SZTURM NA SYNAGOGĘ SZATANA, CZYLI DAVID WILKERSON WE WROCŁAWIU

1. Okazja do ekumenicznej modlitwy?

W dniach 16-18 czerwca 2005 roku zawitał do Wrocławia słynny pastor zielonoświątkowy, David Wilkerson. Trudno spotkać katolickiego charyzmatyka dbającego o solidną znajomość ostatnich dziesięcioleci historii ruchu charyzmatycznego na świecie, który nie znałby tego nazwiska. Jego zasługi ewangelizacyjne są powszechnie znane. Nawet w fundamentalnym dla duchowości katolickiej francuskim słowniku Dictionnaire de spiritualité pod hasłem pentekostalizm znajdziemy nazwisko pastora Wilkersona.

Ale obecność tej postaci w polskim ruchu Odnowy w Duchu Świętym nie ogranicza się wyłącznie do słowników i podręczników. W początkach lat osiemdziesiątych, jak pamiętam, kiedy po polsku dostępnych było w ogóle zaledwie kilka pozycji na temat dwudziestowiecznej odnowy charyzmatycznej, do obowiązkowego zestawu lektur początkującego katolickiego charyzmatyka należała u nas książka Krzyż i sztylet. Ta najbardziej znana publikacja wiązana z nazwiskiem Wilkersona to porywająca relacja o tym, jak pięćdziesiąt lat temu Bóg potrafił rozpalić serce tego młodego pastora zielonoświątkowego pasją niesienia Dobrej Nowiny osobom uzależnionym od narkotyków. A jakież wspaniałe wspomnienia wiążą się z chwilą, kiedy w połowie lat osiemdziesiątych doczekaliśmy się spotkania z Davidem Wilkersonem w Polsce, do tego we Wrocławiu, w Hali Ludowej! A potem – z drugim najważniejszym bohaterem książki Krzyż i sztylet, z Nicky Cruzem, który także odwiedził nasze miasto. To były czasy! Prawdziwy karnawał ekumenizmu…

I oto po dwudziestu latach ogłoszono, że ten sławny kaznodzieja, który nie tylko słowem, ale także czynem pokazał, co znaczy skuteczna miłość do ludzi potrzebujących zbawienia, zawita do Wrocławia po raz kolejny. Rzeczywiście, w czerwcu 2005 r. zorganizowano konferencję we wrocławskiej hali Orbita, w której uczestniczyło około 2,5 tysiąca pastorów, liderów i członków wspólnot zielonoświątkowych, innych wyznań protestanckich, a także katolickich wspólnot charyzmatycznych. Zapowiedzianym tematem tego spotkania było odnowienie pasji dla Chrystusa. Czyż może być lepsza propozycja hasła zachęcającego do ekumenicznej współpracy? Przecież tematy doktrynalne mogłyby wzbudzać kontrowersje, gorące dyskusje i polemiczne debaty. A pasja dla Chrystusa powinna łączyć wszystkich noszących imię chrześcijan. Nie dziwiło więc, że przy końcu konferencji zabrzmiał okrzyk: „Bóg ma tu swoje Ciało!”. Brzmiało także odważne wezwanie do konkretnego ekumenizmu od zaraz: Trzeba zburzyć mury między prawdziwymi chrześcijanami: zielonoświątkowcami, baptystami, metodystami!

Co jednak mogłoby wzbudzić zdziwienie: w Polsce – w kraju, gdzie zielonoświątkowców jest kilkadziesiąt tysięcy, baptystów kilka tysięcy a metodystów mniej niż baptystów – na otwartej ekumenicznej konferencji, pośród kandydatów do ewentualnej przyszłej jedności nie wymieniono katolików. Dlaczego, skoro liczy się ich w miliony? Za chwilę zrozumiemy, że nie była to kwestia przypadku ani niedopatrzenia. Była to konsekwencja jasno wyłożonej na konferencji wizji ekumenizmu i równie jasno wyjaśnionych poglądów Wilkersona na naturę katolicyzmu.

Pragnienie odnowienia pasji do Chrystusa rzeczywiście przejawiło się we wrocławskim spotkaniu w postaci relacji o Bogu, który ratuje narkomanów i alkoholików, o Jezusie, który zwycięża w sytuacjach beznadziejnych, o Duchu Świętym udzielającym zadziwiającej miłości, która wszystko przetrzyma. Dużo o tym wszystkim było w czasie nauczań, podczas wzajemnego dzielenia się i w modlitwach głośno zanoszonych do Boga. Ale niestety, nie tylko o tym. Było też o zniewalających doktrynach głoszonych w kościołach i w katedrach; było też o synagodze szatana…

2. Zatrzaśnięte bramy doktryny

Co to jest „synagoga szatana”? I gdzie ją można znaleźć, na przykład w Polsce? Odpowiedź na te intrygujące pytania zastała przedstawiona dnia 17 czerwca na konferencji dla pastorów i liderów wspólnot. Było to bardzo specjalne, uroczyste i przejmujące poselstwo pastora Davida Wilkersona.

Punktem wyjścia jego nauczania stał się biblijny list podyktowany przez Jezusa Chrystusa do Kościoła w Filadelfii, zawarty w księdze Apokalipsy (Ap 3,7-11). David Wilkerson skoncentrował swoją uwagę szczególnie na wersecie 9:

„Oto ja ci daję [ludzi] z synagogi szatana,
spośród tych, którzy mówią o sobie, że są Żydami – a nimi nie są, lecz kłamią.
Oto sprawię, że przyjdą i padną na twarz do twych stóp,
a poznają, że Ja cię umiłowałem” (Ap 3,9).

Od tego biblijnego początku mówca szybko jednak przeszedł do innej nauki, nie pochodzącej już ze słowa Bożego. Jak wyjaśnił to zebranym pastor Wilkerson, odczytał ją na sposób duchowy w swoim własnym wnętrzu. Oto odczuł i rozeznał, że Duch Święty osobiście przemówił do niego w pewnym pokoju hotelowym na temat przyszłości Kościoła w Polsce. Wilkerson przyjął to przesłanie w głębokim przekonaniu, że „to jest dobre słowo”. Zapisał sobie nawet to objawienie, aby nic z niego nie uronić, nic nie zmienić: „abym nic nie powiedział z ciała”. Wspomniane duchowe orędzie zawierało trzy części.

Pierwsza część była swoistą interpretacją tekstu Ap 3,7 („Aniołowi Kościoła w Filadelfii napisz: To mówi Święty, Prawdomówny, Ten, co ma klucz Dawida, Ten, co otwiera, a nikt nie zamknie, i Ten, co zamyka, a nikt nie otwiera”).

Interpretacja ta biegła następującym torem: także w Polsce w naszych czasach Jezus ma klucz Dawida i ten klucz otworzy zamknięte drzwi, które są na razie zamknięte. Co to za drzwi? Mają coś wspólnego z sercem człowieka. A nawet z sercami tłumów ludzi. Są bowiem u nas tłumy ludzi zamkniętych za bramami i za murami, podobnie jak dzieje się to w wielu innych krajach.

I tu nastąpiła prawdziwa niespodzianka. Bramy nie pozwalające doświadczyć zbawienia w Jezusie Chrystusie i napełnienia Duchem Świętym to na pierwszym miejscu nie – jak moglibyśmy jako katolicy przypuszczać – pijaństwo milionów Polaków, narkomania młodych, miliony rozbitych rodzin, natarczywa pornografia, bezrobocie i wyzysk, obojętność na wiarę głoszoną przez Kościół katolicki. Otóż nie, osobiste doświadczenie duchowe Davida Wilkersona w pokoju hotelowym podpowiedziało mu, że serca Polaków są zamknięte przede wszystkim przez… doktryny, kościelną filozofię, przez system kościelny. Ten stan rzeczy Polacy mieli odziedziczyć po poprzednich pokoleniach: przecież ojcowie i dziadkowie nie znali niczego innego, trwali w tych religijnych systemach. To właśnie są owe zatrzaśnięte drzwi, to właśnie jest ta główna przeszkoda w ewangelizacji Polski. To właśnie usłyszeli i entuzjastycznie przyjęli tłumnie zgromadzeni pastorzy, liderzy i członkowie wspólnot zielonoświątkowych oraz innych wyznań protestanckich. Byli tam zresztą obecni również członkowie katolickich wspólnot charyzmatycznych.

Dalsza część wystąpienia pastora Wilkersona przybrała charakter ogłaszania słowa proroczego. Oto Pan daje proroctwo – mówił – które odnosi się nie tylko do zboru w Filadelfii, ale szczególnie odnosi się teraz do tego kraju: do Polski. Przywołał przykład krajów Ameryki Środkowej: „50-60 proc. mieszkańców w niektórych krajach jest tam teraz chrześcijanami, a 50 lat temu byli związani przez system religijny”. Co to za system? Dalszy wywód nie pozostawił wątpliwości: w tych krajach „były świątynie i katedry, i wydawało się, że nigdy się tam nic nie zmieni; ale Bóg zaczął otwierać drzwi i serca”. Każdy, kto zna realia wyznaniowe Ameryki Łacińskiej wie, że ów „system zamykający serca ludzi na ewangelię” to katolicyzm. Powołując się w ten właśnie sposób na przykład krajów Ameryki Łacińskiej (niektóre z nich w ciągu ostatnich 20 lat z katolickich stały się w znacznej mierze protestanckie), David Wilkerson snuł dalej swoje proroctwo dla Polski: „Pan chce, byście wiedzieli: drzwi, które były zamknięte, są otwierane; Pan mówi: byliście wierni, pogardzani, ale wierni słowu; Ja mam klucz i otworzę serca ludzi; będą miliony ludzi, których serce otworzy się na prostą Ewangelię Jezusa Chrystusa”.

3. Im gorzej, tym lepiej

Drugą częścią wystąpienia pastora Wilkersona było duchowe zastosowanie do polskiej sytuacji kolejnego biblijnego wersetu – Ap 3,9 („Oto ja ci daję [ludzi] z synagogi szatana, spośród tych, którzy mówią o sobie, że są Żydami, a nie są nimi, lecz kłamią”). Nastąpiło wyjaśnienie, gdzie jest owa synagoga szatana. „Nie jest to tylko jakaś denominacja”, usłyszeli zebrani, ale „każdy system religijny, niezależnie od tego, że może to nawet być ogólnoświatowy system”. Później można było usłyszeć klasyczny zestaw niesłusznych zarzutów powtarzanych od czasów XVI-wiecznej reformacji przez protestantów wobec katolicyzmu. Chodziło więc o „każdy religijny system, który dodaje coś do doskonałego dzieła Jezusa Chrystusa”; „głosi zbawienie zapracowane przez uczynki”; „jest religią lub kultem uczącym o innych pośrednikach niż Jezus Chrystus”.

„Teraz Bóg chce uporać się z tą synagogą! – brzmiało dalej prorocze orędzie – a jest nią Kościół! Każdy system legalizmu, religia trzymająca ludzi w twierdzy warownej! Bóg mówi: zniszczę tę twierdzę! Bóg mówi: ci, co byli zniewoleni przez tradycję, zostaną wyzwoleni!”.

Obserwowane w całej Europie – a po części, choć słabiej, również w Polsce – odchodzenie od tradycyjnego chrześcijaństwa, fakt przysparzający tylu trosk pasterzom Kościoła katolickiego, został ogłoszony przez Wilkersona jako stan pożądany, a nawet zbawienny. „Sekularyzm przychodzi, aby odebrać moc religii tradycji! Pan mówi: Ja ich wyprowadzę. Będą pragnęli uwielbienia Boga; przyjdą i pokłonią się przed tobą!” Wniosek jest jasny: im gorszy duchowy stan członków tradycyjnych Kościołów, tym lepiej. Tym łatwiej ludzie opuszczą swoje dotychczasowe duchowe środowisko i staną się kandydatami do nowej ewangelizacji, ale już na pewno nie w ramach katolickich diecezji i parafii, sakramentów i katechizmu, na pewno nie pod zwierzchnictwem papieża i biskupów. „Będzie potok ludzi: widzieliśmy to Ameryce Środkowej – brzmiały dalej prorocze zapewnienia – przez lata systemy religijne trzymały ludzi w niewoli; a Jezus powiedział: Ja uporam się z tymi systemami. Bóg dopuszcza sekularyzację, aby przyniosło to pustkę w ludziach”.

W trzeciej części proroctwa przekazanego przez Wilkersona można było się dowiedzieć, co zgodnie z jego duchowym doświadczeniem oznacza werset: „Ja cię zachowam od próby, która ma przyjść na cały obszar zamieszkany, by wypróbować mieszkańców ziemi” (Ap 3,10). Według mówcy to właśnie teraz nadchodzi zapowiedziana godzina wielkiej próby. Świat będzie coraz gorszy i nastanie ogólnoświatowy system religijny, który zacznie się w Europie. Spoiwem tego systemu będzie wprawdzie Jezus, ale nie Chrystus. Będzie to jedynie człowiek Jezus. Wszyscy – zapewniał Wilkerson – muzułmanie, katolicy i protestanci zaakceptują Jezusa, ale tylko jako człowieka. „To będzie wielkie zwiedzenie; to będzie godzina próby: apele o zjednoczenie wokół historycznego Jezusa”.

Kiedy wreszcie przy końcu padł apel: „trzeba burzyć mury, bo nadchodzi potok ludzi!”, rozległy się w sali Orbita długie i gromkie oklaski. Powitano nową wizję dla Polski: „Pan ma klucz, otworzy drzwi i zburzy warownie trzymające w niewoli ten lud”.

4. Co z tego wynika?

Zielonoświątkowy pastor David Wilkerson nie jest kimś marginalnym w światowym ruchu zielonoświątkowym. Jest to jedna z postaci na tyle centralnych, że zapewne jest reprezentatywny dla ważnych środowisk w głównych nurtach światowej protestanckiej odnowy charyzmatycznej. Jeśli chcemy być ekumenicznymi realistami, a nie marzycielami, to trzeba stawić czoło trudnym faktom: zrozumienie dla katolicyzmu u tak wiodącego lidera środowiska zielonoświątkowego jak słynny pastor David Wilkerson nie postępuje naprzód. W ciągu ostatnich dziesięcioleci nastąpił widoczny regres. Takie są fakty. I chociaż są to fakty trudne i bolesne, to chrześcijaninowi, katolikowi, przystoi żyć w trudnej rzeczywistości, a nie w przyjemnej iluzji.

Nazwa „synagoga szatana” poddana przez Wilkersona jako naczelne misyjne hasło rozesłania dla polskich pastorów i liderów wspólnot zielonoświątkowych, baptystycznych, metodystycznych i wolnokościelnych nie zwiastuje dla katolickich charyzmatyków w naszym kraju ani łatwej, ani zbyt owocnej współpracy ekumenicznej w najbliższej przyszłości. Hasło „synagoga szatana” wzywające do dzieła tych naszych entuzjastycznych niekatolickich braci chrześcijan, którzy tłumnie wzięli udział we wrocławskiej konferencji, i zapewne wielu z nich uskrzydlające na najbliższe lata do głoszenia w Polsce swojej wersji chrześcijaństwa, nie wróży na razie równie owocnych kontaktów katolicko-zielonoświątkowych, jak było to dawniej. Na razie katolik w kontakcie z tak uformowanym i zachęconym pastorem czy liderem może spodziewać się raczej tego, że będzie się go próbować „uwolnić” od katolicyzmu pojmowanego jako coś niepotrzebnego, złego, a nawet demonicznego. Cóż, mówi się: trudno. Ze współpracą z takimi środowiskami stanowczo wypada nam jeszcze poczekać. Nie można uprawiać ekumenizmu z kimś, kto nie uważa katolików za chrześcijanin. Czekajmy więc na lepszą ekumeniczną przyszłość. Poczekajmy, aż nasza dłoń wyciągnięta do pojednania spotka się z taką samą odpowiedzią, a nie z dekretem mobilizacji wojennej.

NOWE WYZNANIE WIARY?

Z zainteresowaniem przeczytałem uwagi dotyczące moich refleksji na temat doktryny Ruchu Nowego Życia.

Z pewnością warto wyjaśniać dalej następujące kwestie:

A. Jeśli „uznanie tekstu 17 punktów Doktryny nie jest ani warunkiem współpracy z RNŻ ani nawet warunkiem zaangażowania w działania RNŻ” to warto zapytać, co jest takim warunkiem, oraz jaki jest cel formułowania tych 17 punktów Doktryny i umieszczenia ich na stronie internetowej RNŻ?

B. W uwagach przeczytałem też: „Przedstawiony przez Ks. Andrzeja Siemieniewskiego komentarz przypisuje autorom „Doktryny” rozumienie wiary jako czegoś niezależnego od uczynków”. Myślę, że takie rozumienie zbawczej wiary zawarte jest w tych 17 punktach. Czytamy tam na przykład: „Zbawienie człowieka jest w całości dziełem dobrowolnie udzielonej łaski  Bożej i nie jest – w całości ani w części – dziełem ludzkich uczynków,  ludzkiej dobroci, ani ceremonii religijnych. Bóg udziela swojej  sprawiedliwości tym, którzy pokładają ufność co do swojego zbawienia  wyłącznie w Chrystusie i w ten sposób usprawiedliwia ich w swoich oczach; Przywilejem wszystkich, którzy narodzili się na nowo z Ducha jest posiadanie pewności zbawienia od chwili, kiedy zaufali Chrystusowi jako swojemu Zbawicielowi. Pewność ta nie wypływa z ludzkich zasług”. Myślę, że wiara jest tu właśnie przeciwstawiona ludzkim zasługom i ludzkim uczynkom i że nie jest to moja nadinterpretacja, tylko intencja autorów „Doktryny”.

To dobrze, że w uwagach możemy zapoznać się z fragmentami listów św. Pawła na temat wiary i uczynków (Ef 2,8-9); (J 5,24). Szkoda jednak, że nie ma tam komentarza do takich tekstów, jak Mt 7, 21-23 lub Mt 25, 31-46. W ich świetle wspomniane punkty Doktryny wydają się bardzo trudne do pogodzenia z duchem Ewangelii Jezusa Chrystusa.

C. W sprawie opinii: „Musimy sobie zdawać sprawę, że wielu podaje się za chrześcijan, negując pewne podstawowe dla chrześcijaństwa prawdy wiary, że choćby wspomnę o Arianach z IV wieku, czy o współczesnych Mormonach lub Świadkach Jehowy”.

Właśnie – dlatego myślałem, że 17 punktów doktryny służy do takiego rozróżnienia. ale, jak widać, byłem w błędzie. Pozostaje więc dalej problemem, w jaki sposób RNŻ selekcjonuje kandydatów do współpracy, jeśli uznawanie 17 punktów do tego nie służy? Dlaczego jednak Świadek Jehowy – nie? A współcześni arianie (są tacy na Dolnym Śląsku)? A zielonoświątkowcy wyznający tylko jedną osobę Bożą (Oneness Pentecostals – jest ich mnóstwo na świecie, a trochę także w Polsce)?

D. W sprawie rozumowanie: „Lecz czy możemy twierdzić, że [Mojżesz i Abraham] nie znali oni Chrystusa? […] Apostoł Paweł pisał do Galatów: „W taki sam sposób Abraham uwierzył Bogu i to mu poczytano za sprawiedliwość”. Hmm… czy więc RNŻ uważa, że taka wiara, jaką miał Abraham, to właśnie ta wiara w Chrystusa, o której mówi Nowy Testament? Że nie trzeba nic wiedzieć o krzyżu ani o zmartwychwstaniu historycznej postaci Jezusa z Nazaretu i że to wystarczy?

E. „Nie możemy więc odrywać znaczenia chrztu od wiary”. Bardzo słusznie. Tylko czy tu nie kryje się sugestia, że ja w moich pytaniach oderwałem chrzest od wiary? Nie wydaje mi się, abym tak uczynił.

F. Bardzo ciekawe są fragmenty, takie jak (J 10,27-29), (1J 5,10-13); (J 3,18). Ale metoda polegająca najpierw na postawieniu tezy (np. „wiara w Jezusa jako kryterium zbawienia bądź potępienia”), a potem na szukaniu cytatów, które pasowałyby do tej tezy, może łatwo wprowadzić w błąd. Właściwa metoda polega najpierw na zebraniu wszystkich cytatów mówiących o jakimś zagadnieniu (np. „kryteria zbawienia bądź potępienia”), a dopiero potem dobieranie tezy, która do tych cytatów by pasowała. Przy tej drugiej metodzie, nietrudno zuważyć, że najważniejszy tekst Biblii mówiący o kryteriach zbawienia bądź potępienia to Mt 25, 31-46. Najważniejszym autorem tekstów chrześcijańskich jest jednak Jezus Chrystus, a nie Apostoł Paweł, i to Pawła mamy rozumieć w świetle Jezusa, a nie Jezusa w świetle Pawła.

G. Ciekawa jest opinia: „Wobec różnic w podejściu do tradycji w różnych denominacjach chrześcijańskich wydaje się być naturalne, by w ruchu międzywyznaniowym odwoływać się raczej bezpośrednio do Pisma świętego, niż do tradycji”. Powstają tu dwa pytania: to po co tych 17 punktów umieszczonych na stronie RNŻ, przecież to nie katolicy je tam umieścili, tylko protestanccy twórcy RNŻ? A po drugie: Świadkowie Jehowy (oraz Oneness Pentecostals oraz …. i tu długa, dłuuuuga  litania) odwołują się tylko do Biblii, by uzasadniać swoje nauki doktrynalne, więc potrzeba nam jeszcze czegoś, do odróżnienia wartości ich przekonań od przekonań – powiedzmy – baptystów.

Wydaje mi się, że bez tego fundamentu deklaracja „Właśnie współpraca w głoszeniu Ewangelii jest głównym zadaniem Ruchu Nowego Życia” może wiązać się z powracaniem pewnych kłopotów, które już w przeszłości tu i ówdzie na świecie wynikły.

INNE OWCE – INNE OWCZARNIE

Przeczytaj KOMENTARZ Jacka Jureczko


Potrzebujemy odwagi, aby się przyznać, że czasami my, protestanci, jesteśmy zbyt zarozumiali lub nie jesteśmy zdolni, aby przemyśleć pewne, przybyłe z daleka wartości. Euforyczny, z powodu rezultatów religijnego spisu ludności, który ukazuje liczebny spadek katolików i wzrost protestantów, informator „Panorama”, należący do Misji Narodowych Brazylijskiej Konwencji Baptystów, stwierdza, że istnieje „około 150 milionów Brazylijczyków bez Chrystusa; z tego 12 milionów nie wyznaje żadnej religii”.

To misyjne wyzwanie, stwierdza raport w sposób jednoznaczny, informując iż wyłącznie protestanci posiadają Chrystusa, nikt poza protestanckimi szeregami Chrystusa nie posiada, dlatego, w konsekwencji, nie posiada wiecznego życia, nie jest zbawiony, gdyż nie istnieje zbawienie w nikim innym poza Chrystusem Jezusem (Dz. 4,12).

Osąd ten jest zuchwały z dwóch powodów. Po pierwsze, nie wszyscy protestanci posiadają Chrystusa. Po drugie, nie wszyscy katolicy nie posiadają Chrystusa.

Nawet ci, którzy nie przyznają się do przynależności do żadnej religii, mogą należeć do Chrystusa, mimo ze ich nazwisko nie znajduje się na żadnej liście jakiegokolwiek widzialnego kościoła. Zanim złożymy podobne oświadczenie powinniśmy przypomnieć sobie pewne słowa samego Jezusa, jak, dla przykładu, ów fragment, który powiada: „Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni” (J 10,16).

Któż powiedział, ze owce, za które Jezus umarł i zmartwychwstał, a których On jest Dobrym Pasterzem, znajdują się wyłącznie w owczarni protestanckiej? Przed Soborem Watykańskim II, Kościół Katolicki uważał się za jedynie prawdziwa owczarnie z prawdziwymi owcami.

Inny fragment Pisma, bardzo poważny i zawsze aktualny, powiada tak: „Nie każdy, który Mi mówi: ‚Panie, Panie’ Wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wole mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7,21).

Trzeba rozróżnić Kościół widzialny od niewidzialnego. Nie wszyscy członkowie widzialnego kościoła posiadają swe imiona zapisane w Kościele niewidzialnym lub w tak zwanej Księdze Życia. Podobnie, nie wszyscy członkowie niewidzialnego Kościoła są zapisani w kościele widzialnym.

Dalej nie mamy pewności, czym w rzeczywistości jest ewangelizacja. W Kościele Katolickim, takim jak nasz brazylijski, często ewangelizacja polega na wyciągnięciu jakiejś osoby stamtąd i przyprowadzeniu jej tutaj, jakby poza kościołem protestanckim nie istniało zbawienie. Popełniamy ten sam błąd, co katolicy, którzy powiadali lub jeszcze powiadają, ze poza Kościołem Rzymskokatolickim nie istnieje zbawienie.

Podczas zrealizowanej w 1986 roku w Amsterdamie konferencji międzynarodowej, Leighton Ford usiłował tłumaczyć, że głoszenie ewangelii jest skierowane do „jakiejkolwiek osoby, która nie przyjęła Jezusa Chrystusa jako swego Pana i Zbawiciela, chociażby byłby nią jakiś muzułmanin, rzymski katolik czy nawet rozentuzjazmowany baptysta z południa Stanów Zjednoczonych”.

Lubiany powszechnie pisarz, pieśniarz i kompozytor, ksiądz José Fernandes de Oliveira, bardziej znany jako ksiądz Zezinho (Józek), napisał w ubiegłym roku w lipcowym numerze katolickiego czasopisma „Família Crsta” („Chrześcijańska Rodzina”): „Istnieje wiele osób, które nazywają siebie katolikami, ale nie są praktykujący, jak tez i wiele osób, które nazywają siebie samych protestantami i również nie są praktykujący”. Nawet nie czytając „Panoramy” z 17 maja 2002 r., zwrócił się do protestantów z posłaniem: „Sadze, ze protestanci są chrześcijanami. Chciałbym, aby oni również byli na tyle subtelni by przyznać, ze my również nimi jesteśmy”.

Z języka portugalskiego tłumaczył ks. Mirosław Kropidlowski.

Autor jest emerytowanym pastorem Brazylijskiego Kościoła Prezbiteriańskiego; założycielem i dyrektorem wydawnictwa i czasopisma „Ultimato”; autorem wielu książek i artykułów; uczestnikiem licznych konferencji i spotkań, zwłaszcza o charakterze misyjnym; inspiratorem i twórca Protestanckiego Ośrodka Misyjnego (Centro Evangélico de Missoes – CEM), w którym przygotowują się przyszli misjonarze z różnych protestanckich kościołów do pracy misyjnej wśród innych kultur, i gdzie można również studiować misjologię z obrona pracy magisterskiej włącznie.

© «Ultimato», wrzesień-październik 2002 (Nr. 278); str. 27

Dziękujemy redakcji Semper Reformanda & Kosciol.pl za zgodę na zamieszczenie tego materiału w naszym serwisie

Komentarz do zamieszczonego artykułu:

Nie rzadko spotykamy protestantów krytykujących Kościół katolicki i zachęcających nas do opuszczenia jego szeregów. Wielu protestantów posuwa się nawet do stwierdzenia, że od opuszczenia Kościoła katolickiego uzależnione jest nasze zbawienie. Poniższy głos potraktujmy jako „wyznanie przewinień” i chciejmy z serca przebaczyć modląc się o naszych braci porozrzucanych po różnych wspólnotach kościelnych

Powyższy głos powinien również skonfrontować nasze sądy o braciach odłączonych. Ze smutkiem muszę wyznać, że jako odpowiedzialny za Serwis Apologetyczny spotykam się z częstymi atakami nie tylko na KRK, ale również na wspólnoty protestanckie. Bądźmy świadomi, że nie wszyscy protestanci odmawiają nam zbawienia. Są i tacy, którzy mimo dzielących nas granic widzą w nas braci i traktują nas jako współwyznawców Jezusa Chrystusa (przykładem niech tu będzie protestancka część redakcji Semper Reformanda).

Od samego początku Serwis Apologetyczny przeciwny był prozelickim praktykom niekatolickich wspólnot i Kościołów. Nigdy nie akceptowałem i nie będę akceptował namawiania jakiegokolwiek katolika świadomego swojej wiary do opuszczenia Kościoła katolickiego. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że każdy człowiek ma prawo do wyboru swojej drogi życiowej i ma prawo wyznawać taką wiarę na jaką wyraża zgodę jego sumienie. Jednakże nie możemy się zgodzić na ewangelizację przez zanegowanie Kościoła katolickiego.

W swoim świadectwie napisałem:
Wierzę, że wielu z nas potrzebuje jasno i prosto zadanego pytania. Pytanie to kieruję do tych wszystkich, którzy wahają się w wierze i nie wiedzą, czy może warto odejść z Kościoła katolickiego do bardziej atrakcyjnej grupy, czy trwać tam, gdzie Pan, Bóg, nas zasadził. Proszę o stanięcie w prawdzie i zadanie sobie tego pytania: Czy bycie katolikiem przeszkadza mi w całkowitym pójściu za Bogiem i czy mogę w Kościele katolickim zostać zbawiony? Jeżeli odpowiedź brzmi „TAK”, to po co zmieniać Kościół? Pozwólcie mi na przekazanie jeszcze jednej myśli: protestanci twierdzą, że zbawienie jest z łaski. Co oczywiście jest prawdą, a skoro jest to prawdą, to czy nie mogę być zbawiony z łaski w Kościele katolickim? Czy też muszę spełnić jakiś warunek (uczynek), aby dostąpić zbawienia?

