SEKTY – OBLICZA WERBUNKU (ROZDZIAŁ 5)

Niektóre grupy po mistrzowsku opanowały umiejętność kształtowania pozytywnego wizerunku. Wykorzystują w tym celu autorytet wybitnych specjalistów, którzy uczestnicząc w sponsorowanych przez sekty konferencjach naukowych dają niejako dowód poparcia. Nawet jeśli nie utożsamiają się z nauką sekty, sama ich obecność staje się pośrednią aprobatą dla jej działalności.

Kościół Zjednoczeniowy stara się wykazać swe prawdziwie naukowe podejście organizując sympozja, na które zaprasza znanych naukowców (płacąc im zazwyczaj wysokie honoraria). Mooniści akcentują w ten sposób swą jednomyślność ze światem nauki, a zaproszeni goście, choć głoszą własne poglądy w sposób nieskrępowany, wspierają mimo woli swym autorytetem poczynania sekty (Hassan 1997, s. 269–270). Steven Hassan odnotowuje pojawienie się dobrze opłacanych „badaczy”, wywodzących się z sekt, którzy prowadzą cichą wojnę zmierzającą do osłabienia zainteresowania sektami. Stwierdza jednocześnie, że można mieć wątpliwości co do zasadności jakiegokolwiek badania, które polega na współpracy z przywódcami sekt, dostarczającymi materiałów i analiz. „Kiedy byłem jednym z moonistów – wspomina – mówiliśmy takim naukowcom to, co my chcieliśmy, żeby wiedzieli, i pokazywaliśmy im tylko to, co my chcieliśmy, żeby zobaczyli” (1997, s. 255).

Również ruch TM okazał się skuteczny w zdobywaniu poparcia sławnych ludzi. Na Międzynarodowym Sympozjum w 1972 roku Maharishiemu udało się zyskać przychylność Marshalla Macluhana, laureata nagrody Nobla – Donalda Glesera oraz astronauty z Apollo 9 – „Rusty” Schweikarta. Oficjalne poparcie dla TM nadeszło od takich postaci jak Aldai Stevenson, senatorów Kalifornii i Alaski, gubernatora stanu Vermont, rady miejskiej Los Angeles, parlamentu stanowego Connecticut. Przed przejściem na emeryturę generał–major Franklin Davis, komendant Akademii Wojskowej USA, popierał nauczanie TM w wojsku. „Armia powinna stanąć na wysokości zadania – nalegał – i zająć się nauczaniem”. Jego następca, generał brygady Robert Gard został praktykiem medytacji w 1972 roku. Brytyjscy członkowie ruchu twierdzą, że posiadają zwolenników wśród członków parlamentu, dyplomatów, kapłanów, zakonnic i duchowieństwa (Allan 1988, s. 184).

Opinie rzeczoznawców na temat Rodziny

Sekta Rodzina podejmuje próbę odseparowania się od negatywnego obrazu Dzieci Boga czy Rodziny Miłości nie tylko poprzez zmianę nazwy, lecz także – przez przytaczanie opinii specjalistów z różnych dziedzin. Oto kilka wypowiedzi z broszurki Rodziny zatytułowanej: Opinie rzeczoznawców z całego świata na temat edukacji oraz opieki nad dziećmi w Rodzinie.

W obronie działań wychowawczych sekty Rodzina staje dr Charlotte Hardman, były członek brytyjskiej agencji INFORM, zbierającej informacje na temat nowych ruchów religijnych. Hardman przekonuje, że dzieci wychowywane w zgromadzeniach Rodziny cechują się „dużym zrównoważeniem psychicznym, są dociekliwe i wyglądają na bardzo szczęśliwe. Mają dobre maniery, są posłuszne i troskliwe. W zauważalny sposób przejawiają świadomość potrzeb otaczających ich osób; potrafią ofiarnie pomagać, co jest, jak sądzę, prawdziwie chrześcijańską cechą. Młodsze dzieci pomagają sobie nawzajem, starsze pomagają młodszym; odbywa się to w bardzo przyjaznej atmosferze. Tych rzeczy często nie zauważa się u dzieci w naszym społeczeństwie…”.

Węgierski pediatra, dr Gyorgi Bodrogi, wspomina, że z Rodziną zetknął się w 1988 roku. „Jestem zaprzyjaźniony z grupą, będąc jednocześnie domowym lekarzem ich dzieci – tłumaczy. – Pracuję jako pediatra od 20 lat. Miałem w tym czasie do czynienia z tysiącami rodzin i moje doświadczenie pozwoliło mi na porównanie tej właśnie grupy z innymi rodzinami. Rzeczą, która od samego początku wywarła na mnie olbrzymie wrażenie, jest autentyczna, bezinteresowna oraz ofiarna miłość każdej z należących do Rodziny osób. To właśnie miłość jest warunkiem dobrego wychowania dzieci”. Bodrogi opisuje następnie atmosferę w jakiej wychowywane są dzieci w Rodzinie i konkluduje: „W świetle tego jestem przekonany, że warunki życia dzieci w Rodzinie oraz poziom ich fizycznego i duchowego rozwoju są dużo wyższe niż w wielu oziębłych, niekochających, a często wręcz pełnych nienawiści rodzinach, tak typowych dla dzisiejszego społeczeństwa”. Anette Hansen z kopenhaskiego Instytutu Historii Religii od początku 1993 roku prowadziła badania nad jedną ze wspólnot Rodziny w Danii. W tym czasie kilkakrotnie miała możliwość zamieszkania na pewien czas w zgromadzeniu. Zarówno wtedy, jak i podczas innych regularnych wizyt, obserwowała dzieci i dorosłych w ich codziennych warunkach. „Ani razu nie dostrzegłam znaków wykorzystywania dzieci, ani też nic, co uzasadniałoby oskarżenia wysunięte przeciwko innym wspólnotom Rodziny” – stwierdza. Identyczną diagnozę stawia Stuart Wright, profesor socjologii Uniwersytetu Lamar w południowo–wschodnim Teksasie. Po kilkukrotnych odwiedzinach zgromadzeń Rodziny w Miami i Houston stwierdza, że dzieci i nastolatki w odwiedzonych zgromadzeniach „nie przejawiają żadnych oznak zaburzeń emocjonalnych wskazujących na to, że mogły być wykorzystywane. W rzeczywistości odkryłem, że są one inteligentne, miłe, bezpośrednie, uprzejme i bystre. Łatwo się z nimi rozmawia, i co jest godne uwagi, nie czują się skrępowane w obecności dorosłych”.

Bart Cox, były zastępca prokuratora generalnego stanu Texas (USA) wyznaje, że jest pod dużym wrażeniem, szczególnie dzieci. „Według mnie – stwierdza – należą one do najbardziej zrównoważonych emocjonalnie młodych ludzi, z jakimi miałem kiedykolwiek do czynienia”. Z kolei dr J. Gordon Melton z Instytutu Badań nad Religią w Ameryce uważa, że nastolatki z Rodziny z powodzeniem dorównują najlepszym wzorcom, jakie istnieją w dzisiejszym społeczeństwie. „Są oni świadomi problemów współczesnego świata, mimo że sami wyrośli w spójnym i pełnym miłości środowisku. Posiadają formalne wykształcenie i wykazują się szeroką wiedzą. Dany im jest przywilej życia w środowisku wolnym od narkotyków, o bogatym kodzie moralnym, a więc mają na czym oprzeć dorosłe życie, w które wkraczają”.

Można przytoczyć jeszcze kilka innych równie ciekawych stwierdzeń. Największe zainteresowanie polskiego czytelnika wzbudzi z pewnością wypowiedź prof. Edwarda Ciupaka, socjologa religii z Uniwersytetu Warszawskiego i autora – jak to określono w broszurce – pierwszej książki o Rodzinie (zob. źr. 38).

„Rodzina” – Wspólnota Niezależnych Chrześcijańskich Zgromadzeń Misyjnych jest najmłodszą grupą działającą w Polsce od 10 lat. Jej program działania sprowadza się do propagowania wartości chrześcijańskiego wzoru życia wspólnotowego, zarówno w sferze potrzeb religijnych, jak i potrzeb psycho–kulturowych życia codziennego. Tych młodych ludzi – wielu z własnymi już rodzinami – łączy głęboka wiara w aktualną obecność ewangelicznego Jezusa Chrystusa, z którym komunikują się każdego dnia w modlitwach i posłannictwie misyjnym za pośrednictwem Starego i Nowego Testamentu. Są oni nosicielami odnowy religijnej, wiary w bezpośredni duchowy kontakt człowieka z Bogiem, zmierzają do poszukiwania wartości duchowych i moralnych we własnym sercu, bez pośrednictwa struktur eklezjalnych. Pragną upowszechniać wspólnotę wiary i wspólnotę życia, pozbawiając się indywidualnej własności, by – jak głęboko wierzą – przeciwstawić współczesnej cywilizacji „końca” uniwersalne wartości pierwszych chrześcijan. Swoim współżyciem przykładnie dokumentują ten ideał, zaś entuzjazmem i konwersją osobowości oddziałują skutecznie na środowisko młodzieży „trudnej” i także młodzieży „zagubionej”. Z tego punktu widzenia są interesującym obiektem naukowego zainteresowania socjologów i psychologów religii, ale są także postrzegani – zwłaszcza z katolickiej perspektywy – jako wspólnota innowacyjna, a także jako wspólnota konkurencyjna wobec instytucjonalnego życia religijnego…

Źródło 38: Opinia profesora Edwarda Ciupaka

Pamiętając, że opinie uczonych bywają niekiedy wykorzystywane przez sekty w sposób manipulacyjny, zadzwoniłem do profesora Edwarda Ciupaka z zapytaniem czy jego wypowiedź odpowiada prawdzie. Profesor potwierdził autentyczność przytoczonej opinii.

Nie da się ukryć, że specjaliści wyrażając pochlebne opinie na temat Rodziny ryzykują nadwyrężeniem swego autorytetu. Co prawda wszystkie najnowsze deklaracje Rodziny podkreślają zmianę w pewnych punktach dokonaną w 1987 roku, jednak sprzeczności istnieją nadal. Zauważmy na przykład, że książka Basic Training Handbook, przeznaczona dla dzieci poniżej dziewiątego roku życia, została wydana ponownie w 1987 roku. Mojżesz David udziela w niej szczegółowych rad na temat relacji seksualnych między dziećmi. Natomiast w przeznaczonym dla uczniów dokumencie wewnętrznym pt. Family Specials News Magazine, datowanym na wrzesień 1989 roku, jeden rozdział jest poświęcony „maltretowaniu dziecka i autorytetom”. Autor wyjaśnia tam z wieloma szczegółami ryzyko, które powodują dzieci, jeśli są przedmiotem kontroli ze strony odpowiedzialnych. Przytoczymy obszerne fragmenty: „Już podczas pierwszej wizyty mogą prosić dzieci, by spuściły swoje spodnie po to, aby sprawdzić, czy nie mają oznak nadużyć fizycznych. Jeśli dzieci są ślepo posłuszne, to mogłyby być uważane za Ťzbyt uległeť, co jest znakiem stosowania nadmiernej kontroli umysłu! Z pewnością będą przechodzić badanie lekarskie. Lekarze obejrzą pochwy dziewczynek, aby sprawdzić, czy nie były wyzyskiwane seksualnie [1] (…). Jakaś pielęgniarka mogłaby być przysłana w celu rozpoznania u dzieci ich poziomu świadomości seksualnej. Mogłaby mówić: ŤJezus jest w moim sercuť. Gdy zyskałaby ich zaufanie, dzieci zaprzyjaźniłyby się z nią, mimo że w rzeczywistości byłaby podstawowym narzędziem diabła (…). Pielęgniarka może też pokazać im dwie lalki Ťanatomicznie poprawneť, lub lalki przedstawiające ciało ludzkie z penisami i pochwami. Jeśli dzieci rozpoznałyby je, to wykazałyby przesadną wiedzę na temat seksualności. I znowu ich naturalna dobra edukacja mogłaby być źle zinterpretowana (sic!)” (s. 30–31). Dlaczego autor udziela tak precyzyjnych poleceń na temat edukacji seksualnej dziewczynek i ich znajomości męskiej anatomii? W jaki sposób wytłumaczyć taką obronną postawę? Dlaczego autor stara się wyjaśnić we wspomnianym Family Special News Magazine: „W licznych krajach wasze pisma mogą być użyte przeciwko wam w sądzie, aby udowodnić, że je stosujecie w praktyce”? Hayat el Mountacir twierdzi, że zewnętrzne wypowiedzi sprawiają wrażenie uspokajających, tymczasem wewnętrzne działania Rodziny zorientowane są na obronę. „Czyż można mówić o zmianie, pozostając wiernym założycielowi, który nie wyrzekł się stanowczo swych pism?” – zdaje się pytać Mountacir (2000, s. 213–220).

Specjaliści są wśród nas

W dniach 16–19 grudnia na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie odbyła się III Międzynarodowa Konferencja zatytułowana: „Nowe ruchy religijne w Centralnej i Środkowej Europie po upadku komunizmu”. Do grona współorganizatorów, obok Instytutu Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Fundacji Stefana Batorego, należało też Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny. Spośród wykładowców prym wiodła prof. Eileen Barker z Wielkiej Brytanii oraz prof. James Richardson z USA. Ruchowi Kryszny poświęcony był osobny dzień konferencji, któremu przewodniczył prof. Burke Rochford z Katedry Socjologii Uniwersytetu w Middlebury z USA – wieloletni badacz ruchu Hare Kryszna. Ukryto jednak fakt, że jest on także doświadczonym członkiem krysznaickiej Komisji Edukacji i współwydawcą publikacji sekty poświęconej Prabhupadzie (ISKCON Communications Journal 1997, Vol. 2, s. 95).

W czasie trwania obrad referaty wygłosili także: prof. Isztvan Kamaras z Węgier, prof. Marius Crisan z Rumunii oraz Peter Claesson ze Szwecji. Najbardziej znaczący był sposób ukrywania bezpośrednich powiązań owych „autorytetów naukowych” ze strukturami sekty. Oto informacje, które nie znalazły się nawet w oficjalnym programie spotkania: prof. Marius Crisan z Rumunii jest członkiem ruchu Hare Kryszna i posiada imię duchowe Murari Czejtańja Dasa, zaś Peter Claesson znany jest jako Premarnava Dasa. Program krakowskiej konferencji informował także o wykładzie zatytułowanym „Proekologiczny charakter ISKCON–u”, gdzie jako prelegenta zapowiedziano Przemysława Jaźwińskiego (to znaczy Pracarananda Dasa) z Uniwersytetu Gdańskiego. Przemilczano fakt, że jest to prezydent świątyni Hare Kryszna w Gdańsku, a czytający program mogli odnieść wrażenie, że zaproszono pracownika neutralnej placówki badawczej celem udzielenia w pełni obiektywnej opinii naukowej (Rugała 1998, s. 3–4).

Podobny zabieg można było zaobserwować w programie TVP1 zatytułowanym Nocne rozmowy emitowanym 17 października 1997 roku. Tematem przewodnim programu były sekty. Pośrodku studia w „grupie ekspertów” zasiadł lider poznańskiego ośrodka kultowego Misji Czaitanii Tadeusz Zawiślak, który przedstawił się jako reprezentant Instytutu Wiedzy o Tożsamości. Laik oglądający program zasugerowany określeniem „instytut” mógł uznać go za bezstronnego religioznawcę. Sytuacji nie ułatwiał dziennikarz, który zwracał się do niego per „panie profesorze”. Natomiast podlegli Zawiślakowi wyznawcy, którzy siedzieli po lewej stronie wśród zwolenników „nowych religii”, przedstawili się jako reprezentanci Misji Czaitanii. Telewidzowie nie znający problemu nie domyślili by się nawet, że w obu ławach siedzą przedstawiciele tej samej grupy, której pełna nazwa brzmi Instytut Wiedzy o Tożsamości „Misja Czaitanii”.

Fachowcy ds. Kryszny

Krysznaici także lubią podpierać się opiniami osób, co do których wydaje się, że nie mają żadnych personalnych związków z grupą. Oto kilka wypowiedzi uczonych akademickich na temat Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny, zamieszczonych w broszurze grupy pt. Podstawowe Informacje (pkt. G.1).

Dr Robert D. Baird, historyk religii Uniwersytetu w Iowa (USA) przekonuje, że ISKCON nie jest jedynie „nową” religią, ale ruchem „mającym korzenie mocno osadzone w tradycji, która od wieków jest żywa w Indiach i stamtąd rozszerza się na cały świat. Jest to hinduski ruch religijny z tego względu, że z Indii się wywodzi oraz że we współczesnych Indiach nadal istnieje i rozwija się”. Prof. A.S. Weiss, psycholog kliniczny z Waszyngtonu, stwierdza, że członkowie ruchu Hare Kryszna są ogólnie rzecz biorąc tak samo normalni pod względem zdrowia psychicznego i osobowości jak studenci prestiżowych uczelni. Każde niezwykłe zachowanie wśród członków Ruchu jest tak samo prawdopodobne, jak wśród całej populacji i nie przedstawia żadnego zagrożenia.

Prof. dr Diana Eck z Wydziału Religioznawstwa Porównawczego Uniwersytetu Harvard przekonuje, że Ruch Świadomości Kryszny zakorzeniony jest w starożytnej hinduskiej tradycji bhakti. Są jednak osoby, które określają ruch Hare Kryszna jako „młodzieżową sektę” i stawiają pod znakiem zapytania jej wiarygodność. „Jest to smutnym i przerażającym świadectwem naszej kulturowej izolacji” – stwierdza specjalistka. Podobną opinię prezentuje prof. dr Harvey Cox, Dyrektor Wydziału Teologii Stosowanej Uniwersytetu Harvard. Wydaje mu się śmiesznym zaliczanie ruchu Świadomości Kryszny do kategorii „nowo powstałych młodzieżowych religii”, czyli „sekt”. Sądzi, że dlatego ważne jest uświadomienie ludziom jak stary, albo lepiej – jak starożytny jest ten ruch. Dr Mikael Rothstein z Instytut Historii Religii Uniwersytetu w Kopenhadze udowadnia, że z naukowego punktu widzenia „religijna autentyczność ISKCON–u jest niepodważalna. Społeczność ta nie wykazuje zasadniczych różnic wobec bengalskiego wajsznawizmu, do której to tradycji należy. ISKCON zasługuje zatem na miano autentycznego ruchu religijnego i jako taki powinien być traktowany”.

