VII. NEW AGE

Nowa sytuacja społeczno–polityczna w Polsce po 1989 r. wiązała się chronologicznie z okresem mocnego oddziaływania na społeczeństwo ideologii New Age. Ruch ten należy rozumieć jako eklektyczny i wielowymiarowy ruch społeczny o charakterze luźnej, globalnej meta–sieci (metanetwork), angażujący różne grupy i jednostki powiązane ze sobą światopoglądowo przez wspólnie uznawane idee kultury alternatywnej wobec chrześcijańskiej, dążący do szeroko rozumianej przemiany cywilizacji Zachodu w kierunku idealnego i doskonałego „nowego porządku”, osiąganego na drodze ewolucyjnej fuzji jednostkowych transformacji świadomości, zaspokajający potrzeby duchowe, w tym i religijne, współczesnego człowieka[117].

To, co jest treścią społecznej akomodacji New Age, stanowi mieszankę „wyższych” i „niższych” form tego ruchu. Różnią się one między sobą walorami intelektualnymi, niekiedy będąc zaledwie uproszczoną i komercyjną formą okultystyczną[118].

Rozpowszechnianie się Ruchu Nowej Ery doprowadziło po prostu do jego częściowej komercjalizacji. Dlatego też w procesie rozwoju New Age ogromną rolę odegrały środki masowego przekazu. Można mówić bowiem o kształtowaniu przekonań okultystycznych czy postaw magicznych przez takie filmy jak „Gwiezdne wojny”, „Star Trek”, „Odmienne stany świadomości”, a także filmy dla dzieci: „Kapitan Planeta”, „Co–nan — łowca–przygód” itp. W pierwszym, jak i drugim kanale TYP ukazały się różne seriale (np. „Sea Quest”) i programy cykliczne (w rodzaju „Gimnastyki oddechowej”, „Tai Chi”, „Kung Fu”), które były już typowo „wodnikowe”[119].

Niekiedy wprost podejmowano zagadnienia meta–psychiki lub z pogranicza spirytyzmu, np. film o zjawisku gięcia łyżeczek siłą własnej woli, relacje z festiwali „Nie z tej ziemi”, programy o tarocie jako relaksie, astrologii jako „wiedzy psychologicznej” itd. O podobnych osobliwościach można było również często usłyszeć w różnych audycjach radiowych.

Niezwykle bogaty stawał się dział wydawanych książek i broszur propagujących różne formy „nowej mądrości”, w tym spirytystycznej. Pozycje propagujące „prawdy” o „trójkącie bermudzkim”, piramidach czy „kamieniach z Icca” przestawały być czymś niezwykłym[120]. Inne – traktowały o magii, tarocie, astrologii, kabale, spirytyzmie, radiestezji itp. Ilość tytułów nieustannie wzrastała. Pojawiały się także bardziej „duchowe” pozycje, począwszy od książek Silvy (propagujących jego metodę na opanowanie umysłu i ciała), L. Weresa, L. E. Stefańskiego, L. Żądło, różnych mistrzów w rodzaju J. Krishnamurtiego, Satya Sai Baby, Jagad Guru (Siddhaswarupananda Paramahamsa), Ole Nydahla, T. Lobsanga Rampy, aż do P. Mulforda, A. E. Powella, Bławatskiej, Gurdżijewa, M.– F. Longa i Shir–ley MacLaine. Ukazywały się też powieści (np. Mewa R. Bacha), encyklopedie, przede wszystkim jednak poradniki – medytacji, wszelkich terapii, sposobów na zdrowe i piękne życie, widzenia aury, kontaktu z duchami itd. Należy też wspomnieć takie książki jak: Moc pozytywnego myślenia, Nie ma rzeczy niemożliwych, To ja decyduję o moim życiu czy Każdemu sprzedasz wszystko, co zechcesz. Autorzy bardzo często powołują się w nich na „boga”, który staje się „mocą” gotową zareagować na każde zawołanie człowieka, który zostaje zredukowany do ludzkiej podświadomości lub też staje się po prostu praktycznym, przydatnym mechanizmem zapobiegającym utracie energii lub pieniędzy.

Pojawiła się również na rynku czytelniczym cała gama czasopism – zarówno w pełni poświęconych nowej ideologii, jak też publikujących pojedyncze artykuły – w tym prasa codzienna, tygodniki i magazyny, a także reklamy – prasowe i uliczne. Najbardziej popularnymi czasopismami „wodnikowymi” są: „Nieznany Świat”, „Nie z tej ziemi” (do 1998 r.), „Czwarty Wymiar”, „Wróżka”, „Szaman”, „Uzdrawiacz”, „Sfinks”, „Gwiazdy mówią”, „Zodiak”, „Albo, albo”, „Era Wodnika”, „Arcanum”, „Gnosis”, „Trzecie Oko” (biuletyn Towarzystwa Psychotronicznego w Warszawie), „i miesięcznik trochę inny” (wyd. Pusty Obłok), „Prana” (kwartalnik Małopolskiego Centrum Jogi), „Ja i świat” (biuletyn Towarzystwa Doskonalenia Psychofizycznego), „Biuletyn Informacyjny” Stowarzyszenia Radiestezyjnego w Bydgoszczy – i szereg innych. Wśród pism szczególnie dużo miejsca zagadnieniom spirytystycznym poświęca miesięcznik ezoteryczny „Trans”, zajmujący się także hipnozą i zjawiskiem jasnowidzenia. Jego redaktorem naczelnym jest Bogdan Grzywna, prezes Stowarzyszenia Centrum Badań Zjawisk Psychobioenergetycznych i Fenomenów Przyrody „Para–Ufo”[121].

W pismach tych widoczne jest wyraźne stanowisko opozycji wobec Kościoła katolickiego. Wyrazem tego są „naukowe” komentarze do zjawisk religijnych, np.: zestawia się wodę z sanktuarium maryjnego w Lourdes i „energetyzowaną” przez piramidki albo radiestetów; objawienia prywatne uznane przez Kościół omawia się w kontekście działania złych duchów; prowadzi się rozważania o reinkarnacji, spotkaniach z duchami, snach i proroctwach biblijnych – przedstawianych jako wróżby i „jasnowidzenia”; formułuje się ironiczne uwagi pod adresem wiary w „piekło i szatana”; wyjaśnia się, że „mistyk, gnostyk i magik to różne drogi do tego samego celu” albo że „wszystko się zmienia — to samo dotyczy religii i ich dogmatów”[122].

Pomimo nowych czasów, jednoznacznych wyników badań naukowych i wieloletnich dyskusji we współczesnej Polsce magia rozwija się niezwykle intensywnie. Praktycznie wszędzie można spotkać reklamy amuletów i talizmanów jako przedmiotów wiążących ludzi ze światem demonów i duchów. Kolorowe tygodniki dla młodzieży i kobiet, podobnie jak zwykła, codzienna prasa praktycznie bez wyjątków, pełne są omówień „magicznych krzyży, obrączek, bransoletek”, „cudownych minerałów”, „biżuterii astrologicznej”, „narzędzi spirytystycznych” itp.[123].

Z. Herbert napisał: „Sztuczne raje, sztuczne piekła sprzedawane są na rogu ulicy”. Słowa te stają się powoli rzeczywistością. W Polsce „nowość” oferują nie tylko plakaty i ulotki, ale także liczne stoiska z kadzidłami, książkami, wahadełkami, amuletami itp. Łatwo zauważalne są kolorowe szyldy otwieranych coraz częściej „biur” wróżek, astrologów, „doradców duchowych”, spirytystów i bioenergoterapeutów. Zachęcają do kupna rewelacyjnych „piramidek zdrowia” (z atestem Laboratorium Polskiego Towarzystwa Psychotronicznego), przeróżnych przyrządów i aparatów radiestezyjnych (np. regeneratorów aury lub kwantowych aktywatorów jasnowidzenia); proponują kursy i warsztaty (relaksacyjne, wizualizacyjne, mediacyjne, doskonalenia umysłu, otwarcia „trzeciego oka”, postrzegania aury itd.), „wczasy radiestezyjne”, „wczasy z wróżbitą – jasnowidzem”, „wczasy antystresowe” (połączone z kursami „doskonalenia duchowego”). Odbiorcy przywykli już do obecności w kioskach i księgarniach literatury okultystycznej, ogłoszeń o horoskopach przez telefon czy magicznych gier komputerowych, szybko rosnących w liczbę przeróżnych Centrów Ezoterycznych, Centrów Doskonalenia Człowieka, Wiedzy i Działań Komplementarnych, Medycyny Niekonwencjonalnej, Towarzystw Psychotronicznych i Ezoterycznych… Coraz częściej też organizowane są zjazdy, festiwale, spotkania i pokazy[124].

Wielu autorów zwraca uwagę na ogromną rolę mass mediów w innym jeszcze aspekcie. Wykazują oni, że obecna „epoka obrazu i dźwięku” – w przeciwieństwie do poprzedniej „epoki werbalnej” – kształtuje postawy przede wszystkim emocjonalne. Oznacza to zwiększoną potrzebę przeżywania – a nie wyjaśniania – rzeczywistości. Stąd też powszechne poszukiwanie różnych sposobów na doświadczanie przeżyć wewnętrznych, potrzeba emocjonalnego ciepła, a więc małych grup i wspólnotowego elementu.

Jednym z ważnym centrów rozwoju ruchu New Age w Polsce, w tym jego wątków spirytystycznych, jest Łódź. Bardziej zorganizowaną działalność w regionie łódzkim, którą można by zakwalifikować do tego typu działań, jako pierwsi podjęli B. Grzywna oraz J. Onoszko. Obaj zaczęli działać na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Bogdan Grzywna założył Klub „Para–UFO” (późniejsza pełna nazwa to Centrum Badań Zjawisk Psychobioenergetycznych i Fenomenów Przyrody), w którego skład weszli dotychczas działający raczej w ukryciu różni psychotronicy, spirytyści i okultyści. W Klubie były różne sekcje: psychotroniczna, astrologiczna, radiestezyjna, bioenergoterapeutyczna. Prowadzono kursy, na które przyjeżdżali prelegenci z Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Bydgoszczy i Poznania. Udało się też znaleźć siedzibę w jednym z domów kultury. Potem jednak zaczęły się problemy finansowe, tworzyły się nowe sekcje, grupy, stowarzyszenia, chociaż działalność prowadzono w dalszym ciągu, a nawet urozmaicano wprowadzając nowe kursy (m.in. postrzegania pozazmysłowego), pokazowe seanse spirytystyczne, „wczasy psychotroniczne” czy świadcząc usługi dla potrzebujących. Wydaje się, że dzisiaj Łódź jest w ścisłej czołówce miast polskich pod względem ilości ośrodków terapii naturalnych, salonów wróżb, stowarzyszeń i klubów psychotronicznych, new–ageowych wydawnictw, sklepów i księgarń, a przede wszystkim liczby ośrodków szkoleniowych – w rodzaju laboratoriów, szkół i „akademii” psychotronicznych (radiestezyjnych, astrobiologicznych itp.). W sumie różnych szkół i laboratoriów tego rodzaju jest w Łodzi około dziesięciu. Bardzo prężnie działają też Domy Kultury (wraz z Łódzkim Pałacem Młodzieży). Już na początku lat osiemdziesiątych można tam było zapoznać się z L. Winnicką i jej Akademią Życia, L. E. Stefańskim i Doskonaleniem Umysłu, a nawet z L. Orrem i rebirthingiem. Podczas „warsztatów psychologicznych” – polecanych przez łódzkie studium psychologiczno–socjologiczne oprócz teorii i praktyki tzw. „pozytywnego myślenia” (Cornegie, Hill, Murphy, Manrey) uczestnicy poznają elementy okultystyczne („anatomia ciał subtelnych”, „czakroterapia”, „huna”, „wizualizacja”). Informator Wojewódzkiego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli (oferta edukacyjna 1995/96) proponuje między innymi „kursy relaksacyjne” – wizualizację, jogę i mantrę.

Festiwal Wróżb, Zdrowia i Niezwykłości, którego druga edycja odbyła się w dniach 9–11 XI 1996 r. w Hali Sportowej, obok astrologów, „egzorcystów”, ludzi–magnesów zgromadził kilkudziesięciu bioenergoterapeutów, a także spirytystów[125].

W ramach ruchu New Age spirytyzm pojawia się w bardzo różnych formach i odmianach, najczęściej służąc poszczególnymi elementami swej doktryny dla uzasadnienia pozornie jakościowo odmiennych praktyk. Różne wymiary okultyzmu współczesnego, do których należy magia (ukryte połączenia – ukryte oddziaływania), wróżbiarstwo (ukryta przyszłość), medycyna okultystyczna (ukryte mechanizmy leczenia) i spirytyzm rozumiany jako ukryta moc i wiedza rzekomych duchów zmarłych, przejawiają się rozmaitymi szczegółowymi manifestacjami – zjawiskami nadzwyczajnymi, paranormalnymi. Wszystkie one są wyjaśniane na trzy odmienne sposoby: hipotezą oszustwa, naturalistyczną lub spirytystyczną. Naturalistycznej hipotezy używa tzw. parapsychologia, wyrosła ze spirytyzmu i psychotroniki[126]. Tak więc możliwe jest powiązanie niezwykle odmiennych przejawów jednym wspólnym źródłem, którym są rzekome duchy zmarłych. Tak bowiem sugeruje to opinia wyrażona w dekrecie Kongregacji Świętego Oficjum z 30 kwietnia 898 r. i 24 kwietnia 1917 r.: „Praktykowanie spirytyzmu jest zabobonem całkowicie niedozwolonym, gdyż nie leży w porządku rzeczy, aby Bóg wysyłał dobre duchy dla zaspokojenia ludzkiej ciekawości. Jeśli jakieś duchy udzielają odpowiedzi na różne pytania, mogą to być jedynie złe duchy, które godzą się wchodzić w łączność z ludźmi tylko dlatego, aby im szkodzić i pobudzać ich do złego. Toteż Kościół zabronił absolutnie brania jakiegokolwiek udziału w seansach spirytystycznych”[127].

Niestety, także historia polskiego spirytyzmu uczy, iż łatwowierność oraz zwykła ciekawość mogą przyczynić się do ogromnego spustoszenia duchowego w społeczeństwie.


[117] S. Kotowski, New Age…, dz. cyt., 29–31. Por. B. Dobroczyński, New Age, Znak, Kraków 1997, 89–111; P. J. Śliwiński, Po religijności pływa i New Age się nazywa, „Przegląd Powszechny”, 1997, nr 2, 140; L. Dyczewski, Kultura polska w procesie przemian, Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 1995, 185 nn.
[118] B. Dobroczyński, Protokoły mędrców Nowej Ery, Znak, 1995, nr 2, 77; T. Doktor, Dzieci Wodnika. Ruchy kultowe w Polsce, seria: „Zeszyty Forum Humanum” nr 2, Warszawa–Poznań–Wrocław 1988, 30.
[119] 1 VIII 1996 r. (pr. 1 TVP) emitowano np. program o Qi Gongu, w którym „lekarz” z Ośrodka Terapii Alternatywnej próbował powiązać filozofię Qi Gongu z medycyną. Na końcu programu widzowie dowiedzieli się, że „nauczyciel musi zainicjować twoją energię chi” – bez tego można ćwiczyć nawet latami – bez rezultatów.
[120] Książkę o „Kamieniach z Icca” (podobnie jak o piramidach) wydało gdyńskie wydawnictwo Uraeus, nie wspominając o tym, iż osławione kamienie są fałszerstwami wykonanymi w latach 60–tych XX w. (przez Basilio Uchuya Mendoza). Zob. M. Ziółkowski, Odkrycie Ameryki — czyli kosmici na krańcach świata, w: Z powrotem na Ziemię, pod red. A. K. Wróblewskiego, PIW, Warszawa 1980, 298.
     Do bardziej znanych wydawnictw tego rodzaju należą: Uraeus, Aqvarius, Genesis, Rebis, Limbus, Comes, Pusty Obłok, Brama, Ignis, Zodiak, łódzkie Ravi i Pandora, TM Sernic, Różdżkarz… Są też całe serie książkowe: Elementy, Akademia Wiedzy Tajemnej, Biblioteka Zdrowego Człowieka, Biblioteka Nowej Myśli, Inny Świat itd.
[121] H. Karaś, Quo vadis…, dz. cyt., 325.
[122] W czasopismach tych nie brakuje także poważnych tekstów, np. J. Prokopiuka na temat gnostycyzmu czy J. W. Suligi. We wszystkich pismach tego nurtu prezentowane treści są bardzo podobne, z tą jedynie różnicą, że w tytułach „niższego rzędu” są one formułowane w sposób bardziej dosadny (wulgarny). Na przykład w tygodniku „Gwiazdy mówią” (nr 22, 1996): „podczas ostatniej pielgrzymki do Słowenii papież ostrzegał przed niebezpieczeństwem, jakie niesie rosnące zainteresowanie okultyzmem i magią. Powstaje pytanie, jak się to ma do praktyki odprawiania egzorcyzmów przez osoby duchowne”. Natomiast w 52 numerze „Wróżki” (1993) mowa o Miriam — matce Jezusa, której „przed ślubem zdarzyło się nieszczęście”.
[123] J. Prokopiuk, Metoda aktywnej imaginacji C. G. Junga, „Polska Sztuka Ludowa”, 1984, nr 1/2, 3–7.
[124] Tematyka spotkań z festiwali (które były przeplatane różnymi pokazami, seansami bioenergoterapeutycznymi itp.): „Symbolika kolorów w interpretacji aury”, „Mudry dłoni, mudry ciała, moc tajemnych gestów”, „Z Silvą po zdrowie”, „Magia – charyzmat czy transformacja i nowe życie”, „Świadomość poprzednich wcieleń” (L. Żądło), „Istota i fenomen Reiki”, „Tajemnice szkatułki szczęścia” (J. Onoszko), „Medytacja z Aniołami”, „Partnerstwo w świetle astrologii”.
     „Być może to wszystko nie ma sensu, ale jest jakiś paradoks w tym, że co roku od pięciu lat festiwal magiczny odbywa się w Nowej Hucie – kolebce socrealizmu”. Por. J. Lubiński, Egzorcyzmy na nerwice, „Charaktery”, 1997, nr 6, 9.
[125] S. Kotowski, New Age…, dz. cyt., 52–54.
[126] A. Posacki, Okultyzm, magia, demonologia, Wydawnictwo „M”, Kraków 1996, 22–25.
[127] Por. P. Siwek, Zjawiska parapsychologiczne, „Duszpasterz Polski Zagranicą”, 1960, nr 2 (43), 18–19.

VI. OKRES WOJNY I POLSKI LUDOWEJ

Wojna przerwała szybki rozwój polskiej parapsychologii i paramedycyny, chociaż samo zainteresowanie różnymi paranormalnymi problemami nadal istniało. Okres wojny był czasem przejściowym, kiedy działalność zorganizowanych środowisk spirytystycznych była niemożliwa – wiele osób zginęło lub wyjechało za granicę i tam pozostało – wyzwoliła jednak większe zapotrzebowanie na wróżby, przepowiednie czy inne praktyczne umiejętności w rodzaju „jasnowidzenia”. Niektórym ludziom bowiem pomagała przetrwać ten czas silna i głęboka wiara w Boga, innym natomiast sięganie po różne przepowiednie, „objawienia” czy wróżby. Wydaje się, że najwięcej było jednak tych, którzy łączyli jedno z drugim[100]. Sytuacja okupacji i walki podziemnej nie sprzyjała rejestracji i dokumentowaniu zjawisk spirytystycznych. Informacje o tym okresie rozwoju spirytyzmu polskiego są więc z konieczności niezmiernie fragmentaryczne i ogólne. L. Szuman w latach siedemdziesiątych napisał: „w polskiej parapsychologii istnieje istotna luka. Brak jest jej ciągłości i sukcesywnej tradycji. Starzy uczeni z nielicznymi wyjątkami już wymarli, natomiast młodzi nie mają dostępu do fachowej literatury przedmiotu”[101].

W pierwszych latach po wojnie nastąpiła w Polsce ofensywa myśli marksistowskiej. Przykładem stosunku „naukowego materializmu” do spirytyzmu może być książka A. Nowickiego Podróż w świat średniowiecznych cudów. Czytamy w niej, że „fałszywy obraz świata, zaludniony milionami duchów, i urojone powiązania zjawisk utrudniają poznanie prawdziwych powiązań, prawdziwych przyczyn, prawdziwych praw rządzących przyrodą i społeczeństwem, zasłaniają przed nami rzeczywistość, uniemożliwiają zrozumienie różnych zjawisk przyrody, odwracają uwagę od najistotniejszych spraw społecznych i to jest właśnie korzystne dla klas wyzyskujących”[102].

Mimo narzucanego administracyjnie „światopoglądu naukowego”, a nawet aresztowań dokonywanych przez UB, niektórzy parapsycholodzy – między innymi środowisko wiślańskiego „Lotosu” – próbowali wznowić przedwojenną działalność. Ostatecznie jednak musiano zejść do „podziemia” albo działać na wpół oficjalnie. Jako zasłonę wykorzystywano różne legalnie działające stowarzyszenia, na przykład Towarzystwo Przyjaźni Polsko–Indyjskiej, do którego należeli m.in. prof. J. Aleksandrowicz i W. Micherdziński. Generalnie jednak okultyści musieli ukrywać swe istotne zainteresowania.

Do lat sześćdziesiątych można właściwie mówić tylko o nielicznych i mało znanych, z wyjątkiem o. A. Klimuszki (1906—1980), przypadkach działalności spirytystów, jasnowidzów, bioenergoterapeutów, radiestetów.

Do pionierów podejmujących w Polsce Ludowej zagadnienia, którymi zajmowali się przedwojenni metapsycholodzy, należał ks. prof. W. Sedlak, który w latach sześćdziesiątych zaczął formułować swoje oryginalne hipotezy bioelektroniczne. Poza nim szczegółowe badania prowadził również S. Manczarski, który w 1969 r. podjął próbę teoretycznego opracowania zagadnienia bioplazmy.

W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych w różnych ośrodkach naukowych, między innymi na Uniwersytetach Warszawskim, Jagiellońskim, Marii Curie–Skłodowskiej w Lublinie, na Politechnice w Poznaniu, w poznańskiej i gdańskiej Akademii Medycznej czy szczecińskiej Akademii Rolniczej, tylko sporadycznie były prowadzone, przez biofizyków i biochemików zajmujących się zagadnieniami procesów życia na poziomie submolekularnym, eksperymenty, które W. Sedlak starał się opracować syntetycznie.

Ze względu na naciski ideologiczne jedynie okazjonalnie organizowano posiedzenia naukowe. Jedno z nich odbyło się 15 XI 1964 r. w warszawskim Klubie Lekarza. Wzięło w nim udział dziesięciu profesorów Akademii Medycznej, Politechniki i Uniwersytetu, a także około dwudziestu lekarzy, inżynierów i przedstawicieli wolnych zawodów. Głównym gościem spotkania był o. Cz. Klimuszko, a organizatorem sesji – doktor medycyny F. Chmielewski, przewodniczący Sekcji Bioelektroniki Polskiego Towarzystwa Przyrodników w Warszawie[103].

Próbą, która miała przyczynić się do oficjalnego uznania psychotroniki, był kurs bioenergoterapeutyczny zorganizowany pod patronatem prof. J. Aleksandrowicza przy Akademii Medycznej w Krakowie, który jednak został zakazany przez władze państwowe.

Jedyną dziedziną uznawaną za obszar możliwy do badań problemów dawnej metapsychologii była bioelektronika. W Polsce kształtowała się ona głównie przez kolejne sympozja zbierające zainteresowanych tą nauką. Pierwsze sympozjum bioelektroników miało miejsce w 1973 r. na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Następne zorganizowano w 1975 r. na temat „Bioelektronica” (również na KUL–u), a kolejne konferencje w 1977, 1979 i 1983 r. Inne akcje i działania okazywały się nietrwałe. W 1975 roku zlikwidowano Sekcję Psychotroniczną przy Polskim Towarzystwie Cybernetycznym. W 1983 r. rozpoczęło działalność Polskie Towarzystwo Biocenotyczne, zajmujące się dość otwarcie problemami psychotronicznymi — między innymi wydawało dyplomy uprawniające do „legalnej działalności terapeutycznej” — które jednak na skutek wewnętrznych konfliktów zostało rozwiązane w 1985 r.[104]

Zagadnienia z zakresu parapsychologii podejmowali m.in. L. J. Radwanowski, A. Góral – autor artykułów na łamach „Przeglądu Technicznego” w latach 1982–1985 czy I. Janczarski.

Początkowe nadzieje na wykorzystanie bioelektroniki dla celów odbudowania metapsychologii polskiej z okresu międzywojennego z czasem osłabły, również w związku z kierunkiem rozwoju tej nowej dziedziny nauki. Naukowcy dążyli bowiem do wyjaśnień, które ezoterykom wydawały się zbyt „materialistyczne”. Charakterystyczne są tutaj wypowiedzi ks. prof. W. Sedlaka, który otwarcie sugerował możliwość wyjaśnienia niektórych zjawisk parapsychologicznych na gruncie bioelektroniki. Pisał: „Homo electronikus (…) nie jest bynajmniej lirykiem, lecz przeciwnie – myśli konkretnie i realistycznie. (…) Coś kryje się za tym, że tak często i łatwo sięga się do pojęcia bioplazmy w różnych okolicznościach. Nic dziwnego, że stało się pożywką teozofów, nadzieją psychotroników, potwierdzeniem dla parapsychologów, uzasadnieniem auryjoginów, rzekomą tożsamością z wyładowaniami koronowymi w polach elektrycznych o wysokiej częstotliwości, kluczem do rozwiązania zagadki psychiki, energetycznymi ośrodkami akupunktury, nadzieją rolniczych i sadowniczych urobków”[105]. Przestrzegał przed manipulacją informacyjną związaną z  przekazem prawdy naukowej: „Pseudoewangeliczni ludzie dziś poszukują rozwiązań na zasadach cybernetyki, a więc naśladowania gestów Jezusowych: nakładania rąk, wzniesienia oczu do nieba, przyzywania zdrowia, skupienia się. Jezus to po prostu boski Radiesteta, który nam nie przekazał, z jakimi praktykami łączyło się Jego uzdrowicielstwo. W dobie informacji i sterowania wszystko podlega manipulacji”[106].