Mam nadzieję, że zamieszczony artykuł pozwoli nam krytycznie spojrzeć na swoje poczynania.

Jacek Jureczko

THE SHAKERS

Zwiastun nowej książki
ks. Andrzeja Siemieniewskiego
„Ochrzczeni w jednym Duchu”: Perspektywy integracji mistycyzmu pentekostalnego z duchowością katolicką
prezentujemy (na razie bez przypisów) treść drugiego fascynującego rozdziału.

Losy najpierw angielskiej, a potem amerykańskiej wspólnoty Shakers są przejmującym świadectwem, jak nadmierne zaufanie do zewnętrznych manifestacji branych za przejawy działania Ducha Świętego może doprowadzić do teologicznej katastrofy i ostatecznej destrukcji wspólnoty…

związki z tradycją pentekostalną

Shakers to ruch religijny wywodzący się z silnie przeżyciowych form protestantyzmu brytyjskiego XVIII wieku, przeniesiony pod koniec owego stulecia na kontynent amerykański. Jednym z istotnych elementów duchowości społeczności Shakers było pojęcie darów duchowych. Ostatecznym darem był oczywiście Bóg-w-Chrystusie dający samego siebie, tak aby wierzący mogli zostać namaszczeni Bożą naturą i w ten sposób otrzymać życie Chrystusowe. Osobowy dar Boży był możliwy pod warunkiem autentycznej metanoi człowieka, obejmującej prawdziwe nowe narodzenie: śmierć starego „ja” i powstanie do jedności z Chrystusem. Na określenie odnowionej więzi z Bogiem używano terminu „chrzest w Duchu Świętym” lub nawet „chrzest i ogień z nieba”, mówiono też o przebudzeniu (revival) duchowości. Jakże znajomo dla kogoś osłuchanego z tradycją pentekostalną brzmią takie sformułowania, jak na przykład stwierdzenie: „dary Bożego Ducha uznałem za owoce mojego chrztu w duchu tego przedziwnego przebudzenia, które zdarzyło się w New Lebanon i w sąsiednich miastach”. Żywo przypomina to terminologię współczesnego pentekostalizmu; podobieństw tych jest, jak zobaczymy, znacznie więcej. Jedno z nich dotyczy nawet nazwy: członek społeczności Shakers, O.C. Hampton, potrafił wyrazić się: „nasza wspólnota pentekostalna” (our Pentecostal community), a także pisać o „pentekostalnych darach” (Pentecostal gifts) takich, jak natchnienia, prowadzenie przez świat duchowy, proroctwa, modlitwa w językach lub uzdrawianie z chorób. Brat Samuel Johnson przez wiele lat był dręczony gorączką, po czym został natychmiast uzdrowiony i uzdolniony do udania się w podróż na spotkanie Matki Anny Lee, jednej z postaci centralnych dla ruchu Shakers. Wtedy jego dusza otrzymała „namaszczenie od Świętego Bożego”, czyli „chrzest w Duchu Świętym”, a także wiele „darów niebiańskich i wiele działań Bożej mocy”.

Zdarzało się, nawiasem mówiąc, rozumienie choroby podobne to tego, jakie znamy ze współczesnego Ruchu Słowa Wiary: „Świat duchowy jest światem przyczyn i skutków. Umysł jest główną przyczyną wszelkiego bytu materialnego. Nasz byt fizyczny jest podporządkowany całkowicie duchowi, jaki go ożywia, i dlatego przyczyna chorób jest duchowa”. Inne podobieństwo terminologiczne możemy odkryć na przykład w następującej relacji z 1837 roku: „Przybyli posługujący z domu Mt. Lebanon i przepowiadali o «niezwykłym wylaniu Ducha», polegającym na wzroście światłości, życia i mocy duchowej”.

Jeden dar osobowego spotkania z Chrystusem objawiał się przez wiele różnych darów – charyzmatów. Shakers mieli szeroko rozbudowane nauczanie o darach duchowych, oparte w dużej mierze na praktyce ich codziennego doświadczania. Wspólnotowy wymiar darów obejmował na pierwszym miejscu dar uwielbienia (worship), który prowadził wszystkich uczestników do poczucia jedności. Wśród darów duchowych przejawiały się takie dary entuzjastyczne, jak wirowanie, drżenie i trzęsienie się, tańce, dźwięki w nieznanych językach i ekstatyczne, natchnione przesłania. Obok nich przeżywano dar „odczuwanej ciszy”, czyli Bożej obecności, jako „doświadczenie całkowitego Chrystusa”. Obok darów wyróżniano też Boże zarządzenia (orders), jak na przykład zarządzenie, by opuścić wąskie ramy „życia jako stworzenie” i wejść w „egzystencję Bożą”. Używano gestu rąk oznaczającego zarówno przekazywanie, jak i przyjmowanie darów duchowych.

Zdawano sobie sprawę z możliwości fałszywych natchnień, ale na ogół uważano, że dar rozeznania znakomicie ułatwi ich rozpoznanie i w praktyce zabezpieczy przed nimi. Mówiono, że: „w [naszej] wspólnocie przeważa wyższa klasa natchnień, a fałszywe duchy można z łatwością rozeznać i odrzucić”. Troszczono się też o to, by nie przesadzić ze zbytnim zaufaniem do subiektywnych odczuć duchowych, skoro deklarowanym celem była równowaga między „arktycznymi górami lodowymi intelektualnego bieguna północnego a Saharą równikową emocjonalnego entuzjazmu”.

Podobnie jak we współczesnych formach pentekostalizmu, często zauważano, że Kościół oddany prawidłowemu uwielbianiu Boga musi być Kościołem żywym, co miało znaczyć zerwanie z rutyną form i ceremonii, które „nie mają mocy ożywczej” dla przemiany zgromadzenia we wspólnotę czcicieli w Duchu i w prawdzie. Jeśliby komuś brakowało „przejścia przez wielkie przebudzenie i przemianę mocy duchowej”, to brak stosownego doświadczenia stanowiłby przeszkodę w wypełnieniu zadania ewangelizacji świata.

zjawiska charyzmatyczne

Historia chrześcijańskiej społeczności Shakers od samych początków, jeszcze w Anglii, była związana z dwoma kardynalnymi punktami: z przekonaniem o rychłym powrocie Chrystusa i z doświadczaniem darów duchowych. Obecność darów według zapatrywań wiernych potwierdzała rychłą paruzję, a były to takie obdarowania duchowe, jak modlitwy w językach, śpiewy w językach, proroctwa, spontaniczne tańce radości, nieoczekiwane a niekontrolowane ruchy ciała, drżenie, popadanie w ekstazę i odczucie niesamowitej mocy Ducha działającej pośród wiernych. Wykształciła się w ten sposób fundamentalna teologiczna zasada obowiązująca przez całą historię Shakers, a mianowicie: traktowanie doświadczenia duchowego jako dynamicznej normy autentyczności wiary. Było to wyraźnym przeciwstawieniem się tradycyjnemu porządkowi kościelnemu, gdzie doświadczenie było zawsze oceniane i normowane uprzednio przyjętymi zasadami religijnymi. Takie stawianie sprawy przyciągało do tej wspólnoty wielu chrześcijan poszukujących odnowienia wiary, zwłaszcza anglikanów, ale też baptystów i metodystów. „Shakers wierzą, dlatego że doświadczają”. Zasada ta była sformułowana na bardzo podobnej bazie jak poglądy dwudziestowiecznych entuzjastów separujących się od „martwych Kościołów”: „gdzie nie ma mocy Ducha Bożego i nie ma przekazywania mocy”, tam „Chrystus nie może być obecny”.

Sposób modlitwy i uwielbienia był uważany w społeczności Shakers za spełnienie zapowiedzi Jezusa o tym, że prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i w prawdzie (por. J 4,22-23), za kult oddawany nie według pomysłów ludzkich, ale całkowicie zależny od Boga. Istotną rolę w kulcie przypisywano tak zwanym praktykom (exercise – terminem tym posługiwali się powszechnie od XVIII wieku uczestnicy przebudzeń protestanckich w Ameryce na oznaczenie modlitwy w językach, jęków, świętego śmiechu, drgawek, tarzania się po ziemi itp.). Harmonia tych praktyk unaoczniała uczestnikom istotę jedności ludu Bożego i fakt ochrzczenia w jednym Duchu Świętym, przy czym uważano za rzecz normalną, że „przebudzenie duchowości często spowoduje zewnętrzne zachowania”. Kiedy w jednej ze wspólnot Shakers zdarzyło się głoszenie Dobrej Nowiny o „niezwykłym wylaniu Ducha, polegającym na wzroście światłości, życia i mocy duchowej”, to naturalnym i oczekiwanym skutkiem tego przepowiadania były „wirowania, wstrząsy ciała i śpiewy”, ocenione jako „osobiste poruszenia w Duchu”. Pojawiły się też wizje, do tego „personifikowane” (personated): oznaczało to, że prorokująca osoba wypowiadała się w imieniu ducha, który w niej działał. Liczono na przejawy mocy (power) i prorokowano o jej rychłym wylaniu w pełni: „Brat Giles przybył z posługą mocy przyszłego wieku. Głosił: «Zadziwicie się przejawami mocy Pana! Ze świata Ducha Świętego promieniuje już światło, które dowiedzie spełnienia proroctw przekazanych wspólnotom Shakers»”.

Im silniejsze były takie oddziaływania na ciało, tym pewniej uważano je za niezbity dowód otrzymania chrztu w Duchu Świętym. Nieco dłuższy fragment wspomnień weteranki ruchu Shakers zilustruje to znakomicie:

„Gdy byłam młoda, widywałam często braci i siostry pod kontrolą wpływu duchowego, i nie mogłam pojąć przez długi czas, w jaki sposób Duch może poruszać ciałem niezależnie od woli człowieka. Oddałam to w modlitwie. Pewnego razu, gdy byłam sama i głęboko rozmyślałam nad tym, odczułam przejawy Ducha Bożego w moim ciele – i wtedy poznałam, czym to jest. Tyle mi wystarczyło. Otrzymałam chrzest duchowy i już nigdy więcej nie przysporzyło mi to zmartwień”.

W relacji z 1785 roku donoszono o modlitwie obejmującej między innymi śpiew w językach, który kończył się gwałtownym oddychaniem. Modlitwie tej towarzyszyły niezwykłe ruchy całego ciała, które szokowały każdego, kto po raz pierwszy się z tym zetknął. W tej samej relacji czytamy o poważnym kaznodziei, który dzielił się swoim przekonaniem o rychłym powrocie Chrystusa i dowodził, że doświadczane manifestacje na modlitwie są dziełem Bożym. Przypominał też, że jakkolwiek wielu gardzi tą formą wiary, to przecież podobnie ludzie wyśmiewali się z Noego, proroków, a nawet z Jezusa. Obficie cytował przy tym Pismo Święte, na przykład twierdząc, że tekst św. Pawła: „zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem” (Flp 2,12) odnosi się do modlitewnej praktyki wstrząsów ciała (przypomnijmy, że nazwa Shakers pochodzi od angielskiego to shake – drżeć, trząść się). Z kolei wezwanie „nawróćcie się” oznaczać miało – według tego samego nauczyciela – zachętę do obracania się w kółko na pięcie. Skutkiem owego kazania były grupowe wzdychania i konwulsje, a kiedy wspomniano o Dawidzie tańczącym przed Arką, rozpoczęto bezładne „gwałtowne tańce” (violent dancing), przy czym niektórzy wirowali z niewiarygodną prędkością (przez 18 minut, jak odnotował skrupulatny obserwator). Pląsy, śpiewy, klaskanie trwały długo, aż w pewnym momencie doszło do gestu „przekazania daru” i jedna z uczestniczek zgromadzenia „popadła w największe wstrząsy przewyższające wszelkie możliwe napady konwulsji”. Mężczyzna, który „udzielił daru”, polecił zwrócić uwagę na to zjawisko i „podziwiać potężne dzieła Boga pośród Jego ludu”. Inny autor zauważył takie „działania charyzmatyczne” (charismatic acts), jak spontaniczne i bezładne krzyki, śpiewy, nauczania i tańce, a także rodzaj śpiewu, który określił jako „pieśń uroczysta” (solemn song): śpiew ten to nic innego, jak znany w wieku XX śpiew w językach.

Takie niezwykłe „działania w Duchu” zdarzały się regularnie także później, kiedy to na przykład w roku 1825 pojawiły się znowu „dary skłonów i wirowania”, a u niektórych nawet tarzanie się po podłodze: to ostatnie było praktykowane w większości przez ludzi młodych. W czasie spotkań nazwanych „profetycznym dziełem Eliaszowym” modlono się śpiewami, tańcami, w językach, poprzez napomnienia duchowe oraz lamentacje. Niekiedy „cały dom wydawał się oddany pomieszaniu języków”, kiedy „bracia i siostry, gromadząc się w małych kręgach i złączywszy ręce, modlili się wśród skłonów, konwulsji i [daru] języków”. Zachowania takie łączono z rodzącym się „przebudzeniem” (revival): „wybuchy gorliwości cechowały zwłaszcza zaangażowanych w przebudzenie (revivalists)”, a polegały one między innymi na „krzyczeniu i potężnych manifestacjach w ciele (bodily operations)”.

Przywódczyni ruchu Shakers, Matka Anna, zachęcała do starania się o dary języków, wizji, o dar wirowania ciała w modlitwie, a wszystko to w celu upiększenia uwielbienia Boga. Ludzi obdarzonych takimi darami, jak taniec czy wirowanie, uważano za pozostających „pod działaniem fizycznym” (under physical operations), a tych, którzy „pod działaniem fizycznym” nie byli, zachęcano do tego, aby przynajmniej podnieśli jedną rękę w modlitwie i co pewien czas machali nią. Mówiono też o rozwijaniu darów duchowych: otrzymywano najpierw „dary widzenia i słyszenia” (zapewne proroczego), a także natchnione przekazy, pouczenia, często wygłaszane w imieniu osób ujrzanych uprzednio w wizjach: „wielką różnorodność prezentów otrzymywano z duchowej krainy”. Można było je przekazywać braciom i siostrom: „dary te możecie dawać, kiedy i komu uznacie za stosowne”. Co ciekawe, uważano je też za rodzaj wstępnego przygotowania duchowego do bardziej poważnych zasad wiary: „mają one naturę podobną do przedszkola we współczesnych zasadach edukacyjnych” (przywodzi to na myśl analogiczne skojarzenia uczestników „przebudzenia w Toronto”: „Bóg bawi się z tymi dziećmi”).

Oczekiwania niezwykłości nie ograniczały się do ekstatycznej modlitwy i delirycznych stanów duchowych. Rozciągały się też na przekonanie, że wszelkie cuda opisane w Ewangeliach mogą być udziałem współczesnych wierzących: niekiedy sporej liczbie ludzi podawano niewielkie ilości żywności, wierząc, że tak jak Chrystus nakarmił liczne rzesze, tak uczyni i teraz (podobne „uczty ewangeliczne” odbywały się zresztą już w XVI wieku wśród anabaptystów).

Wielkim poważaniem cieszył się dar tańca duchowego, wspomniany – jak zauważali Shakers – wiele razy w Biblii i nigdy w Piśmie Świętym nie krytykowany. Dar tańca uznano w roku 1880 za dar czasowy (gift for-a-season), a nie za dar stały (gift forever), co zresztą było częścią wizji profetycznej zmarłego w 1797 roku Ojca Józefa dotyczącej siedmiu cykli takich zmian (warto zauważyć, że siedem cykli, choć dotyczących innych aspektów życia Kościoła, opisał „profetycznie” także W. Branham w książce Wykład siedmiu wieków Kościoła).

Ważna dla Shakers była idea natchnień duchowych: ich Kościół powstał wskutek objawienia Bożego, a późniejsi liderzy byli uznawani za natchnionych duchem. Powstawały pieśni inspirowane Duchem Bożym, a nawet dłuższe teksty i całe książki natchnione przez rozmaite byty duchowe. Część z tych tekstów była przekazywana „w językach, których nie można było [w normalny sposób] zrozumieć”. Dary te były uważane za tak potrzebne, że wołano: „potrzebujemy przebudzenia […], potrzebujemy szkół proroków!”.

Podobne do dwudziestowiecznych Marszy dla Jezusa były marsze procesyjne (używano zresztą nazwy „praktyki marszowe” – marching exercise) na otwartych przestrzeniach, połączone z bardzo podobnym do współczesnego zamysłem modlitewnym. Tak jak współczesne Marsze miały się przyczynić do zdobywania dla Boga terenu i wyzwalania go z władztwa złych duchów, podobnie we wspólnocie Shakers „duchowe zamiatanie polegało na rytualnej procesji przez wszystkie budynki dla oczyszczenia ich z wszelkiego nieporządku, podczas gdy śpiewano «pieśni zamiatające»„. Idea walki duchowej pojawiała się także w innych formach. Brat starszy H.C. Blinn odnotował w roku 1844 zwyczaj noszenia opasek z załączoną kartką z napisem: „Bóg Niebios wydał wojnę Bestii i z pomocą świętych Bożych na ziemi Bestia zostanie powalona”.

dewiacje doktrynalne

Wszystkie te „manifestacje duchowe”, „praktyki cielesne”, ekstatyczne modlitwy w językach i śpiewy w językach, „pieśni zamiatające”, cuda powtarzające sceny z Ewangelii i wiele, wiele innych, łączyły się z najbardziej jaskrawymi odstępstwami od tradycyjnej wiary chrześcijańskiej, jakie tylko były możliwe. Wynikały one ze swoistej zasady ponaddenominacyjnej: „wszystkie formy przemijają – i nikt nie może trzymać się ich bezkrytycznie, jeśli chce być prawdziwie wierny [Bogu]”, dlatego członkowie wspólnoty uważali się po prostu za prawowitych spadkobierców „wszelkiej prawdziwej religii [chrześcijańskiej], jaka kiedykolwiek istniała w Kościele Boga”. W ten sposób miała powstać wspólnota jednego wielkiego Kościoła, opartego nie na strukturach i hierarchii, ale na zasadach braterstwa wiary i życia, a konkretnie niesprecyzowanego bliżej „prawdziwego chrześcijaństwa”, które powinno być „bezwyznaniowe” (unsectarian), jako że „wyznaniowe mury zagradzają drogę do jedności, pokoju i braterstwa i oddzielają jednych religijnych wyznawców i czcicieli od drugich”. Na szczęście – zauważył jeden z wyznawców – mury te „znikają, w miarę jak światło Bożej prawdy i moc miłości Chrystusa roztacza się nad ludzką duszą”, a „wielkoduszni przywódcy wiary często oddają Bogu cześć w jednym i tym samym przybytku, choć wykształceni według innej teologii”. Krytyka istniejących wyznaniowych form chrześcijaństwa brzmi jak dosłowny niemal cytat ze spotykanych dzisiaj głosów wzywających do ponaddenominacyjnej społeczności wierzących:

„Kościoły usiłują czerpać siły ze starej i zużytej teologii i dlatego głodzą ludzi z powodu braku żywego natchnienia i współczesnego objawienia światła i prawdy. Dlaczego nie miałyby przeminąć i ustąpić miejsca czemuś lepszemu? Poza odnowieniem natchnień Ducha Świętego i nieustannego objawiania Bożej prawdy – i ścisłego im posłuszeństwa – nic innego nie podtrzyma Kościoła przy życiu i nie wzmocni jego wzrostu i chwały”.

Tak rozumiana bezwyznaniowość jest treściowo bliska, jak się wydaje, pojęciu chrześcijaństwa ponaddenominacyjnego.

„Niech będzie tylko jeden Kościół chrześcijański, który wchłonie wszystkie poprzednie babilońskie wyznania – Kościół, który będzie prawdziwie powszechnie uznanym Kościołem chrześcijańskim […], a nie prowadzony przez wymyślne matactwa księży”.

Idea chrześcijaństwa wspartego zewnętrznymi strukturami i sformalizowanymi wyznaniami wiary wydawała się członkom grup Shakers odrażająca, stąd teologie innych nurtów chrystianizmu jawiły się jako „obmierzły Babilon”, który zasługiwał na jedno: „tak zwane chrześcijańskie teologie należy spalić i zastąpić je prostym i nienagannym życiem Chrystusa jako przewodnikiem, przynosząc wyzwolenie z klerykalnej ułudy, wywodów z ambony i wszelakich wydatków na wydziały i akademie dla celów teologicznych”. Skutkiem tego wyznawcy byli przekonani, że obecna forma chrześcijaństwa przeminie i nie zostanie z niej kamień na kamieniu.

Pożytki, które mogłyby płynąć z istnienia porządku kościelnego i z przemyślanych wyznań wiary, stawały się jednak widoczne, gdy wspólnota Shakers zaczynała mówić konkretniej o tym, co znaczyła według nich owa prosta i jasna nauka Ewangelii. Shakers twierdzili na przykład, że „nic w Piśmie Świętym nie wskazuje na to, aby Apostołowie sprawowali jakikolwiek sakrament zewnętrzny jako Wieczerzę Pańską w jakiś inny sposób niż po prostu codzienny zwyczaj wspólnego jedzenia i picia”. Najlepszy dowód, że tak być musiało, stanowiło następujące rozumowanie: skoro „symbole” Ciała i Krwi Zbawiciela oznaczają śmierć Jezusa, to muszą być znakami Chrystusa nieobecnego, a kiedy jest On prawdziwie obecny, jak w modlitwie społeczności Shakers, wtedy prawdziwym sakramentem jest „duchowa jedność świętych”. Można było też spotkać w kręgach Shakers następującą opinię o małżeństwie: „małżeństwo nie jest instytucją chrześcijańską”.

Teologiczne odstępstwo od chrześcijańskiej normy sięgało o wiele dalej, do samego pojęcia Boga. Bóg Stworzyciel nazywany był „Wiecznym Ojcem”, a Duch Święty „Wieczną Matką”, Jezus nazywany był Chrystusem tylko w tym samym sensie, w jakim prorokini Anna Lee nazywana była Matką. Shakers uznawali więc Boga jako rodzaj „Dwójcy”, dlatego też – paralelnie – „człowiek zwany Jezusem i kobieta zwana Anną są prawdziwie dwoma widzialnymi filarami Kościoła Chrystusa – dwoje namaszczonych, dwoje pierwszych dziedziców obietnicy, pierwszy Ojciec i pierwsza Matka wszystkich dzieci odrodzenia”.

Shakers znajdowali w Piśmie Świętym silne wsparcie dla profetycznego znaczenia swojej wspólnoty. Kiedy czytano w proroctwie Aggeusza (według tłumaczenia angielskiego): „oto wstrząsnę (I will shake) niebiosami”; oraz „oto wstrząsnę (I will shake) narodami”, dostrzegano w tym zapowiedź napełnienia domu wspólnoty Shakers wszelką chwałą.

W późniejszym czasie, radykalizując zasadę opierania się na wewnętrznym świadectwie i minimalizując potrzebę jakiejkolwiek zewnętrznej normy kościelnej, wyznawcy doszli stopniowo do wniosku, że „z punktu widzenia Bóstwa (którą to perspektywę, jak można się domyślić, osiągnęli) wszystko jest duchem na tym świecie”, i dlatego tacy mistrzowie, jak Konfucjusz, Budda, Zoroaster i Jezus, powinni stawać się duchowymi wzorami. Jeszcze bardziej zadziwiające zestawienie wielkich bohaterów duchowego świata znaleźć można w tekście z końca XIX wieku. Otóż obok siebie, jako przykłady „oświeconego zrozumienia”, znaleźli się Jezus, Anna, Budda i Platon. Dla niewtajemniczonych trzeba dodać wyjaśnienie dotyczące drugiej z tych osób: otóż chodzi o Ann Lee (1736-1784), która w roku 1758 przyłączyła się do grupy Shaking Quakers (używana wtedy nazwa łączyła w sobie odniesienie do dwóch modlitewnych praktyk: to shake – trząść się; i to quake – drżeć), a w roku 1770 przeżyła „ogarnięcie obecnością Chrystusa”, by później hojnie udzielać tego przeżycia innym. To dość szczególne łączenie Jezusa z Anną Lee płynęło z przekonania, że Chrystus zaczął swoje drugie objawienie na ziemi w Duchu Świętym właśnie od nawiedzenia Matki Anny.

Zasada zakorzenienia duchowości w bezpośrednim doświadczeniu duchowym, indywidualnym i wspólnotowym, chociaż brzmiała zachęcająco, to jednak doprowadzona do skrajności – przyniosła radykalne zerwanie z teologiczną ortodoksją, aż do przekroczenia wszelkich znanych w historii chrześcijaństwa norm. Pomimo to u progu XX wieku, w roku 1894, kurczącej się już wspólnocie Shakers coraz wyraźniej jawiła się profetyczna rola ich doświadczenia w nadchodzącej przyszłości: „zostawimy te błogosławieństwa innemu pokoleniu, które – jeśli Bóg zechce – będzie bardziej godne”, gdyż „następne poruszenia i przebudzenia ducha […] poprowadzą do utworzenia nowych stowarzyszeń na tych samych podstawowych zasadach”.

WILLIAM BRANHAM

Jako zwiastun nowej książki
ks. Andrzeja Siemieniewskiego
„Ochrzczeni w jednym Duchu”: Perspektywy integracji mistycyzmu pentekostalnego z duchowością katolicką
prezentujemy (na razie bez przypisów) treść jednego z najbardziej fascynujących rozdziałów.

zakorzenienie w pentekostalnej tradycji

Dwudziestowieczny głosiciel pełnej Ewangelii mocy Bożej, William Branham (1909-1965), zasłynął jako osoba obdarzona charyzmatycznymi darami poznania i uzdrawiania. Wskutek gorliwej modlitwy o chrzest w Duchu Świętym otrzymał ten dar, jak sam potwierdza, a wtedy Bóg „zlecił mu wygłaszać kazania i modlić się za chorych, których [Bóg] chciał z każdej choroby uzdrawiać”. Ów dar uzdrawiania chorych otrzymał w 1946 roku, przeżywał też obdarowania na bardzo wiele innych sposobów: dar spostrzegawczości Ducha, widzenia aniołów (podczas pierwszych odwiedzin anioła tenże rozmawiał z bratem Branhamem przez pół godziny) lub dar rozeznawania duchów („fałszywego ducha bardzo szybko można rozszyfrować, jeśli ktoś jest duchowo dobrze usposobiony”). Ten ostatni dar służył do uspokajania wszystkich wątpliwości, jakie mogły pojawiać się w związku z nauczaniem Branhama: nie mógł przecież zostać zwiedziony ktoś, kto ma dar rozeznania. Praktyczne owoce tego wszystkiego były zdumiewające: „głusi i niemi, ślepi, chorzy na najrozmaitsze choroby byli uzdrawiani i zostało spisanych tysiące świadectw”.

Jego zwolennicy widzą w posłudze brata Branhama moment przełomowy dla całego doświadczenia pentekostalnego XX wieku. „Działanie Ducha, które rozpoczęło się w maju 1946 roku, objęło później także wielkie Kościoły ludowe i wszystkie inne chrześcijańskie wyznania”, dlatego właśnie „od tego czasu odbywają się powszechne, ponadwyznaniowe ewangelizacje […] i uroczystości charyzmatyczne”. Wszystko to jest znakiem, że mamy do czynienia z „końcowymi wydarzeniami historii zbawienia”. Jakkolwiek już w czasie reformacji nastąpiło wielkie przebudzenie, to jednak „dopiero po drugiej wojnie światowej ruch zielonoświątkowy stał się najszybciej rosnącą społecznością wiary”, a zbawczą kulminacją tych czasów była niezwykła interwencja Boga w dzieje świata w postaci objawienia się Williama Branhama. „Bóg uczynił coś wykraczającego poza granice zwyczajności […]. Bóg przyszedł znowu do ludzkiego ciała i powiedział: «Muszę im to pokazać jeszcze raz» […]. Zstąpił i posłał więcej niż proroka […]. Jak Jan Chrzciciel został wysłany jako poprzednik pierwszego przyjścia [Jezusa], tak William Branham został wysłany jako poprzednik Jego drugiego przyjścia”.

Szczególną cechą posługi W. Branhama, która od jego czasów rozprzestrzeniła się w zgromadzeniach pentekostalnych (szczególnie spopularyzowana została w stylu nabożeństw J. Wimbera), było publiczne diagnozowanie chorób w czasie masowych spotkań z modlitwą o uzdrowienie. W wydaniu Branhama był to „dar w lewej ręce” (odczuwał specjalne wibracje), za pomocą którego mógł rozpoznawać lub odkryć choroby, na które cierpieli ludzie. Był to „nadnaturalny znak dla zbudowania całego zgromadzenia”. Rozpropagowane później w ruchu pentekostalnym modlitwy o wydłużenie ręki lub nogi też mają swoje precedensy w posłudze Branhama. Stał się on centralną postacią, na której wzorował się cały szereg pentekostalnych ewangelistów uzdrowieniowych. Następnym nadnaturalnym „wyposażeniem mocą” dla skutecznego pełnienia Bożego posłannictwa był „dar odczytywania myśli i rozpoznawania zdarzeń z wcześniejszego życia danej osoby”. Oba dary, „dar w lewej ręce” i „dar odczytywania myśli”, oceniane były przez zwolenników Branhama jako „doskonałe”: „chyba żadna istota ludzka do tej pory tak tego nie wypełniała”. Jego posługa opierała się na tym, że nieustannie odczuwał obecność Ducha Świętego i Jego oddziaływanie. Wydawało się, że sam cudotwórca „pod namaszczeniem”, które uruchamiało duchowe dary, „przenika przez zasłonę swego ciała do świata duchowego”.