Te stwierdzenia brzmią zachęcająco. Dla równowagi warto zestawić je z treścią dokumentów, które przedstawiają ruch Hare Kryszna zupełnie inaczej. W niemieckim raporcie rządowym pt. Bericht über Aktivitäten von Sekten in Schleswig–Holstein (Dokument nr 13/2630 z 21 marca 1995 roku) czytamy: „Ten ruch ekstatyków (Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny) został założony w 1966 roku w Nowym Jorku przez Bengalczyka A.C. Bhaktivedanta Swami Prabhupadę, który zmarł w 1977 roku. Celem Towarzystwa jest osiągnięcie Ťnajwyższej doskonałości życiať. Poprzez nieustanne śpiewy mantry ŤHare Krysznať – co najmniej 1728 razy na dzień – ma nastąpić stopienie się z Kryszną, Ťnajwyższym osobowym bogiemť. Cztery Ťzasady regulująceť zabraniają spożywania mięsa, ryb i jaj, używania narkotyków, gier hazardowych i pozamałżeńskich stosunków seksualnych. Organizacja pragnie wprowadzenia teokracji i restytucji systemu kastowego. Ten autorytarny model podważa zasadę równości ludzi i godzi w zagwarantowane konstytucyjnie prawa człowieka. Członkowie ruchu są zobowiązani do całkowitego posłuszeństwa względem Ťprezydenta świątyniť. Muszą zrezygnować z wszelkiej własności i przekazać sekcie ewentualne prawa do spadku. Kobiety uważane są za mniej wartościowe. Werbunek ma miejsce najczęściej podczas Ťświąt niedzielnychť i wegetariańskich Ťuroczystych posiłkówť” (s. 5). „Ruch Hare Kryszna żąda (od swych członków) absolutnego posłuszeństwa, żebraniny, całkowitego oddania się grupie. Krytycy uważani są za Ťłachmytówť, Ťpodżegaczyť i Ťateistówť. Istnieje wiele organizacji parawanowych np. Bhakti Yoga Centrum, Wedyjska Księgarnia Wysyłkowa, Wedyjskie Centrum Kultury, Inicjatywa Wegetariańska, Związek Studiów Wedyjskich, Związek dla Popierania Rozwoju Świadomości” (s. 6).

Z kolei w połowie lat dziewięćdziesiątych niemieckie Ministerstwo Federalne ds. Rodziny Osób Starszych Kobiet i Młodzieży przygotowało publikację pt. O tak zwanych sektach młodzieżowych i psychogrupach w Republice Federalnej Niemiec. Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny na drodze sądowej próbowało doprowadzić do zakazu umieszczenia we wspomnianej publikacji twierdzeń, że ruch swoją działalnością zagraża fizycznemu i psychicznemu zdrowiu swych członków i innych zwolenników, przyczynia się do społecznej i zawodowej dezintegracji swych członków a nawet ją wywołuje, a swoją działalnością łamie porządek prawny.

Wniosek ISKCON–u został oddalony. W uzasadnieniu decyzji Sądu Administracyjnego w Kolonii (nr akt 10 L 403/94) czytamy, że „niezależnie od zaistniałego niebezpieczeństwa Rząd Federalny może być uprawniony do publicznej krytycznej oceny nauczania wspólnot religijnych lub światopoglądowych, o ile i na ile nauczanie to jest sprzeczne z porządkiem wartości wynikającym z praw podstawowych”. Sąd zakłada przy tym, że powód wymienienia ISKCON–u w publikacji został podsumowany w ustępie 2 ostatniej strony fragmentu dotyczącego ISKCON–u , gdzie czytamy: „Problematyczny jest obraz człowieka i społeczeństwa przyjęty w ruchu Kryszny. Z uwagi na uwarunkowanie myśleniem kastowym nie zostają zachowane demokratyczne wartości i prawa podstawowe (np. autonomia jednostki)” (s. 47 projektu będącego przedmiotem sporu) [2].

W dalszej części postanowienia Sądu Administracyjnego w Kolonii czytamy: „Dla uzasadnienia tego sądu przeciwnik wniosku odwołał się do – przedłożonych również przez wnioskodawcę [3] – pism ISKCON–u, w szczególności pisma Nadmeńskie święto rozumu społecznego Varnasrama (załącznik 5), w którym rzeczywiście – podobnie jak w Bhagavadgita (por. załącznik 4, rozdział 4 wers 13) – optuje się za teokratycznym systemem społecznym, którego hierarchia składa się z czterech warstw (por. załącznik 5, s. 72, 73). Zgodnie z tymi pismami Ťw systemie Varnasrama nie ma miejsca dla ideologii państwa świeckiegoť (załącznik 5, s. 171). ŤSystem Varnasrama nakłania każdego członka czterech kast do poświęcenia się bez reszty wynikającym dla niego z przynależności kastowej obowiązkom. Nikomu nie zaleca się zajmowania się problemami innej kasty. Każdemu zaleca się skoncentrowanie się wyłącznie na rozwijaniu swych własnych umiejętności i skłonności zawodowychť (załącznik 5, s. 122). ŤJedyna reguła, jaką winni się kierować siudrowie, polega na wiernym posłusznym służeniu wyższym warstwom społeczeństwať (załącznik 5, str. 218)”. W swym postanowieniu sąd stwierdza, że Rząd Federalny ma prawo nazwać po imieniu narzucającą się w powyższych wywodach sprzeczność z porządkiem wartości Ustawy Zasadniczej, w szczególności z prawami osobistymi do wolności i równości gwarantowanymi przez art. 2 i 3 GG, jak również z opowiedzeniem się za państwem świeckim o demokratycznym porządku. Owa sprzeczność usprawiedliwia uwzględnienie ISKCON–u w publikacji będącej przedmiotem sporu.

Odnosząc się do krytyki podrzędnej roli kobiety w tej wspólnocie religijnej sąd stwierdza, że „nie można jej odmówić słuszności w świetle świadectw własnych ISKCON–u (por. załącznik 4, rozdział 1, wers 41; rozdział 9 wers 32 i rozdział 16 wers 8)”, po czym dodaje, że „wskazanie na możliwość Ťniebezpiecznego oderwania od rzeczywistościť przez intensywne śpiewy rytualne i przywiązanie do grupy jak również stwierdzenie Ťgłębokich zmian osobowościowych aż po zerwanie więzi rodzinnych i społecznychť u młodych ludzi, którzy przystąpili do ruchu Kryszny, przeciwnik wniosku podbudował odniesieniem do odpowiednich publikacji i raportów Sekcji Senatu Berlina ds. Młodzieży i Rodziny, Bawarskiej Centrali Krajowej ds. Wychowania Politycznego oraz Rządu Krajowego Szlezwiku–Holsztynu jak również wypowiedziami świadków, czemu wnioskodawca ze swej strony przeciwstawił wypowiedzi świadków”.

Ekspertyzy i opinie w Polsce

Dnia 18 listopada 1994 roku w ówczesnym Biurze ds. Wyznań Urzędu Rady Ministrów liderzy Hare Kryszna złożyli projekt Ustawy o stosunku Państwa do Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny w Rzeczpospolitej Polskiej. Projekt gdzieś po drodze „ugrzązł”, więc w lipcu 1995 roku krysznaici zwrócili się bezpośrednio do posłów Rzeczypospolitej Polskiej o wniesienie do laski marszałkowskiej projektu ustawy, która określiłaby stosunek państwa do ich religii. Kuriozalnym wydarzeniem była wizyta grupy posłów z parlamentarnego klubu Unii Pracy w podwarszawskiej świątyni ISKCON–u w Mysiadle jesienią 1996 roku. Na wniosek posła Konrada Napierały, sekretarza Klubu Parlamentarnego Unii Pracy, Biuro Studiów i Ekspertyz Kancelarii Sejmu w osobie jego wicedyrektora Jacka Głowackiego, zwróciło się do dwóch polskich badaczy zagadnienia tzw. nowych ruchów religijnych, doc. dr hab. Haliny Grzymały–Moszczyńskiej z Uniwersytetu Jagiellońskiego i dra Tadeusza Doktóra z Uniwersytetu Warszawskiego, z prośbą o wyrażenie naukowej opinii na temat możliwości prawnego uregulowania relacji państwa polskiego z ruchem Hare Kryszna.

W ten sposób powstały dwie ekspertyzy pod nazwą Przesłanki ustawowego uregulowania stosunków pomiędzy Państwem a Międzynarodowym Towarzystwem Świadomości Kryszny. Pierwsza z nich, sporządzona przez Halinę Grzymały–Moszczyńską z Uniwersytetu Jagiellońskiego, liczy 10 stron i jest podzielona na cztery części: 1. Terminologia (s. 1–2), 2. Historia Ruchu Hare Kryszna (s. 2–4), 3. Wpływ przynależności do ruchu na psychikę członków (s. 4–10), 4. Kierunki rozwoju Ruchu w Polsce (s. 10). W pierwszym rozdziale autorka przekonuje o wyższości określenia „nowe ruchy religijne” nad terminami „sekta” lub „kult”. Drugi rozdział zawiera stwierdzenia, których część przypomina do złudzenia argumentację krysznaitów. Oto jeden z jego fragmentów: „W pierwszym przypadku mówimy o tradycji wisznuizmu (monoteistycznego nurtu hinduizmu) opartej o liczący 5000 lat jeden z najważniejszych świętych tekstów Hinduizmu noszący nazwę Bhagavad Gita” (s. 3). Owe pięć tysięcy lat nie znajduje potwierdzenia w źródłach badawczych, jest więc nieprawdziwe. Wszystkie poważne publikacje oparte na wiedzy i badaniach indologów datują powstanie tego tekstu najwcześniej między IV wiekiem p.n.e. a IV wiekiem naszej ery (w formie przekazywanych ustnie hymnów pochwalnych, bowiem data spisania jest jeszcze późniejsza). W trzecim rozdziale ekspertyzy dotyczącym wpływu przynależności do ruchu Kryszny na psychikę wyznawców można znaleźć stwierdzenie, podobne do pojawiających się w opracowaniach krysznaitów: „Zachowania te przez społeczeństwa należące do kręgu kultury zachodniej odbierane są jako dziwaczne, patologiczne, niezrozumiałe, a co za tym idzie następuje skłonność do postrzegania osób, które się w nie angażują jako osób nienormalnych lub poddanych wyrafinowanej technice Ťprania mózguť” (s. 6). Dalej autorka obszernie wyjaśnia pochodzenie terminu „pranie mózgu”, krytykuje jego stosowanie, sugeruje korzystny wpływ członkostwa w ruchu [4]. Następnie przechodzi do opisu akcji charytatywnych przytaczając zdania zaczerpnięte z broszur wydawanych przez krysznaitów (bez ich wyodrębnienia i podania źródła): „Motywacją takiego działania jest z jednej strony wypełnianie zalecenia założyciela Ruchu: ŤNikt w promieniu 10 mil od naszej świątyni nie powinien być głodnyť, a z drugiej strony realizacją wedyjskiej zasady gościnności nakazującej gospodarzowi przed spożyciem posiłku wyjście przed dom i zaproszenie wszystkich głodnych” (s. 9). W czwartej, krótkiej części podaje jako wiarygodne dane w zasadzie niemożliwe do zweryfikowania: „Obecnie 90% spośród ocenianego na 12 tysięcy w skali kraju grona zwolenników Ruchu mieszka poza świątyniami”. Ekspertyzę kończy stwierdzenie: „Aktywność kulturalna i charytatywna Ruchu stwarza przesłanki do tego by sądzić, że grono tych osób będzie się powiększać” (s. 10).

W swych materiałach informacyjnych ruch Hare Kryszna powołuje się wielokrotnie na krótką opinię wydaną przez pracowników Instytutu Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego (zob. źr. 39).

Kraków 31 V 1995 r.

Ośrodek Dokumentacji Wyznań Religijnych w Polsce Współczesnej przy Instytucie Religioznawstwa UJ

Dyrektor Departamentu Wyznań URM – dr Andrzej Czohara

Szanowny Panie Dyrektorze,

Niniejszy list jest wynikiem niepokoju jaki jest udziałem przedstawicieli Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny w związku z narastającą kampanią w prasie i telewizji, która w ich przekonaniu wymierzona jest między innymi w tę społeczność. Poproszeni o interwencję pragniemy przesłać na Pana ręce kilka słów wyjaśnień.

1. Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny jest częścią tradycji hinduistycznej (wajsznawizm) i fakt stosunkowo nieodległej daty powstania ruchu nie zmienia tej klasyfikacji.

2. Termin taki jak „sekta” (w części także „kult destrukcyjny”) jest na gruncie polskim tendencyjny i nie może być stosowany w obiektywnym dyskursie dotyczącym problematyki nowych ruchów religijnych.

3. Badania naukowe prowadzone przez socjologów i psychologów wśród członków Hare Kryszna nie dają podstaw do stwierdzeń o niszczącym wpływie uczestnictwa na osobowość członków.

Z wyrazami głębokiego szacunku

Prowadzący Ośrodek:

dr Zbigniew Pasek

(obok)

Dyrektor Instytutu Religioznawstwa UJ:

doc. dr hab. Halina Grzymała–Moszczyńska

Źródło 39: Opinia Instytutu Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego

Tekst ekspertyzy Tadeusza Doktóra z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych przy Uniwersytecie Warszawskim jest bardziej rozbudowany (liczy 22 strony maszynopisu) i w przeciwieństwie do poprzedniego dokumentu zawiera bibliografię [5]. Z punktu widzenia niniejszego rozdziału najistotniejsze jest podsumowanie: „Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny jest związkiem wyznaniowym o ugruntowanej tradycji religijnej, posiadającej rozbudowaną i skodyfikowaną teologię i liturgię. Istnieje także obszerna literatura socjologiczna i psychologiczna dotycząca analizy uwarunkowań i konsekwencji uczestnictwa. Nie wskazują one na istnienie cech negatywnych w istotny sposób odróżniających ten związek wyznaniowy od innych, działających w oparciu o regulacje wyznaniowe. Uznać więc można, że istnieją poważne przesłanki dla ustawowej regulacji stosunków pomiędzy Państwem a tym związkiem wyznaniowym”.

Według przedstawicieli polskiego ISKCON–u przytoczone ekspertyzy stanowią wyczerpujące źródło obiektywnych i naukowych informacji na temat historii, doktryny, praktyki i struktury organizacyjnej ISKCON–u, podają także charakterystykę społeczno–demograficzną i psychologiczną jego członków. Innego zdania jest Lech Rugała, ojciec byłego członka sekty, który twierdzi, że „parlament, opierając się na takich Ťekspertyzachť, miałby zafałszowany obraz grupy starającej się o specjalną ustawę i nie znał prawdy o niej, a dysponowałby tylko apologetycznymi wywodami naukowych popleczników sekt”. Rugała dodaje, że wiele szkodliwych aspektów działalności Międzynarodowego Towarzystwa Świadomości Kryszny w Polsce i w świecie jest przemilczanych, a niektóre zjawiska negatywne są przedstawiane wręcz w pozytywnym świetle i usprawiedliwiane np. badaniami wykazującymi wysoki stopień poczucia sensu życia u członków (autor drugiej ekspertyzy powołuje się m.in. na wymienionego wcześniej Burke Rochforda). Rugała wspomina też o próbie wykorzystywania przez krysznaitów naukowego autorytetu Tadeusza Doktóra. Bodajże w 1997 roku do punktu pomocy Ruchu Obrony Rodziny i Jednostki w Warszawie przy ulicy Konopczyńskiego zgłosili się krysznaici i usilnie przekonywali pełniącą dyżur kobietę do swoich racji. W trakcie przedstawiania argumentów powołali się na Tadeusza Doktóra jako ich sprzymierzeńca, z którym uzgadniają swoje wystąpienia w mediach. Tymczasem pytany później o to Tadeusz Doktór stwierdził, że jego kontakty z krysznaitami mają charakter wyłącznie poznawczy.

To nieprawda

Jako zwyczajne oszustwo należy potraktować fakt z działalności poznańskiego oddziału Hare Kryszna. Jego członkowie informowali w środkach masowego przekazu, że prof. dr hab. Wojciech Chalcarz, kierownik Pracowni Żywności i Żywienia AWF w Poznaniu, przeprowadzał badania, które rzekomo potwierdzają korzystny wpływ diety na zdrowie wyznawców. Dnia 10 października 1996 roku na ręce Lecha Rugały wpłynął list, w którym profesor Chalcarz pisze: „Od chwili mojego pierwszego spotkania z kierownictwem tego ruchu, a więc od bez mała czterech lat, mimo wielokrotnych próśb, nie miałem możliwości zbadania ani sposobu żywienia, ani też stanu odżywienia wyznawców tej religii. Niepokoi mnie fakt powoływania się na mnie przez poznańskie kierownictwo ruchu Hare Kryszna, jako na osobę z którą uzgadniają sposób żywienia. Jest to nieprawda”. Jednocześnie środki przekazu informowały, że krysznaici potrzebują wsparcia finansowego i sponsora na opublikowanie rzekomych „pozytywnych wyników” badań naukowych ich diety, których profesor Chalcarz nawet nie rozpoczął.

Przypomina to trochę praktykę stosowaną przez Maharishi Mahesh Yogiego. Mimo że w latach siedemdziesiątych dowody przeciwko Medytacji Transcendentalnej napływały w zastraszającym tempie, ta nadal przypisywała sobie poparcie naukowców wszelkiego rodzaju. Nie zawsze za ich zgodą: Melvin Calvin oświadczył, że wykorzystanie jego nazwiska w katalogu Maharishiego stało się „niebezpiecznie bliskie fałszywej reklamie”, podczas gdy Mayo Melvin wyrzekł się zupełnie związku z ruchem, zauważając z sarkazmem: „Maharishi jest elastyczny w rozumieniu prawdy” (Allan 1988, s.197).



[1] Hayat el Mountacir stwierdza, że to najpewniej z tego powodu pewna była wyznawczyni wyjaśniła w swoim świadectwie, że relacje seksualne z dziewczynkami miały się dokonywać bez penetracji.

[2] Por. także s. 46 ustęp 2: „Propagowany i wprowadzony już w życie aszramów system czterokastowy jest nieprzekraczalny dla poszczególnych osób”.

[3] Przeciwnikiem wniosku jest Rząd Federalny reprezentowany przez Ministerstwo ds. Rodziny Osób Starszych Kobiet i Młodzieży, natomiast wnioskodawca to Międzynarodowe Towarzystwo Świadomości Kryszny.

[4] Poczyniwszy zastrzeżenie co do ograniczonej wiarygodności materiału na jakim opierają się cytowane w literaturze wnioski dotyczące Hare Kryszna autorka stwierdza, że „u osób u których wstąpienie do Ruchu poprzedzone było okresem kryzysu psychicznego, nacechowanego poczuciem braku sensu życia, brakiem zadowalających związków emocjonalnych z rodziną, kolegami z pracy lub uczelni, lub u których występowały uzależnienia od alkoholu, narkotyków czy nikotyny pojawiły się bardzo pozytywne oceny wpływu swojego członkostwa w Ruchu na poprawienie obrazu własnej osoby, całkowite zaprzestanie stosowania używek i narkotyków”. Grzymała–Moszczyńska dodaje, że „taka pozytywna ocena Ťważnego, kształcącego doświadczeniať utrzymała się nawet u przeważającej ilości osób, które po okresie przynależności do Ruchu, wręcz zamieszkania na terenie świątyni, z tego Ruchu odeszły. (UWAGA! Mowa tu o osobach, które z Ruchu odeszły dobrowolnie nie zaś zostały zmuszone do tego przez presję rodziny lub nacisk innych członków Ruchu – na przykład na skutek wzniecanych konfliktów.)” – podkreśla autorka ekspertyzy (s. 5).