W latach siedemdziesiątych sytuacja zaczęła się zmieniać, zwłaszcza po pierwszym Międzynarodowym Kongresie Badań Psychotronicznych, który odbył się w Pradze w 1973 r. Dyskusja rozpętana w polskiej prasie zakończyła się przewagą głosów „tych, którzy utrzymują, że występowanie zjawisk paranormalnych jest bezspornym faktem i że chcąca je badań psychotronika jest w pełni uzasadnioną dyscypliną naukową[107].

W konsekwencji w dużych miastach, takich jak Warszawa, Wrocław, Szczecin, Kielce, Łódź i innych, zaczęły powstawać przy radach mieszkańców spółdzielni mieszkaniowych i dzielnicowych domach kultury pierwsze kluby radiestetów, skupiające entuzjastów radiestezji i bioenergoterapii. Zajmowały się one organizowaniem odczytów, spotkań z „uzdrowicielami”, publikacją specjalistycznych broszur[108].

Być może nie były to jednak zjawiska zupełnie „spontaniczne”. Prof. A. K. Wróblewski twierdzi bowiem, że promocja „pseudonauki i irracjonalizmu”, która rozpoczęła się w Polsce pod koniec lat siedemdziesiątych, była w dużej mierze dziełem ówczesnych rządów propagandy. „Chodziło, rzecz jasna, o odwrócenie uwagi społeczeństwa od pogarszającej się sytuacji kraju (…) Krajowa Agencja Wydawnicza – wydawnictwo związane z KC PZPR – wypuszczała na rynek w masowych nakładach «dzieła» z różnych dziedzin pseudonauki. Milion książek wydanych odniósł skutek”[109]. Wtedy to ukazały się takie pozycje jak Tajemnice parapsychologii Borunia i Manczarskiego, Od magii do psychotroniki Stefańskiego i Komara, a następnie książki L. Szumana (Astrologia i polityka, Życie po śmierci). Usunięto też przeszkody przy rejestracji stowarzyszeń ludzi zainteresowanych zagadnieniami pseudonauki, astrologów, różdżkarzy, bioenergoterapeutów itp.

Największą społeczną aprobatą cieszyły się w Polsce różnorodne wersje bioenergoterapii i radiestezji, których źródłem jest teoria magnetyzmu Mesmera. We Francji nie używa się nazwy „bioenergoterapia”, mówi się tylko o „magnetyzmie”, a we Włoszech o „pranoterapii”[110]. Dla niektórych badaczy są to przejawy spirytyzmu – tzw. „medycyna spirytystyczna” jest odwoływaniem się do sił „duchowych”, dostępnych człowiekowi i poddających się jego rozkazom. Przy czym te zjawiska, które spirytyści tłumaczą obecnością duchów, parapsychologia wyjaśnia wybitnymi uzdolnieniami paranormalnymi medium, a okultyści — rolą medium jako pośrednika między światem materialnym a światem astralnym, który jest niewidzialnym światem żądz i namiętności, pełnym różnych istot, m.in. rozpadających się z upływem czasu ciał astralnych ludzi zmarłych, myślaków lub larw imitujących inne duchy, różniących się między sobą stopniem świadomości, temperamentem i natężeniem uczuć. Religijna interpretacja tych samych zjawisk najczęściej dopuszcza interwencję demonów (hinduizm i buddyzm), związanych z określonym człowiekiem — uczestnikiem danej manifestacji. Chrześcijaństwo natomiast uważa je bądź za produkowane przez organizm ludzki w sposób naturalny, bądź za manifestacje powodowane przez Szatana – pozostawiając orzekanie, czym są obserwowane fenomeny, odpowiednio przygotowanym naukowcom i teologom[111].

Masowe zjawisko leczenia metodą bioenergoterapii miało miejsce w Polsce zwłaszcza w łatach 1978–1979, podczas wizyt Clive’a Harrisa. Oblicza się, że w latach 1978 –1984 kontakt z nim miało około 4 min ludzi[112]. Również w 1978 r. rozpoczęli swą działalność: S. Nardelli, który przeprowadził w Polsce w latach 1980 – 1984 ponad 500 zbiorowych seansów z udziałem około 3 min osób; P. Połonecki — znany jako „polski Harris”, który przy diagnozowaniu stanu zdrowia posługiwał się różdżką; oraz  S. Abramowski, który łączył bioenergoterapię z hipnozą. Niekiedy seanse te odbywały się w kościołach lub na terenach przykościelnych, co ułatwiało zyskanie społecznego zaufania przez bioenergoterapeutów. Na przykład uczestnicy spotkań z F. Fellmannem otrzymywali „karty biozabie–gowe” z pieczątką parafii, a w przerwie między seansami odbywały się krótkie nabożeństwa dziękczynne. W kościołach występował także niekiedy A. Kaszpirowski, który jednak twierdzi, że jest psychoterapeutą, a nie bioenergoterapeutą, a jego działania skierowane są na podświadomość pacjentów[113].

Nastąpił także rozwój radiestezji. Chociaż Wielkopolskie Stowarzyszenie Różdżkarzy istniało już od 1971 r., to jednak znaczny rozwój radiestezji polskiej nastąpił po pierwszym ogólnopolskim sympozjum „Bioenergoterapia i radiestezyjne metody diagnostyczne”, zorganizowanym we wrześniu 1981 r. przez Stowarzyszenie Radiestetów w Warszawie. W tym samym roku P. Połoniecki stał się pierwszym bioenergoterapeutą, którego zatrudniono w placówce służby zdrowia w Warszawie. Przystąpiono także do organizowania Pracowni Bioenergoterapii, wprowadzając m.in. ćwiczenia jogi, kurs polarity, rebirthingu i medytacji transcendentalnej. Decyzją Zarządu Stowarzyszenia Radiestetów z dnia 14 VI 1982 r. została uznana Pracownia Bioenergoterapii, która rozpoczęła systematyczne przyjmowanie pacjentów oraz organizowanie Kursów Bioenergoterapii i Technik Radiestezyjnych Stosowanych w Diagnozie. Kursy te kończyło rocznie kilkuset nowych bioenergoterapeutów. W 1983 r. powstała przy Stowarzyszeniu Radiestetów w Warszawie Biotroniczna Komisja Weryfikacyjna. Egzamin weryfikacyjny przewidywał m.in. ocenę wrażliwości radiestezyjnej, demonstrację własnego sposobu biomasażu, sprawdzenie posiadanych przez kandydata przyrządów radiestezyjnych. Przyjęto następującą definicję bioenergoterapeuty: „Bioenergoterapeuta to człowiek posiadający dar przekazywania energii dobra w sposób skuteczny, a zarazem bezpieczny dla siebie i pacjentów. Ów dar nie musi być uświadomiony sobie przez bioenergoterapeutę, jak również nie musi on znać rzeczywistych mechanizmów przyczyny chorób i ich likwidacji”[114].

W 1984 r. warszawskie Stowarzyszenie Radiestetów przekształciło się w Polskie Towarzystwo Psy–chotroniczne. Powstawały także liczne organizacje i towarzystwa parapsychologiczne, „centra doskonalenia człowieka”, labolatoria psychotroniczne, pracownie badań radiestezyjnych. W 1985 r. Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej zakazało lekarzom współpracy z bioenergoterapeutami na terenie uspołecznionych placówek służby zdrowia. Po 1985 r. polska bioenergoterapia znalazła oparcie jedynie w Stowarzyszeniu Radiestetów w Warszawie, gdzie nadal działała Pracownia Bioenergoterapii, która w lutym 1990 r. stała się bazą Polskiego Stowarzyszenia Bioenergoterapeutów „Biopol”, które pod egidą Zakładu Doskonalenia Zawodowego prowadziło kursy bioenergoterapii. Pojawiło się też wiele nowych ośrodków „usług biotronicznych”, m.in. we Wrocławiu, Katowicach, Bielsku–Bia–łej, Bydgoszczy, Nowym Sączu, Rybniku, Kaliszu, Jaśle, Piszu, Lesznie i Żywcu[115]. Zaczęto wydawać dużą ilość książek i broszur, czasem rozprowadzanych w pokątnej sprzedaży. Szczególną aktywność przejawiały dzielnicowe domy kultury, organizujące kluby psychotroniczne czy parapsychologiczne. Powstały filmy dokumentalne („Samoleczenie”, Bioelektronika”, „Operacje filipińskie”), a w telewizji pojawiły się programy reklamujące działalność niektórych uzdrawiaczy. Pod koniec lat osiemdziesiątych jedną z form popularyzacji metod lecznictwa niekonwencjalnego były „wczasy radiestezyjne”.

W ten sposób jeszcze w okresie Polski Ludowej wykształciła się nowa grupa szamanów i mediów energetycznych. Zwracał na to uwagę już F. Capra, gdy pisał: „przypuszczam, że zmiana zacznie się w medycynie”, gdyż „lekarze są najlepszym materiałem na okultystycznych misjonarzy i funkcjonariuszy”[116].


[100] Por. M. Karliński, I co to z nami będzie?, Centrala Usługowo–Wyrwórcza „Różdżkarz”, Poznań 1991. 5.
[101] L. Szuman, Życie po…, dz. cyt., 208.
[102] A. Nowicki, Podróż w świat średniowiecznych cudów, Wiedza Powszechna, Warszawa 1954, 101.
[103] Spotkanie nie wypadło najlepiej, gdyż warunki na przeprowadzenie eksperymentu nie były korzystne. Por. A. Cz. Klimuszko, Moje widzenie świata, Instytut Prasy i Wydawnictw „Novum”, Warszawa 1989, 9–13.
[104] Prezesem tego Towarzystwa był prof. L. J. Radwanowski. Por. S. Kotowski, New Age z perspektywy uczestnika, praca magisterska napisana w Katedrze Socjologii Kultury pod kierunkiem dr. hab. K. Kowalewicza, Uniwersytet Łódzki Wydział Ekonomiczno–Socjologiczny. Instytut Socjologii, maszynopis, Łódź 1997, 42–43.
[105] W. Sedlak, Homo elektronicus, PIW, Warszawa 1980, 223.
[106] Tenże, Technologia Ewangelii, Pallottinum, Poznań 1989, 112.
[107] H. I. Łatkowski, Psychotronika – współczesny neookultyzm, „Argumenty”, 1984, nr 52/53, 18.
[108] S. Piątkowski, Fałszywi uzdrowiciele w ortopedii, „Służba Zdrowia”, 2 X 1983, 73.
[109] A. K. Wróblewski, Uwagi tłumacza: nie bez winy są sami naukowcy, „Świat Nauki”, 1991, nr 2, 9.
[110] Por. S. Piątkowski, Fałszywi…, dz. cyt., 75 nn.
[111] Por. K. Boruń, W świecie zjaw…, dz. cyt., 117–128.
[112] S. Piątkowski, Fałszywi…, dz. cyt., 74.
[113] Por. S. Budzyński, Bioenergoterapia, Agencja Wydawnicza Adam, Warszawa 1991.
[114] Materiały na I Sympozjum Stowarzyszenia Radiestetów w Warszawie: Bioenergoterapia i radiestezyjne metody diagnostyczne, Warszawa 1981; Materiały na II Ogólnopolskie Sympozjum Stowarzyszenia Radiestetów w Warszawie: Bioenergoterapia — Radiestezja, Warszawa 1983; Materiały na III Ogólnopolskie Sympozjum Towarzystwa Psychotronicznego w Warszawie: Psychotronika ’85, Warszawa 1985; Monahan E. M., Leczenie metafizyczne. Psychotronika w praktyce, b.m.r.w.
[115] J. Rejmer, Przedmowa, w: K. Allgeier, Cudowni uzdrowiciele, Iskry, Warszawa 1993, 14.
[116] F. Capra, Punkt zwrotny – nauka, społeczeństwo, nowa kultura, PIW, Warszawa 1987, 147. Por. R. Gładkowski, Credo in unum Deum, Wydawnictwo 966, Toronto 1988, 92.

V. ZAINTERESOWANIE SPIRYTYZMEM W OKRESIE II RZECZYPOSPOLITEJ

W okresie międzywojennym szerzył się w Polsce okultyzm, ezoteryzm, teozofia, znani byli różokrzyżo–wcy i martyniści, którzy siebie nazywali „najbardziej chrześcijańską organizacją okultystyczną”. W popularnej wówczas powieści Kazimierza Wybranowskiego pt. Dziedzictwo czytamy: „W owych powojennych latach w stolicach europejskich ogromnie weszły w modę wszelkiego rodzaju seanse. Grasował powszechnie mediumizm, spirytyzm, okultyzm…” Głównemu bohaterowi powieści, Twardowskiemu (który jest „młodym psychologiem”, a właściwie należałoby powiedzieć

– współczesnym parapsychologiem), mecenas Culmer „plótł duby smolone o Atlantydzie, o jakiejś genialnej rasie ludzi, która żyła na ziemi przed setkami tysięcy lat, o wiedzy przez nich posiadanej, o ich pozostałych potomkach, którzy tę wiedzę odziedziczyli i zazdrośnie jej strzegli przed tłumem, przed niższym gatunkiem ludzi (…) o jej panowaniu w najwyższych umysłach humanizmu, reformacji, a później siedemnastego i osiemnastego wieku, wreszcie o jej zamknięciu w łonie potężnej organizacji”. Sporo też w owych czasach mówiono o Indiach i Wschodzie – chociaż może nie o prawdziwym Wschodzie, ale „takim, jakim go Zachód widzi”[83].

K. Gołębiowski w pracy pt. Spirytyzm dzielił ówczesnych spirytystów na dwie zasadnicze grupy: zawodowych spirytystów, dla których spirytyzm jest religią, a własne „credo” układają według oświadczeń duchów podczas seansów, oraz „spirytystów okazyjnych”

– przybywających na seanse, poszukujących sensacji lub pociechy w strapieniu. Zauważał także, iż „nawet osoby przystępujące do sakramentów św. brały nałogowo udział w seansach”[84].

Inny autor zauważa, że cała ówczesna Polska żyła pod złym urokiem spirytyzmu, podkreśla, że „nie tylko stolice, ale nawet zaściankowe miasteczka prowincjonalne mają swoje media (…) słyszymy, iż jakaś niecna ręka rozpoczęła w tym kierunku propagandę wśród ludu wiejskiego”[85].

Wśród uczestników seansów spirytystycznych można znaleźć wielu wojskowych, polityków, lekarzy, prawników, pracowników nauki, ziemian, literatów i artystów. Wśród nich znaleźli się m.in. Józef Beck — wiceminister, Józef Haller — generał broni, Otton Hubicki — konsul polski w Jerozolimie, Juliusz Osterwa — artysta dramatyczny, Józef Piłsudski — marszałek Polski, Stanisław Ignacy Witkiewicz – literat i wielu innych[86].

Po śmierci J. Ochorowicza (w 1917 r.) znalazło się wielu, którzy podjęli badania z zakresu metapsychologii, mimo niezbyt przychylnego stanowiska większości przedstawicieli ówczesnego świata nauki i kultury. L. Szczepański w latach 1935–1936 wydał Okultyzm współczesny — czterotomowe dzieło będące syntezą ówczesnej wiedzy o parapsychologii. L. Szczepański był między innymi redaktorem „Kuriera Metapsychicznego” – cotygodniowego, krakowskiego dodatku do „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”. Właśnie ten dodatek w dużej mierze przyczynił się do szybkiego wzrostu zainteresowania tematyką okultystyczną.

Do znacznego rozpowszechnienia się parapsychologii w Polsce przyczynił się także Prosper Szmurło, który wygłaszał liczne odczyty, pisał artykuły i książki. Jego prace drukowano także za granicą. W latach 1924–1929 był redaktorem wydawanego w Warszawie kwartalnika „Zagadnienia Metapsychiczne”[87].

Innym propagatorem metapsychologii był Kazimierz Chodkiewicz (1892–1980) – pierwszy autor polski zajmujący się tematem stopniowej ewolucji ras ludzkich (według wschodniego i zachodniego ezoteryzmu). Pisał także o magnetyzmie, tajemnej wiedzy duchowej, snach oraz o astrologii. Był obrońcą Lwowa (1918), dowódcą plutonu żandarmerii w Krakowie, gdzie ukończył studia filozoficzne na Uniwersytecie Jagiellońskim, wykładowcą kryminalistyki w Centrum Wyszkolenia Żandarmerii (od 1923 r.), dowódcą Dywizjonu Żandarmerii w Przemyślu (1931 — 1933) i we Lwowie (od 1933 do wojny), a potem wysokim urzędnikiem władz polskich na emigracji. Był autorem wielu prac, m.in. Wiedza tajemna czy wiedza duchowa, Narodziny Świata — Zarys Kosmogonii okultystycznej, Świadomość Księżycowa — studium ezoteryczne o istocie i symbolice snów, Ewolucja ludzkości, Anatomia dal niewidzialnych człowieka, Magnetyzm leczniczy, Okultyzm a nauka i Cztery Żywioły (dwie ostatnie prace wyszły na małej poligrafii w Londynie w 1961 r.). Na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych został członkiem Federacji Zakonu Wszechświatowego Wolnomularstwa Le Droit Humain. Członkami tej loży byli również: Wanda Dynowska, lekarz i malarz Tadeusz Walkowski oraz głośny pedagog, pisarz i lekarz, ppłk. rez. Janusz Korczak. Od 1940 r. K. Chodkiewicz zajął się teozofią, przez wiele lat był przewodniczącym Towarzystwa Teozoficznego w Londynie oraz założycielem i długoletnim prezesem Ogniska Teozoficznego Wawel, powołanego do życia 31 marca 1947 r.[88]

Ze środowiskiem krakowskim związane były w tym czasie dwie znane postacie okultystów: Maria Flurkowa i Jan Hadyna. Maria Flurkowa od 1925 r. poświęciła się wyłącznie studiom nad okultyzmem. J. Hadyna był redaktorem i wydawcą Biblioteki Wiedzy Duchowej, potem założył miesięcznik „Wiedza Duchowa” (późniejszy „Lotos”, który ukazywał się do 1939 r.)– J. Hadyna początkowo przebywał w Wiśle (willa „Sfinks”, potem „Izyda” naprzeciw „Ochorowiczów–ki), a później przeniósł się do Krakowa. Do kręgu jego przyjaciół należało wiele wybitnych postaci: Józef Switkowski (Uniwersytet im. Jana Kazimierza we Lwowie), Wincenty Lutosławski (Uniwersytet im. Stefana Batorego w Wilnie), Michał Kamieński (Uniwersytet Warszawski), prof. Julian Aleksandrowicz, reżyser Wiłam Horzyca, Wanda Dynowska i Maurycy Frydman (przyjaciele Mahatmy Gandhiego), i inni[89]. Było to środowisko raczej sceptycznie odnoszące się do interpretacji spirytystycznych, kładące nacisk na rozwiązanie „tajemnicy człowieka” — największej ze wszystkich zagadek świata – przez „trzeźwe i ścisłe” podejście do problemu.

W tym gronie był także S. Ossowiecki, jasnowidz o sławie międzynarodowej. Pisał on w  Świecie mego ducha, że mistrzem, który wprowadził go w tajniki sztuki jasnowidzenia i nauczył sposobu ćwiczenia i doskonalenia uzdolnień paranormalnych, był tajemniczy Żyd, Worobiej. Nie był on medium spirytystycznym, cieszył się jednak wielką sławą wśród badaczy ze względu na swe zdolności paranormalne. W historii odnotowano m.in. eksperymenty telepatyczne z udziałem J. Piłsudskiego, polegające na przesyłaniu myśli o oznaczonej godzinie na znaczną odległość[90].

Badaniom zjawisk „paranormalnych” (zwłaszcza telepatii) poświęcił niemałą część swego życia prof. Stefan Manczarski. Już w latach dwudziestych wysunął on hipotezę o elektromagnetycznym nośniku informacji. Tłumaczył zjawiska parapsychiczne teorią śladowości oraz fal elektromagnetycznych.

Na powszechne zainteresowanie okultyzmem, ezoteryzmem, teozofią, spirytyzmem itp. w Polsce międzywojennej wskazuje liczba wydawnictw i czasopism, jakie ukazywały się w tamtym okresie. Oprócz wspomnianego już dodatku do „Ilustrowanego Kuriera Codziennego” ukazywały się między innymi: „Zagadnienia Metapsychiczne” — kwartalnik redagowany przez P. Szmurłę, wydawany w Warszawie w latach 1924 — –1928, „czasopismo poświęcone badaniom nadnormalnych objawów z duchowych i fizycznych dziedzin bytu” (R. III: 1926, nr 9–10, s. 1), „Świt – Wiedza Tajemna” — miesięcznik okultystyczno–literacki, redagowany w Warszawie przez Szyllera–Szkolnika, „Świat Ducha” (miesięcznik), „Przegląd Teofizyczny”, „Świat Niewidzialny”, „Świat Nadzmyslowy” (miesięcznik warszawski), „Odrodzenie” (miesięcznik — „poświęcony sprawom odrodzenia człowieka i badaniom zjawisk duchowych” – R. I: 1921, nr l, s. 1), którego wydawcą i redaktorem był J. Chobot, „Słoneczniki. Przegląd Wiedzy Pomijanej”; „Lekarz Tybetański”, „Przegląd Ezoteryczny” – dodatek „Rubikonu”, „Wyzwolenie” — miesięcznik Polskiego Towarzystwa Teozoficznego na Śląsku Cieszyńskim, redagowany przez A. Podżorsidego, a wydawany w Wiśle. W Wiśle również był wydawany „Hejnał” — miesięcznik przeznaczony dla tych „którzy już znaleźli odpowiedź na pytanie, czy żyjemy po śmierci – którym nie trzeba już udowadniać i tłumaczyć, co to ponowne zradzanie się (reinkarnacja) i co to karma — którzy wierzą przede wszystkim w Boga i Jego bezgraniczną Miłość, i — którzy wiedzą już, że Bóg nie karze ani nie sądzi” (Do naszych czytelników, R. I: 1929, nr l, s. 1). Następnie „Wiedza Duchowa” — miesięcznik ukazujący się w Krakowie, redagowany przez J. Hadynę, który miał być syntezą „wiedzy duchowej” i zebrać wszystko, co dotąd powiedziano o „rozwoju ducha”: myśli, poglądy antropozofów, teozofów, spirytystów i innych (R. I: 1934, nr l, s. 2). Od 1935 r. „Wiedzę duchową” zastąpił „Lotos” – miesięcznik wydawany w latach 1934– 1939, redagowany również przez J. Hadynę „organ Towarzystwa Parapsychołogicznego im. J. Ochorowicza we Lwowie i ogniska badań ezoterycznych i metapsychicznych, miesięcznik poświęcony rozwojowi i kulturze życia wewnętrznego” (R. II: 1935, nr l, s. 1).

Do przykładowych publikacji Biblioteki Wiedzy Duchowej, redagowanej przez J. Hadynę, należały: Mediumizm a Biblia Leona Denisa (Wisła 1932), Jasnowidzenie Agnieszki Pilchowej (Wisła 1935), Teologia i antyteologia T. O. (Wisła 1936), Materializacje E. A. Bracketta (Wisła 1937), Pokłosie z autobiografii pani Champion de Crespigny Ernesta Bozzano (Wisła 1939). Były to prace o charakterze spirytystycznym, rozwijające mistyczną wersję dawnego mesmeryzmu[91].

Ukazywały się również całe masy książek poświęconych zagadnieniom „wiedzy tajemnej” (między innymi wiele tłumaczeń z języka francuskiego, niemieckiego i angielskiego), a nawet powieści okultystyczne (na przykład Marii Piórkowej – pseudonim „Jan Garuda”, W. J. Krzyżanowskiej czy M. H. Szpyrkówny). Na język polski przetłumaczono szereg znaczących dla światowego spirytyzmu dzieł, m.in. Księgę duchów i Księgę mediów A. Kardeca, Chrystianizm a spirytyzm i Życie po śmierci L. Denisa, Listy z zaświatów W. T. Steada, O cudach i nowoczesnym spirytyzmie A. Wallace’a, Spirytyzm P. Gibiera, Wywoływanie duchów – praktyczny kurs spirytyzmu R. Foultona.

Do wydawnictw najbardziej interesujących się spirytyzmem należały: „Książnica Wiedzy Duchowej”, „Hejnał”, wydawnictwo „Więcej Światła” oraz „Nauka i Kultura” w Krakowie, „Książnica Atlas” w Warszawie, a także wydawnictwo „Przeglądu Teologicznego” we Lwowie oraz Ligi Katolickiej w Poznaniu. We Lwowie istniało ponadto wydawnictwo „Kultura i Sztuka”[92].

W odpowiedzi na wydawnictwa spirytystów pojawiały się publikacje katolickie. Znalazły się tutaj: ks. dra Kazimierza Waisa Spirytyzm (Lwów 1920, nakładem „Przeglądu Teologicznego”) — drukowany odczyt wygłoszony we lwowskiej „Czytelni Katolickiej” w lutym 1920 r., Spirytyzm czyli obcowanie z duchami ks. Franciszka Kwiatkowskiego T.J. (Poznań 1923, Wydawnictwo „Ligi Katolickiej” w Poznaniu, t. 5) i  Spirytyzm K. Gołębiowskiego[93].

Ruch spirytystyczny w Polsce międzywojennej nie miał rozbudowanej organizacyjnej struktury. Istniały raczej małe koła, które często niewiele wiedziały o sobie nawzajem. Większe koła powstały na Śląsku Cieszyńskim i Górnym. W Istebnej i Kończycach działały koła spirytystyczne. Na Górnym Śląsku koła powstały: w Łaziskach Średnich — o nazwie „Hejnał” (93 członków) i w Mikołowie (25 członków), spotykały się w jednym z domów. Zebrania zaczynały się zwykle wspólnym śpiewem i modlitwą, a następnie odczytywano protokoły z poprzedniego spotkania, potem przez medium przemawiał do zgromadzonych jeden z duchów opiekuńczych. Na koniec zebrani dyskutowali i formułowali wnioski z całego spotkania. Każde koło i towarzystwo posiadało własną biblioteczkę, czasem orkiestrę. Spotkania odbywały się co tydzień, częściej jednak zbierano się w małych grupach na pogawędki[94].