Nie mogło zabraknąć elementu ponaddenominacyjnego i eschatologicznego. Jak to zwykle przy takich okazjach bywa, wysłannik nieba zapowiedział Branhamowi, po pierwsze, że owoc jego posługi poruszy wszystkie narody i doprowadzi lud Boży do jedności ducha, tak że będzie „jednym sercem i jedną duszą”, a po drugie, że Jezus niedługo już przyjdzie. Chociaż W. Branham początkowo został ordynowanym kaznodzieją baptystów, to później nie należał do żadnej denominacji, a to dlatego aby w żaden sposób nie ograniczyć swojego wpływu na „wszystkie dzieci Jezusa”. Przyciągał ludzi z rozmaitych wyznań, a „ludzie z wielu Kościołów podczas tych zgromadzeń łączyli się w jedno”. Chętnie uczestniczył w spotkaniach organizowanych przez pastorów rozmaitych wyznań protestanckich, jako że chrześcijanie „powinni zapomnieć o różnicach, a raczej jednoczyć się, być jednego serca i jednej myśli, by w ten sposób przygotować się na bliskie przyjście Chrystusa”, i chociaż chodzą do różnych kościołów, to „równocześnie powinni mieć społeczność między sobą”.

Z drugiej jednak strony Branham przedziwnie zmieniał front, gdy chodziło o publiczne porównanie jego własnej posługi ze „starymi Kościołami”. Wtedy okazywało się, że tam gdzie pobożność jest bardziej tradycyjna, tam panuje „duch Kaina”, czyli „duch religijności”. I chociaż katolicy i protestanci mogą mieć różne wyobrażenia na temat fundamentu Kościoła, to jednak chrześcijaństwo opiera się naprawdę na skale objawienia wewnętrznego: „ludzie będą się temu przeciwstawiać, lecz nic nie są w stanie zrobić”. Deklaracje o jedności chrześcijan przybierały wtedy bardziej konkretne kształty: „Mamy Kościół Kainowy, Kościół cielesny, i mamy Kościół duchowy, do którego trzeba się na nowo narodzić, w którym jest objawienie ze znakami i cudami. Jest duch Kaina i Duch Chrystusa. Musicie sami wybrać”. Głoszona jedność wszystkich uczniów Jezusa zmaterializowała się praktycznie w powstaniu kolejnego ruchu pentekostalnego o ambitnej nazwie „Biblijnie wierzący” (Bible Believers), realizującego prorocze wizje Branhama: prawdziwi apostołowie będą rządzić Kościołem przez zakładanie niezależnych, wolnych Kościołów, oddzielonych od dotychczasowych zdegenerowanych denominacji. Sam Branham nauczał, że zorganizowanie chrześcijaństwa w wyznania jest zapowiedzianym znakiem apokaliptycznej bestii (por. Ap 13,17).

Wpływ Branhama jest jednak szerszy, niż wskazywałyby na to raczej skromne rozmiary grona jego bezpośrednich zwolenników (w tym również w Polsce). Wywarł on znaczące piętno na całym stylu Ruchu „Deszcz Jesienny” (The Latter Rain Movement) drugiej połowy lat czterdziestych, upowszechnił myśl, że proroctwo zawarte w Księdze Joela 2,23 odnosi się do dwudziestowiecznego pentekostalizmu, oddziaływał na takich głosicieli, jak Kenneth Hagin czy Paul Cain, którzy do dzisiaj uważają go za wielkiego męża Bożego i proroka, wprowadził też ideę „objawienia synów Bożych” (Manifest Sons of God), która znalazła tylu amatorów na przełomie XX i XXI wieku. Ciekawe, że przekonania o darze proroczym brata Branhama nie zmienił fakt, że głosił on, że do roku 1977 wszystkie wyznania zostaną wchłonięte przez Światową Radę Kościołów, Rada zaś – przez Kościół rzymski, wtedy nastąpi porwanie sprawiedliwych i zniszczenie grzesznego świata.

W pierwszej fazie swojej działalności Branham kładł silny nacisk na uzdrowienia i cuda w stopniu wcześniej niespotykanym. W nich widział środek do ewangelizacji w mocy: „W jaki sposób poselstwo Ewangelii mogłoby – w tym krótkim czasie przed przyjściem Jezusa – dosięgnąć obecnego pokolenia? Przez manifestację mocy Bożej!”.

dewiacje doktrynalne

Pomimo zdumiewającej liczby świadectw o uzdrowieniach i niespotykanych fenomenach towarzyszących jego posłudze nie mniejszą liczbę świadectw można zebrać o radykalnym odejściu teologicznym od najbardziej nawet liberalnie traktowanej tradycji chrześcijańskiej. Nauki Branhama o naturze Boga dość dobrze odzwierciedlone są w następujących fragmentach jego dzieł:

„Trójca (absolutnie niebiblijne słowo) miała swoją podstawę w rzymskim wielobóstwie, ponieważ Rzymianie mieli wielu bogów, [a przecież] jak mogą być trzy osoby w jednym Bogu? Nie tylko, że nie ma do tego żadnej podstawy w Piśmie, ale wska­zuje to na brak inteligentnego rozumowania”.

W równie wielkim stopniu mogą zdumiewać jego nauki o Kościele katolickim, zdecydowanie wykraczające poza krytyczne niekiedy opinie innych członków ruchu pentekostalnego:

„Kościół upiera się, że jest prawdziwym Ciałem Chrystusowym i że jego papieże są namiestnikami Chrystusa. Jest on całkowicie zwiedziony przez diabła, a nawet stał się zwodzicielem innych. Jest oblubienicą szatana i zrodził swoje fałszywe religie […]. Plądrował i niszczył. Obalał sztukę, niszczył wiedzę i nie stworzył nic prócz śmierci […]. Ten Kościół z Rzymu jest pogański i zły”.

Spadkobiercy Branhama kontynuują pracowicie taki styl prezentacji Kościoła katolickiego. Według jednego z nich, misjonarza Ewalda Franka: „jednostki Hitlera SS były organizowane i prowadzone przez jezuitów w mundurach, do których należał także Goebbels”, a gdy w Oświęcimiu „w niebo unosił się dym z pieców gazowych, w [obozowej] kaplicy unosił się zapach kadzidła i odmawiano modlitwy «w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego»”.

Nie lepiej powiodło się pod względem duchowym, w ocenie Branhama, wyznawcom z niekatolickich Kościołów chrześcijańskich: „życie, które było w Kościołach, zostało zjedzone przez pasożyty i ich teologie; co pozostawili luteranie, zjedli kalwiniści, a co zostawili kalwiniści, zjedli anglikanie […], po metodystach zjedli resztki baptyści [i tak] całe życie uszło z Kościołów”. Obraz całości jest więc niezbyt zachęcający: „Kościół wpadł w totalne ciemności. Tak jest. To jest koniec. To pokolenie nie przeminie, dopóki się wszystko nie wypełni”.

Branham podchodził niekonwencjonalnie także do sprawy formuły chrztu. Nie przejmując się zupełnie opinią dwudziestu wieków chrześcijaństwa, bezceremonialnie stwierdził: „Jeśli ktoś utrzymuje, że otrzymał objawienie, aby chrzcić ludzi w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, to jest to sprzeczne ze słowem”. Branham nie czuł się specjalnie związany opiniami poprzedzających go pokoleń wierzących. W jego mniemaniu do rozeznania prawdy w najistotniejszych nawet kwestiach całkowicie wystarczał mu jego osobisty związek z Bogiem i uzyskana na tej drodze pewność. „Kiedy czytałem słowo, zostałem uzdolniony przez Ducha Świętego, aby oglądać rozwijający się wzór [historii świata]”. Czyż nie miał do dyspozycji objawienia nieomylnego słowa Bożego i daru nieomylnego Ducha Bożego?

„Kościół żywego Boga nie jest zbudowany dzięki wykształceniu uniwersyteckiemu ani na wyznaniu wiary niektórych ludzi, lecz na objawieniu słowa Bożego, na duchowym objawieniu, które przychodzi od Boga z nieba na pojedynczych ludzi”.

Kolejne fragmenty myśli zaczerpnięte z dzieł Branhama ilustrują jego poglądy na tematy bardziej doczesne. Oto przykład kryteriów, jakich używał dla rozeznania moralnej wartości kobiet: „jak długo kobieta obcina swoje włosy, nie dbam o to, jak świątobliwie postępuje i ile ma umiejętności, dla mnie pomimo to jest przewrotna”. Gdy Branham „w czasie wizji widział straszne zepsucie i moralny stan całego świata”, to jednym z przejawów było to, że „niewiasty zaczną opuszczać swoje miejsce i zostanie im udzielone prawo do głosowania”.

„Adam został stworzony na podobieństwo Boże. Jako syn Boży nie mógł być kuszony i upaść. To było niemożliwe. Więc Bóg wyjął z mężczyzny produkt uboczny, aby spowodować upadek. Kobieta nigdy nie wyszła wprost z ręki Bożej jako autentyczny produkt Boży […]. Żadna inna samica w stworzeniu nie mogłaby być [tak] niemoralna”.

Zdumiewają także niecodzienne poglądy Branhama na temat kultury i nauki. Zacząć można od skromnego cytatu: „Teraz człowiek lata samolotami odrzutowymi […]. Zrobiła to nauka, a pochodzi to od diabła”, ale myśli wyrażających podobne intuicje jest znacznie więcej.

„Kain odszedł sprzed oblicza Pańskiego i zaczął pracować naukowo […]. Nauka, wykształcenie, miasta, kultura. To jest od diabła. Kto to rozpoczął? Diabeł. Od kogo to pochodzi dzisiaj? Od diabła”.

Nic więc dziwnego, że jeśli – jak Branham zaobserwował – „kobiety ulegają zwyrodnieniu w tych ostatecznych dniach”, to wyjaśnienie tego zagadnienia jest proste: „Z powodu czego? Ponieważ więcej pracujemy naukowo”.

* * * * *

Historia dwudziestowiecznego fundamentalizmu wraz z nieodłącznym antyintelektualizmem dostarczyła wielu przykładów pogardy dla rozumu i wzajemnego przeciwstawiania wiary i wiedzy ludzkiej. Są to kategorie myślenia, przed którymi przestrzegali w XVIII wieku ojcowie-założycie ewangelikalnych przebudzeń, J. Edwards i J. Wesley. Stopniowo jednak doszło do sytuacji, w której przez długie dziesięciolecia górę brała opcja obskurancka. Stało się tak wskutek systematycznego podważania autorytetu wykształconego duchowieństwa i coraz powszechniejszego traktowania Biblii jako tekstu w sposób oczywisty zrozumiałego i dostępnego dla najprostszego nawet umysłu, otwartego na indywidualne natchnienia i objawienia. Rozpoczęto drogę w kierunku wersji fundamentalizmu zamkniętej na nowoczesny sposób myślenia, czego skutki do dziś nie w pełni zostały przezwyciężone, a jednym z przykładów jest postawa W. Branhama.

HISTORIA JEDNEGO POWROTU – DLACZEGO NIE WARTO PORZUCAĆ KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO

Wstęp

Chciałbym podzielić się z Wami moim osobistym doświadczeniem wystąpienia i powrotu do Kościoła katolickiego. Przy tej okazji chciałbym zwrócić się do moich braci odłączonych, którzy są karmieni nauką antykatolicką właśnie na podstawie świadectwa osób odchodzących z Kościoła katolickiego.

Współczuję protestantom urodzonym nie w katolickim Kościele. Współczuję, ale nie z powodu inności, ale z powodu mylnych informacji, jakie rozgłaszają byli katolicy. Wiem, że jeden czy drugi protestant wychowany we wspólnocie protestanckiej posiada obraz katolicyzmu zaczerpnięty od byłych katolików, którzy o doktrynie Kościoła wiedzą niewiele. Jako przykład niech posłuży publikacja książki ex-księdza Luisa Padrosy Dlaczego wystąpiłem z Kościoła katolickiego? Owa pozycja doczekała się publikacji internetowej w serwisie jakoby chrześcijańskim «Jezus.pl». O czym traktuje owa pozycja? Otóż ks. Padrosa to były ksiądz-zakonnik nie pozostawiający na Kościele katolickim suchej nitki. Jedną z ciekawostek tej książki jest to, że opisywany jest Kościół przed soborowy (kapłan tyłem do ludu, msza św. w j. łacińskim itp.). Mam nadzieję, że autorzy serwisu – z nazwy chrześcijańskiego – zdążyli się dowiedzieć, że Msza św. od kilku lat odprawiana jest już w języku ojczystym. Jeżeli autorzy serwisu zdobędą się na odrobinę dociekliwości, to bez trudu ustalą, w którym roku przeprowadzono reformę liturgiczną i dopuszczono języki narodowe do liturgii. O ile dużą wartość posiada zamieszczanie szacownych dzieł patrystycznych, o tyle publikacja nic nie wnoszącej książki ks. Luisa Padrosy jest chybionym posunięciem, świadczącym o wielkiej niechęci do nas, katolików.

Nawrócenie

Zmieniające życie spotkanie z Panem, Bogiem, przeżyłem podczas… spowiedzi. Dla czytających ten tekst protestantów wychowanych w swojej tradycji muszę zaznaczyć, że ów sakrament (zainteresowani bez trudu odnajdą w słowniku teologicznym słowo „sakrament”) jest spotkaniem z przebaczającym – darmo i bezwarunkowo – Bogiem. Pamiętam jak zupełnie nieoczekiwanie skierowałem swoje kroki do Kościoła. Byłem wychowany w Kościele katolickim, ale zupełnie nie odczuwałem znaczenia tego faktu. Nie wiedziałem, że Jezus Chrystus umarł za mnie. Zwykle za taką postać rzeczy oskarża się księży, twierdząc, że nie głoszą zbawienia w Chrystusie. To fałsz! To moje uszy zamknięte były na nauczanie prawdy. Kilka lat wcześniej zamknąłem swoje serce na cichy głos Ducha Świętego i zatraciłem zdolność trzeźwego myślenia.

Tego dnia chciałem po prostu wyżalić się Panu, Bogu, i choć w niewielkim stopniu odzyskać nadzieję w sens przyjaźni z Nim. Rozpocząłem głośną modlitwę – zanim to uczyniłem, sprawdziłem, czy na pewno nikt oprócz mnie nie przebywa w świątyni: „Panie, jeżeli jesteś…” i nagle zobaczyłem księdza siedzącego w konfesjonale. Pomyślałem: „nic nie masz do stracenia” i poszedłem do spowiedzi. Ktoś powie, że to normalne i nie ma w tym nic szczególnego – i całkowicie się z nim zgodzę, poza jednym małym szczegółem: spotkałem wtedy kochającego Boga.

To jedno wydarzenie zmieniło CAŁE moje życie, a najwspanialszym darem Boga było Jego Słowo. Od tego dnia rozpocząłem gorliwe czytanie Pisma. Szkoda, że nie zachowała się moja pierwsza Biblia, która tak naprawdę dosłownie wiele ode mnie ucierpiała: kreśliłem, podkreślałem, kolorowałem. Żadna na świecie książka długo takich tortur by nie wytrzymała.

Gorliwość o dom Twój pożera mnie…

Każdy gorliwiec gotowy jest na wielkie poświęcenie, wymagając tego samego od innych. To wielki i podstawowy błąd każdego neofity czy, mówiąc biblijnie, „niemowlęcia w wierze”. Zastanawiałem się: „dlaczego inni tak nie czynią, dlaczego księża jakoś nie przejawiają radości z tego, co robią”. Zostałem ministrantem, uczęszczając na trzy Msze św. dziennie!!! Tak, rano o 7:00 i 7:30 oraz o godz. 18:00. Taka aktywność trwała do czasu mojego odejścia z Kościoła katolickiego.

Odejście z Kościoła Bożego, czyli: krok wstecz

Moja gorliwość została wystawiona na dużą próbę. Pragnąłem spotykać się z ludźmi kochającymi Pana. Jakoś nie przyszło mi do głowy, że kapłan, wybierając stan duchowny, otwarcie wyznaje: „Kocham Cię, Panie, i pragnę służyć Twojemu Kościołowi”.

Moje serce coraz bardziej oddalało się od Kościoła. Poznałem braci i siostry z Kościoła zielonoświątkowego. Imponowali mi znajomością Pisma i bezkompromisowym życiem słowem Bożym. W ten sposób powoli, powoli, szykowano mnie na szok związany z „prawdą” o Kościele katolickim. To ciekawe, na początku nikt nie negował mojego biegania na codzienną Eucharystię, moich wyjazdów do kochanych ojców karmelitów z Czernej do spowiedzi. Chciałem, aby taki stan trwał wiecznie.

W międzyczasie odkryłem małą broszurkę Cztery prawa duchowego życia. W ciągu jednego tygodnia – razem z moim przyjacielem Marcinem – doprowadziliśmy do wyznania Jezusa jako Pana dużą grupę braci i sióstr z Ruchu Światło-Życie. Jednakże ta książeczka mocno mnie zaniepokoiła. Przecież moi rodzice ani księża nie czytali tej broszurki i nie wyznali Jezusa jako Pana i Zbawiciela, a – to już efekt pracy braci zielonoświątkowców – przecież bez takiego wyznania ustami doświadczenie zbawienia jest niemożliwe!

Nie miałem pojęcia, jak kontakt z zielonoświątkowcami zmieni moje życie.

Moją pierwszą protestancką lekturą była rewelacyjna książka Dawida Wilkersona Krzyż i sztylet. To z niej dowiedziałem się, że bardzo potrzebuję „chrztu w Duchu Świętym”. Po raz pierwszy spotkałem się ze słowem „pastor” i dowiedziałem się, że pastor ma żonę i dzieci! Ponieważ nie byłem nigdy na nabożeństwie w zborze, to nie znałem w ogóle protestanckiej terminologii.

Drugą protestancką lekturą była Droga sceptyka do Boga Josha McDowella. Ta lektura pokazała mi, że jako osoba świecka mam do odegrania jakąś rolę w Kościele, ale na to okazało się być już za późno.

Moi parafialni księża zaczęli zauważać – jak to sami określili – moje protestanckie myślenie. Chociaż ja sam nie myślałem o odejściu z Kościoła, który na swój sposób kochałem. Uczciwie przedstawiałem zaprzyjaźnionemu księdzu moje wątpliwości co do pewnych kwestii w Kościele i pokazałem też Biblijne studium dla nowo narodzonych chrześcijan, prosząc o ocenę i uwagi. Niestety, ksiądz odmówił komentowania tych książek, twierdząc, że zawierają protestancką interpretację Pisma. Tego było już za wiele: „jak to – oburzyłem się – przecież tutaj są tylko pytania do poszczególnych wersetów!” Ksiądz nie był na taką dyskusję przygotowany i po tej rozmowie miałem jeszcze większy mętlik w głowie.

„Zieloni” jakby na to czekali – rozpoczęli batalię o mnie. Modlili się w swoich grupach, pokazywali mi protestanckie ulotki typu Katolicka Biblia mówi prawdę itp. Żeby mnie już kompletnie dobić – i tutaj to, czym się z Wami dzielę, ma dużo wspólnego ze wstępem – otrzymałem książkę byłego księdza L. Padrosy Dlaczego wystąpiłem z Kościoła katolickiego.

Myślałem, że jestem w stanie obronić swoją katolickość, ale bardzo się przeliczyłem. Lektura tej książki mocno osłabiła moją wiarę w prawdę w Kościele katolickim.

Być protestantem…

Wraz z odejściem z Kościoła katolickiego radykalnie zmieniła się moja opinia na jego temat. Przestał być dla mnie Kościołem, a stał się „Babilonem Wielkim” i „Wielką nierządnicą”. Każdego dnia pragnąłem spotkać się z biednymi, oszukanymi katolikami i oznajmiać im prawdę. Nie miałem żadnego pojęcia o prawdziwej doktrynie Kościoła katolickiego, ale sprawiałem wrażenie dobrze poinformowanego. Z całą zajadłością atakowałem błędy „nominalnych chrześcijan”, chociaż nawet nie uważałem katolików za chrześcijan. Taką postawę przejawiałem przez kilka lat, co pozwoliło mi zostać liderem młodzieżowym. Kilkanaście młodych osób było moim łupem – choć nie zdobywałem „dla Chrystusa”, ponieważ były to osoby już zdobyte, tzn. zaangażowane w swoim Kościele. Moje „misyjne” zdolności zostały docenione przez radę starszych i pastora i przeniesiono mnie do innego miasta, abym i tam „ratował” ludzi.

„Ni pies, ni wydra”, czyli chrześcijaństwo ponadwyznaniowe

Po jakimś czasie zauważyłem, że jako radykalny zielonoświątkowiec nie mam dostępu do tych kręgów ludzi, do których chciałem dotrzeć. Na szczęście poznałem ChSA (Chrześcijańskie Stowarzyszenie Akademickie) związane z szeroko rozumianym chrześcijaństwem, ale o tradycji ewangelikalnej. ChSA nie utożsamiało się z żadnym z istniejących Kościołów, chcąc być narzędziem w ręku każdego. Zaangażowałem się w służbę wśród młodzieży ze szkół średnich. Zacząłem współpracować m.in. z luteranami, baptystami, metodystami. Mój radykalizm powoli przestawał podobać się Bogu.

ChSA odegrało wielką rolę w moim życiu. Zobaczyłem, że Bóg kocha myślących i wierzących inaczej niż ja. Była to dobra szkoła tolerancji i próby zrozumienia innych tradycji ewangelikalnych.

Niestety, muszę stwierdzić, że o ile ChSA jest organizacją ponadwyznaniową, to niekoniecznie otwartą na katolików. Nie pamiętam, ale zdaje się, że podobnie jak Ruch Nowego Życia czy Chrześcijańska Społeczność Internetu (ChSI związana jest z internetową gazetką „WIATR” tworzoną swego czasu przez… katolicką wspólnotę Koinonia Jan Chrzciciel), ChSA posiada swoje wyznanie wiary wychodzące naprzeciw wszystkim Kościołom, w którym znajdziemy między innym punkt stwierdzający uznawanie 66 ksiąg Pisma Świętego, co oczywiście dla nas, katolików, jest nie do przyjęcia[1].

Tak na marginesie, cała dyskusja o Ruchu Nowego Życia, czy jest sektą, czy nie, jest zupełnie źle ustawiona. Z pewnością nie jest sektą, ale na pewno nie jest dobrym miejscem dla katolika[2].

Byłem świadkiem, że zabroniono katolikom biorącym udział w wakacyjnym obozie udziału w Mszy św., co tłumaczono innymi planami dla całego obozu. Nie uszanowano tożsamości religijnej niektórych osób (o ile pamiętam, we Mszy św. chciały wziąć udział dziewczyny z Makowa Podhalańskiego).

Z powrotem w Kościele katolickim

Nie będę opisywał szczegółów, które doprowadziły mnie do podjęcia nauki w Biblijnym Seminarium Teologicznym we Wrocławiu, ale sam pobyt w seminarium baptystycznym wymaga trochę uwagi.

Podczas nauki w BST Pan otwierał moje oczy. Okazało się, że nauka na uczelni protestanckiej może doprowadzić do Kościoła katolickiego. Oczywiście, nie był to efekt zamierzony i pożądany przez władze i wykładowców BST, ale tak się właśnie stało.

Uświadomiłem sobie, że teologia protestancka jest bardzo relatywna. Każdy z nas, studentów BST, tworzył swój własny „system teologiczny”, którego podstawą miała być tylko Biblia. Zachęcano nas do składania comiesięcznych wyznań wiary (praktycznie dokonywało się to po każdym przerobionym dziale). Muszę przyznać, że była to niezła gimnastyka. Każdy z nas spędzał setki godzin nad Biblią, którą kochaliśmy i studiowaliśmy. Miłość do Słowa, wielki szacunek do prawd objawionych – to wszystko stało się dla mnie wielkim skarbem, który otrzymałem podczas nauki w BST. Uczono nas, że Biblia jest najważniejszą lekturą teologa, że do Biblii trzeba podejść bardzo poważnie i z bojaźnią, obawą o złe odczytanie Objawienia i z pokorą wobec naszych ograniczonych możliwości. Nie pozwolono nam na „wczytywanie” swoich pomysłów do tekstu Pisma. Wiele mógłbym jeszcze o tym napisać, ale streszczę to jednym zdaniem – BST nauczyło mnie, „jak czytać”, a nie „co tam jest napisane”.

Relatywizm zburzył moje podstawy teologiczne. Przestałem być pewny, że znam prawdę, i rozpocząłem lekturę wczesnych pisarzy chrześcijańskich (Didache, dzieła Augustyna, katechezy Cyryla Aleksandryjskiego itp.), co doprowadziło mnie do wniosku, że moja interpretacja Pisma znacznie (to delikatne słowo) odbiega od przedstawianej przez Ojców Kościoła i Tradycji (pisane dużym „T”).

Mój oficjalny powrót do Kościoła katolickiego miał miejsce w I Niedzielę Adwentu 1996 roku w Kościele pw. św. Wojciecha u oo. dominikanów (o. Paweł Maliński).

Co dalej?

To nie koniec mojej duchowej przygody.

Na początku myślałem, że będę tylko „biorcą” w Kościele, ale Pan stosunkowo szybko pokazał mi – choćby przez książkę ks. A. Siemieniewskiego katolickie spojrzenie na wiarę – że moje osobiste doświadczenie może pomóc innym. Od grudnia 2000 wraz z Andrzejem Siemieniewskim rozpoczęliśmy rozmowy o celowości powołania do istnienia Katolickiego Serwisu Apologetycznego, który ruszył 2 lutego 2001. Tak więc minął dokładnie rok od naszego wejścia w wirtualną sieć.

Wierzę, że wielu z nas potrzebuje jasno i prosto zadanego pytania. Pytanie to kieruję do tych wszystkich, którzy wahają się w wierze i nie wiedzą, czy może warto odejść z Kościoła katolickiego do bardziej atrakcyjnej grupy, czy trwać tam, gdzie Pan, Bóg, nas zasadził.

Proszę o stanięcie w prawdzie i zadanie sobie tego pytania:

Czy bycie katolikiem przeszkadza mi w całkowitym pójściu za Bogiem i czy mogę w Kościele katolickim zostać zbawiony?

Jeżeli odpowiedź brzmi „TAK”, to po co zmieniać Kościół?

Pozwólcie mi na przekazanie jeszcze jednej myśli: protestanci twierdzą, że zbawienie jest z łaski. Co oczywiście jest prawdą, a skoro jest to prawdą, to czy nie mogę być zbawiony z łaski w Kościele katolickim? Czy też muszę spełnić jakiś warunek (uczynek), aby dostąpić zbawienia?


[1] Np. Chrześcijańska Społeczność Internetu
[2] Ks. Andrzej Siemieniewski – Doktryna Ruchu Nowego Życia – główne punkty wiary Ruchu Nowego Życia.

«JEZUS.PL» PRZECIWKO KATOLIKOM?

Protest przeciwko zawierzeniu ludzkości przez Papieża

„W grudniu 2001 r. w Rzymie Papież zawierzył całą Ludzkość istocie, która przedstawiana jest jako matka z dzieckiem na rękach, a nazywana madonną (z włoskiego: Moja Pani). Podały to `Wiadomości` TVP.
W związku z tym, część środowisk chrześcijańskich, odrzucających tzw. Kult Maryjny, wystosowała Apel do wierzących Bogu, Stworzycielowi nieba i ziemi, w którym odcinają się od wspomnianego wydarzenia tłumacząc, iż jest niezgodne z Pismem Świętym. (Otrzymano 17 Styczeń 2002 09:46)”

Zdjęcie” internetowej strony «jezus.pl» z dnia 27 stycznia 2002

Taka oto informacja w chrześcijańskim (czyt. nie katolickim [z pewnością] i antykatolickim[?]) portalu ukazała się tuż przed tygodniem modlitw o jedność chrześcijan i można ją było odczytać na głównej stronie „chrześcijańskiego portalu” nawet 27 stycznia 2002. Jak widać, nie każdy chrześcijanin pragnie jedności, a nawet pewna część wyznawców Jezusa zajmuje się działalnością anty… chrześcijańską. Czyżby nasi bracia w Panu nie czytali 17 rozdziału Ewangelii wg św. Jana? Czy jest to postawa dialogu? Mam nadzieje, że jest to tylko „wypadek przy pracy”, a nie celowa prowokacja.

