CZY OPISY JAHWISTY I ELOHISTY Z KSIĘGI RODZAJU SĄ SPRZECZNE?

Niniejszy tekst jest odpowiedzią na tekst Mariusza Agnosiewicza pt. Genesis czyli Stworzenie[1], zamieszczony w jego serwisie racjonalistycznym. W tekście tym Agnosiewicz twierdzi, że opisy jahwisty i elohisty z Księgi Rodzaju są nawzajem sprzeczne. Postaram się niżej odpowiedzieć na te zarzuty. Tradycyjnie, dla ułatwienia odróżnienia moich wypowiedzi od wypowiedzi Agnosiewicza, jego tekst zaznaczam kursywą[2].

Polemika:

W Księdze Rodzaju stworzenieświata i ludzi jest opisane dwa razy i wersje nie są zgodne.

Odpowiedź:

Zobaczymy.

Można odróżnić dwie wizje stworzenia dokonując rozróżnienia fragmentów Genesis w którym występuje Bóg jako Elohim i jako Jahweh. Pierwszy tego rozróżnienia dokonał francuski lekarz Astruc w XVIII w., dostrzegł on, iż nie ma dowolności w oznaczaniu Boga tymi dwoma imionami, a zestawiając opowiadania o Genesis, w których raz występuje Elohim, a raz Jahweh uzyskamy dwa oddzielne i różne opowiadania o stworzeniu wszechświata.

Odpowiedź:

To, że nawet mogą istnieć dwa opowiadania, nie znaczy jeszcze, iż są sprzeczne. Poniższe zestawienie w tabeli w każdym razie nie ukazuje żadnych sprzeczności. Po drugie, kryteria podziału zastosowane przez Astruca są czysto umowne i raczej naciągane, bowiem w obu opowiadaniach występuje słowo elohim. Nawet w poniższej tabeli zestawionej przez Agnosiewicza wyraźnie to widać. Po trzecie wreszcie, dopiero co dowiedziałem się, że we współczesnej biblistyce od wielu lat istnieje tendencja dążąca do tego, aby wyeliminować w ogóle możliwość istnienia elohisty (E), a zwłaszcza jahwisty (J)[3], którzy mieli stworzyć dwa odrębne opowiadania o stworzeniu w Księdze Rodzaju. Inni, tacy jak van Seters, nawet jeśli uznają fakt istnienia elohisty, to rewidują pogląd na temat tego, które teksty on mógł napisać[4]. Jak podaje jeden z biblistów, nawet jeśli przyjmiemy fakt istnienia tradycji J i E, to i tak nie wiadomo, co napisał jahwista, a co elohista, „trzeba raczej mówić o źródle JE i nie dzielić wspomnianych tekstów lub też pozostawić na boku hipotezę źródeł i szukać innego punktu wyjścia dla badań odpowiednich fragmentów”[5]. Jak widać, nic na ten temat nie jest pewne, nawet to, że w ogóle istniały dwie szkoły J i E, jakie miałyby być odpowiedzialne za różnice w opowiadaniach o stworzeniu w Księdze Rodzaju. Tym samym, skoro nawet wśród biblistów nie jest pewne, czy istniało dwóch autorów opowiadań o stworzeniu w Księdze Rodzaju, w niniejszym tekście pozwolę sobie być nieco sceptycznie nastawiony do słynnego podziału jahwista – elohista, preferując daleko posuniętą ostrożność w bezkrytycznym akceptowaniu jakichkolwiek niezgodności pomiędzy dwoma opowiadaniami o stworzeniu przypisywanymi tradycyjnie szkole J i E.

Oto zestawienie tych dwóch opowieści (za Reinachem).

Elohista

Jehowista

I. 1. Na początku Elohim stworzył niebiosa i ziemię. 2. Ziemia była chaosem; tchnienie Elohima poruszyło się nad wodami. 3. Elohim rzekł: ‚Niech się stanie światło’. I światło się stało. 4. I Elochim widział światło, że było dobre, i Elohim oddzielił światło od ciemności. 5. I Elohim nazwał światło dniem, a ciemność nocą; i stał się wieczór, i stał się poranek; jeden dzień. 6. Elohim rzekł: ‚Niech będzie utwierdzenie między wodami’… 9. Elohim rzekł: ‚Niechaj wody, które są pod niebiosami zgromadzą się, i niechaj się ląd ukarze’… 11. I Elohim rzekł: ‚Niechaj ziemia wyda zieloność, drzewo owoce, przynoszące owoc podług swego gatunku’… 14. Elochim rzekł: ‚Niechaj będą światła na utwierdzeniu dla oddzielenia dnia od nocy’… 20. Elohim rzekł: ‚Niechaj wody roją się życiem, i niechaj ptaki latają nad ziemią’… 21. I Elohim stworzył potwory morskie i wszystkie stworzenia, któremi roją się wody, i wszelkie ptactwo skrzydlate… 22. I Elohim błogosławił je mówiąc: ‚Bądźcie płodne, rozmnażajcie się i napełniajcie wody mórz, i niechaj ptak mnoży się na ziemi’… 24. I Elohim rzekł: ‚Niechaj ziemia wyda istoty żyjące podług ich gatunków’… 26. Elohim rzekł: ‚Uczyńmy człowieka na nasz obraz…’ 27. I Elohim stworzył człowieka na swój obraz; mężczyznę i niewiastę. 28. I Elohim ich błogosławił i rzekł im: ‚Bądźcie płodni, mnóżcie się, napełniajcie ziemię i czyńcie ją sobie poddaną’. 29. I Elohim rzekł: ‚Oto daję wam wszelkie ziele, niosące nasienie, i wszelkie drzewo, które ma owoc… dla waszego pożywienia’.
II. 1. I zostały dokończone niebiosa i ziemia i wszelkie ich wojska. 2. I Elohim dokończył siódmego dnia swego dzieła; i siódmego dnia odpoczął. 4. To są genealogje niebios i ziemi, gdy zostały stworzone.

II. 4. W dzień kiedy Jahweh Elohim uczynił ziemię i niebiosa, 5. żadnego krzaka nie było jeszcze na ziemi, żadne ziele jeszcze nie zakiełkowało, ponieważ Jahweh Elohim nie spuścił był jeszcze deszczu na ziemie, i nie było ludzi do uprawiania gruntu. 6. Ale chmura się podniosła z ziemi i zrosiła grunt. 7. I Jahweh Elohim ukształtował człowieka z pyłu gruntu i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia. 8. I Jahweh Elohim zasadził ogród w Edenie i umieścił tam człowieka, którego był ukształtował. 9. I Jahweh Elohim kazał wyrosnąć z gruntu wszelkiemu drzewu przyjemnemu, i drzewu żywota w środku ogrodu, a także drzewu wiadomości dobrego i złego… 15. Jahweh Elohim wziął człowieka i osadził go w ogrodzie Edenu, żeby go uprawiał i strzegł. 16. I Jahweh Elohim rozkazał człowiekowi mówiąc: ‚Z wszelkiego drzewa ogrodu możesz jeść. 17. Ale z drzewa wiadomości dobrego i złego nie będziesz jadł, bo w dzień, kiedy będziesz zeń jadł, umrzesz śmiercią‚. 18. I Jahweh Elohim rzekł: ‚Nie jest dobrze iżby człowiek był sam; uczynię mu pomocnicę, któraby mu odpowiadała’. 19. Wtedy Jahweh Elohim spuścił głęboki sen na człowieka; wziął jeden z jego boków i zamknął jego miejsce ciałem. 22. I Jahweh Elohim ukształtował bok, który był wziął człowiekowi, w niewiastę i przyprowadził ją do człowieka…
III. 1. Wąż był przebiegły ponad wszystkie zwierzęta polne i rzekł do niewiasty: ‚Czy (Jahweh) Elohim rzeczywiście powiedział: Nie będziecie jedli z żadnego drzewa w ogrodzie?’ I niewiasta rzekła wężowi: ‚Jadamy owoce drzew ogrodu’; 3. ale co do owocu drzewa, które jest w środku ogrodu, (Jahweh) Elohim rzekł: ‚Nie będziecie zeń jedli i nie będziecie go dotykali, żeby nie umrzeć’. 4. I wąż rzekł do niewiasty: ‚Nie umrzecie z tego… 5. bo (Jahweh) Elohim wie, że w dzień, kiedy zeń będziecie jedli, wasze oczy się otworzą i będziecie jak (Jahweh) Elohim, znający dobre i złe’. 6. I niewiasta… wzięła owocu z drzewa i jadła go i dała zeń swemu mężowi obok siebie, i on go jadł… 8. I usłyszeli głos Jahweh Elohima, który przechadzał się po ogrodzie przy wietrzyku wieczornym… 11. I rzekł: ‚Z drzewa, z którego zakazałem ci jeść, czyś zeń jadł?’ 12. I człowiek rzekł: ‚Niewiasta dała mi owocu z drzewa, i jadłem’. 13. I Jahweh Elohim rzekł do niewiasty: ‚Dlaczegoś to uczyniła?’ I niewiasta rzekła: ‚Wąż mnie zwiódł, i jadłam’. 14. Jahweh Elohim rzekł do węża: ‚Ponieważ to zrobiłeś, jesteś przeklęty… ; będziesz chodził na swym brzuchu i będziesz jadł proch… 15. Ustanowię nieprzyjaźń między tobą a niewiastą, między twem plemieniem a jej plemieniem; będzie ci miażdżyła głowę, a ty będziesz jej ranił piętę. 16. Do niewiasty rzekł: ‚Powiększę trud brzemienności; wydawać będziesz dzieci w boleści’. 17. A do człowieka rzekł: ‚Będziesz jadał w trudzie po wszystkie dni swego żywota. 19. Będziesz jadał swój chleb w pocie swego czoła, aż dopóki nie wrócisz do gruntu, z którego byłeś wzięty; bo jesteś proch i wrócisz do prochu’… 22. I Jahweh Elohim rzekł: ‚Otóż człowiek stał się jako jeden z nas, co do znajomości dobrego i złego; ale teraz niechaj nie wyciąga ręki, żeby brać z drzewa żywota, jeść i żyć wiecznie’. 23. I Jahweh Elohim wypędził go z ogrodu Edenu, żeby uprawiał grunt, z którego był wzięty.

Jak podaje Peter de Rosa, druga wersja (zwana przez niego kapłańską) spisana została cztery wieki popierwszej, w czasie wygnania Izraela w Babilonie. Jest w niej ‚wiele zapożyczeń z babilońskiego eposu stworzenia, co dowodzi, że mity są zaraźliwe’ {K:|48|Mitologia chrześcijaństwa. Kryzys wiary chrześcijańskiej}.

Odpowiedź:

Miło było poznać opinię de Rosy; nie wiem jednak, czemu jego opinia ma być od razu precyzyjnym odzwierciedleniem rzeczywistości.

W opisie pierwszym widzimy obraz stworzenia, który posiada wiele cech, które są przejawem rozsądku autora: tak mógł to sobie wyobrażać, mimo że kolejne etapy nie są ułożone we właściwej kolejności, to jednak nie można wymagać od niego, aby znał zagadnienia, które ludzkość odkryła ponad tysiąc lat później. Należy jednak uznać, że nie występują w tym obrazie bajkowe wizje z ogrodami i wężami. Występuje jeszcze coś bardzo ważnego: równość kobiety i mężczyzny jako dwojga ludzi.

Odpowiedź:

Nigdzie w pierwszym opowiadaniu nie występuje jakaś szczególnie eksponowana przez Agnosiewicza „równość kobiety i mężczyzny” jako dwojga ludzi. To, że w pierwszym opowiadaniu w sposób ogólny jest mowa o tym, że Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę nie oznacza jeszcze równość ich funkcji. I odwrotnie. Samo to, że Ewa jest nazwana „pomocnicą” człowieka nie oznacza jeszcze, że nie jest człowiekiem.

W drugim natomiast obrazie (w tekście znajduje się on bezpośrednio po pierwszym opisie, jak gdyby autor chciał zestawić dwie hebrajskie wizje Genesis) zaznaczona jest wyraźna nierówność pierwszych ludzi: Ewa jest pomocnicą Adama.

Odpowiedź:

Samo to, że Ewa jest nazwana „pomocnicą” człowieka nie oznacza jeszcze, że nie jest człowiekiem.

Co więcej, nie można mówić o nierówności dwojga ludzi, gdyż Ewa nie jest uznawana za człowieka ! To coś pośredniego, co łączy świat ludzi i zwierząt (patrz niżej). Widzimy wyraźne rozróżnienie: Adam to człowiek (‚Do człowieka rzekł’), Ewa to niewiasta (‚Do niewiasty rzekł’). Oczywiście współczesne tłumaczenia nie uznają tego rozróżnienia.

Odpowiedź:

Agnosiewicz wypisuje tu jakieś nonsensy. W Rdz 3,22-24 termin ‘adam („człowiek”) jest odniesione już do obojga wypędzonych ludzi, choć wcześniej autor stosował rozróżnienie na ‘adam („człowiek”) i ‘iszszah („niewiasta”). Nie istniał więc u niego żaden antyfeminizm odmawiający kobiecie człowieczeństwa. W tekście hebrajskim najwyraźniej określono Adama terminem hebrajskim ‘adam dlatego, że wcześniej (Rdz 2,7) była mowa o tym, że został uczyniony z prochu ziemi (drugie opowiadanie o stworzeniu tego motywu stworzenia z gliny już nie posiada). W języku hebrajskim słowo ‘adam najwyraźniej wiąże się z ziemią. Wskazuje na to uderzające podobieństwo słowa ‘adam ze słowem hebr. ‘adamah, które oznacza właśnie ziemię uprawną[6]. W tej chwili wśród filologów za najbardziej prawdopodobne uważa się pochodzenie słowa ‘adam od źródłosłowu ‘dm[7], ‘adom[8], który oznacza „być czerwonym”, i który występuje również we wspomnianym ‘adamah. Czerwień wiązała się w przekonaniu ludzi Bliskiego Wschodu z kolorem ziemi z jakiej miał zostać „ulepiony” (Rdz 2,7-8) wedle Księgi Rodzaju Adam[9]. Etymologie taką proponował już Flawiusz w czasach Chrystusa[10]. Ewa nie była wedle tego opowiadania uczyniona z ziemi, stąd nie można jej było wprost określić terminem ‘adam, bowiem to by się kłóciło z wspomnianymi niuansami lingwistycznymi, jakie w swym opowiadaniu chciał zawrzeć autor tego opowiadania. Wedle tego przekazu Ewa nie była tak jak Adam uczyniona z ziemi, tylko z żebra Adama, stąd określono ją w tym przekazie za pomocą słowa ‘iszszah (niewiasta). Autor tego przekazu wyraźnie wyjaśnił w Rdz 3,23 dlaczego kobietę określa mianem ‘iszszah. Kobieta jest niewiastą, bo „z mężczyzny (‘isz) została wzięta” (Rdz 3,23). Termin ‘iszszah nie wyklucza więc człowieczeństwa, podobnie jak termin ‘adam nie jest jedynym, który go zakłada, jak to sugeruje Agnosiewicz.

Jak widać autor, stosując tak precyzyjnie i selektywnie terminy ‘adam i ‘iszszah bawi się niejako w etymologa i nawiązuje w swym słownictwie przede wszystkim do opisanego przez siebie sposobu powstania mężczyzny i kobiety (Adam z ulepiony z prochu ziemi, Ewa uczyniona z żebra), wcale przy tym nie próbując wprowadzać jakiejś klasyfikacji, jaką wmawia mu Agnosiewicz. Autora tego interesują po prostu zupełnie inne aspekty, o czym Agnosiewicz wiedziałby, gdyby zajął się etymologią słów tekstu, a nie doszukiwaniem się u autorów biblijnych podług swego widzimisię wszelkich najgorszych cech przeciwnych godności człowieka, z antyfeminizmem włącznie. Doszukiwanie się antyfeminizmu w niewyraźnym określaniu kobiety terminem „człowiek” jest równie absurdalne, co doszukiwanie się antyfeminizmu w Polakach z tego powodu, że słowo „człowiek” w języku polskim posiada końcówkę w rodzaju męskim, a nie żeńskim. Rozróżnienie na Adama powstałego z gliny i na Ewę powstałą z żebra jest już zupełnie nieobecne w drugim opowiadania o stworzeniu, stąd nic dziwnego, że tam autor nie dba o takie precyzyjne rozróżnienie i nazywa człowiekiem zarówno mężczyznę jak i kobietę. Tu jednak jest inaczej. Jak widać powody takiego rozróżnienia można wyjaśnić w sposób o wiele lepiej (bo filologicznie) uzasadniony, wcale nie odwołując się do jakiegoś antyfeminizmu autora Biblii.

Najważniejszą jednak różnicą jaka cechuje drugi obraz, to pojęcie grzechu pierworodnego, które w tekście Elohisty nie występuje.

Odpowiedź:

Coś, co u jednego z autorów nie występuje, nie jest zatem dowodem na jakąkolwiek sprzeczność. To tak jakby próbować dzielić przez zero.

Człowiek stworzony przez Elohistę jest dobry, stworzony na podobieństwo Stwórcy, błogosławiony przez niego i obdarowany ziemią. Człowiek w harmonii z przyrodą. Natomiast człowiek Jehowisty jest skażony złem, nie stworzony na podobieństwo Boga, lecz uzurpujący sobie to podobieństwo, to człowiek, któremu Bóg zafundował złotą klatkę – ogród Eden, to człowiek oślepiony i okłamywany przez Boga, następnie przeklęty i ukarany ziemią. To w końcu człowiek, który pozostaje w ciągłym rozbracie z otaczającym go światem.

Odpowiedź:

Nie ma tu sprzeczności. Pierwotna harmonia absolutnie nie wyklucza późniejszego upadku człowieka.

Można się domyślać, że autor Pentateuchu chciał zawrzeć dwa występujące wśród Żydów poglądy na kwestię stworzenia – nie stopił ich, lecz zestawił wyraźnie ze sobą (etap stwarzania człowieka występuje dwukrotnie). Bardziej jednak prawdopodobna jest inna wersja: fragment Księgi Rodzaju od II,4 do IV,26[*]jest jakąś późniejszą redakcją pierwotnej tradycji początków stworzenia, tego samego autora lub dodaną przez kogoś innego. Dopiero gdy opuścimy ten fragment początek Ks. Rodz. staje się spójny i niesprzeczny. Mamy oto koniec boskiego stwarzania na siódmym dniu, po którym jest następujący fragment ‚Oto rodowód potomków Adama. Gdy Bóg stworzył człowieka, na podobieństwo Boga stworzył go; stworzył mężczyznę i niewiastę, pobłogosławił ich i dał im nazwę ‚ludzie’, wtedy gdy ich stworzył. Gdy Adam miał sto trzydzieści lat, urodził mu się syn, podobny do niego jako jego obraz, i dał mu na imię Set. A po urodzeniu się Seta żył Adam osiemset lat i miał synów oraz córki. Ogólna liczba lat, które Adam przeżył, była dziewięćset trzydzieści. I umarł.’ (Rdz 5, 1n; BT). Wymieniane jest tutaj potomstwo Adama, wśród którego nie ma żadnego Kaina ani Abla, jego pierworodnym jest Set. Co więcej, obraz ten jest spójny z fragmentem pierwszego stwarzania, a sprzeczny z drugim opisem, gdyż zaznaczona jest wyraźnie równość kobiety i mężczyzny względem Boga jako ‚ludzi’, co w drugim opisie stwarzania jest nie do pomyślenia.