Ożywioną działalność prowadziły licznie istniejące wówczas towarzystwa. W Warszawie działały: Polskie Towarzystwo Badań Psychicznych (założone w 1920 r. przez P. Lebiedzińskiego i T. Sokołowskiego) oraz Warszawskie Towarzystwo Psycho–Fizyczne (założone w 1921 r. przez P. Szmurłę). Oprócz tego należy wymienić Towarzystwo Metapsychiczne (działające pod patronatem K. Wartaszewskiego) i wyłonione z niego (w 1927 roku) Polskie Stowarzyszenie Metapsychiczne im. J. Ochorowicza. W Krakowie S. Breyer założył Towarzystwo Metapsychiczne (jest on również twórcą „Ligi Zdrowia”), we Lwowie natomiast J. Świtkowski — Towarzystwo Parapsychiczne im. J. Ochorowicza. Były także mniejsze grupy, jak na przykład Koło Przyjaciół Wiedzy Duchowej, z inicjatywy którego w Poznaniu (6 — 8 XII 1936 r.) odbył się „Pierwszy ogólnopolski zjazd ezoteryków”, którego celem było przede wszystkim nawiązanie wzajemnych stosunków, a także dyskusje i badania. Poza posiedzeniami odbywały się odrębne spotkania zwolenników poszczególnych kierunków „wiedzy duchowej”, w tym także spirytyzmu. F. Prengel wygłosił tutaj referat pt. Spirytyzm jako gałąź Wiedzy Duchowej. Jedną z trzech sekcji była prowadzona przez J. Chobota sekcja spirytystyczna[95].

W 1928 r. w Warszawie odbył się II Międzynarodowy Kongres Badań Psychicznych. Wzbudził on duże zainteresowanie zarówno oficjalnych sfer naukowych, jak i osób prywatnych. W organizacji kongresu, którego siedzibą był Uniwersytet Warszawski, wzięli udział przedstawiciele rządu polskiego i Magistratu Stołecznego Miasta Warszawy[96].

W 1938 roku wszystkie stowarzyszenia warszawskie połączyły się w jedno Polskie Towarzystwo Para–psychologiczne, którego celem było „wszechstronne obiektywne studiowanie i badanie ze stanowiska naukowego wszelkich zjawisk, noszących miano parapsychologicznych (metapsychologicznych)”[97]. Wśród założycieli Towarzystwa znaleźli się inż. S. Ossowiecki, inż. A. Gravier, P. Szmurło oraz dr T. Sokołowski.

Tuż przed wojną podjęto wysiłki zmierzające do utworzenia w Polsce instytutu metapsychicznego. W Warszawie powstał Instytut Nauk Hermeneutycznych, którego działacze zorganizowali kurs obejmujący działy: historia ezoteryczna, teogoncja, kosmo– i antropogeneza, metapsychika i spirytyzm. Sekcja metapsychików, która wyłoniła się z Instytutu, oferowała swym członkom możliwość wzięcia udziału w seansach z udziałem Jana Guzika. W tym samym czasie na zachodzie Europy, na przykład w Brukselii czy Paryżu, a także w Stanach Zjednoczonych istniały już uniwersytety ezoteryczne[98].

Parapsychologia stawała się więc coraz mniej „naiwnie spirytystyczna”, a coraz bardziej „naukowa”. Trzeba też przyznać, że większość z wymienionych osób i organizacji kierowała się w swych działaniach szczytnymi ideałami. Mówili oni o „wyzwoleniu” i obudzeniu „zmiażdżonych przez materializm” oraz „znudzonych bezcelowością i jałowością życia” ludzi. Mówili o mądrości, „prawdziwej religii” i moralności. Często też sami finansowali wydawane przez siebie książki czy czasopisma. Z drugiej jednak strony, szczególnie w latach trzydziestych, sami ezoterycy dostrzegali coraz większy zalew pseudookultystycznego kramu w rodzaju „wirujących stolików”, „domorosłych jasnowidzów i magów–astrologów” goniących przede wszystkim za łatwym zarobkiem[99].


[83] K. Wybranowski, Dziedzictwo, Księgarnia św. Wojciecha, Poznań 1935, 28–29, 103–104, 138.
[84] K. Gołębiowski, Spirytyzm, Obóz koncentracyjny 1942, 5.
[85] K. Wais, Spirytyzm, nakładem „Przeglądu Teologicznego”, Lwów 1920, 3.
[86] N. Okołowicz, Wspomnienia z seansów…, dz. cyt., 341 nn.
Przykładowo na seansie z E. Paladino w Warszawie, przeprowadzonym w dniu 26 Xl 1893 r., byli obecni: H. Siemiradzki (artysta malarz), B. Prus (A. Głowacki), J. Matuszewski (literat), J. K. Potocki (redaktor tygodnika „Glos”), L. Hermann (urzędnik), dr Rzeczniowski (lekarz) i J. A. Święcicki. Por. R. Bugaj, Fenomeny paranormalne, Oficyna Wyd. Adam, Warszawa 1994, 135.
[87] J. Zych, Rzecz o duchach…, dz. cyt., 44.
[88] Z. Święch, Czakram wawelski…, dz. cyt., 65–66, 69–74. Por. L. Hass, Masoneria polska XX wieku. Losy, loże, ludzie, Wydawnictwo KOPIA, Warszawa 1996, 166–167.
[89] Z. Święch, Czakram wawelski…, dz. cyt., 68–69.
[90] S. Ossowiecki, Świat mego ducha i wizje przyszłości, Dom Książki Polskiej, Warszawa 1933, 12; L. Szczepański, Cuda współczesne, Wydawnictwo „Natura i Kultura”, Kraków 1937, 201–204. Worobiej parał się kabałą i uprawiał jogę. Por. R. Bugaj, Fenomeny…, dz. cyt., 176.
[91] B. Płonka–Syroka, Mesmeryzm..,, dz. cyt., 172.
[92] W Warszawie na ulicy Długiej istniała nawet Księgarnia Filozoficzno–Ezoteryczna „Sędziwój–Wroński”. Por. J. Zych, Rzecz o duchach…, dz. cyt., 74–90.
[93] Por. O. Angelo Zachci, Spirytyzm i życie pozagrobowe, Poznań 1925.
[94] J. Zych, Rzecz o duchach…, dz. cyt., 83–84.
[95] Jak zapisano w sprawozdaniu w miesięczniku „Lotos”, 1937, z. l, l: „Zjazd ten był dla wielu ezoteryków polskich próbą nie tylko sil i spoistości wewnętrznej, ale i wyrazem dużej odwagi, z jaką stanęli w szeregach ludzi myślących samodzielnie i szukających na szlakach duchowych nieprzeciętnych dróg i głębokich idei, które nie są – i zapewne jeszcze nie rychło zostaną – zrozumiane i sprawiedliwie ocenione przez ogół”.
[96] Por. R. Bugaj, Fenomeny…, dz. cyt., 182. Pierwszy Kongres odbyt się w Kopenhadze, trzeci w Paryżu.
[97] „Lotos”, R. V: 1938, nr 7–8, 263.
[98] Por. L. Szuman, Życie po śmierci, KAW, Gorzów Wielkopolski 1983, 208 nn.
[99] Por. „Lotos”, numery z 1937 i 1938 r.

IV. ROZWÓJ SPIRYTYZMU POLSKIEGO W DRUGIEJ POŁOWIE XIX WIEKU

Odrodzenie mesmeryzmu w drugiej połowie XIX wieku wiąże się z rozwojem nowożytnego spirytyzmu. Za ojca nowożytnego spirytyzmu uważa się Emanuela Swedenborga (1688–1772), uczonego i mistyka szwedzkiego, który głosił obcowanie z duchami zmarłych i możność komunikowania się z nimi. Od 1747 r., po złożeniu stanowiska asesora Zarządu Kopalni Państwowych, poświęcił się on posłannictwu Bożemu. Ogłosił, że osiągnął łaskę Bożą, „dar widzenia duchowego” i komunikowania się z duchami zmarłych. Za swoją misję uważał odnowienie upadającego chrześcijaństwa. Nauki swoje, oparte zasadniczo na wizjach, zawarł w wielotomowych dziełach łacińskich: Arcana coelestia (Londyn 1749–1756), De coelo et inferno („O niebie i piekle”, Londyn 1758), De nova Hierosolyma, De cemmercio animae et corporis i inne. Swedenborg był pierwszym, który głosił możność stałego komunikowania się z duchami zmarłych ludzi i odcieleśnionym duchom ludzkim przypisywał zjawiska „spirytystyczne” – Paracelsus tłumaczył je wpływem istot elementarnych, żywiołków, a Kościół przypisywał je opętaniu przez demony, diabły (w przypadku ludzi świętych i mistyków), względnie wejściu mocy boskiej lub anielskiej w ciało ekstatyka. Swedenborg przyjmował także, że duchy zmarłych, aby komunikować się ze światem żywych, posługują się organizmem specjalnie uzdolnionym, który w czasie transu staje się „medium” między światem pozagrobowym a światem żywych. Organizm medium jest wówczas kontrolowany przez konkretnego ducha, czyli „operatora”, „przewodnika”, który jest niejako duchem opiekuńczym, chroni medium przed inwazją duchów złych i złośliwych, a także wchodzi – jako „pośrednik” — między miedium a inne duchy, które chcą wejść w kontakt z uczestnikami seansu i coś im oznajmić[58].

Swedenborg stal się prekursorem popularnej doktryny dogmatycznego spirytyzmu i sekty, rozpowszechniającej się głównie w krajach północnych Europy, której członków zwano swedenborgianami.

W Ameryce początki innej sekty, zwanej „kościołem spirytystycznym”, dał Andrew Jackson Davis (1826 – 1910), samouk obdarzony wybitnymi zdolnościami medialnymi. Zajmował się nim magnetyzer Levingston, korzystając z diagnoz chorób, uzyskiwanych w transie. W 1845 r. Davis podyktował w transie dzieło pt. The Principles of Nature, które dało mu rozgłos i stało się początkiem angloamerykańskiej sekty.

W krajach romańskich Europy rozszerzały się poglądy innego pioniera spirytyzmu, lekarza francuskiego, profesora astronomii i fizyki w Paryżu, Hippolyte D. Rivaila (1804–1869), znanego ze swych dzieł pisanych pod pseudonimem Allan Kardec. W przeciwieństwie do Davisa propagował on w swoich pismach ideę reinkarnacji. W Polsce międzywojennej wyszły drukiem jego Księga duchów i Księga Mediów (Wisła 1934)[59].

Allan Kardec, pseudonim ten powstał dzięki mediumicznym rewelacjom i odpowiada rzekomo dwu poprzednim wcieleniom Rivaila, sformułował doktrynę nowożytnego spirytyzmu. Boga uznawał za najwyższą inteligencję i pierwszą przyczynę wszystkiego w świecie, za stwórcę materii i duchów. Ducha rozumiał jako „istność inteligentną”, którego natura wewnętrzna jest nieznana, ma osłonę eteryczną, nazywaną perispritem, rodzaj ciała fluidycznego o formie ludzkiej. W człowieku rozróżniał trzy zasadnicze elementy: duszę, czyli ducha – zasadę inteligentną, w której mieści się wola, myśl i poczucie moralne; ciało – osłonę materialną, przez którą duch wchodzi w kontakt ze światem zewnętrznym oraz perisprit („okołoduch”) – lekką osłonę fluidyczną, która jest łącznikiem i pośrednikiem między duchem i ciałem. Gdy osłona zewnętrzna zużyje się i nie może więcej spełniać swej funkcji, odpada, a duch wyzwala się z niej jak owoc z łupiny, odrzuca stare ubranie, niezdatne do użytku – wówczas następuje śmierć człowieka. Według Kardeca, za pośrednictwem perispritu duch może oddziaływać na materię nieożywioną, wywołując różne zjawiska dźwiękowe, ruch przedmiotów, pismo itp. Niekiedy duchy posuwają się do wywoływania łoskotu, przypominającego tłuczenie naczyń, do otwierania i zamykania drzwi lub przewracania mebli. W ten sposób chcą wyrazić swą myśl, chociaż pismo stanowi najpełniejszy i najwygodniejszy sposób komunikowania się ze światem żywych. W braku własnego ciała posługują się ciałem medium, aby objawić się ludziom w sposób dostępny ich zmysłom. Mogą też przejawiać się przez działanie na zmysł wzroku i słuchu mediów. Obok dobrych są i złe duchy, które nie mogą stać się doskonałymi przez to, że porzuciły ciało. Dopóki nie postąpią wyżej, zachowują niedoskonałość życia cielesnego. Wcielanie się (inkarnacja) nie zostało przez Boga nałożone duchom jako kara, lecz jest potrzebne do ich rozwoju. Doskonalenie się ducha jest owocem jego własnej pracy. Nie mogąc w ciągu jednego cielesnego bytu zdobyć wszystkich moralnych i intelektualnych wartości, dochodzą do nich poprzez kolejne egzystencje, z których każda popycha je o krok na drodze postępu[60]. System Kardeca był systemem dualistycznym, który swe podstawy zaczerpnął z chrześcijaństwa, dodając pojęcia hinduskiej teozofii i swedenborgianizmu.

Wysiłki te były wspierane przez instytucje jawnie występujące przeciw Kościołowi katolickiemu. W pierwszej połowie XIX wieku „koła kabalistyczne, zwane aeropagami”, mające centrum w Awinionie, noszące nazwę „Stowarzyszenie Teozoficzne”, były kierowane przez magnetyzerów: doktora Billot i Rousseau. Około 1840 r., pod kierownictwem „Broterhood of Yuc”, filii meksykańskiego „Powszechnego Związku Tajemnego”, zaczęły propagować seanse „z mediami”, tj. „pośrednikami między niewidzialnym i nami”[61]. Niedługo później „Wielcy Wtajemniczeni Europy i Ameryki”, zebrani w Wiedniu, postanowili szerzyć spirytyzm jako kontrpropozycję ideową wobec nauki chrześcijańskiej. Wiązało się to z przekonaniem, że dane im było poznawanie zaświatów za pomocą zabiegów mechanicznych (media, stoliki wirujące itp.), co miało umożliwić porozumiewanie się z duchami. Nauki uzyskiwane w ten sposób uważano za nowoczesne objawienie[62].

Objawy parafizyczne, jakie wystąpiły w domu rodziny Fox w Hydesville w 1848 r., czyli pukanie w ściany i sprzęty słyszane i interpretowane przez siostry, trafiły na grunt dobrze przygotowany przez teoretyków nowożytnego spirytyzmu. Moda na spirytyzm, na zakładanie kółek podejmujących eksperymentalne kontakty z umarłymi ogarnęła także Polskę. W drugiej połowie XIX wieku ukazało się szereg nowych publikacji, często o sensacyjnym charakterze, które nawiązywały do dziedzictwa mesmeryzmu, prezentując jednocześnie osiągnięcia nowożytnego spirytyzmu.

W roku 1855 hr. Aleksander Branicki, brat Zygmuntowej Krasińskiej, poznał we Florencji Daniela Dunglasa Hoime i stał się jego protektorem. Zygmunt Krasiński bardzo interesował się Hoimem, zapraszał go na seanse w swoim paryskim pokoju, a widząc w nim sprzymierzeńca Antychrysta, prześladował go. Hoime, który zawsze protestował przeciw podejrzewaniu go o kontakty ze złym duchem, uciekał przed Krasińskim, który napisał później rozprawkę pt. Magnetyczność. Wszyscy romantyczni poeci polscy i pisarze tej epoki interesowali się tematem kontaktów z duchami, najczęściej występując przeciw nabierającemu na sile spirytyzmowi.

Józef Korzeniowski puścił w obieg popularną Odezwę stolików mahoniowych, w której stoły tak przemawiały do ludzi: „Co się zrobiło, panie i panowie? / Stałyśmy dotąd po kątach i rogach – / Za cóż nas tak męczycie? Czyli w waszej głowie / Taki sam rozum, jaki u nas w nogach?”

A. E. Odyniec upatrywał spraw diabelskich w warszawskim spirytyzmie: „To szatańskie zakusy! / Niegdyś szatan nas kusy / Wsadzał w błoto, wywiódłszy z kościoła, / Potem diabeł z Paryża / Wlał w nas swój wstręt do krzyża, / Teraz ołtarz chce zrobić ze stoła!”

Cyprian K. Norwid pisał o zjawiskach spirytystycznych: „(…) udziału w tem brać nie godzi się. To jest pieniądz niesprawiedliwości”. Podobnie pisał Andrzej Towiański: „To wszystko płynie z ciekawości dowiedzenia się, co tam się w piekle dzieje (…) To tylko zabawa ducha i szukanie ożywienia w źródle, z którego ani najmniejszej myśli do siebie przypuszczać nie godzi się”[63].

O pierwszym doświadczeniu spirytystycznym w nowożytnej oprawie „z wirującym stolikiem” donosił w Krakowie „Czas” w roku 1853. Córka księgarza, Czecha, miała być „bogata w siłę magnetyczną”. Ukazało się wówczas także wiele próbujących wyjaśnić zachodzące podczas seansów zjawiska metodami naukowymi. Fizyk Radwański i prof. Kuczyński w Krakowie uznali te zjawiska za fakty i próbowali je tłumaczyć działaniem nieznanych sił natury. Uczony pijar ks. A. Jakubowski objaśniał ruchy stolika działaniem „fluidu” zależnego od woli ludzkiej, a manifestacje duchów uznawał za rodzaj wizji sennych. Filozof Ferdynand Trentowski tłumaczył zjawiska „organiczną elektrycznością” i w swym dziele Panteon wiedzy ludzkiej twierdził, że zna ich tajemnicę i „sam mógłby robić cuda i dziwy jak Swedenborg, gdyby tylko chciał”[64].

Autor Stolów wędrujących, opisujący w 1853 r. modę na seanse spirytystyczne w Warszawie, wyliczał: „(…) jeżeli na jednego mieszkańca Warszawy policzym tylko po jednej godzinie straconej na doświadczenia ze stołami (…) wypadnie, że w przeciągu tych kilku tygodni zmarnowano w Warszawie 160 000 godzin, czyli lat więcej niż 18”[65].

W tym też czasie, w lipcu 1869 r., ukazało się pierwsze w Polsce pismo spirytystyczne „Światło Za–grobowe”, które wychodziło we Lwowie przez rok pod redakcją Malwiny Gromadzińskiej, żony zamożnego krawca i francuskiego emigranta Letronne. Było ono prowadzone w duchu nauk Kardeca[66].

W II połowie XIX wieku pojawił się w Polsce badacz Julian Ochorowicz (1850–1917), oryginalny interpretator mesmeryzmu, eksperymentator i spirytysta, który zyskał międzynarodową sławę. Zainteresowanie duszą i jej ukrytą mocą pojawiło się w jego życiu już w czasach licealnej edukacji. Jako uczeń lubelskiego gimnazjum poznawał literaturę psychologiczną i okultystyczną oraz urządzał seanse spirytystyczne. Po uzyskaniu stopnia magistra na Wydziale Fizyko–Matematycznym rosyjskiego uniwersytetu warszawskiego zainteresował się, pod wpływem lektury książki Fantazyjne objawy zmysłowe – autorstwa znanego fizjologa i profesora Szkoły Głównej Warszawskiej Wiktora Feliksa Szokalskiego, technikami magnetyzowania. Eksperymentując z przypadkowo napotkanym kolegą, metodami mesmerowskimi doprowadził go do stanu opisywanego jako kryzys magnetyczny. W 1867 r. opublikował dwie prace poświęcone mesmeryzmowi[67]. Postuluje połączenie badań psychologicznych z fizjologią, ujmowanie przedmiotu badań nie w kategoriach metafizycznych, lecz przyrodniczych. W duchu pozytywizmu proponuje oprzeć wszelkie naukowe twierdzenia na metodzie eksperymentalnej weryfikacji hipotez. Zajmując się hipnozą i dając wyraz przekonaniom o prawdziwości fluidystycznej odmiany mesmeryzmu, Julian Ochorowicz spotkał się w Warszawie z silną opozycją wobec swoich starań o uzyskanie tytułu profesora. W 1882 r. wyjechał więc do Paryża, gdzie jego działalność spotkała się z uznaniem autorytetów naukowych. Uzyskał możliwość prowadzenia badań w paryskich szpitalach dla obłąkanych i nerwowo chorych, wygłaszał publiczne odczyty, był przez pewien czas kierownikiem laboratorium Międzynarodowego Instytutu Psychologicznego. Interesując się hipnozą i magnetyzmem, sformułował teorię elektromagnetycznego promieniowania mózgu, tłumacząc w ten sposób zjawiska „sugestii myślowej”, czyli „czytania mózgu”. Jako jeden z pierwszych psychologów zauważył, że życie świadome jest tylko wąskim pasmem życia psychicznego, zanurzył się więc w badanie podświadomości (zaświadomości). W następnym okresie swego życia przeszedł od badań głębokiej hipnozy do zjawisk mediumizmu fizycznego: telekinezji i materializacji. Od 1892 r. przystąpił do badania zjawiska mediumizmu, eksperymentując z Euzapją Paladino – początkowo u Siemiradzkiego w Rzymie, następnie u siebie w Warszawie, a potem w Paryżu i w r. 1894 na wyspie Roubaud w willi słynnego fizjologa Charlesa Richeta. W sprawozdaniach z badań nie poprzestawał tylko na opisach zjawisk, dźwięków, świateł, widziadeł i „duchów”, lecz próbował je interpretować i wyjaśniać. Sformułował teorię „ideoplastii” (termin pochodzi od J, Ochorowicza), która później została powszechnie przyjęta w metapsychice. Przez „ideoplastię” rozumiał działanie niezbadanej dotąd „energii psychicznej” żywych organizmów, które stanowi twórczy czynnik biologiczny. Uznał, że myśl jest ruchem eteru, a jako forma energii podlega takim prawom, jakie obowiązują w fizyce. Cechuje je napięcie, natężenie. Tworzenie pojęć i wyobrażeń uznał za efekt związany z prawami przyciągania i powinowactwa chemicznego. Sformułował kilka własnych praw dotyczących sił, które uznał za podstawowe: prawo zachowania siły, która nie ginie, lecz podlega przeobrażeniom; prawo warunków, zgodnie z którym siły rozprzestrzeniają się w odwrotnym stosunku wobec napotykanego na swej drodze oporu; prawo zużycia sił, głoszące stopniowe zużywanie się sił na skutek wykonywanej przez nie pracy i napotykanego oporu; prawo zamiany wielorakiej, zgodnie z którym każda siła podlegająca przeobrażeniom przybiera więcej niż jedną postać; prawo odwrotności, mówiące, że jeśli jest możliwe przeobrażenie jednej siły w drugą, zachodzi również możliwość przekształceń odwrotnych[68].

Założenia te służyły mu do interpretowania wszelkich zjawisk związanych z hipnozą i mediumizmem. Ludzkie ciało uznał za energetyczną maszynę, w której dokonuje się stała przemiana energii na poziomie organicznym w komórkach i tkankach oraz na poziomie psychicznym. Energia organiczna przemienia się w duchową, a – zgodnie z prawem odwrotności – możliwa jest także przemiana energii duchowej w organiczną. Zgodnie z ideoplastią materialną medium może, siłą swych wyobrażeń, stwarzać własne organy, np. rękę, która puka lub dzwoni. Teoria ideoplastii, czyli urzeczywistniania się wyobrażeń (myśli), oparta była na pojęciu eteru kosmicznego[69].

J. Ochorowicz uchodził za ojca polskiego mediumizmu i parapsychologii. W 1902 r. osiedlił się na stałe w Wiśle i prowadził eksperymenty z mediami (zwłaszcza z S. Tomczykówną). Tutaj, w willi Ochorowiczówka, w 1903 r. przebywał przez kilka tygodni Bolesław Prus. Pierwszy jego kontakt z J. Ochorowiczem miał miejsce w 1895 r., kiedy zbierał materiały na temat „wtajemniczonych” w starożytnym Egipcie, gdyż były mu potrzebne do dalszych odcinków drukowanej w „Tygodniku Ilustrowanym” powieści Faraon. Rozdział o wizycie Maga Beroesa u faraona został napisany pod wpływem Ochorowicza. W trzy lata po opublikowaniu Faraona }. Ochorowicz wydał w Warszawie swoje opowiadanie historyczno–przyrodnicze pt. Wiedza tajemna w Egipcie, a także legendę historyczno–filozoficzną pt. Istota Bytu, z  przedmową Ignacego Matuszewskiego. Do najwybitniejszych jego dzieł zalicza się Psychologię i medycynę oraz wydaną w Paryżu i napisaną po francusku książkę De la sugestion mentale z przedmową prof. Charlesa Richeta. Hipolit Taine uznał ją za „najwybitniejszą pracę psychologiczną lat ostatnich”, a Myers za „najlepszą książkę, jaką posiadamy w tym przedmiocie”. Książka ta, pod tytułem O sugestii myślowej, została wydana w Polsce w tłumaczeniu Janiny Dembowskiej–Duninowej w 1937 r. staraniem Jana Hadyny. Wyniki swych badań, dotyczące istnienia ciała eterycznego i jego wpływu na materializację i poruszanie się przedmiotów, J. Ochorowicz ogłosił w 1909 r. na I Zjeździe Polskich Neurologów, Psychiatrów i Psychologów. Reakcja uczestników była jednoznacznie negatywna – nie dopuszczono nawet do dyskusji nad tym referatem.

J. Ochorowicz utrzymywał ożywione kontakty z wieloma zagranicznymi wybitnymi osobistościami świata nauki. Należeli do nich m.in. wybitny astronom Kamil Flamerion, państwo Curie, laureat Nagrody Nobla, wybitny fizjolog francuski i profesor Sorbony — dr Karol Richet, słynny psychiatra włoski Cesare Lombroso (przeprowadzał seanse z medium Ochorowicza – E. Palladino, lecz doszedł do innych wniosków), dr Zygmunt Freud, fizyk prof. William Crookes, astronom Schiaperelli, prof. Crawford i inni. J. Ochorowicz poza filozofią i psychologią interesował się również techniką, był wynalazcą w dziedzinie telekomunikacji i konstrukcji megafonów[70].