Spróbujmy wczytać się w ten apel skierowany do „wierzących Bogu”, a do których z całą pewnością się zaliczamy. Cóż takiego nie spodobało się autorowi apelu? Otóż okazuje się, że nie spodobało mu się zawierzenie ludzkości Maryi. Dlaczego? Ano z tej oto przyczyny, że uważa Maryję za… umarłą. Czy tak brzmi nauczanie Pisma Świętego, na które z taką pieczołowitością autor się powołuje?

Brat Bogdan napisał: „Maria, matka Jezusa była śmiertelniczką, żydówka, rasy białej, człowiekiem jak my”. Czy Jezus nie stał się człowiekiem? Żydem? Rasy białej? Jezus zmartwychwstał, co oczywiście oznacza, że najpierw musiał umrzeć (czy był – oczywiście jako człowiek – śmiertelnikiem?). A co zrobiliśmy ze słowami Jezusa: „Choćby kto umarł, żyć będzie”?

Sięgnijmy do słów samego Jezusa zapisanych w Ewangelii wg św. Łukasza: „Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją” (Łk 20,38). Przecież i bracia protestanci wyznają Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba! W jaki to przedziwny sposób Abraham żyje, a Maryja nie? Z kim rozmawiał Jezus na górze przemienienia? (Mt 17,1-8) Ze zmarłymi? Wypadałoby i Jezusa oskarżyć o rozmawianie z umarłymi powołując się na Księgę Powtórzonego Prawa 18,10-12 (Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, […] kto by […] zwracał się do umarłych. Obrzydliwy jest bowiem dla Boga każdy, kto to czyni) – na ten fragment powołuje się autor apelu.

Może brat (tak, brat) Bogdan powinien prześledzić całą historię Polski i po kolei wyrzekać się słów papieży, biskupów, proboszcza pobliskiej parafii lub parafii znajdującej się na drugiej półkuli. Czy aby to wystarczy? Chciałbym bratu zaproponować przetłumaczenie owego apelu na język eskimosów („Nie słyszałem, aby sprzeciwili się takiemu zawierzeniu […]”), bo biedni, pewnie nie znają języka polskiego i niewielu z nich jest świadoma słów „przywódcy organizacji Kościoła Katolickiego”.

Bracia z innych wspólnot kościelnych! Nie traktujcie nas, katolików, w tak pozbawiony miłości sposób. Mam nadzieję, że słowa brata Ryszarda nie są waszymi słowami. Tak wielu z Was zapewnia nas, katolików, o swojej sympatii. Czy to oznacza, że jesteście dwulicowi? Czy w rozmowie z nami nie wyrażacie się w słowach pełnych tolerancji? A może to tylko „chwyt” ewangelizacyjny”? Wielokrotnie odwiedzałem portal jezus.pl i za każdym razem znajdowałem teksty antykatolickie.

W dalszej części owego apelu brat Bogdan cytuje fragment z listu św. Pawła Apostoła do Efezjan sugerując w ten sposób, że to z nami walczy w swojej – mam nadzieję prywatnej – walce duchowej. Czy ja, wierzący w Jezusa Chrystusa, studiujący Jego Słowo, wzywający imienia Jezus jestem wrogiem ewangelii? Absurd nad absurdy. Czy aby brat Bogdan w swojej gorliwości o „dom Boży” nie wyciąga swojej broni przeciwko braciom?

W piątek Kościół katolicki świętował nawrócenie św. Pawła Apostoła. Może warto wrócić do opisu z Dziejów Apostolskich. Paweł wyznaje, że otrzymał „staranne wykształcenie w Prawie ojczystym.” (Dz 22,3). Czy nie oznacza to wykształcenia w Piśmie Świętym? Zaryzykuje stwierdzenie, że znał lepiej Pismo od brata Bogdana! Znał – i podobnie jak brat Bogdan – „gorliwie służył Bogu” (Dz 22,3) i prowadziło go to do… prześladowania Kościoła Bożego. Czy nie taką gorliwością cechują się wszyscy nie głoszący ewangelii a anty-ewangelię?

Czym różnił się Paweł od Ananiasza? Pierwszy ZNAŁ Pisma, a drugi PRZESTRZEGAŁ Słów Pańskich.

Wybaczcie ten mini wykład, ale „apel”, który przeczytałem nasunął mi teką refleksję.

Inną rzeczą jest pewne „nieporozumienie” związane z gestem Jana Pawła II. Czy ofiarowanie ludzkości Matce Boga (theotokos) jest czymś złym? Czy jest to ofiarowanie – jak sugeruje autor – demonom? Czy Maryja jest demonem? A Abraham? A św. Paweł? Zgroza! Uważny czytelnik Słowa Bożego nie ma problemu z dostrzeżeniem kilku cech Maryi (polecam zrobić w tym celu studium postaci): posłuszna Bożemu Słowu, gotowa wypełnić Boże Słowo, krocząca stale za Jezusem Chrystusem, stojąca pod krzyżem, cicha i pokorna, obecna w Wieczerniku. Chyba nikt – tu liczę na zgodę braci protestantów – tak dobrze nie wypełnił Słowa Bożego.

Przy okazji rozwieję kilka wątpliwości co do modlitwy „do” Maryi. Otóż każdy z nas, katolików, zwraca się do Maryi z prośbą o modlitwę w naszych intencjach. Czy jest w tym coś złego? Przecież prosimy naszych braci ze wspólnoty, ze zboru, z parafii o modlitwę. Co stoi na przeszkodzie prosić o modlitwę kogoś kto przed nami osiągnął cel wiary? Czy nasz zmarły w Chrystusie brat czy siostra przestają istnieć? Czy nie są żywi w Bogu? Z pewnością należałoby też postawić pytanie: w jaki sposób do Maryi i innych świętych osób „docierają” nasze modlitwy? Wszystkich zainteresowanych tą kwestią odsyłam do książki ks. A. Siemieniewskiego „katolickie spojrzenie na wiarę„.

Jakby tego było mało, autor „apelu” w jednym zdaniu chciałby „upiec dwie pieczenie (Maryję i papieża?) na jednym ogniu”. Jak to zwykle bywa, dla niektórych – taką mam nadzieję – istnieje problem nazywania kogokolwiek „ojcem”. No bo jak inaczej zrozumieć zarzut br. Bogdana co do tytułu „Ojciec Święty”?

Jak zwykle brat protestant dołącza cytat-pretekst: „Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem” (Mt 23,9). Ciekawe… Według tej logiki nazywanie kogoś «ojcem» jest złe, a nazywanie papieża «ojcem świętym» zdecydowanie musi być czymś jeszcze bardziej okropnym, bluźnierczym i godnym «ognia piekielnego».

Czy aby o tym mówił Jezus? Polecam uważną lekturę perykopy zatytułowanej w Biblii Tysiąclecia Ostrzeżenie przed Uczonymi w Piśmie (Mt 23,1-12).

W Ewangelii wg św. Mateusza znajdziemy wielokrotnie słowo «ojciec»:

Abrahama mamy za ojca (Mt 3,9)
Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca (Mt 8,21)
Przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem (Mt 10,35)
Kto kocha ojca lub matkę, bardziej niż Mnie (Mt 10,37)
Czcij ojca i matkę (Mt 19,19)

Wielokrotnie Pismo Święte nazywa zwykłych wierzących «świętymi». Cytaty? Proszę skorzystać z konkordancji.

Czy bracia protestanci nie mają swoich nauczycieli? Czy nie mają ojców? Czy nie zwracają się do nich «tato»? Powoływanie się na fragment z Ewangelii Mateusza jest tak absurdalne jak dopatrywanie się w ludziach bez reszty oddanych Bogu demonicznych mocy. Tak absurdalne jak dopatrywanie się w Księdze Daniela budowy statku kosmicznego i wyznaczania końca świata.

Apeluję o dokładne i zgodne z przeznaczeniem studiowanie Bożego Słowa. Z jakich pobudek czytamy Słowo Boga? Czy aby nie czytamy Słowa Życia z takich samych pobudek jak «uczeni w Piśmie»? Czy jesteśmy POSŁUSZNI Słowu? Co zrobiliśmy ze Słowem Boga?

Nie zajmujmy się «cytato logią»! Wiem, że nie wszyscy katolicy żyją Słowem, podobnie jak nie wszyscy bracia odłączeni i w tej materii potrzebujemy nawrócenia. Słowo Boga wymaga od nas posłuszeństwa i pokochania myślących inaczej. Nie chciałbym zastępować komukolwiek pastora czy księdza, ale weźmy przykład z Ananiasza i zwracajmy się do siebie z szacunkiem (Szawle, bracie – por. Dz 22,13). Módlmy się za siebie i chciejmy okazać sobie nawzajem jak najwięcej zrozumienia.

Proszę autorów serwisu «jezus.pl» o usunięcie z jego zawartości treści przeciwko nam, katolikom, albo zamieszczenie na głównej stronie wyraźnego ostrzeżenia «TREŚCI ANTYKATOLICKIE».

CHRZEŚCIJAŃSTWO «BEZWYZNANIOWE»

W dzisiejszej Polsce coraz częściej można spotkać się ze zjawiskiem tzw. bezwyznaniowego chrześcijaństwa. Na ulicach naszych miast można zauważyć ludzi, którzy wystając z otwartą Biblią w ręku na rogach alejek czy przejść podziemnych, wygłaszają przemówienia dla przechodniów czy jak kto woli – kazania. W Warszawie, gdzie mieszkam, zjawisko to jest dosyć częste. Ludzie ci nie są bierni. Wystarczy choćby na chwilę zatrzymać się przy nich, a są w stanie przerwać swe przemówienie i podejść do słuchacza, próbując często nawiązać rozmowę. Niniejszy tekst jest zapisem moich doświadczeń i przemyśleń wyniesionych z takich rozmów z bezwyznaniowymi chrześcijanami, jakich spotykałem na ulicach. W dyskusjach lubią oni podkreślać swą gorliwość dla Jezusa i Ewangelii, a także brak przynależności do jakiegokolwiek Kościoła, co jak twierdzą, wynika z samej Biblii. Według moich obserwacji przeróżnych zachowań tych ludzi ich poświęcenie dla Ewangelii i oddanie Jezusowi jest rzeczywiście imponujące i gdyby takie stało się udziałem każdego katolika w Polsce, mielibyśmy niewątpliwie piękny obraz polskiego katolicyzmu. Jednak jak to zawsze bywa w życiu, istnieje też druga strona medalu. Ludzie ci, choć niewątpliwie gorliwi, swym kaznodziejskim zapale nie ograniczają jedynie do umiłowania Ewangelii. Gorliwość tę przekładają także na negowanie sensu istnienia jakichkolwiek zinstytucjonalizowanych form chrześcijaństwa. W rozmowie z nimi wcześniej czy później dochodzi do tego, że jesteśmy proszeni o zdeklarowanie się, do jakiej wspólnoty wyznaniowej się zaliczamy. Po zdeklarowaniu się słyszymy z ich strony świadectwo, w jakim podkreślają oni, że nie należą do żadnego Kościoła, żyją „jak pierwsi chrześcijanie”. Owe „życie jak pierwsi chrześcijanie” rozumieją przez praktykowanie swego przeżycia religijnego tylko za pomocą Biblii, modlitwy i wiary. Zauważyłem też, że cechą wspólną tych ulicznych kaznodziejów jest także zaprzeczanie potrzebie dobrych uczynków, bowiem ich zdaniem „do zbawienia wystarczy sama wiara” itd. Niektórzy z nich negują też zbawczy wymiar chrztu.

Jak reagować we własnym sumieniu?

Katolik, napotykając takie formy praktykowania życia chrześcijańskiego, łatwo może dać się oczarować ową koncepcją rozwoju duchowego. W Polsce takim ideom, jak się wydaje, ulega też wielu letnich katolików, tzw. niedzielnych, a zwłaszcza niepraktykujących, którzy w swym życiu nie potrzebują instytucji Kościoła, a szczególnie jego hierarchii. Czasem cytują oni nawet na poparcie swej koncepcji słowa Pana Jezusa mówiące, że gdzie zbierze się dwóch lub trzech w imię Jego, tam On będzie pośród nich (por. Mt 18,20). W tych słowach Jezusa znajdują usprawiedliwienie dla odrzucenia w swym życiu potrzeby hierarchicznego Kościoła ziemskiego. Zdaniem bezwyznaniowych chrześcijan pierwsi uczniowie Jezusa zbierali się w małe grupki, często niezależne od siebie, związane tylko tymczasowo, nie tworzyli więc formalnych i rozbudowanych struktur kościelnych, jakie dziś w świecie się widzi. W negacji zinstytucjonalizowanego chrześcijaństwa i w pragnieniu powrotu do czegoś pierwotnego, małego, nieformalnego ludzie ci widzą niewątpliwie jakąś prostotę i charyzmatyczny splendor, który w ich mniemaniu jest odnowieniem tej niepowtarzalnej wibracji duchowej, jaka była udziałem pierwszych chrześcijan. Ta nieskrępowana spontaniczność tym mocniej przykuwa uwagę człowieka żyjącego w naszym zinstytucjonalizowanym świecie, gdzie wszystko ma swój numer, szufladkę, stając się przez to często jedynie już tylko wyblakłym i schematycznym artefaktem kulturowym, spętanym w biurokratycznych okowach naszej szarej codzienności. Inną rzeczą, jaka w przypadku tzw. bezwyznaniowych chrześcijan przykuwa uwagę, jest niewątpliwie też gorliwość i tak rzadka już dziś w naszym świecie gotowość bezwarunkowego oddania się jakimś ideom, zwłaszcza tym ideom, jakie są bliskie naszym chrześcijańskim sercom. W naszym obecnym dekadenckim świecie, gdzie triumf święci upadek wszelkich autorytetów, norm i wartości, jest to zawsze coś nowego, coś co odbiega od szarej, nudnej rzeczywistości. W codzienności zamkniętej w klatce powtarzających się do znudzenia kulturowych schematów i komunałów możemy znaleźć tak niewiele świeżego powiewu jakiejś nowej i nieskrępowanej myśli, jaka mogłaby orzeźwić nasze znudzone przewidywalną powtarzalnością umysły. Reasumując, koncepcja takiego właśnie niezinstytucjonalizowanego życia chrześcijańskiego jest na pewno jakimś nowym i barwnym zjawiskiem na tle naszego szarego krajobrazu duchowego. W okresie gwałtownych przemian ustrojowo-społecznych, jakich od niedawna doświadczamy, będziemy mieli takich nowinek coraz więcej. Nasz duchowo-kulturowy krajobraz będzie podlegał coraz to nowym przemianom w nowej rzeczywistości nieustannego otwierania się na różnorodne prądy przychodzące ze świata. Zjawisko, które podjąłem się omówić, również będzie nas coraz częściej napotykać i przykuwać naszą uwagę. Należy więc postawić sobie pytanie: czy taka propozycja życia w Kościele niezinstytucjonalizowanym ma swój odpowiednik w czasach Kościoła pierwotnego, jak sądzą bezwyznaniowi chrześcijanie? Musimy więc choćby wstępnie zająć się próbami ustosunkowania się do tego zjawiska. Zaczniemy od przemyślenia kilku fundamentalnych postulatów wysuwanych przez bezwyznaniowych chrześcijan. Na początek teza pierwsza:

1) Kościół jest niepotrzebny, wystarczy tylko Biblia

Jak wspomniałem wyżej, chrześcijanie ci twierdzą, że do zbawienia wystarczy im tylko Biblia (sola Scriptura), a nie przynależność do jakiegokolwiek zorganizowanego Kościoła. Często twierdzą, że są „samotnymi chrześcijanami” czy „niezrzeszonymi”. To implikuje, rzecz jasna, szereg następstw, takich jak choćby nierespektowanie z ich strony zaleceń jakichkolwiek wspólnot, nie mówiąc o Kościele rzymskokatolickim, którego wymagania, nawiasem mówiąc, cieszą się wyjątkową niepopularnością wśród tych ludzi (łagodnie mówiąc, w rzeczywistości często krytykują oni nauki Kościoła bardzo ostro). Jeśli jednak twierdzą oni, że autorytetem jest dla nich tylko Biblia, to przyznam, że trudno mi zrozumieć takie stanowisko z ich strony. Biblia bowiem, kreśląc obraz życia pierwszych chrześcijańskich wspólnot, nie dość, że nie dostarcza uzasadnienia dla odrzucania autorytetu jakiejś wspólnoty przewodzącej życiu chrześcijan, to w dodatku czyni wręcz przeciwnie, ponieważ optuje konsekwentnie za tezą, aby chrześcijanin żył nie tylko we wspólnocie, ale i w posłuszeństwie Kościołowi.

Chrześcijanie czasów nowotestamentowych wcale nie żyli w odłączeniu, samotnie interpretując Biblię. Nie dość, że w pierwszym, a nawet drugim i trzecim wieku nie istniała wcale skompletowana Biblia w dzisiejszym tego słowa rozumieniu, to na dodatek chrześcijanie już w tym czasie żyli w zwartej Kościelnej wspólnocie, respektującej zalecenia swych religijnych przywódców. Przykładów takich znajdzie się o wiele w samym Nowym Testamencie. Przeanalizujmy kilka takich przykładów na bazie życia pierwszych chrześcijańskich wspólnot. Najpierw zwrócę uwagę na to, że w nowotestamentowym chrześcijaństwie istniała powszechnie przez autorów biblijnych podkreślana konieczność trwania w szeregach wspólnot wraz z innymi chrześcijanami. Następnie wskażę, że wśród chrześcijan okresu Nowego Testamentu istniała zasada podporządkowania się przywódcom. W niniejszym studium będę się posługiwał cytatami z Biblii Tysiąclecia (BT) i Biblii Warszawskiej (BW).

– Gromadźcie się

Już list do Hebrajczyków przestrzega przed tym, aby chrześcijanie nie praktykowali swej wiary w odosobnieniu:

  • Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań, jak się to stało zwyczajem niektórych, ale zachęcajmy się nawzajem, i to tym bardziej, im wyraźniej widzicie, że zbliża się dzień” (Hbr 10,25 BT) .

Św. Paweł poświadcza, że chrześcijanie jego czasu żyją we wspólnocie:

  • „Gdy się zgromadzicie w imieniu Pana naszego, Jezusa Chrystusa, wy i duch mój z mocą Pana naszego, Jezusa”… (1 Kor 5,4 BW)
  • „Tak więc, bracia moi, gdy zbieracie się, by spożywać [wieczerzę], poczekajcie jedni na drugich!” (1 Kor 11,33 BT)
  • „Tak więc, gdy się zbieracie, nie ma u was spożywania Wieczerzy Pańskiej” (1 Kor 11,20 BT)
  • „Słyszę bowiem najpierw, że gdy się jako zbór schodzicie, powstają między wami podziały; i po części temu wierzę” (1 Kor 11,18 BW)
  • „A dając to zalecenie, nie pochwalam, że się schodzicie nie ku lepszemu, ale ku gorszemu” (1 Kor 11,17 BW)
  • „Przede wszystkim słyszę – i po części wierzę – że zdarzają się między wami spory, gdy schodzicie się razem jako Kościół” (1 Kor 11,18 BT)
  • „Niech niewiasty na zgromadzeniach milczą, bo nie pozwala się im mówić; lecz niech będą poddane, jak i zakon mówi” (1 Kor 14,34 BW)
  • „Jeśli się tedy cały zbór zgromadza na jednym miejscu i wszyscy językami niezrozumiałymi mówić będą, a wejdą tam zwykli wierni albo niewierzący, czyż nie powiedzą, że szalejecie?” (1 Kor 14,23 BW)
  • Cóż więc pozostaje, bracia? Kiedy się razem zbieracie, ma każdy z was już to dar śpiewania hymnów, już to łaskę nauczania albo objawiania rzeczy skrytych, lub dar języków, albo wyjaśniania: wszystko niech służy zbudowaniu” (1 Kor 14,26 BT)
  • Pozdrawiają was Kościoły Azji. Pozdrawiają was serdecznie w Panu Akwila i Pryscylla razem ze zbierającym się w ich domu Kościołem” (1 Kor 16,19 BT)
  • „Pozdrówcie braci w Laodycei, zarówno Nimfasa, jak i Kościół [gromadzący] się w jego domu” (Kol 4,15 BT)
  • „[…] do Apfii, siostry, do naszego towarzysza broni Archipa i do Kościoła [gromadzącego] się w tym domu” (Flm 1,2 BT).

Święty Jakub również poświadczał, że pierwsi chrześcijanie się zrzeszali:

  • „Bracia moi, nie czyńcie różnicy między osobami przy wyznawaniu wiary w Jezusa Chrystusa, naszego Pana chwały. Bo gdyby na wasze zgromadzenie przyszedł człowiek ze złotymi pierścieniami na palcach i we wspaniałej szacie, a przyszedłby też ubogi w nędznej szacie”… (Jk 2,1-2 BW).

Analiza Dziejów Apostolskich, najstarszej chrześcijańskiej historii pierwszych chrześcijan, również wskazuje, że pierwsi chrześcijanie nie żyli w odosobnieniu:

  • „A gdy skończyli modlitwę, zatrzęsło się miejsce, na którym byli zebrani, i napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i głosili z odwagą Słowo Boże” (Dz 4,31 BW)
  • „A przez ręce apostołów działo się wśród ludu wiele znaków i cudów. I zgromadzali się wszyscy jednomyślnie w przysionku Salomonowym”… (Dz 5,12 BW)
  • „I podobał się ten wniosek całemu zgromadzeniu, i wybrali Szczepana, męża pełnego wiary i Ducha Świętego, i Filipa, i Prochora, i Nikanora, i Tymona, i Parmena, i Mikołaja, prozelitę z Antiochii”… (Dz 6,5 BW)
  • „Gdy sobie to uświadomił, udał się do domu Marii, matki Jana, którego nazywano Markiem, gdzie było wielu zgromadzonych na modlitwie” (Dz 12,12 BW)
  • „A gdy wysłańcy przyszli do Antiochii, zgromadzili zbór i oddali list” (Dz 15,30 BW)
  • „A pierwszego dnia po sabacie, gdy się zebraliśmy na łamanie chleba, Paweł, który miał odjechać nazajutrz, przemawiał do nich i przeciągnął mowę aż do północy” (Dz 20,7 BW).

– Słuchajcie Kościoła

Samo trwanie chrześcijan we wspólnocie to jeszcze nie wszystko. Trwanie we wspólnocie implikuje pewne konsekwencje. Żaden chrześcijanin od początku istnienia Kościoła nie jest „wolnym strzelcem”, ale istnieje zasada hierarchii i podporządkowania się kierowniczym elementom wspólnoty, do jakiej się przynależy. O tym uczy już Nowy Testament w kilku miejscach.

O konieczności posłuszeństwa Kościołowi uczył już Pan Jezus:

  • „Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!” (Mt 18,17 BT).

Pierwotny Kościół był więc posłuszny nakazowi Pana i zobowiązywał innych do przestrzegania jego zaleceń:

  • „Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, i wybranych aniołów, abyś tego przestrzegał bez uprzedzeń, nie powodując się w niczym stronniczością” (1 Tm 5,21 BT).

Pierwotny Kościół miał od początku swoich kierowników duchowych, którzy innym dawali różne zalecenia:

  • „Uważajcie na samych siebie i na całe stado, nad którym Duch Święty ustanowił was biskupami, abyście kierowali Kościołem Boga, który On nabył własną krwią” (Dz 20,28 BT)
  • Bądźcie posłuszni waszym przełożonym i bądźcie im ulegli, ponieważ oni czuwają nad duszami waszymi i muszą zdać sprawę z tego. Niech to czynią z radością, a nie ze smutkiem, bo to nie byłoby dla was korzystne” (Hbr 13,17 BT)
  • „Prezbiterzy, którzy dobrze przewodniczą, niech będą uważani za godnych podwójnej czci, najbardziej ci, którzy trudzą się głoszeniem słowa i nauczaniem” (1 Tm 5,17 BT)
  • „Prosimy was, bracia, abyście uznawali tych, którzy wśród was pracują, którzy przewodzą wam i w Panu was napominają” (1 Tes 5,12 BT)
  • „Jeżeli ktoś nie posłucha słów naszego listu, tego sobie zaznaczcie i nie obcujcie z nim, aby się zawstydził” (2 Tes 3,14 BT)
  • „Jeżeli ktoś jest głodny, niech zaspokoi głód u siebie w domu, abyście się nie zbierali ku potępieniu [waszemu]. Co do reszty, zarządzę, gdy do was przybędę” (1 Kor 11,34 BT)
  • „Poza tym, niech każdy żyje tak, jak mu wyznaczył Pan, w takim stanie, w jakim powołał go Bóg; tak też zarządzam we wszystkich zborach” (1 Kor 7,17 BW)
  • „W tym celu zostawiłem cię na Krecie, byś zaległe sprawy należycie załatwił i ustanowił w każdym mieście prezbiterów. Jak ci zarządziłem, [może nim zostać]”… (Tt 1,5 BT)
  • „Biskup zaś ma być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, umiarkowany, przyzwoity, gościnny, dobry nauczyciel, […] który by własnym domem dobrze zarządzał, dzieci trzymał w posłuszeństwie i wszelkiej uczciwości”… (1 Tm 3,2.4 BW)
  • „Bo jeżeli ktoś nie potrafi własnym domem zarządzać, jakże będzie mógł mieć na pieczy Kościół Boży?” (1 Tm 3,5 BW)
  • „Biskup bowiem winien być […] przestrzegającym niezawodnej wykładni nauki, aby przekazując zdrową naukę, mógł udzielać upomnień i przekonywać opornych” (Tt 1,7-9 BT).

W pierwotnym Kościele podejmowano szereg decyzji, jakie często były wiążące dla wspólnoty:

  • „Kiedy przechodzili przez miasta, nakazywali im przestrzegać postanowień powziętych w Jerozolimie przez Apostołów i starszych” (Dz 16,4 BT)
  • „Wiecie przecież, jakie nakazy daliśmy wam przez Pana Jezusa” (1 Tes 4,2 BT)
  • „Zachęcam was jedynie, bracia, abyście coraz bardziej się doskonalili i starali zachować spokój, spełniać własne obowiązki i pracować własnymi rękami, jak to wam nakazaliśmy” (1 Tes 4,11 BT)
  • „Co do was, ufamy w Panu, że to, co nakazujemy, czynicie i będziecie czynić” (2 Tes 3,4 BT)
  • Nakazujemy wam, bracia, w imieniu Pana Jezusa Chrystusa, abyście stronili od każdego brata, który żyje nieporządnie, a nie według nauki, którą otrzymaliście od nas” (2 Tes 3,6 BW)
  • „Bo gdy byliśmy u was, nakazaliśmy wam: Kto nie chce pracować, niechaj też nie je” (2 Tes 3,10 BW)
  • Tym też nakazujemy i napominamy ich przez Pana Jezusa Chrystusa, aby w cichości pracowali i własny chleb jedli” (2 Tes 3,12 BW)
  • „Mówiąc to, miałem na myśli, bracia, mnie samego i Apollosa, ze względu na was, abyście mogli zrozumieć, że nie wolno wykraczać ponad to, co zostało napisane, i niech nikt w swej pysze nie wynosi się nad drugiego” (1 Kor 4,6 BT)
  • „A wyście wzbili się w pychę, zamiast się raczej zasmucić i wykluczyć spośród siebie tego, kto takiego uczynku się dopuścił” (1 Kor 5,2 BW, por. 3 J 10 w BT).

Kościół więc od początku miał swych kierowników, przez których wyznaczał swym wiernym różne zadania do wykonania:

  • „Wówczas postanowili apostołowie i starsi razem z całym zborem posłać do Antiochii wraz z Pawłem i Barnabą wybranych spośród siebie mężów: Judę, zwanego Barsabaszem, i Sylasa, zajmujących wśród braci przodujące stanowisko”… (Dz 15,22 BW)
  • Postanowiliśmy jednomyślnie posłać do was wybranych mężów wraz z umiłowanymi naszymi Barnabą i Pawłem”… (Dz 15,25 BW)
  • Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, by nie nakładać na was żadnego innego ciężaru oprócz następujących rzeczy niezbędnych”… (Dz 15,28 BW)
  • Wysłani przez Kościół szli przez Fenicję i Samarię, sprawiając wielką radość braciom opowiadaniem o nawróceniu pogan” (Dz 15,3 BT)
  • „Co więcej, przez same Kościoły został on ustanowiony towarzyszem naszej podróży w tym dziele, około którego się trudzimy ku chwale samego Pana i ku zaspokojeniu naszego pragnienia”… (2 Kor 8,19 BT)
  • „Jeśli chodzi o zbiórkę, która się odbywa na rzecz świętych, zróbcie tak, jak poleciłem Kościołom Galacji” (1 Kor 16,1 BT).

Ranga oświadczenia Kościoła i jego przywódców od początku miała wyższość nad osobistym mniemaniem poszczególnego chrześcijanina:

  • „Może ktoś uważa za właściwe spierać się nadal, my jednak nie jesteśmy takiego zdania; ani my, ani Kościoły Boże. Udzielając tych pouczeń, nie pochwalam was i za to, że schodzicie się razem nie na lepsze, ale ku gorszemu” (1 Kor 11,16-17 BT)
  • „To przede wszystkim miejcie na uwadze, że żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia” (2 P 1,20 BT)
  • „Biskup bowiem winien być […] przestrzegającym niezawodnej wykładni nauki, aby przekazując zdrową naukę, mógł udzielać upomnień i przekonywać opornych” (Tt 1,7-9 BT).