Odpowiedź:

Jak wyżej pisałem, w pierwszym opisie wcale nie zakłada się „nierówności” pierwszych ludzi. To czysta fantazja Agnosiewicza, stąd powyższe doszukiwanie się sprzeczności za pomocą uprzedniego imputowania innych sprzeczności w teście Biblii (w sposób bezzasadny) jest zwykłym błędnym kołem i logicznym błędem.

Mówi się, że jest to druga linia potomków Adama, linia dobra, wybrana przez Boga i in., Adam został ukarany cierpieniem, natomiast Kain został wydziedziczony, Bóg więc opisuje dalej linię Adama już bez Kaina. Jest to jednak bzdura, gdyż początek piątego rozdziału mówi wyraźnie: Oto rodowód potomków Adama; nie mów on: oto drugi (alternatywny, dobry, wybrany etc) rodowód potomków Adama. Poza tym gdyby miała być to druga linia nie wystąpiły by tam słowa: ‚Gdy Bóg stworzył człowieka, na podobieństwo Boga stworzył go; stworzył mężczyznę i niewiastę, pobłogosławił ich i dał im nazwę ‚ludzie’, wtedy gdy ich stworzył’ – które wyraźnie nawiązują do opisu stworzenia człowieka, nie może więc występować po zaawansowanych jego dziejach (przygody Rajskie z wężami, historia Kaina i jego potomstwo).

Odpowiedź:

To już jest w ogóle jakiś totalny bełkot. Zupełnie nie wiem, czemu w dobrej linii potomków Adama nie mogliby uprzednio występować Adam i Ewa jako „ludzie”, którzy dali też początek złej linii ludzkości, tzn. kainowej, wracając potem na „dobrą drogę”. Tak to jest, jak ktoś sobie coś na siłę założy, a potem się tego kurczowo trzyma, zamęczając czytelników. Tak właśnie robi Agnosiewicz wyżej.

Najważniejsze jednak, że ten fragment stanowi wyraźną aluzję do pierwszego okresu stwarzania, pomijając drugi (wspomniana równość oraz błogosławieństwo Boże dla ludzi, które w mrocznym opisie z Rajem nie występuje).

Odpowiedź:

Powtarzam: w pierwszym opisie wcale nie zakłada się „nierówności” pierwszych ludzi. To czysta fantazja Agnosiewicza, stąd powyższe doszukiwanie się sprzeczności za pomocą uprzedniego imputowania innych sprzeczności w tekście Biblii (w sposób bezzasadny) jest zwykłym błędnym kołem i logicznym błędem.

Bezsensowny jest ponadto fragment Ks. Rodz. IV,25 – V,6, w którym występują dwa opisy w których Adamowi rodzi się Set, a Setowi Enoch (w Biblii Tysiąclecia rozmazana jest ta sprzeczność przez dodanie przez tłumaczy śródtytułu). Według mnie, jest to spojenie wykonane dla przejścia pomiędzy dodaną opowieścią Jehowistyczną a opowieścią Elohistyczną. Oto nieudane spojenie Księgi Rodzaju: ‚Adam raz jeszcze zbliżył się do swej żony i ta urodziła mu syna, któremu dała imię Set, gdyż – jak mówiła – dał mi Bóg potomka innego w zamian za Abla, którego zabił Kain. Setowi również urodził się syn; Set dał mu imię Enosz. Wtedy zaczęto wzywać imienia Pana. Oto rodowód potomków Adama. Gdy Bóg stworzył człowieka, na podobieństwo Boga stworzył go; stworzył mężczyznę i niewiastę, pobłogosławił ich i dał im nazwę ‚ludzie’, wtedy gdy ich stworzył. Gdy Adam miał sto trzydzieści lat, urodził mu się syn, podobny do niego jako jego obraz, i dał mu na imię Set. A po urodzeniu się Seta żył Adam osiemset lat i miał synów oraz córki. Ogólna liczba lat, które Adam przeżył, była dziewięćset trzydzieści. I umarł. Gdy Set miał sto pięć lat, urodził mu się syn Enosz…’ (Rdz 4, 25 – 5,5; BT).

Odpowiedź:

Nie ma tu żadnej niezgodności – jak wyżej.

Kolejną sprzeczność, jaką rodzi sztuczny rozdział 4 Genesis, jest wypowiedź Kaina do Boga po zamordowaniu Abla: ‚Skoro mnie teraz wypędzasz z tej roli, i mam się ukrywać przed tobą, i być tułaczem i zbiegiem na ziemi, każdy, kto mnie spotka, będzie mógł mnie zabić!’ Wcześniej nie było przesłanek, aby sądzić, że ktoś mógł wówczas istnieć na Ziemi. Być może był to jakiś inny lud stworzony przez innego boga…? opuszczając ten rozdział sprzeczność zostaje wyeliminowana, gdyż Set nie zadaje Panu takich bezsensownych pytań.

Odpowiedź:

Niech sobie Agnosiewicz opuszcza, co chce, skoro sam ze sobą nie może dojść do ładu. On sobie bezpodstawnie założył, że Kain zabił Abla, gdy jeszcze nikogo poza Kainem, Ablem, Adamem i Ewą nie było na ziemi. Tymczasem wcale nie jest w Rdz 4 powiedziane, kiedy dokładnie Kain zabił Abla. Nic nie sprzeciwia się temu, że mogło to już być dawno po tym, gdy Ewa urodziła Adamowi inne dzieci. Nie wiem, czemu Agnosiewicz sobie wmówił, że te opowiadania z pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju mają po sobie występować akurat w ścisłym porządku chronologicznym. Nawet prośba Ewy z Rdz 4,24 o to, żeby Adam dał jej inne dziecko zamiast Abla, nie zakłada, że już wcześniej nie urodziła mu ona innych dzieci. Również lista potomków Adama z Rdz 5,1-32 nie musi zakładać, iż wcześniej, przed Setem, Ewa nie dała Adamowi innych dzieci, bowiem lista ta nie wylicza wszystkich potomków Adama (pomija choćby Kaina), zajmuje się zatem tylko Setytami. Po drugie, pytanie Kaina z Rdz 4,24 wcale nie musi zakładać, że jest już na ziemi ktoś, kto go zabije. Może to być zwykłe antycypowanie wydarzeń odnoszących się do przyszłości. Skoro wedle Rdz 4,17n i 4,25-5-32 od Kaina i Seta wywodzą się inni ludzie, którzy dali początek wielu plemionom na ziemi, to o nich właśnie mógł myśleć autor biblijny przypisujący Kainowi wypowiedź z Rdz 4,14. Jak widać, wszystko można tu wyjaśnić i nie ma żadnej trudności w pytaniu Kaina z Rdz 4,14, jak wmawia to wyżej czytelnikom Agnosiewicz.

Najważniejszą jednak sprzecznością drugiego opisu stwarzania jest inna kolejność stworzeń. W koncepcji Elohity, pod każdym względem rozsądniejszej, przed człowiekiem, stworzonym szóstego dnia, pojawiają się rośliny (trzeci dzień) i zwierzęta (zwierzęta wodne i ptactwo dnia piątego, zwierzęta lądowe dnia szóstego przed człowiekiem), natomiast w koncepcji Jehowity (bez charakterystycznych dni stwarzania) człowiek pojawia się tuż po stworzeniu nieba i ziemi. Następnie roślinność, której początek daje ogród Eden. W końcu stworzone zostały zwierzęta.

Odpowiedź:

Tak się tylko Agnosiewiczowi wydaje, w tekście hebrajskim drugiego opisu stworzenia z Rdz 2, 4n nie ma w rzeczywistości żadnego następstwa wydarzeń. Tak chętnie stosowane przez tłumaczy BT słowa „potem” (Rdz 2,18) czy „wtedy” (Rdz 2,7) są czysto „ozdobnym” dodatkiem do tekstu, nie mając odpowiednika w tekście hebrajskim. Wyciąganie na bazie kolejności wydarzeń opisywanych w Rdz 2 wniosku co do ich rzeczywistej kolejności jest bezpodstawne. Skoro zatem drugi opis stworzenia nie zakłada żadnej kolejności, tak jak opis pierwszy (który dla takiej kolejności wprowadza kolejne dni stwarzania), to nie można mówić, że wspomniane dwa opisy stworzenia są sprzeczne pod względem kolejności wydarzeń, jak to wyżej twierdzi Agnosiewicz.

Uczynione tylko po to, aby niosły człowiekowi ‚pomoc’. Po wymyśleniu przez Adama nazwy dla każdego pomocnika, okazało się, że niestety ‚nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny’. Wtedy Bóg stworzył udoskonalony model zwierzęcia-idealnego-pomocnika, który nazwany został niewiastą.

Odpowiedź:

To tylko wnioski Agnosiewicza, wyżej krytykowałem już jego sposób rozumowania, na podstawie którego doszedł do takiego wniosku, nie będę się więc powtarzał.

Czytając Księgę Rodzaju w przyjętej powszechnie redakcji, widzimy dwa opisy (dwie koncepcje Upadku) człowieka, co jest bez sensu

Odpowiedź:

Tzn. Agnosiewicz widzi, więc owo jest dyskusyjne. Wyżej już odnosiłem się do tych niezgodnych opisów, które on widzi, które okazały się jedynie jako interpretacjami, stąd nie będę się tu powtarzał.

biorąc pod uwagę mitologiczny sens tego wątku (należało dać wytłumaczenie, dlaczego Bóg nie żyje z człowiekiem w takich dobrych stosunkach, jak po stworzeniu, dlaczego każe mu cierpieć, dlaczego nie dał mu dłuższego życia, etc.).

Odpowiedź:

I niby dopiero domniemany „drugi autor” tych rzekomo „połączonych” opowiadań musiał na to wpaść, pierwszy zaś nadal żył w sielance raju Eden? Bo tak wynika z wcześniejszych wywodów Agnosiewicza, gdzie twierdzi on, iż Kainici i „inne afery” to tylko dodatek jakiegoś innego autora. Czy dopiero ktoś inny musiał wpaść na to, żeby to wszystko objaśnić i nie mógł zrobić tego jeden autor? Dobrze widać w tym miejscu, jak naciągane są wywody Agnosiewicza i jak sztuczne jego wnioski.

Pierwszy to ten baśniowy, zły, głupi i okrutny, z jabłkiem i wężem, eksploatowany do granic rozsądku na przestrzeni dziejów judeochrześcijaństwa. Drugi to upadek ludzkości za czasów Noego.

Odpowiedź:

Ciekawe, gdzie Agnosiewicz widzi jabłko w tekście o Adamie i Ewie z Księgi Rodzaju?

Tutaj kara dla ludzkości może mieć większy sens, gdyż zła okazał się nie reprezentant ludzkości (Adam), lecz ona cała.

Dalsza część ST również potwierdza odrębność tej opowieści. Mamy oto opis potopu w którym ginie cała zła ludzkość oprócz Noego i jego rodziny. Musiał również zginąć i ród Kaina. Okazuje się jednak, że w dalszej części Pisma ów ród jednak istnieje (zob. np. w Księdze Sędziów 4, 11 oraz Księdze Liczb 24, 21n; BT).

Odpowiedź:

Pismo nie mówi, że są to potomkowie tego samego Kaina, o którym czytamy w Rdz 4. Tożsamość imion o niczym nie świadczy, skoro jedno imię może nosić wielu ludzi, zwłaszcza w Piśmie.

Przeczytaj jak brzmi Księga Rodzaju bez dodanych historii – staje się opisem sensownym i niesprzecznym.

Odpowiedź:

Raczej: wolnym od sprzeczności, jakie potworzył sobie Agnosiewicz, i opisem zgodnym z jego teoriami.

Spróbuj ocenić, czy czegoś tam brakuje, czy jest to obraz niezupełny i nielogiczny?

Odpowiedź:

Jest pełny i logiczny.

Później jednak wśród Żydów słusznie górę wziął obraz Elohisty. Nie znajdziemy najmniejszej wzmianki o rzekomym grzechu pierworodnym człowieka w dalszej części Biblii (u Proroków, w Psalmach, w księgach historycznych, a nawet w Ewangeliach). Wizja Jehowisty zaczęła się rozwijać znacznie później,

Odpowiedź:

Znacznie później niż Ewangelie? Jak to możliwe, skoro nawet cytowany na początku tekstu przez Agnosiewicza liberalny de Rosa mówi, że wizja ta powstała najpóźniej 500 lat przed Chrystusem? Jak widać, dla Agnosiwicza nie ma znaczenia nawet to, co on pisze wcześniej w tym samym tekście. Aby uderzyć w jakiś przekaz biblijny, jest w stanie wywrócić wszystko do góry nogami, włącznie z argumentacją przytaczanych przez siebie krytyków. W rzeczywistości jest jednak tak, że nawet ci, którzy nie negują istnienia redaktora jahwisty, datują jego działalność na nie później niż aż około 1000 lat przed Chrystusem[11].

a św. Paweł ‚zbudował na tej baśni ludowej całą teorię o odkupieniu ludzkości przez Jezusa Chrystusa’ (Reinach). Tak musiało się stać, aby haniebna śmierć rzekomego Mesjasza mogła znaleźć sensowne wytłumaczenie. Wróćmy jednak jeszcze na chwilkę do rajskiego ogrodu. Jest tam jeszcze jedna budząca poważne wątpliwości kwestia: mamy Adama, który nie rozróżnia dobrego od złego, gdyż Bóg go oślepił (dygresja: zawsze trapi mnie dylemat: cóż ma oznaczać chrześcijańskie hasło: Bóg jest światłością, Bóg otworzył mi oczy, itp) i ten sam Bóg grozi mu: jak zjesz owoc to ‚umrzesz śmiercią’. Jak ten oszołomiony otaczającym go nieznanym światem człowiek, który raczej nie zdawał sobie jeszcze dokładnie sprawy z faktu swego jestestwa, nie za bardzo wiedział co się dzieje itd, jak mógł pojąć sens śmierci? Jak mógł pojąć śmierć, skoro jeszcze życia nie zrozumiał ?…

Odpowiedź:

Tutaj rozumowanie Agnosiewicza jest oparte na zwykłym nieporozumieniu. Jeśli on sam twierdzi, że Bóg spowodował u Adama („oślepił go”) brak pojmowania tylko kwestii dobra i zła, to nie wiem, czemu twierdzi on dalej, że Adam miał nie rozumieć tego, co to jest śmierć. Za grosz logiki nie ma w tym rozumowaniu.

Jan Lewandowski


P R Z Y P I S Y :
[1] Por. M. Agnosiewicz, Genesis, czyli stworzenie, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,210.
[2] Zachowano oryginalny kształt wypowiedzi M. Agnosiewicza (przyp. redakcji).
[3] Por. J. Synowiec, Pięcioksiąg, Kraków 2000, s. 95-96, który referuje te najnowsze tendencje w biblistyce.
[4] Por. T. Brzegowy, Najnowsze teorie na temat powstania Pięcioksięgu – próba oceny, „Collectanea Theologica” 72 (2002) nr 1, s. 29.
[5] S. Wypych, Wprowadzenie w myśl i wezwanie ksiąg biblijnych, t. I: Pięcioksiąg, Warszawa 1987, s. 39.
[6] Por. też: Encyklopedia biblijna, Warszawa 1999, s. 13.
[7] Por. J. Synowiec, Na początku, Warszawa 1987, s. 127, 155.
[8] Por. T. Brzegowy, Pięcioksiąg Mojżesza, Tarnów 1997, s. 133, gdzie można znaleźć jeszcze więcej uwag na temat prób określenia etymologii słowa ‘adam.
[9] Por. tamże.
[10] Józef Flawiusz, Dawne dzieje Izraela, I, 1, 2.
[11] Por. J. Synowiec, Na początku, dz. cyt., s. 30 i 43.

CZY STARY TESTAMENT WZORUJE SIĘ NA WIERZENIACH INNYCH RELIGII?

Niniejszy tekst jest polemiką z tekstem Mariusza Agnosiewicza pt. Wpływologie i analogie ST, zamieszczonym w racjonalistycznym serwisie internetowym[1]. W tekście tym autor utrzymuje, że koncepcje teologiczne Starego Testamentu zostały przejęte od innych religii. Mimo tego twierdzenia Agnosiewicz nie prezentuje jednak w swym tekście żadnych dowodów na poparcie swojej tezy, a całe wnioskowanie Agnosiewicza jest oparte jedynie na domysłach, spekulacjach oraz domniemaniach, wskazujących jedynie na pewne podobieństwa między naukami Biblii i naukami innych religii. Tym samym uważam, że do obalenia niczym nie popartych tez Agnosiewicza w tym tekście nie potrzeba żadnych konkretnych kontrargumentów; mój tekst mógłby się już właściwie skończyć w tym miejscu, skoro Agnosiewicz nie przedstawia żadnych dowodów rzeczywistego wpływu pewnych koncepcji religijnych na autorów ST.

Aby jednak doprowadzić sprawę do końca, stawiam tezę, że ostatecznym obaleniem postulatu, zgodnie z którym samo tylko podobieństwo koncepcji religijnych ma świadczyć o zapożyczeniach, jest istnienie takich samych koncepcji religijnych w kulturach odizolowanych względem siebie. Tym samym jeśli nie istnieje wzajemny wpływ kultur, a mimo to posiadają one takie same koncepcje religijne, to w takim wypadku można dowieść, że mimo podobieństw pewnych koncepcji żadne wpływy na koncepcje religijne nie muszą występować. Podobieństwo w takim wypadku może być czysto przypadkowe. Aby zatem zanegować koncepcję Agnosiewicza zakładającą wzajemny wpływ wierzeń religijnych tylko i wyłącznie na podstawie samych podobieństw tych wierzeń, w niniejszym tekście wykażę, że pewne kultury, mimo że były odizolowane od siebie geograficznie i etnicznie, to jednak posiadały mimo takiej absolutnej izolacji identyczne i zadziwiająco podobne koncepcje religijne.