Na wzór dawnych Towarzystw Harmonicznych powstało w Wiśle stowarzyszenie wydające „Miesięcznik Wiedzy Duchowej. Hejnał” oraz szereg dzieł propagujących problematykę mesmeryzmu, skupionych w Bibliotece Wiedzy Duchowej, redagowanej przez J. K. Ha–dynę, wydawcę miesięcznika „Hejnał”. J. Ochorowicz „nauczał” nawet po śmierci – od 1919 r. zaczęły się pojawiać publikacje pochodzące rzekomo od niego, już nieżyjącego, a uzyskane „drogą medjumiczną” przez J. Domańską i M. Czernigiewicz[71]. Do grona wybitnych polskich „metapsychologów” kontynuujących drogę J. Ochorowicza należy zaliczyć: Ignacego Matuszewskiego, Piotra Lebiedzińskiego, Ksawerego Wat–raszawskiego, Tadeusza Sokolowskiego, Norberta Okolowicza, Stanisława Breyera, Edmunda Libańskiego oraz J. Jankowskiego, S. Kowalskiego, L. Szczepańskiego, P. Szmurłę, K. Chodkiewicza, M. Piórkową i J. Hadynę – byli znani w całym ówczesnym świecie okultystycznym.

Ignacy Matuszewski (1858–1919) był wybitnym krytykiem i profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. Pod wpływem doświadczeń J. Ochorowicza w 1896 r. opublikował obszerną rozprawę Czarnoksięstwo i mediumizm.

Wybitnym eksperymentatorem i teoretykiem był inż. Piotr Lebiedziński (1860–1934), jeden z założycieli Polskiego Towarzystwa Badań Psychicznych, które powstało w Warszawie w 1914 r. W 1890 r. utworzył on pierwszą w kraju i w byłym Cesarstwie Rosyjskim fabrykę papierów fotograficznych. Jako pierwszemu, na seansie 20 lutego 1916 r. z medium Stanisławą Popielską, udało mu się rzekomo uzyskać kawałek ektoplazmy, którą nazajutrz oddał do analizy w pracowni bakteriologicznej Muzeum Przemysłu i Rolnictwa dr. W. Dąbrowskiemu, a jej cząstkę przesłał dr. von Schrenck–Notzingowi do Monachium. Objawy medialne wystąpiły u S. Popielskiej, gdy miała 15 lat, po śmierci przyjaciółki Zofii, która ukazała się jej w chwili zgonu. Udział w seansach z udziałem innego medium, Stefki Banasiuk, przyczynił się u Popielskiej do rozwinięcia uzdolnień materializacyjnych. Zjawy przez nią produkowane pojawiały się w białych prześcieradłach, specjalnie w tym celu przygotowywanych przez eksperymentatorów. Seanse odbywały się przy silnym oświetleniu pomieszczeń. Jak opisywano: „Zjawa czasem przez płótno podaje rękę; bywa rzadziej, że podaje rękę nagą. Ręka zjawy jest drobna, ciepła, doskonale sformowana i odznaczająca się dużą siłą uścisku. Zjawa bywa różnego wzrostu, od jednego i mniej metra, aż do naturalnej wielkości kobiety średniego wzrostu. Często rośnie w oczach lub też maleje. Często też na żądanie płótno opada na ziemię, jakby opróżniał się balon z jakiegoś gazu, po chwili znów się nadyma i zjawa ponownie staje się pełna. Zjawa przeważnie szybuje w powietrzu lub jakby sunie po ziemi. Ruchy jej są niezmiernie szybkie, ciche, precyzyjne, czynności wykonywane przez zjawę odznaczają się wielką zręcznością”[72]. Opierając się na teorii budowy materii, P. Lebiedziński tłumaczył wszystkie znane zjawiska medialne trojakością ideoplastii (realizacji przeobrażeń): materii, energii i psychizmu.

Dr Ksawery Watraszewski (1853– 1929) przez pół wieku był lekarzem naczelnym Szpitala Ujazdowskiego w Warszawie. Jako spirytysta pracujący z paniami Domańską i Czernigiewiczową (mediami) ogłosił pod pseudonimem „Habdank” szereg książek, m.in.: Karta z zamkniętej księgi bytu (rzekome rewelacje pośmiertne Ochorowicza, 1919), Z tajemnych dziedzin ducha (1923), Z zaświatów (1923), Żyjemy, Reinkarnacja i inne. K. Watraszewski wspierał także wydawanie kwartalnika „Zagadnienia Metapsychiczne”, który ukazywał się w latach 1925–1929 pod redakcją P. Szmurły. Współpracował także ze spirytystą Witoldem Chłopickim, który w latach 1902–1908 wydawał dwutygodnik „Dziwy życia”, wychodzący w Warszawie, a „poświęcony badaniom mało znanych sił przyrody” (1902, nr l, s. 1), zawierający artykuły spirytystów zagranicznych i badaczy ruchu. Oryginalna była oferta redakcji („Dziwy życia”, 1902, nr 6, s. 1), w której czytamy: „rocznym tedy odbiorcom naszym przysługiwać będzie prawo uczestniczenia raz w roku w naszych seansach (…). To więc będzie naszym premium. Czym chata bogata tym rada!”

Jednym z cenionych znawców hipnotyzmu w Polsce był dr Tadeusz Sokołowski (ur. 1877), lekarz, który rozwinął swe teorie w szeregu rozpraw.

Na polu badań metapsychicznych zasługi położył płk. Norbert Okołowicz, który przez 6 lat prowadził eksperymenty ze znanym medium, Kluskim. Rewelacje swe zebrał i ogłosił drukiem w pracy Wspomnienia z seansów z Frankiem Kluskim, wydanej w 1926 r.[73]

W Krakowie teoretykiem spirytyzmu był wybitny lekarz i propagator przyrodolecznictwa dr Stanisław Breyer (ur. w 1873 r. w Mielcu), autor szeregu książek, m.in.: Z pogranicza zaświatów (1922), Z rozmyślań lekarza (1925), Religia absolutna (1927), Zagadka człowieka (1929). Głosił on „monizm substancjalny”. Substancja, czyli ponadmaterialna istota wszechrzeczy, przejawia się na zewnątrz w formie materii, „na wewnątrz” jako władza psychiczna i ich najwyższa synteza: moc twórcza.

Jak zapisano wówczas w broszurze określającej stosunek Kościoła katolickiego do spirytyzmu: „Świat naukowy, który dotychczas boczył się na cały okultyzm i systematycznie go ignorował, teraz zaczyna z nim flirtować”[74]. Prasa rozpisywała się o seansach odbywających się w tzw. kółkach spirytystycznych, których członkami były sławy krakowskiego uniwersyetu. Jak zapisano: „W naszem mieście (Krakowie) bardzo pilnie zajmują się nie tylko pod względem osobowości, ale i pod względem naukowym wszystkim, co tylko do tego przedmiotu odnosi się (…) obserwacjami zajmują się tu w kilku kółkach: jedno u byłego rektora Dr Majera, gdzie się zbiera kółko profesorów, inne obserwacje robi prof. Hałatkiewicz (…) w innym znanym kółku zdolny chemik Aptekarz Alexandrowicz czyni obserwacje nad temi zjawiskami”[75].

We Lwowie do propagatorów metapsychologii należał inż. Edmund Libański (1861 –1928) oraz docent Politechniki Lwowskiej Lucjan Böttcher. W 1912 r. L. Böttcher ogłosił książkę pt. Stoliki wirujące, będącą „szkicem praktycznym zawierającym wskazówki praktyczne prowadzenia seansów czyli posiedzeń spirytystycznych (mediumistycznych) z stolikami wirującymi)”[76].

Niemniejszą od spirytystów sławą okrywały się jednostki obdarzone zdolnościami mediumicznymi. Niektóre z polskich mediów uzyskały sławę międzynarodową.

J. Ochorowicz zajmował się medialnością dwóch znanych osób: Jadwigi Domańskiej i Stanisławy Tomczykówny. Dzięki publikacjom K. Watraszewskiego wiadomo, że warszawskie medium, Jadwiga Domańska, przepowiadała przyszłość, w transie zaś władała językiem staroegipskim, greckim i łaciną. Znane były wiersze „dyktowane” jej w transie przez zmarłych poetów. Na seansie 21 lipca 1927 r. dyktującym wiersz był Juliusz Słowacki. J. Domańska zapisała m.in. następujące słowa J. Słowackiego: „Rymy są nieudolne… Któż nimi wypowie Uczuć głębię lub myśli, gdy szuka wyrazu? Rym się klei leniwie — i w słowo po słowie Trudno jest zakląć Wszechświat i Ducha od razu… (…) Jestem – i niech Was nie wstydzą popioły Gdy są serca, co proch Wasz wzniosą pod Niebiosa! Ja Waszym krwawię sercem, Jam Wami wesoły. Jam z Was, z Wami, nad Wami – jam łez Waszych rosa. I pomnijcie — gdy w Wasze piersi Duch Żywota Uderzy, a dusze będą po obłokach latać, Dla Was to będzie dar mój słońc girlanda złota… Do serc Waszych uderzę — sercem chcę kołatać!”[77]

Eksperymenty ze Stanisławą Tomczykówną miały na celu zanotowanie przypadków fotografowania myśli, czyli z tzw. radiografii medialnej – powstawania na światłoczułym materiale śladów niewidzialnego promieniowania, emitowanego przez ciało medium. Na prośbę Ochorowicza S. Tomczykówną zradiografowała „rękę fluidalną” na błonie fotograficznej zwiniętej w rulon i włożonej do butelki, której otwór zakrywał swoją dłonią eksperymentator. Tomczykówną pogrążona w transie hipnotycznym, usiadła obok niego i położyła ręce na flaszce. Wkrótce odniosła wrażenie, że flaszka się rozszerza, ręce jej zdrętwiały i z krzykiem upadła na podłogę. Po wywołaniu błony ukazała się na niej dłoń większa od dłoni medium i Ochorowicza, z kciukiem położonym na palcu wskazującym. Te i podobne eksperymenty Ochorowicz tłumaczył fotograficzną projekcją myśli, przemawiającą za jego para–psychologiczną teorią ideoplastii[78].

Pierwszym polskim medium fizycznym o światowej sławie był Jan Guzik (1876–1928), który zarabiał na życie biorąc udział w seansach. Jego zdolności mediumiczne ujawniły się podczas pracy w fabryce garbarskiej. Kawałki skóry i narzędzia „same” unosiły się w powietrzu, szklanki tłukły się itp. Dzięki pomocy kółka spirytystycznego }. Guzik porzucił pracę i został zawodowym medium. Repertuar zjawisk materializacyjnych był u niego bogaty: światła, zimne powiewy, dotknięcia czegoś mokrego (m.in. przebiegającego szczura), odciski w sadzy, różne zjawy (łasiczki, psa, małpoluda). Zjawy ludzkie początkowo przypominały medium i były nieme, od 1906 r. zaczęły mówić, a w latach 1908–1912 przybierały postać zmarłych bliskich uczestników seansów. Tak było na przykład na seansie w Carskim Siole, gdzie Guzik w obecności cara Mikołaja II wywołał ducha Aleksandra III. W okresie największej aktywności medialnej produkowane przez Guzika zjawy pojawiały się nawet grupowo, rozmawiały ze sobą, a nawet kłóciły się między sobą[79].

Znanym wileńskim malarzem medialnym był Marian Grużewski. Jego talent objawił się podczas jednego z seansów. W transie malował obrazy, a także był przyczyną takich zjawisk jak materializacje i lewitacje przedmiotów. Jasnowidzącym medium Śląska Cieszyńskiego była Agnieszka Pilchowa, używająca pseudonimu Agnes[80].

Wielką sławą jako medium cieszył się Teofil Modrzejewski (1873 — 1943), warszawski dziennikarz i poeta, posługujący się pseudonimem „Franek Kluski”. Świadkami zjawisk materializacyjnych produkowanych przez niego było ponad 350 osób, w tym 6 profesorów wyższych uczelni, 20 doktorów medycyny, 3 doktorów chemii, 3 doktorów filozofii i 11 inżynierów. Na seansach z nim około 650 razy manifestowały się różne zjawy zwierząt i ludzi, przy czym naliczono blisko 250 różnych widziadeł, wśród których były także zjawy ludzkie stanowiące fantomy osób zmarłych, znanych uczestnikom seansów. Sypiał on tylko trzy godziny na dobę, widział aurę ludzi, potrafił zjawiać się w postaci sobowtóra (bilokacja). W jego obecności miały miejsce lewitacje przedmiotów, pisanie na maszynie bez udziału rąk ludzkich, pismo automatyczne zjaw, pojawiały się materializacje zostawiające odciski swych stóp i rąk w parafinie. W książce poświęconej opisom seansów z jego udziałem czytamy: „(…) trudno mi jest wyliczyć, ile osób skutkiem samego uczestniczenia w seansach z nim (tj. z Kluskim) odzyskało równowAge życiową (…). Ile osób uwierzyło w wieczność ewolucji i w wieczność istnienia duszy ludzkiej. Ile wiary odzyskano”[81].

T. Modrzejewski napisał kilka książek, m.in. Poezje i Strzępy życia. Zdolności medialne odezwały się u niego stosunkowo późno – gdy miał już ponad 45 lat – i utrzymywały się przez 6 lat. Był m.in. badany przez prof. Richeta w Instytucie Metapsychicznym w Paryżu, gdzie na 14 seansów tylko trzy zakończyły się niepowodzeniem.

Widziadła, które ukazywały się podczas seansów z jego udziałem, były zróżnicowane pod względem zaawansowania materializacji. Część z nich były to ciemne, mgliste, ledwie widoczne postacie, przejawiające jednak naturalną żywotność (np. ciepło ciała). Wyższą formą były produkowane fragmenty ciał, najczęściej głowy, torsu, rąk, i całe postaci. Zachowanie zjaw zdawało się przemawiać za wersją, że Kluski, tworząc ich osobowość, korzystał z informacji zawartej w pamięci uczestników seansów. Znany literat i publicysta Andrzej Niemojewski (1864–1921) rozmawiał ze zjawą, która wypowiadała się na tematy znane tylko jemu samemu. Miał wrażenie, że rozmawia ze sobą samym. Widma popełniały też typowo ludzkie pomyłki. Na przykład duch poległego na wojnie w 1920 r. syna państwa P. witał się serdecznie z rodzicami – uczestnikami seansu, całując ojca w rękę. Podczas następnego seansu duch znów pojawił się i pocałował w rękę dra Geleya, który usiadł tym razem na miejscu pana P., po czym, uświadomiwszy sobie pomyłkę, powiedział z żalem: „Nie ma ojca…”

Ciekawym zjawiskiem były też niezwykłe mgławicowe twory wybiegające z ciała medium i kończące się, niekiedy w odległości kilku metrów od niego, wierną kopią jego ręki. Taka „ręka fluidalna” mogła wykonywać konkretne czynności, np. przekręcać wyłącznik lampy elektrycznej, pisać na maszynie (świadkiem tego był m.in. T. Boy–Żeleński) i ołówkiem[82].

Koniec okresu zaborów w historii Polski przypadał na czas istnienia w jej życiu kulturalno–duchowym dużego zainteresowania spirytyzmem. Paradoksalnie był to ten dział parapsychologii, poprzez który wielu zagranicznych myślicieli i badaczy dochodziło do ściślejszych związków z Polakami — spirytystami i mediami. Była to swoista wizytówka polskich osiągnięć i możliwości…


[58] L. Szczepański, Okultyzm. Fakty i złudzenia, t. 2: Spirytyzm…, dz. cyt., 17–21.
[59] J. Świtkowski, Okultyzm i magia…, dz. cyt., 292–294.
[60] L. Szczepański, Okultyzm. Fakty i złudzenia, t. 2: Spirytyzm…, dz. cyt., 28–32.
[61] V. Soro, La Chiesa del Paradeto. Studi su lo gnosticismo, Todi 1922, 330–334.
[62] Por. W. Sawicki, Organizacje tajne w walce z Kościołem. AntyKościól tajny — zarys, Wydawnictwo Wers, Poznań 2000, 111–113.
[63] Za: L. Szczepański, Okultyzm. Fakty i złudzenia, t. 2: Spirytyzm…, dz. cyt., 58.
[64] Tamże.
[65] F. Horain, Stoły wędrujące, Warszawa 1853, 47.
[66] S. Grelewski, Wyznania protestanckie i sekty religijne w Polsce współczesnej, seria: Towarzystwo Naukowe KUL t. 19, Lublin 1937, 753.
[67] J. Ochorowicz, Magnetyzm żywotny wobec nauki, przyrody i sztuki lekarskiej, Kłosy 1867; tenże, Dzisiejsze stanowisko oraz zagadnienia magnetyzmu, „Przegląd Tygodniowy”, 1867, nr 21.
[68] B. Skarga, Julian Ochorowicz. Pozytywizm i okultyzm, w: Polska myśl filozoficzna i społeczna, t. 2. pod red. B. Skargi, Warszawa 1975, 111 nn; b.a., Dr Julian Ochorowicz. W 20–lecie zgonu, „Lotos”, 4: 1937, z. 5, 141–142.
[69] B. Plonka–Syroka, Mesmetyzm…, dz. cyt., 168–172; L. Szczepański, Okultyzm. Fakty i złudzenia, t. 1: Mediumizm współczesny i wielkie media polskie, dz. cyt., 40 — 46, 58–61.
[70] Z. Święch, Czakram wawelski. Największa tajemnica wzgórza, Wydawnictwo im. Warneńczyka, Kraków 2000, 67–68.
[71] Por. A. Podżorski (red.), Ostrzeżenie przed fałszywymi prorokami, „Książnica Wiedzy Duchowej” Nr 5, Cieszyn – Polska 1922.
[72] A. Gravier, Sprawozdanie z seansów z medium panią Stanisławą P., „Zagadnienia Metapsychiczne”, 1925, nr 7–8, 383–385.
[73] L. Szczepański, Okultyzm…, dz. cyt., t. l, 47–50.
[74] M. Morawski, Dzisiejszy okultyzm naukowy, Kraków 1898,
[75] F. Horain, Stofy…, dz. cyt., 25.
[76] L. Böttcher, Stoliki wirujące, seria: Biblioteka Wiedzy Ogólnej, Wydawnictwo „Kultura i Sztuka”, Lwów 1912.
[77] Za: F. Habdank, Z okazji sprowadzenia do kraju prochów Juliusza Słowackiego, „Zagadnienia Metapsychiczne”, 1927, nr 13–16, 58–60.
[78] L. Szczepański, Okultyzm…, dz. cyt., t. l, 61–71.
[79] K. Boruń, K. Boruń–Jagodzińska, Ossowiecki — zagadki jasnowidzenia, Warszawa 1990, 157—161.
[80] J. Zych, Rzecz o duchach w Drugiej Rzeczypospolitej, czyli przewodnik po ruchu spirytystycznym oparty na rzetelnych źródłach, NW Publications, Kraków 1999, 52–53.
[81] N. Okołowicz, Wspomnienia z seansów z medium Frankiem Kluskim, Warszawa 1926, 159.
[82] K. Boruń, W świecie zjaw i mediów. Spór o duchy, Oficyna Wydawnicza MOST, Warszawa 1996, 81–86.

III. NARODZINY WSPÓŁCZESNEGO SPIRYTYZMU

Zjawiska mediumiczne, do których zalicza się również seanse i zdolności spirytystyczne, obserwować można w ciągu całej historii i w różnych kulturach. Wyróżnia się w ich dziejach zasadniczo cztery okresy: mityczny – sięgający od starożytności do pojawienia się mesmeryzmu (do 1778 r.); magnetyczny – od Mes–mera do sióstr Fox (1847); spirytystyczny – od sióstr Fox do wystąpienia Williama Crookesa (1847–1872) i okres naukowy, który rozpoczynają doświadczenia W. Crookesa w roku 1872 r. oraz powstanie Towarzystwa Badań Psychicznych w Londynie w 1882 r.

Medialność przejawia się w różnych postaciach i jest źródłem różnorodnych zjawisk, wśród których wymienia się:

1. zjawiska dotyczące zmiany psychicznego i fizycznego stanu człowieka – esktazy, uniesienia, opętania, wcielanie się „duchów”, nadnormalna wrażliwość lub sprawność organizmu;

2. zjawiska nadnormalnej wrażliwości organizmu – człowiek uważany jest za aparat przyjmujący – przenikanie myśli, widzenie z odległości, jasnowidzenie, wyczuwanie śladów pozostawionych przez psychikę ludzką w materii martwej (psychometria), różdżkarstwo, radiestezja, wyczuwanie zjawisk i rzeczy przeszłych i przyszłych;

3. zjawiska nadnormalnego oddziaływania psychiki ludzkiej na własny organizm – samoznieczulanie, zastępowanie jednych zmysłów przez drugie, zjawisko bilokacji i wytwarzania sobowtórów, wydzielanie przez medium nowej materii jako „ekoplazmy”, „teleplazmy” lub „ideoplazmy” (w tym wytwarzanie „zjawy” postaci ludzkich lub zwierzęcych);

4. zjawiska dotyczące nadnormalnego działania organizmu ludzkiego na materię i energię poza organizmem własnym – działanie na organizm innych ludzi („magnetyzowanie”), dematerializacja i rematerializacja ciał, zjawiska poruszania lub unoszenia przedmiotów (np. lewitacje stołu podczas seansu spirytystycznego), zmiana wagi przedmiotów, dokonywanie różnych czynności z odległości, jak pisanie, gra na instrumencie, odciski w masie parafinowej, uderzanie w meble, wywoływanie na odległość zjawisk dźwiękowych (gwizdanie, klaskanie, głosy ludzkie lub zwierzęce) , cieplnych (zmiany temperatury ciał, powiewy zimna), świetlnych (pojawianie się iskierek i punktów świetlnych), promieniowanie niewidzialne różnego rodzaju (działanie na klisze fotograficzną, jonizacja powietrza, zdjęcie aury), inne zjawiska elektryczne i magnetyczne[46].

Przyjmując, za badaczami zjawisk mediumicznych, cztery okresy ich dziejów, należy stwierdzić, że w wieku XIX w przypadku rozwoju spirytyzmu w Polsce pojawiły się symptomy trzech okresów. Po początkowym okresie zachwytu magnetyzmem Mesmera nastał okres pionierów spirytyzmu (od 1855 r.) bazujących na gruncie przygotowanym przez mesmeryzm i okres „naukowych” dociekań i eksperymentów spirytystycznych.

Sławna w Europie doktryna mesmeryzmu w Polsce szybko znalazła swych zwolenników, głównie za przyczyną sprowadzanych do kraju książek i czasopism francuskich oraz dzieł relacjonujących eksperementy przeprowadzane w Wiedniu. Wśród zainteresowanych mesmeryzmem były osoby znane i powszechnie cenione, a nawet związane z kręgami dworskimi, jak Jan Baudouin de Courtenay, lekarz królewski, głośny propagator mesmeryzmu w Warszawie i Wilnie, który nawet udał się do Francji, aby zostać uczniem Mesmera[47].

Doświadczenia mesmerystów, zjawiska somnambulizmu, sugestii, telepatii i jasnowidzenia, widziadeł halucynacyjnych, eksterioracji czucia godziły się z wiarą w duchy i w możność komunikowania się z zaświatami za pośrednictwem duszy opuszczającej chwilowo swoje ciało. Jean Deleuze (1753 –1835), propagator magnetyzmu, znał dobrze zjawiska spirytystyczne, wierzył w życie pośmiertne i widział w widmach zmarłych dowód, że istnieje możliwość komunikacji ze światem pozagrobowym. Baron Du Potet, który zaczął eksperymentować od 1821 r., znał zjawiska mediumiczne i spirytystyczne, twierdził, że w magnetyzmie „odkrył magię starożytną”. Idee te propagowali poeci romantyczni, rozgłaszając urok tajemnic mocy magicznych. Należeli do nich m.in. niemieccy „pneumatolodzy”: J. H. Jung Stilling (1740–1817), lekarz i profesor, płodny autor o wysokim poziomie etycznym, przyjaciel Goethego; Eschenmayer (zm. 1852); dr Justyn Kerner (1786–1862), lekarz i poeta, zwolennik i badacz czarów, ukazywania się duchów i jasnowidzenia[48].

Zainteresowanie mesmeryzmem było elementem rozwijającej się wśród elit mody na uprawianie nauki, zakładanie naukowych towarzystw i gabinetów doświadczalnych, zwrot ku naukom fizycznym. Jednocześnie pojawiły się w Polsce głosy podkreślające, że mesmeryzm, przyjmując pozory naukowości, nie ma z nią nic wspólnego. Głosiciel idei oświecenia, wydawca „Pamiętnika Historyczno–Politycznego”, ksiądz Piotr Switkowski (1744– 1793) pisał: „Żyjemy w wieku, w którym dzięki Bogu nie trzeba się obawiać, aby dzikie jakie narody światło rozumu i nauki zgasiwszy miały znowu w Europie rozpostrzeć grubą ciemną powłokę. Ale gnieździ się między nami inny nieprzyjaciel, którego nie postrzegamy, chowamy go i pielęgnujemy… Jest to owa, coraz to wzmagająca się zaraza wielorakich urojeń”[49]. Pośród owych „urojeń” ks. P. Świtkowki umieszczał również mesmerym, traktowany jako salonowa ciekawostka, wymysł dla poklasku społeczności żądnej nowych wrażeń.

Akademickie zainteresowanie mesmeryzmem w Polsce przypada na okres 1815–1818, a szczególnie mocno zaznacza się w Warszawie i Wilnie. W Warszawie od 1809 r. działał Wydział Akademicko–Lekarski, przekształcony w 1817 r. w Wydział Lekarski nowo powstałej w tym mieście uczelni wyższej. W Krakowie zainteresowanie mesmeryzmem przybrało słabsze nasilenie i pojawiło się nieco później.

Największe zasługi dla polskich badań nad mesmeryzmem położyło środowisko Uniwersytetu Wileńskiego, zreformowanego przez Komisję Edukacji Narodowej w duchu nowożytnym. W ramach wileńskiej kliniki lekarskiej, kierowanej przez Józefa Franka (1771 – 1842), autora podręcznika medycyny praktycznej i entuzjasty mesmeryzmu, przy współpracy profesora Jędrzeja Śniadeckiego, znanego ze swej niechęci do mesmeryzmu, rozpoczęto w 1814 r. eksperymenty, które miały trwać cztery lata. Początkowo towarzyszył im entuzjazm. W 1816 r. powstało w Wilnie specjalne pismo „Pamiętnik Magnetyczny Wileński”, publikujący zarówno teksty „klasyków” mesmeryzmu, jak i wyniki badań wileńskich[50].