[5] Tekst podzielony jest następująco: Kilka słów wstępnych; Historia: a) Indie, b) Świat, c) Polska; Doktryna; Praktyka; Struktura Organizacyjna; Rozpowszechnienie; Charakterystyka uczestników: a) społeczno–demograficzna; b) psychologiczna charakterystyka uczestników ISKCON; Reakcja społeczna; a) wizerunek w mediach; b) Kościół katolicki wobec sekt i ruchów kultowych; c) ruchy antykultowe; Podsumowanie; Bibliografia.

KRISZNA PIERZE MÓZGI?

Artykuł otrzymaliśmy od pana Lecha Rugały w dniu 26 czerwca 2001 18:05

Przeczytaj również: Farma ekologiczna, wegetarianizm, duchowe oświecenie???


Turyści wędrujący przez Rudawy Janowickie, czasami przechodzą obok farmy, ktorej gospodarze zamiast traktora używają wołów. O tym, co dzieje się wewnątrz gospodarstwa wie niewielu.

Poniżej przesyłam artykuł autorstwa dziennikarki Moniki Adamczyk ukazujący prawdę o farmie Hare Kryszna w Czarnowie w Sudetach (w przygotowaniu książka). Farma ta, zwana „farmą ekologiczną”, ”New Santipur”, „Centrum Bhakti Jogi’”, ”Świątynią” czy „Ośrodkiem Świadomości Kryszny”, rozciąga się wzdłuż szlaku turystycznego, w pobliżu węzła szlaków obok byłego schroniska PTTK „Czartak”, na trasie ze Skalnika (945 m n.p.m.) w kierunku Pisarzowic.


Kiedyś z wielką sympatią myślałam o Hare Kryszna. Czar prysł, gdy zbierając materiały do książki, kilka miesięcy spędziłam na ich farmie.

Ilekroć zbliżałam się do świątyni Hare Kryszna w Czarnowie, w Sudetach, doznawałam przykrego uczucia. W oknie, na poddaszu stała postać w głęboko zaciągniętym pomarańczowym kapturze. Dostrzegałam ostre rysy wychudzonej twarzy, zacienione oczodoły i zacięte, wąskie usta. Postać trzymała się pod boki i bacznie obserwowała młodych chłopców pracujących w polu. Swoją obecnością zabijała ich spontaniczność i radość życia. W ciszy, ze spuszczonymi głowami, szli za wołami, orząc ziemię.

Członkowie świątyni golą głowy, pozostawiając mały kosmyk włosów zwisający na kark. Zazwyczaj bardzo szczupli, wręcz chudzi, owijają się w wyblakłe, pomarańczowe dhoti. Pracują od rana do nocy, z czterogodzinną przerwą na sen i skromne jedzenie. Często są poddawani radykalnym postom, a przede wszystkim – „praniu mózgów”, podczas wykładów, codziennie rano i wieczorem. Organizacja, do której trafili, przypomina bardziej obóz pracy niż świątynię boga Kryszny.

Byłam jedną z nich

O świcie, przed ołtarzem – Pańca Tatvą – zasiada na pufach ta sama zakapturzona postać zakutana w szafranowe zawoje. Ponura i wiejąca chłodem. Był to mężczyzna o bardzo cichym, wręcz kobiecym głosie. Jak się później przekonałam, często prowadził wykłady w świątyni.

– Wygląda jak jeden z mnichów ze zgromadzenia klasztornego w „Imieniu Róży” – szepnęła mi złośliwie do ucha przyjaciółka.

Miała rację. Parsknęłam cichym śmiechem. Zakapturzony mężczyzna spojrzał na mnie zimno, po czym uśmiechnął się czule do chłopców siedzących na podłodze.

– Jeśli ktoś twierdzi, że Prabhupada się myli, to znaczy, że nie do końca oddał się procesowi świadomości Kryszny. albo że został opętany przez demony lub… sam jest demonem! – stwierdził.

Po sali przebiegł szmer grozy. Na twarzach chłopców odmalowało się przerażenie. Mężczyzna prawie niepostrzeżenie uśmiechnął się kącikiem ust.

– Kto to taki? – spytałam jedną z dziewcząt w beżowym sari, siedzącą obok na podłodze, jak wszystkie kobiety – za plecami mężczyzn.

– To prezydent świątyni – wyszeptała – Jakby opat zakonu.

Wielokrotnie słuchałam w świątyni wykładów. Napawały mnie grozą.

Zakapturzony prezydent powtarzał za De, założycielem organizacji Hare Kryszna, zwanych przez wiernych Prabhupadą: „Możesz ożenić się i żyć spokojnie z jedną kobietą. Stosunki seksualne należy ograniczyć tylko do jednego w miesiącu i tylko w celu płodzenia dzieci”. Słyszałam też, że „kobiece ciał, nawet jeśli bardzo jest zaawansowane w cywilizacji, ostatecznie zostanie spalone na popiół, nawet kiedy jest jeszcze żywe i to bez względu na to, w jakich warunkach zewnętrznych się znajduje. Wewnątrz jest tylko kał, uryna i różnego rodzaju robactwo.”

Prezydent dodawał: „Tylko kobieta, która nie słyszała o Twoich (Kryszny) lotosowych chwałach, może przyjąć zwykłego człowieka za męża, lecz kobieta, która dowiedziała się o Tobie, nie zgodzi się wyjść za nikogo prócz Ciebie. W tym materialnym świecie człowiek to tylko martwe ciało. W sztuczny sposób żywa istota okryta jest tym ciałem, które jest niczym więcej niż workiem skóry, ozdobionym czasami brodą, wąsami, włosami na ciele i głowie oraz paznokciami u palców. W worku tym jest trochę mięśni, kości i krwi – zawsze wymieszanej z odchodami, uryną, śluzem, żółcią i zatrutym powietrzem – i on jest miejscem, w którym żeruje różne robactwo i bakterie. Głupia kobieta przyjmuje takie martwe ciało na swego męża i w swym braku zrozumienia kocha go jak drogiego jej towarzysza. Jest to możliwe jedynie wtedy, gdy kobieta nie zazna pełnego rozkoszy zapachu Twych lotosowych stóp.”

Młodzi mężczyźni słuchali tego ze spuszczonymi głowami. Było mi ich żal. Czułam, że są zażenowani. Dziwiłam się też dziewczynom. Jak mogą spokojnie słuchać tego steku bzdur? Wygłaszanego w dodatku w taki sposób, jakby kobiet w ogóle nie było na sali.

W Indiach istnieje zwyczaj abstynencji seksualnej wśród małżonków. Ale to oni sami decydują, czy przyjmują ten styl, czy nie. Zwykle odmawiają sobie współżycia osoby w podeszłym wieku, które wychowały już dzieci, a nawet wnuki i w naturalny sposób mogą wyciszyć instynkty.

Jedna z kobiet, należących do Hare Kryszna powiedziała mi w tajemnicy, że niedawno młody bhakta popełnił samobójstwo. Dręczyło go poczucie winy, ponieważ dopuścił się stosunku seksualnego z własną żoną. Pogwałcił więc zasadę, jaką narzucił De.

Nieraz przyszło mi żałować, że uwierzyłam w obiegową opinię na temat wspaniałości organizacji Hare Kryszna, która szczyci się działalnością dobroczynną, karmiąc głodujących ludzi na ulicach miast. Hasło „Pożywienie darem serca” jest nam przecież dobrze znane. Tymczasem to tylko metoda zwabiania kolejnych członków.

Zasadę rozdawania darmowego pożywienia wymyślił sam De, by zwiększyć liczebność organizacji. Zresztą uzyskuje ona często dotacje na ten cel z pieniędzy miasta.

Zanim to odkryłam, byłam do tego stopnia „uwiedziona” dobrocią „kryszniaków”, że zabrałam na farmę mojego sześcioletniego synka. Nie przyszło mi wtedy do głowy, że dzieciak zostanie tam poddany intensywnej indoktrynacji.

Syn początkowo lubił towarzyszyć bhaktom w polu, przy murowaniu świątyni lub naprawianiu maszyn. Pozwalałam na to bez zastrzeżeń, bo myślałam, że się uczy „męskiego świata”. Przeraziłam się jednak, kiedy któregoś dnia przybiegł do mnie z płaczem. Prosił, bym mu przyrzekła, że nic mu się złego nie stanie.

– Co miałoby się stać? – dopytywałam się zaniepokojona.

Ze szlochem wyjąkał, że bhaktowie zmuszali go do powtarzania mantry „Hare Kryszna” i straszyli, że jeżeli tego nie zrobi, bogini Kali zetnie mu głowę złotym dyskiem!

Na nic zdało się uspokajanie. Synek przez wiele kolejnych nocy budził się z krzykiem, przerażony, bo znów śnił mu się ten sam koszmar: bogini Kali ścina mu głowę dyskiem. Po jakimś czasie przyznał mi się, że krysznowcy zmuszali go do powtarzania mantry, obiecując nagrodę, na przykład kawałek ciasta.

Jeszcze długo po wyprowadzeniu się z Czarnowa musiałam leczyć skutki, jakie pozostawiły w psychice synka „wakacje”, które mu nieświadomie zafundowałam. Trzeba wiedzieć, że w Czarnowie mieszkają rodziny z dziećmi, które nie mają szans, by obronić się czy uciec przed podobnym „pompowaniem” szkodliwą doktryną.

Organizacja Hare Kryszna to rodzaj obozu pracy dla młodych mężczyzn. Bo na nich się tu głównie stawia. Są bardziej wydajni niż kobiety. Zresztą one są tu traktowane jak gorsza kategoria człowieka – stoją zawsze ostatnie w kolejce do wiadra z jedzeniem.

W porze posiłku, w korytarzu stawia się metalowe wiadra. Wiele razy widziałam jak bhakta nakładając pokarm do naczyń upuścił pecynę ryżu czy owsianki na podłogę, a następnie zebrał ją palcami i wrzucił komuś na talerz. Kiedy protestowałam, odpowiadał, że pokarm poświęcony prze Krysznę, nie ulega zanieczyszczeniu! A ja tam gołym okiem widziałam kawałki błota i paprochy.

Mam nadwagę, więc wielokrotnie mnie straszono, że w przyszłym wcieleniu odrodzę się jako świnia. I że tylko mantrowanie świętych imion Kryszny oraz oddanie się całym sercem organizacji może mnie przed tym uchronić.

Zastraszanie to stała metoda wychowywania członków organizacji na bezwolne, całkowicie oddane sprawie istoty: Bhaktowie są przekonani, że poza świątynią czeka na nich nieprawdopodobne zło. Duchy i demony śledzą ich każdy krok, by w każdej chwili wymierzyć im srogą karę.

Najlepszą formą służenia Bogu jest nie tylko ciężka praca, ale oddanie dóbr materialnych na rzecz świątyni. Prezydent pełen zrozumienia tłumaczył, że ci, którzy nie są w stanie złożyć w ofierze dużych sum, niech oddadzą, ile mogą.

Zdumiewające, że czarnowski prezydent zaniedbuje własne dzieci, natomiast wykazuje tak silne uczucia – ojcowskie oczywiście – wobec młodych chłopców mieszkających w świątyni…

Chłopcy z krzykiem wbiegają do świątyni. Upadają przed ołtarzem, wznosząc okrzyki uwielbienia „Hare Kryszna, Hare Kryszna!” – Tak zakończył się kilkudniowy maraton zimowego sankirtanu. Chłopcy podróżowali po miastach, wystawali całymi dniami na mrozie, sprzedając przechodniom książki De i zachęcając ich do przystąpienia do organizacji.

W nagrodę czekała na nich wielka uczta. Dziewczęta przygotowały słodycze, torty, girlandy z karmelków zawiniętych w celofan z kolorowymi wstążeczkami. Świątynię udekorowano połyskującymi sznurami, które zwykle wiesza się na choinkach oraz balonami. Zapanowała ogólna radość i podniecenie, mężczyźni – „łowcy dusz” wrócili z udanego polowania.

OSTRZEGAJMY MŁODZIEŻ PRZED SEKTAMI, KTÓRE WERBUJĄ NA TURYSTYCZNYCH SZLAKACH

Przytaczamy list otrzymany od pana Lecha Rugały w dniu 26 czerwca 2001 18:07

Przeczytaj również: Kryszna pierze mózgi?


Turyści wędrujący przez malownicze pasmo Rudaw Janowickich często przechodzą obok farmy, której gospodarze zamiast traktora używają wołów. Czym naprawdę jest to gospodarstwo wie niewielu.

Poniżej tekst ukazujący prawdę o farmie Hare Kryszna w Czarnowie w Sudetach. Farma ta, zwana „farmą ekologiczną”, „New Santipur”, „Centrum Bhakti Jogi’”, „Świątynią” czy ”Ośrodkiem Świadomości Kryszny”, rozciąga się wzdłuż szlaku turystycznego, w pobliżu węzła szlaków obok byłego schroniska PTTK ”Czartak”, na trasie ze Skalnika (945 m n.p.m.) w kierunku Pisarzowic

Farma ekologiczna, wegetarianizm, duchowe oświecenie???

Przynależeliśmy kiedyś całą czteroosobową rodziną do PTTK i często wspólnie wyjeżdżaliśmy w góry. Prowadziliśmy z młodzieżą wędrówki krajoznawcze i przyrodnicze, letnie obozy wędrowne itp., a także syna staraliśmy się wychować na człowieka wrażliwego na sprawy ekologii, oddanego ochronie przyrody i krajobrazu. W czasie zwiedzania ukazywaliśmy jemu piękno kraju, przyrodę, zabytki, historię… Właśnie w górach po raz pierwszy zetknęliśmy się z sektą, która pojawiła się na trasie naszej turystycznej wędrówki i zapoczątkowała cały ciąg tragicznych wydarzeń i bolesnych doświadczeń, po których do dziś nie możemy się jeszcze do końca pozbierać. Na wspólnej wędrówce z synem wstąpiliśmy obejrzeć „farmę ekologiczną”, znajdującą się w sąsiedztwie ówczesnego schroniska PTTK „Czartak” w Czarnowie w Sudetach, reklamowaną także w broszurze zatytułowanej: „Ekoturystyka” jako „Centrum Bhakti Jogi”.

W czasie tamtego spotkania nie było mowy, że reprezentują jakąś religię, lecz posłużono się, co zrozumieliśmy dużo później, specyficzną metodą oszustwa polegającą na podaniu tylko części danych dotyczących tego gospodarstwa. Mówiono nam wtedy, że jest to farma posiadająca atest EKOLANDu i produkuje zdrową żywność w oparciu o tradycję Indii. Gospodarze farmy – młodzi ludzie – mówili też, że propagują „zdrowe żywienie” i ”wegetarianizm” oraz „życie w zgodzie z naturą”. Zaprowadzili nas do budynku, w którym stały woły mówiąc, że używają ich do orania ziemi. W trakcie spotkania poczęstowali nas wegetariańskim posiłkiem. Byliśmy przekonani, niewątpliwie na skutek sugestii gospodarzy, że jest to świecki ruch społeczny o orientacji proekologicznej, co wydawało się być zgodne z naszymi poglądami i zainteresowaniami. Rozmawiali o czymś na osobności z synem i sprzedali mu książkę, jednak wtedy nie wzbudzało to naszego zaniepokojenia. Prawdziwe oblicze tego kultu destrukcyjnego poznaliśmy dopiero późnej, kiedy syn zaczął przynosić do domu i czytać coraz więcej książek z tekstami założyciela sekty – Prabhupady…

Dopiero później zaczęliśmy z przerażeniem dostrzegać, czego naprawdę uczy ich guru, jak podsyca nienawiść do ludzi spoza sekty. W książkowej rozmowie z Prabhupadą zatytułowanej: „Doskonałe pytania, doskonałe odpowiedzi” na str.77 przeczytaliśmy:

”Zatem bez świadomości Kryszny każdy jest draniem, złodziejem, łobuzem i rabusiem. To są jego cechy. Dlatego nasz wniosek jest taki, że nikt nie ma dobrych cech, jeśli nie rozumie Kryszny. Nie jest uczciwy i nie ma wiedzy. Dlatego jest człowiekiem trzeciej kategorii”.

O czym więc mogli rozmawiać rodzice – ludzie trzeciej kategorii, dranie i złodzieje z oświeconymi wyznawcami świadomości Kryszny, którzy podstępem zaangażowali ich syna w swe praktyki kultowe? Czy w trakcie dialogu z przedstawicielami oficjalnie zarejestrowanego związku wyznaniowego byli traktowani ze szczerą życzliwością czy też ich okłamywano? Do czego zmierzali liderzy ruchu stosując wyrafinowane psychotechniki wobec nieświadomej i nieprzygotowanej na tego rodzaju podstępne działania rodziny?…

Kiedy syn zaczął praktykować tzw. „Bhakti Jogę”, codziennie wstawał nad ranem i przez wiele godzin odmawiał mantrę „Hare Kryszna, Hare Kryszna, Rama, Rama…”, było już za późno wydostanie go z tego uzależnienia. Przyrządzał też w osobnych naczyniach (nasze były ”duchowo nieczyste”) odrębne pożywienie, zaczął notorycznie kłamać i wyciągać od nas pieniądze mówiąc, że potrzebuje na szkołę, za co wspierał finansowo sektę i kupował przeróżne akcesoria kultowe. Coraz więcej czasu poświęcał sekcie, zerwał z kolegami i zainteresowaniami harcerstwem i turystyką i przerażająco chudł. Znikał też na całe dnie i wyjeżdżał do ośrodków sekty, m.in. na farmę w Czarnowie. Często zamiast w szkole przebywał wśród wyznawców kultu, gdzie odurzano go kadzidełkami i wprawiano w trans za pomocą ekstatycznych tańców i śpiewów… Jego „bogiem” stali się liderzy sekty, tzw. „mistrzowie duchowi”, którym oddawał pokłony i poświęcał swoje wszystkie myśli. Na naukę już nie starczało czasu.