Przechodzę zatem do polemiki. Tradycyjnie tekst Agnosiewicza zaznaczam kursywą, swoje wypowiedzi pozostawiam zaś bez zmiany formatu czcionki dla ułatwienia rozróżnienia jego wypowiedzi od moich. Agnosiewicz pisze[2]:

Monoteizm. Żydzi zapożyczyli tę ideę z Egiptu

Odpowiedź:

Jak widzimy, poza swoim gołosłownym Agnosiewicz nie podał nic, co by świadczyło za tym, że Żydzi rzeczywiście zapożyczyli ideę monoteizmu z Egiptu. Osobiście przypuszczam, że pisząc o przejęciu przez Żydów idei monoteizmu z Egiptu, Agnosiewicz ma na myśli monoteistyczny kult Atona, bowiem właśnie odnośnie do monoteistycznego kultu Atona[3] niektórzy zakładają wpływ tego kultu na koncepcje religijne Żydów. Jednakże poza domniemaniem nie mają żadnych dowodów na to, że taka zależność nastąpiła. Koncepcje monoteizmu powstawały bowiem w różnych kulturach niezależnych od siebie i nie były w tym celu potrzebne żadne zapożyczenia. Idee monoteizmu powstawały również w kulturach tak odległych i nieznanych kulturze egipskiej i kulturze ST, jak kultura Bagobów zamieszkujących wyspę Mindanao na Archipelagu Filipińskim, którzy wyznawali ideę jedynego boga Melu[4]. Tak samo kultura Buszongo w Zairze posiada opowieść kosmogoniczną o jedynym bogu Bumba[5]. Samoańczycy zamieszkujący Polinezję posiadali ideę kosmogoniczną opowiadającą o jedynym bogu Tangaroa, który egzystował samotnie przed stworzeniem świata ex nihilo[6].

Jak widać, idee monoteistyczne tych odległych kultur z drugiego końca świata wcale nie potrzebowały jakiegoś egipskiego kultu monoteistycznego do tego, aby powstać w obrębie własnego systemu wierzeń. Agnosiewicz tym samym, wskazując jedynie na podobieństwo pomiędzy monoteizmem egipskim a monoteizmem Żydów, niczego tak naprawdę nie dowiódł. Zatem nie tylko nie ma żadnego dowodu na to, że Żydzi przejęli ideę monoteizmu od Egipcjan, ale nie ma też żadnego dowodu na to, że musieli ją stamtąd przejąć, aby wpaść na pomysł monoteizmu.

Na początku było słowo. Podobny motyw występował również w egipskich koncepcjach genezis.

Odpowiedź:

I co z tego? Znów nie dowodzi to żadnych zapożyczeń i jest najwyżej zwykłym podobieństwem. Idea Słowa obecnego przy stworzeniu świata istniała też w kosmogoniach kultur odległych geograficznie od Egiptu i Palestyny. Już w III wieku przed Chrystusem znano tę ideę w Chinach[7]. W swoich podaniach ideę Słowa jako stwórcy posiada lud Wapangwa z Tanzanii[8]. Majowie już przed rokiem 750 (zatem długo przedtem, zanim Kolumb odkrył kontynent amerykański) posiadali w swym poemacie Popol Vuh, będącym zapisem ich świętej historii, ideę Słowa, które stwarza[9]. W przedchrześcijańskich wierzeniach Indian Keres z Rio Grande w Nowym Meksyku również mówi się o idei stwarzającego Logosu[10]. Zatem zwykłe podobieństwo idei Logosu w chrześcijaństwie do idei Logosu w podaniach egipskich niczego nie dowodzi. Odizolowani ponad tysiąc lat od chrześcijan i Egipcjan Indianie Keres i Majowie nie potrzebowali, jak widać, łączności kulturowej z Egiptem, aby taką ideę w tym czasie wykoncypować, nie musieli więc też i chrześcijanie zaczerpnąć tej idei koniecznie z Egiptu. Warto też zauważyć, że Agnosiewicz nie podaje żadnego przykładu „egipskich koncepcji genesis” z obecną w nich ideą Logosu. Uprawia więc znów zwykłe gołosłowie.

Prawie trzy tysiące lat przed chrześcijaństwem, a półtora tysiąclecia przed koncepcjami żydowskimi, w stolicy faraonów – Memfis, narodziła się doktryna o stwarzaniu świata i bogów. Stwórcą miał być bóg Ptah, który słowem i duchem wyłonił innych bogów oraz cały widzialny świat. Stworzenie przypisywano potędze magicznej boga Thota z Hermopolis, którego głos "o właściwych intonacjach" stworzył świat.

Odpowiedź:

Znów absolutnie nic z tego nie wynika i nie jest to żadnym dowodem na to, że właśnie od nich Żydzi przejęli ideę stworzenia świata. Wszystkie kultury ludzkie, począwszy od syberyjskich ludów pierwotnych i ludów żyjących w obszarze koła podbiegunowego, skończywszy na australijskich aborygenach, posiadały ideę stworzenia świata przez jakąś siłę. Najlepiej wyraził to jeden z religioznawców, który napisał, że „Idea stworzenia jest kategorią religijną znaną we wszystkich religiach”[11]. Australijscy aborygeni Kakadu i Dieri, z którymi Egipcjanie i Żydzi piszący ST na pewno nie mieli łączności, wyznawali ideę stworzenia świata przez ich bóstwo[12]. Ajnowie, pierwotni mieszkańcy Japonii, żyjący na dalekich północnych wyspach tego kraju, z którymi Egipcjanie i Żydzi nie mogli mieć kontaktu, posiadali ideę stworzenia świata przez ich boga[13]. Na całej ziemi nie było chyba ani jednej kultury pierwotnej, która by w to nie wierzyła. Wiele wierzeń tych kultur zbadano i dzięki temu wiadomo, jakie były te wierzenia, na tereny te dotarli misjonarze chrześcijańscy. W relacjonowaniu tych wierzeń ograniczę się do wyliczenia kultur najstarszych i najbardziej odległych od Żydów i Egipcjan, z którymi kultury te nie mogły mieć łączności, a mimo to od najdawniejszych czasów posiadały ideę stworzenia świata przez jakąś Wyższą Istotę (różnie nazywaną), obdarzoną zdolnościami stwórczymi. Z wyliczenia tego wykluczam kultury, co do których stwierdzono, że pewne elementy ich wierzeń z czasem powstały pod wpływem chrześcijańskich misjonarzy. Oto kultury, które doszły do wiary w stworzenie świata bez pomocy Hebrajczyków, Egipcjan lub chrześcijan: Bagobowie z Filipin[14], syberyjscy Buriaci, którzy wierzyli w stworzenie pierwszej pary ludzkiej z gliny[15], Indianie Absaroke z Wielkich Równin[16], Indianie z północnej Montany[17], Dajakowie, rdzenny lud z Indonezji[18], Indianie Diegueno z północnej Kalifornii[19], Ekoi z południowej Nigerii[20], Eskimosi[21], wyspiarze z Fidżi[22], skandynawscy Ugrofinowie[23], Indianie boliwijscy Guarayu–Guarani[24], Haidowie z Alaski i Kanady[25], Hiwarowie z Ekwadoru[26], Huroni z Ameryki Północnej[27], Inkowie[28], Japończycy, którzy swe wierzenia spisali dokładnie już w 712 roku naszej ery[29], Indianie Kato i Joshua z Ameryki Północnej[30], Kagabowie, Indianie kolumbijscy[31], Indianie Kutena z Północnych Równin[32], meksykański odłam plemienia Keres[33], Indianie Lenape[34], zambijscy Lozi[35], zairscy Lugbarowie[36] itd.

Wiele z tych ludów mimo izolacji kulturowej posiada w swych kosmogoniach motywy podobne do biblijnych. Np. Apacze wierzą, że Bóg stworzył pierwszą kobietę podczas snu mężczyzny[37]. Biblijny motyw tchnienia życia (Rdz 2,7) można odnaleźć u północnoamerykańskich Salinów[38] i Winnebagów[39].

Wspomniany zaś w Biblii motyw stworzenia człowieka z prochu ziemi (Rdz 2,7) jest tak powszechny w pradawnych opowieściach o stworzeniu świata u różnych kultur (w tym geograficznie odizolowanych od Żydów i obszaru Mezopotamii), że nie ma sensu wszystkich tych kultur tu z nazwy wyliczać. Identyczną konkluzje podaje sam Eliade, pisząc, iż „analogiczne mity są poświadczone właściwie wszędzie na świecie, od starożytnego Egiptu i Grecji aż do ludów «prymitywnych»”[40]. Poświadcza to pewna publikacja, która odnalazła ten motyw w podaniach prawie wszystkich dawnych ludów ziemi[41]. Wymieńmy kilka całkiem różnych od siebie ludów, które były geograficznie odizolowane od wpływów kulturowych Mezopotamii, a mimo to wyznawały jednak taką ideę: Winnebagowie[42] (Ameryka Północna), syberyjscy Buriaci[43], Indianie Crow[44], indonezyjscy Dajakowie[45], Eskimosi[46], Inkowie[47] oraz Majowie[48].

Także biblijny motyw „podobieństwa” stworzenia do Stwórcy wspomniany w Rdz 1,27 można odnaleźć wśród pradawnych wierzeń kultur, które nie znały Biblii. Np. Bagobowie mieli opowiadanie, w którym bóg Melu stworzył na swe podobieństwo pierwszych ludzi. Tak samo wierzyli Winnebagowie[49] i Indianie Arikara[50]. Podobne, powstałe dwa tysiące lat przed Chrystusem motywy mieli jeszcze przed przybyciem Europejczyków do Nowej Zelandii Maorysi[51].

Podobną sytuację mamy w kwestii biblijnego motywu wód pierwotnego chaosu oraz ptaka unoszącego się nad dziełem Bożego stworzenia (Rdz 1,1–2). Większość niebiblijnych kultur zawiera identyczny motyw w swych dawnych podaniach o stworzeniu[52].

Długo mógłbym tak jeszcze wyliczać ludy posiadające kosmogonie podobne do biblijnej kosmogonii, ale myślę, że to spokojnie wystarczy. Warto jeszcze tylko dodać, że pewne ludy geograficznie odizolowane od kultury biblijnej[53] posiadały nawet motyw czegoś podobnego do wieży Babel, który jest obecny właśnie w pradawnym micie zambijskich Lozi (Barotse). Ludzkość, budując wieżę, chce dostać się do nieba[54] – prawie identycznie jak w Biblii (por. Rdz 11,4). Ciekawe jest też to, że pewne odizolowane od świata biblijnego ludy posiadały wspomniany w ST motyw jednego języka ludzkości (Rdz 11,1). Taki wątek przewija się w wierzeniach takich kultur, jak Apacze[55] i Eskimosi[56], czyli kultur tak bardzo odległych od siebie i od kultury biblijnej.

Jak po raz kolejny widać, różne wierzenia mogą się przewijać w kulturach odizolowanych od siebie, zatem samo podobieństwo pewnych wierzeń w oddzielnych kulturach jest zbyt słabą przesłanką dla twierdzenia podtrzymywanego przez Agnosiewicza, że jedni musieli przejmować pewne idee od drugich.

Zainteresowanych poznaniem wszystkich ludów posiadających kosmogonię opowiadające o stworzeniu świata przez Istotę czy istoty wyższe odsyłam do wyczerpującego dzieła D.A. i M.A. Leemingów pt. Mity o stworzeniu świata i ludzi (Poznań 1999).

Raj początkiem historii świata. Występuje w księdze Awesty (zoroastryzm) – nie było tam "wyniosłości ani podłości, głupoty ani przemocy, nędzy ani oszustwa, słabowitości ani kalectwa, wielkich zębów ani nienaturalnych rozmiarów ciała. Mieszkańcy nie byli zdeprawowani przez złe duchy. Żyli wśród pachnących drzew i złotych kolumn…". Występuje również u Greków – jak pisze Hezjod w Pracach i dniach – "Najpierw stworzyli na ziemi szerokiej niebiescy bogowie / To pokolenie, co złotym ludzkości okresem się zowie / (…) Żyli zaś niby bogowie nie będąc nigdy w potrzebie / Pracy ni trudów nie znając, ni cierpień przykrej starości / Ani w nogach ni w rękach nie tracąc młodzieńczej świeżości / Żyli w dostatku radośnie, od wszelkich cierpień z daleka". Podobne opisy znajdujemy w mitologiach Chińczyków, Egipcjan, Tybetańczyków, Peruwiańczyków i Meksykanów.

Odpowiedź:

Ostatnie zdanie Agnosiewicza podważa jego własne spekulacje. Agnosiewicz sam bowiem przyznaje, że także Meksykanie w swych prastarych wierzeniach posiadali koncepcję raju, będąc przecież kulturą całkowicie odległą i obcą kulturze ST. Dopiero w czasach odkryć Kolumba mogła nastąpić styczność kultury meksykańskiej z biblijną, jednak było to już blisko dwa tysiące lat po czasach powstania kultury ST. Sam Agnosiewicz więc obala tu swe własne twierdzenia o zapożyczeniach idei raju przez autorów ST, bowiem potwierdza, że idee te mogły powstać niezależnie od siebie i nie było potrzebne żadne zapożyczanie w celu wypracowania tych koncepcji. Dowodzi też tego koncepcja raju, jaka powstała na całkowicie odizolowanym geograficznie i kulturowo od Palestyny kontynencie australijskim, nawiązująca do mitycznego raju ich przodków[57].

Grzech pierworodny. Właściwie należy to do osiągnięć nowotestamentowych i tam też powinno się znaleźć, jednak nowotestamentowcy wywodzą tę ideę z Pięcioksięgu, więc umieszczam to przy ST. Idea znalazła swoje rozwinięcie i dogmatyzację w celu wyjaśnienia odkupicielskiej śmierci Jezusa. Grzech pierworodny występował wcześniej w orfizmie (mistyczny nurt religijny starożytnej Grecji) i stąd za pośrednictwem judaizmu pochodzi to pojęcie chrześcijańskie. (…)

Odpowiedź:

A tego jakoś Agnosiewicz znów nie dowiódł. Jak pokazałem wyżej, samo podobieństwo pewnych koncepcji religijnych w obu kulturach, nawet ich identyczność, wcale nie musi zakładać współzależności doktrynalnej.

Mit potopu. Tygrys i Eufrat (Mezopotamia) były rzekami kapryśnymi. Ich wody wznosiły się lub opadały bez wyraźnej regularności, jaką wykazywał w stopniu tak daleko posuniętym, Nil. Powodzie powstające w wyniku zbyt silnych deszczów, padających gdzieś daleko na północy, przybierały niekiedy rozmiary prawdziwej katastrofy, kiedy to wzburzone wody zatapiały osady, niszczyły plony na polach, pozbawiały życia ludzi i zwierzęta. Pamięć o takich kataklizmach trwała długo. Opowieść o jednym z nich, o potopie z mezopotamskich mitów, przeniknęła do Biblii. Podobieństwa są uderzające. Otóż w micie babilońskim również potop jest zesłany, aby zniszczyć ludzkość, która źle odpłaca się swoim stwórcom, nie przestrzegając ich praw.

Odpowiedź:

To ma być dowód na zapożyczenie? Przecież to argument niepoważny! Kultury istniejące niezależnie od ST i odizolowane geograficznie od Mezopotamii również posiadały motyw kary bogów za nieposłuszeństwo w opowiadaniach o potopie. Te kultury to: Indianie Joshua[58], Pima[59], Pomo[60], Wyoci[61], Dakotowie[62] i Nawahowie[63] – wszystkie z Ameryki Północnej. Także Majowie w swym Popol Vuh powstałym blisko tysiąc lat przed przybyciem Kolumba do Ameryki twierdzili, że potop został zesłany za karę. Poza nimi na kontynencie amerykańskim głosi to wiele ludów w swych podaniach plemiennych przekazywanych od niepamiętnych czasów[64].

Noe babiloński nazywa się Utnapisztim, któremu we śnie Ea objawia plan zagłady. Noe babiloński również buduje arkę i zamyka się w niej ze swoimi.

Odpowiedź:

Nie dowodzi to zapożyczenia. Podania o arce, która ma ratować przed potopem, powstawały także wśród mieszkających na kontynencie amerykańskim kultur geograficznie odizolowanych od Mezopotamii, np. wśród pewnych plemion Inków[65] czy Indian Crow, którzy w swej (uważanej na podstawie cech wewnętrznych za bardzo starą) historii potopu mówią wyraźnie o statku, jaki uratował ludzkość przed potopem[66]. Ten sam motyw jest obecny u Indian Mandan[67] i w opowiadaniu o potopie filipińskich Kiangan[68]. Lud Mande w swym opowiadaniu o potopie posiada nie tylko ideę pływającej arki, ale mówi się tam nawet tak jak w Biblii (por. 1 P 3,20) o ośmiu osobach, które schroniły się w arce[69]. Ciekawe, że nawet jedno z czasopism antyklerykalnych, na łamach którego publikuje Agnosiewicz[70], przyznało, że również odizolowani geograficznie do Żydów i Mezopotamii Aztekowie wierzyli w potop. Na łamach tego czasopisma czytamy:

„Aztekowie wierzyli w potop, zanim w XVI wieku przybyli do nich misjonarze”[71].

W tym samym artykule czytamy też o tym, że nawet odizolowani geograficznie i kulturowo od Mezopotamii aborygeni posiadali opowiadanie o potopie. Artykuł ten przyznaje, że we wspomnianym podaniu aborygenów o potopie pojawiają się zadziwiające zbieżności z opowiadaniem biblijnym. Owe zbieżności to motyw tęczy i wysyłania ptaków z arki (w celu sprawdzenia, czy ląd jest suchy), jakie pojawiają się w biblijnej relacji o potopie (por. Rdz 8,6–12; 9,13–16).

Inny artykuł w tym samym numerze wspomnianego przed chwilą czasopisma[72] przyznaje, że w potop wierzyli także odizolowani kulturowo Wietnamczycy, którzy w swym przekazie na ten temat posiadali zadziwiająco zbieżny z biblijnym opowiadaniem (por. Rdz 6,19–20; 7,15) motyw par zwierząt zabieranych na arkę w celu uratowania ich przed wodami potopu.

Po siedmiu dniach wypuszcza on z arki gołębia, następnie jaskółkę; ptaki nie znalazłszy lądu powracają. nieco później Utapisztim wysyła kruka, który nie powraca.

Odpowiedź:

To podobieństwo też nie dowodzi żadnego zapożyczenia. W indiańskich opowiadaniach o potopie, a także wśród opowiadań bardzo wielu plemion żyjących na kontynencie amerykańskim aż po Meksyk również istnieje motyw gołębicy powracającej z gałązką wierzby w celu oznajmienia, że wody potopu opadły[73]. Również w podaniu australijskich aborygenów pojawiał się motyw ptaków, wypuszczanych z arki w celu ustalenia, czy woda po potopie już opadła[74]. Ludy te nie potrzebowały żadnej łączności z mitami Mezopotamii, aby posiadać takie opowiadania, tym samym również Żydzi nie potrzebowali zapożyczać takich opowiadań z mitów mezopotamskich, aby mówić o tym, że Noe wysłał gołębice z arki, która powróciła z gałązką oliwną w dziobie.