Konkluzje J. Franka na temat podjętych doświadczeń były niezwykle sceptyczne. Stwierdził on: „Im mniej jest rzecz podobna do prawdy i bardziej od ogólnego porządku oddalona, tym bardziej mamy prawo domagać się, aby była ściślej dowiedziona”[51]. J. Frank nie uznał istnienia magnetycznego fluidu, sądząc, że obserwowane objawy można wytłumaczyć czynnikami znanymi wcześniej medycynie. Polemizował też z poglądem, że w wyniku praktyk zalecanych przez Mesmera pojawia się nadświadomość, stan nieograniczonej jasności poznania ponadzmysłowego.

W wileńskich doświadczeniach uczestniczyło duże grono osób, wśród których byli lekarze (Jędrzej Śniadecki, Jakub Szymkiewicz, Stanisław Kossowski) i studenci medycyny (Jan Horodecki, Ludwik Sauvan, Jan Adam Schloezer, Leopold Weymar). Udział w nich nie oznaczał automatycznej aprobaty mesmeryzmu, czego przykładem są bracia Jan i Jędrzej Sniadeccy, pozostający cały czas nieprzejednanymi krytykami tej doktryny. Esej Jędrzeja Śniadeckiego Próżniacka–filozoficzna podróż po bruku, drukowany w wielu numerach wileńskiego czasopisma „Wiadomości Brukowe”, przyczynił się do pognębienia wielu mesmerystów w oczach opinii publicznej[52].

W związku z wileńskim mesmeryzmem pozostawał ruch zainicjowany przez Tomasza Zana, który pod wpływem koncepcji Mesmera założył stowarzyszenie Promienistych. Obserwacja magnetyzerów pozwoliła stwierdzić, że magnetyzowani na jakiś czas tracą zdolność świadomej kontroli swych poczynań. Zań wywnioskował stąd, że ludzkiej świadomości towarzyszy podświadomość, którą uznał za bardziej rzeczywistą niż świat rozumu i zmysłów. Mocno podkreślał kontrast między jednostronnością rozumowego poznania, które jest omylne i niedostateczne, a poznaniem poprzez duchową intuicję, które jest najwyższe. W naukach T. Zana widoczne są inspiracje neoplatońskie (poznanie duchowe, promienista emanacja). Twierdził, że świat przenika promienista siła, a czysty i niewinny człowiek ma wokół siebie rodzaj aury, która jest światłem wewnętrznym, zwanym promionkiem. Nauka ta pozwalała na specyficzne podejście do możliwości kontaktu ze światem umarłych. Celem życia człowieka jest afirmacja dobra i harmonii, świetlistej wewnętrznej siły, wiodącej poprzez podświadomość ku dobru i pięknu. Formą działalności Promienistych były spotkania plenerowe, podczas których deklamowano umoralniającą poezję, publicznie przedstawiano wzajemne przejawy życzliwości, pito mleko itp. Niektórzy członkowie stowarzyszenia zachowali wobec tych idei daleko idącą powściągliwość (np. Stanisław Morawski czy Wincenty Smokowski, który założył później satyryczną replikę stowarzyszenia – Związek Antypromienistych). Inni traktowali naukę T. Zana z całą powagą – do tych należał m.in. Adam Mickiewicz[53].

Zainteresowania akademickie mesmeryzmem można także odnotować, w początku XIX wieku, w Warszawie. Do grona entuzjastów tej doktryny należeli m.in. prof. August Ferdynand Wolff, profesor Wydziału Akademicko–Lekarskiego i prezes Rady Zdrowia Księstwa Warszawskiego; Jan Freyer, wykładowca materii medycznej (dziś: farmakologia), który włączył metodę magnetyczą do swego podręcznika o środkach medycznych; Tomasz Kuczkowski, lekarz nadworny wielkiego księcia Konstantego, absolwent wydziału lekarskiego w Petersburgu, który magnetyzmowi poświęcił swoją pracę doktorską; Jan Baudouin de Courtenay, przybyły z Wilna, który w Warszawie założył Towarzystwo Harmoniczne, zbierające zwolenników tej doktryny. Mesmeryzm był wspierany finansowo przez warszawskiego badacza i filantropa Aleksandra Chodkiewicza. Zyskał także poparcie Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, które dało pozytywną opinię pracy o leczeniu magnesem Jana Horodeckiego, wileńskiego magnetysty. Wśród stowarzyszeń eksperymentatorów warszawskich do najsłynniejszych należało Towarzystwo Harmoniczne Baudouina de Courtenay, organizujące słynne kuracje z udziałem pani Marewiczowej, zwanej Polską Sybillą, która po wprowadzeniu przez Baudouina de Courtenay w stan magnetycznego transu dyktowała rzekomo nadzwyczaj skuteczne recepty dla wielu warszawskich chorych[54]. W 1820 r. Jan Baudouin de Courtenay opublikował w Warszawie podręcznik podający metody leczenia magnetyzmem, pt. Rzut oka na mesmeryzm, czyli system wzajemnych wpływów i skutków, objaśniający teorię i praktykę magnetyzmu zwierzęcego. Ciekawa praca w interesujący, barwny i przystępny sposób przedstawiała historię, teorię i praktykę mesmeryzmu. Autor ofiarował czytelnikom szybkie i pewne efekty terapii wszystkich niemal chorób za pomocą metod Mesmera. Atakował w niej aptekarzy i lekarzy z powodu rzekomej ignorancji, którą powodowani nie chcą przyjąć metod twórcy mesmeryzmu. Książka spotkała się z szeregiem krytycznych opinii, a autor wielokrotnie podejmował jej obronę, publikując kolejne swe prace[55].

W pierwszej połowie XIX wieku mesmeryzm pozostawał w Krakowie jedynie doktryną towarzyską. Organizowane tam prywatne seanse mesmerowskie cieszyły się popularnością, gdy udział w nich brała pani Kraszewska, zwana Polską Pythią, znane medium[56]. W latach czterdziestych szczególną popularnością zaczęły się tutaj cieszyć publiczne pokazy magnetyzerów estradowych i spirytyzm.

Duże znaczenie dla okresowego zahamowania zainteresowań mesmeryzmem miał wzrost opozycji wobec tej doktryny w kołach arystokratycznych, konserwatywnych i klerykalnych. W 1817 r. zakazano w Rosji działalności wędrownych uzdrowicieli, ograniczając ich poczynania do miejsc zamieszkania. W 1821 r. zakazano publicznych wystąpień proroczych, a w 1822 zlikwidowano loże masońskie i inne tajne związki. Dymisja księcia Aleksandra Golicyna, oberprokuratora Świętego Synodu Rosji, znanego protektora ruchu magnetycznego, była ukoronowaniem zwycięstwa ortodoksji[57].


[46] L. Szczepański, Okultyzm. Fakty i złudzenia, Wydawnictwo „Natura i Kultura”, Kraków 1937, t. 1, 29–35.
[47] S. Kośmiński, Słownik lekarzów polskich, Warszawa 1888, 20.
[48] L. Szczepański, Okultyzm. Fakty i złudzenia, t. 2: Spirytyzm współczesny, Wydawnictwo „Natura i Kultura”, Kraków 1937, 19–21.
[49] P. Switkowski, Magazyn, 1784, t. 1, 1.
[50] T. Ostrowska, Polskie czasopiśmiennictwo lekarskie w XIX wieku (1800–1900). Zarys historyczno–bibliograficzny, Wrocław 1973, 101–102. Por. M. Baliński, Pamiętniki o fanie Śniadeckim, jego życiu prywatnym i publicznym i dziełach jego, Wilno 1865.
[51] J. Frank, O magnetyzmie zwierzęcym, Wilno 1822, 2. Por. tenże, Historia katalepsji połączonej z somniacją i ekstazą, „Pamiętnik Magnetyczny Wileński”, 1818, t. 3, nr 10, 2–32; tenże, O magnetyzmie zwierzęcym, „Dziennik Medycyny, Chirurgii i Farmacji”, 1822, t. l, nr 2, 193–214.
[52] J. Sniadecki, Próżniacko–filozoficzna podróż po bruku, „Wiadomości Brukowe”, nr 97 do 247. Por. J. Sniadecki, Pisma satyryczne, oprać. A. Wrzosek, Warszawa 1908, t. 1–3. Zob. B. Plonka–Syroka, Recepcja doktryn medycznych przełomu XVIII i XIX wieku w polskich ośrodkach akademickich w latach 1784–1863, Wrocław 1990, 35 nn.
[53] M. Dunajówna, Tomasz Zań, Wilno 1933; Z. Jabtońska–Erdmannowa, Oświecenie i romantyzm w związkach młodzieży wileńskiej, Wilno 1935, 99 nn.
[54] B. Pionka–Syroka, Mesmeryzm. Od astrologii do bioenergoterapii, Oficyna Wydawnicza Arboretum, Wrocław 1994, 159– 166. Por. J. Śniadecki, Cuda megnetyzmu, z wileńskich Wiadomości Brukowych, „Gazeta Warszawska” 1818, nr 6, 74; J. Baudouin de Courtenay, Obrona uczonych babulek przeciwko pisemku wyciągnionemu z wileńskich Brukowych Wiadomości, umieszczonemu w Gazecie Warszawskiej pod nr 6 z motto: mundus vult decipi, „Pamiętnik Warszawski”, 1819, t. 13, 435.
[55] „Gazeta Literacka”, 1821, t. 7, 51–52; J. Baudouin de Courtenay, Odpowiedź na recenzję „Rzutu oka na mesmeryzm…” z przestrogą dla recenzentów niewiernie tekst oddających i poważających się rozbierać dzielą, o których żadnego nie mają wyobrażenia, tudzież wskazaniem źródeł, gdzie prawdziwą naukę o magnetyzmie czerpać można…, Warszawa 1821; tenże, Dokończenie mesmeryzmu czyli cala tajemnica magnetyzmu zwierzęcego…, Warszawa 1821; tenże, Głębsze uważanie mesmeryzmu czyli część teorii praktycznej magnetyzmu zwierzęcego, opartej na fizyce mesmerowskiej czyli systemacie wzajemnych wpływów świat składających…, Warszawa 1821; „Gazeta Literacka”, 1821, nr 12, 95–96; tenże, Odpowiedź na krytykę na „Glębsze uważanie mesmeryzmu…”, Warszawa 1821; K. R., Tłumaczenie tajemnic nowej wiary, objawionej Polakom przez J. Baudouina, Francuza, w kilku pisemkach, szczególnie zatytułowanym „Głębsze uważanie mesmeryzmu…”. „Dane ze strony Chrześcijańsko–Katolickich Religiantów”, Warszawa 1822.
[56] J. M. Brodowicz, Przegląd ogólny zawodu lekarskiego i nauczycielskiego, Kraków 1871, 136.
[57] L. Bazylow, Historia Rosji, t. 2, Warszawa 1983, 90 nn.

II. SPIRYTYZM W DAWNEJ POLSCE

Średniowieczny świat naznaczony był dualizmem sacrum i profanum, ścieraniem się potrzeb świata doczesnego i dążeń do zbawienia, którego symbolami są Bóg i szatan, świata zmarłych i świata żyjących. Dualizm ten określa kulturowe oblicze epoki, dialektycznie splatając oba elementy. Swe odbicie w systemie społeczno–religijnym znajdują sprzeczności wpisane w kulturę średniowieczną: uniwersalność i partykularyzm, dobro i zło, ortodoksja i herezje, grzech i świętość, życie i śmierć[24].

Demonologia średniowieczna znała szereg różnych podań, tłumaczących rzeczywistość zakrytą przed oczami człowieka. Katalog Magii mnicha Rudolfa z Rud Raciborskich, pochodzący z XIII wieku, wymienia cały szereg czynności magicznych podejmowanych w codziennym życiu dla uwolnienia się od wpływów demona i duchów zmarłych. Na przykład: kobiety po urodzeniu dziecka: „ l. Dzieci jeszcze bardzo delikatne wsadzają do worka, aby spały. 2. Chodzą z dzieckiem dokoła ogniska, podczas gdy inna idzie z tyłu i pyta: co niesiesz; a odpowiada głupia: rysia, wilka i śpiącego zająca. 3. Kradną wiecheć słomy, którym czyści się piec, i w kąpieli myją nim dziecko. 4. Uszy zająca, nóżki kretów i wiele innych rzeczy kładą do kołyski, a czynią to, aby dzieci nie płakały. (…) 6. Położne uderzają je w głowę siekierą. 7. Naczynie, w którym się kąpią, obwiązują surowym sznurkiem. 8. Układają kupki mąki i soli, które liżą, aby miały obficie mleka. 9. Ojcu pokazują najpierw wielki palec nóżki dziecka, a nie twarz. (…) 11. Do pierwszej kąpieli dziecka wkładają jajko, które ojcu dają do spożycia. 12. Wodę z tej kąpieli wylewają na ręce ojca. 13. Dziecko błogosławią źdźbłem słomy, na którym zrobiły węzełek. 14. Ognia nikomu z domu nie pożyczają i wiele innych bluźnierczych praktyk przy porodzie czynią”[25].

Kontakty potępionych z ich dawnym, ziemskim otoczeniem były tym łatwiejsze, iż ludowa wyobraźnia chętnie lokalizowała piekło w miejscach dobrze określonych, znanych, stosunkowo nieodległych od miejsc zamieszkałych. Mieszczanin, według kazania Peregryna z Opola, ujrzał wejście do piekła na polu swego podmiejskiego folwarku, w jamie po wyschłym źródle. Jakub z Paradyża opowiadał w jednym ze swych kazań o grzeszniku, który po to, by mógł usłyszeć jęki i narzekania potępionych, został zaprowadzony do pobliskiej doliny[26].

Piekło, według nauczania chrześcijańskiego, zrywało co prawda doczesne więzi ludzkie i nie zastępowało ich nowymi, lecz niekiedy, w drodze wyjątku, godziło się początkowo na ich przetrwanie, by potępiony mógł wypełnić swoją misję dydaktyczną i zawiadomić swych najbliższych krewnych i znajomych o karze, która go spotkała. Takie „zjawienia się” zmarłych potępionych związane były z ich nadzieją na otrzymanie pomocy, lecz wszelkie wstawiennictwo okazywało się niemożliwe, a potępiony daremnie błagał o wsparcie. Nie otrzymawszy pomocy błaganie zwykle zastępował przekleństwem i złorzeczeniami. Jakub z Paradyża w jednym z kazań przytacza exemplum, w którym matka grzesznica daremnie prosi swą córkę: „Zmiłuj się nade mną, gdyż płonę ogniem i znoszę cierpienia w tych katuszach. Podaj mi swą rękę i wyciągnij z tego miejsca. (…) Córko, pomóż mi i nie gardź płaczem swojej matki. Pomnij na ból tej, która cię urodziła”[27].

Poddająca się często wpływom demonów i złych duchów osoba z czasem, według średniowiecznej demonologii, popadała w wielką histerię, zwaną opętaniem. Była ona połączona z jasnowidzeniem, ze zmianami somatycznymi i psychicznymi. Zaczynała się od prostych wizji, które z czasem się nasilały. Dochodziło się w ten sposób do pierwszego stopnia czarownictwa, czyli do opętania wywoływanego za pomocą wymyślnych środków, rozmaitych maści i narkotyków. Chorobie tej podlegały przede wszystkim kobiety, a uczeni demonolodzy stwierdzali, że na 1000 czarownic przypada tylko l czarownik. Czarownica rodzi się już czarownicą, przez całe życie tkwią w niej pewne predyspozycje, które z czasem mogą być uaktywnione. Od samego początku wszystkie relacje i stosunki w niej są odwrócone, „jej dusza jest na opak”, góra odwraca się ku dołowi, prawa strona staje się lewą, a tył przodem[28]. Różne mogły być źródła konkretnych zdolności magicznych: dziedziczenie, oddawanie się szatanowi, eksperymenty okultystyczne, w tym kontakt z duchami potępionych. Rozróżniano dwa zasadnicze typy czarownictwa. Jako czary kwalifikowano liczne praktyki typu magicznego: wróżbiarstwo, zaklinanie, nekromancję (wiedzę o przyszłych wydarzeniach przekazywaną przez osoby zmarłe), podczas których czarownica korzystała z pomocy i współdziałania złego ducha. Drugą, głębszą formę czarownictwa reprezentowała rozpowszechniona wiara w działanie kobiet (zwanych „striges”, „lamiae”, „maleficae”, „mulierculae”), które zawarły pakt z diabłem i uczestniczyły w nocnych zgromadzeniach. Pierwszą wzmiankę o sabacie czarownic zamieszcza Canon Episcopi z X wieku, w którym jest mowa o stowarzyszeniu Diany, do którego należą wiedźmy i wobec którego zaciągają zobowiązania mocą świętokradczego paktu zawieranego podczas nocnych spotkań. Kanon wyróżnia „pewne kobiety niegodziwe, znieprawione przez Diabła, uwiedzione przez złudzenia i urojenia demonów, które wierzą i uznają, iż dokonują w godzinach nocnych lotów na pewnych zwierzętach wraz z Dianą, boginią pogan, i niezliczonym tłumem kobiet i w martwej ciszy w pewne noce, posłuszne jej rozkazom jako swej pani, przebywają wielkie odległości”. W tej samej epoce Rateriusz z Liege, biskup Werony, wspomina o podobnym stowarzyszeniu Herodiady. Tłum kobiet uczestniczących w sabatach zwał się „Holda”. Późniejsze teksty jako przywódczynię czarownic (dominae nocturnae) wymieniają „panią” Abundię albo Satię. Czarownice miały być tak liczne, że tworzyły jedną trzecią ludności świata.

W Homiliarzu Opatowickim czytamy o kobietach preparujących trucizny, mordujących dzieci, wywołujących deszcz za pomocą magii, mieszających z jedzeniem spermę własnych mężów, aby sporządzać magiczne eliksiry miłości, uniemożliwiające kobietom i mężczyznom płodzenie[29].

Średniowiecze było okresem niezwykłego zainteresowania szerokich kręgów społecznych zagadnieniami magii, czarów i opętań. Wiązało się to m.in. z licznymi „procesami czarownic”. Na Sycylii lud wierzył, że opętani przez diabłów mówią wszystkimi językami, mogą poddać ludzi swej woli, latają nocami, potrafią sterować uczuciami dowolnie wybranej osoby, sprowadzają chorobę. W Portugalii „czarownice” wróżyły z lustra, wody, z osadu kawy, sprzedawały specyfiki z trupów, z mózgu psów i ogonów jaszczurek. W Bretanii poddani szatana porywali dzieci, zabijali bydło, wstrzymywali wydajność mleka itp.[30]

Według średniowiecznych przekonań łatwiejszy i mniej obciążony złymi skutkami był kontakt ze zmarłymi przebywającymi w czyśćcu. Świadczy o tym choćby opis cudu wskrzeszenia zmarłego komesa Piotra jako świadka praw Kościoła krakowskiego do wsi Piotrowin, znany z tzw. „mniejszego”, wcześniejszego Żywota Świętego Stanisława, spisanego w połowie XIII wieku przez dominikanina Wincentego z Kielc. Zmarły, którego grób na piotrowińskim cmentarzu został rozkopany wobec uczestników sądu: biskupa Stanisława w uroczystych szatach pontyfikalnych, niechętnego mu króla Bolesława z dostojnym otoczeniem, krewnych zmarłego komesa upierających się przy swoim prawie do dziedzictwa pomimo faktu sprzedaży wsi biskupowi, został wskrzeszony, wyszedł z grobu, podszedł do obecnych i złożył świadectwo prawdy. Na pytanie biskupa, czy w nagrodę za swą zasługę zechciałby otrzymać łaskę kilku lat życia na świecie, odpowiada bez wahania: „Dzięki Twej Świątobliwości, Ojcze Czcigodny, lecz bardziej bym pragnął, abyś mnie złożył z powrotem do grobu, ponieważ już tylko niedługo przebywać będę w czyśćcu za swe przewinienia, później zaś, dzięki Bożemu miłosierdziu, przeniosę się radosny do miejsca spoczynku”[31]. Kontakt ze zmarłym, po odprawieniu przez świątobliwego biskupa rytu wskrzeszenia, ma przebieg spokojny, nie zakłóca atmosfery triumfu dostojnika Kościoła nad tym, co marne, grzeszne i ziemskie.

Żywi uzyskiwali łączność ze zmarłymi przebywającymi w czyśćcu za pomocą modlitwy, szczególnie w intencji zmarłych krewnych, dobroczyńców i znajomych. Kościół próbował oczyszczać ludowe wierzenia w zjawy czyśćcowe pojawiejące się wśród żywych i zachowujące z nimi dawne więzi. Stanisław ze Skarbimierza przeciwstawiał się rozpowszechnionym wierzeniom w zaświatowych przybyszów. Twierdził, że nie mogą oni powiadomić żyjących o swym losie, jeśli nie otrzymali na to specjalnego pozwolenia od Boga lub przez Niego nie zostali skierowani na ziemię. Teksty kaznodziejskie potwierdzają trwałość tradycyjnych wierzeń na temat odwiedzin zmarłych, którzy mieli pojawiać się najchętniej około dawnego wiosennego święta zmarłych i oczekiwali od żywych wsparcia w postaci pozostawionych resztek wieczerzy lub rozpalania ognisk dla ogrzania zziębniętych stóp. Można przypuszczać, że polscy późnośredniowieczni chrześcijanie łączyli modlitwę w intencji dusz czyśćcowych z pomocą dla cielesnych potrzeb istot przybywających z „tamtego świata”. Wskazuje na to między innymi przekaz Stanisława ze Skarbimierza, ganiącego w swym kazaniu tych, którzy trwali w przekonaniu, że zaniedbanie pozostawiania dla dusz zmarłych resztek pokarmu jest grzechem[32].

Polskie średniowiecze znało zjawy ze świata umarłych, głównie z czyśćca, które odwiedzały żyjących, a nie niepokoiły. Przykładem może być błąkająca się dusza brata Cherubina, należącego za życia do wspólnoty bernardyńskiej w Poznaniu, którego los opisuje Jan z Komorowa, autor kroniki zakonnej, powstałej już w XVI wieku. Brat Cherubin przed śmiercią nie zdążył uregulować długu za wino, zaciągniętego u właścicielki winiarni, zaś braciom nie przyznał się, że część wspólnych zasobów, uzyskanych z jałmużny, wydał na jedzenie i łakocie. Jako pokutnik czyśćcowy brat Cherubin był łagodny i nikogo nie przerażał: pojawiał się we własnej, zwykłej postaci, chociaż potrafił przyjąć też postać psa biegnącego u nóg kobiety, którą obarczył zadaniem zwrotu długu za wino. Po odprawieniu za niego odpowiednich modlitw, przestał się ukazywać na ziemi[33].

Nauka o pojawiających się zmarłych była więc obecna w społeczności wierzących, niekiedy nawet wykorzystywana dla pouczeń i przekazu ważnych prawd moralnych. Lecz nawet wówczas, traktowana jako ilustracja dla kazań i opisów, pogłębiała przekonanie o możliwości kontaktu żyjących ze światem umarłych.

W wieku XV w Europie najbardziej znanym wyznawcą złych duchów i Szatana był baron i marszałek Francji, Gilles de Rais, towarzysz Dziewicy Orleańskiej, niezłomny rycerz, który po wojnach oddał swój zamek Tiffauges adeptom sztuki magicznej, by poszukiwali kamienia filozoficznego i eliksiru młodości. Słynął także ze swych sadystycznych upodobań[34].

Do „wybitnych” okultystów XVI wieku należeli m.in.: Jan Trithemius (1462–1516), opat Sponheim, uważany za największego alchemika swoich czasów, któremu ponoć udała się „transmutacja” rtęci w złoto; Henryk Kornel Agrypa von Nettesheim (1486–1535) – autor Philosophia occulta (1530), chciał uzgodnić magię z prawami natury i z dogmatami religii; Paracelsus (1493 –1541)– zwany „najmędrszym z lekarzy”[35]. Wśród nich za „nowoczesnego spirytystę” uchodził John Dee (1524–1607). Eksperymentował on z medium Edwardem Kellym, który przez wpatrywanie się w „kryształ” ze lśniącego węgla kamiennego wpadał w rodzaj transu i porozumiewał się z duchami. Początkowo duchy wygłaszały podniosłe kazania, zalecając wiarę i cześć dla siebie, później zaczęły dawać rady lekarskie i wskazówki alchemiczne oraz przepowiadać przyszłość. John Dee, wraz ze swoim medium, przebywał między innymi w Krakowie na dworze króla Stefana Batorego. Albertowi Łaskiemu z Sieradza przywołane przez nich duchy obiecały „tron polski” po śmierci Stefana Batorego, który w „bitwie polegnie”. Podobnie mylnie przepowiedziały w 1585 r. śmierć Rudolfa II i triumf chrześcijaństwa w Konstantynopolu. Wynalazły nawet nowy język, którym Kelly posługiwał się w transie[36].

Religijność baroku była płytka, bez zrozumienia dogmatów, celów, z ludowym rozumieniem obrzędów. Szukano w niej ucieczki przed nieszczęściami i cierpieniem, bezkrytycznie wierzono w podawane informacje, ulegając sugestii wizjonerów i egzorcystów. Stawała się więc łatwo pożywką fanatyzmu, pogromów, wiary w czarownice. Rozwój nauk tajemnych (głównie astrologii i nekromancji), podtrzymywanych przez dwory królewskie i książęce (w Polsce np. na dworach Zygmunta Augusta, Stefana Batorego, Zygmunta III), stwarzał atmosferę lęku przed siłami nadprzyrodzonymi. Wiara w potęgę Szatana i moc czarownic wiązała się z przekonaniem, że diabeł może opanować ciało i wyczyniać z nim dziwy: rzucać się, ryczeć, ciskać bluźnierstwami, parskać na krzyż[37].

Śniono i mówiono o różnych strachach, np. zjawach o trupich twarzach, o postaci morowej dziewicy przemierzającej knieje i pola. Największą grozę wywoływały upiory, inaczej wampiry lub strzygonie. Przyjmowano, że czarownice przy pomocy diabła opanowywały trupy ludzkie leżące w grobach i z ich udziałem dusiły lub zarażały ludzi i zwierzęta domowe. Według wierzeń ludowych upiór opuszczał grób pod własną postacią albo jako pies, wilk, koń lub wielki ptak. Było czuć wokół niego cmentarny zapach czy też słychać chrzęst poruszających się kości szkieletu. Upiorami wydawały się ludziom trupy, które nie uległy szybko rozkładowi, były opuchnięte itp. Wersje na temat niszczących ludzi wampirów głosili nie tylko bajarze ludowi, lecz nawet pisarze kościelni, jak na przykład sławny wówczas ks. Benedykt Chmielowski[38].