Próbowaliśmy go z tego wydostać. Byliśmy jednak coraz bardziej zrozpaczeni, kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy już bezradni wobec oszustw i manipulacji jakimi posługiwała się sekta. Jej liderzy powoływali się m.in. na rzekomo pozytywne wyniki badań naukowych ich diety, które to badania miał prowadzić prof. Wojciech Chalcarz z Pracowni Żywności i Żywienia AWF w Poznaniu. Sprawa wyjaśniła się dopiero później, kiedy profesor napisał w liście: „(…) Jest to nieprawda. (…) Z moich obserwacji wynika, że wielu młodych mężczyzn, wyznawców ruchu Hare Kryszna, jest nadmiernie chudych (…) Z podanego przez Pana opisu sposobu żywienia Pana syna wynika, że musiał on stosować niezbilansowaną dietę wegetariańską. Taka dieta jest niebezpieczna dla zdrowia”…

Ich dieta polega nie tylko na zakazie spożywania mięsa, ale również ryb, jaj, cebuli, szczypiorku, grzybów, wielu produktów mlecznych i roślinnych, nawet w szczątkowych ilościach. Często obowiązuje zakaz spożywania potraw z mąki i roślin strączkowych. Ma miejsce np. „post od zielonych liściastych warzyw przez jeden miesiąc”… Cały kalendarz postów i głodówek liczy kilkanaście stron maszynopisu. Stwierdziliśmy, że ta dieta nie ma nic wspólnego – jak wcześniej zapewniali – ze „zdrowym żywieniem”. Jednak wtedy syn miał już tak „wyprany mózg”, że nawet nie zauważał jak bardzo chudnie, a tylko stale powtarzał: „ja nie jestem tym ciałem”.

Przerażeni tym wszystkim, co się działo z synem, prosiliśmy liderów sekty aby uszanowali nasze prawa rodzicielskie i nie angażowali go w tak intensywne praktyki. Niestety, bez żadnego skutku… Po prostu nie było żadnej możliwości wynegocjowania z nimi jakichkolwiek ustępstw. Tłumaczyliśmy, że syn nie cieszy się już dobrą kondycją fizyczną, a te praktyki są coraz bardziej niebezpieczne i stwarzają zagrożenie dla jego zdrowia. Liderzy Hare Kryszna mówili nam wtedy, że ich „religia jest oficjalnie zarejestrowana i musimy uszanować jego świadomy wybór i właściwą drogę do postępu duchowego”. Byliśmy bezsilni wobec takich argumentów. Niestety, nasze obawy miały się wkrótce potwierdzić…

Po upływie ok. 2 lat związania się z ruchem, najprawdopodobniej pod wpływem ekstazy i fizycznego osłabienia wywołanego surową dietą i innymi praktykami destrukcyjnymi, syn zasłabł i upadł na ulicy, złamał sobie nos i szczękę, wybił zęby i w takim stanie skierowano go na leczenie szpitalne.

Rozpacz naszą pogłębiła sytuacja oskarżeń lekarzy kierowanych pod naszym adresem: „Co zrobiliście z tym chłopcem? Czemu on tu nie chce niczego jeść? Czy brał jakieś narkotyki?” To był po prostu obłęd! Lekarze nie mogli zrozumieć, że to sekta zabroniła mu przyjmowania pożywienia od „niewielbicieli Kryszny”, bo „może się duchowo skalać”, oraz że tak silny wpływ może mieć na człowieka grupa praktykująca religijność destrukcyjną. W tej sytuacji początkowo karmiono go kroplówką… Do normalności wracał długo. Próbował nawet do nich wrócić, wyjeżdżał też na farmę do Czarnowa (m.in. wyprowadził się z domu i zamieszkał z wyznawcami Hare Kryszna), co trwało dalsze dwa lata. Ostatecznie jednak zrozumiał, że jest wykorzystywany przez sektę do celów nie mających nic wspólnego z rozwojem duchowym i wrócił do domu i dawnych zainteresowań.

Tej tragedii było można zapobiec, gdyby przywódcy tego związku wyznaniowego reprezentowali uczciwą religię, o zdrowych zasadach etyczno – moralnych, a nie kult oparty na obłudzie, fałszywych obietnicach i zastraszaniu. Liderzy sekty, kiedy stało się nieszczęście, wyparli się wszystkiego. Zaczęli obłudnie twierdzić, że kontakty syna z ruchem były sporadyczne i on sam narzucił sobie to wszystko.

Nadal jeszcze ponosimy skutki szkodliwego oddziaływania tego kultu na naszego syna. To nie tylko koszty jego leczenia, przedłużonego okresu nauczania, ograniczenia zdolności do pracy i nauki – poniesione przez całą rodzinę (krzywdy doznała także nasza córka), ale również cierpienia moralne, których nie da się przeliczyć na pieniądze. Syn z mozołem odbudowuje zerwane kontakty z kolegami i powraca do dawnej pasji, jaką kiedyś było dla niego harcerstwo, odrabia zaległości w nauce.

W przywróceniu poprawnych relacji syna z rodziną i społeczeństwem dużo pomógł nam kontakt z Ruchem Obrony Rodziny i Jednostki oraz z Biurem Informacji i Dokumentacji Nowych Ruchów Religijnych i Sekt w Łodzi, skąd uzyskaliśmy rzetelne i obiektywne dane na temat tego kultu destrukcyjnego. Natomiast od Instytutu Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego – mimo wielokrotnych próśb – nie otrzymaliśmy żadnych materiałów.

Zainteresowanych szczegółami zjawisk patologicznych w sekcie Hare Kryszna odsyłamy do pracy doktorskiej Anny E. Kubiak, wydanej przez Instytut Filozofii i Socjologii PAN, zatytułowanej „Delicje i lewa ręka Kryszny” (Warszawa, 1997), gdzie można znaleźć opis metod psychomanipulacji i sposobu funkcjonowania wyznawców sekty oraz potwierdzenie wielu naszych przykrych doświadczeń. Potwierdzają to choćby same tytuły rozdziałów i podrozdziałów jak: „Instytucja totalna”, „Izolacja”, „Degradacja osobowości”, ”Unieważnianie dotychczasowych znaków tożsamości”, ”Piętnowanie”, „Poniżanie i dryl”, „Pozbawianie samodzielności, „Dyktatura kontrolerów” itp.

Hare Kryszna to wyjątkowo nieudany przeszczep religii wschodnich na rodzimy grunt. A wydawać by się mogło, że przecież nie może nieść nic złego przepojona szczerą duchowością ideologia, popierana przez liczne autorytety i stanowiąca alternatywę dla życia pełnego pośpiechu w pogoni za karierą i pieniądzem… Zrozumieliśmy, że Hare Kryszna może być wyborem tylko dla mocnych, w pełni dojrzałych ludzi – nieprzeciętnych cwaniaków umiejących zrobić na tej ideologii niezły interes. Paradoks zaś polega na tym, że sekta wciąga natolatków o niewykształconej jeszcze osobowości, ludzi wrażliwych, idealistów szukających w swym życiu pozytywnych wartości i oparcia w grupie, w której stają się ślepymi narzędziami do zaspokajania osobistych ambicji jej lidera.

Zofia i Lech Rugałowie z Poznania


Zofia Rugałowa jest przewodnikiem turystycznym PTTK, Lech Rugała jest przodownikiem turystyki kwalifikowanej górskiej i pieszej PTTK, przewodnikiem PTT. Oboje są członkami Oddziału Poznańskiego PTTK

POD PŁASZCZYKIEM SEKT

Artykuł pochodzi z Naszego Dziennika z dnia: Piątek, 22 czerwca 2001r. – nr 144

”Są cudowni – opowiadała matce o nowych znajomych 18-letnia córka po powrocie z Częstochowy. – Piękni, czyści, nie palą, nie piją, chcą godnie przeżyć życie, tak jak ja”. Dwa miesiące później zniknęła z domu – matka nie wie, z kim i gdzie.


Przedmiotem szczególnego zainteresowania werbowników jest rozbudzona religijnie młodzież. Przenikający do środowisk katolickich członkowie sekt pseudochrześcijańskich przedstawiają się jako „sami swoi” i podczas pierwszego spotkania odwołują się do uczuć katolickich. Później podkopują autorytet księży i wmawiają, że Kościół wypaczył naukę Jezusa. Na koniec przekonują, że tylko oni znają prawdziwą drogę do Boga. Z tym, że nie jest to już na ogół to samo pojęcie Boga, od którego zaczęła się rozmowa.

Gdyby członków pewnych grup zapytać o tożsamość, można by usłyszeć odpowiedź: „Jesteśmy chrześcijanami”. Czasem nazywają się również „prawdziwymi chrześcijanami”. Na pytania dotyczące ich samych lub ich wspólnoty odpowiadają niechętnie, wymijająco bądź lakonicznie. Wtedy rozpoznać ich można jedynie po wyniosłej i elitarnej samoocenie (tylko oni są prawdziwymi chrześcijanami, tylko oni żyją zgodnie z Biblią) oraz po wyraźnej wrogości wobec Kościoła katolickiego i innych nurtów chrześcijaństwa.

Płaszczyk katolicyzmu może być również wykorzystywany przez grupy o proweniencji orientalnej. Wyrobieni członkowie sekt ukazują naukę grupy w taki sposób, aby była możliwa do zaakceptowania. Najbardziej uderzające różnice w stosunku do chrześcijaństwa łagodzą, a podobieństwa – eksponują. Niektórzy chrześcijanie, szczególnie młodzi w wierze albo nie rozumiejący dostatecznie nauczania swej religii, nie zawsze przejrzą fałszywe twierdzenia i dlatego są bardziej podatni na werbunek. Nawet chrześcijanin o dobrze ugruntowanej wierze i duchowo dojrzały będzie musiał mieć się na baczności.

Czarno-biała rzeczywistość

Do sekt quasi-chrześcijańskich najłatwiej zwerbować osoby, które w dotychczasowych wspólnotach kościelnych nie znalazły swojego miejsca. Co więcej, nie musi się to wcale kłócić z tezą, że sekta przyciąga ludzi zaangażowanych, dla których wiara coś znaczy i którym nie wystarcza coniedzielne uczestnictwo we Mszy św. Ojciec dominikanin Tomasz Aleksiewicz w swej książeczce pt. „Wiara w pigułce, czyli sekty” ryzykuje na pozór paradoksalną tezę, że o wiele mniej podatni na działanie sekt są „niedzielni katolicy”, bo oni nie są rozbudzeni. „Im wystarczy raz w niedzielę postać pod chórem. Sekty żerują na ludziach rozbudzonych duchowo. W diecezji krakowskiej przeprowadzono badania, na podstawie których stwierdzono, że ruchy odnowy są o wiele bardziej sektorodne niż niedzielna nijakość” – tłumaczy o. Aleksiewicz.

Adept pytany jest o rzeczy, które nie podobają mu się w Kościele. Rozmowy kierowane są na temat jego negatywnych doświadczeń w dotychczasowej wspólnocie. Wytyka się urojone nadużycia i nieprawidłowości, a historię Kościoła ukazuje w odpowiednio niekorzystnym świetle. Nie chodzi bowiem o rzetelną analizę historii, lecz o znalezienie argumentów. Wszędzie szuka się negatywnych doświadczeń i błędów. Pomija się przy tym pozytywne strony i w ten sposób powstaje zniekształcony obraz Kościoła. Na tym tle nowa grupa jawi się jako wspólnota prawdziwa i doskonała.

Równocześnie podaje się w wątpliwość chrześcijaństwo nowicjusza. Na podstawie przeróżnych kryteriów (zapał do pracy misyjnej, życie według zasad biblijnych) ocenia się, czy zasługiwał on wcześniej na miano chrześcijanina. U większości członków sekt panuje przekonanie, że dopiero od momentu przystąpienia do nowej grupy stali się prawdziwymi chrześcijanami. Swoje wcześniejsze chrześcijaństwo (według naszych kryteriów, zwykle bardzo zaangażowane) oceniają jako mizerne, niedoskonałe i mało autentyczne. Nowa wspólnota – na zasadzie kontrastu – jawi się jako kontynuacja pierwotnego chrześcijaństwa. Nowicjusz jest pod wrażeniem przytaczanych mu fragmentów Pisma Świętego, które zdają się mówić właśnie o grupie. Jego dotychczasowe starania o religijnie intensywne i moralnie konsekwentne życie zostają zradykalizowane, aż do lekceważenia innych sfer życia.

Spotkania młodzieży chrześcijańskiej

„Msza Święta odprawiana przez ojca Tardifa w Gorzowie Wielkopolskim zbliżała się do końca. Był pogodny dzień, 26 lipca. Dziewczyna, która do mnie podeszła miała na imię Kinga. W pierwszej chwili trudno było się zorientować, że jest z sekty. Otwarta, przyjazna, sympatyczna. Otwarcie nie krytykowała nikogo i niczego. Mówiła tylko, że u nich jest prawdziwa wiara. Reszta błądzi. Oni to byli ludzie, którzy żyją razem, razem się modlą i razem czczą Boga. Nic więcej nie chciała zdradzić. Za to pytała, pytała, pytała… Po godzinnej rozmowie uznała, że jestem ‚trochę przekorna’. Umówiłyśmy się na kolejne spotkanie. W Warszawie podała mi numer telefonu. Musiałem obiecać, że zadzwonię” – czytamy w jednym z wielkopolskich tygodników.

Nie dziwi już agitacja przy okazji wielkich imprez kościelnych. Na członków sekt można trafić na spotkaniach Taizé, w czasie świąt kościelnych, zlotów młodzieży chrześcijańskiej oraz pielgrzymek. Na tego typu imprezach trzeba się liczyć z ogromną liczbą osób zainteresowanych religią, wśród nich znajdują się także jednostki poszukujące, które niekiedy giną w tym mniej lub bardziej anonimowym tłumie. Osoby te bywają otwarte na ludzi, z którymi mogą przedyskutować swoje wątpliwości. Może się jednak zdarzyć, że trafią na członków sekty. Werbownicy nawiązują „przypadkową” rozmowę, zapraszają do mieszkania, namiotu lub na wspólny wyjazd. Są niezmiernie życzliwi i przyjaźni.

Członkowie sekt nie próżnują także nawet w trakcie pielgrzymek Ojca Świętego do Polski. Przekonała się o tym Stanisława, matka Laury i Kingi, która w 1991 roku uczestniczyła wraz z córkami na spotkaniu z Papieżem w Masłowie pod Kielcami. Wówczas doszło do pierwszego kontaktu z sektą. Oto jak relacjonuje to zdarzenie jeden z ogólnopolskich tygodników: „Padał deszcz, gdy podeszła do nich młoda kobieta z parasolem. Porozmawiała chwilę z córkami, zapisała ich adres w Pińczowie. Parę dni później, stanęła przed drzwiami ich mieszkania.

– Czy tu mieszka Laura?

– Tak – odpowiedziała Stanisława (…). – A kim pani jest?

– Jestem chrześcijanką.

Nikt nie zamyka w Polsce drzwi przed kimś, kto przedstawia się w ten sposób. Młoda kobieta weszła do środka, w ręku trzymała Biblię”. Nastąpił cykl systematycznych spotkań i wyjazdów, które w efekcie doprowadziły do ścisłego związania się Laury i Kingi z grupą.

Na pielgrzymkach

Matka Izy nie zapomni tej daty do końca życia: 15 sierpnia 1991 roku. Spotkanie z Ojcem Świętym podczas Światowego Dnia Młodzieży. Była już późna noc, gdy do Izy podeszła młoda kobieta i powiedziała po angielsku, że chce z nią porozmawiać o Bogu. Nowa znajomość zafascynowała dziewczynę do tego stopnia, że już nazajutrz była gotowa jechać do Warszawy i poznać bliżej tych ludzi. Kilka dni później ta sama kobieta przyjechała do Radomia i zostawiła wiadomość dla Izy. I tak się zaczęło: dziewczyna zaczęła znikać z domu.

Duchowa atmosfera pielgrzymek sprzyja werbunkowi do sekt. Zmniejsza się wówczas naturalna czujność. Młodzi pątnicy nie widzą przeszkód w nawiązywaniu nowych kontaktów. Rozmowa na temat przeżyć duchowych, Boga, Pisma Świętego jest czymś naturalnym. Osoby rekrutujące korzystają z tej atmosfery, by zagaić rozmowę. Niektóre sekty bardzo sprawnie posługują się Biblią, inne operują pojęciem Boga z pozoru chrześcijańskim, a faktycznie nie mającym z Nim nic wspólnego. Oto z życia wzięty przykład takiej agitacji. Pewien student udał się na pielgrzymkę do Ostrej Bramy i został zwerbowany przez grupę Hare Kryszna. Oczywiście, ludzie ci nie przedstawili się jako krysznaici, lecz zaprosili go do rozmowy na temat Boga. Pielgrzymka posłużyła tylko do zainicjowania kontaktu. Dalszy etap werbunku miał miejsce już po pielgrzymce.

Jak przeciwdziałać takim sytua cjom? Trudno przecież proponować ograniczenie ruchu pielgrzymkowego. Nie można też zabraniać lub ograniczać kontaktów oraz wymiany poglądów między uczestnikami. Wydaje się, że podstawą profilaktyki jest świadomość możliwości infiltracji grupy pątników przez sekty. Organizatorzy pielgrzymek oraz opiekunowie młodzieży muszą zachować pewną dozę ostrożności:

n Podczas zapisów należy pytać o macierzystą parafię, a w trakcie pielgrzymki mieć oczy szeroko otwarte na to, co dzieje się w grupie.

n Brać udział w rozmowach oraz prostować nieścisłości, zwłaszcza w odniesieniu do prawd wiary.

n Wskazane jest, aby na pielgrzymkę młody człowiek nie wyruszał samotnie, lecz w gronie znajomych. Samotny człowiek potrzebuje na ogół wsparcia, towarzystwa, a to czyni z niego potencjalną ofiarę sekt. Werbownicy są nastawieni zasadniczo na wyłuskiwanie właśnie takich osób, do grupy bowiem trudniej przeniknąć.

Najczęściej wybieranym przez werbowników celem są osoby stojące nieco z boku grupy, zmęczone trudami uroczystości czy pielgrzymki, przeżywające kłopoty osobiste. Schemat działania jest dosyć prosty. Osoby odpowiedzialne za werbunek proponują im stałą korespondencję, mającą cechy kontaktu osób wierzących. Mogą także obdarowywać broszurami delikatnie wprowadzającymi w naukę swojej grupy. Po pewnym czasie następuje propozycja spotkania, bardzo często w ośrodku sekty, gdzie adept jest odpowiednio „formowany”.

Wiele sekt skłania do zerwania kontaktu z rodziną, przyjaciółmi, środowiskiem szkolnym. Dąży się do odizolowania adepta od dotychczasowego środowiska, by móc bez przeszkód poddawać go indoktrynacji. W przypadku pewnych grup już kilkudniowy pobyt w ich towarzystwie może wystarczyć, aby pozyskać młodego człowieka. Na skutki nie trzeba będzie długo czekać.

Z PROPOZYCJI SEKT

Artykuł pochodzi z miesięcznika Posłaniec Serca Jezusowego 5/97

Sekty „nowej generacji” i ruchy parareligijne, które pojawiły się współcześnie w Polsce, są pomysłowe i elastyczne w formach swej działalności. Wykorzystują każdą nadarzającą się okazję, by zaproponować swoją doktrynę, wejść w nowe środowisko.