W micie babilońskim bogowie kłócą się między sobą, jeden wyrzuca drugiemu, że uratował jakąś rodzinę. W biblijnym świecie monoteistycznym, Bóg toczy rozmowę ze samym sobą. Obiecuje, nie wszczynać nigdy podobnego kataklizmu, który jak się okazało, nie przyniósł Bogu zamierzonego odrodzenia moralnego ludzkości.

Odpowiedź:

To prędzej różnica jak podobieństwo.

Mit o potopie występuje również w religii hinduistycznej. Manu – indyjski Noe – jest uratowany przez boga Wisznu. Został on prawdopodobnie zaczerpnięty z wierzeń babilońskich.

Odpowiedź:

To czyste domniemanie i w świetle tego, co pisałem wyżej, nic nie wskazuje na to, że opowiadanie takie nie mogło w hinduizmie powstać niezależnie.

"Dom Niewoli". Żydzi zawędrowali do Egiptu w wieku XIV p.n.e. Jednak żądania jakie Żydom stawiały władze egipskie, zwłaszcza udział w wielkich pracach budowlanych (czyli tzw. obowiązki obywatelskie), ciążyły nieznośnie tym ludziom pamiętającym swobodę pustyni. Stąd też narodził się biblijny "dom niewoli" – z lenistwa Żydów, o których jeszcze dwudziestowieczna encyklopedia Gutenberga pisała, że mają "wrodzoną niechęć do pracy fizycznej". Przywódcą leniuchów, którzy pod koniec XIII w. ewakuowali się z Egiptu był Mojżesz, który doprowadził swoich druhów do Palestyny. Przez następne dwa wieki prowadzili jej systematyczny podbój.

Odpowiedź:

Albo niedowidzę, albo tu naprawdę nie ma nic o żadnych zapożyczeniach. W zasadzie to co chciał Agnosiewicz tu udowodnić, poza tym, że obraża Żydów za pomocą jakichś krzywdzących uogólnień?

Prawo Mojżesza i Hammurabiego. Zachodzi bardzo wiele podobieństw między oboma kodeksami. Podobnie jak Hammurabi, Mojżesz utrzymywał, że Prawo otrzymał od Boga (Hammurabi od Szamasza, Mojżesz od Jahwe). "Prawa Hammurapiego przedstawiają z prawami Mojżeszowymi podobieństwa, których nie można wytłumaczyć dziełem przypadku. Otóż kodeks babiloński jest o sześć wieków wcześniejszy od daty wyznaczanej przez tradycję kodeksowi Mojżeszowemu; gdyby więc ten ostatni był podyktowany Mojżeszowi przez Boga, Bóg byłby plagiatorem Hammurapiego. Ten wniosek wydał się słusznie niemożliwym do przyjęcia najuniwersalniejszemu z uczonych niemieckich, cesarzowi Wilhelmowi II; w słynnym liście, adresowanym do pewnego admirała, zdecydował, że Bóg dawał natchnienie kolejno kilku ludziom górującym, Hammurapiemu, Mojżeszowi, Karolowi Wielkiemu, Lutrowi i własnemu jego dziadkowi Wilhelmowi I. Ta opinia przeważyła niebawem w kołach dworskich"(Reinach). My jednak, nie stojący na gruncie protestanckim, przyjmijmy, że Jahwe nie był plagiatorem Szamasza, gdyż nie podyktował Mojżeszowi żadnego kodeksu. Wobec Mojżesza również nie używajmy słowa plagiator. Powiedzmy eufemistycznie, że Mojżesz "pozostawał pod wpływem Hammurabiego". Prawo odwetu (talionu – "ząb za ząb") patrz m.in. 2 Sam 21,1n

Odpowiedź:

W każdym prawodawstwie można znaleźć jakieś podobieństwa z tego względu, że niezależnie od szerokości geograficznej natura ludzka jest taka sama. Dziś, tak jak i tysiące lat temu, wciąż mamy złodziei, morderców, cudzołożników. Agnosiewicz przemilcza, że między kodeksem Hammurabiego a Prawem Mojżesza istnieją też różnice. Np. Prawo Mojżesza nie przewiduje, tak jak kodeks Hammurabiego, kary śmierci za kradzieże, ucieczkę niewolnika czy dezercję z wojska. W przypadku zranienia niewolnika przez jego właściciela Prawo Mojżesza przewiduje jego uwolnienie (Wj 21,26n), zaś kodeks Hammurabiego zobowiązywał do wypłacenia mu połowy jego „wartości nabywczej” jako odszkodowania[75].

Baal i Adon są to bożki występujące we wierzeniach fenickich

Odpowiedź:

I co z tego?

Tabu imienia boskiego. To co zaraz napiszę, dla Żydów będzie świętokradztwem. Chodzi o tetragram YHWH. Żydzi wierzą, że tak nazywa się ich Bóg, jednak na czele niemalże swego dekalogu (czyli kodyfikacji rzeczy tabu) umieścili zakaz wymawiania tego imienia.

Odpowiedź:

Dekalog w wersji hebrajskiej nie zakazuje wymawiania imienia Bożego, lecz jego nadużywania. Dopiero Septuaginta wprowadziła taką interpretację tego przykazania w Dekalogu.

W celu niwelacji ryzyka grzechu zapisują to wplatając między te spółgłoski samogłoski ze słowa Adonis (Pan), poza tym zastępują imię boskie słowami Elohim (bogowie), Adonai (pan), El (wódz), i oczywiście Jehowah (bądź Jehowa). Późniejsze usunięcie tetragramu, czyli zapisywania imienia Boga w pismach chrześcijańskich stało się sprzyjającym gruntem teologicznym dla wymyślania koncepcji trynitarnych, personalizacja żydowskiego Boga zapewne uniemożliwiłaby powstawanie podobnych nauk.

Odpowiedź:

Nie wiem, o jakim „usunięciu” tetragramu z Pism chrześcijańskich mówi Agnosiewicz. Nie można usunąć czegoś, czego nie było. Żaden starożytny manuskrypt Pism chrześcijańskich nie zawiera imienia Bożego.

Samą ideę, że imienia boga należy strzec i nie nadużywać jest spotykana u wielu ludów pierwotnych. W imieniu boga plemienia kryje się moc, która w razie gdyby imię zostało poznane przez nieprzyjaciół, mogła być użyta przeciwko danemu plemieniu. Znajomość imienia świętego miała dawać moc nad istotą, którą imię oznaczało. To jest jedna z zasad magii.

Odpowiedź:

Idea niewymawiania imienia Bożego w judaizmie została zaś wprowadzona bardzo późno i powody jej były związane z coraz większym poczuciem transcendencji Boga[76], a nie z magią.

Obrzezanie i powstrzymywanie się od niektórych potraw – Żydzi przejęli ten zwyczaj od kapłanów egipskich w czasie swojego pobytu w Egipcie (muzułmanie z kolei od Żydów). Obrzezanie występowało również u Fenicjan.

Odpowiedź:

Ciekawe jakie to Egipcjanie mają zwyczaje powstrzymywania się od pewnych pokarmów, które przejęli od nich Żydzi, bo o tym jakoś Agnosiewicz nic nie pisze. Pustosłowie za pustosłowiem i same ogólniki. Poza tym wciąż żadnych dowodów na przejęcie takiej czy innej idei. Agnosiewicz wciąż zadowala się tylko samymi podobieństwami, co jak już wiemy, absolutnie niczego nie dowodzi.

Co do obrzezania to jest tu podobnie jak poprzednio, Agnosiewicz wcale nie ma dowodów na to, że Izraelici musieli przejąć ten zwyczaj od Egipcjan. Jest to bzdurą. Pradawny mit pierwotny australijskich aborygenów o Djanggawul mówi, że Djanggawul wprowadził zwyczaj obrzezania[77]. Jak widać, aborygeni odizolowani kulturowo i geograficznie od Egipcjan oraz Żydów nie potrzebowali ich pomocy, aby wykoncypować sobie obrzezanie. Tym samym nie jest wcale dowiedzione, że i Żydzi musieli przejąć tę ideę akurat od Egipcjan. W ogóle nie musieli jej od nikogo przejmować, skoro aborygeni na kontynencie australijskim też nie musieli od nikogo jej przejmować, aby ideę obrzezania wprowadzić.

Wiara w nieśmiertelną duszę. Wywodzi się z religii babilońsko–asyryjskiej. Pierwotnie nie występowało u Żydów, jak ujmowała to strofa księgi Mojżeszowej: "Stworzył tedy Pan Bóg człowieka z prochu ziemi, i natchnął w oblicze jego dech żywota. I stał się człowiek duszą żywiącą [żyjącą]" (Rdz 2,7, BG). Dusza to było połączenie ciała i ducha, czyli siły życiowej tchniętej przez Boga w człowieka – człowiek był duszą, nie istniał byt niezależny od człowieka, od jego ciała. Później, gdy poprzez wpływy helleńskie wiara w nieśmiertelną duszę przeniknęła do judaizmu

Odpowiedź:

To też tylko czysta spekulacja i Agnosiewicz nie był w stanie tego dowieść. Zauważmy, że idea duszy nieśmiertelnej była obecna też u północnoamerykańskich Szoszonów[78], którym Grecy nie byli potrzebni do stworzenia tej koncepcji.

zaczęło to kolidować z inną nauką – o zmartwychwstaniu, które głosiło odżycie wszystkich ciał przy końcu dni. Owa sprzeczność nauk była powodem recypowania pojęć o krainach w których owa dusza ma przebywać – niebie i piekle.

Odpowiedź:

Jeśli idea duszy nieśmiertelnej nie występuje w ST, to po co Agnosiewicz omawia ją w tekście mówiącym o zapożyczeniach koncepcji religijnych w ST? Widać w tym miejscu jakieś zagubienie.

"Prawo «ludu wybranego» nie zawiera ani słowa o bezcielesnej nieśmiertelnej duszy. Czy nie jest to godne zastanowienia ? Nigdzie Mojżesz nie wspomina o nagrodzie i karze w zaświatach, nie obiecuje nieba, nie grozi piekłem. Wszystko jest tam prochem z prochu."

Odpowiedź:

ST nie kończy się na Mojżeszu, nawet się na nim nie zaczyna.

W duszę wierzyli również Majowie, wytępieni przez chrześcijan.

Odpowiedź:

Zatem nawet gdyby idea duszy nieśmiertelnej istniała w ST, to nie byłoby żadnego dowodu na to, że idea ta musiała zostać przejęta od Asyryjczyków czy Babilończyków. Majowie ze swoją wiarą w duszę poradzili sobie bez Asyryjczyków i bez Babilończyków. Znów Agnosiewicz dostarcza argumentów przeciw swej własnej tezie.

Ascetyzm judeochrześcijański wywodzi się, być może, z wierzeń pitagorejskich, które z kolei pozostawały pod wpływem orfizmu w tej kwestii.

Odpowiedź:

„Być może”? Myślę, że polemika jest tu zbyteczna, a brak argumentów na zapożyczenia autorów ST w tej kwestii jest ewidentnie widoczny.

Istnienie diabłów i piekła oraz raju z drugiej strony wywodzi się z religii irańskiej. Wierzenia perskie zakładały dualizm świata: istnienie mocy dobra iż zła walczących ze sobą, aż do czasu gdy dobro zwycięży. Człowiek swą postawą mógł przyspieszać lub opóźniać tę chwilę. Po śmierci dusze ludzkie poddane zostaną sądowi. Przechodząc przez most prowadzący ku zaświatom, złe dusze spadają w otchłań (św. Paweł piekło nazywał właśnie "otchłanią") ciemną i cuchnącą, dobre przechodzą do raju. Idea tego perskiego Szatana (Ahrimana) przeniknęła do wierzeń religijnych Żydów już po ich Wygnaniu.

Odpowiedź:

Oczywiście po raz kolejny Agnosiewicz ma tylko swe spekulacje na to, że koncepcja zła, dobra i szatana została przejęta z religii irańskiej. Koncepcja zła, dobra i szatana istnieje również w wierzeniach ludów, które nie miały styczności z religią irańską. Przekonanie o istnieniu szatana odnaleziono w wierzeniach ałtajskich Mongołów[79]. Szatan w wierzeniach tego ludu przyjmował nawet tak samo jak w Biblii (por. Ap 12,9) postać węża. W węża, który podburzał stworzenie do niemoralności, wierzyli także mieszkający w zupełnie innym zakątku ziemi Indianie Lenape[80]. Wierzenia ałtajskich Mongołów miały pochodzenie syberyjskie i istotnie stwierdzono istnienie takiego przekonania również w wielu pradawnych podaniach syberyjskich[81]. Po raz kolejny więc, opierając się na idei szatana, przekonujemy się, że daną koncepcję religijną mogą posiadać ludy odizolowane od siebie geograficznie, które nie potrzebowały wpływać na siebie, aby dana koncepcja religijna u którejś z nich się pojawiła.

Grecy natomiast w najstarszych czasach nie sądzili aby po śmierci czekała ich nagroda lub kara (jednak orfizm już wiedział o karze i nagrodzie pośmiertnej). Miał to być odpoczynek. Idea ta nie występuje w najstarszej części ST. W Penatateuchu próżno szukać wiary w niebo i piekło, Bóg był sędzią przyziemnym. Za złamanie jego nakazów nie groziła kara piekielna, lecz np. złośliwe wrzody na kolanach, za dochowywanie wierności nakazom nie obiecuje żadnych radości niebiańskich, lecz np. dobre zbiory (wszystkie swoje pogróżki w razie złamania jego praw zawarte są w rozdz. 28 Deut.). Pan nie mówi: "czcij ojca swego i matkę swoją, abyś dostąpił nieba", lecz: "czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi". WSZYSTKIE nagrody i kary były wyłącznie ziemskie. "Rzecz osobliwa, że bajkom o strąconych aniołach czyli szatanach Stary Testament i księgi kanoniczne tak mało udzielają miejsca. Szatan w księdze Hioba jawi się, jako władca świata, zależny jednak od Boga.

Odpowiedź:

Po co więc Agnosiewicz omawia te koncepcje w kontekście zapożyczeń, skoro analogie w tej kwestii nie występują między ST a innymi religiami? Widać tu znów jakieś pogubienie się.

Słowo "szatan" jest pochodzenia chaldejskiego i odpowiada perskiemu Arymanowi, którego Chaldejczycy zaszczycili adoptacyą i wzięli na własność; zaś boleściwy Hiob, pasterz arabski, żył, jeśli żył, na granicy persko – chaldejskich mitów… Demonologia została nam przekazana z odleglejszych czasów – het! – od pierwocin kultury indyjskiej, przechowanej w księgach braminów.

Odpowiedź:

Znów Agnosiewicz nie podaje żadnych uzasadnień na to, co pisze. Idea szatana i demonów istniała już w wierzeniach kultur, które niezależnie od kultury indyjskiej wierzyły w istnienie szatana, przeciwnika Bożego. Przykłady tych kultur podawałem już wyżej.

Niektórzy komentatorowie wywodzą kosmogonię aniołów i ich zniebazstąpienie z księgi Jezajasza, gdzie powiedziane jest: "jakżeto, o Lucyferze, światłonośco, strącono cię z nieba", co starczy za dowód, że ten właśnie szatan, wziąwszy na się postać węża, kusił Ewę poznaniem. Prócz księgi Hioba jeszcze podanie o Tobiaszu napomyka o szatanie i złych duchach. Mimo to, Żydzi nie uznawali piekła, ani szatanów.(…) Dopiero znacznie później, w czasy rozwielmożnienia się faryzeuszów poczęli oni wierzyć w dusz nieśmiertelność i instytucye piekła.

Odpowiedź:

To po co Agnosiewicz po raz kolejny pisze o tym w kontekście zapożyczeń ST? Kolejna niekonsekwencja. Agnosiewicz napisał artykuł o zapożyczeniach w ST, których w ST… jeszcze nie było, bo Żydzi zaczęli w to wierzyć dopiero za faryzeuszów. Bełkot, a nie logiczna argumentacja.

Spotykamy sławne imiona: Belzebuba, Belfagora, Asztaroth, bogów notorycznie syryjskich.

Odpowiedź:

Nie wiem, skąd Agnosiewicz wytrzasnął stwierdzenie, że Belzebub był bogiem „notorycznie syryjskim”. Belzebub był bogiem Filistynów w Ekronie i wspomina o tym ST (2 Krl 1,2.3.6.16). Filistyni zaś wedle wszelkiego prawdopodobieństwa mieli pochodzenie egejskie i przywędrowali z Krety[82]. Nie widzę żadnego ideologicznego zapożyczenia w przejęciu przez Żydów imienia Belzebuba w celu imiennej personifikacji swych wierzeń. Przejęli oni bowiem nie ideę bóstwa, lecz tylko samą nazwę boga przeciwnego Jahwe. Nazwa ta jedynie trafnie oddawała Żydom ideę jednego z Bożych przeciwników, stąd nazwali tak demony w swych wierzeniach. Było to zatem jedynie zapożyczenie językowe, a nie religijne. O Belfegorze i Asztaroth Biblia zaś nie wspomina jako o diabłach, więc coś się Agnosiewiczowi pomyliło.

Fakt zapożyczenia szatana od strony pogańskiej byłby dla religii, uwzględniającej sataniczne byty, dość kłopotliwy, gdyby nie dał się z taką łatwością wytłómaczyć: Oto Pan Bóg tak chciał i tak dopuścił, ażeby wiara w duchy dobre i złe, w nieśmiertelność, wieczną nagrodę i wieczne potępienie, przesiana była wpierw przez przetak dwudziestu ludów i wieków, zanim doszła do świadomości żydowskiej. Nasza religia uświęciła tę długą, żmudną naukę: wszystko, co inne ludy zaledwie przeczuwały, ona wyniosła ponad wszelkie wątpienia, zaś wszystko, co w starożytności było zaledwie widzeniem, obrazem, symbolem, stało się przez objawienie, prawdą boskiej potęgi". (Wolter, Essaie sur les mouers).

Odpowiedź:

Nadal jednak nie dowodzi to w żaden sposób, iż autorzy ST mieliby koniecznie zapożyczyć ideę szatana i demonów od innych ludów. Jak wyżej pisałem na podstawie konkretnych przykładów, idee te istniały niezależnie od siebie w kulturach odizolowanych od obszaru Bliskiego Wschodu.

Samo słowo "diabeł" oznacza złego anioła, zwanego Oskarżycielem (gr. diabolos).

Odpowiedź:

Również nie dowodzi to żadnego zapożyczenia koncepcji religijnych, poza zapożyczeniem językowym. Septuaginta przetłumaczyła po prostu hebrajskie satan za pomocą greckiego diabolos[83]. Samo określenie „diabeł” jest więc czysto wtórnym zjawiskiem leksykalnym względem idei szatana w ST.

Nazwa piekło (ang. hell) pochodzi od skandynawskiego hel. Była to posępna kraina wiecznych lodów i mrozu, przeznaczona dla zmarłych, leżąca na północ od otchłani z której wyłonił się świat.

Odpowiedź:

I może jeszcze z języka angielskiego zapożyczyli tę nazwę autorzy ST?