Jak widać z tego tekstu, biskup był tym, który przestrzegał wykładni i miał pilnować, aby nie było dowolności interpretacji. Widać więc, że NT od początku nie uznaje zasady dowolnej interpretacji nauki apostolskiej, jak to się tylko komu spodoba.

Autorzy natchnieni Nowego Testamentu zlecają też innym kierowniczą rolę względem innych chrześcijan, np. Paweł Tymoteuszowi:

  • „Jak prosiłem cię, byś pozostał w Efezie, kiedy wybierałem się do Macedonii, [tak proszę teraz], abyś nakazał niektórym zaprzestać głoszenia niewłaściwej nauki”… (1 Tm 1,3 BT)
  • To nakazuj i tego nauczaj! Niechaj nikt nie lekceważy twego młodego wieku, lecz wzorem bądź dla wiernych w mowie, w obejściu, w miłości, w wierze, w czystości!” (1 Tm 4,11-12 BT)
  • I to nakazuj, ażeby były nienaganne” (1 Tm 5,7 BT)
  • „Bogaczom tego świata nakazuj, ażeby się nie wynosili i nie pokładali nadziei w niepewnym bogactwie, lecz w Bogu, który nam ku używaniu wszystkiego obficie udziela” (1 Tm 6,17 BW).

Te cztery ostatnie fragmenty pokazują, że kierownictwo w pierwotnym Kościele było nie tylko przywilejem, jaki mieli autorzy tekstów natchnionych pisanych do wspólnot, ale i inni go posiadali. Również Didache zleca innym funkcje kierownicze nad wspólnotą (np. VII, 4, cytat podaję niżej).

Kościół wyznaczał, kto ma rządzić nad wiernymi i krytykował tych, którzy robili to samowolnie:

  • „Napisałem do zboru krótki list, lecz Diotrefes, który lubi odgrywać wśród nich kierowniczą rolę, nie uznaje nas” (3 J 9 BW).

Kościół od początku wyznaczał przez swych kierowników zadania do wykonania i weryfikował dary duchowe:

  • „Pozostawiłem cię na Krecie w tym celu, abyś uporządkował to, co pozostało do zrobienia, i ustanowił po miastach starszych, jak ci nakazałem”… (Tt 1,5 BW)
  • Celem zaś nakazu jest miłość, płynąca z czystego serca, dobrego sumienia i wiary nieobłudnej” (1 Tm 1,5 BT)
  • Ten nakaz daję ci, synu Tymoteuszu, abyś według dawnych głoszonych o tobie przepowiedni staczał zgodnie z nimi dobry bój” (1 Tm 1,18 BW)
  • „Bogaczom tego świata nakazuj, ażeby się nie wynosili i nie pokładali nadziei w niepewnym bogactwie, lecz w Bogu, który nam ku używaniu wszystkiego obficie udziela” (1 Tym 6,17 BW)
  • Nakazuję ci przed obliczem Boga, który wszystko ożywia, przed obliczem Chrystusa Jezusa, który przed Poncjuszem Piłatem złożył dobre wyznanie”… (1 Tm 6,13 BW)
  • „Nie zaniedbuj w sobie charyzmatu, który został ci dany za sprawą proroctwa i przez nałożenie rąk kolegium prezbiterów” (1 Tm 4,14 BT)
  • „Kiedy Szymon ujrzał, że Apostołowie przez nakładanie rąk udzielali Ducha Świętego, przyniósł im pieniądze” (Dz 8,18 BT).

Kościół już od początku czuł się zobowiązany do udzielania napomnień swym wiernym:

  • „Trwających w grzechu upominaj w obecności wszystkich, żeby także i pozostali przejmowali się lękiem” (1 Tm 5,20 BT).

Przy okazji tego tekstu znów widzimy nie tylko idee poddania się kierownikowi wspólnoty ale i aluzje do istnienia samej wspólnoty, wobec której chrześcijanin jest upomniany.

Nowy Testament nie potwierdza więc od początku idei ani możliwości trwania chrześcijanina w oderwaniu od chrześcijańskiej wspólnoty. Nie sprzyja też w żadnym wypadku idei nieposłuszeństwa kierowniczym składnikom Kościoła. Te jak najbardziej widoczne w Nowym Testamencie cechy pierwotnego Kościoła znalazły kontynuację w późniejszych etapach jego rozwoju. Przyjrzymy się teraz starożytnym tekstom pozostawionym nam przez chrześcijan, którzy osobiście znali żyjących uczniów samych apostołów, więc teksty jakie nam pozostawili, są zapisem najczystszej apostolskiej nauki, jakiej sami byli świadkami. Do takich można z pewnością zaliczyć Klemensa Rzymskiego piszącego do Koryntu już bardzo wcześnie, bo około roku 90, a także Ignacego Antiocheńskiego, który w roku 107 napisał kilka listów. Przyjrzymy się również dziełku wczesnochrześcijańskiemu Didache, jakie powstało około roku 100, a także homilii przypisywanej niegdyś Klemensowi, napisanej na początku II wieku. Starożytność tych tekstów, powstałych w czasie równoległym do okresu powstawania Nowego Testamentu, przekonuje nas o istnieniu zachowanej w nich bezcennej i czystej tradycji apostolskiej, jakiej są one niewątpliwymi skarbcami. Ograniczam się tylko do podania tekstów powstałych pod koniec I wieku i na początku II wieku, bowiem teksty późniejsze mogłyby być uznane jako nie będące już bezpośrednim echem apostolskiej nauki głoszonej przez naocznych świadków apostołów. Te teksty, jakie podaję niżej, są natomiast wystarczająco wczesne, aby można było uznać, że są one bezpośrednim zapisem oryginalnej apostolskiej nauki, która w momencie ich powstawania wciąż była jeszcze głoszona przez naocznych świadków życia apostołów.

Chrześcijanie gromadzili się wspólnie:

  • W zgromadzeniu będziesz wyznawał swoje błędy” (Didache, IV, 14).
  • „W dniu Pana w niedzielę, gromadźcie się razem, by łamać chleb i składać dziękczynienie, a wyznawajcie ponadto wasze grzechy, aby ofiara wasza była czysta” (tamże, XIV, 1)
  • Gromadźcie się często razem, by szukać tego co służy duszom”… (tamże, XVI, 2).

Didache w wielu miejscach nakazuje zlecanie podporządkowywania się pewnym regułom wspólnotowym. Oto przykłady:

  • „Temu zaś, kto ma być chrzczony, przykaż, by pościł przez dzień lub dwa dni przedtem” (VII, 4; por. XV, 3)
  • „Jeśliby ktoś przyszedł i nauczał was wszystkiego tego, co zostało wyżej powiedziane, przyjmijcie go” (XI, 1).

„Przyjmijcie go” – nietrudno zauważyć tu znów aluzje do istnienia wspólnoty, która żyje wedle konkretnych wspólnotowych reguł.

O tym, że chrześcijanie mieli się podporządkowywać kapłanom, świadczył już około roku 90 Klemens Rzymski, który pisał:

  • „Czcijmy Pana Jezusa Chrystusa, którego krew została za nas wylana, szanujmy naszych zwierzchników, poważajmy starszych”… (List do Kościoła w Koryncie, XXI, 6).
  • „Wy zatem, którzy daliście początek buntowi, podporządkujcie się waszym prezbiterom, przyjmijcie karę jako drogę do nawrócenia”… (tamże, LVII, 1).

Sam Klemens jako biskup Rzymu wymagał też i posłuszeństwa od Koryntu względem swych pouczeń, jakie daje w swym liście. Przytoczmy te godne uwagi słowa Klemensa:

  • „Jeśli ktoś jednak odmówi posłuszeństwa słowom, jakie Bóg przez nas do niego zwracał, niech wie, że niemałą ponosi winę i naraża się na niemałe niebezpieczeństwo” (tamże, LIX, 1)
  • „Sprawicie nam wiele radości i wesela, jeśli będziecie posłuszni temu, cośmy wam napisali przez Ducha Świętego” (tamże, LXIII, 2).

To zaskakujące naleganie Klemensa do posłuszeństwa zaleceniom płynącym od niego są pięknym, bo bardzo wczesnym potwierdzeniem istniejącej u biskupów Rzymu świadomości prymatu względem innych wspólnot.

Chrześcijanie mieli we wspólnotach idee podporządkowania swym kierownikom duchowym. Buntownikom wśród korynckiej wspólnoty Klemens zalecał zastosować do siebie takie to słowa:

  • „[…] oddalę się, dokąd zechcecie i zrobię to, co poleci zgromadzenie. Byleby tylko trzódka Chrystusowa żyła w pokoju razem z wyznaczonymi sobie prezbiterami” (tamże, LIV, 2; por. tamże, LXIII, 1).

Klemens pisał też o podporządkowaniu się chrześcijanek zaleceniom wspólnoty korynckiej:

  • „Napominaliście też kobiety, by wypełniały wszystkie swe obowiązki z sumieniem nieskazitelnym […] Uczyliście je, jak mają rządzić własnym domem w sposób święty i z wielka roztropnością, nie uchylając się nigdy od reguły posłuszeństwa” (tamże, I, 3).

Powstała na początku II wieku najstarsza homilia chrześcijańska, tzw. II List Klemensa, również świadczy o tym, że w pierwotnym chrześcijaństwie istniała zasada podporządkowania się wiernych przywódcom chrześcijańskiej wspólnoty:

  • „A nie zadawalajmy się tylko tym, że wydajemy się wierni i uważni, dopóki słuchamy napomnień kapłanów”… (Tzw. II List do Koryntian Klemensa, XVII, 3).

Takie samo myślenie reprezentował Ignacy Antiocheński, żyjący bardzo wcześnie, bo przed rokiem 107 (zginął w tym roku jako męczennik). Jego świadectwa na temat życia pierwszych chrześcijan są więc bardzo ważne. Listy, jakie napisał, zachowały się do dziś. Wspominali o nich inni pisarze wczesnochrześcijańscy, żyjący w II wieku. Na przykład św. Polikarp ze Smyrny, piszący o nim również około roku 107 (por. List do Kościoła w Filippi, XIII, 1).

Ignacy pisał tak oto o zasadzie podporządkowania się chrześcijan pierwszych wspólnot:

  • Należy zatem, abyście postępowali zgodnie z myślą biskupa, co też czynicie” (Ignacy Antiocheński, Do Kościoła w Efezie, IV, 1)
  • „[…] abyście zjednoczeni w jednym posłuszeństwie, poddani biskupowi i kapłanom, we wszystkim byli uświęceni” (tamże, II, 2)
  • „Kto nie przychodzi na zgromadzenie, ten już popadł w pychę i sam siebie osądził. Starajmy się zatem nie przeciwstawiać się biskupowi, abyśmy byli poddani Bogu” (tamże, V, 3)
  • „Każdego bowiem, kogo Gospodarz przysyła jako włodarza swego domu, tak winniśmy przyjąć, jak Tego, który go przysłał. Jest więc rzeczą jasną, że na biskupa musimy patrzeć jak na samego Pana” (tamże, VI, 1)
  • „[…] starajcie się wszystko czynić w zgodzie Bożej pod kierunkiem biskupa, który zastępuje wam Boga, kapłanów zastępujących radę Apostołów i moich najdroższych diakonów […] nie róbcie niczego bez biskupa i bez kapłanów. I nie próbujcie przedstawiać jako rozsądne tego, co robicie na własną rękę, lecz wszystko róbcie wspólnie” (Ignacy, Do Kościoła w Magnezji, VI, 1-2)
  • Bądźcie poddani biskupowi”… (tamże, XIII, 2)
  • „Jest zatem rzeczą konieczną, abyście – tak, jak to czynicie – nie robili nic bez waszego biskupa, lecz abyście byli posłuszni także i kapłanom niby apostołom Jezusa Chrystusa, […] Znaczy to, że kto czyni coś bez biskupa, kapłanów i diakonów, ten nie ma czystego sumienia” (Ignacy, Do Kościoła w Tralleis, II, 2 i VII, 2; por. tamże, XIII, 2)
  • „Jesteście radością moją wieczną i trwałą, zwłaszcza jeśli wszyscy pozostajecie w jedności z biskupem, jego kapłanami i diakonami”… (Ignacy, Do Kościoła w Filadelfii, wstęp; por. tamże, IV, 1)
  • Trwajcie przy biskupie, kapłanach i diakonach!” (tamże, VII, 1)
  • Nie czyńcie nic bez biskupa” (tamże, VII, 2)
  • „Wszyscy idźcie za biskupem, jak Jezus Chrystus za Ojcem, i za waszymi kapłanami, jak za Apostołami. […] Niechaj nikt w sprawach dotyczących Kościoła nie robi niczego bez biskupa. Uważajcie za ważną tylko taką Eucharystię, która sprawowana jest pod przewodnictwem biskupa, lub tego, komu on zleci […] Nie wolno bez biskupa ani chrzcić ani sprawować agapy, lecz co on zatwierdzi, to i dla Boga będzie miłe ” (Ignacy, Do Kościoła w Smyrnie, VIII, 1-2)
  • „Godzi się zaś, aby mężczyźni, którzy się żenią i kobiety, które wychodzą za mąż, łączyli się z wiedzą biskupa”… (Ignacy, Do Polikarpa, V, 2)
  • Trwajcie przy waszym biskupie, aby i Bóg był z wami. Ofiaruję moje życie za tych, którzy poddani są biskupowi, kapłanom i diakonom – i obym mógł dostąpić z nimi uczestnictwa w Bogu” (tamże, VI, 1).

Z tych tekstów jasno i wystarczająco przekonująco również więc wynika to, o czym świadczy Nowy Testament. Wedle świadków najstarszej apostolskiej tradycji chrześcijanin nie może więc przeżywać swej wiary poza wspólnotą, której przewodzą kapłani.

2) Zbawia mnie wiara nie uczynki

Z tezą taką spotkałem się zaskakująco często u bezwyznaniowych chrześcijan, więc podejmę tę kwestię. Nie wiem czemu, ale głoszenie tego poglądu jest wśród nich bardzo silnie zakorzenionym zwyczajem, jakąś wręcz niepisaną regułą. Wydaje mi się, że jest to jakaś pozostałość po okresie wczesnej reformacji, kiedy akcentowanie samej wiary (sola fide) potrzebnej do zbawienia było podstawą zakwestionowania praktyk rzymskiego katolicyzmu, który kładzie duży nacisk na konieczność pełnienia dobrych uczynków różnego rodzaju (także przez praktykowanie sakramentów). Negowanie potrzeby pełnienia dobrych uczynków do zbawienia negowałoby więc automatycznie potrzebę katolickich praktyk i całej doktryny moralnej głoszonej przez Kościół. Moja konstatacja w tym miejscu wydaje się niebezzasadna, bowiem bezwyznaniowi chrześcijanie nawiązują do tematu zagadnienia wiary i uczynków przeważnie wtedy, kiedy chcą negować jakieś praktyki katolickie. Sytuacja ta występuje dość regularnie w rozmowach z nimi. Często wtedy twierdzą, że gdy byli katolikami, to im ksiądz mówił inaczej niż Biblia, która ich zdaniem naucza, że wystarczy prosta wiara do zbawienia. Podkreślają wtedy często, że niepotrzebne jest na przykład chodzenie na Mszę świętą czy praktykowanie sakramentów, twierdzą, że wystarczy sama wiara (niektórzy z nich czasem dodają, że ważna jest też modlitwa nad Pismem Świętym). Cytują w tym miejscu takie teksty, jak Dz 16,31 czy Rz 10,9. Akcentują przy tym też takie wersy, jak Rz 4,5-6, Ef 2,8-9, Rz 11,6, które ich zdaniem jednoznacznie uczą, że niezależnie od tego, co się czyni, i tak będzie się zbawionym dzięki samej tylko wierze w Jezusa.

Jak się do tego ustosunkować?

Przede wszystkim musimy wiedzieć, że często ważny jest kontekst danej wypowiedzi biblijnej. Teksty takie jak Ef 2,8-9 czy Rz 11,6, które oni cytują, owszem, mówią o wyższości wiary nad uczynkami, niemniej jednak o jakich uczynkach tu mowa? Analiza zaplecza pojęciowego i całościowego kontekstu Pawłowych listów wskazuje, że gdy Paweł pisze w swych listach, iż nie z uczynków jesteśmy zbawieni, a z wiary, to najwyraźniej jest to jego skrót myślowy, a uczynki to uczynkiPrawa starotestamentowego (patrz Rz 3,27-28 i Gal 2,16 i 3,2.5. Pawłowi odbiorcy najprawdopodobniej rozumieli ten skrót myślowy, bowiem przypuszczalnie doskonale znali owo zaplecze pojęciowe z innych pouczeń Pawła. Być może, jak zdaje się wynikać z Kol 4,16, który mówi o jakimś liście z Laodycei, Paweł rozsyłał po wspólnotach więcej listów na ten temat niż dziś znamy (por. 1 Kor 16,3). Temat ten mógł być często poruszany, skoro nawet później w liście Jakuba powraca on wciąż jako echo (por. Jk 2,14-26). Sam Paweł nie może w Liście do Rzymian odrzucać potrzeby pełnienia dobrych uczynków, bo w Rz 2,6-7 wyraźnie mówi, że Bóg każdemu odda wedle jego uczynków, a samo spełnianie dobrych uczynków przyczynia się do osiągnięcia wiecznego życia (por. Rz 13,12). Co do innych tekstów, to Paweł mówiąc w Ef 2,9 (por. 2 Tm 1,9) o tym, że jesteśmy zbawieni przez łaskę, a nie uczynki, ma na myśli najprędzej to, że z samego naszego postępowania nigdy byśmy nie zasłużyli na Ofiarę Jezusa, ponieważ akt zbawienia Bożego był bezwarunkowy i niezależny od etycznej postawy ludzkości (por. Tt 3,5 i Rz 11,6). Tekst ten wcale nie mówi, że chodzi tu o to, iż w ogóle mamy nie dbać o nasze dobre uczynki, zadowalając się tylko wiarą. Przytaczam także inne fragmenty Pisma, które pokazują, że pełnienie dobrych uczynków nie pozostaje bez znaczenia:

  • „Cóż to pomoże, bracia moi, jeśli ktoś mówi, że ma wiarę, a nie ma uczynków? Czy wiara może go zbawić?” (Jk 2,14 BW)
  • „Tak i wiara, jeżeli nie ma uczynków, martwa jest sama w sobie” (Jk 2,17 BW)
  • „Widzisz, że wiara współdziałała z uczynkami jego i że przez uczynki stała się doskonała” (Jk 2,22 BW)
  • „Widzicie, że człowiek bywa usprawiedliwiony z uczynków, a nie jedynie z wiary” (Jk 2,24 BW)
  • „Bo jak ciało bez ducha jest martwe, tak i wiara bez uczynków jest martwa” (Jk 2,26 BW)
  • „Utrzymują, że znają Boga, ale uczynkami swymi zapierają się go, bo to ludzie obrzydliwi i nieposłuszni, i do żadnego dobrego uczynku nieskłonni” (Tt 1,16 BW).

Zauważmy, że ten fragment z Tt 1,6 jest dość wymowny. Gdyby uczynki nie miały znaczenia dla zbawienia, a tylko wiara, to nie byłoby możliwe (jak mówi ten tekst) zaparcie się Boga przy pomocy jakiegokolwiek uczynku. Tymczasem tekst ten mówi, że jest to możliwe. O skutkach zaparcia się patrz Łk 12,9; Mt 10,33; 1 Tm 5,8, 2,12. Przyjrzyjmy się jeszcze innym tekstom NT, które akcentują ważną rolę uczynków:

  • „Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili” (Ef 2,10 BW)
  • „I nie miejcie nic wspólnego z bezowocnymi uczynkami ciemności, ale je raczej karćcie” (Ef 5,11 BW)
  • „Aleksander, kotlarz, wyrządził mi wiele złego; odda mu Pan według uczynków jego” (2 Tm 4,14 BW)
  • „A jeśli wzywacie jako Ojca tego, który bez względu na osobę sądzi każdego według uczynków jego, żyjcie w bojaźni przez czas pielgrzymowania waszego”… (1 P 1,17 BW)
  • „I wydało morze umarłych, którzy w nim się znajdowali, również śmierć i piekło wydały umarłych, którzy w nich się znajdowali, i byli osądzeni, każdy według uczynków swoich” (Ap 20,13 BW)
  • „Oto przyjdę wkrótce, a zapłata moja jest ze mną, by oddać każdemu według jego uczynku” (Ap 22,12 BW)
  • „Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego z aniołami swymi, i wtedy odda każdemu według uczynków jego” (Mt 16,27 BW).

Jednocześnie warto jednak zaznaczyć, że nie wszyscy chrześcijanie bezwyznaniowi twierdzą, że uczynki się nie liczą, a tylko wiara. Niektórzy sądzą, że dobre uczynki są równie ważne jak wiara i przez nie wiara się potwierdza. Z moich przemyśleń wynika, że ci będący nowicjuszami i osobami słabo znającymi Biblię reprezentują właśnie pogląd: „rób co chcesz, tylko wierz”. Inni, lepiej znający Biblię już tego poglądu nie wyznają, a przynajmniej się do tego nie przyznają.

3) Chrzest jest niepotrzebny

Z takim postulatem również spotkałem się ze strony pewnych kręgów bezwyznaniowych chrześcijan. Na poparcie swej tezy, mówiącej że chrzest ma pomijalne znaczenie, cytowali tekst z 1 Kor 1,17. Słowa Jezusa z Ewangelii Jana 3,5 interpretowane przez Kościół jako mówiące o konieczności do zbawienia chrztu (patrz przypis w Biblii Tysiąclecia do J 3,5) interpretują natomiast bardzo specyficznie. Mówią, że woda z tego tekstu to wody płodowe, z jakich rodzi się człowiek. Interpretacja ta jest niezgodna z tym, jak rozumiano ten tekst we wczesnym chrześcijaństwie. Orygenes już w III wieku świadczył, że wodę z J 3,5 rozumiano wśród chrześcijan jako wody chrztu, a nie wodę jako wody płodowe (Homilie o Ewangelii św. Łukasza, XIV, 5; por. XXIV, 2, gdzie powtarzał tę interpretację). Metodą tych nowomodnych kaznodziejów jest więc interpretacja fragmentów Biblii w sposób nieznany pierwszym chrześcijanom, a także negowanie wszelkich tekstów Biblii sugerujących, że do zbawienia jest potrzebne cokolwiek innego niż wiara w Jezusa. Takie zabiegi są zrozumiałe, skoro ludzie ci chcą się pozbyć wszelkich związków z przejawami jakiegokolwiek instytucjonalizmu religijnego. Chcą cały proces życia chrześcijańskiego ograniczyć tylko do związku z Biblią, która dyktuje, jak wierzyć w Jezusa. Twierdzą więc, że tylko wiara w Jezusa zbawia i chrzest (czy jakikolwiek inny sakrament) do zbawienia jest zupełnie niepotrzebny. Przeczą temu jednak pewne teksty Nowego Testamentu:

  • „Ona jest obrazem chrztu, który teraz i was zbawia, a jest nie pozbyciem się cielesnego brudu, lecz prośbą do Boga o dobre sumienie przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa” (1 P 3,21 BW)
  • „Natomiast faryzeusze i uczeni w zakonie wzgardzili postanowieniem Bożym o nich samych, bo nie dali się przez niego ochrzcić” (Łk 7,30 BW)
  • „Czy może ktoś odmówić wody, aby ochrzcić tych, którzy otrzymali Ducha Świętego jak i my? I rozkazał ich ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa. Wtedy uprosili go, aby pozostał u nich kilka dni” (Dz 10,47-48 BW)
  • „A czemu teraz, zwlekasz? Wstań, daj się ochrzcić i obmyj grzechy swoje, wezwawszy imienia jego” (Dz 22,16 BW)
  • „Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28,19 BW).

Podsumowanie

Chrześcijanie bezwyznaniowi twierdzą, że jedyną normą ich wiary jest Biblia. Jednocześnie krytykują oni wszelkie formy zorganizowanego chrześcijaństwa za sam fakt ich instytucjonalizmu. Uważają oni, że Biblia nie upoważnia ich do przyłączania się do jakichkolwiek wyznań chrześcijańskich, bowiem historyczny wizerunek pierwotnych wspólnot chrześcijańskich, jaki został w niej przedstawiony, daleki jest od czegoś, co ma cokolwiek wspólnego z formą zorganizowanego hierarchicznie wyznania, zwłaszcza zorganizowanego tak, jak dziś to się obserwuje na bazie wyznań ortodoksyjnego chrześcijaństwa. Aby sprawdzić, czy tak jest, próbowałem w niniejszym tekście na miarę swych możliwości jak najdokładniej przeanalizować najstarsze dokumenty pierwotnego chrystianizmu: Nowy Testament, a także inne historyczne świadectwa pozostawione nam przez chrześcijan żyjących jeszcze w czasach apostołów. Dzięki tej żmudnej analizie, z mroków przeszłości, w jakich tkwią początki chrześcijaństwa, wyłania się nam w miarę konkretny obraz tego, co nas w związku z tym tematem interesuje. Obraz ten jest na tyle konkretny, że wyraźnie widzimy, iż wymóg trwania każdego poszczególnego chrześcijanina we wspólnocie i posłuszeństwie Kościołowi był bardzo silnie obecny w powszechnej świadomości wczesnochrześcijańskiej już u zarania owego zjawiska dziejowego. Zauważmy, że jeśli Ignacy na przykład tak silnie podkreśla, aby być posłusznym biskupowi i nic nie robić bez niego w Kościele (Do Kościoła w Magnezji VI, 1-2), to już choćby w świetle tego okazuje się, że nietrafny jest wniosek bezwyznaniowych chrześcijan, którzy sądzą, iż życie poza jurysdykcją kościelną jest nieskażoną ideą pierwotnego chrześcijaństwa. Złóżmy w całość choćby takie dwa elementarne fakty. Paweł w Tt 1,5 zalecał przekazywanie uzyskanego kapłaństwa dalej, a jak już wiemy, samo to kapłaństwo wiązało się z kierowniczą rolą względem innych chrześcijan (jak świadczy NT i Ignacy), którzy mieli się kapłanom podporządkować. Już z tego więc wystarczająco jasno wynika, że idea pierwotnej wspólnoty wraz z silnie zakorzenionym w niej przywództwem kapłanów była nie tylko zjawiskiem pierwotnym, ale i nie jednorazowym, bowiem obliczonym na trwanie i przekazywanie w przyszłość przez sukcesję (nakładanie rąk). Miało się to odradzać wciąż i wciąż, a nie wygasnąć w pierwszym pokoleniu chrześcijan. Fakt, że Paweł w Tt 1,5 tak to widział, potwierdza Klemens Rzymski, który już około roku 90 pisał:

  • „Także i nasi Apostołowie wiedzieli przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, że będą spory o godność biskupią. Z tego też powodu, w pełni świadomi, co przyniesie przyszłość, wyznaczyli biskupów i diakonów, a później dodali jeszcze zasadę, że kiedy oni umrą, inni wypróbowani mężowie mają przejąć ich posługę” (List do Kościoła w Koryncie, XLIV, 1-2).

Zatem idea sukcesji biskupów nie miała wygasnąć. Jeśli tak, to logiczny jest wniosek, że wraz z nią nie mogła wygasnąć głoszona przez NT (i inne pisma chrześcijańskie tego okresu) idea podporządkowania się biskupowi wspólnoty zgromadzonej wokół niego. W świetle całokształtu analiz dokonanych w niniejszym tekście okazuje się, że idea życia chrześcijanina poza kontekstem wspólnotowego życia kościelnego jest ideą nieznaną pierwszym chrześcijanom (por. Dz 1,42: „Trwali oni w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach”). Idea ta jest tworem czysto światowym i raczej nowożytnym. Tym samym nie musimy jej respektować, ponieważ nie jest ideą biblijną, choć (co paradoksalne) ci, którzy ją głoszą, twierdzą, że najwyższym autorytetem dla nich jest właśnie Biblia.

Jan Lewandowski

DO BRACI ODŁĄCZONYCH

D u c h  Ś w i ę t y  w  K o ś c i e l e  a :

A. Niezniszczalność Kościoła
B. Sukcesja apostolska
C. Kościoły lokalne (APOSTOLSKIE)
D. Tradycja ŚWIĘTA
E. Pismo Św. (kanon)
F. Nieomylność Kościoła
G. Prymat św. Piotra w Kościele
H. Prymat biskupów rzymskich
  ZAKOŃZCENIE

Biblioteczka Punktu „Effatha” w Toruniu
nr 1
wyd. IV popr.*


„Chrześcijanin moję imię, katolik zaś nazwisko.
Tamto mnie mieni, to charakteryzuje; to świadczy, żem wypróbowany, tamto mówi kim jestem.”