OBOZY WĘDROWNE l INNE FORMY WYPOCZYNKU są atrakcyjną propozycją zwłaszcza dla dzieci i młodzieży. Korzystając z tańszych „wakacji językowych”, obozów wędrownych, z „wycieczek tematycznych”, z „seminariów w plenerze”, z różnych form „ekoturystyki” i „szkół medytacji”, łatwo napotkać głosicieli różnych sekt. Zjawiają się jako organizatorzy, sąsiedzi, przygodni dyskutanci.

Akademickie Stowarzyszenie Urzeczywistniania Wartości Uniwersalnych – jedna z form działalności sekty Sun Myung Moona, organizuje obozy szkoleniowe. Uczestniczka jednego z takich obozów w Karpaczu wspomina: Na obozie było świetnie. Gitara, ognisko, wspólne śpiewy i wykłady. Przez kilka godzin dziennie wybierali cytaty z Biblii i wyjaśniali, sypali statystykami o alkoholizmie i narkomanii. Zapamiętałam jeszcze spacer po Karpaczu; spojrzałam wtedy na przechodniów i pomyślałam, że są biedni. Z dwóch miesięcy wakacji prawie nic nie pamiętam. Mam luki. Nic do mnie nie docierało, rozmyślałam. Gdyby myśli dało się nagrać. Śnili mi się w nocy. Obudziłam się. Nie wiedziałam, gdzie jestem.

Kolejną formą agitacji jest organizowanie przez sektę SPECJALISTYCZNYCH KURSÓW, zbliżonych w treści do jej doktryny.

Sekta Rodzina – Wspólnota Niezależnych Chrześcijańskich Zgromadzeń Misyjnych, zwana też Dzieci Boże, na kursach szkoleniowych porusza m.in. tematy: edukacja i opieka nad dziećmi, stosunki międzyludzkie, miłość i przebaczenie oraz proroctwa biblijne. Zaprasza na nie osoby w każdym wieku i każdego stanu. Dla zapracowanych proponuje kursy korespondencyjne. Według danych sekty w ciągu trzech lat rozprowadzono ponad 31 milionów egzemplarzy „chrześcijańskich publikacji”, przetłumaczonych na 17 języków Europy Środkowo-Wschodniej. Każda z publikacji była zaopatrzona w adres, na który czytelnik mógł pisać w celu otrzymania dalszych informacji. Pozytywna odpowiedź tysięcy ludzi pozwoliła na otwarcie Korespondencyjnego Kursu Biblijnego.

Inne sekty organizują kursy, których celem jest np. rozwinięcie zdolności umysłu. Niektóre z nich stosują różne „techniki mistyczne”, inne propagują niezwykłe grupowe zachowania, mające uwolnić głębsze zdolności rozumienia. Kościół Scjentologii, opierając się na wypracowanej przez Rona Hubbarda filozofii, oferuje (po wysokich cenach) kursy dianetyki, które są „schodami”, prowadzącymi do niewyobrażalnie wysokiego stanu Czystości, to znaczy do pełnej wolności psychicznej i duchowej. Osobom podejmującym kurs obiecuje się, że: Proces scjentologiczny, poza innymi osiągnięciami, może poprawić współczynnik inteligencji jednostki, gotowość lub łatwość utrzymania harmonii rodzinnej, płodności, możliwości twórcze, refleks i zdrowie.

Stosunkowo prostym sposobem agitacji jest WYKŁAD PUBLICZNY. Organizowany może być w prywatnym mieszkaniu lub w wypożyczanych na ten cel salach różnych instytucji społecznych. Zaproszenia na wykłady rozplakatowane są w mieście, emitowane w lokalnych rozgłośniach radiowych i telewizyjnych, mogą też być propagowane za pomocą ulotek i biletów, rozdawanych podczas ulicznych agitacji. Wykłady często urozmaicone są występami zespołów muzycznych, bezpłatną konsumpcją oryginalnych potraw, wystawami fotograficznymi, taśmami video z nagraniami wypowiedzi liderów sekty lub obrazkami z jej życia. Niekiedy wykład jest połączony z próbą pierwszej medytacji lub z chwilą refleksji, która ma pokazać praktyczną pracę sekty.

Jedną z form agitacji jest WYKORZYSTYWANIE SYTUACJI PRZYPADKOWYCH. „Apostoł” powinien być gotów do głoszenia „prawdy” w każdej dogodnej sytuacji: przyjaciołom, którzy go odwiedzają; krewnym; podczas pracy; w autobusie; na stacji benzynowej; w czasie zakupów. Zaleca się, by każdy głosiciel nosił przy sobie odpowiednią literaturę, ulotki i wizytówki z adresem kontaktowym grupy. Chory głosiciel może do agitacji użyć telefonu, docierając (np. według nekrologów w prasie) do ludzi przeżywających tragedię śmierci bliskiej osoby.

Powszechne jest ROZDAWANIE CZASOPISM l PUBLIKACJI SEKTY. Bardzo często jest to bezpłatne rozdawanie ulotek z kilkoma frapującymi pytaniami i adresem sekty. Niekiedy agitacja połączona jest z handlem ładnie wydanymi książkami. Podczas transakcji podejmuje się pierwsze rozmowy i zachęca się do nawiązania bliższego kontaktu z wydawcą -sektą.

Wszyscy Świadkowie Jehowy są zobowiązani do dystrybucji wspólnotowej literatury, do zaopatrywania w nią swych bliskich i krewnych. Według wskazówek przełożonych „głosiciel” powinien przy tej okazji przeprowadzić krótką, trwającą od 30 do 60 sekund, rozmowę. Podkreśla się, by w trakcie kolportażu „głosiciel” posiadał dodatkowo literaturę obcojęzyczną, by rozmówcy uświadomić ogólnoświatowy zasięg czasopism. W 1929 r. Centrala Brooklińska zaleciła wszystkim zborom Świadków Jehowy, aby każdy pierwszy wtorek miesiąca przeznaczyły wyłącznie na kolportaż literatury. Tych, którzy ulegli namowom i nabyli książkę, odwiedzają powtórnie, udzielając im kolejnych nauk.

Sekta Rodzina rozdaje swoje ulotki i usilnie zachęca do korespondencji. Ulotki są zaopatrzone najczęściej w rysunek z podobizną Jezusa i zawierają wybrane cytaty z Pisma Świętego. Pogłębienie rozumienia tych fragmentów można zyskać pisząc na umieszczony na ulotce adres.

Mniej nachalną formą agitacji jest ORGANIZOWANIE IMPREZ KULTURALNYCH o różnym stopniu „zagęszczenia” treści doktrynalnych. Ich wspólną cechą jest tworzenie okazji do zetknięcia się z potencjalnymi adeptami sekty i pozostawienie pozytywnego wrażenia, dotyczącego wspólnoty, którą się reprezentuje.

Zwolennicy Moona chętnie współorganizują koncerty i występy chóru przy okazji świąt państwowych, lokalnych jubileuszy, pacyfistycznych pochodów itp. Podczas tego typu imprez na ulice wysyła się tysiące emisariuszy, wspieranych przez założone i utrzymywane przez Moona zespoły muzyczne, jak np. rockowo-folkowa grupa „Sunburst”, chór gospel „Voices of Freedom” i inne.

Mormoni przyciągają młodych, organizując gry, zabawy, turnieje. Dysponują bardzo dobrze wyposażonymi ośrodkami sportowymi. Umiejętnie zdobywają sympatię korzystających z ich ofert i przygotowują te środowiska do penetracji doktrynalnej.

Komitet Pokoju Sri Chinmoya organizuje Biegi Pokoju, oparte, jak głosi ulotka Komitetu, na apolitycznych, niekomercyjnych i międzyreligijnych podstawach. Przy okazji organizowane są spotkania – medytacje dla polepszenia charakteru ludzi wszystkich ras i religii. Spotkania tego typu były organizowane w 1993 r. m.in. w jednym z domów kultury w Warszawie.

Członkowie sekty Rodzina Miłości znani są w Stanach Zjednoczonych z występów, przybierających formę ulicznego happeningu, które nazywają wigiliami. Jako prorocy potępienia, ubierają się w czerwone wory, które wskazują na potrzebę kajania się. Ręce i nogi mają posmarowane popiołem na znak żałoby. Paradują po ulicach z symbolizującymi niewolę drewnianymi jarzmami na szyi, z jednym kolczykiem w uchu jako znakiem, że są niewolnikami Chrystusa. Niosą drewniane kije – oznaczające sąd boski. Ubrani w ten sposób przerywają uroczystości publiczne lub nabożeństwa w kościołach. Głoszą, że Bóg grozi sądem społeczeństwu amerykańskiemu, wzywają do żalu za grzechy.

Wyszukaną metodą agitacji jest OBIETNICA DÓBR MATERIALNYCH l WŁĄCZENIA W STRUKTURY EKONOMICZNE, szczególnie popularna w społecznościach biednych.

Nie jest trudno zdobyć współwyznawców wśród grup lub pojedynczych osób, wykorzystując ich materialną nędzę, brak podstawowego wykształcenia czy po prostu słabość. Są oni w stanie przystąpić do każdej grupy za pewnego rodzaju zapłatą, która może być ofiarowana w sposób ukryty lub otwarty. Może mieć formę ofiarowania dóbr materialnych, pomocy charytatywnej, zapłaty za pracę, fundowanego stypendium, opłaty za przysługę, upominku.

Niekiedy agitacja przybiera formę zwykłych KONTAKTÓW TOWARZYSKICH. Przypadkowo rozpoczęta znajomość, podsycana pozorami coraz większej przyjaźni, a nawet miłości, w sposób przemyślany prowadzi w krąg wpływów sekty. Oferowanie przyjaźni może być elementem metody zwanej „bombardowaniem miłością”, podstępnym werbowaniem za pomocą flirtu lub zwykłą zachętą do spędzenia wolnego czasu w życzliwym towarzystwie.

Sekta Rodzina znana jest z tzw. połowów miłosnych. W celu zdobycia nowego adepta członkowie są zobowiązani nawet do okazania mu miłości fizycznej, którą w tym przypadku nazywa się „połowem”. Krążą po parkach, zaczepiają młodzież w kawiarniach, w pociągach, w pobliżu szkół, oferują kolorowe ulotki, na których zwykle widnieje postać Chrystusa, błogosławiącego czule obejmującą się parę; lub też Chrystusa gromiącego demony. Stwarzając pozory rodzącego się flirtu, kontynuują znajomość bądź bezpośrednio, bądź korespondencyjnie, już po zarejestrowaniu „połowu” w ośrodku sekty, przy konsultacji z przełożonymi. Najczęściej w ten sposób pozwalają się „złowić” osoby w wieku 15-19 lat, zwłaszcza przeżywające trudności życiowe.

Bardziej zakamuflowaną formą agitacji może być zachęta do podjęcia DZIAŁAŃ POLITYCZNYCH. Dotyczy to zwłaszcza tych sekt, które są ściśle związane z poszczególnymi partiami lub mają w swej doktrynie elementy polityczne.

Przykładem może być udana próba budowania swej popularności przez Świadków Jehowy na celowym zaatakowaniu porządku społecznego. Malejąca w połowie lat 50. popularność sekty zmusiła ją do wynalezienia nadzwyczajnych środków zainteresowania opinii publicznej i zdobycia popularności. Tą drogą miało być „wzbudzenie” przeciw sobie fali prześladowań, interpretowanych jako prześladowania za religię. Przeprowadzono szereg „akcji zaczepnych”, które atakowały porządek spokojnych miasteczek amerykańskich. Tzw. „niedzielne grupy świadków” nosiły transparenty i wznosiły okrzyki atakujące każdą religię, wszelkie świętości oraz zwyczaje i obyczaje (np. płacenie podatków, zdejmowanie kapelusza wobec kobiet, starszych, flagi i hymnu). W wyniku tych działań napłynęło do policji i sądów mnóstwo listów i skarg, zmuszając władze do podjęcia jakichś działań. Szczególny rozgłos przyniosły procesy sądowe, z zainteresowaniem śledzone przez opinię publiczną. Jak pisał jeden z byłych Świadków Jehowy: obrona na procesach była z góry zaplanowana. Z reguły odwoływaliśmy się do wolności wyznania. Oskarżeni o handel książkami bez płacenia podatków obstawaliśmy, że jest to nasza forma nabożeństwa, względnie kaznodziejstwa, które było dozwolone. Powoli udało nam się stworzyć nastrój prześladowania mniejszości wyznaniowej i pozyskać rozgłos, a nawet sympatię pewnych kół społeczeństwa. Zasądzeni na więzienia i grzywny w jednej instancji z reguły odwoływaliśmy się do wyższej, wygrywając sprawę. Przez aresztowania i procesy nasi przeciwnicy oddawali nam niemałą przysługę. W ten sposób nasze szeregi zacieśniły się i nabraliśmy rozgłosu.

Dobrym parawanem dla działań agitacyjnych może być DZIAŁALNOŚĆ CHARYTATYWNA.

Członkowie sekty Moona działają według systemu zwanego „Kościół domowy”. Każdy ze wspólnoty ma wyznaczone 360 domów. Mooniści ogłaszają, że chętnie pomagają w opiece nad dziećmi, w pracy w ogrodzie, w tapetowaniu, malowaniu domów. Osoba, której udzielono pomocy, jest następnie zapraszana na „wieczór rodzinny”, który rozpoczyna werbowanie.

Sekta Rodzina, korzystając z materialnego i finansowego wsparcia firm i osób zaprzyjaźnionych z sektą, organizuje bezpłatną dystrybucję żywności, odzieży, materiałów szkolnych. Z pomocy tej korzystają m.in. domy dziecka, domy starców, schroniska dla bezdomnych. Szczególnym zainteresowaniem sekty cieszy się młodzież. Amerykańska sekta Kirpal Light Satsung, stosująca podczas medytacji różne drastyczne środki, prowadzi poradnie odwykowe dla narkomanów. Inne sekty prowadzą kuchnie dla ubogich, świetlice, przedszkola, szkoły, organizują opiekę nad osobami starszymi, niepełnosprawnymi, czy też seanse terapeutyczne, bezpłatne zabiegi akupunktury, masażu wschodniego, ziołolecznictwa.

Jedną z możliwych form agitacji i działania sekty są ZAKŁADANE PRZEZ NIĄ INSTYTUCJE PARALELNE. Organizacje te pozornie nie posiadają żadnych związków z sektą ale są przez nią założone, utrzymywane i kontrolowane. Do tej formy agitacji musiało dojść tam, gdzie sekta straciła całkowicie zaufanie społeczne, a jej dalsze istnienie możliwe było wyłącznie w pozorowanej nieobecności. Niekiedy jest to też forma obecności sekty równoległa do innych, będąca poszerzeniem jej oferty.

Kościół Scjentologii założył bardzo wiele swoich organizacji, które znane są jako poświęcające się pracy „społecznej”. Scjentolodzy zrzeszeni są w tak różnych związkach, jak: Centrum Indywidualnego i Efektywnego Uczenia; Ludzie Przeciw Uciskowi Tolerancji; Zrzeszenie Zaangażowanych Menadżerów; Zrzeszenie Zaangażowanych Stomatologów; Komisja do Naruszeń Praw Człowieka w Psychiatrii; Szwajcarska Komisja Praw Człowieka.

Również Kościół Zjednoczenia Moona działa pod różnymi nazwami, finansując szereg organizacji międzynarodowych, które współorganizują konferencje kulturalne i religijno-naukowe. Są to m.in.: Towarzystwo dla Zjednoczenia Światowego Chrześcijaństwa; Pionierzy Nowej Ery; Uniwersytecki Ruch na Rzecz Poszukiwania Wartości Absolutnych.

***

Bogata oferta sekt ma jeden cel: zatrzymać kolejnego zainteresowanego, zwieść pięknie brzmiącymi słowami, zachwycić i poprowadzić sobie tylko wiadomymi ścieżkami. Wezwanie Ewangelii do czuwania, ostrożności i jasności w nazywaniu rzeczy po imieniu jest ciągle aktualne, by nie trafić na manowce ducha…

Ks. Andrzej Zwoliński

CHARAKTERYSTYKA ORAZ SYTUACJA SEKT I NIEZALEŻNYCH GRUP RELIGIJNYCH

KWESTIA SŁOWNICTWA

1. Uwagi wstępne

Przyzwyczailiśmy się mówić o „sektach” i wydaje się nam, że wiemy, co termin ten implikuje. Niemal zawsze słowo „sekta” kojarzyło się nam z małą grupą ludzi, wywodzącą się z północnoamerykańskiego protestantyzmu, z działalnością prozelicką stale prowadzoną w naszych krajach. Takie postawienie sprawy oznaczało umieszczenie problemu w ramach chrześcijaństwa. Dzisiaj, jak się wydaje, sytuacja bardzo się zmieniła. Wszędzie pojawiają się nowe sekty neopogańskie, wschodnie, neognostyckie, parareligijne, pseudonaukowe. Wschód zdobywa niejako przewagę nad Zachodem w sensie misyjnym, co pociąga niepożądane skutki dla Kościołów chrześcijańskich, a przede wszystkim dla Kościoła katolickiego. Trzeba zatem uwzględnić szeroki kontekst omawianych problemów.

Chcielibyśmy przeto tę nie cierpiącą zwłoki–wedle biskupów zgromadzonych w Puebla–kwestię naświetlić od strony religijnej i w odniesieniu do chrześcijaństwa. Wspomnieliśmy co prawda o innych aspektach (np. socjologicznym), odsyłając jednak szczególnie zainteresowanych do opracowań specjalistycznych. Chcielibyśmy, aby od samego początku było jasne, że z całą powagą traktujemy realizowanie naszego misyjnego głoszenia Ewangelii i dawania świadectwa naszym życiem chrześcijańskim, jako wkład do zjednoczenia chrześcijan, zgodnego z wolą Jezusa Chrystusa.

2. Słowo „sekta”

Słowo „sekta” w swoim znaczeniu in malam panem pojawiło się przed chrześcijaństwem. Ma swoje źródła w rabinistycznym judaizmie, który mianem „sekty” określał wszelkie ruchy i odłamy przeciwne głoszonej przez siebie tradycji. Tak samo słowo hairesis używane było jako pejoratywne określenie grupy ludzi sprzeciwiających się powszechnie przyjętym zwyczajom. Trzeba jednak zauważyć, że pierwotne znaczenie słowa hairesis było inne i raczej oznaczało wybór, skłonność, zamiar. Dlatego też określano w ten sposób szkołę prowadzoną przez nauczyciela o niezależnym i nie podlegającym dyskusji autorytecie, głoszącego w miarę ścisłą doktrynę.

W Nowym Testamencie słowo „sekta” pojawia się w dwóch znaczeniach: w Dziejach Apostolskich służy określeniu odrębnych grup; taki sens ma też u Józefa Flawiusza; u św. Pawła hairesis jest przeciwieństwem ecclesia w tym sensie, w jakim odnosi się do doktryny będącą fundamentem katolicyzmu. Dlatego też w pierwotnym Kościele „sektą” nazywano grupy chrześcijan związanych ze szkołami filozoficznymi lub żydowskimi ruchami, przeciwnymi chrześcijaństwu.