Z kolei Majowie wierzyli, że istnieje 13 niebios i 9 piekieł.

Odpowiedź:

To po raz kolejny świetnie zaprzecza powyższej tezie Agnosiewicza mówiącej o tym, że ideę raju i piekła autorzy ST musieli zapożyczyć z religii irańskiej. Majowie, geograficznie odizolowani od Iranu, nie potrzebowali wcale koncepcji religijnych Iranu, aby wyznawać ideę raju i piekła, nie potrzebowali więc i Żydzi wierzeń Iranu, aby te idee wyznawać.

Kończąc ten tekst, chciałbym podjąć krótką polemikę z innym i zarazem podobnym tekstem Agnosiewicza na temat podobieństw między Biblią a wierzeniami pogańskimi. Mianowicie, w swych tekście pt. Jezus i inni bogowie[84], wtekście Cuda Jezusa[85] orazw tekście pt. Wpływologie i analogie NT # 1[86] Agnosiewicz utrzymuje na podstawie znów tylko samych podobieństw, że opis Jezusa zawarty w Nowym Testamencie został zaczerpnięty z mitów pogańskich. Agnosiewicz w swym wspomnianym tekście czyni paralele i wynajduje podobieństwa pomiędzy Jezusem a Buddą, Mitrą, Heraklesem i Dionizosem. Jego zdaniem podobieństwa te dowodzą zależności opisu biblijnego od opisów wspomnianych czterech postaci. Co o tym myśleć?

Można tu odpowiedzieć tak samo jak wyżej. Same podobieństwa to jeszcze za mało, aby postulować wpływ opisów wspomnianych postaci na zawarty w Ewangeliach opis Jezusa. Co ciekawe, w tym momencie pomoc przychodzi z najmniej spodziewanej strony. Mianowicie, Karlheinz Deschner pisze w swej książce pt. I znowu zapiał kur[87] o niejakim Apoloniuszu z Tiany, który żył w czasach współczesnych Jezusowi. Deschner wyraźnie zaznacza, że stwierdzono już bezspornie, iż zadziwiające pokrewieństwo między historycznym wizerunkiem Jezusa i Apoloniusza jest jedynie dziełem przypadku, i jest to dziś „powszechna opinia”[ [88]. Jednak podobieństwo takie istnieje.

Deschner w swych rozważaniach o Apoloniuszu[89] wymienia następujące zbieżności między postacią Jezusa a przedstawionym wizerunkiem Apoloniusza. Apoloniusz, tak jak Jezus, bywa już jako dziecko w świątyni i wielu podziwia wtedy jego mądrość (por. Łk 2,46–47). Narodzeniu Apoloniusza, tak jak narodzeniu Jezusa towarzyszą cudowne wydarzenia (por. Mt 2,9). Tak jak Jezus, Apoloniusz wypędza duchy (por. Mt 8,16). Tak jak Jezus Apoloniusz uświadamia innym, że bogactwo nie ma większego znaczenia (por. Mt 6,19 i 13,22). Tak jak Jezus Apoloniusz ucisza burzę (por. Mt 8,27), uzdrawia paralityków (por. Mt 4,24) i ślepców (por. Mt 9,27–30). W Rzymie Apoloniusz wskrzesza martwą dziewczynkę, tak też czynił Jezus (por. Mk 5,39–42). Swoim uczniom zapowiada, że zostanie skazany i uśmiercony, tak samo jak czynił to przecież Jezus (por. Łk 24,6–7). Potem mówi się o jego zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu, co również stanowi analogię względem biografii Chrystusa.

Podobieństwa istnieją nie tylko między opisem Jezusa w Ewangeliach i Apoloniuszem, ale również między opisem Jezusa w Ewangeliach i opisami postaci z wierzeń ludów odizolowanych geograficznie od świata Nowego Testamentu. I tak np. Aztecy wierzyli w boga Quetzalcoatl, który nie tylko tak jak Jezus zmartwychwstał, ale nawet tak jak Jezus narodził się z dziewicy[90].

Nawet w jednym z tekstów na stronie Agnosiewicza czytamy, że wierzenie to pochodzi z czasów ok. 2000 lat przed odkryciem przez Kolumba kontynentu amerykańskiego[91], zatem izolacja geograficzna między kulturą NT a kulturą aztecką jest tu pewna. Wierzenie to powstało zatem niezależnie od wierzeń nowotestamentowych i wraz z omówionym powyżej przypadkiem Apoloniusza idealnie neguje tezę Agnosiewicza, zgodnie z którą nawet uderzające podobieństwa między opisem Jezusa a opisem jakiejś postaci z mitologii pogańskiej muszą dowodzić współzależności tych opisów.

PS Zadziwiające zbieżności idei religijnych obecnych w chrześcijaństwie i innych religiach nie powinny zdumiewać katolików. II Sobór Watykański w Deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich (Nostra aetate) wyjaśnia, że w innych religiach można znaleźć czasem odbicie Prawdy głoszonej przez chrześcijaństwo[92].

Jan Lewandowski

P R Z Y P I S Y :
[1] Por. M. Agnosiewicz, Wpływologie i analogie ST, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,212.
[2] Zachowano oryginalny kształt wypowiedzi M. Agnosiewicza (przyp. redakcji).
[3] Por. J. Synowiec, Na początku, Warszawa 1987, s. 108; por. też M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, t. I, Warszawa 1997, s. 70–72.
[4] Por. D.A. i M.A. Leeming, Mity o stworzeniu świata i ludzi, Poznań 1999, s. 36.
[5] Por. tamże, s. 43.
[6] Por. tamże, s. 204.
[7] Por. D.A. i M.A. Leeming, Mity o stworzeniu…, dz. cyt., s. 45.
[8] Por. tamże, s. 243–244.
[9] Por. tamże, s. 150, gdzie widać to wyraźnie w przytoczonym fragmencie Popol Vuh.
[10] Por. D.A. i M.A. Leeming, Mity o stworzeniu…, dz. cyt., s. 132.
[11] M. Rusecki, Istota i geneza religii, Lublin – Sandomierz 1997, s. 69.
[12] Por. D.A. i M.A. Leeming, Mity o stworzeniu…, dz. cyt., s. 13, 130.
[13] Por. tamże, s. 17.
[14] Por. tamże, s. 36.
[15] Por. tamże, s. 42.
[16] Por. tamże, s. 50
[17] Por. tamże, s. 52.
[18] Por. tamże, s. 58.
[19] Por. tamże, s. 60.
[20] Por. tamże, s. 72.
[21] Por. tamże, s. 74–75, 136, 140.
[22] Por. tamże, s. 78.
[23] Por. tamże, s. 79, 131.
[24] Por. tamże, s. 87.
[25] Por. tamże, s. 89.
[26] Por. tamże, s. 99.
[27] Por. tamże, s. 105.
[28] Por. tamże, s. 114.
[29] Por. tamże, s. 124.
[30] Por. tamże, s. 128, 131.
[31] Por. tamże, s. 130.
[32] Por. tamże, s. 140.
[33] Por. tamże, s. 141.
[34] Por. tamże, s. 142.
[35] Por. tamże.
[36] Por. tamże, s. 144.
[37] Por. tamże, s. 22.
[38] Por. tamże, s. 203.
[39] Por. tamże, s. 246.
[40] M. Elliade, Historia wierzeń…, t. I, dz. cyt., s. 108.
[41] Por. D.A. i M.A. Leeming, Mity o stworzeniu…, dz. cyt., s. 20, 22, 42, 50, 51, 52, 58, 60, 75, 101, 103, 114, 131, 147, 149, 159, 166, 191, 203, 245, 260.
[42] Por. tamże, s. 245
[43] Por. tamże, s. 42.
[44] Por. tamże, s. 50–51.
[45] Por. tamże, s. 58.
[46] Por. tamże, s. 75.
[47] Por. tamże, s. 114.
[48] Por. tamże, s. 149.
[49] Por. tamże, s. 36, 245.
[50] Por. tamże, s. 27.
[51] Por. tamże, s. 159.
[52] Stosowne omówienie tego motywu wśród pradawnych podań przeróżnych kultur świata; por. tamże, s. 17, 19, 21, 27, 89, 105, 117, 127, 131, 146, 159, 164, 205, 214, 239, 250, 260.
[53] Zambijscy Lozi, na bazie wierzeń których w następnej części zdania przytaczam argument o wieży Babel, pochodzą z Afryki, której kontakt kulturowy ze starym światem nastąpił dopiero gdzieś ok. XV wieku naszej ery – por. Encyclopedia Britannica, edycja polska, t. I, Poznań 1997, s. 132, kol. 1.
[54] Por. D.A. i M.A. Leeming, Mity o stworzeniu…, dz. cyt., s. 142–144.
[55] Por. tamże, s. 22.
[56] Por. tamże, s. 75.
[57] Por. M. Eliade, Historia wierzeń i idei religijnych, tom I, dz. cyt., s. 24.
[58] Por. D.A. i M.A. Leeming, Mity o stworzeniu…, dz. cyt., s. 128.
[59] Por. tamże, s. 190.
[60] Por. tamże, s. 194.
[61] Por. tamże, s. 247.
[62] Por. tamże, s. 207.
[63] Por. tamże, s. 171.
[64] Por. M. i P. Deribere, Światowa historia potopu, Gdańsk (b.r.), s. 132, 150, 163, 178.
[65] Por. tamże, s. 167.
[66] Por. tamże, s. 175–176 oraz przypis na s. 176.
[67] Por. tamże, s. 177.
[68] Por. tamże, s. 216.
[69] Por. D.A. i M.A. Leeming, Mity o stworzeniu…, dz. cyt., s. 157.
[70] Por. M. Agnosiewicz, Rozum przede wszystkim (2). Bracia polscy w XX wieku, „Fakty i Mity” nr 4 (99) z 25–31 stycznia 2002 r., s. 11.
[71] A.J.P., Legendy o potopie, „Fakty i Mity” nr 45 (192) z 7–13 listopada 2003 r., s. 17.
[72] Por. A. J. Palla, Arka Noego, „Fakty i Mity” nr 45 (192) z 7–13 listopada 2003 r., s. 17.
[73] Por. M. i P. Deribere, Światowa historia potopu, dz. cyt., s. 177.
[74] A.J.P., Legendy o potopie, art. cyt., s. 17.
[75] Por. J. Synowiec, Pięcioksiąg, Kraków 2000, s. 219–220.
[76] Por. tenże, Mojżesz i jego religia, Kraków 1996, s. 66.
[77] Por. D.A. i M.A. Leeming, Mity o stworzeniu…, dz. cyt., s. 61.
[78] Por. tamże, s. 226.
[79] Por. tamże, s. 61.
[80] Por. tamże, s. 142.
[81] Por. tamże, s. 20,42, 177, 238–239.
[82] Por. Encyklopedia biblijna, Warszawa 1999, s. 302.
[83] Por. tamże,s. 203.
[84] Por. M. Agnosiewicz, Jezus i inni bogowie, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1847.
[85] Por. tenże, Cuda Jezusa, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,605.
[86] Por. tenże, Wpływologie i analogie NT # 1, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,203.
[87] K. Deschner, I znowu zapiał kur, t. I, Gdynia 1996.
[88] Tamże, s. 79.
[89] Por. tamże.
[90] Por. D.A. i M.A. Leeming, Mity o stworzeniu…, dz. cyt., s. 199.
[91] Por. L. Graham, Mity i oszustwa biblijne # 1, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,193.
[92]Nostra aetate, II.

CZY NAUKA O PIEKLE JEST NAUKĄ BIBLIJNĄ?

Niniejszy tekst jest odpowiedzią na tekst Mariusza Agnosiewicza pt. Duszpasterstwo strachu, jaki został zamieszczony w internetowym serwisie racjonalistycznym[1]. W tekście tym Agnosiewicz próbuje za pomocą pewnych tekstów Biblii zanegować ideę biblijnego piekła. Swój wspomniany tekst, na który będę odpowiadał – podobnie jak w przypadku jednego z jego poprzednich tekstów, z jakimi polemizowałem na łamach niniejszego serwisu – Agnosiewicz ułożył w formie dialogu pomiędzy księdzem (oznaczanym w tym dialogu za pomocą określenia ksiądz katecheta i skrótu Kk) a pewnym uczniem (oznaczanym w tym dialogu za pomocą określenia Prostaczek i za pomocą skrótu P). Tradycyjnie, dla ułatwienia odróżnienia moich wypowiedzi od wypowiedzi Agnosiewicza, jego tekst zaznaczam kursywą[2].

Polemika:

Prostaczek – Czcigodny ojcze, czy mógłby nam ojciec opowiedzieć dzisiaj co nieco o piekle? Pamiętam, że jak byłem mały to strasznie się go bałem, bo jak nam mówił ksiądz na kazaniu – to wieczny ogień straszniejszy niż jakikolwiek inny na świecie. Kiedyś zdarzył się w naszej wiosce straszny wypadek – zapalił się dom wewnątrz którego była cała rodzina. Dwie osoby zmarły w płomieniach, jedną wydobyto jeszcze żywą. Widziałem jak ją wynoszono. Niemal nie miał skóry, lekarze musieli wstrzykiwać morfinę wprost w ciało. Nie ruszał się, ale był przytomny. Najgorsze były jego oczy, które zdawały się prosić o śmierć – to był największy wstrząs mojego życia. Miał szczęście – umarł następnego dnia. Przyznam, że nie potrafię sobie wyobrazić, dłuższej męki w takim stanie. Piekło ma być jeszcze gorsze i na dodatek trwające przez całą wieczność – tryliony lat. Pomyślałem sobie wówczas, że warto czynić cokolwiek aby tam się nie znaleźć, nie ważne: dobro czy zło – cokolwiek. Później jednak naszły mnie wątpliwości: czy Bóg jest aż tak okrutny ?!

Odpowiedź:

Po pierwsze, nie wiem, skąd idea, że męki piekielne mają być cierpieniem zadawanym przez Boga; człowiek prędzej cierpi z powodu własnej decyzji, tzn. dlatego, że Boga odrzucił. Cierpienie to wynika ze świadomości utraty szczęścia, jakim jest Bóg. Może być ono czysto psychicznym uczuciem wynikającym z wiecznej utraty szczęścia wynikającego z przebywania z Bogiem (patrz niżej). Nikt się dziś nie upiera, że „piekło” to jest jakiś buchający ogniem gigantyczny „grill” dla ludzi czy coś w tym rodzaju. Kościół też nie upiera się przy tym, że w piekle będzie istniał dla ludzi jakiś materialny ogień. To raczej tylko obrazowe ujęcie. Jak podaje jedna z katolickich encyklopedii, dzisiaj w piekło rozumiane jako miejsce rzeczywistej kary fizycznej wierzą już tylko fundamentaliści i konserwatyści, zaś: „Według bardziej umiarkowanego poglądu piekło nie jest konkretnym miejscem i Bóg nie przygotowuje złoczyńcom tortur fizycznych. Piekło jest raczej stanem wiecznego oddzielenia od Boga, utratą świadomości Boga i błogosławieństwa nieba”[3]. Zatem istnieją w Kościele interpretacje tego ognia w sensie udręk czysto psychicznych, które są przez niektórych uważane za cierpienia o wiele głębsze od fizycznego. Taka interpretacja zdaje się też wynikać również z nauki Katechizmu Kościoła katolickiego (dalej: KKK), w którym wyrażenie „ogień wieczny” zastosowano w związku z zadawaniem cierpień duszy bytującej już po śmierci ciała[4]. Dlatego powyższy wywód o mękach piekielnych, rozumianych koniecznie jako potworna śmierć w pożarze, jest raczej wynikiem nieuważania podczas wyżej wspomnianego kazania w kościele niż nauką Kościoła.

A może to wcale nieprawda ?

Ksiądz katecheta – No cóż, takie są konsekwencje grzechu, należy się z tym liczyć. Powinno to nas skłaniać do cnotliwego postępowania.

P. – Trochę o tym czytałem i wiem, że Biblia nie mówi o tym jednoznacznie. Raczej dość niejasno. Przede wszystkim zdumiewa brak kary piekielnej w większej części Starego Testamentu. Aż do IV-III w. p.n.e. Żydzi nie mieli w tej kwestii żadnych informacji. Wszystkie kary i nagrody były ziemskie.

Odpowiedź:

Nie. Księga Izajasza zapowiada „wieczny” (tak ma też tekst hebrajski) ogień kary dla grzeszników (Iz 33,14; patrz też niżej), Księga proroka Ezechiela, która powstała na długo przed III wiekiem przed Chrystusem, również mówi o tym, że niektórzy umarli w Szeolu doznają cierpienia (Ez 33,24-30). ST najczęściej dość skąpo wypowiada się o stanie umarłych w Szeolu, tu mamy jednak jeden z wyjątków, jedną z aluzji. ST nie objawia pełni nauki o piekle (tak jak czyni to NT), nie znaczy to jednak, że nie znajdujemy w ST nawiązań do tej idei. Zresztą nawet gdyby idea kary pośmiertnej miała powstać w późniejszym okresie judaizmu, to czy to coś strasznego? Kto powiedział, że idea ta miała zostać przez Boga objawiona „od razu”?

Wymienia je np. Księga Powtórzonego Prawa w rozdz. 28. Jest to tym bardziej ciekawe, że w tym czasie wszystkie inne religie znały już kary pośmiertne. Żydzi byli chyba najbardziej materialistyczną religią spośród wierzeń Bliskiego Wschodu.

Kk. – Ale przecież prorok Izajasz mówi nam wyraźnie o ognistym sądzie boskim i karze piekielnej

P. – Mówi że Bóg ukarze buntowników płomieniami ognia, ale nie mówi wcale o piekle.

Odpowiedź:

Nadal same półprawdy. Nie jest wcale konieczne, aby Izajasz używał słowa „piekło”. To termin czysto umowny. Księga Izajasza wcale nie musi używać słowa „piekło”, wystarczy, że uczy o nim, mówiąc o „wiecznych płomieniach” dla grzeszników (Iz 33,14) i przeznaczonym dla nich ogniu, co „nie zgaśnie” (Iz 66,24) w czasach mesjańskich.

Prorocy albo nic o piekle nie mówią, albo mu przeczą, albo zasłaniają się agnostycyzmem. Weźmy Koheleta,

Odpowiedź:

Kohelet nie był prorokiem, ale cóż, nie każdy musi o tym wiedzieć.

który mówi, że nie ma żadnej kary pośmiertnej dla złych: "Wszystko jednakie dla wszystkich: Ten sam spotyka los sprawiedliwego, jak i złoczyńcę, tak czystego, jak i nieczystego, zarówno składającego ofiary, jak i tego, który nie składa ofiar; tak samo jest z dobrym, jak i z grzesznikiem, z przysięgającym, jak i z takim, którzy przysięgi się boi. To złem jest wśród wszystkiego, co się dzieje pod słońcem, że jeden dla wszystkich jest los. A przy tym serce synów ludzkich pełne jest zła i głupota w ich sercu, dopóki żyją. A potem – do zmarłych! (…) żyjący wiedzą, że umrą, a zmarli niczego zgoła nie wiedzą, zapłaty też więcej już żadnej nie mają, bo pamięć o nich idzie w zapomnienie". (Koh 9:2-6; BT). Kohelet jest jednak wierzącym agnostykiem: "Zobaczyłem więc, że nie ma nic lepszego nad to, że się człowiek cieszy ze swych dzieł, gdyż taki jego udział. Bo któż mu pozwoli widzieć, co stanie się potem?" (3,22).