W okresie rozkwitu działalności Akademii Krakowskiej w XV i XVI wieku rozwinęły się tu także tzw. nauki duchowe, w tym magia, alchemia i astrologia. Spotykało się to jednak ze znacznym odporem Kościoła[39].

Jedna z najstarszych wzmianek na temat wywoływania ducha pochodzi z XVI wieku, kiedy to mistrz Twardowski miał ukazać pogrążonemu w żałobie po śmierci żony królowi Zygmuntowi Augustowi ducha Barbary Radziwiłłówny. Opis tego wydarzenia podaje w rękopisie pt. Historia Poloniae nadworny lekarz Zygmunta III Wazy, Joachim Possel. Król niepocieszony po stracie żony zapragnął w swym smutku jeszcze raz ją ujrzeć. Zwołał więc do Krakowa znanych magów, znawców wiedzy tajemnej, by ukazali mu postać Barbary. Wśród przybyłych był również mistrz Twardowski, który obiecał monarsze, że przywoła ducha zmarłej żony, lecz król musi spełnić dwa warunki: siedzieć wytrwale na krześle i bezwzględnie milczeć. Gdy zjawa się ukazała, Twardowski w ostatniej chwili musiał powstrzymać króla, który chciał do niej podbiec. Inny kronikarz tego wydarzenia Stanisław Bielecki podkreśla, że sztuki czarnoksięskie Twardowskiego, w tym także wywołanie ducha Barbary, były dziełem Szatana[40]. Historycy w owym znanym wydarzeniu wawelskim upatrują mistyfikację: rolę Barbary miała odegrać niezwykle podobna do Radziwiłłówny mieszczka warszawska Barbara Giżanka. W swoistym spisku uczestniczyli zaś: podkanclerzy koronny ks. Franciszek Krasiński oraz dwaj dworzanie królewscy, Jerzy i Mikołaj Mniszchowie. Celem przedstawienia było wprowadzenie Giżanki na dwór i wykorzystanie jej wpływu na króla[41].

W znacznie późniejszym pamiętniku Wilhelminy, siostry Fryderyka, króla pruskiego (1709–1758), zawarty jest opis nadzwyczajnych okoliczności śmierci króla Polski – Augusta Mocnego. Zmarł on w Warszawie, bezpośrednio po przybyciu do stolicy, dnia l stycznia 1733 r. Pierwszy minister króla pruskiego, Grumbkow, widział się z Augustem Mocnym na kilka dni przed jego śmiercią. Król August, który lubił Grumbkowa, żegnając się z nim, powiedział, że nie będzie się już więcej z nim widział. W dniu śmierci króla Grumbkow powiedział Wilhelminie, że król umarł. Był u niego w pokoju jako zjawa pośmiertna, która wpatrywała się w swego przyjaciela, powiedział o wydarzeniu w Warszawie i zniknął. Nowina, którą Grumbkow podzielił się z Wilhelminą, została potwierdzona w czterdzieści godzin później, gdy nadjechała konna sztafeta z wiadomością o śmierci Augusta Mocnego[42].

Opowieści o duchach kontaktujących się z żyjącymi ubogacały wyobraźnię, rozpalały ciekawość i pragnienie doświadczalnego kontaktu z nimi, a także chęć znalezienia odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób może się to dokonywać. Poza twierdzeniami religijnymi pojawiały się także próby „naukowych” uzasadnień.

W drugiej połowie XVIII wieku pojawiła się znów, pod postacią mesmeryzmu, magia naturalna epoki Odrodzenia, sięgająca magnetyzmu Paracelsusa. Jego „magnale” przyciągały promieniowanie gwiezdne i ziemskie, ładowały nim istoty żywe i pozwalały działać na zewnątrz. Według lekarza Franza Antona Messmera (1734–1815), żywe istoty mogą przechwytywać siły gwiezdne i odbijać je. Stąd możliwe miało być nie tylko uzdrawianie przez nałożenie rąk, ale także wiele innych nadzwyczajnych zdolności: radiestezja, odczuwanie na odległość, jasnowidzenie i wróżbiarstwo, przekazywanie myśli. Emitowana przez zmysł, który przyjął taką siłę, energia promieniuje poza ciałem i wchodzi w kontakt z przedmiotami zewnętrznymi bez względu na odległość. Te procesy na odległość muszą być związane z kontaktem, który dokonuje się poprzez eter. W ten sposób pozornie dawna magia ustępowała przed naukowym obrazem świata. W magnetyzmie tkwił jednak duch magiczny: panaceum, fluid wszechstronnego zastosowania wedle kaprysu nadawcy. Promieniowanie i wpływy są tylko materialnymi symbolami pragnienia lub woli, braku jakiegokolwiek poczucia autonomii świata fizycznego[43].

Typem okułtysty–poszukiwacza przygód był w XVIII wieku Giuseppe Balsamo (1743–1793), nazywany hrabią Cagliostro, „królem kłamców”, „jednym z największych okultystów wszech czasów”. W czasie swych podróży po Europie razem ze swą małżonką, Lorenzą Feliciani, założył liczne tajne loże wolnomularskie (z masonerią zetknął się w 1776 r. w Londynie – wkrótce zbudował „rytuał egipski”). Celebrował u nich różne misteria wywodzące się z tradycji Hermesa Trismegistosa i tradycji staroegipskich, posługując się „tajemniczymi” (nieodczytanymi) jeszcze wówczas hieroglifami. Cagliostro uchodził za jasnowidza i proroka. Pod jego wpływem na przykład Goethe napisał dramat Wielki Kofta. Jego uczniami byli m.in. filozof Lavater – przyjaciel Goethego i kardynał de Rohan – sprzymierzony z Marią Antoniną. Po powrocie do Włoch został uwięziony przez Inkwizycję – zmarł w więzieniu. E. Eckert napisał o nim: „Ten czcigodny obłudnik powiedział, że posiada kamień filozoficzny, twierdził, że umie przewidywać przyszłość, wywoływać umarłych, kazać ukazywać się nieobecnym i z pomocą swojej żony umiał oszukać wielką liczbę łatwowiernych. Służył masonerii jako zasłona dla rozlicznych obłudnych działań. Eksploatował Francję, Anglię i Włochy, jednak Francja, gdzie się zatrzymał najdłużej, służyła mu jako kopalnia najobfitsza”[44].

Wiek XVIII zrelatywizował wiarę w złe moce. Jakby na zasadzie kontrastu rewolucja francuska ukazała nową taktykę Szatana: w imię wartości ludzkich niszczyć Kościół i szerzyć śmierć. Rewolucja nie tylko zdetronizowała króla, ale miała także zamiar „zdetronizować Boga”, oświadczając, że „nie ma Boga, człowiek jest Bogiem sam dla siebie, ludzkość w przyszłości winna zastąpić kult wiary chrześcijańskiej tak, aby najpiękniejsza kurtyzana zajęła miejsce zbawiciela świata na boskich ołtarzach i otrzymywała hołdy od ludzi i władz”[45].

Podjęto też wysiłek zastąpienia religii chrześcijańskiej różnymi religiami pogańskimi. Wydawano w tym celu nowe „rytuały”, a nawet pisano nowe „ewangelie” i „listy apostolskie” dostosowane do potrzeb rewolucji. Rewolucja francuska nie była jedynie antyarystokratyczna, była mocno antychrześcijańska. W ten sposób otwierała pole szerokich poszukiwań i eksperymentów wkraczających w zarezerwowane dotąd dla religii obszary. Jednym z nich była tajemnica śmierci i kontaktu z zaświatami. W wieku XIX spirytyzm ogłosi swój triumf nad śmiercią.


[24] E. Gniazdowska, Grzechy średniowiecza, w: Bóg. Szatan. Grzech. Studia socjologiczne, t. 2: Dzieje grzechu. Obszary grzechu, pr. zb. pod red. J. Kurczewskiego i W. Pawlika, seria: Prace Badawcze Instytutu Religioznawstwa UJ, wyd. Nomos, Kraków 1992, 143–161; Ch. Dawson, Szkice o kulturze średniowiecznej, przeł. J. Sulowski, wyd. Pax, Warszawa 1966, 108–131, 151–204; A. Vauchez, Duchowość średniowiecza, przekł. H. Zarembska, wyd. Marabut, Gdańsk 1996.
[25] Katalog magii mnicha Rudolfa z Rud Raciborskich, tłum. E. Karwot, w: B. P. Levack, Polowanie na czarownice w Europie wczesnonowożytnej, przekł. E. Rutkowski, wyd. Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1991, 285–287; E. Karwot, Katalog magii Rudolfa. Źródła etnograficzne XIII wieku, wyd. Polskie Towarzystwo Ludoznawcze; Prace Etnologiczne t. 4, Wrocław 1955. Por. M. Kosicka, Zaklęcia i czary w dawnej Polsce, „Nie z tej Ziemi”, 1997, nr 10, 15–17.
[26] J. Wolny, Exempla z kazań niedzielnych Peregryna z Opola, w: Kultura elitarna a kultura masowa w Polsce późnego średniowiecza, pod red. B. Geremka, Wrocław 1978, 268.
[27] S. Bylina, dz. cyt., 110–111.
[28] S. Przybyszewski, Synagoga Szatana, w: J. Walicka, Kult Szatana, wyd. Endor, Bytom 1991, 41–43.
[29] A. M. di Nola, Diabeł, przekł. I. Kania, wyd. Universitas, Kraków 1997, 265 – 274. Por. K. Koch, Pomiędzy wiarą a okultyzmem, tłum. J. Muranty, b.m.r.w., 50–84.
[30] T. D. Łukaszuk, Rzekomy i rzeczywisty sukces Szatana, Dissertationes Paulinorum, 1996, t. 9, 96–97.
[31] Vita S. Stanislai Episcopi Cracoviensis, przekł. M. Pleziowej, „Analecta Cracowiensia”, 1979, nr 11, 154.
[32] S. Bylina, dz. cyt., 128–129.
[33] Memoriale Ordinis Fratrum Minorum a fr. Joanne de Komorowo compilatur, wyd. X. Liske, A. Lorkiewicz, w: Monumentu Poloniae Historica, t. 5, Lwów 1888, 276.
[34] J. Walicki, Kult Szatana, wyd. Endor, Bytom 1991, 16–17.
[35] J. Switkowski, Okultyzm i magia w świetle parapsychologii, Oficyna Wydawnicza POLCZEK. Reprint z 1939 r., Kraków 1990, 256–263.
[36] Tamże, 290–292.
[37] Z. Kuchowicz, Człowiek polskiego baroku, wyd. Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1992, 214–216, 244–263.
[38] Tamże, 216–218; A. M. di Nola, Diabeł, przekł. I. Kania, wyd. Universitas, Kraków 1997, 315–334.
[39] Por. J. Chobot, Nowoczesny ruch spirytystyczny ze szczególnym uwzględnieniem Polski, Wista 1937, 134.
[40] Por. R. Bugaj, Nauki tajemne w dawnej Polsce, Wrocław 1986, 201.
[41] Tamże, 204.
[42] Por. T. Wolynowicz, dz. cyt., 37–38.
[43] J. A. Rony, Magia, przekł. M. Gawlikowski, wyd. Siedmio–róg, Wrocław 1993, 63–64. Por. S. Gordon, Encyklopedia zjawisk paranormalnych, przekł. P. Lipszyc, wyd. Al Fine, Warszawa 1995, 315–318.
[44] E. Eckert, La Franc–Maconnerie dans są veritable signification, t. 2, 80–81. Por. H. D. Leuenberger, Co to jest ezoteryka, tłum. D. Kaja, wyd. Limbus, Bydgoszcz 1994, 104–105. Por. C. Wilson, The Occult, wyd. Grafion Books, London 1979, 377–409.
[45] J. M. Caro Rodriguez, Wolnomularstwo i jego tajemnice, b.m. 1992, 68—69. Por. M. Poradowski, Dziedzictwo rewolucji francuskiej, wyd. Civitas, Warszawa 1992, 20–83; M. Żywczyński, Kościół i rewolucja francuska, wyd. Universitas, Kraków 1995; D. Greer, The Incidence of Terror during The French Revolution, Cambridge 1935, 15–27.

I. TRADYCJA STAROSŁOWIAŃSKA

Prasłowiańskie wyrazy „duch” i „dusza” – używane zamiennie – obejmowały szeroki zakres znaczeniowy życia psychicznego, a ich związek z procesem oddychania wskazuje na rozumienie tchu jako najpewniejszej oznaki życia. Ich zakres pojęciowy jest bardzo szeroki, o zatartych granicach: obok duszy–jaźni i duszy–życia, czyli oddechu, a więc określeń stanu własnej świadomości psychicznej i siły życiowej, istnieje dusza–widmo, która jest obrazem–kopią człowieka za życia, który po śmierci nazywany był „nieboszczykiem” (określenie współczujące, bo oznacza tyle, co „niebogi”, „niebogaty”), „marą”, „zmorą” „cieniem”. Obraz ten po śmierci odlatuje z wiatrem, ale też powraca, może jeść, pić, odchodzić w zaświaty, gdzie przebywa[15].

Demonologia słowiańska ujawnia przede wszystkim bliskość i wspólnotę dusz żywych i zmarłych. W pobliżu ludzi „pulsuje” sfera zajęta przez zjawy wrogie społeczności ludzkiej: wiedźmy, zmory, upiory – związane z określonym rodzajem zmarłych (topielców, dzieci, samobójców i wisielców, porońców, zmarłych w dzień ślubu, kobiet zmarłych w połogu, narzeczonych zmarłych bezpośrednio przed ślubem, zmarłych gwałtownie). Uciążliwość demonów jest rozmaita: od psot po udręczenie, zsyłanie chorób, a nawet śmierć. Oryginalną dla Słowian wersją demonicznych udręk jest zagłaskanie lub załaskotanie na śmierć. Demony duszą i gniotą, straszą jękiem, płaczem i gwizdem, śmiechem i klaskaniem, jeżdżą na ludziach, wysysają krew i mleko, wyżerają wnętrzności, męczą kobiety ciężarne, odmieniają niemowlęta, porywają dziewczyny i kobiety, wchodzą w stosunki płciowe z ludźmi. Mogą niepokoić swym śpiewem i muzyką, potrafią zgubić swym tańcem. Mogą to być także nieokreślone strachy: „tam, gdzie straszy”, u grobu, w mieszkaniu, przy ukrytym skarbie, na miejscu zbrodni, przy moście.

Strzygi (z łacińskiego „striga”, z greckiego „striks”) to postacie zapożyczone z wierzeń italskich. Zostają nimi, według polskich wierzeń, wcześniej zmarli, a także ludzie mający dwa serca, dwa rzędy zębów lub urodzeni z zębami. Po śmierci strzygi wychodzą z grobów i zadają śmierć ludziom i zwierzętom.

Upiorem lub wampirem (dawniej w języku polskim: upirem i upirzycą, wąpierzem) nazywano okrutną istotę, żywiącą się ludzką krwią i ludzkim ciałem, duszą ludzi, napastującą krewnych, wchodzącą w stosunek z żywymi, z własną żoną.

Zmora, zwana też wieczornicą, nocnicą, dusiołkiem, jest stworem demonicznym, który sprowadza koszmarne sny, dusi, wypija krew, wysysa siły. Potrafi zmienić się w różne przedmioty i istoty żywe.

Mury, morawy i mary to dusze opuszczające ciało śpiącego, nawet bez jego wiedzy, aby czynić zło[16].

W Powieści dorocznej, najstarszym polskim zapisie na temat duchów nieprzyjaznych ludziom, zarazę w Połocku w roku 1092 objaśniono w następujący sposób: „Nocą słyszało się tętent, biesy mknęły ulicami ścinając ludzi. Jeśli kto wychodził z domu chcąc zobaczyć, wówczas niewidocznie ponosił od biesów ranę i od tego umierał, a nikt nie ośmielał się wychodzić z domu. Potem biesy zaczęły pojawiać się dniem na koniach, a nie było ich samych widać, widniały tylko kopyta ich koni. I tak ranili ludzi w Połocku i jego okręgu. Dlatego też ludzie mówili, że to umarli zabijająpołocczan”[17]. Opisy tego typu rozbudzały strach przed żądnymi ludzkiej krwi, karzącymi duchami zmarłych.

Świat demonów słowiańskich jest niezwykle bogaty. Są w nim demony wodne – topielec, topniki, topce, utopce, pływniki, wodniki, wirniki, potopielce, diabły wodne – celują w chwytaniu i topieniu ludzi, wylegują się na brzegach wód, zmieniają się w zwierzęta i ryby; duchy leśne i zwierzęce – borowy, boruta, laskowice, leśny duch, wilkołaki, Baba Jaga, jędze, babojędze, dziad, rusałki, wielkoludy – przybierały postać zwierząt, wabiły do lasu, kniei, puszcz i zatracały; duchy powietrzne – latawce, płanetnicy, chmurnieć, obłoczniki, wietrzniki, powieszniki – rządziły zjawiskami meteorologicznymi, ukazywały się często w postaci fruwających zwierząt (kota, konia, czarnego barana, szczura, żaby, jaszczurki, węża); duchy domu, zagrody i roli – duszyczki, bożęta, domowi, domownicy, inkluzy, skarbniki, gospodarze, sąsiedzi, dobrochoty, żyrownł–cy, południce lub przypołudnice (demon kobiecy ukazujący się w samo południe latem, opiekujący się łanem zboża), Sporysz (dobra wróżba plonu) – opiekujące się domem i zagrodą, upominające niegospodarnych, pomagające spracowanym. Liczne obrzędy i zaklęcia miały na celu zjednanie licznej rzeszy demonów[18].

Starosłowiańskie wyobrażenia o losie zmarłych sprowadzały się do wiary w nieśmiertelność duszy oraz w przebywanie dusz w pobliżu grobu, a więc w przypadku Słowian wschodnich, kurhanu. Zmarły mógł powracać z tamtego świata, wcielając się w postać upiora. Chcąc to uniemożliwić, ucinano zmarłemu głowę i wkładano ją między nogi. Niektórzy badacze wierzeń starosłowiańskich twierdzili, że według nich duch, dusza przenosiła się do krainy zaziemskiej, skąd do roku wracała kilkakrotnie na ziemię, między swoich bliskich. Aleksander Brückner napisał: „U nas jeszcze przy końcu XIV wieku gromił kaznodzieja tych, co w Wielki Czwartek po rozstajnych drogach «grumadki» dla ogrzewania zmarłych palili, bo nie masz z tamtego świata żadnego powrotu. Słowianin w ten powrót święcie wierzył, ale rozróżniał między powracającymi z zaświata; «nawie» nie szkodziły, jeśli się im przynależne ofiary składało, jeśli się np. «dziady» (dusze przodków) na noc raczyło pokarmem, napojem, łaźnią w pewne dni doroczne”[19].

Słowiański świat zmarłych pozostawał w kontakcie z mieszkańcami ziemi. Żywi i zmarli tworzyli wspólnotę istot wzajemnie od siebie uzależnionych i wspomagających się. Żyjący, którzy zaniedbywali swych bliskich zmarłych, narażali się na ich niespodziewane odwiedziny, żądanie pomocy, budzące lęk błąkanie się po ziemi. Wykazujący troskę o zmarłych mogli liczyć na ich życzliwość, wdzięczność i pomoc w różnych sprawach dnia codziennego.

Istniał szeroko rozbudowany system komunikacji łączący zbiorowość żyjących ze światem umarłych. Bowiem zmarli reagowali na odpowiednie znaki i głosy. Tak więc przywoływano dusze zmarłych w czasie, w którym ich oczekiwano. Szczególna rola w owej komunikacji między światami przypadała starcom, jako tym, którzy zbliżają się do kresu ziemskiego żywota. Społeczność wyznaczała ich do odegrania roli pośredników między żywymi a umarłymi. Starcy wiedzieli, jak należy zapraszać dusze przodków w gościnę, przemawiali w ich imieniu podczas obrzędów zadusznych, rozdzielali żałobny poczęstunek żebrakom. Dysponując częścią wiedzy zmarłych, zbliżali ich do żyjących. Niekiedy zmarli wywoływali imiona żywych, lecz zawsze przynosiło to zgubne konsekwencje, gdyż głos z zaświatów był zwiastunem śmierci. Niekiedy ludność rozpoznawała w swym otoczeniu obecność przybyszów zaświatowych, o czym mówiły im tajemne zjawiska znikania pozostawionego pokarmu czy odciski stóp na rozsypanym na ziemi popiele. Świat zmarłych przesyłał również żyjącym informacje, które rozpoznawano w różnych praktykach wróżbiarskich[20].

Duchy podejmujące kontakt z żyjącymi mogły być dwojakiego rodzaju: oczekiwane i budzące lęk. Do akceptowanych przez społeczność należały duchy przodków, dziadów, zmarłych ze starości, czyli śmiercią nie naruszającą porządku i rytmu życia zbiorowego. Byli to „swoi” zmarli, zachowujący więź z rodziną, bliscy. Odnawiali swe kontakty z żyjącymi w oczekiwanym czasie, w spodziewanym terminie, a niekiedy osiedlali się na stałe w swym starym domu, stając się duchami opiekuńczymi przysparzającymi dostatku. Do budzących lęk i niebezpiecznych należały duchy pochodzące od ludzi zmarłych śmiercią gwałtowną i przedwczesną: zabitych, topielców, spalonych w pożarach, ukaranych przez siły przyrody (np. zamarzniętych, rażonych piorunem, pożartych przez wilki)[21]. Nagła śmierć zawsze była zła, zagrażała bytowi człowieka w zaświatach. Zmarłym, którym nie urządzono uroczystego pogrzebu lub uczyniono to z pominięciem rytuału, przypadało miejsce na marginesie życia pozagrobowego. Niedokończywszy w pełni życia, pozostawali w nieustalonym bycie: nie należeli w pełni ani do żywych, ani do umarłych. Błąkali się wiec po miejscach swego życia, a bardzo często – po miejscu śmierci. Pojawiali się najczęściej w celu dokonania zemsty na żyjących, upominając się o swoją własność lub żądając należnych im posług. Szczególnie groźne były duchy zabitych wrogów[22].

Wśród wielu praktyk, podejmowanych przez Słowian, najbliższe późniejszym seansom spirytystycznym wydaje się nawiązywanie przez nich kontaktu z opiekuńczym duchem domostwa. Starzec – odpowiednik szamana w kulturach pierwotnych – balansując na krawędzi dwóch światów, podejmował czynności ułatwiające ów kontakt. Kontaktu tego poszukiwano za pomocą snu, odpowiednich pieśni i tańców, z użyciem różnych instrumentów muzycznych (grzechotek, bębnów), niekiedy wpadając w trans po zażyciu odpowiednich ziół czy sięgając po różnego rodzaju wywary i mikstury. W trakcie tego kontaktu zawierano ze światem duchów kontrakty, zapewniano sobie ich opiekę, wraz z nimi podejmowano najważniejsze decyzje i plany rodowe[23]. Był to więc spirytyzm niezwykle praktyczny, związany z codziennością, dopełniający pracę i wysiłek społeczności, przynoszący wymierne korzyści.


[15] A. Gieysztor, Mitologia Słowian, Wydawnictwa Artystyczne Filmowe, Warszawa 1982, 216–218.
[16] J. L. Barcelo, Czarna magia w XX wieku, przekł. Z. Siewak – Sojka, wyd. 4, Warszawa 1991, 209, 214.
[17] Povest vremennych let, wyd. A. A. Szachmatov, t. 1, Petrograd 1916, 272.
[18] B. Baranowski, W kręgi upiorów i wilkołaków, wyd. Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1981, 50–312. Por. M. Kosicka, Zaklęcia i czary w dawnej Polsce, „Nie z tej Ziemi”, 1997, nr 10 (85), 15–17.
[19] A. Brückner, Mitologia słowiańska i polska, Warszawa 1980, 259 nn.
[20] Por. B. A. Rybaków, Jazyczestwo driewniej Rusi, Moskwa 1987, 515.
[21] Por. H. Łowmiański, Religia Słowian i jej upadek (w. VI–XIV, Warszawa 1979, 151.
[22] Por. S. Bylina, Człowiek i zaświaty. Wizja kar pośmiertnych w Polsce średniowiecznej, wyd. Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk, Warszawa 1992, 7–31.
[23] Por. R. Palusiński, Szamanizm w praktyce, seria: Ścieżka szamana, Wydawnictwo T. T., Kraków 1999, 56–82.

SPIRYTYZM W POLSCE

Problematyka śmierci zawsze zajmowała umysły ludzkie. Była przedmiotem refleksji, rozważań i studiów zarówno ludzi prostych, jak i filozofów, teologów, biologów i lekarzy. W niektórych czasach, zwłaszcza zamętu myślowego i epokowych przemian, myślenie o śmierci stawało się szczególnie niecierpliwe i natarczywe. Wiąże się ono bowiem zawsze z poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie o sens życia, jego cel i znaczenie[1].

Myśl o śmierci jest dla człowieka przykra. Szczególnie dla tego, którego życie układa się pomyślnie, a plany i marzenia zagrożone są jedynie tym, że w każdej chwili może je przerwać śmierć. Sytuacja niepewności, zawieszenia i oczekiwania jest źródłem jego najgłębszego, egzystencjalnego dyskomfortu[2]. Tę prawdę wyrażają słowa Księgi Mądrości Syracha: „O, śmierci, jakże przykra jest pamięć o tobie dla człowieka żyjącego spokojnie wśród swoich bogactw; dla męża, który jest beztroski i ma we wszystkim powodzenie i który może jeszcze smakować przyjemności” (Syr 41, 1).

Śmierć stanowi tajemnicę, choć jest równocześnie intensywnie odczuwanym wymiarem naszego życia. Nie jest to bowiem tylko ostatnia instancja życia biologicznego, lecz rozciąga się na całe nasze przeznaczenie. Lęk przed nią powoduje, że stała się czymś wstydliwym, przed czym człowiek współczesny ucieka, bezsilnie skrywając przed innymi swe wzburzone myśli. Jak zauważył A. Sołżenicyn: „Ponad wszystko inne boimy się teraz śmierci i zmarłych. Jeżeli w jakiejś rodzinie ktoś umrze, powstrzymujemy się przed napisaniem do nich, przed udaniem się tam, nie wiemy, co o niej, o śmierci, powiedzieć (…) «Znikajcie, nędznicy (…) nie przeszkadzajcie nam żyć». Co do nas, my nigdy nie umrzemy. Oto punkt szczytowy filozofii XX wieku!”[3]

Współczesny człowiek w ten sposób staje na pozycjach myślowych obcych Biblii, w której śmierć była powrotem do Stwórcy, odsłonieniem się Królestwa, w której powiew Ducha zwycięża proch, z którego powstał człowiek. Życie jest darem Boga, którego zewnętrznym, postrzegalnym znakiem jest ludzki oddech, tchnienie. W momencie śmierci człowiek „oddaje ducha”, czyli zwraca swoje tchnienie życia Bogu.