W ten sposób pojęcia „sekta” zaczęto z czasem używać na określenie wszystkich ruchów, które oderwały się od chrześcijaństwa, charakteryzujących się szczególnymi, wyróżniającymi je cechami.

Korzenie tego słowa można odnaleźć także w języku łacińskim. Sekta może pochodzić od sequi lub secture, czyli „iść za kimś” albo „odcinać się od kogoś”. W tym znaczeniu sekciarz to albo ktoś, kto idzie za swoim nauczycielem, albo ktoś, kto się odcina, odrywa od pierwotnego nurtu.

Jednakże kwestie etymologiczne nie mogą przesłonić nam obecnych trudności. Już od ponad dziesięciu lat, w wyniku kontaktów ekumenicznych, na określenie sekt używa się innej nazwy, mniej negatywnej, uznając tym samym istnienie w tych grupach pewnych pozytywnych elementów, zasługujących na uwagę Kościoła.

Dziś wolimy mówić o „niezależnych ruchach religijnych”, choćby ich działalność prozelicka uważana była za sekciarską. Protestanci z obszaru języka angielskiego wprawdzie posługują się tym słowem, ale chcąc uniknąć negatywnych skojarzeń wprowadzili ogólny termin denomination. Używanie tak nieprecyzyjnego pojęcia ma tę zaletę, iż może ono określać wszystkie wspólnoty, zwłaszcza jeśli w tym samym kraju współistnieje ze sobą wiele ruchów, jak np. w Stanach Zjednoczonych, skąd w ubiegłym wieku wywodziła się większość sekt.

3. Czy można zdefiniować sektę?

Dziś mówi się wymiennie o sektach, ruchach, „koncepcjach”, „postawach”, grupach, wspólnotach, zjawiskach religijnych. Mogłoby się wydawać, że specyfika sekciarstwa utonęła w powodzi coraz to nowych grup religijnych.

Dlatego też niektórzy stawiają sobie pytanie, czy warto podejmować próbę zdefiniowania tego pojęcia.

Istnieją też wielkie trudności z ustaleniem tożsamości sekt z socjologicznego punktu widzenia, ponieważ– jak mówią specjaliści–jest niezwykłe trudno dokonać takiej właśnie typologu tych grup.

W związku z powyższym warto sprecyzować dwie rzeczy. Pierwsza jest natury historycznej, druga teologicznej. W obecnym momencie mamy do czynienia ze zjawiskiem szerszym niż to, które tradycyjnie określaliśmy jako chrześcijańskie sekty historyczne. Dlatego też dziś zamiast mówić o sektach, lepiej byłoby mówić o działalności sekciarskiej.

Możemy jednak, i to będzie drugie uściślenie, pokusić się o zdefiniowanie sekty religijnej, zastanawiając się nad związkami zachodzącymi między całością i częścią. Jeśli porównamy sektę z Kościołem katolickim, to musimy powiedzieć, że sekcie brak powszechności w takim znaczeniu, w jakim ten przymiot istotny jest dla wspólnoty wierzących tego Kościoła. Ktoś jest katolikiem nawet na najbardziej zagubionej placówce misyjnej świata, ponieważ nosi w sobie zasadę powszechności i ponieważ w części widzi całość. Ktoś inny jest sekciarzem nie dlatego–jak to niektórzy mylnie sądzą–że należy do małej grupy, lecz dlatego, że chce widzieć całość wychodząc od części, od swojej części. Dlatego uważamy, że lepiej mówić o postawie sekciarskiej, czyli takiej, która polega na dostrzeganiu wszystkiego z jednej tylko perspektywy, lekceważąc inne punkty widzenia, i która własną wizję uważa za doskonałą. Przy takim ujęciu sekta zawsze jest tendencją, która może ujawnić się tak w naturze pojedynczego człowieka, jak i całych grup społecznych.

Moglibyśmy analizować sekty także z innych punktów widzenia, nie mniej ważnych niż ten, o którym przed chwilą wspomnieliśmy. Są to tendencje stale występujące w człowieku i w dziejach. Zwróćmy chociażby uwagę na skłonność do upraszczania. Sekta to grupa ludzi, która wobec złożoności tajemnicy wiary, świata i samego człowieka, próbuje rozwiązać najbardziej prostymi sposobami to, co z pewnością proste nie jest. Członkowie sekty uważają, że człowiek nie ma prawa do racjonalnej krytyki określonych idei.

Inną stałą tendencją jest poszukiwanie bezpieczeństwa. Sekta jest grupą religijną ubezpieczającą człowieka przed ciągłą niepewnością i ryzykiem życia. To, co z chrześcijańskiego punktu widzenia jest tajemnicą upadku, tajemnicą krzyża w ludzkim bytowaniu, zostaje jakby usunięte w cień dzięki tej ofercie raju na ziemi. Przemoc, jakże charakterystyczna dla współczesnych społeczeństw, alienuje jednostki z życia społecznego. W tej sytuacji sekty z właściwą dla nich dyscypliną, której tak bardzo brakuje dzisiejszemu światu, stają się atrakcyjną propozycją dla zagubionych, bezsilnych jednostek.

Istnieją też i cechy, które moglibyśmy nazwać historycznymi. Pierwszą jest gnostycyzm, drugą montanizm. Jedna gloryfikuje poznanie, druga przeżycie.

Gnostycyzm odrzuca możliwość odkupienia człowieka i wyraża się w postawie pogardy dla świata. Trudno więc powiedzieć, że jest sektą chrześcijańską. Negując wartość poznania rozumowego czy chrześcijańskiego Objawienia, gnoza opiera się na własnym objawieniu, pochodzącym z osobistego, intuicyjnego pojęcia tajemnicy. W konsekwencji, chrześcijańska sekta gnostycka może zaakceptować Chrystusa jako Objawiciela, lecz nie jako Odkupiciela; neguje rzeczywistość stworzenia jako miejsce zbawienia i dzieła Bożego miłosierdzia; znosi jedność rodzaju ludzkiego dzieląc ludzi na kategorie i dając pierwsze miejsce gnostykom, czyli tym, którzy wiedzą. Gnostycyzm niechrześcijański wpłynął na niektóre współczesne nurty psychologii i do tej pory utrzymuje się w teozofii. Wystarczy przypomnieć, że gnostycyzm określa sekty w zależności od stopnia poszukiwania wiedzy czy nauki chrześcijańskiej, nieważne zresztą jak to nazwiemy. Poznanie to nie musi być całkowite. Czasem z jednej tylko idei wyłania się cała wizja, jak to było w przypadku millenaryzmu, który głosił ustanowienie królestwa Bożego na ziemi na okres tysiąca lat i w różnych postaciach występuje aż do naszych dni.

Wraz z chrześcijaństwem pojawia się i stale powraca montanizm. Sektę typu montanistycznego można zdefiniować jako ruch apokaliptyczny, charakteryzujący się bardzo silnymi cechami ascetycznymi, zapowiadający szybkie przyjście Ducha Świętego. Sekty montanistyczne same udzielają swoim członkom daru natchnienia, aby mogli oni „prorokować” w Duchu Świętym. Takie prorocze natchnienie przyjmuje czasem charakter czysto polityczny. Zważywszy na zasadniczą niejednoznaczność zjawiska profetyzmu, zawsze pozostanie problemem, czy mówią oni w imię Boga, czy też przemawiają przez nich własne przesądy i uprzedzenia. Przy okazji warto przypomnieć, że w Nowym Testamencie apostołowie zawsze są przed prorokami.

Sekty montanistyczne zapowiadają bliskość powtórnego przyjścia Chrystusa i głoszą bardzo surową moralność. Można by powiedzieć, że w ciągu długich lat istnienia Kościoła zawsze byli tacy, którzy potrzebowali szczypty charyzmy, aby wyładować swoje uczucia. Ruch ten pozwala również wielu ludziom uzewnętrznić swój ukryty pociąg do mistycyzmu.

Wszystkie sekty zapewniają swoich adeptów, że zaspokoją ich potrzeby pewności i zaufania, „poznania” i „spontaniczności”, że będą oni mogli się realizować, mając prawo do postrzegania złożoności świata z ich jednostkowego punktu widzenia.

Powyższe wywody odpowiadają na dwa, od dawna zadawane, pytania: Jakie potrzeby zaspokajają sekty? Dlaczego niektórzy chrześcijanie do nich wstępują? Ukazują również, iż oprócz prób definiowania sekt na podstawie tendencji stale występujących w ich działaniu, z pewnością bardzo ważna jest ich charakterystyka, której możemy dokonać na gruncie posiadanego doświadczenia historycznego.

CHARAKTERYSTYKA SEKT

W przypadku Kościoła katolickiego możemy mówić o pewnej możliwości interpretacji jego doktryny, ponieważ istnieje w nim stałe a zarazem żywe jądro Prawdy Objawionej, strzeżonej i przekazywanej przez Urząd Nauczycielski Kościoła dzięki nieprzerwanej asystencji Ducha Świętego. Nie możemy w podobny sposób analizować pierwotnego znaczenia tego, co dziś głoszą sekty, ponieważ brakuje im owych fundamentów. Możemy przeto jedynie pokusić się o analizę relacji, jakie utrzymywały między sobą (chociaż trudno mówić o bezpośredniej wymianie) i z Kościołami tradycyjnymi. Spróbujemy to uczynić szukając powiązań typu teologicznego (a także i innych) oraz mechanizmów ich funkcjonowania. Pragniemy, aby dociekania te, stopniowo torując sobie drogę, pozwoliły czytelnikowi lepiej zrozumieć problem, przed jakim stajemy.

1. Charakterystyka teologiczna

Spróbujemy zaprezentować te elementy, które wydają się wyrastać z niezależnych ruchów „chrześcijańskich”.

Redukcjonizm
Sekty chrześcijańskie wyróżnia przede wszystkim bardzo uproszczona wizja Objawienia. Zwraca uwagę uproszczony charakter ich sformułowań i literalna wierność wobec głoszonych doktryn. Redukcjonizm ten, obejmujący całość Objawienia chrześcijańskiego, odnosi się do Boga, Chrystusa, Kościoła i człowieka w świecie. Takie redukcjonistyczne podejście ma bardzo poważne skutki (np. mówiąc o Jezusie, bardzo często odmawia się Mu boskości). W konsekwencji, to, co zaczęło się od zwykłej redukcji, kończy się wyraźną negacją prawd wiary, zawsze strzeżonych przez Kościół.

Redukcjonizm ten, jak i negacja podstawowych prawd wiary chrześcijańskiej w znacznej mierze pochodzi z niewiedzy i niedoceniania zasady analogi mary, która pozwala uzgodnić poszczególne prawdy z całością Objawienia Czytając teksty biblijne nieraz natrafiamy na pozorne sprzeczności. Skoro jednak od Boga otrzymaliśmy całe Objawienie, to utrzymywanie, iż pewne twierdzenia wiary są sprzeczne, byłoby przeciwne jego prawdziwości. Dlatego Kościół zawsze miał świadomość, że prawdy wiary muszą zgadzać się ze sobą za pośrednictwem wyższej zasady i nigdy nie naginał tekstów biblijnych do wcześnie przyjętych założeń. Natomiast członkowie sekt nie dysponując zasadą analogii wiary, nie mogą odwołać się do normy regulującej analizę oraz interpretacji Pisma Świętego w kontekście całej chrześcijańskiej tradycji. Rezultat takiego właśnie podejścia jest taki, że następuje przeakcentowanie tego, co cząstkowe co w skrajnych przypadkach wydaje owoce przeciwne samej Ewangelii.

Fundamentalizm
Biskupi latynoamerykańscy zgromadzeni w Puebla mówią o nim wyraź nie (1109), określając go jednak jako biblijny. Wydaje nam się, że w odniesieniu do fundamentalizmu należy sprecyzować kilka rzeczy. Otóż terminu tego używa się na określenie trzech powiązanych ze sobą, chociaż nie identycznych rzeczywistości. Protestanci determinują w ten sposób każdą konserwatywną myśl chrześcijańską sprzeciwiającą się tendencjom modernistycznym, liberalnym; odnosi się on także do krytyki biblijnej (historycznej, form itd.).

W nurcie fundamentalizmu mieści się też pewien szczególny i konserwatywny ruch, który w Stanach Zjednoczonych głosił program złożony z pięciu punktów: natchnienie i całkowita nieomylność Biblii; boskość Jezusa Chrystusa; narodzenie Jezusa z dziewicy; śmierć Jezusa jako pokuta zastępcza zmartwychwstanie ciała i drugie przyjście Chrystusa.

Istnieje jednakże fundamentalizm jeszcze starszy, pochodzący z epoki reformacji. Z pewnością Luter posłużył się najwyższym autorytetem Pism Świętego jako podstawową zasadą swojej teologii, tak iż np. luteranizm opierał się wyłącznie na Piśmie. Natomiast pietyści, podkreślając czyste doświadczenie Boga, nie uznawali za normę zarówno Tradycji, jak i Biblii, co spowoduje pojawienie się fundamentalistów sprzeciwiających się takiemu wewnętrznemu oświeceniu. Będą oni potwierdzać absolutną nieomylność nawet pojedynczych słów biblijnych. W praktyce zapoczątkuje to „religia księgi”, przy czym interpretacja „księgi” będzie jeszcze bardziej dosłowną niż judaistyczna, W konsekwencji powstanie teoria natchnienia biblijnego całkowicie niezależnego od życia i prawd Kościoła oraz jego Magisterium W ten sposób zostanie ustalona podstawowa zasada, dotąd żywa w pewnych sektach: Biblia jest jedynym źródłem wiary.

Z tych powodów fundamentaliści unikają fragmentów Pisma odnoszących się do tajemnicy Chrystusa i Kościoła, do całości Objawienia, szczególnie do planu zbawienia.

W gruncie rzeczy jest to brak respektu dla litery, ponieważ, aby nadać literze właściwą wartość, trzeba widzieć ją w całości tekstu, jak nitkę w tkaninie. Prawdziwa lektura mająca na względzie odkrycie dosłownego znaczenia Pisma podporządkowana jest całości i szuka wszelkich możliwych relacji między wszystkimi elementami tworzącymi tekst biblijny. Zaniechanie tych poszukiwań prowadzi do nonsensownych interpretacji stwarzających wrażenie, jakoby Biblia zawierała same sprzeczności. Przykładem może być wyrywanie poszczególnych słów i odnoszenie ich do rzeczywistości jakiegokolwiek porządku, na przykład historycznego, co rodzi liczne złudzenia i błędy.

Salwacjonizm
Inną jeszcze cechą sekt chrześcijańskich jest selekcja tekstów biblijnych, na których opierają swoje apokaliptyczne przepowiednie i potrzebę przygotowania się do czasów ostatecznych. Zbawienie rozumiane jest przede wszystkim jako „przyjęcie Chrystusa” i połączone jest z oczekiwaniem całego szeregu dóbr eschatologicznych po skończeniu ziemskiego życia. Nawet teksty z 25 rozdziału Ewangelii według św. Mateusza nie potrafią przekonać ich o możliwości zbawienia jeszcze przed paruzją. Mają o tym świadczyć niezwykle sugestywne opisy całych serii „objawień” założycieli sekt lub wspólnot. Według deklaracji samych zainteresowanych, znoszą one niektóre prawdy wiary dotyczące ostatnich dni życia. W ten sposób interpretacja zbawienia zostaje ograniczona i pozbawiona swych najbardziej uniwersalnych podstaw (por. Lumen gentium 16).

Relacja Kościół–świat
Sekty nie mają dokładnej wizji stosunku między Kościołem a historią i kulturą; jednym słowem, między Kościołem a światem. Co więcej, zaprzeczają, jakoby wiara mogła opierać się na jakimkolwiek „elemencie światowym” (na przykład na Kościele), ponieważ autentyczną wiarę podtrzymuje jedynie słowo Boże.

Chrześcijańskie sekty prawie zawsze poświęcają życie w świecie i uprzywilejowują powołanie do świętości, która powinna być przeżywana „z dała od wszystkiego, co ziemskie”. W gruncie rzeczy jest to problem właściwego ujęcia relacji zachodzącej między Objawieniem Bożym a historią ludzkości. Kościół katolicki w sakramentach i zasadach wiary, gwarantowanych przez historyczne Magisterium, znajduje podstawy do otwarcia się na uniwersum i określenie swojej roli w świecie. Tymczasem w optyce sekciarskiej działalność człowieka jako twórcy kultury nie znajduje uznania, co prowadzi najczęściej do całkowitej nieznajomości reguł życia społecznego.

Elekcjonizm
Słowem tym określamy postawę członków sekt, przekonanych, że tylko oni naprawdę „przyjęli Chrystusa” i są wybrańcami Boga. Tylko oni reprezentują „światłość”, podczas gdy wszyscy inni, a szczególnie katolicy, są przedstawicielami „ciemności”. Tym samym negują możliwość działania Ducha Świętego poza ich grupą i w rezultacie, każdy kontakt z Kościołami tradycyjnymi uznają za zbyteczny. Stanowisko takie reprezentują przede wszystkim te sekty, które z góry określają, jakie grupy ludzi są godne zbawienia.

Na temat uświęcającej obecności Ducha Świętego jasno wypowiedział się Sobór Watykański II (Lumen gentium 15, Unitatis reintegratio 3).

2. Charakterystyka religijna

Jakie są najbardziej charakterystyczne cechy życia religijnego w sektach?

Pietyzm
Wiele sekt również dzisiaj uznaje zasadę ruchu pietystów z XVII wieku, która brzmi: nie wystarczy wierzyć; wiara powinna oddziaływać na wszystkie sfery życia jednostki i wspólnoty. I tak to, co samo w sobie możliwe jest do przyjęcia, w swej skrajnej postaci sprzeciwia się słusznej autonomii rzeczywistości doczesnych. Po utopijnych wspólnotach religijnych, wyznających skrajny pietyzm (np. w Stanach Zjednoczonych), dziś pozostała na ogół jedynie nazwa czy założone przez nie przedsiębiorstwa. Dzisiejszy pietyzm sekciarski oparty jest na dwóch czynnikach, na które poszczególne sekty kładą mniejszy lub większy nacisk: bezpośrednie natchnienie udzielane każdemu członkowi wspólnoty oraz możliwość osiągnięcia doskonałej świętości na ziemi. Łatwo można przewidzieć konsekwencje, jakie podobne zasady mogą spowodować w tych ruchach, przede wszystkim na płaszczyźnie kultu.