Odpowiedź:

Tutaj nauczanie Koheleta zostało ukazane jak w krzywym zwierciadle i zacytowane bez naświetlenia szerszego kontekstu i literackiego tła przesłania tej księgi. Księga Koheleta jest literackim opisem ludzkiego niezdecydowania i zwątpienia, więc nie na miejscu jest używanie jej jako argumentu bez uwzględnienia kontekstu i tego wyjątkowego w całej Biblii rodzaju literackiego, jak to robi Agnosiewicz. Księga Koheleta jest literackim opisem ludzkiego niezdecydowania i zwątpienia, co najlepiej widać jak się weźmie Księgę Koheleta całościowo, bez wyrywania z niej wersów. I tak np. w Koh 1,17 i 2,15 autor stwierdza o mądrości:

„I postanowiłem sobie poznać mądrość i wiedzę, szaleństwo i głupotę.

Poznałem, że również i to jest pogonią za wiatrem […]”.

„I po cóż więc nabyłem tyle mądrości? Rzekłem przeto w sercu, że i to jest

marność” (Biblia Tysiąclecia – dalej: BT).

Zatem samo zwątpienie. Ale już dalej autor ten wyzwala się ze zwątpienia co do wartości posiadania mądrości, i w Koh 7,11-12 stwierdza:

„Lepsza jest mądrość niż dziedzictwo, i z większym pożytkiem dla tych,

którzy widzą słońce […], a większa jest jeszcze korzyść z poznania

mądrości: darzy życiem tego, który ją posiada” (BT).

W Koh 3, 21 Kohelet pisał, że nie wiadomo, czy duch ożywiający ciało ludzkie wraca do Boga, ale już dalej, w Koh 12,7, jest pewien, że wraca, itd.

Zatem autor ten jest miotany wątpliwościami raz po raz i nie może być bez uwzględnienia kontekstu być cytowany jako wyrocznia kwestiach teologicznych. Nawiązując do tego niezdecydowania autora Księgi Koheleta, można wspomnieć, że rabini żydowscy również je dostrzegali, jak pisze Abraham Cohen:

„Trudności z zaakceptowaniem Księgi Koheleta wypływały z jej widocznych niespójności. «Mędrcy starali się wycofać Księgę Koheleta, ponieważ jej stwierdzenia są wzajemnie sprzeczne. Dlaczego tego nie uczynili? Dlatego że zaczyna się od słów Tory i kończy się słowami Tory […]» (Szab. 30 b)”[5].

Cytowanie zatem przez Agnosiewicza jego słów z Koh 9,5 (zaprzeczających karze pośmiertnej) w celu dowodzenia czegokolwiek jest chybione i stanowi manipulację na tekście biblijnym. Równie dobrze można by z Biblii cytować słowa przeciwników Bożych, grzeszników i diabłów, żeby dowieść, czego się chce.

Aby ukazać, że cytowane przez Agnosiewicza fragmenty Księgi Koheleta nie były pełną nauką Biblii o stanie umarłych, a raczej ilustracją ludzkiego zwątpienia, poniżej rozbijam na części powyższy tekst wyjęty przez Agnosiewicza z Księgi Koheleta 9,2-6, poniżej zaś każdego fragmentu z tego tekstu podaję dla przeciwwagi inne cytaty z ST, aby ukazać, czego ST naprawdę uczy na ten temat i czego Agnosiewicz oczywiście już nie zacytował. A więc do dzieła:

Kohelet:

Wszystko jednakie dla wszystkich: Ten sam spotyka los sprawiedliwego, jak i złoczyńcę, tak czystego, jak i nieczystego, zarówno składającego ofiary, jak i tego, który nie składa ofiar; tak samo jest z dobrym, jak i z grzesznikiem, z przysięgającym, jak i z takim, którzy przysięgi się boi.

Stary Testament:

„Toteż występni nie ostoją się na sądzie ani grzesznicy – w zgromadzeniu sprawiedliwych, bo Pan uznaje drogę sprawiedliwych, a droga występnych zaginie” (Ps 1,5-6 – BT).

„Zło, którego się grzesznik boi, spadnie na niego, sprawiedliwi uzyskają to, czego pragną. Gdy wicher zawieje – nie ma już grzesznika, lecz sprawiedliwego podstawy są wieczne […]. Sprawiedliwy nie runie na wieki, grzesznicy na ziemi nietrwali” (Prz 10,24-25.30 – BT).

„Lepsza jest odrobina, którą ma sprawiedliwy, niż wielkie bogactwo występnych, bo ramiona występnych będą połamane, a sprawiedliwych Pan podtrzymuje. Pan zna dni nienagannych, a ich dziedzictwo trwać będzie na wieki; w czasie klęski nie zaznają wstydu, a we dni głodu będą syci. Występni natomiast poginą; wrogowie Pana jak krasa łąk zwiędną, jak dym się rozwieją […]. Błogosławieni przez Pana posiądą ziemię, przeklęci przez Niego będą wyniszczeni […], bo Pan miłuje sprawiedliwość i nie opuszcza swych świętych; nikczemni wyginą, a potomstwo występnych będzie wytępione” (Ps 37,16-22.28 – BT).

„Występny czatuje na sprawiedliwego i usiłuje go zabić, lecz Pan nie zostawia go w jego ręku i nie pozwala skazać, gdy stanie przed sądem. Miej nadzieję w Panu i strzeż Jego drogi, a On cię wyniesie, abyś posiadł ziemię; zobaczysz zagładę występnych. Widziałem, jak występny się pysznił i rozpierał się jak cedr zielony. Przeszedłem obok, a już go nie było; szukałem go, lecz nie można było go znaleźć. Strzeż uczciwości, przypatruj się prawości, bo w końcu osiągnie [ten] człowiek pomyślność. Wszyscy zaś grzesznicy będą wyniszczeni, potomstwo występnych wyginie. Zbawienie sprawiedliwych pochodzi od Pana; On ich ucieczką w czasie utrapienia. Pan ich wspomaga, wyzwala; wyzwala ich od występnych i zachowuje, do Niego bowiem się uciekają” (Ps 37,32-40 – BT).

„Umrze tylko ta osoba, która grzeszy. Syn nie ponosi odpowiedzialności za winę swego ojca ani ojciec – za winę swego syna. Sprawiedliwość sprawiedliwego jemu zostanie przypisana, występek zaś występnego na niego spadnie. A jeśliby występny porzucił wszystkie swoje grzechy, które popełniał, a strzegł wszystkich moich ustaw i postępowałby według prawa i sprawiedliwości, żyć będzie, a nie umrze: nie będą mu poczytane wszystkie grzechy, jakie popełnił, lecz będzie żył dzięki sprawiedliwości, z jaką postępował. Czyż tak bardzo mi zależy na śmierci występnego – wyrocznia Pana Boga – a nie raczej na tym, by się nawrócił i żył? A gdyby sprawiedliwy odstąpił od swej sprawiedliwości i popełniał zło, naśladując wszystkie obrzydliwości, którym się oddaje występny, czy taki będzie żył? Żaden z wykonanych czynów sprawiedliwych nie będzie mu poczytany, ale umrze z powodu nieprawości, której się dopuszczał, i grzechu, który popełnił” (Ez 18,20-24 – BT; por. też Ez 33,12-16).

Kohelet:

To złem jest wśród wszystkiego, co się dzieje pod słońcem, że jeden dla wszystkich jest los. A przy tym serce synów ludzkich pełne jest zła i głupota w ich sercu, dopóki żyją.

ST:

„Tam zadrżeli ze strachu, gdyż Bóg jest z pokoleniem sprawiedliwym. Chcecie udaremnić zamiar biedaka: lecz Pan jest jego ucieczką. Kto przyniesie z Syjonu zbawienie Izraela? Gdy Pan odmieni los swego narodu, Jakub się rozraduje, Izrael się ucieszy” (Ps 14,5-7 – BT).

„I odmienię los Judy i los Izraela, odbudowując ich jak przedtem. Oczyszczę ich ze wszystkich grzechów, jakimi wykroczyli przeciw Mnie, i odpuszczę wszystkie ich występki, którymi zgrzeszyli przeciw Mnie i wypowiedzieli Mi posłuszeństwo. Jerozolima zaś będzie radością, chwałą i dumą wśród wszystkich narodów ziemi, które usłyszą o dobrodziejstwach, jakie jej wyświadczyłem. Będą się one lękać i drżeć wobec wszelkich przejawów dobroci i pomyślności, jaką jej dałem. To mówi Pan: Na tym miejscu, o którym mówicie: «Jest to pustkowie bez ludzi i bez trzody» – w miastach judzkich i na ulicach Jerozolimy, opuszczonych, bezludnych, niezamieszkałych i bez trzody rozlegnie się jeszcze głos radości i głos wesela, głos oblubieńca i oblubienicy, głos tych, co mówią, składając ofiary dziękczynne w domu Pańskim: «Wychwalajmy Pana Zastępów, bo dobry jest Pan, bo na wieki Jego łaskawość». Odmienię bowiem los tego kraju na taki, jaki był przedtem – mówi Pan. To mówi Pan Zastępów: W miejscu tym opuszczonym, bezludnym i bez trzody i we wszystkich jego miastach będzie znów schronisko dla pasterzy, pędzących trzodę do legowiska. W miastach górskich, w miastach nizinnych, w miastach Negebu, w ziemi Beniamina, w okolicach Jerozolimy i w miastach judzkich znów będą stada przechodzić przez ręce tego, który je liczy – mówi Pan. Oto nadchodzą dni – wyrocznia Pana – kiedy wypełnię pomyślną zapowiedź, jaką obwieściłem domowi izraelskiemu i domowi judzkiemu. W owych dniach i w owym czasie wzbudzę Dawidowi potomstwo sprawiedliwe; będzie wymierzać prawo i sprawiedliwość na ziemi. W owych dniach Juda dostąpi zbawienia, a Jerozolima będzie mieszkała bezpiecznie. To zaś jest imię, którym ją będą nazywać: «Pan naszą sprawiedliwością»” (Jr 33,7-16 – BT).

„Dlatego tak mówi Pan Bóg: Teraz odwrócę los Jakuba i zmiłuję się nad całym domem Izraela, i zatroszczę się o moje święte imię. I zapomną oni o swojej hańbie i o wszystkich swoich niewiernościach, których dopuścili się przeciwko Mnie, gdy bezpiecznie żyć będą w swoim kraju, a nikt ich nie będzie niepokoił, gdy spośród narodów sprowadzę ich i zgromadzę ich z rąk nieprzyjaciół, i okażę się w nich świętym przed oczami wielu narodów pogańskich. I poznają, że Ja, Pan, jestem ich Bogiem, gdy wyprowadziwszy ich na wygnanie pomiędzy pogan, zgromadzę ich znowu w ich kraju i nie pozostawię tam już żadnego z nich. I już nie będę na przyszłość ukrywał oblicza mojego przed nimi, kiedy Ducha mojego wyleję na Izraelitów – wyrocznia Pana Boga” (Ez 39:25-29, BT).

„Ty zaś idź i zażywaj spoczynku, a powstaniesz, by otrzymać swój los przy końcu dni” (Dn 12,13 – BT).

„W owym czasie was przywiodę, w czasie, gdy was zgromadzę; albowiem dam wam imię i chwałę u wszystkich narodów ziemi, gdy odmienię wasz los na waszych oczach – mówi Pan” (So 3,20 – BT).

Kohelet:

A potem – do zmarłych! […] żyjący wiedzą, że umrą, a zmarli niczego zgoła nie wiedzą […].

(O egzystencji w Szeolu w świetle tekstów ST napiszę więcej nieco dalej).

Kohelet:

[…] zapłaty też więcej już żadnej nie mają […].

ST:

„Oto co Pan obwieszcza wszystkim krańcom ziemi: «Mówcie do Córy Syjońskiej: Oto twój Zbawca przychodzi. Oto Jego nagroda z Nim idzie i zapłata Jego przed Nim. Nazywać ich będą ‘Ludem Świętym’, ‘Odkupionymi przez Pana’. A tobie dadzą miano: ‘Poszukiwane’, ‘Miasto nie opuszczone’»” (Iz 62,11-12 – BT).

„Zesłał odkupienie swojemu ludowi, ustanowił na wieki swoje przymierze; a imię Jego jest święte i lęk wzbudza. Bojaźń Pańska początkiem mądrości; wspaniała zapłata dla tych, co według niej postępują, a sprawiedliwość Jego trwać będzie zawsze” (Ps 111,9-10 – BT).

Kohelet:

[…] bo pamięć o nich idzie w zapomnienie.

ST:

„Przysiągł Pan na dumę Jakuba: Nie zapomnę nigdy wszystkich ich uczynków” (Am 8,7 – BT).

Jak widać, prawie każde twierdzenie Koheleta jest niezgodne z nauczaniem ogólnym ST, co potwierdza to, o czym pisałem wyżej, mianowicie, że jego księga jest literacką ilustracją ludzkiego zwątpienia i nie można tekstów tej księgi bezdyskusyjnie stosować jako rozstrzygającej o tym, czego ST uczy lub czego nie uczy w jakiejś kwestii teologicznej (jak to właśnie błędnie robi Agnosiewicz).

Materialistą był też Hiob. Ukazuje on niegodziwca, który opływa w dostatki oraz sprawiedliwego uginającego się pod ciężarem losu. Po śmierci nie ma żadnych rekompensat: "w ziemi leżą razem, obydwu pokrywa robactwo". (21:26).

Odpowiedź:

Tekst z Hi 21,26 nie zajmuje się stanem duchowym, w jakim znajdują się umarli, pisze jedynie o rozkładzie ich ziemskich ciał w grobach, zatem Agnosiewicz, odnosząc ten tekst do życia pozagrobowego, zwyczajnie naciąga ten tekst do tego, o czym on nie mówi.

Dopiero klęski Żydów (zwłaszcza prześladowania króla Antiocha IV w latach 175-164 p.n.e.) i kontakt ze światem hellenistycznym spowodowały, że przejęli oni naukę o piekle dla złych (w niektórych apokryfach chrześcijańskich występują nawet postacie z mitologii greckiej, takie jak Hades; chrześcijanie oczywiście głosili, że to Grecy od nich zaczerpnęli ideę piekła, jak choćby Minucjusz Feliks, który dowodzi, że Wergiliusz, autor piekła z Eneidy, czerpał niewątpliwe inspiracje w literaturze żydowskiej, zapożyczając się z Biblii). Nie przez przypadek pojawia się ona wyraźnie po raz pierwszy w apokaliptycznej księdze Daniela zredagowanej w tamtym okresie (ok. 160 r. p.n.e.): "Wtedy nastąpi okres ucisku, jakiego nie było, odkąd narody powstały, aż do chwili obecnej. W tym czasie naród twój dostąpi zbawienia: ci wszyscy, którzy zapisani są w księdze. Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie". (Dn 12:1-2). Jednak do pełnego upowszechniania piekła doszło po dalszych klęskach (zburzenie Świątyni w roku 70 n.e. i początek diaspory, 135 r.n.e.). Dawniej po śmierci czekał wszystkich Szeol, czyli miejsce wiecznego snu. Po ostatecznych niepowodzeniach ziemskich Żydów, zaczęli oni wierzyć, że jednak Szeol jest tylko poczekalnią przed finalnym podziałem dusz na krainy Edenu i Gehenny.

Odpowiedź:

Nieprawda. Żydzi wierzyli w to, że umarli już w Szeolu mogą cierpieć, jak to wyżej ukazałem za pomocą choćby Księgi Ezechiela, która nawet wedle liberalnych krytyków były spisana na długo przed okresem z lat 175-164 p.n.e. Warto też zauważyć, że Agnosiewicz nie wykazał, że koncepcja piekła została przejęta przez Żydów od Greków. Przecież powoływanie się przez niego na apokryfy chrześcijańskie, które tym samym nie były przez członków judaizmu uważane za księgi święte, nie może absolutnie świadczyć o przejęciu wcześniej przez Żydów czegokolwiek od ich religii. Zatem takie argumenty jak powyższy to czysta anachroniczna erystyka. Warto też nadmienić, że Szeol biblijny w ST nie jest miejscem niebytu, ale nikłej egzystencji, gdzie ludzie egzystują jako „cienie” – co Biblia oddaje przez refa’im. Na egzystencję umarłych w Szeolu wskazuje Hioba 26,5, gdzie jest mowa o umarłych, którzy „drżą w podziemiu”. Tak samo ma Psalm 139,8, gdzie autor wyznaje wiarę w obecność przy nim Jahwe, gdy będzie on spoczywał w Szeolu (por. też przypis do Ps 6,6 w BT). Tekst Iz 14,9 także wskazuje na egzystencję w Szeolu, gdzie mowa o poruszeniu i przebudzeniu się cieni zmarłych. Jak może poruszyć i przebudzić się coś, co nie egzystuje? Ez 32,21 podaje, że duchy z Szeolu przemówią, a więc egzystują. Nie jest więc prawdą, że dopiero od czasów Antiocha IV Żydzi zaczęli wierzyć w Szeol jako coś więcej niż tylko krainę „wiecznego snu” umarłych.

W Gehennie miało być siedem pięter, każde kolejne zaś sześciokrotnie okropniejsze od poprzedniego. Oprócz ognia występuje wiele innych potworności, takie jak ciemne pomieszczenia rojące się od skorpionów czy konieczność zjadania własnego ciała. Jednak Gehenna miała być tylko tymczasowa, coś jakby chrześcijański Czyściec – po odbyciu zasłużonych mąk dusza kierowana jest do Edenu, gdzie zażywa szczęścia. Od tego mieli być jednak wyłączni najwięksi grzesznicy, m.in. chrześcijanie.

Kk. – Żydzi to przeniewiercy. Takie właśnie bezbożne przypuszczenia zaprowadziły ich do odstępstwa, a w konsekwencji do zerwania Testamentu z Bogiem, co potwierdzili krzyżując Jezusa. Bóg musiał więc zawrzeć następną umowę, tym razem z chrześcijanami. Spisana ona jest w formie Nowego Testamentu.