W śmierci własność powraca do Właściciela. Prawo to wynika z samego faktu stworzenia: „Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka („adam” – istotę ludzką) z prochu ziemi (hebr. „ha’adamah”) i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek („adam” – istota ludzka) istotą żywą” (Rdz 2,7). Bóg posługuje się gliną (albo prochem, hebr. „ha’adamah”) dla nadania struktury materialnej, jednakże życie, animacja, są owocem tchnienia Bożego lub Bożego Ducha. Człowiek staje się istotą żywą (hebr. „nefesz”). Prawdziwą siłą życiową jest wiatr, Duch albo tchnienie Boga – Duch, który na początku unosił się ponad ziemią[4].

Paradoksalnie współczesna „ucieczka przed śmiercią” i porzucenie biblijnego spojrzenia na nią nie wyzwala człowieka z lęku przed przemijaniem. Doświadczenie upływu czasu i nietrwałości świata materialnego jest zbyt silne, by można było zmarginalizować temat tak waży jak śmierć. Ponadto przekonanie o nieśmiertelności ludzkiego życia jest wpisane w psychikę ludzką. Archeologia i nauki historyczne potwierdzają, że wszyscy ludzie wszystkich czasów, miejsc i stopni kultury wierzą w życie pozagrobowe, co przejawia się choćby w obrzędach pogrzebowych, takich jak np.: składanie w grobach pokarmu, napoju czy umieszczanie tam sprzętów używanych przez zmarłego[5].

Krzyżowanie się w człowieku współczesnym tych radykalnie odmiennych przekonań powoduje, że wiara w duchy i demony, chociaż często wstydliwie skrywana i kamuflowana programowym sceptycyzmem, nie wygasa, a nawet przybiera na sile. Potwierdza to coraz powszechniejszy zwrot ku światopoglądowemu spirytualizmowi – przekonaniu o koniecznym istnieniu świata duchów, niekiedy nawet przy wykluczeniu wiary w Boga. Wyraża się on zarówno wzrostem zainteresowań eschatologią w ramach doktryn religijnych chrześcijaństwa, islamu czy judaizmu, jak również powstawaniem i ekspansywną działalnością coraz to nowych grup religijnych i quasi–religijnych, opierających swe systemy wierzeń na własnej, swobodnej interpretacji Biblii, starożytnych filozofii wschodnich, a także często na pseudonaukowych koncepcjach okultystycznych i spirytystycznych[6].

Szczególnie łatwo, w chrześcijańskim środowisku społecznym, znajduje swych wyznawców i zwolenników spirytyzm. Ma on wiele postaci i może przybierać różną formę, w zależności od oczekiwań potencjalnych odbiorców. Za podstawowy wyróżnik światopoglądu spirytystów przyjmuje się wiarę w istnienie świata pozagrobowego i możliwość kontaktu z duchami zmarłych. Jest więc to rodzaj niezwykle łatwego i spektakularnego, w formie „teatru duchów”, zaspokojenia obaw i niepewności związanych ze śmiercią. Różnice zdań, dzielące ruch spirytystyczny, dotyczą istnienia reinkarnacji i stosunku do „oficjalnej nauki”, a także parapsychologii[7].

I tak na przykład spirytyzm angielski utrzymuje, że człowiek żyje na świecie tylko jeden raz, zaś zwolennicy Francuza, Leona Hippolita Rivaila (pseud. Allan Kardec) wierzą w reinkarnację[8].

Okultyzm, definiowany jako nauki, których zadaniem jest prowadzenie badań tajemnych sił przyrody i człowieka, nie przeczy istnieniu świata duchów, lecz szuka źródeł niewyjaśnionych zjawisk głównie w ukrytych w człowieku siłach psychicznych[9].

Spirytyzm obejmuje w części tę samą dziedzinę zjawisk co metapsychika (nazywana też parapsychologią – nauka o zjawiskach wywołanych przez siły zdające się mieć charakter inteligentny albo mające swe źródło w nieznanych zdolnościach umysłu ludzkiego). Lecz metapsychicy postulują gruntowne badania naukowe, gdy spirytyści osiągają swe przekonania w oparciu o wiarę, motywy uczuciowe i wywody rozumowe[10].

Spirytyzm różni się od spirytualizmu, czyli światopoglądu opartego na wierze w nieśmiertelność ducha i pośmiertne trwanie intelektu ludzkiego. Nie interesuje go jednak problem porozumiewania się świata ziemskiego ze światem umarłych[11].

Interesująca jest próba określenia relacji spirytyzmu do religii. Niektórzy badacze uważają spirytyzm za religię, dostrzegając jednak jej wyjątkowość w tym, że pragnie wszystko oprzeć na pewnikach dostarczonych przez media[12]. Inni twierdzą, że nie jest on religią, lecz przygotowuje jedynie drogę dla nowej religii przyszłości, która zjednoczy wszystkie narody, Kościoły i grupy religijne. Bowiem spirytyzm, nie będąc religią, pobudza umysły, skłania do czynienia dobra i głosi nowe objawienie[13]. Jeszcze inni wskazują, że spirytyzm staje się powoli religią, rozwijając swoiste dla niej elementy: kult, doktrynę i organizację, w której medium odgrywa rolę kapłana[14].

Dyskusja nad miejscem spirytyzmu w szeroko rozumianej ezoteryce miała swe echa także w polskiej literaturze. Świadczy to o ugruntowanej tradycji spirytystycznej na gruncie polskim. Zapożyczając wiele z różnych kręgów spirytystycznych, polscy spirytyści czerpią z bogatej rodzimej tradycji, sięgającej korzeniami mitologii starosłowiańskiej. Aby zrozumieć fenomen współczesnego ruchu spirytystycznego w Polsce, należy prześledzić jej dawne tradycje i źródła.


[1]Por. M. Sych, Definicja śmierci–jej ewolucja i stan aktualny, w: Nauka – religia – dzieje. VII Seminarium w Castel Candolfo 5–5 sierpnia 1993, pod red. J. A. Janik, Kraków 1994, 155–167; Ch. Chabanis, Śmierć – kres czy początek, Instytut Wydawniczy Pax, Warszawa 1987.
[2]M. Ziółkowski, Dogmat zmartwychwstania ciał, Sandomierz 1951, 9–14.
[3]Za: O. Clement, Ciało śmiertelne i chwalebne. Wprowadzenie do teopoetyki ciała, przekł. M. Żurowska, Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 1999, 90; por. 90–105.
[4]Por. M. G. Wensing, Śmierć i przeznaczenie człowieka według Biblii, przekł. E. Zielińska, Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 1997, 11–17.
[5]T. Wołynowicz, Świadomość poza grobem. Podstawy wiary w nieśmiertelność, Wydawnictwo Nasza Przyszłość, Bydgoszcz 1989, 10–17.
[6]K. Boruń, W świecie zjaw i mediów. Spór o duchy, Oficyna Wydawnicza MOST, Warszawa 1996, 5–14.
[7]Por. A. K. Gleic, Glossariusz okultyzmu, Kraków 1936, 74; J. Żamejc, Znaki z tamtego świata w zjawiskach spirytyzmu, Włocławek 1946, 5; P. Haining, Leksykon duchów, Warszawa 1990, 276.
[8]Por. H. Karaś, Quo vadis Nowa Ero? New Age w Polsce, Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 1999, 363.
[9]Por. G. Encausse (Papus), Wiedza magów i jej zastosowanie teoretyczne i praktyczne, Warszawa 1917, 96; L. Szuman, Życie po śmierci, Poznań 1991, 206.
[10]Por. A. Gravier, Co należy rozumieć pod nazwą objawów metapsychicznych, „Zagadnienia Metapsychiczne” (Warszawa), 1924, luty–marzec, 4.
[11]Por. A. K. Gleic, dz. cyt., 74.
[12]L. Szczepański, Okultyzm. Fakty i złudzenia, Kraków 1937, 31.
[13]L. Denis, Chrystianizm a spirytyzm, Wisła 1936, 67, 139.
[14]K. Chodkiewicz, Kraków – ognisko sił tajemnych, Kraków 1992, 36.

IV. DUCHOWY ASPEKT ASTROLOGII

– Poprzednie dwa spotkania zwróciły moją uwagę na zasadnicze niekonsekwencje astrologii, przynajmniej z punktu widzenia naukowej analizy jej podstaw, oraz na głębokie związki ze światopoglądem magicznym. Z tego, co pamiętam, pan Stanisław w czasie naszej rozmowy nie próbował jednak grać roli kapłana nowej religii. Czy to znaczy, że wątki religijne są całkowicie obce współczesnemu ujęciu astrologii? – pytam Marcina od progu.

– Starożytna astrologia skupiała w sobie zarówno obiektywną wiedzę o charakterze czysto astronomicznym, jak również elementy magii, mitologii, przesądów oraz religii wyznawanej przez członków konkretnej społeczności lokalnej. Pierwotne teorie astrologiczne mogły się odwoływać wyłącznie do pojęć religijnych, bowiem nauka w naszym rozumieniu tego słowa jeszcze nie istniała. To właśnie Grecy posiadali w swoim panteonie bogów: Heliosa, Selenę, Hermesa, Afrodytę, Aresa, Zeusa i Kronosa. Mitologia rzymska wspomina o Solu, Dianie, Merkurym, Wenus, Marsie, Jowiszu i Saturnie. Owe bóstwa w naturalny sposób umieszczane przez wierzących na firmamencie nieba, poza cechami nadprzyrodzonymi charakteryzowały się również wieloma słabostkami typowymi dla najzwyklejszych śmiertelników. Stąd dobrotliwy Jowisz, wojowniczy Mars, wymagający i surowy Saturn lub Merkury pełniący funkcję posłańca bogów, posłużyli astrologom do stworzenia modelu zachowań, charakterystycznych dla każdego z bóstw. Zwolennicy astrologii powołują się na istnienie jakiejś mitycznej, zapomnianej dziś prawiedzy, znanej ponoć we wszystkich cywilizacjach od samego zarania dziejów człowieka. W wyniku cierpliwej analizy rzeczywistych losów ludzi i porównywania ich z towarzyszącymi wydarzeniom konfiguracjami planet bardzo różne kultury miały rzekomo niezależnie od siebie dojść do zbieżnych wniosków.

I tak babiloński Marduk jako odpowiednik czczonego w Grecji Zeusa i Jupitera (Jowisza), znanego w Imperium rzymskim, w kosmogramie oznaczał niezmiennie życiową ekspansję oraz cały zestaw cech przypisywanych przez mitologię Mardukowi, Zeusowi i Jowiszowi. Musimy im wierzyć na słowo, bo archiwa z tak odległych epok są dziś dostępne jedynie w szczątkowym zakresie. Setki lat empirycznego analizowania związków między planetami a cechami charakteru, symbolizowanymi przez ich pozycje w kosmogramie, miały ponoć zaowocować opracowaniem pewnych schematów zachowań, które z niewielkimi modyfikacjami obowiązują w astrologii po dziś dzień.

– Czy w takim razie kilka tysięcy lat doświadczenia w porównywaniu losów ludzi z towarzyszącymi im konfiguracjami planet chcesz zlekceważyć tylko dlatego, że trudno to uzasadnić w sposób naukowy? – nie daję za wygraną.

– Według pewnych koncepcji wiedza różnych kultur miała rzekomo przetrwać w tzw. nieświadomości zbiorowej28, o której wspomina psychologia jungowska. Dzięki temu kolejne pokolenia mogły jakoby intuicyjnie odwoływać się do dorobku wcześniejszych cywilizacji, korzystając z doświadczeń zapisanych w nieświadomości całego rodzaju ludzkiego. Wartość naukowa hipotez, powstających w tak niekonwencjonalny sposób, wydaje się jednak szalenie problematyczna.

– Na dobrą sprawę, jeśli się głębiej zastanowić, to mówienie o 5 000 lat doświadczenia astrologicznego wydaje się głębokim nieporozumieniem. Można wymienić co najmniej kilka zupełnie naturalnych przeszkód, które nie pozwalały na korzystanie w tym zakresie z dorobku wcześniejszych kultur – mówi Marcin.

ˇ Problem rzetelności przekładu. Część tekstów, odnajdywanych przez archeologów, była już uprzednio wielokrotnie tłumaczona. Przekład z przekładu nie pozwala na dotarcie do tekstu źródłowego. Sam język starożytnych przepowiedni jest enigmatyczny i pełen niejasnych symboli29, mało zrozumiałych z powodu różnic kulturowych i skąpej wiedzy o funkcjonowaniu wymarłych cywilizacji. Ograniczona próbka zachowanych materiałów stanowi dla tłumacza zasadniczą trudność przy analizowaniu pojęć starożytnego języka, który już dawno wyszedł z użycia i nierzadko jest bardzo słabo znany, nawet specjalistom.

ˇ Wojny z okolicznymi plemionami były w starożytności zjawiskiem częstym i prowadzono je w sposób równie bezwzględny jak dzisiaj. Wszelkie archiwa mogące obejmować dane z wcześniejszych pokoleń, jak się wydaje, podlegały systematycznie skutecznemu niszczeniu.

ˇ Znaków zodiaku jest zawsze dwanaście. Jeśli nawet ktoś ze starożytnych miałby czas na studiowanie zachowanych kosmogramów z ubiegłych stuleci, to napotka zasadniczą trudność. Znaki zodiaku nigdy nie występują w sposób wyizolowany, więc nie ma możliwości eksperymentalnego zbadania wpływu tylko jednego znaku w jego czystej postaci, bo przecież zawsze musimy liczyć się z jednoczesnym domniemanym oddziaływaniem pozostałych 11 sektorów nieba. Podobnie rzecz się przedstawia, gdy chodzi o planety. Zawsze występują w komplecie, więc jeśli oddziałują na zachowania człowieka, to muszą jednocześnie wpływać na siebie i wzajemnie modyfikować swoje „fluidy”.

ˇ Dwa zupełnie identyczne kosmogramy teoretycznie mogą zaistnieć raz na ok. 26 tysięcy lat! Nasza planeta wiruje wokół własnej osi na podobieństwo gigantycznego bąka, kiwającego się miarowo na swojej nodze. Innymi słowy, oś ziemi ulega precesji, czyli zmienia nieco swoje nachylenie w stosunku do płaszczyzny orbity Ziemi, która stanowi dla nas punkt odniesienia. Z powodu precesji gwiazdozbiory widoczne są na nieboskłonie pod nieco innym kątem. Nawet jeśli oś ziemska może przyjmować identyczne położenie mniej więcej co 26 000 lat, to przecież w tak długim okresie czasu, pozycje gwiazd również ulegają przesunięciu. Stąd praktycznie na przestrzeni dziejów nie ma możliwości znalezienia dwóch zupełnie identycznych kosmogramów i porównania charakteru obu osób lub konkretnych wydarzeń z ich życia. W tak niewyobrażalnych przedziałach czasu warunki egzystencji zmieniają się zasadniczo, a postęp cywilizacyjny szalenie utrudnia porównywanie losów ludzi wychowanych w zupełnie innych kulturach30.

ˇ Różne cywilizacje stosowały kalendarze o niejednakowej rachubie czasu31, oparte nierzadko na miesiącach księżycowych (ok. 29 dni). Nauka badająca najstarsze przekazy historyczne natrafia często na luki, spowodowane zwyczajem rozpoczynania liczenia lat z chwilą wstępowania na tron nowego władcy. Z tej przyczyny w chronologii najdawniejszych wydarzeń roi się od pomyłek. Do dziś w Europie przetrwały kalendarze juliański i gregoriański, które różnią się w sposobie obliczania dat. Widać to zwłaszcza w okresie świąt Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy, które Kościół prawosławny obchodzi dwa do trzech tygodni później niż Kościół katolicki. Tak więc nawet kiedy dysponujemy datą jakiegoś zamierzchłego wydarzenia astrologicznego, trudno będzie określić jej odpowiednik liczony według współczesnego kalendarza. Dawniej pozycje planet ustalano wyłącznie za pomocą nieprecyzyjnych obserwacji nieba dokonywanych okiem nieuzbrojonym. Gdyby nawet dokonać żmudnego przeliczenia daty urodzin np. króla Nabuchodonozora według dzisiejszych kryteriów i wyznaczyć pozycje planet naszego Układu Słonecznego na ten dzień, to trzeba pamiętać, że dokładne obliczenia, uwzględniające znane dziś prawa mechaniki nieba, w wielu wypadkach mogą być rozbieżne z niedoskonałymi wynikami obserwacji starożytnych magów-astrologów.

ˇ Metody badawcze stawały się z czasem coraz doskonalsze, stąd inną wartość poznawczą będzie miał kosmogram współczesny, a inną notatka wykonana pismem klinowym przez szamana sumeryjskiego, który nie miał pojęcia o istnieniu rozwiniętej matematyki, fizyki oraz nie dysponował precyzyjnymi urządzeniami do pomiaru czasu, zwłaszcza nocą, kiedy prowadzono większość obserwacji. Dzisiejsza astrologia przyjmuje, że moment urodzenia wiązany z pierwszym oddechem dziecka musi być określony z dokładnością do 4 minut. W przeciwnym razie astrolog może mieć problemy z odczytaniem informacji rzekomo zapisanej w kosmogramie. Czego więc można się spodziewać po starożytnym astrologu posługującym się w najlepszym przypadku zaledwie zegarem słonecznym w ciągu dnia i wątpliwej dokładności metodami pomiaru czasu w porze nocnej?

ˇ Astrologia nigdy nie spełniała warunków rzetelnego eksperymentu naukowego. Pracochłonne obliczenia skutecznie limitowały ilość wykonywanych kosmogramów. W konsekwencji ewentualne badania porównawcze nie były możliwe ze względu na bardzo ograniczoną próbkę dostępnych materiałów. Nie bez znaczenia musiał być również fakt uprawiania astrologii wyłącznie w wąskich grupach osób wtajemniczonych w jej arkana. Przeciętny człowiek unikał naprzykrzania się wszechmocnym bogom, korzystając raczej z pośrednictwa kapłanów i magów. Strach przed naruszeniem tabu skutecznie zniechęcał przeciętnego zjadacza chleba do osobistego kontaktu z nieobliczalnymi bóstwami, wykazującymi przecież całkiem ludzkie słabostki i przywary.

– Nie chcesz chyba powiedzieć, że starożytni lękali się badać nasze naturalne środowisko – indaguję Marcina.

– Nic na to nie poradzę, ale tak właśnie się zachowywali – mówi Marcin. – Ponieważ kosmos, Ziemia, przyroda i bogowie stanowiły według ówczesnych panteistycznych pojęć jeden, żywy, organicznie powiązany organizm, wszelkie próby naukowego badania otaczającego nas środowiska nosiły znamiona świętokradczego zamachu na nietykalność wszechobecnych bogów. Sakralne pojmowanie świata uniemożliwiało jego badanie. Świętości się nie bada. Świętość można jedynie zaakceptować. Dopiero z nadejściem monoteizmu zaczęła się kształtować świadomość naukowa, która doprowadziła do radykalnego oddzielenia tego, co świeckie, od tego, co sakralne. Ziemia przestała rodzić, zaczęła produkować. Prawdziwie naukowe podejście do otaczającego nas świata stało się możliwe w kulturze chrześcijańskiej, w której Bóg, Stwórca nieba i ziemi, podtrzymywał istniejący świat, ale nie był jego częścią. Był transcendentny. Dzisiejsza astrologia wzorem starożytnych wierzeń nadal traktuje kosmos jak przeogromny żywy organizm, decydujący o naszym życiu za pomocą bliżej nieokreślonych sił o niespotykanych w przyrodzie własnościach. Dawniej szukano ich źródeł w tajemniczym promieniowaniu odległych gwiazd oraz konfiguracjach planet względem Ziemi. Twórcy współczesnych horoskopów nadal bezpodstawnie wierzą w istnienie specyficznych „fluidów” i nie przeszkadza im brak nawet przybliżonego modelu, który mógłby uzasadniać domniemane oddziaływania astrologiczne.

W przeciwieństwie do dynamicznych zmian obserwowanych w świecie fizyki pewniki astrologiczne nie zmieniły się od prawie 2 000 lat, czyli od czasów kiedy Ptolemeusz pisał swój Czworoksiąg. Astrologii nie można bowiem analizować według kryteriów naukowych, ze względu na brak powtarzalnych wyników (nawet współcześnie, wśród kilku miliardów ludzi, nie znajdziemy dwóch zupełnie identycznych kosmogramów), a także subiektywne zaangażowanie osób sporządzających profesjonalne horoskopy. Proponowany model teoretyczny jest wyjątkowo niespójny i niezgodny z prawami fizyki. Skoro żadna ze znanych energii występujących w przyrodzie nie tłumaczy wierzeń astrologicznych, a odkrycie zupełnie nowej formy energii wydaje się niezwykle mało prawdopodobne, pozostaje nam jedynie szukać wyjaśnień na gruncie wiary, w kontekście religioznawczym. W kanonach uznawanych aktualnie przez astrologów przetrwały przecież echa skompromitowanego modelu kosmologicznego pełnego pojęć wywodzących się bezpośrednio z prastarych religii astralnych. Mimo że astrologia wypiera się dziś swoich religijnych korzeni, w rzeczywistości jest światopoglądem, który chętnie operuje terminologią okultystyczną, zaczerpniętą z panteistycznych wierzeń ludów pierwotnych.

Marcin podchodzi do szafy w rogu pokoju. Przez chwilę patrzy na książki i wyjmuje z mojej biblioteczki Katechizm Kościoła katolickiego, czym, muszę przyznać, trochę mnie zaskakuje. Jakoś nigdy nie było okazji zabrać się za lekturę. Otwieramy na stronie 486.

Co mówi katechizm?

Nr 2115. Bóg może objawić przyszłość swoim prorokom lub innym świętym. Jednak właściwa postawa chrześcijańska polega na ufnym powierzaniu się Opatrzności w tym, co dotyczy przyszłości, i na odrzuceniu wszelkiej niezdrowej ciekawości w tym względzie. Nieprzewidywanie może stanowić brak odpowiedzialności.

Nr 2116. Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość (Pwt 18,10; Jr 29,8). Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidzenia, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem – połączonym z miłującą bojaźnią – które należą się jedynie Bogu.

Nr 2117. Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalna władzę nad bliźnim – nawet w celu zapewnienia mu zdrowia – są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności. Praktyki te należy potępić tym bardziej wtedy, gdy towarzyszy im intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do interwencji demonów. Jest również naganne noszenie amuletów. Spirytyzm często pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich. Uciekanie się do tak zwanych tradycyjnych praktyk medycznych nie usprawiedliwia ani wzywania złych mocy, ani wykorzystywania łatwowierności drugiego człowieka.

– Jestem pod wrażeniem przeczytanych słów. Gdyby je przyjąć dosłownie, to wróżbiarze musieliby zbankrutować! Skąd więc biorą się tłumy szukające tam porad?

– Mechanizm jest dość prosty – mówi Marcin. – Astrologia w jakiś sposób wychodzi naprzeciw ludzkim lękom i niepokojom, związanym z niepewnością jutra. Wiedząc o pewnych wydarzeniach zawczasu, czujemy się bardziej bezpieczni. Muszę ci jednak zadać zasadnicze pytanie. Czy nadal jesteś człowiekiem wierzącym?

– No, w zasadzie tak. Co niedzielę staram się uczestniczyć we Mszy świętej, przystępuję do sakramentów, ale to już nie ten sam zapał z jakim działaliśmy w ruchu oazowym…

– Skąd więc twoja wizyta u pana Stanisława?

– Trudno powiedzieć. Taką głęboką analizę zagadnienia przeprowadzam po raz pierwszy. Domyślam się, że podobnie jak ja, większość osób traktuje wizytę u astrologa jako świetną zabawę.

– Rozrywkę niebezpieczną – mówi Marcin. – Z tego, co czytaliśmy wcześniej, wynikają pewne konsekwencje. Po pierwsze, to nie jest zabawa, lecz konkretne działanie przeciwko pierwszemu przykazaniu. Wielu ludzi nie miało okazji zapoznać się ze stanowiskiem Pisma Świętego i może dlatego nie zdają sobie sprawy z wagi problemu. Przyznam się, że, kiedy pierwszy raz odkryłem pewne wersety w Biblii, byłem zdumiony, jak mogłem nie zauważyć ich wcześniej.

Marcin zdejmuje z półki Biblię Tysiąclecia i otwiera na Księdze Izajasza: „Lecz przyjdzie na ciebie nieszczęście, którego nie potrafisz zażegnać, i spadnie na ciebie klęska, której nie zdołasz odwrócić, i przyjdzie na cię zguba znienacka, ani się spostrzeżesz. Trwajże przy swoich zaklęciach i przy mnogich twych czarach, którymi się próżno trudzisz od swej młodości. Może zdołasz odnieść korzyść? Może zdołasz wzbudzić postrach? Masz już dosyć mnóstwa twoich doradców. Niechaj się stawią, by cię ocalić, owi opisywacze nieba, którzy badają gwiazdy, przepowiadają na każdy miesiąc, co ma się z tobą wydarzyć. Oto będą jak źdźbła słomiane, ogień ich spali. Nie uratują własnego życia z mocy płomieni. Nie będą to węgle do ogrzewania, to nie ognisko by przy nim posiedzieć. Takimi będą dla ciebie twoi czarownicy, z którymi się próżno trudzisz od młodości. Każdy sobie pójdzie w swoją stronę, nikt cię nie ocali” (Iz 47,11-15).