Kult emocjonalny
Dokumenty Konferencji w Puebla przyznają, że sekty bardzo żywo sprawują swój kult (1109, 1122) i to przyciąga do nich nowych adeptów. Odpowiedzialni za te grupy wiedzą–nie brakuje zresztą książek na ten temat–że wspólnotę wiernych podtrzymuje odpowiednie kierowanie emocjami. Podstawowa rola przypada muzyce. Pieśniom, zawierającym silną dawkę nostalgii towarzyszą też radosne hymny. Struktura kultu opiera się na przemienność różnych emocji, co sterowane jest kazaniami. Uściski, gesty powitania, aplauzy i „spontaniczne”, głośne okrzyki, to wszystko, co wydaje się naturalne Latynosom, jest czymś niesamowitym, zdumiewającym chociażby dla mieszkańców Stanów Zjednoczonych, a więc dla społeczeństw chowanych w duch panowania nad emocjami. Wyzwolenie ukrytych emocji, tak trudne w pozostałych dziedzinach życia społecznego, dokonuje się na płaszczyźnie religijnej za pośrednictwem specjalnego oddziaływania.

Kazania
Są długie i zajmują najważniejsze miejsce w życiu tych grup. Służą kształtowaniu wspólnoty według jej własnych konstytutywnych zasad. Hołduje się w nich zarówno wspomnianemu redukcjonizmowi, jak i fundamentalizmowi. Katolików nazywa się bałwochwalcami i aż do znudzenia powtarza się tekst z Księgi Wyjścia (20), który skierowany jest przeciwko wizerunkom. Bardziej jednak niebezpieczne jest redukcjonistyczne podejście do transcendencji człowieka, ponieważ rozwiązania, mające odpowiadać na wielkie pytania ludzkości, ograniczają się jedynie do praktycznych odpowiedzi potrzebnych w codziennym życiu.

Moralność
Wymagania moralne tych ruchów są nieugięte, rygorystyczne, purytańskie. Największe zainteresowanie budzi „czystość”. Prawda i jej poszukiwanie, w rozumieniu św. Augustyna i naszym, są czymś drugorzędnym. Nie oznacza to wszakże, żeby w skrajnych przypadkach doktryny sekciarskie nie mogły prowadzić do głęboko amoralnych zachowań (jak na przykład w ubiegłym wieku wspólnota Oneida w Stanach Zjednoczonych lub mormoni).

Zobowiązania społeczne
Do niedawna sekty propagowały obojętność wobec świata i jego rzeczywistości. Wprawdzie niektóre ruchy przejawiały zainteresowanie sprawami społecznymi, ale generalnie rzecz biorąc, sekty nie pragną całkowitego wyzwolenia narodów. To prawda, że w wielu regionach Ameryki Łacińskiej, nawet w tych najbardziej biednych, reprezentanci sekt, zakładając wspólnoty kultowe, zdołali podnieść poziom żyda ludzi. Proces ten nosił jednak wyraźne piętno obcej kultury.

Inaczej przedstawiała się sprawa z grupami, które samodzielnie próbowały się zradykalizować. Po prostu doprowadziły do rozbicia swoich wspólnot. Obecne zjawisko wielorakości sekt w Ameryce Łacińskiej ma swe źródło właśnie w tych silnie zradykalizowanych wspólnotach, które głosiły ekstremalne opcje polityczne. Zjawisko to powinno nas niepokoić z powodu wybuchu nowych, niezależnych sekt. Jest to swego rodzaju atomizacja protestantyzmu. Tym też da się wytłumaczyć przepływ ludzi z sekty do sekty. Kiedy bowiem jakaś określona wspólnota się radykalizuje, to część „pobożnych” wiernych, nie mogąca się zgodzić z nowymi postawami, opuszcza grupę i szuka sobie innej, albo odsunięty przez grupę przywódca zakłada nową wspólnotę.

Trzeba też wspomnieć o grupach ekonomicznie zależnych od organizacji międzynarodowych, popierających partyzantkę i rewolucję, które muszą dostosować się do ich „planów”, jeśli chcą istnieć.

Wiele z zasygnalizowanych tu problemów charakteryzuje wspólnoty typu montanistycznego, najbardziej charyzmatyczne, „witalistyczne” i najmniej zależne od Biblii jako źródła poznania. Istnieją także grupy typu „gnostyczne go”, opowiadające się za bardziej surowym kultem i za „religią słowa” W tym kontekście zrozumiałe jest, dlaczego sporo sekt usunęło ołtarze i symbolem religijne (począwszy od kalwinizmu), i na ich miejsce ustawiło „pulpity z księgą”. Wiele z tych grup posiada swoje własne księgi „objawione”, do których się odwołują. Będą one kładły nacisk na to, że nie są „religijne” i że wszystkie religie są kłamliwe. Jedno wszakże jest pewne: w żadnym pomieszczeniu sekty nie zabraknie księgi hymnów–jest to wyraźny wpływ kultur anglosaskiej–co nie przeczy bynajmniej temu, że wspólny śpiew jest zasadni czym elementem chrześcijańskiego kultu.

3. Charakterystyka psychologiczna

Wydaje nam się rzeczą interesującą i konieczną przedstawienie wewnętrznego życia sekt z psychologicznego punktu widzenia. Zachowanie przywódców grup jest ściśle określone–mają obiecywać adeptom zbawienie albo przy najmniej dobra ludzkie: zarówno włączenie w liczbę wybranych, jak i uzdrawianie chorób cielesnych czy uspokojenie duszy. Tych obietnic nie można lekceważyć, ponieważ dla wielu ludzi są one najbardziej atrakcyjnymi propozycjami oferowanymi przez sekty.

Istnieją jednak czynniki psychologiczne, które naszym zdaniem zafałszowują relację między uczącymi a słuchającymi. Co więcej, myślimy, że czynniki te należy zaliczyć do podstawowych przyczyn wszelkiej działalności prozelickiej, do jej strategii. Jakie to czynniki?

Stronniczość
Jest cechą podstawową, polega na uporczywym trwaniu przy jakiejś idę zapatrzeniu się w „proroctwa” przywódcy sekty, nawiązywaniu kontaktów tylko wśród jej członków. Stronniczość nie dozwala na uprawianie zdrowej racjonalnej krytyki.

Fanatyzm
Choć koncepcja fanatyzmu bierze swój początek z kultu grecko–rzymskiego, gdzie oznaczała kogoś zależnego od jakiejś świątyni (fanuni), to dziś fanatykiem nazywamy człowieka, który za pomocą każdej metody potrafi narzuć innym własne idee, który uważa, że został obdarzony specjalną mocą, że ma d spełnienia szczególną misję religijną czy też głosi własną, natchnioną wizję.

Jak widzimy, zjawisko fanatyzmu należy rozważać na wielu płaszczyznach nie wyłączając medycyny, historii i religioznawstwa. Mówimy o medycynie ponieważ w większości przypadków fanatyk jest paranoikiem, który bazując na swojej manii wielkości, popełnia kardynalne błędy w rozumowaniu, a następnie w sposób niekontrolowany nimi szermuje. Jest to tym bardziej niepokojące, że fanatyzm rozprzestrzenia się na zasadzie zarazy, którą rozsiewają osoby paranoiczne (niektórzy nazywają takie postawy „namiętnymi charakterami”). Członkowie sekty czują się odpowiedzialni za wypełnienie idei lub misji, starają się zachowywać w taki sposób, aby ich myśl zatryumfowała, i w tym celu nie cofają się nawet przed użyciem siły. Fanatyzm przyczynia się z kolei do kształtowania nowego oblicza danej sekty. Z naszego punktu widzenia moglibyśmy określić fanatyków jako „pseudoproroków”.

Nieustępliwość
Jeszcze jednym z czynników mających wpływ na formację i żywotność sekty jest nieprzejednana postawa przywódców, a w konsekwencji i całej wspólnoty. Potrafią oni w niezwykle sugestywny sposób przekonywać, czasem nawet przymuszać do określonego zachowania, przy jednoczesnym nieprzestrzeganiu podstawowych norm współżycia. Ich nieustępliwość połączona jest z używaniem wszelkich dostępnych środków, aby tylko pozyskać nowego adepta. To zacietrzewienie nie kontrolowane ani od zewnątrz, ani od wewnątrz, lekceważy sumienia innych ludzi i po dłuższym czasie u wielu adeptów rodzi poczucie zagrożenia.

4. Charakterystyka socjologiczna

Nie mamy zamiaru przedstawiać wszystkich socjologicznych aspektów poruszanego tematu. Zasygnalizujemy jedynie cechy najbardziej oczywiste dla postronnego obserwatora.

Grupy „dobrowolne”
Sekta jest wspólnotą osób połączonych tymi samymi interesami. Można zdefiniować ją jako dobrowolne ugrupowanie, czym różni się od Kościoła i innych grup, które są autentycznymi wspólnotami życia, ponieważ ich członkowie zostają włączeni do nich w chwili narodzin.

Wszelako faktem jest, że do takich wspólnot zaliczane jest tu potomstwo ich członków i że po upływie jednej czy dwóch generacji, jeśli nie uległy podziałowi lub rozwiązaniu, stają się one wspólnotami życia o zhierarchizowanym systemie zarządzania.

Na strukturę tych grup bardzo silnie oddziałuje osobowość przywódcy, nawet jeżeli–jak w każdej ludzkiej wspólnocie–można też mówić o wpływie grupy na przywódcę. Później grupy chrześcijańskie, czy w jakimś sensie odwołujące się do chrześcijaństwa, przyjmują strukturę o charakterze „synodalnym”.

Kontrola nad grupą
Niezależne grupy organizują się w małe, zamknięte wspólnoty, co ułatwia sprawowanie nad nimi kontroli. System ten, niemożliwy w wielkich Kościołach, jest podstawą stałych kontaktów członków sekty między sobą. Nakładane na daną jednostkę kary są więc wszystkim znane, co jest dla niej szczególnie dotkliwe.

Atomizacja
Słowa tego użyliśmy już mówiąc o występującej w sektach obojętności wobec życia społecznego. Być może wynika to z łatwości otwierania nowych ośrodków religijnych. Łatwiej bowiem utworzyć instytucję kościelną niż świecką. Fenomen ten wywołuje reakcje łańcuchowe. Przykłady są liczne, tak w Niemczech z okresu reformacji, jak i w naszych czasach. Historia powinna poświęcić więcej uwagi ruchom „ewangelicznego budzenia”, które powstały w stanie Nowy Jork w latach 18201880. Wiele wywodzących się stamtąd sekt musiało zrezygnować z głoszenia swojej nauki z powodu różnego typu ekscesów (np. zniesienie instytucji rodziny i wolna prokreacja). Dla studiujących problem nie powinna też być obojętna pierwotna lokalizacja geograficzna sekt. Przykładem mogą być „uzdrawiające” grupy typu zielonoświątkowego, powstałe w rejonie Kalifornii w ostatnich latach wieku XIX (wywodziły się ze Szwajcarii).

5. Charakterystyka społeczno polityczna

Nie mamy zamiaru przeprowadzać głębokich studiów na ten temat. Musimy jednak zwrócić uwagę na kwestie, które podnieśli biskupi latynoamerykańscy w dokumentach z Puebla (419, 1108). Nawiążemy więc do trzech zagadnień: dialogu, inwazji sekt i znaczenia kulturalnego.

Dialog uwarunkowany
Kościół katolicki już przed Soborem Watykańskim n, ale szczególnie po jego zakończeniu, podjął próbę dialogu ekumenicznego na wielu płaszczyznach, zarówno z pojedynczymi osobami, jak i grupami. W Ameryce Łacińskiej Kościół zawsze pierwszy rozpoczynał dialog, nawet wtedy gdy w grę wchodziły sprawy o charakterze politycznym. Nie jest to niestety dialog prowadzony na płaszczyźnie religijnej, choć taki właśnie powinien być. W tym wypadku także Kościół musi pobudzać ad intra świadomość ekumeniczną, nie zrażając się trudnościami w znalezieniu odpowiednich rozmówców na płaszczyźnie religijnej.

I tak pragnie on wyjść naprzeciw życzeniom swoich rozmówców, mieć je na uwadze i nie sprzeciwiając się prawdzie, odkrywać podobieństwa. Nie jest to niemożliwe, chociaż z pewnością bardzo trudne.

Inwazja sekt
Obfitość sekt na naszym kontynencie pozwala mówić o ich „inwazji”. Jest to zjawisko ważne, którego nie można pominąć milczeniem. Jego istnienie możliwe jest przede wszystkim dzięki takim cechom ludności latynoamerykańskiej, jak komunikatywność, gościnność, dobroczynność oraz jej „otwartość” na transcendencję (Puebla 17). Próba „zrozumienia” owego pragnienia transcendencji, jakie w sobie nosimy, scharakteryzowana już wcześniej, w wielu przypadkach nie jest wolna od konotacji politycznych, a przynajmniej ekonomicznych.

Znaczenie kulturalne
Jedynym czynnikiem wspólnym dla wszystkich sekt działających pośród nas jest ich pochodzenie ze Stanów Zjednoczonych. Nawet ruchy z pozoru orientalne, zrodziły się na Północy. Wyjątek stanowią grupy spirytualistyczne lub neospirytualistyczne pochodzenia afrobrazylijskiego, których nie będziemy szczegółowo omawiać. Uczynią to inni. Zastanawia nas natomiast fakt, że sekty wywodzą się z tej samej kolebki kulturowej. Oczywiście, nie idzie tu o jakieś imperialistyczne plany, lecz o proces rozpadu pierwotnych grup religijnych, zapoczątkowany ponad pół wieku temu na półkuli północnej, ale obejmujący także anglosaską Europę. Z pewnych punktów widzenia wyjaśnia to nam, dlaczego katolik na naszym kontynencie je odrzuca: albo nie utożsamia się z tymi modelami kulturowymi, albo odczuwa ich przesyt. Nawet nieprawdziwe „kościoły katolickie”, powstałe u nas, mają północnoamerykański rodowód. Uwagi te mogą przyczynić się do wskazania ewentualnych tematów do refleksji. Bowiem w rzeczy samej, sekty kładąc nacisk na zbawienie Indywidualne i wolność każdego członka, zapominają o odpowiedzialności za wszystkich i za każdego z osobna w odniesieniu do dobra wspólnego, reprezentując typowy północnoamerykański indywidualizm. A jeśli już nawet napomykają o prawach człowieka, nie biorą ich pod uwagę w swoim własnym przepowiadaniu, działalności i kulturze.

PRZYCZYNY SZYBKIEGO ROZWOJU

1. Proste powiązania wewnętrzne

Niezależnie od typu powiązań i technik, jakie reprezentują, sekty wydają się być grupami o prostych, nieskomplikowanych zasadach wewnętrznych.

Innymi słowy, wydają się być wspólnotami, w których życiu bardzo łatwo uczestniczyć.

Wspólnoty braterskie
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to życzliwość tych grup, prostota i serdeczność. Bardzo to atrakcyjny aspekt ich życia, ponieważ odpowiada potrzebom osoby ludzkiej: pragnieniu braterskiego ciepła. Dlatego sekta, ukazana jako mała wspólnota braterska, w której każdy czuje się dobrze, może być dostateczną pokusą, aby się do niej przyłączyć. Jeśli dochodzi do tego bardzo „prosta” religia, dająca „jasne” odpowiedzi na wszystkie trudności biblijne i na wszystkie ludzkie pytania, zaczynamy rozumieć przyczynę szybkiego rozwoju sekt zwłaszcza pośród tych ludzi, którzy z braku prawdziwego kontaktu z innymi ośrodkami wspólnotowymi lub też z powodu bardzo tradycyjnych i schematycznych form wiary, nie potrafią zaspokoić swoich uczuć religijnych tak, jakby sobie tego życzyli.

Nie można tracić z pola widzenia wymownego faktu, że w niektórych miejscach naszego kontynentu w ciągu ostatnich dziesięciu lat liczebność niektórych sekt wzrosła o 400 procent!

Rozumienie Biblii
Tekst biblijny, nawet dla tych katolików, którzy są do niego przyzwyczajeni, jest pewnego rodzaju tajemnicą. To prawda, że Kościół katolicki przypomniał niezastąpioną rolę Piana Świętego w życiu liturgicznym i kościelnym, ponieważ w nim jest norma normans non normata (norma normująca ale nie normowana) (pot. Dei Verbum 10). A jednak w dalszym ciągu w kazaniach unika się tekstów biblijnych tub traktuje się je jedynie jako nawiązanie czy pretekst do mowy religijnej. Tymczasem „misjonarze” najróżniejszych sekt przedstawiają się jako ci, którzy umieją pomóc w zrozumieniu Biblii, wyjaśnić wszelkie skomplikowane teksty, wskazać mylne tłumaczenia Kościoła katolickiego. Taka postawa jest konsekwencją wspomnianego już „fundamentalizmu” oraz braku całościowej wizji tajemnicy wiary.

Ponowne ustanowienie Kościoła
Innym z postulatów sekt jest powrót do pierwotnego Kościoła Chrystusowego. Skoro–według nich–Kościół katolicki sprzeniewierzył się Ewangelii, konieczne jest ponowne ustanowienie Kościoła pierwotnego. Zaczyna się „prorokowanie” przywódców, których Bóg–jak mówią–natchnął specjalnymi wizjami na ten temat. Głównym argumentem mającym dowodzić niewierności Kościoła jest jego oczywiste włączenie się w sprawy doczesne: Kościół stał się „elementem świata”. W ten sposób utracił świętość i zdolność zbawiania. Towarzyszy temu „mistycyzm”, do którego człowiek w jakimś stopniu zawsze się skłania, skoro pomaga mu w ucieczce od doczesnych problemów. Sekty starają się o to, aby ich nowi adepci nie odnieśli wrażenia, iż „niepotrzebnie zmienili Kościół”. Zapewniają ich, że uczynili to dlatego, ponieważ w Kościele katolickim „niczego nie znaleźli”.

2. Taktyka wobec kościoła

Rozwój sekt ma także inne przyczyny. Jedną z wielu jest ich „bojowość”, co znajduje wyraz w opozycji, czy wręcz otwartej walce z Kościołem katolickim. Dlatego, wyjąwszy wypadek przyjęcia taktyki milczącego przyzwolenia na podwójną przynależność, sekty są otwarcie antykatolickie i niesprawiedliwe wobec Kościoła (Puebla 80), Walka, a nawet tylko stanowcza opozycja, prowadzi do odłączenia, izolacji, oderwania (przypomnijmy sobie łacińskie znaczenie słowa secte), czyli tego, co tak bardzo charakteryzuje sekty. Taktyka ta pozwala im istnieć, równocześnie nadając im pewną tożsamość: ich kapitałem są nasi niezadowoleni wierni, nasze niedociągnięcia w katechizacji, nasz brak troski o ludzi żyjących na marginesie społeczeństwa.