P. – Nawet jeśliby przyjąć, że Bóg dopiero z czasem wyjawił dodatkowe warunki umowy wybrania, o których początkowo zmilczał, nie wspominając o nich ani Abrahamowi, ani Mojżeszowi, ani prorokom, tak jednak również Nowy Testament nie daje nam podstaw do żadnych dogmatów piekielnych. Temat piekła poruszany jest nadzwyczaj rzadko. W najstarszej części pism, czyli u św. Pawła, piekło występuje zaledwie …jeden raz, i to w znaczeniu świata podziemnego (Flp 2,10). W listach Piotra również nic (poza apokryficznym drugim listem pochodzącym z II w.). Podobna pustka w Dziejach Apostolskich. Czy to możliwie, że Paweł nic prawie o tym nie wie, skoro na inne tematy wiary wypowiada się tak obszernie ?

Odpowiedź:

Nie wiem, czego tu Agnosiewicz chce dowieść, że Paweł niby nie znał idei piekła? Przecież Agnosiewicz sam wyżej przyznał, że ideę piekła Żydzi przejęli jeszcze przed przyjściem Chrystusa, tu zaś na bazie argumentu ex silentio w pismach św. Pawła próbuje Agnosiewicz dowodzić, że Pawłowi obca była idea piekła. Gdzie tu sens i konsekwencja? Przecież Paweł, Żyd z urodzenia i z obrzezania, zanim został chrześcijaninem, był faryzeuszem (por. Flp 3,5; por. też Dz 22,3), ci zaś jak najbardziej wierzyli w ideę piekła, o czym świadczył w I wieku inny uczony w Piśmie – Flawiusz[6]. Por. też w tym miejscu Mt 23,3. Co do Dziejów Apostolskich, to po pierwsze, jest to historia pierwotnego Kościoła, a nie wykład wszystkich prawd wiary, po drugie zaś, nawet niewierzący religioznawcy na bazie analizy stylu Dziejów i Ewangelii Łukasza uznają[7], że autorem tych dwóch ksiąg jest jeden człowiek, który w dodatku w Ewangelii Łukasza pisał o stanie kary i męki pośmiertnej (Łk 16,23-28; por. też Łk 3,9,17, gdzie czytamy o ogniu nieugaszonym, w jaki będą wrzuceni grzesznicy; por. też Łk 13,28 o płaczu i zgrzytaniu zębami w przyszłym świecie).

Kk. – Co ty wiesz o piekle !? Tyle co nic. Pamiętaj, że najgorzej cierpią tam ci, którzy w nie wątpią.

P. – Za co ?

Kk. – W imię zasad, drogi synu.

P. – Kościelnych ?

Kk. – Biblijnych, czyli Bożych. Św. Paweł nauczał, iż Jezus Chrystus po swej śmierci na krzyżu zstąpił do piekła, gdzie przebywał przez pewien czas, do swego zmartwychwstania, o czym dowiadujemy się m.in. z listu do Rzymian oraz Efezjan. Widać niedokładnie przygotowywałeś się do Pierwszej Komunii, bo najwyraźniej nie znasz wyznania wiary, które powtarza te słowa Pisma: "…zstąpił do piekieł i trzeciego dnia zmartwychwstał…"

P. – Nie ma tam mowy o piekle tylko o krainie umarłych. Oznacza to prawdopodobnie, że poszedł tam wybawić sprawiedliwych, zmarłych przed jego przyjściem. Kościół odczytał to na swój sposób, a zstąpienie Jezusa do piekieł pojawia się dopiero w chrześcijaństwie w IV wieku.

Kk. – O piekle dowiadujemy się przede wszystkim z ewangelii.

P. – Tak, czyli z najpóźniejszych tekstów Nowego Testamentu.

Odpowiedź:

Najpóźniejszych – według kogo, według Agnosiewicza? To mi dopiero autorytet w tej sprawie! Warto w tym miejscu nadmienić, że Agnosiewicz jest niekonsekwentny, bowiem w innych swych tekstach, kiedy mu to wygodne, reprezentuje pogląd zupełnie odwrotny, przedkładając właśnie nauczanie Jezusa z Ewangelii nad nauczanie Pawła, gdy pisze: „Zostawmy jednak Pawła. Nie on jest najważniejszy przecież, lecz to, czego nauczał i jaki przykład dawał Jezus”[8].

Kiedy zatem Agnosiewiczowi jest to wygodne, to Ewangelie i nauczanie Jezusa w nich zawarte nie jest wiarogodne, bo to „najpóźniejsze” utwory NT. Z drugiej strony ten sam Agnosiewicz przy innej okazji odwołuje się do nauczania Jezusa, bo to Jego przekaz jest „najważniejszy”. Gdzie tu jest konsekwencja?

Jednak i tam piekło oznacza prawie zawsze Gehennę – zupełnie konkretne miejsce. Ge-Hinnom, czyli Dolina Jęku była miejscem przeklętym, w którym kiedyś składano ofiary Baalowi, niewykluczone, że także ludzkie ofiary. Od czasu powrotu Żydów z Wygnania było to ogromne śmietnisko, gdzie stale płonęły ścierwa zwierząt i najróżniejsze nieczystości – stale gorzał tam ogień i występowało robactwo. To przeniesiono później do wyobrażeń o rzekomym piekle. Czytamy więc u Marka: "…lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie". (9:45-46).

Odpowiedź:

Bardzo istotny moment. Zwróćmy uwagę na to, że Agnosiewicz jest w tym miejscu zmuszony przyznać, że najstarsza Ewangelia Marka jednoznacznie uczy o piekle. Warto to zestawić z faktem, że nawet jeden z niewierzących religioznawców musiał przyznać[9], iż nikt z badaczy (zatem wszystko jedno, czy katolickich, czy niewierzących) nie spiera się z faktem, że Ewangelia Marka powstała nie później niż w roku 75, co w tym wypadku oznacza, że już tak wcześnie nauka o piekle była wyznawana przez chrześcijan

Ogień i robactwo Gehenny stały się odtąd stałymi elementami chrześcijańskiego piekła. Wiele pisze o tym Mateusz. Aż sześć razy powtarza, iż "tam będzie płacz i zgrzytanie zębów". Mówi ponadto o ciemnościach i o wiecznym ogniu. Najwięcej ognia wytworzył Jan w swojej Apokalipsie, najpóźniejszej części Nowego Testamentu. Czytamy tam m.in.: "…będzie katowany ogniem i siarką wobec świętych aniołów i wobec Baranka. A dym ich katuszy na wieki wieków się wznosi i nie mają spoczynku we dnie i w nocy..". (14:10-11). To od niego pochodzi "ogniste jezioro, gorejące siarką".

Kk. – Jak więc widzisz, sam dowiodłeś, że piekło jest ideą biblijną.

Odpowiedź:

Otóż to!

P. – Niczego takiego nie dowiodłem, proszę księdza. Dowiodłem za to czegoś przeciwnego. Mianowicie, że nauka o piekle, ta gigantyczna budowla strachu, ma nad wyraz wątłe podstawy w Biblii i na pewno nie umożliwia budowania żadnych dogmatów.

Odpowiedź:

Czy w ogóle jest cokolwiek, co może przekonać Agnosiewicza? Wyżej przytaczał on mówiące ewidentnie o piekle fragmenty z Ewangelii Marka, aby tu stwierdzić, że idea piekła „ma nad wyraz wątłe podstawy w Biblii”. Gdyby nie czytelnicy niniejszego Serwisu Apologetycznego, w ogóle nie prowadziłbym chyba niniejszej polemiki dla samej tylko polemiki z Agnosiewiczem.

Najpierw zupełny brak, później narastanie i wreszcie kulminacja Janowa, takie stopniowe kręcenie bicza strachu, rozwinięte jednak dopiero w całej pełni w II wieku.

Odpowiedź:

A z którego argumentu Agnosiewicza to wynika?

"Że szatan tkwi we łbach teologów, temu nie przeczę. Ja jednak jestem od tego opętania wolny." – jak powiem za Wolterem. Można wprawdzie wierzyć, że Bóg kiedyś rozliczy złe uczynki, ale przypuszczać, że zgotuje on taką niewyobrażalną kaźnię dla grzeszników jest w najwyższym stopniu niemoralne.

Odpowiedź:

„Moralne” – wedle jakiego kodeksu? No bo przecież nie wedle chrześcijańskiego. A może wedle kodeksu Woltera? A może wedle kodeksu Agnosiewicza? Wedle jakich kryteriów go ustalili?

A jak się mówi – grzeszność to cecha głęboko ludzka. Jak słusznie powiedział jeden z sceptycznych teologów: "Jedyną rzeczą gorszą od potępienia jest być w niebie z Bogiem, który stworzył takie piekło."

Odpowiedź:

Ciekawe, czy ów teolog chciałby być w niebie z Bogiem, który zabrałby mu wolność w zakresie możliwości niekochania Boga.

Ale kto dziś jeszcze wierzy w piekło… To było dobre dla ciemnych wieków, kiedy kler miał wyłączność na oświatę. Odkąd ludzkość zaczęła się samouświadamiać i podnosić z ciemnoty, straszenie piekłem może tylko bawić, jak choćby Machiavellego, który na łożu śmierci miał powiedzieć: "Chcę iść do piekła nie do nieba. W piekle cieszyć się będę towarzystwem papieży, królów i książąt, a w niebie są sami żebracy, mnisi, pustelnicy i apostołowie". Pozostaje ono zaszłością sprzed wieków i ponurym reliktem dogmatycznym, w który mało kto naprawdę wierzy. A ci co wierzą, też nie zawsze w zgodzie z Kościołem, jak dawniej nasz wielki Mikołaj Rej: "Wierz mi, że tam niemało rozmaitych stanów: królów, książąt rozlicznych, najwięcej kapłanów."

Odpowiedź:

Błyskotliwe te wszystkie wywody, ale w takim razie nie wiem, po co one w ogóle wszystkie są Agnosiewiczowi potrzebne, wraz z całą jego powyższą próbą negowania idei piekła, skoro w niebie są tylko papieże, królowie i książęta, zaś reszta „samouświadomionej” ludzkości, zdaniem Agnosiewicza i jego mistrzów, w piekło już nie wierzy. Czyż to nie na swój sposób paradoksalne? Nie pierwszy raz i nie ostatni.

Jan Lewandowski


P R Z Y P I S Y :
[1] Por. M. Agnosiewicz, Duszpasterstwo strachu, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,333.
[2] Zachowano oryginalny kształt wypowiedzi M. Agnosiewicza (przyp. redakcji).
[3] Encyklopedia biblijna, Warszawa 1999, s. 511.
[4] Por. Katechizm Kościoła katolickiego, Pallottinum 1994, punkt 1035, s. 253.
[5] A. Cohen, Talmud. Syntetyczny wykład na temat Talmudu i nauk rabinów dotyczących religii, etyki i prawodawstwa, Warszawa 1995, s. 159.
[6] Por. J. Flawiusz, Wojna żydowska, II, 8, 14.
[7] Por. Z. Poniatowski, Źródła do wczesnego chrześcijaństwa, w: Katolicyzm starożytny jako forma rozwoju pierwotnego chrześcijaństwa, red. J. Keller, Warszawa 1969, s. 83.
[8] Por. M. Agnosiewicz, Kapłaństwo kobiet, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,341.
[9] Zenon Kosidowski pisał: „Niemałe różnice wyłoniły się także w odniesieniu do daty powstania Ewangelii Marka. U wszystkich badaczy daty te nie wykraczają jednak poza okres ograniczony latami od 50 do 75”; Z. Kosidowski, Opowieści Ewangelistów, Warszawa 1979, s. 73.

KAPŁAŃSTWO KOBIET

Niniejszy tekst jest odpowiedzią na tekst Mariusza Agnosiewicza pt. Kapłaństwo kobiet[1], który został zamieszczony w internetowym serwisie racjonalistycznym. W tekście tym Agnosiewicz za pomocą pewnych tekstów Biblii próbuje dowieść, że w pierwotnym chrześcijaństwie kobiety sprawowały „funkcje kapłańskie”. Swój wspomniany tekst, na który będę odpowiadał – podobnie jak w przypadku jednego z jego poprzednich tekstów, z jakimi polemizowałem na łamach niniejszego serwisu – Agnosiewicz ułożył w formie dialogu, jaki odbywa się pomiędzy księdzem (oznaczanym w tym dialogu za pomocą określenia ksiądz katecheta i skrótu Kk) a pewnym uczniem (oznaczanym w tym dialogu za pomocą określenia Prostaczek i za pomocą skrótu P). Tradycyjnie, dla ułatwienia odróżnienia moich wypowiedzi od wypowiedzi Agnosiewicza, jego tekst zaznaczam kursywą.

Polemika

Agnosiewicz pisze[2]:

Prostaczek – Proszę księdza, dlaczego w Kościele katolickim kobiety nie mogą pełnić funkcji kapłańskich, skoro trudno jest utrzymać w obecnych czasach taki zakaz. Na zachodzie coraz częściej mówi się o kryzysie powołań, proboszczowie nierzadko muszą obsługiwać po kilka parafii. Czy nie jest to więc zwykła dyskryminacja, seksizm kościelny? A przecież kobieta mogłaby bardzo dobrze pełnić funkcje pasterskie. Radzą sobie przecież na nich dość dobrze w kościołach protestanckich i taki krok z pewnością przyczyniłby się pozytywnie do polepszenia stosunków z tamtymi kościołami

Odpowiedź:

Pragmatyzm i wygoda to widocznie jeszcze za mało. Gdyby Kościół stosował kryterium upraszczania sobie życia w swej misji, to chyba w ogóle musiałby z tej misji zrezygnować.

Kk. – Synu, krok ten pogorszyłby nasze stosunki z prawosławiem…

P. – Czyli w tej kwestii Kościół woli patrzeć na wschód, nie na zachód? Jednak nie jest to chyba prawdą, proszę księdza. Kościół nie za bardzo przejmuje się opinią popów w tym co sam robi. Przykładem choćby niedawne ustanowienie diecezji katolickich w Rosji, co zostało tam odebrane jako katolicki "marsz na wschód", choć bynajmniej nie było to konieczne, gdyż nie zmieniło to niczego w faktycznym funkcjonowaniu tamtejszych wspólnot katolickich. Zaogniło tylko sytuację. Proszę więc nie tłumaczyć tego tak nieudolnie.

Odpowiedź:

Tutaj Agnosiewicz przedstawia naukę katolicką po prostu fałszywie. Niepowierzanie kobietom funkcji kapłańskich ma w Kościele rzymskim zupełnie inne podstawy niż chęć utrzymania dobrych stosunków ze Wschodem. Po prostu w Kościele rzymskim kapłan działający in persona Christi wyobraża Jezusa lub Boga Ojca, stąd nie może być nim kobieta. Jak podaje Katechizm Kościoła katolickiego w punkcie 1554: „[…] Niech wszyscy szanują diakonów jak [samego] Jezusa Chrystusa, a także biskupa, który jest obrazem Ojca, i prezbiterów jako Radę Boga i zgromadzenie Apostołów; bez nich nie można mówić o Kościele”. Tak samo podaje jeden z podręczników liturgiki, w którym czytamy, że akt wyświęcenia na kapłana polega na „wybraniu i upodobnieniu do Chrystusa […]”[3].

Kk. – Oczywiście, to tylko kwestia drugorzędna, przede wszystkim idzie o słowa Pańskie, które są dla nas najistotniejsze. Pismo wyklucza kobiety od nauczania jednoznacznie. Św. Paweł pisał: "Kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć; nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje. A jeśli pragną się czego nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów! Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu. Czyż od was wyszło słowo Boże? Albo czy tylko do was przyszło? (1Kor 14, 34n). W innym miejscu czytamy: "Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom – we wszystkim." (Ef 5, 24).

P. – To faktycznie niemała zagadka, bo w innym miejscu Paweł jest wyraźnie niekonsekwentny, pisząc do Rzymian: "A polecam Wam Febę, siostrę naszą, która jest diakonisą zboru w Kenchreach, Abyście ją przyjęli w Panu, jak przystoi świętym, i wspierali ją w każdej sprawie jeśliby od was tego potrzebowała, bo i ona była wielu pomocna, również mnie samemu"(Rzym 16, 1n). Mamy więc jasno wyrażone, że kobieta w początkach chrześcijaństwa mogła pełnić funkcje kapłańskie.

Odpowiedź:

Tylko się Agnosiewiczowi wydaje, bo wcale tu nie jest to jasno wyrażone. W tekście greckim Febę określono terminem diakonon, co oznacza przede wszystkim „sługa”. W języku greckim rdzeń dia niósł ze sobą ideę służby drugiemu. Termin diakonon to właśnie wyraża. Ciekawe, że w NT określono terminem diakonon Chrystusa (Rz 15,8), w znaczeniu „sługa obrzezanych”. W Rz 15,8 termin ten oznacza zatem jedynie zwykłą służbę. I nic więcej. Termin diakonon znajdujemy też w niektórych tekstach krytycznych w 1 Tes 3,2 (inne mają w tym miejscu: synergon – „współpracownik”), gdzie określono tym terminem Tymoteusza. Tekst nie przydziela mu jednak z racji tego żadnych „funkcji kapłańskich”, o jakich pisze wyżej Agnosiewicz. Termin diakonos – to jest to samo słowo, tyle że w rodzaju męskim i w mianowniku (diakonon jest w Rz 16,1 w bierniku). Występuje ono np. w następujących miejscach: Mt 20,26; Mk 9,35; 10,43; Rz 13,4 (władze ludzkie określone mianem sługi Boga); Ga 2,17 (Chrystus jako „sługa grzechu”); Ef 3,7 („sługa Ewangelii”); 6,21 (Tychik jako „sługa w Panu” – diakonos en kyrio); Kol 1,7 (Epafras, „sługa Pomazańca”); 1,23 (tak jak w przypadku Ef 3,7); 1,25; 4,7 (tak jak w przypadku Ef 6,21); 1 Tm 4,6 (Tymoteusz określony jako „sługa Pomazańca”).

Oto wszystkie dalsze miejsca w NT, gdzie użyto słów w jakikolwiek sposób związanych ze słowem diakon. Co ciekawsze miejsca komentuję krótko w nawiasach, podając także dokładnie ich formę gramatyczną, w jakiej występują w tekście greckim: Mt 20,26 (sługa apostołów, największy wśród nich – por. Mk 9,35 i 10,43); Mt 20,28; 22,13 (zwykłe sługi króla w przypowieści Jezusa); 23,11; 27,55; Mk 9,35; 10,43; 10,45; Łk 10,40 (służba Marty); 12,37; 17,8; 22,26-27; J 2,5; 2,9; 12,26; Dz 1,17; 1,25 (posługa apostolska w zastępstwie za Judasza określona mianem: diakonias – „służba”); 6,1-2; 6,4; 11,29; 12,25; 19,22 (Tymoteusz i Erast określeni jako służący Pawłowi); 20,24 (służba dla Ewangelii); 21,19; Rz 11,13; 12,7; 15,25; 15,31; 1 Kor 3,5 (Paweł i Apollos nazwani diakonoi – „słudzy”); 12,5; 16,5; 2 Kor 3,3; 3,6 (słudzy nowego przymierza); 3,7 (diakonia – „służba” śmierci); 3,8 (służba dla ducha); 3,9; 4,1; 5,18; 6,3-4; 8,4; 8,19-20; 9,1 (diakonias – służba chrześcijan dla chrześcijan w znaczeniu dobroczynności materialnej); 9,12-13; 11,8 (diakonian – znaczenie takie jak w przypadku 2 Kor 9,8); 11,15 (diakonoi – słudzy szatana przybrani za sługi sprawiedliwości, rzeczownik w mianowniku, w rodzaju męskim, w liczbie mnogiej); 11,23; Ef 4,12; Fil 1,1 (diakoni [diakonois – celownik, rodzaj męski, liczba mnoga] wspomniani obok biskupów [episkopoi], być może aluzja do diakona jako posługi); Kol 4,17; 1 Tm 1,12; 1 Tm 3,8; 3,10; 3,12 (trzy ostatnie używają słowa diakonous i diakonoi w sensie diakona jako posługi); 3,13; 2 Tm 4,5; 4,11; Flm 13; Hebr 1,14; 6,10; 1 P 4,10-11; Ap 2,19.