św. Pacjan, bp.Barcelony
(zm. ok. 380 roku)

A) NIEZNISZCZALNOŚĆ KOŚCIOŁA

Chrystus ustanawiał Kościół przez całe swoje życie: od momentu Wcielenia przez wydarzenia ze swego życia, a także Mękę, Śmierć, i Zmartwychwstanie, by osiągnąć kres w zesłaniu Ducha Świętego. Bez wątpienia szczytowym etapem tworzenia Kościoła jest zesłanie Ducha Świętego, bowiem dopiero w tym momencie Kościół pojawił się w kształcie ostatecznie uformowanym, a zatem uzdalniającym do istnienia i pełnienia swego posłannictwa na ziemi.

Należy podkreślić bardzo ważny fakt, że Chrystus od momentu zakończenia ustanowienia Kościoła, ciągle w nim działa przez Ducha Świętego i stale go buduje (chrzest, Eucharystia).


PISMO ŚW.

Ef 1,22-23: „(…) a Jego samego ustanowił nade wszystko Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem.”

Mt 28,19-20: „Idźcie więc i nauczajcie (…). Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

J 14,16: „a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy”.

Mt 16,18: „(…) na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą”.

Kościół, Ciało Chrystusa, jest więc w swojej istocie niezniszczalny. Jest jeden, jak i Chrystus jest jeden, i jak ożywia go jeden Duch Święty (stąd jest i święty). Jest powszechny, bo jest posłany na cały świat przez wszystkie dni, a szatan go niezwycięży (nie zniszczy). Skoro „Jezus Chrystus wczoraj i dziś ten sam także na wieki” (Hbr 13,8), to i Jego Kościół wczoraj i dziś, ten sam także na wieki.

Po zesłaniu Ducha Świętego była tylko jedna gmina, która działała w Jerozolimie. Po rozproszeniu chrześcijaństwa, w wyniku prześladowań, powstawały oddzielne gminy – wspólnoty. Jednak miały one mocne poczucie i świadomość, że są członkami, cząstkami jednego powszechnego (z gr. katolickiego) Kościoła, założonego przez Pana Jezusa. Prawdę tą potwierdzają spisane i zachowane świadectwa pierwszych chrześcijan.


WIARA KOŚCIOŁA:

Św. IGNACY, biskup Antiochii, zm. ok. 110 r.

„List do Efezjan”

17,1: „Po to otrzymał Pan namaszczenie aby tchnął w swój Kościół niezniszczalność.”

List do Smyrny”

8,2: „Gdzie pojawi się Biskup, tam niech będzie wspólnota tak, jak gdzie jest Chrystus Jezus, tam i Kościół powszechny.”

Św. POLIKARP, bp Smyrny, zm. ok. 156 r., uczeń św. Jana Apostoła

„Męczeństwo Polikarpa” (autor: Marcjon, ok. 156 r.)

8.2: „W modlitwie swojej wspomniał (…) też cały Kościół Katolicki.”

B) SUKCESJA APOSTOLSKA

Pan Jezus zlecił Apostołom nauczanie, aż do skończenia świata. Nadał im też władzę związywania i rozwiązywania. Jest rzeczą oczywistą, że nauczanie i posługi nie mogły się skończyć z chwilą śmierci Apostołów, bo nie nastąpił z chwilą ich śmierci koniec świata. Naturalną koleją rzeczy owe funkcje po Apostołach przejmowali inni, na których nakładano ręce. W taki sposób następuje kontynuacja posłannictwa Apostołów po ich śmierci, która będzie trwała właśnie do skończenia świata.

PISMO ŚW.

Mt 28,19-20: „Idźcie więc i nauczajcie (…). Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

J 20,21: „Jak posłał Ojciec Mnie, tak i Ja was posyłam”.

Mt 18,18: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.”

1 Tm 4,14: „Nie zaniedbuj w sobie charyzmatu, który został ci dany za sprawą proroctwa i przez nałożenie rąk kolegium prezbiterów.”


WIARA KOŚCIOŁA

Św. KLEMENS, (3) bp Rzymu, zm. 101 r.

„List do Koryntian” (ok. 96 r.)

44,1-2: „Także i nasi Apostołowie wiedzieli przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, że będą spory o godność biskupią. Z tego też powodu, w pełni świadomi, co przyniesie przyszłość wyznaczali biskupów i diakonów, a później dodali jeszcze zasadę, że kiedy oni umrą inni wypróbowani mężowie mają przejąć ich posługę.”

42,4: (Apostołowie) „Nauczając po różnych krajach i miastach spośród pierwocin (swojej pracy) wybierali ludzi wypróbowanych duchem i ustanawiali ich biskupami i diakonami dla przyszłych wierzących.”

 

„Homilia” (tzw. Drugi List Klemensa) (ok. 150 r.)

17.3: „A nie zadawalajmy się tylko tym, że wydajemy się wierni i uważni, dopóki słuchamy napomnień kapłanów, lecz także gdy powrócimy już do domu, pamiętamy o naukach Pańskich.”

Św. IRENEUSZ, bp Lyonu, zm. 202 r., uczeń św. Polikarpa

„Przeciw herezjom” (180-185 r.)

3,3,1: „I możemy wyliczyć tych, których Apostołowie ustanowili biskupami w Kościołach oraz ich następców aż do nas.”

4,26,5: „Tam więc prawdy należy się uczyć, gdzie Pan złożył swe charyzmaty, to jest u tych, którzy od Apostołów odziedziczyli kościelną sukcesję i zasady zdrowego i nienagannego postępowania i skarb niesfałszowanej i nieprzeinaczonej nauki Ci bowiem strzegą naszej wiary. Oni też nam tłumaczą Pismo święte bez obawy pomyłki”

C) KOŚCIOŁY LOKALNE (APOSTOLSKIE)

Należy zwrócić uwagę na fakt, że Kościół rzymsko-katolicki nie przypisuje sobie wcale wyłączności na apostolskość i jedynozbawczość swojego Kościoła. Jak wyżej przedstawiono istnieje jeden Kościół, Kościół powszechny, założony przez Chrystusa Pana. Apostołowie i ich następcy, poprzez rozproszenie, które nastąpiło w wyniku prześladowań pierwszej gminy jerozolimskiej, w różnych miejscach zakładali Kościoły lokalne. One „zrosły się z biegiem lat w pewną liczbę wspólnot organicznie zespolonych, które nie naruszając jedności wiary i jedynego, boskiego ustroju Kościoła powszechnego, cieszą się własną karnością, własnymi zwyczajami liturgicznymi, własnym dziedzictwem teologicznym i duchowym”. (Sobór watykański II — KONSTYTUCJA dOgmatyczna o kościele „Lumen gentium” (n 23,4)).

I tak, obok Kościoła rzymskiego (łacińskiego), możemy wyszczególnić jeszcze 22 Kościoły apostolskie w ramach jednego Kościoła Katolickiego, zgrupowanych w pięciu obrządkach:

– aleksandryjskim (2 Kościoły),

– antiocheńskim (3 Kościoły),

– bizantyjskim (14 Kościołów),

– chaldejskim (2 Kościoły),

– ormiańskim (1 Kościół),

Są to Katolickie Kościoły Wschodnie, wśród których rozróżnia się 6 Kościołów patriarchalnych i 16 niepatriarchalnych. Wiele z nich szczyci się pochodzeniem od samych Apostołów. Należy też podkreślić, że począwszy od Apostołów każdy Kościół jest uważany za ortodoksyjny wtedy, gdy utrzymuje jedność (comu­nio) z Kościołem rzymskim.

WIARA KOŚCIOŁA:

Tertulian (ok. 160 – 220)

„Sprzeciw przeciw heretykom” (ok. 200)

32: „Podajcie początek waszych Kościołów i ukażcie nieprzerwalny szereg waszych biskupów, iżby pierwszy biskup jednego z Apostołów lub mężów apostolskich miał za przewodnika, albowiem w ten sposób dopiero apostolskie Kościoły mogą wykazać swe pochodzenie i początek”.

Św. Cyprian, bp Kartaginy (200/210 – 258)

„De schismate Donatistanum” 1,10; 2,2,n:

(naucza, że widzialnym przejawem jedności Kościoła katolickiego jest wspólnota ze stolicą Piotrową)

D) TRADYCJA ŚWIĘTA

Pan Jezus swoich wypowiedzi nie spisywał. Także 12 Apostołów początkowo nauczało ustnie. To ustne nauczanie docierało do ich pierwszych słuchaczy, a potem było przekazywane z pokolenia na pokolenie. Jednocześnie, gdy Dobra Nowina rozszerzała się, a Apostołowie umierali, zachodziła potrzeba, żeby to ustne głoszenie Objawienia było spisywane przez jeszcze żywych świadków wydarzeń z życia i czynów Chrystusa. Tak więc wszystko to, co było związane z Dobrą Nowiną (obojętnie czy było to głoszone ustnie czy pisemnie) było i jest nazywane Tradycją. Z tej części spisanej tworzyły się pierwsze spisane historie życia i czynów Jezusa (Ewangelie) i Apostołów (Dzieje Apostolskie). Ważnym uzupełnieniem nauki były też listy pisane przez Apostołów do poszczególnych wiernych czy też całych gmin. Natomiast to, co nie było spisane, dalej było przekazywane przez Ojców Apostolskich (uczniów Apostołów) kolejnym pokoleniom. Np. uczniem św. JANA APOSTOŁA był św. POLIKARP, a jego z kolei był św. IRENEUSZ.


PISMO ŚWIĘTE:

2 Tes 2,15: „Przeto bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu.”

2 Tm 2,2: Co usłyszałeś ode mnie za pośrednictwem wielu świadków, przekaż zasługującym na wiarę ludziom, którzy będą zdolni nauczać i innych.”

2 Tes 3,6: „Nakazujemy wam, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście stronili od każdego brata, który postępuje wbrew porządkowi, a nie według tradycji, którą przejęliście od nas.”

J 20,30-31: „I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli (…).”


WIARA KOŚCIOŁA:

Św. KLEMENS, (3) bp Rzymu, zm. 101 r.

„List do Koryntian” (ok. 96 r.)

42,1: „Apostołowie głosili nam Ewangelię, którą otrzymali od Jezusa Chrystusa, a Jezus Chrystus został posłany przez Ojca.”

Św. IRENEUSZ, bp Lyonu, zm. 202 r., uczeń św. Polikarpa

„Dowód prawdziwości nauki Apostolskiej”

98: „Taka jest, drogi przyjacielu, nauka prawdy i taka jest reguła naszego zbawienia (…). Zapowiadali ją prorocy, ustanowił Chrystus, przekazali Apostołowie, a Kościół wszędzie ofiarowuje swoim dzieciom.”

„Przeciw herezjom” (180 – 185 r.)

3,3,1: „Otóż każdy, kto chce zobaczyć prawdę może stwierdzić w każdym Kościele tradycję Apostołów na całym świecie.”

3,4,1: ‘’A jak należałoby postąpić, gdyby i apostołowie nie zostawili nam ksiąg? Czyż nie trzeba by iść za normą tradycji, jaką przekazali tym, którym powierzali Kościoły?”

„Homilia” (tzw. Drugi list Klemensa) (ok. 150 r.)

17,5: „Ujrzą wówczas Jego chwałę (…) i zawołają : Biada nam, bo Ty to byłeś, a myśmy nie wiedzieli, nie wierzyli i nie słuchali kapłanów, gdy głosili nam nasze zbawienie.”

Różne gminy (Kościoły) miały w swym posiadaniu różne ilości ewangelii (ogółem było ich kilkanaście), dziejów apostolskich (wyró­żniamy np. wersję wschodnią i zachodnią) i listów (wśród których szcze­­gó­lnie wysokim prestiżem cieszyły się listy św. Pawła Apostoła) oraz apokalips. Także pisma pierwszych chrześcijan, bezpośrednich ko­n­tynu­atorów wiary Apostołów (np. listy św. Ignacego, św. Klemensa) były powszechnie poważane. Te spisane dokumenty, dlatego były tak cenione, bo uważano, że zawierają one właśnie to ustne świadectwo, głoszone przez Apostołów i Chrystusa. Tak więc te spisane i niespisane świadectwa były uważane za uzupełniające się autorytety, środki różne w formie, ale zgodne jeśli idzie o treść.

Należy też podkreślić fakt, że kanon Pisma św. jest doskonały i pod każdym względem aż nadto sobie wystarcza, ale ponieważ dopuszcza on taką różnorodność interpretacji musimy się uciekać do Tradycji (np. wyznawcy Kościoła nowoapostolskiego wyznają wiarę w duszę nieśmiertelną, ale adwentyści już nie, z kolei adwentyści wierzą w Trójcę Świętą, ale świadkowie Jehowy nie, ci jednak doszukali się proroctwa o 1914 r., ale tymczasem sobotnicy nie wyznają tego proroctwa – itd. itp. – istna wieża Babel… Dlatego interpretacja Pisma św. powinna dokonywać się w duchowej jedności z Ciałem – Kościołem, gdyż to Kościół nam je daje. Ta interpretacja powinna odbywać się nie inaczej jak w miłości i zgodności z nauką Kościoła, czyli tych którzy zostali wyznaczeni w Kościele do stania na straży Objawienia.

Ważne jest też to, że od tej tzw. Tradycji apostolskiej Kościół odróżnia „tradycje” jakie uformowały się w ciągu wieków (np. tradycje teologiczne – przykazania kościelne, czy tradycje liturgiczne – język łaciński w liturgii do Soboru Watykańskiego II). Te tzw. ludzkie, kościelne tradycje, zwyczaje mogą być podtrzymywane, modyfikowane lub nawet odrzucane.

E) KANON PISMA ŚW.

Na skutek błędów gnostyków (I/II w.), którzy głosili, że są w posiadaniu tajemnego świadectwa apostołów, zaczęto w Kościele układać pierwsze listy – spisy, zawierające spisaną treść Tradycji. W ten sposób zaczął się proces tworzenia kanonu ksiąg NT. Jednak nie wszystkie te spisy były jednakowe. Kościoły lokalne posiadały różne zbiory ksiąg, które uważały za natchnione. Wśród tych zbiorów były umieszczane m. in. listy św. Klemensa czy księga „Didache” (90 r.), a często brakowało Apokalipsy św. Jana (w niektórych rejonach Apokalipsa była poza kanonem aż do IX/X w. – por. greckie manuskrypty NT). Potwierdzają ten fakt zachowane do naszych czasów kodeksy, np. Kodeks Synaicki (z IV w.) oprócz obecnego rzymskiego kanonu zawiera też „List” pseudo Barnaby (130 r.) i „Pasterz” Hermasa (ok. 150 r.), albo Kodeks aleksandryjski (z V w.), w którym znajduje się „List do Koryntian” św. Klemensa.

Najwcześniej powstały katalog (koniec II w.) – katalog uformowany w Kościele rzymskim – zawarty jest w tzw. fragmencie Muratoriego. Uznawał nasz NT z wyjątkiem: Hbr, 1P, 2P, Jk, 3J, ale za to przyznawał miejsce Apokalipsie Piotra i dopuszczał „Pasterza” Hermasa.

Pierwszy oficjalny wykaz 27 ksiąg naszego NT, jako wyłącznie kanoniczny, był sporządzony przez św. Atanazego w 367 r. (!), który to wnet przyjął się w Kościele rzymskim i ostatecznie uznany został na Soborze Trydenckim (1546 r.). Do uchwalenia tej uroczystej deklaracji przyczynili się sami przywódcy Reformacji, a pośród nich sam Luter, który początkowo uważał za niekanoniczne: Hbr, Jk, Jud, Ap. Później Kościoły Reformacji, przejęły kanon NT od Kościoła rzymskokatolickiego, pomimo że inne Kościoły mają różne kanony. I tak np. Kościół etiopski (monofizycki) do NT ma dołączony „1 List” św. Klemensa, tzw. Konstytucje Apostolskie (8 ksiąg) oraz „Pasterz” Hermasa. Kościół Armenii (monofizycki) do kanonu NT wlicza dodatkowo apokryficzny list św. Pawła do Koryntian (3 Kor) oraz dwa listy Koryntian do św. Pawła.

Z kolei jeśli chodzi o kanon ST, to w czasach Chrystusa (i znacznie później) nie istniał jeszcze ostatecznie ustalony i powszechnie obowiązujący zbiór świętych ksiąg, bo różni żydzi (nawet w samej Palestynie, np. żydzi z Qumran, saduceusze) uznawali jego różne wersje. Również Pan Jezus nie podawał autorytatywnego spisu (przynajmniej nic o tym nie wspomina NT), ani wczesny Kościół nie rozporządzał oficjalną listą (Ojcowie Apostolscy posługiwali się szerokim kanonem). Funkcjonował wtedy tylko podział Biblii przejęty od żydów na 3 części: „Prawo, Prorocy i Pisma”, bez całkowitego wyliczenia ilości ksiąg (szczególnie dotyczy to ksiąg z grupy „Pism”).

Stąd nawet autorzy NT powoływali się na treść i tych ksiąg (np. por. cytat z ”Księgi Henocha” w Jud 14), które ostatecznie nie weszły w skład Biblii katolickiej, zawierającej 46 ksiąg (tj. np. o 5 mniej niż jest ich w LXX). Ale chrześcijanie z niektórych Kościołów wschodnich kilka z tych ksiąg (apokryfów) do dnia dzisiejszego uznają za święte. I tak np. Kościół koptyjski (monofizycki) do zbioru 46 ksiąg dodaje: 3 Mch i Ps 151 (z LXX). Kościół ormiański (monofizycki) obok 46 ksiąg do katalogu wlicza dodatkowo: 3 Ezd i 3 Mch (z LXX) oraz „Testamenty Dwunastu Patriarchów”.

Te różnice w kanonie biblijnym (zarówno NT, jak i ST) istnieją dlatego, bo żaden z soborów powszechnych odbywających się w czasie, gdy chrześcijaństwo było jeszcze jednością (tj. do Chalcedonu w 451 r.), nie wypowiadał się autorytatywnie w tej kwestii. Tylko lokalne synody (np. w Laodycei w 360 r. czy w Hipponie w 393 r.) oraz pojedynczy Ojcowie Kościoła podawali różniące się między sobą wersje kanonu Pisma Św., ale te ustalenia nie miały rangi dogmatu (jak w przypadku Soboru w Trydencie). Tak więc po rozłamie chrześcijaństwa każda ze Społeczności (np. nestorianie, monofizyci, prawosławni) podejmowała własne decyzje.

F) NIEOMYLNOŚĆ KOŚCIOŁA

Kościół nie może zbłądzić, bo jest Ciałem Chrystusa, a Chrystus jest Jego Głową i ma być ze swoim Kościołem przez wszystkie wieki. W Kościele działa Duch Święty posłany przez Ojca i Syna, który objawia mu Prawdę. Apostołowie, a po nich biskupi i starsi przewodzą wspólnotom i stoją na straży czystości Objawienia. Upominają tych, co głoszą niewłaściwe nauki. Kto zrywał jedność z Apostołami i biskupami, był przez nich potępiany.

PISMO ŚW.

Ef 1,22-23: „(…) a Jego samego ustanowił nade wszystko Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem.”

Mt 28,19-20: „Idźcie więc i nauczajcie (…). Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.

J 14,26: „A pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem.”

J 16,13: „Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy.”

1 Tm 3,15: [Jesteśmy] „Kościołem Boga Żywego, filarem i podporą prawdy.”

Jud 5: „Pragnę, żebyście przypomnieli sobie, choć raz na zawsze wiecie już wszystko…”

Łk 10,16: Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi, lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym który Mnie posłał.”

1 Tm 1,19-20: „Niektórzy (…) ulegli rozbiciu w wierze; do nich należy Hymenajos i Aleksander, których przekazałem szatanowi, ażeby się oduczyli bluźnić.”

Gdybyśmy twierdzili, że Kościół jest omylny, to byśmy musieli powiedzieć, że i Pan Jezus jest omylny. Jednak jeżeli Chrystus słuchanie Kościoła słuchaniem siebie, to jest to wystarczający gwarant nieomylności i prawdziwości nauk Kościoła.


WIARA KOŚCIOŁA:

Św. IRENEUSZ, bp Lyonu, zm. 202 r., uczeń św. Polikarpa

„Przeciw herezjom” (ok. 180-185 r.)

3,3,7: „Z Kościołem bowiem rzymskim musi co do wiary zgadzać się każdy inny Kościół, gdyż w Kościele rzymskim wiernie przechowała się tradycja apostolska.”

3,24,1: „Trzymajmy się nauki Kościoła, bo ona jest zawsze ta sama i trwa niezmiennie, a ma świadectwo proroków, apostołów i wszystkich uczniów. Otrzymaliśmy ją od Kościoła, więc jej strzeżemy, a ona zawsze za sprawą Ducha Świętego jakby w drogocennym naczyniu niby znakomity depozyt wiecznie jest młoda i odmładza samo naczynie, w którym się znajduje. Gdzie jest Kościół, tam jest Duch Boży, a gdzie jest Duch Boży, tam jest Kościół i pełnia łaski, a Duch jest Prawdą.”

Słowo Boże i Tradycja Święta ma żywy charakter (por. Hbr 4,12) i wywodząc się od Ojca i Syna przez Apostołów „rozwija się w Kościele pod opieką Ducha Świętego. Wzrasta bowiem zrozumienie tak rzeczy jak i słów przekazanych, już to dzięki kontemplacji (…), już też dzięki doświadczalnemu głębokiemu pojmowaniu spraw duchowych, już znowu dzięki nauczaniu tych, którzy wraz z sukcesją biskupią otrzymali niezawodny charyzmat prawdy.” (Sobór Watykański II — konstytucja dogmatyczna o objawieniu bożym „Dei verbum” (n 8,3)).

Kościół jest jedyną składnicą Prawdy dlatego, że jest depozytariuszem wiary Apostołów (Tradycji ustnej i pisanej, czyli Tradycji św. i Pisma św.). Natomiast nieprzerwane następstwo biskupów na wielkich stolicach (katedrach) sięgające aż do samych Apostołów (np. Rzym) daje gwarancję, że wiara jest identyczna z orędziem, które oni głosili.

Św. IRENEUSZ, bp Lyonu, zm. 202 r., uczeń św. Polikarpa

„Przeciw herezjom” (ok. 180-185 r.)

3,4,1: „Gdyby o jakim drobnym zagadnienieniu wyłoniła się dyskusja, czyż nie trzeba by zwrócić się do najstarszych Kościołów, w których żyli apostołowie i od nich brać to, co w dyskutowanym zagadnieniu jest pewne i jasne?”

Św. CYPRIAN, bp Kartaginy (200|210 – 258)

„List”

55,24: „Nie potrzebujemy być ciekawi czego on naucza, skoro on naucza poza Kościołem.”

Św. AMBROŻY, bp Mediolanu (333 – 397)

„List”

42,5: „Trzeba wierzyć Składowi Apostolskiemu, który jest zawsze nienaruszenie strzeżony i zachowywany w Kościele rzymskim.”

G) PRYMAT ŚW. PIOTRA W KOŚCIELE

Pismo św. wyraźnie ukazuje, że Pan Jezus objawiał siebie i głosił Ewangelię nie wszystkim ludziom w jednakowy sposób. Inaczej przemawiał do szerokiej publiczności, a inaczej do uczniów, których sobie wybrał. Do tłumów mówił np. w przypowieściach i nic im nie tłumaczył. Natomiast uczniom wyjaśniał wszystko na osobności. Jednak również i uczniów nie traktował na równi. Tylko niektórych zabierał np. do domu Jaira, w którym wskrzesił jego córkę, na górę Tabor czy też do Ogrójca, a więc w istotnych momentach swej działalności.

Mk 5,37: „I nie pozwolił nikomu iść ze sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego.”

Mk 9,2: „Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką.”

Mk 14,33: „Wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i począł drżeć, i odczuwać trwogę.”

Jednocześnie daje się zauważyć, że św. Piotra wyróżniał z pośród innych Apostołów:

– dom Piotra jest pierwszym z domów apostolskich nawiedzonych przez Chrystusa (Mk 1,29).

– z jego łodzi naucza (Łk 5,2-3)

– jemu nakazuje ponawianie „połowu” ludzi (Łk 5,4-5.9-10)

– jego najczęściej poucza i sprawdza, przygotowując go do pasterzowania (Mt 14,29; 26,34-35; Łk 5,4-5)

– jemu zmienia imię (Mt 16,18)

– do niego zwraca się mówiąc o Kościele, nazywając go Jego opoką (Mt 16,18)

– on otrzymuje klucze Królestwa (Mt 16,19)

– jemu nakazuje utwierdzanie braci w wierze i za niego szczególnie się modli (Łk 22,32)

– jemu pierwszemu ukazuje się zmartwychwstały (1 Kor 15,5; Łk 24,34)

– jemu przekazuje pasterzowanie (J 21,15-17)

– on dostaje widzenie dotyczące nawracania pogan (Dz 10,3.35; 15,7)

Także Apostołowie traktują Piotra jako ich przedstawiciela:

– Piotr w imieniu Apostołów zwraca się do Chrystusa, gdy mają wątpliwości (Mt 15,15; 16,15-16; 19,27; 18,21; Łk 12,41; J 6,68)

– on najczęściej odpowiada na pytania Chrystusa, kierowane do wszystkich (Mt 16,15; Łk 8,45)

– on przez św. Jana Ew. jest zawsze wymieniany z imienia, choć inni uczniowie występują anonimowo (J 18,15; 20,2; 21,2)[1]

– spisy apostolskie zawsze wymieniają go na pierwszym miejscu (Mt 10,2-4; Mk 3,16-19; Łk 6,13-6)

– autorzy NT po Jezusie najczęściej wymieniają imię Piotr (ok. 150 razy).

Także osoby spoza otoczenia Jezusa widzieli w Piotrze przedstawiciela Apostołów:

– do Piotra, a nie do innego z Apostołów przychodzą poborcy po podatek za Pana (Mt 17,24)

Nie może więc dziwić nikogo fakt, że po Wniebowstąpieniu Chrystusa, św. Piotr przewodził młodemu Kościołowi co ukazują Dz. Ap.:

– jego pierwszego wymienia spis apostolski (1,13)

– tylko on jest wyróżniony imiennie z pośród pozostałych Apostołów (2,14; 2,37; 5,29)

– on decyduje o wyborze 12 Apostoła (1,15.21)

– w imieniu Kościoła, przemawia w Zielone Świątki (2,14; 3,12)

– po zesłaniu Ducha Świętego on pierwszy uzdrawia (3,6) i wskrzesza (9,40)

– on nadzoruje nad zwyczajami pierwotnego Kościoła (5,23)

– broni wspólnotę przed Sanhedrynem (4,8)

– on kieruje pierwszym Soborem Jerozolimskim (15,7)

– do niego kieruje swe kroki św. Paweł po nawróceniu (Ga 1,18)


WIARA KOŚCIOŁA:

Ojcowie Wschodni:

Klemens Aleksandryjski (zm. ok. 215)

„Czy człowiek bogaty może być zbawiony”

21,4: nazwał św. Piotra „pierwszym wśród uczniów Chrystusa”

Orygenes (ok. 185 – 253/254)

„Homilia do Księgi Wyjścia”

5: „Zobacz, co jest powiedziane przez Pana temu wielkiemu fundamentowi Kościoła i najsilniejszej opoce, na której Chrystus zbudował Kościół.”

Św. Bazyli Wielki, bp Cezarei Kapadockiej (ok. 330-379)

„Reguły zakonne”

Chrystus św. Piotra „naznaczył po sobie pasterzem swego Kościoła”.

Dydym Ślepy (313 – 398)

„De Trinitate” 1,27; 2,18, 3, 10:

(obwołuje św. Piotra korfeuszem i przywódcą, który zajmował pierwsze miejsce między apostołami)

Św. JAN CHRYZOSTOM, bp, Konstantynopola (ok. 350 – 407)

homilia In illud „Hoc scitote”

opisuje go jako „korfeusza chóru, rzecznika zespołu apostołów, głowę grona apostolskiego, przywódcę całego świata, podwalinę Kościoła”

Św. CYRYL ALESerwis ApologetycznyNDRYJSKI, bp, (ok. 375 – 444)

„In Iohannem” 1,42: wyjaśnia, że Szymon został nazwany Piotrem,

„ponieważ Jezus Chrystus planował zbudować swój Kościół na nim.”

Późniejsi pisarze Wschodu reprezentują ten sam punkt widzenia (np. Teodoret, bp Cyru; św. Epifaniusz, bp Salaminy; św. Maksym Wyznawca, teolog)

Ojcowie Zachodni:

Tertulian (ok. 160 – ok. 220)

„Sprzeciw przeciw heretykom” (ok. 200)

22: „Czy nie pouczył o wszystkim Piotra, nazwanego opoką zaplanowanego Kościoła, któremu oddał klucze Królestwa Niebieskiego i przekazał władzę rozwiązywania i związywania tak w niebie jak i na ziemi.”

„ De Monogamia”

8: Kościół „został zbudowany na Piotrze”.

Św. CYPRIAN, bp Kartaginy (200/210 – 258)

„O jedności Kościoła” (ok. 250 r.)

3 – 5: „Mówi Pan do Piotra: Ja tobie powiadam, że ty jesteś Opoką, a na tej opoce zbuduję Kościół mój (…) Na nim jedynym buduje Kościół swój i jemu poleca paść owce swoje.”