Warto również zajrzeć do Księgi Powtórzonego Prawa (4,19), Księgi Jeremiasza (10,2) oraz Księgi Daniela (2,27-28). Angażowanie się w praktyki wróżbiarstwa jest traktowane przez Pismo Św. z całą surowością:

ˇ „Gdy ty wejdziesz do kraju, który ci daje Pan, Bóg twój, nie ucz się popełniania tych samych obrzydliwości jak tamte narody. Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie, czary; nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Pana każdy, kto to czyni. Z powodu tych obrzydliwości wypędza ich Pan, Bóg twój, sprzed twego oblicza. Dochowasz pełnej wierności Panu, Bogu swemu. Te narody bowiem, które ty wydziedziczysz, słuchały wróżbitów i wywołujących umarłych. Lecz tobie nie pozwala na to Pan, Bóg twój” (Pwt 18,9-14).

ˇ „Nie będziecie się zwracać do wywołujących duchy ani do wróżbitów. Nie będziecie zasięgać ich rady, aby nie splugawić się przez nich. Ja jestem Pan, Bóg wasz!” (Kpł 19,31).

ˇ „Także przeciwko każdemu, kto się zwróci do wywołujących duchy albo do wróżbitów, aby uprawiać z nimi nierząd, zwrócę oblicze i wyłączę go spośród jego ludu” (Kpł 20,6).

– Wróżbiarstwo musi być szczególnie niebezpieczne, skoro Bóg używa tak dosadnych słów jak plugastwo i nierząd – podsumowuję wywód Marcina. –Takie określenia nawiązują bezpośrednio do zdrady. Zdrady kogoś, kto tak bezgranicznie obdarza ludzi miłością!

– Rzeczywiście – słyszę. –Wszelkie próby zaspakajania ciekawości dotyczącej naszych przyszłych losów przez stosowanie technik wróżbiarskich mają, w moim przekonaniu, charakter niewierności, a nawet świadomego sprzeniewierzenia się Bogu. W ten sposób przecież próbujemy uniknąć nawiązania bardzo osobistej więzi z Bogiem, przyjmując tandetną namiastkę darów Ducha Świętego oferowanych przez wróżbitę. Bóg zna doskonale każdego z nas i jeśli uzna to za stosowne, potrafi nam objawić przyszłość bezpośrednio, w sposób pełny miłości, bez naruszania naszej wolności wyboru. Docieranie do tej wiedzy, powiedzmy, kuchennymi drzwiami, z pominięciem osobistej relacji z Bogiem, grozi zniewoleniem przez samą świadomość wydarzeń, jakie nas czekają. Dlatego w słowach Pisma Świętego kochający Bóg przestrzega nas przed praktykami groźnymi dla duszy człowieka.

Dziedzina okultyzmu jest przecież szczególnie narażona na ingerencje demoniczne. Bardzo dramatycznie brzmi wezwanie z Księgi Kapłańskiej: „Nie będziecie zasięgać ich rady, aby nie splugawić się przez nich. Ja jestem Pan, Bóg wasz!” (19,31) – wskazując bezpośrednio na jedyne źródło rozwiązania naszych problemów. Miłość Boga potraktowana serio będzie jednak skłaniała do przyjęcia postawy odpowiedzialności za swoje czyny, podczas gdy wizyta u jasnowidza jest wyborem alternatywy, nie wymagającej od nas żadnego wysiłku lub też pracy nad sobą.

– Chyba nie każdego stać na tak heroiczną wiarę – próbuję ostudzić zapał Marcina.

– Zgoda – słyszę w odpowiedzi – ale przecież korzystanie z „porady” wróżbiarskiej nie tylko nie pomaga tej wiary zbudować, a wręcz grozi jej całkowitą utratą. Jednocześnie zwykła ludzka ciekawość skłania nas do interesowania się wszystkim, co nowe, tajemnicze i nieznane. Jednak nie wszystkie nowości służą naszemu rozwojowi. Niektóre z nich, mimo pozornie atrakcyjnego wyglądu, mogą zniszczyć człowieka. Ponownie przestrzega nas Ewangelia: „Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę?” (Mk 8,36-37).

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną prawidłowość. Przy każdej próbie głębszego analizowania podstaw astrologii dochodzi zazwyczaj do zauważalnej polaryzacji na jej gorących zwolenników i zaciekłych przeciwników. Zdecydowana mniejszość zachowuje postawę obojętności. Kiedy ktoś, zafascynowany astrologią, zaczyna zgłębiać jej tajniki, może ją albo przyjąć z całym bagażem niekonsekwencji, albo zdecydowanie odrzucić. Niemniej pewna subtelna atmosfera niezwykłości i tajemniczości zawarta w pojęciach, którymi operuje astrologia, potrafi niekiedy zafrapować nawet sceptyków. Osoba zakładająca prawdziwość twierdzeń astrologicznych nienaturalnie szybko traci zmysł krytyczny i obiektywizm na rzecz głębokiej fascynacji możliwościami świadomego wpływania na swój los i przewidywania wydarzeń w życiu innych ludzi. Mało kto jest w stanie opierać się skutecznie tak atrakcyjnym perspektywom.

Przez wiele lat łudziłem się, że w miarę zgłębiania zagadnień astrologii będę mógł skuteczniej kierować własnym losem, a nawet uszczęśliwiać innych ludzi. Mimo szczerych chęci rezultaty okazały się nader skromne. Tak naprawdę, wiedza astrologiczna stwarza jedynie iluzję panowania nad przeznaczeniem. Każdy chrześcijanin powołany jest do życia w wolności, a kiedy poważnie potraktuje Ewangelię, uwolni się jednocześnie od lęku o swoją przyszłość. Skoro moje losy spoczywają w ręku kochającego Boga, to przecież wszelkie horoskopy tracą swoją atrakcyjność.

– No, a co powiesz o ludziach znajdujących się w tarapatach, przeżywających jakieś tragedie życiowe, i z tego powodu szukających porady u astrologa?

– Zagadnienie cierpienia stanowi nieodłączny element nauki katolickiej, wskazującej na sens jednoczenia ludzkiego bólu z ofiarą ukrzyżowanego Jezusa. Nie chodzi tu o jakieś szczególne cierpiętnictwo, ale o świadome akty poświęcenia i wyrzeczenia, podejmowane na rzecz bliźnich w odruchu najgłębszego człowieczeństwa. Długotrwałe i wielostronne cierpienie ma często charakter ekspiacyjny i wiąże się w jakiś sposób z procesem ogołocenia człowieka z jego egoistycznych zachowań. Z tej perspektywy szczęście doczesne nabiera innego znaczenia, niż chce tego astrologia, szukająca protekcji u bożków znanych z mitologii. Bóg chrześcijan to Bóg żywy, któremu zależy na każdym z nas. To Bóg, który wspiera człowieka w jego zmaganiach z przeciwnościami życiowymi i który to czyni z miłości. Działania podyktowane miłością nie zawsze muszą być przyjemne. Matka, odmawiająca dziecku kolejnej porcji czekolady, czyni to dla jego dobra, w trosce o zachowanie właściwej diety, natomiast dziecko w takiej sytuacji będzie najczęściej zdecydowanie protestować, przekonane, że niesłusznie zostało pozbawione oczekiwanej przyjemności.

Rozważmy jeszcze jedną skrajna sytuację. Załóżmy, że ktoś pragnie za wszelką cenę doprowadzić do związku małżeńskiego z wymarzoną osobą. Astrolog podaje daty, w których, jego zdaniem, gwiazdy sprzyjają ceremonii ślubnej. Pomyślna prognoza stanowi zachętę i osoby zainteresowane pobierają się. Dopiero po czasie dochodzi do ujawnienia różnic charakterów tak silnych, że małżeństwo ulega rozpadowi. Zachęcony klient pomyślnie zrealizował swoje plany małżeńskie, których efektem był rozwód i w konsekwencji tragedia dzieci w rozbitej rodzinie. Nasuwa się wniosek, że nie każde szczęście, do którego usilnie dążymy, musi oznaczać faktyczną pomyślność. Widać to zwłaszcza w tragicznych losach wielu rodzin, których członkom dopisało szczęście w loteriach czy grach liczbowych. Zdobycie upragnionej wygranej nierzadko kończyło się destabilizacją życia rodzinnego i osobistymi dramatami pozornych szczęśliwców, nie umiejących poradzić sobie z nadmiarem gotówki.

– Cierpienie dotyka bezpośrednio wielu ludzi i jest jednocześnie zagadnieniem, którego nie da się streścić w kilku słowach. Jego sens jest o wiele głębszy, niż chcą tego zwolennicy New Age, koncentrujący swe działanie na całkowitym unikaniu i eliminowaniu cierpienia z własnego życia – mówię do Marcina.

Nasza dzisiejsza rozmowa jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że moja wizyta u pana Stanisława wynikała z braku wiedzy i rozsądku. Większość ludzi zamawiających sobie kosmogramy z pewnością nie zdaje sobie sprawy z tego wszystkiego, o czym dzisiaj mówiliśmy. Rozumiem, że Ojcowie Kościoła musieli jakoś reagować na astrologiczne ciągoty kultur, z którymi sąsiadowali chrześcijanie – próbuję nieco sprowokować Marcina.

[…] Faktycznie, zrobiło się już bardzo późno. Marcin pośpiesznie zbiera wszystkie swoje materiały i pakuje do przepastnej torby. Odprowadzam go do samej bramy, a przy pożegnaniu umawiamy się na kolejne spotkanie. Przez chwilę spoglądam na sylwetkę Marcina, znikającą w półmroku ulicznych lamp, a potem mój wzrok zatrzymuje się na rozgwieżdżonym i bezchmurnym niebie. Tuż nad linią drzew dumnie połyskuje okazały warkocz komety Hale-Boppa, o której było ostatnio głośno w prasie, radiu i telewizji. Astronomowie mówią, że można ją będzie oglądać jeszcze prawie przez miesiąc. Dzięki wiadomościom uzyskanym od Marcina mogę teraz spokojnie podziwiać efektowne zjawisko astronomiczne. Uśmiecham się na samą myśl o przerażeniu, z jakim starożytni obserwowali tajemnicze komety, zwiastujące rzekomo nadciągające kataklizmy. Dobrze, że te czasy należą już do przeszłości.

Czy aby na pewno?

II. ASTRONOMIA KONTRA ASTROLOGIA

Kiedy zziębnięty Marcin dociera wreszcie do mnie, czekam na niego z gorącą herbatą i konfiturami. Mój gość szybko rozkłada przyniesione ze sobą książki i bierze do ręki wykres z wypisaną datą moich urodzin.

– Był czas, kiedy sam liczyłem takie kosmogramy – mówi Marcin. Wtedy bardzo mi to imponowało, a w towarzystwie nie potrafiłem rozmawiać o niczym innym. Astrologia była moją pasją! Dziś po wielu latach potrafię na te sprawy spojrzeć z większym dystansem. Każda wizyta u astrologa rozpoczyna się od przygotowania skomplikowanego wykresu zawierającego obraz nieba w chwili narodzin. Patrząc na ten właśnie kosmogram, pan Stanisław mówił o twoim życiu, analizując położenie planet na tle znaków zodiaku oraz ich wzajemne relacje między sobą. Pozornie sprawiał wrażenie, że odczytuje z wykresu rzeczywiste informacje zapisane za pomocą zagadkowego „alfabetu kosmicznego”, zrozumiałego tylko dla wtajemniczonych. Osoby korzystające z usług astrologa zazwyczaj nie zdają sobie sprawy z pewnej istotnej manipulacji, której nieświadomie ulegają. Otóż ów „kosmiczny alfabet” używa pojęć bardzo nieprecyzyjnych i wieloznacznych, pozwalając w konsekwencji na dość dowolną interpretację znaczenia tej samej konfiguracji planet przez różnych astrologów. W zapisie stosuje się chętnie tradycyjne znaki astrologiczne, symbolizujące oddziaływanie hipotetycznych „energii” kosmicznych, w których istnienie głęboko wierzy także współczesna astrologia. Osoba próbująca rozszyfrować elementy składowe kosmogramu usiłuje przeniknąć znaczenie symbolicznie zapisanych „energii astrologicznych” i przełożyć ów zapis na język konkretnych wydarzeń życiowych. Cały proces „przekładu” bardzo trudno zweryfikować przy pomocy naukowych, a więc obiektywnych metod badawczych, bowiem podstawowym kryterium prawdy jest w tym wypadku intuicja astrologa i jego przekonanie o własnej nieomylności. Proces tworzenia sylwetki psychofizycznej klienta wraz z zasadniczymi cechami jego charakteru, modelami zachowań w konkretnych sytuacjach życiowych i przewidywanymi wydarzeniami przyszłymi zachodzi na styku ludzkiej wiedzy, wiary i fantazji. Jednocześnie działaniom astrologa towarzyszy szczególna dbałość o zachowanie pozorów naukowości, które mają zwiększyć wiarygodność wypowiadanych przez niego opinii.

– Czy to znaczy, że astrologia nie jest dyscypliną naukową?

– Dotykasz właśnie bardzo istotnego zagadnienia, a mianowicie wiarygodności samej astrologii – mówi Marcin. – W moim przekonaniu każda dyscyplina naukowa powinna się charakteryzować jakąś spójną teorią badanych zjawisk i powtarzalnością otrzymywanych wyników. Chodzi o to, aby inny badacz mógł sprawdzić hipotezę doświadczalnie i aby w podobnych warunkach eksperymentalnych otrzymywał podobne rezultaty jak jego poprzednicy. Dlatego właśnie w klinikach skuteczność leku bada się na kontrolnej grupie pacjentów i porównuje otrzymane wyniki. W przypadku astrologii nie jest to możliwe, skoro dwóch różnych astrologów potrafi podać zasadniczo różne od siebie interpretacje tego samego kosmogramu. Uczciwy naukowiec badający jakieś zjawisko będzie usilnie dążył do stworzenia jego teoretycznego modelu, dzięki czemu uporządkuje pewne pojęcia i uzyska bardziej zrozumiały, logiczny obraz analizowanego fragmentu rzeczywistości. Sformułowana hipoteza nie może być wewnętrznie sprzeczna i jednocześnie musi się odwoływać do wyjaśnionych już i sprawdzonych osiągnięć wiedzy. Jak na razie jednak, astrologia nie zaproponowała jakiegoś przekonującego modelu, próbującego uzasadnić sposób, w jaki pozycje planet mają wpływać na zachowania człowieka. Termin „planeta” oznacza we współczesnej astronomii ciało niebieskie o określonej strukturze, masie, gęstości, grawitacji, poruszające się wokół gwiazdy, po sobie właściwej orbicie i świecące światłem odbitym. Dzisiejszy astrolog bez jakiegoś głębszego zastanowienia powołuje się na tradycyjne wierzenia astrologii, powtarzane niezmiennie od wielu pokoleń. Mimo absolutnego braku naukowych podstaw nadal twierdzi, że pozycje poszczególnych planet w kosmogramie widziane na tle odpowiednich znaków zodiaku świadczą o naszych predyspozycjach i podstawowych modelach zachowań. Z kolei klient, który zazwyczaj nie zdaje sobie sprawy z istnienia fundamentalnych braków w teoriach próbujących tłumaczyć działanie astrologii, podświadomie zakłada, że skoro planety faktycznie istnieją i można je dostrzec za pomocą lunety, to prawdopodobnie muszą również wysyłać jakieś „fluidy”, które bezpośrednio wpływają na charakter i konstrukcję psychofizyczną człowieka. Mechanizm astrologicznego oddziaływania, za pomocą którego planeta ma wpływać na nasze losy, nie jest związany z żadną znaną współcześnie formą energii. W istnienie takich sił wierzą wyłącznie astrologowie, mimo że nie potrafią ich natury wyjaśnić nawet w sposób przybliżony. Tę hipotetyczną „energię” o nieznanej naturze, niezbędną do uzasadnienia twierdzeń astrologicznych będziemy w naszych rozważaniach określać mianem „fluidów”.

Jeśli z astrologii wyłuskać wszelkie racjonalne ziarna wiedzy astronomicznej, których jest z resztą bardzo niewiele, to pozostanie nam dość skostniały twór pełen nieprecyzyjnych pojęć ukształtowanych w dość zamierzchłych czasach. Niestety, pewniki uznawane przez tradycję astrologiczną zupełnie nie pasują do współczesnego modelu wszechświata. Słownik PWN określa astrologię mianem pseudonauki, co znaczy, że jej wiarygodność stoi pod znakiem zapytania. Dopóki sami astrologowie nie udowodnią, że jest inaczej, mamy prawo, a nawet obowiązek traktować astrologię z dystansem.

Pseudonaukowe podstawy astrologii winny nas skłaniać do traktowania jej pewników ze sceptycyzmem. Mam również poważne wątpliwości, czy sam pan Stanisław jest osobą wiarygodną.

– Nie bardzo rozumiem. Swoim zachowaniem raczej wzbudzał zaufanie. Pamiętam również wiszący na ścianie dyplom z jego nazwiskiem. To chyba o czymś świadczy? – oponuję nieśmiało.

– Popatrz na to – mówi Marcin i ze stosu przyniesionych papierów wyciąga bardzo podobny druczek ze swoim nazwiskiem. – Wysłałem do Londynu pięć funtów na adres z ogłoszenia i dostałem go pocztą razem z kilkoma broszurami na temat astrologii. Pan Stanisław może być zupełnym amatorem, samoukiem. Nic przecież nie wiesz o jego doświadczeniu w interpretowaniu informacji zawartej w symbolicznym zapisie kosmogramu. Czy rozsądny człowiek zaryzykuje wizytę u dentysty-amatora, który swą wiedzę zdobył z samouczków? Wielu ludzi nie zastanawia się nad realnymi możliwościami edukacji w tej dziedzinie. Przecież na żadnej wyższej uczelni na świecie nie oferuje się wykładów z astrologii w ramach kilkuletnich studiów uniwersyteckich kończących się dyplomem. Wtedy mielibyśmy jakąś gwarancję, że kandydat uczęszczał na wykłady pod okiem profesorów, wykonał wszystkie ćwiczenia przewidziane w programie i zdał pomyślnie egzaminy. Większość astrologów zdobywała wiedzę na własną rękę lub korzystała z podejrzanych kursów, których poziom nie gwarantuje rzetelnej wiedzy. W czasach kiedy pasjonowała mnie astrologia, miałem olbrzymie trudności ze zdobyciem kompetentnej literatury z tego zakresu.

– Jak to? Przecież wszyscy wiedzą, że astrologia istniała od zawsze! – protestuję mniej pewnie. Już starożytni Rzymianie…

– Nie tylko Rzymianie. Na królewskich dworach Sumerów, Akadów, Asyryjczyków, Chaldejczyków, Persów, Egipcjan i plemion arabskich przebywali magowie-astrologowie – słyszę w odpowiedzi. – Astrologia w takiej postaci, pod jaką znamy ją dzisiaj, rozwinęła się głównie na terenie Mezopotamii, czyli mniej więcej w okolicach dzisiejszego Iraku. Od samego początku związana była z wierzeniami religijnymi i z wypatrywaniem na niebie znaków czy omenów, mających wpływ na pomyślność państwa. Najstarsze źródła pisane, odwołujące się do wierzeń astralnych Mezopotamii, pochodzą z roku 650 przed Chr. Część tabliczek stanowi jednak kopię jeszcze starszych przekazów utrwalonych pismem klinowym. Dlatego fachowcy datują rzeczywiste początki astrologii na ok. 2000 lat przed Chr. lub nawet jeszcze wcześniej [20]. W historycznych przekazach kultury Majów można znaleźć udokumentowaną notatkę o zaćmieniu Księżyca, jakie miało miejsce 15 lutego roku 3379 przed Chr. [1, s. 61]. Współcześni historycy nie bardzo mogą ustalić, czy starożytne kulty astralne od samego początku stosowały astrologię w sposób praktyczny. Bez wątpienia, musiały się tam kształtować pierwsze pojęcia, które początkowo stanowiły unikalny zlepek religii, wierzeń ludowych, mitów, przesądów i całej masy pojęć związanych z magicznym stosunkiem do otaczającej nas przyrody. Planety i gwiazdy miały wówczas znaczenie sakralne. Święci bogowie, utożsamiani z tajemniczymi światełkami planet, mogli obdarzać ludzi życiem i fortuną, mogli też człowieka ukarać śmiercią. Wyznawcy religii obserwowali również zjawiska o charakterze ściśle astronomicznym. Nierzadko też szamani bądź kapłani funkcjonujący w konkretnej kulturze potrafili je wykorzystywać do własnych celów, tak jak Herhor w powieści B. Prusa Faraon. Każda z cywilizacji w jakiś sposób asymilowała i przekształcała wierzenia zarówno swej własnej kultury, jak i ludów ościennych. Wskutek częstych wojen, bezkrytyczne przejmowanie poglądów narzucanych przez zdobywców konkretnego obszaru geograficznego stało się wręcz regułą, a religia zwycięzców obejmowała w nowych warunkach pozycję wiodącą. Właśnie dzięki sukcesom militarnym Aleksandra Wielkiego w roku 331 przed Chr. astrologia, znana w imperium dorzecza Tygrysu i Eufratu, spotkała się z całym bogactwem kultury greckiej. Badacze są zgodni, że starożytna astrologia i astronomia osiągnęły swoje apogeum w czasach Ptolemeusza, działającego w Aleksandrii w latach 100-160 po Chr. W Europie zachodniej zaczęły one stopniowo zanikać od II wieku, zwłaszcza po upadku Rzymu (410 r. n.e.)

Współczesna astrologia bezskutecznie zabiega o zmianę swego tajemniczego wizerunku, powołując się na dziedzictwo prawie 5 000 lat doświadczenia w badaniu związków między konfiguracją planet a losem człowieka. Dawniej, kiedy nie znano telewizji i oświetlenia elektrycznego, ludzie znacznie więcej czasu poświęcali na podziwianie gwiazd. Przez całe wieki nie rozumieli natury zjawiska świecenia ciał niebieskich, choć potrafili je wykorzystać praktycznie, np. do odnajdywania nocą drogi lub nawigacji statków. Świetliste gwiazdy stanowiły na mrocznym niebie tajemniczy, lecz jednak konkretny punkt odniesienia. Można też było z nimi powiązać cykliczność pór roku. Warto sprawdzić samemu i popatrzeć na gwiazdozbiór Wielkiej Niedźwiedzicy, który nocą w naszych szerokościach geograficznych widoczny jest w innym położeniu zimą, a innym latem. Niektórzy ze starszego pokolenia zwykli mawiać, że idzie zima, bo widoczny na nieboskłonie Wielki Wóz się „wysypuje”.

Obserwacja nieba pozwalała więc ustalić porę roku, a w związku z tym długość dnia. W starożytności życie praktycznie zamierało po zapadnięciu zmroku, w oczekiwaniu na brzask poranka, kiedy światło słoneczne pozwoli uniknąć wielu nocnych niebezpieczeństw i zasadzek. Stąd znajomość długości dnia i nocy niejednokrotnie mogła decydować o przetrwaniu. Zjawiskami astronomicznymi interesowały się wszystkie kultury w dziejach cywilizacji człowieka, choć nie w każdej udawało się tę wiedzę odpowiednio spożytkować. Ze źródeł historycznych wiadomo, że egipscy kapłani świadomie wiązali cykliczność wylewów Nilu z powtarzającą się konfiguracją gwiazd.

Wiedza o zachowaniach rzeki dawała im dużą przewagę w rządzeniu całym państwem. Niemniej jednak, obserwując niebo, mogli dojść do błędnego wniosku, że to właśnie gwiazdy są przyczyną wylewów Nilu, a nie jedynie znakiem nadejścia typowej dla nich pory roku. Taki punkt widzenia w naturalny sposób zakładał bezpośrednią zależność wszystkich żywych istot ziemskich od gwiazd, gdyż urodzaj zboża rosnącego na życiodajnym mule dostarczanym przez rzekę decydował o życiu lub klęsce głodu.

Na podstawie cyklicznych zmian, obserwowanych w przyrodzie astrologowie zaczęli wiązać pozycje gwiazd z konkretnymi wydarzeniami losowymi. Jest to jednak tylko hipoteza. W nieco innej dziedzinie, jaką jest medycyna, przez całe wieki nie zdołano sobie uświadomić związku między np. higieną a stanem zdrowia ludzi. Jeszcze w czasach Ludwika Pasteura (XIX w.) nie praktykowano mycia rąk przed zabiegami chirurgicznymi. Wskutek nagminnego braku higieny śmiertelność w szpitalach wzrastała masowo. Dziś każde dziecko wie o konieczności mycia rąk przed jedzeniem. Jednak w historii cywilizacji człowieka skojarzenie brudnych rąk z zakażeniami zajęło kilka stuleci. Przyjmijmy jednak, że obserwacje nieba zostały w jakiś sposób powiązane z cyklicznością zdarzeń na ziemi. Musiały minąć całe wieki, zanim z niejasnych wierzeń religijnych wykształciła się współczesna astronomia operująca prawami Keplera i mechaniką newtonowską.

Metody badania kosmosu uzależnione są od wiedzy oraz aparatury technicznej dostępnej w konkretnych warunkach historycznych. Jednak cywilizacja Babilonu nie bardzo da się porównywać z naszymi współczesnymi możliwościami technologicznymi. Nie wiem, czy wiesz, że zarówno Ptolemeusz żyjący w II wieku po Chrystusie, jak i Mikołaj Kopernik w wieku XVI dysponowali identycznymi instrumentami obserwacyjnymi. Dopiero ostatnie dwa, trzy stulecia przyniosły dynamiczny rozwój w tej dziedzinie.

Antyczni Grecy umieszczali nieruchomą Ziemię w samym centrum wszechświata, natomiast widoczne na niebie wschody i zachody gwiazd wiązali z istnieniem obracającej się sfery gwiazd stałych. Dla starożytnych pozostawało jednak zagadką, w jaki sposób ruchy gwiazd wpływają na pozostałe ciała niebieskie, znajdujące się we wnętrzu sfery. Arystoteles sugerował np., że wszechświat wypełniony jest niewidzialnym eterem, przekazującym ruch wszystkim ciałom. Sfera gwiazd stałych miała porywać za sobą cały wszechświat [19, s. 31]. Być może te właśnie poglądy stały się źródłem przekonania o wpływie gwiazd na życie naszej planety, który przetrwał w formie wiary w oddziaływanie dwunastu gwiazdozbiorów widocznych w pasie zodiakalnym. Chodzi tu o Barana, Byka, Bliźnięta, Raka, Lwa, Pannę, Wagę, Skorpiona, Strzelca, Koziorożca, Wodnika i Ryby. Od najdawniejszych czasów konstelacje te zwracały uwagę osób obserwujących gwiazdy.