Wnioski z powyższej analizy są następujące: Spośród całego wachlarza znaczeń słów powiązanych ze słowem diakonon tylko w trzech miejscach NT, tzn. w Flp 1,1, 1 Tm 3,8,10 i 12 słowo to może oznaczać posługę obok urzędu biskupa (z czego nie wynika, że jest to taki sam urząd jak urząd „prezbitera” [„zwykły ksiądz” w Kościele rzymskim] czy „episkopa” [„biskup” w Kościele rzymskim]; por. też przypis w Biblii Tysiąclecia [dalej: BT] do Flp 1,1).

Jednakże w przeważającej części miejsc NT słowo „diakon” posiada inne znaczenie, począwszy od słowa „diakon” odniesionego do rządów służących Bogu (Rz 13,4), w sensie służby grzechowi (Ga 2,17), w sensie kogoś, kto służy Ewangelii (Ef 3,7; Kol 1,23), Jezusowi (Ef 6,21; Kol 1,7; 4,7; 1 Tm 4,6), a nawet w znaczeniu sług szatana (2 Kor 11,15). Jak widać, słowo „diakon” może zatem oznaczać w NT bardzo różne „sługi”, zatem wcale nie jest pewne, że w Rz 16,1 użyto wobec Feby słowa „diakonisa” w znaczeniu właśnie „funkcji kapłańskiej”, jak wyżej chce Agnosiewicz, skoro rzeczownik ten stosowano także na określenie zwykłej świeckiej służby, np. służby pełnionej przez sługi króla (jak np. w Mt 20,26; por. też Mt 22,13; 23,11; Mk 9,35; 10, 43, itd.) itd.

To po pierwsze, a po drugie, 1 Tm 3,11 jest jedynym tekstem w NT, gdzie można się doszukać w miarę pewnej aluzji co do tego, że kobiety pełnią funkcję diakonów. Nie pomoże to jednak wiele Agnosiewiczowi, bowiem Pierwszego Listu do Tymoteusza nie uważa on za autentyczny list Apostoła Pawła (patrz niżej). Ponadto z tekstu nie wynika, jaki jest to rodzaj posługi i czy miało to już wtedy cokolwiek wspólnego z urzędami określanymi w NT jako „biskup” i „prezbiter”. Nie ma zatem żadnego dowodu na to, co pisze Agnosiewicz, tzn. że kobiety mogły w NT pełnić „funkcje kapłańskie”. Dopiero wtedy gdyby jakiejś kobiecie przypisano w NT funkcję prezbitera czy biskupa, sprawa wyglądałaby inaczej. Tak jednak nie jest. Skoro Agnosiewicz ma zwyczaj odwoływania się do „najstarszych źródeł” na temat chrześcijaństwa, to niech weźmie sobie pod uwagę, że na podstawie NT nie możemy przypisać „funkcji kapłańskich” kobietom.

I po trzecie wreszcie, Agnosiewicz zdaje się nie wiedzieć, że w Kościele rzymskokatolickim stopień diakona w przeciwieństwie do stopnia prezbitera i biskupa nie jest uważany za funkcję kapłańską, o czym wyraźnie uczy Katechizm Kościoła katolickiego[4]. Tym samym nawet gdyby dziś kobiety w Kościele rzymskokatolickim mogły pełnić funkcję diakonis, nie oznaczałoby to, że są dopuszczone do kapłaństwa, jak zakłada Agnosiewicz na podstawie swojej interpretacji Rz 16,1.

Należy też wspomnieć, że w Kościele rzymskokatolickim kobiety były dopuszczane do posługi diakonis i z powodzeniem uczestniczyły w tej funkcji, co zanikło jednak po X wieku. Obecnie w Kościele rzymskokatolickim istnieje tendencja ku przywróceniu tej posługi. Być może najstarsza wzmianka o diakonisach znajduje się w Liście Pliniusza do Trajana, który pochodzi z początku II wieku. Mowa tam o dwóch torturowanych chrześcijankach, które nazywały siebie „usługującymi” (ministrae). Koresponduję to z wspomnianą w Rz 16,1 wzmianką o Febie, którą określono, jak wiemy, mianem diakonon, co znaczy właśnie „sługa”. List Pliniusza do Trajana nie podaje jednak żadnych dalszych informacji w temacie owego „usługiwania” dwóch chrześcijanek i nie wiemy nawet, czy mamy tu do czynienia z posługą rozumianą jako jakiś urząd kościelny. Tertulian[5] i Epifaniusz[6] upatrywali diakoniski we wdowach wspomnianych w 1 Tm 5,3-16. O diakonisach uczyli też Klemens Aleksandryjski[7] i Orygenes[8]. Pierwszy sobór nicejski w kanonie 19. określił wiek diakonis na co najmniej 60 lat (por. 1 Tm 5,9), zaś sobór chalcedoński obniżył tę granicę do lat 40.

Kk. – Przeważają jednak zakazy w tej kwestii. W liście do Tymoteusza czytamy: "Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się. Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem lecz [chcę, by] trwała w cichości. Albowiem Adam został pierwszy ukształtowany, potem – Ewa. I nie Adam został zwiedziony, lecz zwiedziona kobieta popadła w przestępstwo. Zbawiona zaś zostanie przez rodzenie dzieci (1 Tym 2, 12n)

P. – Pawłowe autorstwo tego listu jest wśród naukowców kwestionowane, tak samo jak listu do Efezjan. Pozostaje więc wzmianka w liście do Koryntian. Albo jest to późniejszy dopisek kopistów, albo też jest autentyczna i świadczy o tym, że Paweł nie był w tej kwestii zdecydowany. W innym miejscu przyznaje, że nie wszystko czego naucza pochodzi z objawienia, część dodaje od siebie (np. sprawy małżeńskie), może więc i do tego należy podchodzić nieco inaczej.

Odpowiedź:

Rozumowanie typowe dla Agnosiewicza i jemu podobnych „krytyków” Biblii. Nawet gdy jest on skłonny uznać jakiś list za Pawłowy (Kor), to jeśli jakiś fragment mu nie pasuje, to jest to „późniejszy dopisek”. Czemu? Bowiem to nie pasuje Agnosiewiczowi do jego tezy o kapłaństwie kobiet. To kapłaństwo oczywiście istniało jego zdaniem już w NT, choć nie podaje on na to żadnych poważnych argumentów. Jedynym argumentem za tym jest… jego własna teza, ta zaś decyduje, co jest „późniejszym dopiskiem” w Kor. Oto idealny przykład błędnego koła, istne petitio principii w rozumowaniu. Wiemy, co napisał św. Paweł na temat nauczania kobiet w Liście do Koryntian, i pozostaje nam się tego trzymać, wbrew zagubionym w swym rozumowaniu „krytykom” Biblii, którzy nawet sami ze sobą nie mogą dojść do porozumienia, a mimo to dyktują innym, co mają myśleć.

Kk. – Św. Paweł wiele razy wspominał, że mężczyzna bardziej nadaje się do służby Pańskiej, że przewyższa kobietę. Jak choćby taka oto gradacja: głową Chrystusa – Bóg, głową mężczyzny – Chrystus, głową kobiety – mężczyzna (1 Kor 11,3). Albo nieco dalej: mężczyzna – obrazem i chwałą Boga, kobieta – chwałą mężczyzny (1 Kor 11,7). Najbardziej chyba dobitny pod tym względem jest ten oto fragment: "To nie mężczyzna powstał z kobiety, lecz kobieta z mężczyzny. Podobnie też mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny. Oto dlaczego kobieta winna mieć na głowie znak poddania..". (1 Kor 11:8-10).

P. – Faktycznie był Paweł mizoginem, jednak w liście do Galatów zrównuje kobietę z mężczyzną: "Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie". (3:28).

Odpowiedź:

Takie zrównanie godności w zakresie człowieczeństwa wcale nie musi zakładać zrównania funkcji. Zauważmy, że np. w J 17,21 jest powiedziane, że Jezus, Bóg Ojciec i uczniowie Jezusa są „jedno”. Czy to jednak oznacza, że jakiś uczeń Jezusa miał takie same prawa jak np. Bóg Ojciec? Nie. Zatem stwierdzenie, że ktoś jest z kimś „jednym”, nie upoważnia jeszcze do wniosku, że te osoby pełnią równe funkcje. Powyższy argument Agnosiewicza oparty na Ga 3,28 jest zatem wyjątkowo nietrafny.

Kk. – Tylko w obliczu Boga, lecz nie w naszych ziemskich stosunkach.

P. – Zostawmy jednak Pawła. Nie on jest najważniejszy przecież, lecz to czego nauczał i jaki przykład dawał Jezus.

Odpowiedź:

O, a to jak na Agnosiewicza co najmniej dziwny pogląd, tym bardziej że w swym innym tekście przedkładał brak nauczania Pawła o piekle nad nauczanie Jezusa z Ewangelii na ten temat[9]. Widać w tym ewidentną niekonsekwencję w podejściu do tekstu biblijnego. Kiedy to Agnosiewiczowi potrzebne, to Jezus ma rację, nie Paweł, przy innej okazji jest zaś odwrotnie, gdy Agnosiewiczowi jest potrzebne, aby to Paweł miał rację, nie Jezus. Zwykłe manipulowanie czytelnikiem, i nic więcej.

W ewangeliach widzimy, że kobiety odgrywają znaczną rolę. Już choćby przez to, że to one właśnie troszczyły się o utrzymanie finansowe gminy, one utrzymywały Jezusa, jak czytamy w ewangeliach "usługiwały ze swego mienia" (Łk 8,3, por. też Mk 15,41, Mt 27,55).

Odpowiedź:

W żadnym wypadku nie wynika jednak z tego, że miały pełnić „funkcje kapłańskie”, jak zakłada Agnosiewicz. Zauważmy, że np. wedle ST pokolenia Manassesa i Efraima wraz z innymi pokoleniami łożyły na utrzymanie świątyni jerozolimskiej (2 Krn 34,9). Czy to oznaczało, że poprzez to pokolenia te mogły zostać dopuszczone do godności kapłańskiej, jaka przysługiwała tylko lewitom (por. Lb 18,23)? Nie, nie wynika tak z żadnego tekstu Biblii. Powyższe argumentowanie Agnosiewicza jest zatem jeszcze bardziej naciągane.

A przecież funkcje biskupa w swych początkach ograniczały się do zadań administracyjnych, finansowych !

Odpowiedź:

Z wersów wyżej przytoczonych przez Agnosiewicza absolutnie nie wynika, że takie same funkcje pełniły w NT kobiety. To, że łożyły ze swego mienia na pierwszą wspólnotę, o niczym jeszcze nie świadczy. Wszyscy chrześcijanie w NT musieli łożyć na utrzymanie pierwszej wspólnoty, o czym świadczy tekst z Dz 4,34-37. Agnosiewicz sprawia więc wyżej fałszywe wrażenie, gdy sugeruje, że kobiety miały jakiś przywilej w „usługiwaniu ze swego mienia”. Absolutnie nie – było to udziałem właściwie wszystkich pierwszych chrześcijan, jak świadczy podany przeze mnie wyżej tekst z Dz.

Kk. – Nie było żadnej apostołki!

P. – Faktycznie, nie było. Zdarzało się jednak, że zwykła jawnogrzesznica mogła trafniej przewidzieć zamiary Jezusa, niż szacowne grono Apostołów. Mamy oto scenę w której pewna grzeszna kobieta dowiedziawszy się, że Jezus gości w domu faryzeusza, przybiegła tam z flakonikiem drogocennego olejku, którym oblała jego stopy. Goście patrzyli na to zdegustowani, lecz Jezus napomniał Szymona: "Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi." (Łk 7,37-50). Nie ostatni raz tam gdzie zawodzili Apostołowie, sytuację ratowała kobieta. Można nawet wyraźnie dostrzec, że status Marii Magdaleny w pierwotnym kościele był znaczny, może taki jak i Apostołów.

Odpowiedź:

Takie wyróżnienie jawnogrzesznicy absolutnie nie świadczy jeszcze o tym, że kobiety pełniły funkcje kapłańskie czy miały więcej do powiedzenia niż Apostołowie. Wie to każdy, kto przeczyta choć kilka ksiąg NT. Im dalej wchodzimy w tekst, tym bardziej Agnosiewicz manipuluje przesłankami biblijnymi, naciągając je do swojej tezy. Dobrze, że Agnosiewicz za pomocą powyższego incydentu z flakonikiem nie doszedł do wniosku, że jawnogrzesznica miała po tej sytuacji więcej do powiedzenia niż nawet Piotr w pierwotnym Kościele. To by dopiero było!

Kiedy dla Jezusa przyszły ciężkie czasy Apostołowie stale go zawodzili. Usypiali, kiedy kazał im czuwać, Piotr trzykrotnie się go wyparł, Judasz sprzedał za trzydzieści srebrników, w drodze krzyżowej i w czasie śmierci towarzyszyły mu kobiety, a już po śmierci uczniowie załamali się zupełnie. Kobiety zaś na trzecie dzień udały się do jego grobu. Maria Magdalena była tą której pierwszej się objawił po zmartwychwstaniu. Natychmiast uradowana postanowiła opowiedzieć o tym uczniom, lecz ci "nie chcieli jej wierzyć" (Mk 16,11), pomimo, że wcześniej wiedzieli od Jezusa, że ten powstanie z martwych trzeciego dnia. I tutaj mamy coś uderzającego swą wymową – to kobieta była tą, która pierwsza głosiła ewangelię – dobrą nowinę zmartwychwstania, bowiem wówczas nakazał Jezus głosić Marii tę wieść (zob. J 20,17)! Czy potrzeba nam więcej argumentów?!

Odpowiedź:

No, w sumie nawet przydałoby się. Może Agnosiewicz pokazałby po prostu, gdzie w NT na mocy powyższych wydarzeń z udziałem kobiet oddano w ich ręce „ster chrześcijaństwa”? Po drugie, zauważmy, jak Agnosiewicz odszedł już daleko od tematu głównego wątku (jaki sam zresztą zaczął – patrz tytuł niniejszego tekstu), którym jest przecież kapłaństwo kobiet, a nie ich wybicie się pod względem gorliwości wiary ponad momentami słabych duchowo Apostołów.

Można wszakże jeszcze wspomnieć, że w innych pismach tamtego okresu, choć nie zaliczanych do kanonu, jednak chrześcijańskich tak samo jak i kanoniczne, pozycja Marii Magdaleny wyeksponowana jest jeszcze wyraźniej. W Ewangelii Marii [Magdaleny], która powstała w II wieku, Maria jako jedyna otrzymała od Jezusa objawienie po jego śmierci. Uczniowie jednak buntują się przeciwko niej, nie chcą jej zaufać: "Piotr powiedział: «Czyżby On [Jezus] rozmawiał z kobietą w tajemnicy przed nami, nie zaś otwarcie? …Czyżby przedkładał ją nad nas?»" Na to inny uczeń imieniem Lewi bierze Marię Magdalenę w obronę, mówiąc: "Jeżeli Zbawiciel uczynił ją tego godną – kim ty jesteś, że ją odrzucasz? Z całą pewnością Zbawiciel zna ją bardzo dobrze. Dlatego kochał ją bardziej niż nas".

Odpowiedź:

W żaden sposób nie wynika jednak z tego, że kobiety mogły dzięki temu piastować w pierwotnym chrześcijaństwie jakieś „funkcje kapłańskie”.

Z kolei w Ewangelii Filipa

Odpowiedź:

Przy czym nie jest to Ewangelia kanoniczna, i dla chrześcijan nie stanowi ona tekstu autorytatywnego.

również z II wieku czytamy: "Zbawiciel ukochał Marię Magdalenę bardziej aniżeli wszystkich pozostałych uczniów i częstokroć całował ją w usta". Uczniowie byli bardzo zazdrośni o takie uprzywilejowanie Magdaleny: "Pozostali uczniowie przyszli do niej i robili jej wymówki. Mówili [też] do Niego: «Dlaczego kochasz ją bardziej niż nas wszystkich?» Zbawiciel odpowiadając, powiedział im: «Dlaczego nie kocham was tak jak ją?»". Ewangelie apokryficzne jej właśnie wiarę nazywają opoką, nie zaś Piotrową, Piotr zaś w obecności Marii musiał …milczeć. Skarżył się z tego powodu w: "Panie mój, nie możemy dłużej znosić tej kobiety. Ona pozbawia nas wszelkiej sposobności do powiedzenia czegokolwiek. Wciąż zabiera głos." (Pistis Sophia). Widzimy więc wyraźnie, że w pierwotnym chrześcijańskie występowała ostra rywalizacja dwóch nurtów. Zwycięskim okazał się antykobiecy katolicyzm.

Odpowiedź:

Jaka „rywalizacja dwóch nurtów”? Agnosiewicz poza paroma incydentami, w których kobiety okazały się gorliwsze w swej wierze, nigdzie nie wykazał, że na mocy tego ktoś (np. Jezus) lub nawet one same piastowały jakikolwiek urząd w Kościele. Nawet gdyby zaś to wykazał, to od tego jeszcze daleka droga do twierdzenia, że rywalizowały one z Apostołami w zakresie kierowania chrześcijaństwem.

Jan Lewandowski


P R Z Y P I S Y :
[1] Por. M. Agnosiewicz, Kapłaństwo kobiet, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,341.
[2] Zachowano oryginalny kształt wypowiedzi M. Agnosiewicza (przyp. redakcji).
[3] Por. B. Nadolski, Liturgika, t. III, Poznań 1992, s. 188.
[4] Por. Katechizm Kościoła katolickiego, Pallottinum 1994, punkt 1554.
[5] Tertulian, Ad uxorem, I, 7.
[6] Epifaniuesz, Pomarion, 79,3-4.
[7] PG 8, 1198.
[8] PG 14, 1278.
[9] Por. M. Agnosiewicz, Duszpasterstwo strachu, http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,333.