Św. Stefan I, (23) bp Rzymu (zm. 257)

u Firmiljana (zm. 268) „List”

75,17: „Stąd można zrozumieć, że samemu Piotrowi Chrystus powiedział: cokolwiek zwiążesz na ziemi …”

Św. HILARY, bp Poitiers (ok. 315 -367)

„In Matthaeum” 7,6:

(św. Piotr był pierwszym, który uwierzył i był przywódcą apostolskiej grupy)

16,7: nazwał św. Piotra „fundamentem Kościoła” oraz „odźwiernym nieba”.

Św. AMBROŻY, bp Mediolanu (333 – 397)

„Enarrationes in Psalmos” 43,30:

(specjalną władzę nad Kościołem przyznaje samemu Piotrowi)

Opat z Mileve (zm. przed 400)

„Przeciw Parmenianowi donatyście”

Księga II: „Nie możesz więc zaprzeczyć, iż wiesz, że w mieście Rzymie została powierzona katedra biskupia, najpierw Piotrowi, który tam zasiadł, jako głowa wszystkich apostołów, stąd też został nazwany Opoką”.

Św. AUGUSTYN, bp Hippony (354 – 430)

„Enarrationes in Psalmos” 108,1; „Sermones” 46,30; 295,2:

(uważał św. Piotra za apostoła, któremu został nadany prymat oraz za symbol Kościoła jako całości)

„Contra Epistulam quam vocant Fundamenti”

5: św. Piotrowi „Pan po swoim zmartwychstaniu powierzył pasienie swych owiec”

H) PRYMAT BISKUPÓW RZYMSKICH

Żeby mieć podstawy do roszczeń związanych z prymatem biskupów należy wykazać, że św. Piotr, książę Apostołów, był obecny w Rzymie i kierował tą gminą.


PISMO ŚW:

1P 5,13: „Pozdrawia was ta, która jest w Babilonie razem z wami wybrana, oraz Marek mój syn.”

(por. Dz 12,17)

WIARA KOŚCIOŁA:

Św. IRENEUSZ, bp Lyonu, zm. 202 r., uczeń św. Polikarpa

„Przeciw herezjom” (180 -185)

3,1,1: „Mateusz również wydał na piśmie Ewangelię (…) gdy Piotr i Paweł głosili w Rzymie, gdzie założyli fundamenty Kościoła.”

3,3,2 : „znanym powszechnie Kościele założonym i zorganizowanym w Rzymie przez dwu

najznamienitszych Apostołów Piotra i Pawła.”

Gajusz (II/III w.)

„Rozprawa przeciw Proklosowi” (u Euzebiusza „Historia Kościoła”)

2,25,8: „Tedy i Wy przez tak serdeczne Wasze upomnienie związaliście jak najściślej Rzym z Koryntem, szczepy sadzone rękami Piotra i Pawła, toć obydwaj w naszym Koryncie szczep ten sadzili i nieśli nam naukę. To samo w Italii. Razem nieśli naukę i w jednym

czasie śmierć ponieśli męczeńską.”

Hegezyp (110 – 185)

(u Euzebiusza „Historia Kościoła” )

4,22,3: „Gdym był w Rzymie ustaliłem sukcesję (Piotrową) aż do Aniceta.”

Tertulian (ok. 160 – ok. 220)

„Sprzeciw przeciwko heretykom” (ok. 200)

36: „Jeśli zaś jesteś w sąsiedztwie Italii, masz tam Rzym, którego powagę i my uznajemy. Jak szczęśliwy ten Kościół. Jemu to Apostołowie całą naukę razem z krwią swoją przelali.

Tu Piotr upodobnił się w męce do Pana, tu Paweł został ukoronowany śmiercią…”

„Przeciw Marcjonowi” (207 r.)

4,5: „Uprzytomnijmy sobie (…) jakie słowa brzmią w uszach Rzymian, którym Piotr i Paweł zostawili w spuściżnie Ewangelię opieczętowaną swoją własną krwią.”

archeologia

Najnowsze odkrycia archeologiczne także potwierdzają prawdę, głoszoną przez Kościół rzymski, że Apostoł Piotr przebywał w Rzymie. Prace archeologiczne jakie prowadzili w latach 1940 – 1949 archeologowie E. Josi i B. Apollony – Ghetti oraz historycy jezuiccy wykazały, że w podziemiach Bazyliki watykańskiej znajduje się grób św. Piotra. W czasie tych prac znaleziono także fragmenty kości. Od 1952 r. pracami w podziemiach kierowała M. Guarducci. Złożyła ona wniosek, by znalezione kości poddać dokładnym badaniom naukowym. Stwierdzono, że szkielet należy do mężczyzny w wieku 60 – 70 lat o silnej budowie ciała, który żył przed dwoma tysiącami lat. Badania sprawdzono i nikt nie kwestionował ich wyników od strony naukowej (na podst. „Il sabato” (6.01.1990) i „Dizionacio storico religioso” (Roma 1966)).

Należy zauważyć, że także uczeni protestanccy tej miary co Harnack czy Lietzmann przyjmują pobyt Piotra Apostoła w Rzymie.

Tak więc na podstawie zgromadzonych świadectw wynika, że św. Piotr bez wątpienia przebywał w Rzymie i sprawował pieczę nad tamtejszą wspólnotą. Jeżeli nawet przyjmiemy, że jego obecność w gminie była niezbyt częsta, to i tak można wyprowadzić tezę, że w Rzymskiej wspólnocie wiernych byli legalnie wybrani starsi, którzy byli zatwierdzeni przez św. Piotra i oni pełnili rolę prezbiterów.

WIARA KOŚCIOŁA – TRADYCJA APOSTOLSKA:

W poapostolskim Kościele, Rzym wszędzie cieszył się szczególnym prestiżem, którego nikt nie kwestionował. Potwierdza ten fakt sama postawa Św. Klemensa, (3) biskupa Rzymu, który między rokiem 95 a 97 napisał list pasterski do wiernych w Koryncie. Nawoływał ich do pokory, zgody i jedności, bowiem w tym czasie w Koryncie pojawiły się spory. Mógł tymi sprawami zająć się np. Jan Apostoł, który jeszcze żył, lub któryś z uczniów apostolskich, mieszkających bliżej Koryntu. Głos jednak zabrał ten, który był świadomy swego prymatu.

Św. IGNACY, bp Antiochii, zm. ok. 110 r.

„List do Rzymian”

Wstęp: „Do Kościoła w Rzymie (…), który przewodzi w krainie Rzymian.”

3,1: „Ja zaś chcę, aby zachowały ważność także te polecenia, które nauczając innym dajecie.”

Św. IRENEUSZ, bp Lyonu, zm. 202 r., uczeń św. POLIKARPA

„Przeciw herezjom” (180 – 185)

3,3,2: „Z Kościołem bowiem rzymskim musi co do wiary zgadzać się każdy inny Kościół, gdyż w Kościele rzymskim wiernie przechowała się tradycja apostolska.”

Także w starożytnym Kościele, Rzym w dalszym ciągu zachował przyznawane mu bez zastrzeżeń pierwszeństwo z pośród istniejących patriarchatów Wschodu i Zachodu. Wyrazem tego przewodnictwa we wierze są ustalenia Soboru Nicejskiego (325 r.).

Stąd Ojcowie Kościoła Zachodniego nauczali i pogłębiali naukę o prymacie Rzymu np.:

Św. Ambroży, bp Mediolanu (333-397)

„De fide” 4,56; „Enarrationes in Psalmos” 40,30:

wnioskuje, że Kościół został wzniesiony na św. Piotrze i dodaje, że „gdzie jest Piotr, tam jest Kościół”

Opat z Mileve (zm. przed 400)

„Przeciw Parmenianowi donatyście”

Księga II: „W mieście Rzymie (…) w tej jednej stolicy ma być przez wszystkich zachowana jedność, aby inni apostołowie nie popierali swoich własnych stolic, bo byłby schizmatykiem i grzesznikiem ten, co by tej szczególnej stolicy przedstawał inną. ‘’

Św. Augustyn, bp Hippony (354-430)

„Epistulae”

43,3,7: „Kościół Rzymski jest tym, w którym zawsze było żywe pierszeństwo katedry apostolskiej.”

„Epistulae” 175; 176; 177:

(przypisywał papieżom władzę pasterską i nauczycielską rozciągającą się nad całym Kościołem)

Św. Leon Wielki, (44) bp Rzymu (zm. 461)

„Epistulae”

14,11: „Biskupi mają rzeczywiście powszechną godność, ale nie mają jednakowej rangi do tego stopnia, że nawet między świętymi apostołami mimo podobieństwa ich zaszczytnego stanu istniała pewna różnica władzy (…) .

(Dlatego) pewni ludzie, którzy mają stanowiska w większych miastach, winni się podjąć większej odpowiedzialności i że przez nich troska o powszechny Kościół ma się skupiać w jednej stolicy Piotrowej i nic nigdzie nie powinno być oddzielone od jego głowy.”

Trzeba jednak przyznać, że Ojcowie Wschodni (greccy) nie byli orędownikami (przynajmniej w teorii) powyższej nauki. Ale znaczące są fakty (właśnie w praktyce), że istnieją mimo wszystko (co prawda sporadycznie ale istnieją) napomknienia o tym (np. w okrzyku „Piotr przemówił przez Leona”, którym biskupi Soboru Chalcedońskiego (451) powitali „Tom” papieża Leona), że władza św. Piotra została w sposób mistyczny przekazana jego następcom na stolicy w Rzymie i w rezultacie tam się znajduje.

Oprócz tego świadczą o tym zwroty grzecznościowe, jakimi obdarzali papieży rzymskich biskupi i patriarchowie Kościołów wschodnich, np.:

Św. CYRYL ALESerwis ApologetycznyNDRYJSKI, bp, (ok. 375 – 444)

„List” 11,1; 11,7;

„Homiliae diversae”

11: pozdrawia papieża Celestyna jako „arcybiskupa całego świata.”

ZAKOŃCZENIE

Wszystkie nowo powstałe (na przestrzeni historii Kościoła powszechnego) wyznania, grupy religijne czy sekty, zarzucają mu, że w ciągu dziejów przeniknęło ze świata zewnętrznego wiele elementów spoza Objawienia. I że równocześnie wiele prawd apostolskich, głoszonych i wyznawanych przez Chrystusa i Apostołów, uległo czy to różnym przemianom, czy to zapomnieniu. Jednak w związku z tym, możnaby się zapytać wszystkich „braci odłączonych”:

1) Co wobec tego na przestrzeni dziejów „robił” Duch Święty, który miał stać na straży czystości nauk głoszonych przez Kościół (por. Dz. Ap. 15,28: „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my”) ?

2) Dlaczego ci wszyscy „bogobojni mężowie”, których rzekomo wzbudzał Bóg, na przestrzeni dziejów, aby „przywodzili na pamięć wiarę apostolską i nawoływali lud Boży do powrotu do jej pierwotnej czystości i piękna”, tak byli kierowani Duchem Świętym, że nigdy nikt nie głosił identycznej „prawdy”, ale ZAWSZE, w mniejszym lub większym stopniu, one się od siebie różniły (np. „prawda” Husa była odmienna od „prawdy” Lutra, z kolei jego „prawdy” w 100% nie przyjmowała E. White, a jeszcze inną „prawdę” głosił Russell itd.) ?

3) Dlaczego Duch Święty za każdym razem, gdy prorok – odnowiciel w modlitwie prosił Boga, aby przekazał Prawdę, każdemu z nich objawił inną „Prawdę”? Na świecie jest tysiące grup religijnych wywodzących się z chrześcijaństwa, z których każda przypisuje sobie wyłączność na posiadanie Prawdy. Wobec tego ile jest Duchów Świętych: tysiące czy jeden?

(A może jest tak, że ci co głoszą swoje nauki bez jedności i łączności z Kościołem, nie od Ducha Świętego otrzymują dar poprawnego wykładania nauk, ale są one ich własnymi, ludzkimi przekonaniami (stąd są omylne)?)

4) Dlaczego wszystkie wyznania protestanckie, później powstałe Kościoły przyjmują akurat właśnie kanon NT od Kościoła rzymsko – katolickiego, a nie któryś z kanonów nieprawosławnych Kościołów Wschodnich? Jeśli uznają autorytet Kościoła rzymskiego w sprawie doboru Ksiąg świętych NT (bo co do kanonu ST to przyjmują autorytet akurat Żydów, którzy obradowali w Jabne ok. 100 r. po Chrystusie!), to dlaczego nie chcą uznać zrozumienia Pisma św. od Kościoła (czyli całej nauki – Tradycji spisanej i niespisanej)?

Każdego Czytelnika proszę o Jego własne uwagi i ewentualne zastrzeżenia dotyczące treści poruszanych w tekście. Odpowiedź proszę kierować na adres:


PUNKT PORADNICTWA RELIGIJNEGO „EFFATHA”

przy parafii Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny
ul. Panny Marii 2; 87-100 Toruń


BIBLIOGRAFIA

1) „Biblia Tysiąclecia”, wyd. III poprawione. Poznań – Warszawa 1980.

2) „Sobór Watykański II – konstytucje, dekrety, deklaracje” Poznań.

3) „Katechizm Kościoła Katolickiego” Poznań 1994.

4) „Pisma Starochrześcijańskich Pisarzy” (ATK) Warszawa 1990.

5) Euzebiusz z Cezarei „Historia Kościelna” Kraków 1993.

6) Bober SJ „Światła ekumeny” (antologia patrystyczna) Kraków 1965.

7) Altaner, A. Stuiber „Patrologia” Warszawa 1990.

8) ks. Sz. Pieszczoch „Partologia” Gniezno 1994.

9) bp St. Gądecki „Tradycja a Pismo” Św. Gniezno 1995.

10) J.N.D. Kelly „Początki doktryny chrześcijańskiej” Warszawa 1988.

11) Pod red. ks. M. Starowieyskiego „Apokryfy Nowego Testamentu” Lublin 1986.

12) Ks. Sz. Włodarski „Siedem soborów” Warszawa 1969.

13) H. Masson „Słownik herezji w Kościele katolickim” Katowice 1993.

14) Bp. Z. Pawłowicz „Kościół i sekty w Polsce” Gdańsk 1996.

15) Wł. Bednarski „Pismo Święte a nauka świadków Jehowy” Gdańskie Sem. Duchowne 1993.

16) ks. E. Przekop „Wschodnie patriarchaty starożytne” Warszawa 1984.

17) J. Ratzinger „Kościół wspólnotą” Lublin 1993.

18) Ks. S. J. Stasiak, ks.R.Zawiła „ABC teologii dogmatycznej” Oleśnica – Wrocław 1993.

19) O. J. Salij OP. „Pytania nieobojętne” Poznań 1993.

20) T. Adwentowicz „Co nas łączy co nas dzieli” Warszawa 1986.



[1] zob. też u św. IGNACEGO, bp Antiochii, zm. ok. 110r. „List do Kościoła w Smyrnie” 3,2: „Piotr z towarzyszami”.


W SERII BIBLIOTECZKA PUNKTU „EFFATHA”
DOTYCHCZAS UKAZAŁY SIĘ:

1. „Do Braci odłączonych”

Broszurka przedstawia działanie Ducha Świętego w Kościele. Na podstawie Pisma Świętego i Ojców Kościoła ukazuje prawdy wiary m.in. na temat: niezniszczalności Kościoła, jego nieomylności i prymatu biskupów rzymskich.

2. „Patriarchaty i Kościoły Wschodnie”

Historyczne opracowanie na temat Kościołów Wschodnich, podane w formie syntezy. Przedstawione są zarówno Kościoły katolickie (mające łączność z biskupem rzymskim), jak i niekatolickie (prawosławne i przedchalcedońskie oraz ich odłamy).

3. „Dlaczego uznaję natchnienie ksiąg deuterokanoni-cznych?”

Odpowiedź w formie polemiki na liczne kwestie sporne zawarte w broszurze autorstwa Henryka Turkanika, pt. „Wokół zagadnień starotestamentowych”, wydanej przez wydawnictwo Kościoła Wolnych Chrześcijan.

4. „Czy istnieją biblijne dowody na reinkarnację?”

Kolejna polemika. Tym razem z opracowaniem zatytułowanym „Biblijne dowody na reinkarnację”, rozprowadzanym przez Wewnętrzny Kościół Ducha Chrystusowego. Odpowiedź zawiera rzeczywistą chrześcijańską naukę na temat życia po śmierci, udokumentowaną na Piśmie Św. i wyrażoną w Tradycji Świętej.


Punkt Poradnictwa Religijnego „Effatha”
przy parafii Wniebowzięcia NMP
ul. Panny Marii 2, 87-100 Toruń

KSIĘGI WTÓRNOKANONICZNE STAREGO TESTAMENTU

Toruń 2001; Biblioteczka Punktu „Effatha” w Toruniu Nr 5 *

„Wszystkie (…) księgi, które Kościół przyjmuje za święte i kanoniczne w całości
i ze wszystkimi ich częściami, zostały napisane z natchnienia Ducha Świętego.”
papież Leon XIII,
Encyklika „Providentissimus Deus” (1893)


ODPOWIEDŹ na kwestie sporne (tj. liczne uogólnienia, przeinaczenia faktów, a nawet kłamstwa) zawarte w książeczce, której autorem jest Jerry Dean, p.t. „Co Biblia mówi o … apokryfach”, Gdynia 1997, wyd. „Barnaba”.


1. „Gdybyś poświęcił minutkę by przyjrzeć się indeksowi Biblii Tysiąclecia i porównał to z Biblią Gdańską lub Biblią Brytyjską zauważyłbyś, że lista ksiąg w Biblii Tysiąclecia jest dłuższa.” (str. 5)

Odp. Nie jest prawdą, że w Polsce tylko wydania Biblii katolickiej zawierają dłuższą listę ksiąg natchnionych. Wydanie XVIII Biblii Brytyjskiej (tzw. Nowy Przekład) z roku 1990 zawiera 46 ksiąg ST, razem z 7 pismami deuterokanonicznymi. Ponadto w słowie wstępnym do tego wydania podano, że Towarzystwa Biblijne w Europie od XIX wieku także wydawały Pismo Święte z księgami wtórnokanonicznymi ST. „Księgi te znikły z późniejszych protestanckich wydań Biblii, ponieważ purytanie z Brytyjskiego Towarzystwa Biblijnego postawili warunek, że będą drukować Biblię w jęz. polskim, ale bez deuterokanonicznych Ksiąg.” (Mikulski, str. 231, zob. też Tyloch, str. 438)

Natomiast w XVI-wiecznej Biblii Brzeskiej i XII-wiecznej Biblii Gdańskiej wydawcy – protestanci umieścili nie tylko księgi deuterokanoniczne ST, ale również rzeczywiste apokryfy (tzn. 3 Mch, 3 i 4 Ezd).

2. „Żydowska rada Rabinów zebrała się w 70 roku po narodzeniu Chrystusa, aby zadecydować, które księgi powinny być włączone do Pism Hebrajskich (naszego Starego Testamentu).” (str. 5)

Odp. Nie wiem skąd autor wziął informację, że tzw. synod w Jamnii odbył się w 70 r. po Chr., bowiem historycy podają lata 90-100. (zob. np. ks. Penar, str. 39 i Tyloch, str. 434)

Oprócz tego współcześni znawcy tematyki kanonu są zdania, że rabini nie zebrali się w Jamnii po to, aby określić kanon lub wydać autorytatywne orzeczenie w tej sprawie. Raczej „dyskusje związane z kanonem, które toczyli nauczyciele w Jamnii, dotyczyły jedynie tego, czy jakąś księgę lub dwie (np. Estery) należy istotnie uznać za biblijną.” (VanderKam, str. 146)

Zresztą jeśli mielibyśmy większą wagę przywiązywać do orzeczenia synagogi żydowskiej niż do nauki Kościoła założonego przez Chrystusa, to musielibyśmy również i oświadczenie synagogi – odnośnie osoby Pana Jezusa przyjąć za prawdziwe, a jak wiadomo kapłani żydowscy i starsi nie uznawali naszego Pana za Syna Bożego i Mesjasza, co więcej – skazali Go na śmierć. (zob. Mt 26,59-68 i 27,1-2)

W tym kontekście zastanawiające jest też to, że skoro przez niektórych chrześcijan (w tym autora książeczki) jest tak bardzo akcentowana rola żydów w kwestii kanonu, to dlaczego jednocześnie jest ignorowany przez nich układ ksiąg biblijnych ustalony przez tychże żydów? Przecież Biblia Hebrajska np. Dn wylicza wśród „Pism” (tj. w ostatniej części zbioru), natomiast protestanci (idąc za autorytetem Kościoła katolickiego), zaliczają ją do pism prorockich.

3. „Te księgi (deuterokatoniczne ST – dop. mój) pojawiły się w łacińskiej Wulgacie (w jednym z wczesnych tłumaczeń łacińskich z hebrajskiego) pierwotnie jako dodatek z adnotacją zwracającą uwagę na fakt, że nie są częścią hebrajskiego kanonu.” (str. 6)

Odp. Należy zaznaczyć, że wcześniejszymi od Wulgaty tłumaczeniami łacińskimi Pisma Świętego były te, które powstały w II wieku na terenach Afryki i południowej Galii. Były to przekłady „Vetus Latina” i zawierały księgi deuterokanoniczne. Św. Hieronim pracując nad Wulgatą korzystał z tych starołacińskich tekstów. (zob. ks. Penar, str. 36 i Bednarski, str. 263)

4. „Nie ma ich w Biblii Hebrajskiej i nigdy nie zostały włączone do jej kanonu.” (str. 6)

Odp. Owszem, współcześnie nie ma ksiąg deuterokanonicznych w Biblii Hebrajskiej, ale nie jest prawdą, że wcześniej żydzi (przynajmniej niektórzy) nie włączali ich do kanonu, gdyż:

– historia potwierdza fakt odczytywania w synagogach Ba w Dniu Przebłagania jeszcze w IV w. po Chr., a wcześniej czytano też: 1 Mch, Tb, Jdt.

– do X w. po Chr. pisarze palestyńscy przytaczają fragmenty Syr i cytują jako księgę św. (zob. Bednarski, str. 261).

– Syr jako kanoniczną cytuje Talmud (zob. Wstęp do Syr w BT).

– podczas wykopalisk na Masadzie (zdobytej przez Rzymian w 73 r. po Chr.) znaleziono fragmenty hebr. Syr (zob. Tyloch, str. 402).

5. „To oznacza, że Żydzi, naród wybrany który otrzymał Prawo od Boga, uważali, że autorzy tych ksiąg nie byli natchnieni przez
Boga.”
(str. 6)

Odp. Należy stanowczo podkreślić raz jeszcze to, że z chwilą gdy synagoga żydowska odrzuciła Jezusa Chrystusa jako Mesjasza, przestała być reprezentantką Boga na ziemi. Synagogę zastąpiła Nowa Oblubienica – Kościół Boży. Dlatego z chwilą pojawienia się Wspólnoty Chrześcijańskiej jakiekolwiek decyzje doktrynalne jakichkolwiek rad żydowskich już nas nie obowiązują.

To przecież Kościół założony przez Chrystusa (Mt 16,18), będący „Jego Ciałem” (Ef 1,23), któremu Pan posyła „na zawsze” (J 14,16) swego Ducha przypominającego mu „wszystko” (J 14,26) i doprowadzającego go „do całej prawdy” (J 16,13), który dzięki temu jest „filarem i podporą prawdy” (1 Tm 3,15) oraz „raz na zawsze” wie „już wszystko” (Jud 5) jest jedynym autorytetem w doborze Ksiąg świętych i tylko ten Kościół z ustanowienia i woli Bożej („kto was słucha, Mnie słucha”, Łk 10,16) rozpoznaje, która księga (zarówno ST, jak i NT) należy do kanonu, a która nie.

Natomiast nie mają tego autorytetu ani odrzuceni Żydzi, ani też ludzie nie uznający tego Kościoła, ani nawet wierni wyłączający się z tego Kościoła. Owszem, gdyby kanon ST był ustalony przez Żydów (mówiąc ściślej – przez pomazańców Bożych obdarzonych Duchem Świętym jak np. prorocy) przed przyjściem Syna Bożego, to wówczas mieliby oni decydujący głos w tej sprawie, a Kościół musiałby przyjąć ich ustalenia. Jednak księgi ST zawierające słowo JHWH nic nie mówią o kanonie biblijnym.

6. „Księgi te zostały napisane (…) w języku greckim (a nie w hebrajskim jak reszta Starego Testamentu). Wyjątek stanowi druga księga Ezdrasza, w której znajdujemy fragmenty także w kilku innych językach.” (str. 6)

Odp. Nie jest prawdą, że wszystkie księgi deuterokanoniczne ST zostały napisane po grecku. Tylko dwie z nich (2 Mch i Mdr) nie powstały w języku hebrajskim, względnie aramejskim. O pierwotnym języku hebrajskim tych pism świadczą wykopaliska (w Kairze, Qumran i na Masadzie), zapisy Ojców i pisarzy Kościoła (św. Hieronima i Orygynesa), a także filologowie różnych orientacji. (zob. Bednarski, str. 194, Tyloch, str. 383 i Wstępy do tych ksiąg w BT).

W tym kontekście zastanawiające jest to, że nie wiadomo z jakich powodów wyjątek czyni się dla Ezd. Zresztą co by nie mówić, to także NT jest napisany po grecku, więc o natchnieniu danych ksiąg nie tyle decyduje język, w jakim są napisane, ale fakt, „że spisane pod natchnieniem Ducha Świętego (…) Boga mają za autora i jako takie zostały Kościołowi przekazane” (Sobór Watykański II – „Dei Verbum” (n 3,11), str. 355) „i zarządzeniem kościelnych przepisów – uznane za święte.” („Kanon Muratoriego”, w. 61-63, cyt. za Starowieyski (red.), str. 39)

7. „Żydzi palestyńscy (…) nigdy nie zaakceptowali wydań apokryficznych (tzn. deuterokanonicznych – dop. mój).” (str. 7)

Odp. Nie jest prawdą, że żydzi palestyńscy nie akceptowali ksiąg deuterokanonicznych (dla autora – apokryficznych). Jeszcze w czasach Chrystusa (i znacznie później – zob. odp. do pkt. 4) nie istniał ostatecznie ustalony i powszechnie obowiązujący zbiór świętych ksiąg, więc różni żydzi uznawali jego różne wersje. I tak np.:

– saduceusze za natchniony uważali tylko Pięcioksiąg (zob. Dz 23,8)

– esseńczycy z Qumran uznawali nie tylko księgi deuterokanoniczne wraz z pozostałymi księgami znajdującymi się w LXX (np. Ps 151), ale także pisma z poza LXX (np. Testamenty Dwunastu Patriarchów, Henocha, Jubileuszów), jak i inne teksty (np. Zwój Świątyni). (zob. VanderKam, str. 44-52 i 150-154).

„Twierdzenie (…), że Żydzi palestyńscy nie uznawali nigdy ksiąg deuterokanonicznych jest sprzeczne z faktami historycznymi. W tłumaczeniach ich bowiem (Akwil, Sumacha i Teodocjana) znajdują się i księgi deuterokanoniczne (Bar, fragmenty Daniela i Estery), Józef Flawiusz (…) cytuje fragmenty Est. i 1 Mch. Mimo dyskusji wokół Ekli (Syr – dop. mój) i Mądr. (…) cytowano Ekli, jako księgę świętą Midrasza, wreszcie posługują się księgami Tob. i Judt., a Talmud (Chagia 2:1, Sanhedryn 10) cytuje Ekli.”

(ks. dr Eugeniusz Dąbrowski (red.) „Encyklopedia Biblijna”, tom I, str. 648 – cyt. za Szczepańscy …, str. 212)

8. Hieronim „Ściśle trzymał się kanonu hebrajskiego i otwarcie deklarował, że pisma apokryficzne nie są częścią kanonu.” (str. 8)

Odp. Należy otwarcie przyznać, że w pewnym sensie św. Hieronim miał prawo wątpić w natchniony charakter kilku ksiąg, które ostatecznie weszły w skład kanonu Kościoła Chrystusowego. Dlatego, bo do czasu gdy żył św. Hieronim (IV/V w.), Kościół katolicki na żadnym z odbytych wcześniej soborów powszechnych (zjazdów całego chrześcijaństwa) nie wypowiadał się autorytatywnie w kwestii kanonu. Tylko lokalne synody (obrady kilku prowincji) oraz pojedynczy Ojcowie Kościoła podawali w tym czasie, różniące się między sobą wersje katalogów biblijnych, ale te ustalenia nie miały rangi dogmatu (jak w przypadku Soboru Powszechnego w Trydencie).

Jednak stanowczo należy podkreślić, że „większość Ojców Kościoła trzymała się dłuższego kanonu. Najwybitniejszym przedstawicielem tego stanowiska był św. Augustyn (354-430) i pod jego wpływem padły w IV w. pierwsze orzeczenia Kościoła w sprawie kanonu ksiąg ST.” (ks. Penar, str. 40)

9. „Do szesnastego stulecia księgi apokryficzne nie były oficjalnie traktowane jako Pisma natchnione.” (str. 8)

Odp. „W dwu pierwszych wiekach w każdym razie Kościół przyjął zdaje się wszystkie te dodatkowe księgi albo większość z nich, jako natchnione i traktował je niewątpliwie jako Pismo Św.” (Kelly, str. 50)

Potwierdzeniem tego faktu jest to, że pierwsi biskupi chrześcijańscy (Ojcowie Apostolscy) cytowali księgi deuterokanoniczne ST i powoływali się na ich treść, np.:

– św. Klemens, biskup Rzymu (zm. 101) w „Liście do Koryntian” 27,5 cytuje Mdr 12,12.

– św. Polikarp, uczeń św. Jana Apostoła i biskup Smyrny (zm. ok. 156) w „Liście do Filipian” 10,2 cytuje Tb 12,9.

(zob. PSP tom XLV, str. 37 i 100).

„Sobór Trydencki w roku 1546 nie włączył do Kanonu żadnych nowych ksiąg, lecz jedynie ogłosił za obowiązujące te księgi, które już od pierwszych wieków były uważane przez Kościół za natchnione.” (Szczepańscy …, str. 210)

10. „W ciągu pierwszych piętnastu wieków Kościoła papieże i wielce szanowni uczeni zgodnie utrzymywali pogląd, że ksiąg apokryficznych nie dotknęła Boża inspiracja. Do osób tych należeli: papież Grzegorz Wielki (590 po Chr.), Walafrid Strabo, Hugon z Saint Victor, Hugon z Saint Cher i Mikołaj z Liry.” (str. 8)

Odp. Autor manipuluje faktami. Jeśli chodzi o Ojców Kościoła to: „Dla zdecydowanej większości (…) pisma deuterokanoniczne zaliczały się do Pisma Świętego w najpełniejszym tego słowa znaczeniu.” (Kelly, str. 52)

Jeśli chodzi o Kościół Zachodni, to księgi deuterokanoniczne były niezmiennie uznane od IV/V w. – synody: w Hipponie (393) oraz w Kartaginie (397 i 419). (zob. Kelly, str. 52 i ks. Penar, str. 40)

Jeśli chodzi o Kościół Wschodni, to przynajmniej niektóre z tych pism na pewno były uznane na synodach: w Laodycei (360) i w Trullo (692). (zob. ks. Znosko, str. 175 oraz str. 71 i 33)

Jeśli chodzi o papieży rzymskich, to np. za pontyfikatu Damazego (zm. 384) odbył się synod w Rzymie, który wśród pism kanonicznych wymienia w całości zbiór ksiąg potwierdzony później uroczyście na Soborze Trydenckim. Identyczny spis podał również papież Innocenty I (zm. 417) w liście do biskupa Tuluzy Eksuperiusza, przyjaciela św. Hieronima. (zob. Kelly, str. 52 i ks. Starowieyski (red.), str. 48,49 i 51)

Również niezgodne z prawdą jest twierdzenie autora, iż papież Grzegorz Wielki (zm. 604) kwestionował natchniony charakter ksiąg deuterokanonicznych ST. Wyrażał on bowiem tylko „wątpliwości co do I Księgi Machabejskiej („Moralia”, XIX.34-PL 76,119).” (Hartliński (red.), str. 106)

Natomiast jeżeli chodzi o poglądy pozostałych wymienionych przez autora „wielce szanownych uczonych”, to trudno jest mi się wypowiedzieć, gdyż nic o ich życiu nie podają źródła historyczne, do których dotarłem. Stąd mniemam, iż ich oddziaływanie na dzieje chrześcijaństwa było po prostu znikome…

11. „8 kwietnia 1546 roku Sobór Trydencki wydał rozporządzenie, że kanon Starego Testamentu zawiera apokryfy (…).” (str. 10)

Odp. „Trzeba zwrócić (…) uwagę na to, że uroczyste potwierdzenie kanonu, gdy próbowali go naruszyć luteranie nie ma nic wspólnego z wprowadzeniem tych ksiąg do kanonu. Tak samo jak dogmat z 1950 r. o Wniebowzięciu Maryi wcale nie oznacza tego, że wcześniej Kościół nie wierzył w obecność Matki Bożej w niebie.” (Bednarski, str. 262)

Autor (i jego zwolennicy) zamiast twierdzić, że Kościół katolicki wprowadził apokryfy do Biblii, powinni cieszyć się, że to wręcz odwrotnie: przez wieki uchronił ją przed nawałem pism niezgodnych z naukami Pana Jezusa i Apostołów. Istnieje przecież wiele rzeczywistych apokryfów ST i NT. Można by więc tych wszystkich krytyków zapytać: „jeśli uważają, że Kościół wprowadził 7 ksiąg do kanonu, to dlaczego były to te, a nie inne księgi i czemu akurat 7, a nie więcej jeśli było tak wiele apokryfów.”? (Bednarski, str. 262)

12. „(…) Kościół Katolicki nadał tym spornym księgom tytuł: „wtórnokanonicznych” co oznacza „dodane później do kanonu.” (str. 10)

Odp. Owszem, Kościół nadał tym księgom nazwę „wtórnokanonicznych” (inaczej „deuterokanonicznych”), lecz cytowana przez autora książeczki definicja (zaczerpnięta z popularnego opracowania kościelnego) nie oddaje w pełni rzeczywistego znaczenia nazwy tych ksiąg.

„Protokanonicznymi są te, o których natchnionym charakterze i przynależności do zbioru autentycznych pism Kościoła nigdy nie wątpiono. Deuterokanonicznymi są te pisma, których boskie pochodzenie i przynależność do zbioru autentycznych pism Kościoła w pewnych czasach lub w pewnych miejscach była kwestionowana i odrzucana.” (ks. Penar, str. 38)

Przy okazji nasuwa się pytanie. Mianem „księgi deuterokanoniczne” określa się nie tylko pismo sporne ST (wraz z dodatkami), ale też księgi sporne NT, tj.: Hbr, Jk, 2P, 2J, 3J, Jud i ApJ (wraz z dodatkami np. Mk 16,9-20). Z tego wynikałoby, że dla autora (i tych co podzielają jego poglądy) te 7 ksiąg deuterokanonicznych NT to … apokryfy. Dlaczego więc na poparcie własnych doktryn cytują te pisma? Dla mnie jest to nielogiczne: księgi wtórnokanoniczne NT można czytać i cytować, ale ksiąg wtórnokanonicznych ST nie można!

13. „Kanoniczność tych ksiąg (deuterokanonicznych ST – dop. mój) jest odrzucana przez wszystkie Kościoły chrześcijańskie z wyjątkiem Katolickiego i Prawosławnego.” (str. 10)

Odp. Autor znowu kłamie (świadomie lub z niewiedzy), bo np.: „Monofizycki Kościół koptyjski, oprócz kanonu uznanego przez Kościół katolicki, dołączył apokryfy: Ps 151 oraz Trzecią Księgę Machabejską. (…) Kościół etiopski ma kanon taki sam jak Kościół katolicki, jednak teologowie etiopscy dołączają apokryfy: Księgę Henocha, Trzecią i Czwartą Księgę Ezdrasza, Trzecią i Czwartą Księgę Machabejską, Księgę Jubileuszów, Wniebowstąpienie Mojżesza, Apokalipsę Barucha i Wniebowstąpienie Izajasza (…) Kościół ormiański, poza księgami wyliczanymi przez kanon Kościoła katolickiego, dołączył do ST: Trzecią Księgę Ezdrasza, Trzecią Księgę Machabejską i Testamenty Dwunastu Patriarchów.” (ks. Szymanek, str. 30 i 31, zob. też np. Mikulski, str. 229)

Jak widać kanoniczność ksiąg wtórnokanonicznych ST jest uznawana przez starożytne Kościoły: zarówno prawowierne (katolicy) jak i nieprawowierne (np. monofizyci). Natomiast świętość tych pism jest odrzucana przez wszystkie te związki wyznaniowe, które na arenie religii chrześcijańskiej istnieją dopiero najwyżej od: kilkuset lat (luteranie) czy kilkudziesięciu lat (np. protestanci luteran). Które więc Kościoły są bardziej kompetentne przy ustalaniu kanonu? Te z historią 2000 lat czy kilkudziesięciu? „Gdyby o jakim drobnym zagadnieniu wyłoniła się dyskusja, czyż nie trzeba by zwrócić się do najstarszych Kościołów, w których żyli apostołowie i od nich brać to, co w dyskutowanym zagadnieniu jest pewne i jasne?” (św. Ireneusz, bp Lyonu (zm. 202), uczeń św. Polikarpa, „Przeciw herezjom” (3,4,1) – cyt. za Bober SJ, str. 41)

14. „Nie ma śladu w Piśmie, by na pisma apokryficzne powoływał się Jezus, Żydzi, pisarze Nowego Testamentu, czy większość uczonych i Ojców Kościoła. Żaden z pisarzy Nowego Testamentu ich nie cytował, ani nawet nie wspominał.” (str. 10)

Odp. Nie jest argumentem to, że księgi deuterokanoniczne nie są cytowane przez Chrystusa i Apostołów. Wielu innych ksiąg ST też nie znajdziemy zacytowanych w NT (Est, Koh, Ezd, Ne, Ab, Na, So, Rt, Pnp). To, że cytowanie lub nie cytowanie pism nie przesądza o ich natchnieniu poświadcza również to, iż:

„List św. Judy cytuje wyraźnie Księgę Henocha (zob. Jud 14), co nie jest wprawdzie równoznaczne z zaliczeniem jej do Pism, fakt ten jednak pozwala przypuszczać, że cieszyła się ona pewną powagą. Wielu pisarzy chrześcijańskich w okresie późniejszym uważało ją za świętą.” (Ziółkowski, str. 101, zob. również VanderKam, str. 153)

Warto w tym miejscu dodać, że św. Paweł przytacza imiona czarowników egipskich znane tylko z apokryfów (zob. 2 Tm 3,8).

Z kolei na temat poglądów żydów i Ojców Kościoła w kwestii natchnienia wtórnokanonicznych ST zabrałem głos wyżej. Przyjrzyjmy się więc co sądzili na temat kanonu ST sami „wielcy uczeni”. I tak np.:

– Luter co prawda odrzucił wszystkie księgi deuterokanoniczne ST, ale żałował, że „nie zrobił wyjątku dla 1 Mch” (Wstęp do Mch w BT); co ciekawe wg niego księgą niekanoniczną była też protokanoniczna Księga Hioba (zob. Hartliński (red.), str. 115) oraz kilka ksiąg deuterokanonicznych NT (Hbr, Jk, Jud, Ap) (tamże, str. 115).

– Kalwin pozostawiał kwestie natchnienia ksiąg do uznania wiernych, sam natomiast uznawał Mdr (zob. „Institutiones” lib. 1, cap 1,18 – podaję za Salij’em, str. 50).

– luteranie obradujący w Toruniu na Colloquium Charitativum w 1645 przyjmowali natchnienie Ba razem z „Listem Jeremiasza” (Ba 6) (zob. ks. Piszcz, str. 137); co ciekawe wg nich księgą niekanoniczną była księga deuterokanoniczna Nt–Ap (tamże, str. 137).

15. Chociaż w Nowym Testamencie nie ma żadnych cytatów, wzmianek lub odnośników do pism apokryficznych, niektórzy teologowie katoliccy uważają, że mogą istnieć jakieś możliwe aluzje.” (str. 11)

Odp. Wydaje się, że kwestia występowania w NT aluzji z pism deuterokanonicznych ST nie jest aż tak istotna, gdyż „w Nowym Testamencie znajdujemy aluzje do ksiąg uznanych później za apokryficzne, czyli niekanoniczne: Psalmów Salomona, Trzeciej i Czwartej Ezdrasza, Czwartej Machabejskiej i Wniebowzięcie Mojżesza.” (Ziółkowski, str. 101, zob. też VanderKam, str. 153)

Od języka, cytatów, wzmianek czy aluzji ważne są same ustalenia Kościoła świętego, podjęte autorytatywnie na soborze powszechnym, pod przewodnictwem Ducha Świętego (por. Dz 15,28: „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my …”).

16. „Pewną ciekawostką dotyczącą ksiąg apokryficznych jest brak jakichkolwiek wzmianek odnośnie przyjścia Mesjasza.” (str. 11)

Odp. Jest to krótko mówiąc niepoważny argument, bo przecież w kilku księgach protokanonicznych też brakuje tych wzmianek, co poświadcza sam autor pisząc w kolejnym zdaniu, iż „Stary Testament jest pełen tej nadziei prawie w każdej księdze.”

Z kolei jedne księgi deuterokanoniczne ST zawierają szczegółowe proroctwa dotyczące życia Pana Jezusa (np. Mdr przepowiada Zbawicielowi prześladowania, śmierć okrutną i zmartwychwstanie, jak też następującą po niej chwałę), a jedne księgi protokanoniczne ST tych informacji nie mają (np. Rt, Est). A Pieśń nad Pieśniami to księga, „która nie zawiera żadnej myśli religijnej.” (Wstęp do Pnp w BT). Czy może na podstawie tak przyjętego kryterium, należałoby kwestionować natchnienie ww. pism protokanonicznych?

17. „Kilka (ksiąg deuterokanonicznych ST – dop. mój) nie zawiera widocznych błędów, podczas gdy w innych aż gęsto jest od geograficznych, historycznych i chronologicznych pomyłek.” (str. 13)

Odp. Biblia to nie księga naukowa w ludzkim tego słowa znaczeniu (np. geograficzna, biologiczna), ale księga o tym jak postępować, by dostać się do nieba. Owszem, podaje wiele prawdziwych informacji naukowych, ale niekiedy też niezgodnych z nimi. W wielu miejscach (nie tylko w pismach deuterokanonicznych, ale i w protokanonicznych) występują liczne pomyłki i sprzeczności, które (z punktu nauczania chrześcijańskiego) nie wpływają na wiarygodność ksiąg biblijnych. Oto kilka przykładów:

Księga Jonasza „ukazuje Niniwę jako olbrzymie miasto, które rozciągało się na trzy dni drogi pieszo (Jon 3,3), a tymczasem mury ją otaczające miały około 13 km długości w obwodzie, a powierzchnia miasta nie zajmowała więcej niż 7 kilometrów kwadratowych. Widać więc tu wyraźnie, że autor księgi dał się ponieść wyobraźni i lekko przesadził (…).” (Tyloch, str. 221)

„Pierwsza część Księgi Sędziów wyraźnie sprzeciwia się Księdze Jozuego. W Księdze tej bowiem zdobycie kraju przedstawiono jako (szybkie – dop. mój) dzieło zjednoczonych plemion izraelskich pod wodzą Jozuego. Natomiast w Księdze Sędziów przedstawia się podbój kraju jako (powolne – dop. mój) dzieło poszczególnych plemion, które musiały (…) walczyć o swój kawałek ziemi jeszcze długo po śmierci Jozuego.” (Tyloch, str. 115 i 116)

W Księdze Daniela są „rażące błędy historyczne i nieprawdziwe dane. Nie było bowiem żadnego oblężenia Jerozolimy „w trzecim roku Jehojakima”, a więc w 605 r. p.n.e. (Dn 1,1) (…). Nie ma też w historii miejsca dla Dariusza Medyjczyka jako następcy Belszasara (6,1), poprzednika Cyrusa (6,29) i syna Kserksesa (9,1), gdyż kolejność władców w Persji była inna: Cyrus, Kambyzes, Dariusz, Kserkses.” (Tyloch, str. 339)

Podobne „błędy” występują także w NT (por. np. różniące się w szczegółach opisy przedstawiające nawrócenie św. Pawła pod Damaszkiem – zob. przypis w BT do Dz 22,6-16 albo pomyłkę podaną przez Ewangelistę Mateusza – zob. przypis w BT do Mt 23,35).

18. „Są jednak i takie (księgi deuterokanoniczne ST – dop. mój), które zawierają poważne moralne i doktrynalne błędy, co jest bardzo niebezpieczne.” (str. 13)

Odp. Na poparcie swojego twierdzenia, autor przytoczył całą masę (raczej mniej, niż bardziej poważnych) cytatów z ksiąg deuterokanonicznych ST, do których dołączył komentarz. Na kilka z nich można znaleźć odpowiedź w przypisach do BT, więc tam odsyłam. Resztę cytowanych fragmentów posegregowałem tematycznie i ustosunkowałem się do nich grupowo. Wreszcie parę z nich pominąłem (np. Syr 8,19). bo komentarze autora są aż tak naiwne, że szkoda papieru na polemikę.

a) Tb 4,17; 5,13; 6,13; Jdt 9,2.10.13; 2 Mch 9,13-17; Mdr 2,24; 10,1; 10,9-11,4; 12,1; 19,19-21.

Odp. Wyjaśnienia podane są w przypisach do BT, przy czym jeśli chodzi o: Tb 6,13 – zob. przypis do 6,12; 2 Mch 9,13-17 – zob. przypis do 9,1-28; Mdr 10,9-11,4 – zob. przypis do 10,1.

b) Tb 4,10; 12,9; 14,10-11; Syr 3,30; 29,12-13; 40,17; 40,24 oraz Syr 3,3 i 3,14.

„Te fragmenty uczą, że dawanie pieniędzy (1) uwalnia od śmierci, (2) powstrzymuje ludzi przed wchodzeniem do ciemności, (3) oczyszcza od grzechu. (Natomiast w – dop. mój) Kpł 17,11 powiedziane jest, że: „krew jest przebłaganiem na życie.” (str. 15)

Odp. Sprzeczność jest pozorna. Wiadomo, że Ofiara Chrystusa jest jedyna i wystarczająca. Ale „człowiek dostępuje usprawiedliwienia na podstawie uczynków, a nie samej tylko wiary” (Jk 2,24) w Ofiarę Chrystusa. Jałmużna to jeden z dobrych uczynków miłości bliźniego, które podkreślają dynamizm wiary w życiu praktycznym. Taka „miłość zakrywa wiele grzechów” (1 P 4,8; por. Prz 10,12 i Jk 2,14 z przypisem w BT; zob. także pisma wczesnochrześcijańskie np. „Didache” 4,6-7; „List do Filipian” św. Polikarpa 10,2). Te i podobne problemy („Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów” Syr 3,3; por. 3,14) jednoznacznie wyjaśnia nauka NT w przypowieści o bogatym młodzieńcu (zob. Mt 19,16-26). Na pytanie: „co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?”, Chrystus odpowiada: „zachowaj przykazania (…) czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego, jak siebie samego!.”

c) Jdt 15,10

Autor przytacza tekst przeczący niejako Prawu Mojżeszowemu (Pwt 23,4). (str. 19)

Odp. Fragmenty przeczące niejako Prawu Mojżeszowemu zawierają też księgi protokanoniczne, co zauważyli już rabini w Jamnii.

„Na przykład zarzucano Księdze Ezechiela rozdz. 40,38-43, że zwierzę ofiarne było zabijane gdzieś w pobliżu bramy wewnętrznej, zaś w Kapłańskiej 1,1 napisane jest, że zwierzę ofiarne ma być zabite z boku ołtarza całopalenia. W Księdze Koheleta widziano wewnętrzne sprzeczności z Księgą Liczb np. Koh 11,9 z Lb 15,29.” (Mikulski, str. 230)

d) 1 Mch 9,27; 14,41

„Tak jak Nowy Testament został napisany przez Apostołów, tak Stary Testament napisali prorocy. Więc jak sam autor przyznaje, nie było proroków i ta księga nie została napisana przez proroka (…). W tym zaś okresie 400 lat napisano wszystkie księgi apokryficzne, lecz nie przez proroków Pana!.” (str. 23 i 24)

Odp. Zarzut jest niepoważny. Przecież wiele protokanonicznych ksiąg też nie zostało napisanych przez proroków (tak samo jak nie wszystkie pisma NT nie są autorstwa Apostołów). Z kolei Ba jest księgą prorocką, noszącą imię sekretarza i przyjaciela proroka Jeremiasza.

Jeśli chodzi zaś o daty powstawania poszczególnych ksiąg, to np. ostatnie powstałe pisma protokanoniczne ST (Koh i Dn) są przez badaczy datowane na przełom III i II wieku przed Chrystusem. (zob. Tyloch, str. 323 i 346)

e) 2 Mch 12,39-45

„Wnioski muszą być takie: 1) nie ma czegoś takiego, jak czyściec, 2) nie ma klasyfikowania grzechów na ciężkie czy lekkie.” (str. 30 i 31)

Odp. Ci, którzy nie rozumieją prawd Pisma Świętego po prostu starają się im zaprzeczyć (por. 2 P 3,16). A przecież modlitwa i dary za zmarłych nie są sprzeczne z Objawieniem.

Nikt nie twierdzi, że doczesne życie nie decyduje o życiu wiecznym. Zmarli przebywający w czyśćcu są zbawieni, „lecz tak jakby przez ogień.” (1 Kor 3,15), gdyż do Królestwa Bożego „nic nieczystego (…) nie wejdzie” (Ap 21,27) i bez doskonałego uświęcenia „nikt nie zobaczy Pana” (Hbr 12,14).

Nauka czyśćca przedstawiana jest w NT (jak w przypadku nieba i piekła) za pomocą pewnych obrazów (zob. Mt 5,25n; 12,31n; 18,34n; Mk 3,28n; Łk 12,47n; 12,58n; 1 Kor 3,14n). Autorzy pism wczesnochrześcijańskich nawiązywali do tych tekstów biblijnych i nauczali o istnieniu stanu pośredniego (np. „Didache” 1,5; św. Justyn „Dialog z Żydem Tryfonem” 5; Arystydes „Apologia” 10; 5,11; Tertulian „O modlitwie” 29).

Natomiast o odróżnianiu grzechów na ciężkie (sprowadzające wieczne potępienia) i lekkie (nie powodujące tej kary) możemy przeczytać w 1 J 5,16n.

f) 2 Mch 15,37-38; Syr Prolog

Na podstawie tych tekstów autor stwierdza, że księgi te nie powstały „z Bożej inspiracji”, przez co nauka w nich zawarta „nie jest natchniona przez Boga.” (str. 31 i 37)

Odp. O tym czy dany tekst jest pisany z Bożej inspiracji i czy jest przez Niego natchniony, nie zawsze decyduje wewnętrzne przekonanie pisarza (jak w przypadku proroków czy Apostołów). Św. Łukasz Ewangelista, gdy pisał swoje księgi też nie miał takiego przekonania por. jego przedmowy (Łk 1,1-4; Dz 1,1-11). W tej kwestii przede wszystkim istotna jest Boża decyzja i Jego wybór.

Ponadto autor książeczki kłamie twierdząc, że Kościół katolicki uważa Prolog Syr za tekst natchniony (zob. przypis w BT).

g) Mdr 11,24

Dla autora tekst ten jest sprzeczny „ze stworzeniem przez Boga anioła Lucyfera”. Twierdzi, że „samowola anioła prowadząca do bunty sprawiła, że stracił on Bożą miłość.” (str. 34)

Odp. „Bóg jest miłością” (1 J 4,8), więc kocha każdego: sprawiedliwego i niesprawiedliwego, anioła i człowieka. Zawsze, bez względu na czyny swoich stworzeń. Anioł Lucyfer w wyniku buntu nie stracił Bożej miłości, on pozbawił się tylko możliwości przebywania z Nim i Jego prowadzenia. To samo dotyczy też ludzi zmarłych potępionych.

A czy bohater przypowieści o marnotrawnym synu (zob. Łk 15,11-32) utracił miłość ojcowską wskutek roztrwonienia majątku rodzinnego? Oczywiście, że nie. Na tym polega sens prawdziwej miłości.

h) Syr 12,4.5-7

„Biblia uczy, że (…) mamy dobrze czynić wszystkim – nawet naszym wrogom i tym, którzy nas nienawidzą (Gal. 6:10; Łuk. 6:27,35).” (str. 38)

Odp. To prawda, że wszystkim bliźnim mamy dobrze czynić. Ale o tej prawdzie tak jednoznacznie naucza dopiero NT (co potwierdza zresztą sam autor, który na poparcie swoich wniosków przytoczył tylko teksty z NT). W ST często możemy znaleźć fragmenty z takimi prośbami i modlitwami (np. Ps 3,8; 58; 59,6.14; 54,7 z przypisem w BT). Gdyby miłość grzeszników i nieprzyjaciół była taka oczywista, to Żyd „uczony w Prawie” nie pytałby Pana Jezusa: „A kto jest moim bliźnim?” (Łk 10,25.29).

PODSUMOWANIE

W moich kontaktach z protestanckimi „braćmi odłączonymi” nieraz przekonałem się, że wśród nich panuje totalna ignorancja w temacie kształtowania się kanonu biblijnego (zarówno ST, jak i NT). W ich zborach powszechnie funkcjonują fałszywe i kłamliwe opinie, oskarżające zwłaszcza Kościół rzymskokatolicki, który rzekomo miał nie tylko świadomie fałszować nauki Pisma Świętego, ale nawet samowolnie dokładać do kanonu ST pisma apokryficzne.

Kolejnym tego przykładem jest książeczka, której autorem jest ewangeliczny chrześcijanin Jerry Dean. Jego opracowanie jest oparte przede wszystkim na pracach trzech naukowców, którzy swoje książki opublikowali w latach: 1962, 1966 i 1977. Siłą rzeczy ich pozycje nie mogły więc uwzględniać aktualnego stanu wiedzy biblijnej (por. najnowsze odkrycia w Kairze, Masadzie i Qumran, których wyniki są opublikowane przez badaczy w ostatnich kilkunastu latach). Dlatego w dobie, gdy każdy kto chce, może mieć dostęp do rzetelnych źródeł, wykorzystywanie do argumentacji takich przedawnionych informacji książkowych jest grzechem przeciwko Prawdzie, Duchowi Świętemu i miłości bliźniego (zob. Mt 12,31).

Krzysztof


BIBLIOGRAFIA
– „Biblia Tysiąclecia”, wyd. III poprawione. Poznań-Warszawa 1980.
– „Sobór Watykański II – konstytucje, dekrety, deklaracje”, Poznań
– A. Bober SJ, „Światła ekumeny” (antologia patrystyczna), Kraków 1965
– Ks. A. Znosko, „Kanony Kościoła Prawosławnego”, t. I, Warszawa 1978.
– W. Tyloch, „Dzieje ksiąg Starego Testamentu”, Warszawa 1985.
– Ks. T. Penar, „Wstęp ogólny do Pisma Św.”, Pelplin 1986.
– Ks. M. Starowieyski (red.), „Apokryfy Nowego Testamentu”, t. I, Lublin 1986.
– J. N. D. Kelly, „Początki doktryny chrześcijańskiej”, Warszawa 1988.
– Z. Ziółkowski, „Najtrudniejsze stronice Biblii”, Warszawa 1989.
– „Pisma Starochrześcijańskich Pisarzy”, t. XLV: „Ojcowie Apostolscy”, Warszawa 1990.
– H. A. Szczepańscy i T. Kunda, „Pismo Św. przeczy nauce świadków Jehowy”, 1991
– J. Salij OP, „Pytania nieobojętne”, Poznań 1993.
– Ks. E. Piszcz, „Colloquium Charitativum w Toruniu A. D. 1645”, Toruń 1995.
– J. Mikulski, „Wokół kanonu Pisma Świętego”, [w: „Effatha” nr 10/1995].
– C. VanderKam, „Manuskrypty znad Morza Martwego”, Warszawa 1996.
– Wł. Bednarski, „Pismo Święte a nauka świadków Jehowy”, Gdańsk-Oliwa 1996.
– Ks. E. Szymanek Tchr, „Biblia – zbiór świętych ksiąg kanonicznych. Apokryfy. Pisma Qumrańskie”, Gniezno 1997.
– A. Hartliński (red.), „Breviarium Fidei” (wybór doktrynalnych wypowiedzi Kościoła), Poznań 1997


W SERII BIBLIOTECZKA PUNKTU „EFFATHA”
DOTYCHCZAS UKAZAŁY SIĘ:

1. „Do Braci odłączonych”

Broszurka przedstawia działanie Ducha Świętego w Kościele. Na podstawie Pisma Świętego i Ojców Kościoła ukazuje prawdy wiary m.in. na temat: niezniszczalności Kościoła, jego nieomylności i prymatu biskupów rzymskich.

2. „Patriarchaty i Kościoły Wschodnie”

Historyczne opracowanie na temat Kościołów Wschodnich, podane w formie syntezy. Przedstawione są zarówno Kościoły katolickie (mające łączność z biskupem rzymskim), jak i niekatolickie (prawosławne i przedchalcedońskie oraz ich odłamy).

3. „Dlaczego uznaję natchnienie ksiąg deuterokanoni-cznych?”

Odpowiedź w formie polemiki na liczne kwestie sporne zawarte w broszurze autorstwa Henryka Turkanika, pt. „Wokół zagadnień starotestamentowych”, wydanej przez wydawnictwo Kościoła Wolnych Chrześcijan.

4. „Czy istnieją biblijne dowody na reinkarnację?”

Kolejna polemika. Tym razem z opracowaniem zatytułowanym „Biblijne dowody na reinkarnację”, rozprowadzanym przez Wewnętrzny Kościół Ducha Chrystusowego. Odpowiedź zawiera rzeczywistą chrześcijańską naukę na temat życia po śmierci, udokumentowaną na Piśmie Św. i wyrażoną w Tradycji Świętej.


Punkt Poradnictwa Religijnego „Effatha”
przy parafii Wniebowzięcia NMP
ul. Panny Marii 2, 87-100 Toruń