3. Ofiarowanie „nowej” duchowości

Sekty ofiarują swoim adeptom „nowe doświadczenie” chrześcijańskie, którego nie można było osiągnąć w Kościołach tradycyjnych. Dlatego czasem katolik, który przeszedł do sekty, może powiedzieć: „Wiele lat byłem członkiem Kościoła i nigdy nic nie wiedziałem, nie umiałem też sobie poradzić z piciem, paleniem, niewiernością itd…, a teraz w krótkim czasie, poznałem Chrystusa i Nim żyję…”

Jest to wielka atrakcja dla tych, którzy w ciągu wielu lat nie umieli „żyć” Panem. „Nowe poznanie” i „nowe doświadczenie” to drogi, którymi dochodzi się do „właściwego” poznania Chrystusa i Jego Ewangelii. Ludziom, którym w Kościele pozostawiono wolność wyboru, a zatem wszystkim, którzy mogli dobrowolnie postępować śladami tylu tysięcy świętych, teraz oferuje się tylko tę „jedyną” drogę. I, bez wewnętrznych oporów, akceptują ją. Powszechność Kościoła, która tak mądrze łączy się z jednością, ma dla tych grup niewielkie znaczenie.

STRATEGIA SEKT W AMERYCE ŁACIŃSKIEJ

Przechodzimy teraz do zagadnienia, które w najwyższym stopniu interesowało biskupów naszego kontynentu (por. Puebla 342, 628, 1108, 1109, 1112). Poruszymy mianowicie sprawę działania sekt, zwłaszcza niewłaściwie pojęty prozelityzm, problem finansów oraz wykorzystywanie nieobecności Kościoła na niektórych terenach.

1. Prozelityzm

Prozelita to słowo należące do religijnego słownictwa judaizmu, używane na określenie nawróconego poganina. W Nowym Testamencie występuje tylko cztery razy: u Mateusza 23,15, kiedy Jezus oskarża faryzeuszów zdolnych poruszyć ziemię i morze, aby zdobyć jednego współwyznawcę; potem w Dziejach Apostolskich 2,11, gdzie mowa jest o prozelitach pochodzących z pogaństwa; jeszcze raz w Dziejach 6,5 kiedy to na diakona wybrano Mikołaja, prozelitę, Żyda pochodzenia greckiego, który z Antiochii przybył do Jerozolimy, oraz w tychże Dziejach 13,43, gdzie słowo to mogło zostać wtrącone lub błędnie użyte.

Już z oskarżenia, które Jezus formułuje pod adresem faryzeuszy, może implicite wynikać krytyka takiej postawy i zachowania, niewłaściwych z religijnego punktu widzenia. Chrześcijaństwo nie może popełnić tego samego błędu. Nawracanie połączone z gwałceniem praw ludzkich, nie jest autentycznym dawaniem świadectwa chrześcijańskiego, ponieważ lekceważy plan Boga powołującego człowieka do prawdziwie wolnej odpowiedzi, którego nikt nie może zmusić do wiary.

Metoda działania
Różne wydawnictwa sekciarskie przyczyniły się do upowszechnienia obszernej literatury na ten temat. Ich działalność charakteryzuje próba nawiązania osobowego kontaktu, upór, zajadłość i agresywność. Wielu określa ją jako „krecią robotę”.

Nas najbardziej interesuje opisanie typowej wizyty domowej ekspansywnych członków sekt. Zaraz na początku wypada zaznaczyć, że jest to „ewangelizacja” o charakterze osobowym. Polega ona, w pierwszym rzędzie, na szukaniu ludzi z „problemami”, np. zrozpaczonych, samotnych, chorych. Pierwsza wizyta zostaje szczegółowo odnotowana w specjalnej kartotece. Zapiski te bierze się pod uwagę przy najbliższej wizycie. Nawiązaniu kontaktu sprzyja zadawanie absurdalnych pytań, na które ludzie nie są przygotowani, przy czym nie oczekuje się odpowiedzi; przeciwnie, przeskakuje się z tematu na temat.

Celem takiej techniki jest speszenie osoby słuchającej. Przy okazji nie zapomina się także o wysondowaniu opinii na temat Kościoła katolickiego i skrzętnie wychwytuje się wszelkie oznaki niezadowolenia. Bazując na nich, zaprasza się ludzi do „poznania prawdy” albo „doświadczenia Chrystusa”. W tym momencie–jeśli nie uczyniono tego już wcześniej–wręcza się egzemplarz Biblii. I tak powoli dokonuje się stopniowe wciąganie kandydata lub kandydatki do nowej wspólnoty. Proponuje się udział w jakimś wiecu na stadionie lub zgrupowaniu o charakterze protestacyjnym, co może mieć decydujące znaczenie, Po wciągnięciu do grupy używa się wszelkich środków, aby środowisko rodzinne nie wpływało na nowego adepta racjonalnymi kontrargumentami. Dochodzi nawet do odrywania ludzi od rodzin. Nawiązaniu emocjonalnej więzi sprzyja braterskie przyjęcie nowego adepta, a nawet pomoc udzielana mu w sprawach czysto materialnych. Zasadą postępowania sekciarzy jest unikanie dialogu. Wspominaliśmy o tym przy okazji „elekcjonizmu”. Tak bardzo się jej trzymają, że z obłąkańczą manią powtarzają te same, wyuczone frazesy.

Ponowny chrzest
Inną prozelicką praktyką jest powtórny chrzest dorosłych, którzy „nawrócili” się ze swojej przynależności do Kościoła, do którego włączył ich chrzest otrzymany w dzieciństwie. Praktyka ta prowadzi do napięć w stosunkach pomiędzy Kościołami tradycyjnymi a sektami, dla których wiara jest osobistą sprawą każdego dorosłego człowieka, tak jakby chrzest także dzieciom nie udzielał teologicznej cnoty wiary. Należałoby żałować, że nie można osiągnąć zgody co do chrztu, który jest sakramentalną zasadą wspólnej tożsamości tradycyjnych Kościołów w Ameryce Łacińskiej.

Powtórny chrzest nie dokonuje się tylko przez zanurzenie, ale–jak głoszą np. zielonoświątkowcyma on być chrztem z „Ducha Świętego”.

Inne, naganne formy prozelickiej działalności
Wszystkie należą do taktyki prozelickiej. Warto je omówić, ponieważ dotyczą nauczania Kościoła i kondycji człowieka, będąc prawdziwym atakiem na osobę ludzką i jej niezbywalne prawa.

Czasami wywiera się presję moralną i psychologiczną na osobach, pozbawiając je możliwości zdrowej krytyki, zdolności wyboru i odpowiedzialności. Przykładem mogą być sceny uzdrawiania pokazywane w telewizji lub podobne sposoby używania środków masowego przekazu.

Inną formą działalności jest ofiarowywanie dóbr materialnych, dokonujące się w sposób ukryty lub otwarty jako pewnego rodzaju zapłata za przystąpienie do grupy.

Nie jest także trudno zdobyć współwyznawców wśród całych grup lub pojedynczych osób wykorzystując ich materialną nędzę, brak podstawowego nawet wykształcenia, czy po prostu ich słabość.

Nie jest to tylko teoretyzowanie: opieramy się na faktach stwierdzonych wzdłuż i wszerz naszego kontynentu. Martwią one bardzo hierarchię katolicką, ponieważ w wielu przypadkach są przejawem „zlej wiary”.

Bywa i tak, że sekty–w celu osiągnięcia pożądanego klimatu religijnego sięgają po argumenty polityczne.

Należy też wspomnieć o ich krytyce Kościoła katolickiego, którą Puebla kwalifikuje jako „niesprawiedliwą”. Polega ona przede wszystkim na wystawianiu członkom Kościoła złośliwych opinii: papieżowi, biskupom oraz wszystkim wyznawcom religii katolickiej. Podburzanie „maluczkich” ma doprowadzić do zerwania z Kościołem, którego wiarę odziedziczyli.

2. Finanse

Zwraca uwagę ilość środków materialnych, jakimi dysponują te mniejszościowe przecież grupy. Biblie, książki, broszurki, stacje i programy radiowe, obfita korespondencja, utrzymywanie „misjonarzy”, nowoczesnych urządzeń, szybka budowa świątyń lub miejsc kultu, zakup budynków… Skąd biorą na to fundusze? Niektórzy adepci–to prawda–składają hojne ofiary. Niektóre sekty przywróciły nawet starotestamentalne składanie dziesięciny. Z pewnością jednak wszystko to razem nie wystarczyłoby na sfinansowanie tak szeroko zakrojonej działalności. Wiadomo, że wchodzą tu w grę wielkie ilości dolarów amerykańskich. Pochodzą one z macierzystych organizacji tych sekt, a także z północnoamerykańskich instytucji „ewangelicznych” i są formą pomocy dla „misji” na terenach odległych.

Takie są źródła utrzymania owych niezależnych ruchów. Niektóre z nich są „kościołami” o przedziwnych nazwach, które powstały z pobudek ekonomicznych. Sprzedaje się je następnie jako dobrze prosperujące firmy. Tym aspektem nie będziemy się jednak tutaj zajmować. Chcemy tylko podkreślić, że sekty nie muszą utrzymywać wielkich, jeszcze kolonialnych obiektów sakralnych, do czego zmuszeni są proboszczowie katoliccy. Opracowały one specjalne strategie obliczone na uzyskanie potrzebnych funduszy. Wykazują wielkie umiejętności handlowe oraz zręczność w sprawach finansowych.

Nie mamy dokładnych informacji na temat finansowania tych grup przez organizacje zagraniczne. Kościół katolicki na naszym kontynencie, wbrew temu co niektórzy sądzą, opowiada się po strome ubogich nie tylko w szumnych deklaracjach, lecz sam wespół z Ludem Bożym żyje biednie. W wielu wypadkach nikłe dochody kapłanów zaledwie pozwalają im na wegetację. Brakuje im też środków propagandowych, jakimi dysponują członkowie niezależnych grup. A jeśli otrzymują nawet jakąś pomoc, jak np. ta z episkopatu Niemiec (Adweniat), to jest to zaledwie kropla w morzu prawdziwych potrzeb Kościoła w Ameryce Łacińskiej.

3. Wykorzystywanie nieobecności Kościoła

Dokument (469) Konferencji Biskupów Latynoamerykańskich zgromadzonych w Puebla stwierdza, że nieobecność Kościoła wśród milionów chrześcijan jest jedną z przyczyn rozwoju sekt. Sekty wykorzystując słabość chrześcijaństwa tych ogromnych grup społecznych prowadzą intensywną działalność prozelicką. Ta sytuacja stanowi wyzwanie dla Kościoła katolickiego na naszym kontynencie. Powinien on swoją obecność zaznaczyć żarliwością wiary i chrześcijańskim stylem we wszystkich możliwych sytuacjach. Konieczna jest także poważna działalność ekumeniczna zwłaszcza w odniesieniu do niekatolickich Kościołów tradycyjnych. Ponadto trzeba zrewidować naszą postawę wobec religijności ludowej, ponieważ sekty odnoszą właśnie największe sukcesy w środowisku ludzi prostych. Należy jeszcze bardziej dowartościować w życiu liturgicznym i pracy duszpasterskiej kulturę Indian. Nie można zapominać o istotnej roli sanktuariów jako uprzywilejowanych miejscach spotkań z Chrystusem i Jego Matką. Wreszcie Kościół musi być obecny wśród najbiedniejszych, zwłaszcza w dzielnicach nędzy, które powstają wokół wielkich aglomeracji.

WNIOSKI

Mamy nadzieję, że po tych kilku refleksjach nikt nie będzie miał złudzeń ani też nie pomyśli, że sprawa sekt jest wyłącznie dziedziną działalności ekumenicznej. To wielki problem pastoralny. Jeśli duszpasterze pragną uchronić istniejące na naszym kontynencie wartości kultury chrześcijańskiej, jeśli chcą lepiej służyć ludowi, jeśli chcą bronić wiary katolickiej, muszą starannie rozważyć to zagadnienie. Również świeccy powinni w tej dziedzinie współpracować ze swoimi duszpasterzami.

Dokumenty z Konferencji Biskupów Latynoamerykańskich w Puebla pozwoliły skupić uwagę Kościoła na wszystkich negatywnych aspektach niezależnych ruchów religijnych. Na szczęście, mają one też cechy pozytywne, takie jak: normatywność Biblii, wartość braterstwa, żywy kult i uczestnictwo w nim, doświadczenie życia w Chrystusie. Są to wartości zasługujące na uwagę. Musimy też pamiętać, aby zatroskanie problemem sekt nie przysłoniło wagi ekumenizmu. Negatywne cechy sekt nie powinny wyłączać ani warunkować kontaktów modlitewnych, dialogu ani dawania świadectwa wespół z pozostałymi chrześcijanami przede wszystkim z tych Kościołów, które zachowały Eucharystię i kapłaństwo, a potem z wszystkimi wspólnotami chrześcijańskimi. W żadnym razie nie można ulec pokusie, aby wszystkich niekatolików uważać za sekciarzy.

Ponieważ zdajemy sobie sprawę, że w naszej analizie przede wszystkim zajmowaliśmy się negatywnymi aspektami wierzeń i działalności sekt, na koniec chcielibyśmy dodać, że i one mogą pozostawać pod wpływem działania łaski Bożej, zwłaszcza wtedy, kiedy starają się głosić prawdę i sprawiedliwość (por. Lumen gentium 16), zaś ich akty religijne mogą być środkiem prowadzącym do zbawienia (por. Ad gentes 3). Chcielibyśmy też ocenić działalność sekt według ducha Ewangelii, poznając je po ich „owocach”.

SEKTY BIBLIJNE (PSEUDOCHRZESCIJAŃSKIE)

Copyright by Dominikański Ośrodek Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach

Starają się wykorzystywać Biblie i przedstawiać jako źródło swego autorytetu (w tym także Jezusa Chrystusa), ale jest to jedynie „złudzenie optyczne”. Prezentują się jako jedynie prawdziwy interpretator Biblii, a nawet jako jedynie prawdziwy reprezentant chrześcijaństwa lub jako jego jedyny prawdziwy kontynuator (np. Moon). W istocie zaś zaprzeczają one podstawowym prawdom chrześcijańskim (Trójca święta, Jezus, Zbawienie w Jezusie, Kościół), opierając się bardziej na światopoglądzie Założyciela lub innych źródłach. Typowa dla nich negacją boskości. Jezusa jest niebezpieczną dla zbawienia, gdyż zbawienie mamy tylko w Jezusie. Ponieważ sekty te zaprzeczają podstawowym prawdom chrześcijańskim, są programowo wrogie wobec Kościołów chrześcijańskich (Kościół katolicki jako apokaliptyczna Bestia). Destrukcja Kościołów (mniej lub bardziej agresywna, a czasami subtelna) jest paralelnym nurtem programu ich „ewangelizacji”. Można powiedzieć o nich „sekty biblijne”, ponieważ deklarują centralność Biblii w swoim światopoglądzie (w przeciwieństwie do innych typów sekt), ale tak nie jest. Oto sposób ich „poznania Prawdy”:

    1) Manipulacja tekstem biblijnym:

      a) literalne traktowanie tekstu, a dodatkowo tekst poza kontekstem, manipulacja interpunkcją, widzenie szczegółu nad całością(fundamentalizm)

      b) wyrywkowe traktowanie Ksiąg Objawionych

      c) własny, błędny przekład tekstu biblijnego (świadkowie Jehowy, Mormoni)

    2) Interpretacja założyciela ważniejsza od tekstu biblijnego (Moon, Russel, Berg)

    3) Objawienie prywatne założyciela ważniejsze od tekstu biblijnego (Moon, Smith).W Gujanie zginęło śmiercią samobójczą ok. 900 osób, idąc za sugestia Jima Jonesa, który też powoływał się na Biblie. Rzecz w tym, że ludzie, którzy za nim poszli, od dłuższego czasu przestali porównywać jego słowa ze Słowami Biblii.

Możemy rozróżnić:

    1) Sekty pseudoewangeliczne (Dzieci Boga, Mooniści): deformacja Ewangelii. Powołują się na pokój (Moon) i miłość (Dzieci Boga), których brak temu światu. Krytykują jednocześnie Kościoły chrześcijańskie za to, że „zdradziły” ewangeliczny pokój i miłość W istocie zaś chodzi o fałszywe, niechrześcijańskie, nieewangeliczne idee pokoju i miłości. Nie można milczeć pokojowo wobec bluźnierczych deformacji Moona lub nazywać miłością rozpustę czy wolną miłość, praktykowaną przez Dzieci Boga, Rodzina Miłości, które to praktyki niszczą osobowość ludzka, a szczególnie jej wymiar duchowy.

    2) Sekty kryptojudaistyczne (Mormoni, świadkowie Jehowy): brak Ewangelii (duch Starego Testamentu). Ukryty judaizm przejawia się tu w:

      a) Większej zawziętości (nienawiści) i surowości wobec Kościołów chrześcijańskich, mniejszej „ewangelicznosci”.

      b) Monoteistycznym obrazie Boga, antytrynitaryzmie u świadków Jehowy i swoistym monoteizmie przemieszanym z politeizmem (!) u Mormonów (wpływy egipskie, elementy praktyk okultystycznych).

      c) Surowej teokracji Jehowy u świadków Jehowy i kapłaństwie starotestamentalnym Aarona i Melchizedeka u Mormonów. Mormoni uważają się za kontynuatorów owych tradycji kapłańskich, nie chcąc uznać Jezusa za jedynego spadkobiercę tych tradycji. Większość sekt bilijnych (i nie tylko biblijnych) postrzega świat jako zły, przerysowując zwłaszcza wpływ szatana. Świat jest zły Ludzie są źli. Dlatego niecierpliwie oczekuje się wybawienia od tego świata czy też zbawienia, poprzedzonego zwykle surowym Sądem. Zbawienie jest dla wybranych, poza sektą nie ma zbawienia. Dla „obcych” nadejdzie Sad i zły świat spłonie w ogniu. Ostaną się tylko wybrani i oni odziedziczą tysiącletnie królestwo Boga na ziemi (millenaryzm).

SEKTY ALBO NOWE RUCHY RELIGIJNE. WYZWANIA DUSZPASTERSKIE

(Raport bieżący wydany przez Watykan w oparciu o ok. 75 wypowiedzi i dokumentacji otrzymanych do 30 października 1985 od 75 regionalnych i krajowych Konferencji Episkopatów)

„L’Osservatore Romano” , wyd. polskie, nr 5 1986,

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wobec wyznań chrześcijańskich wywodzących się z Reformacji katolicy używali określenia sekta. Sobór Watykański II nie użył tego określenia ani razu. Wprowadził on termin bracia odłączeni, który dziś stosuje się w odniesieniu do prawosławia i wyznań protestanckich. Terminu sekta nie stosuje się dziś do Kościołów czy wspólnot chrześcijańskich, ani też do wielkich religii niechrześcijańskich. Czym więc są sekty? Jak je określić? Jakie wobec nich stanowisko zajmuje Kościół katolicki? Czy sekty są zagrożeniem dla Kościoła? Czy tłumaczyć względne powodzenie, jakim cieszą się we współczesnym świecie?

Odpowiedzi na te pytania stara się udzielić dokument, który umieszczamy poniżej. Nie jest to dokument ostateczny, lecz raport zachęcający do dalszego pogłębiania zagadnienia. Powstał z opracowania nadesłanych przez regionalne i krajowe Konferencje Episkopatów odpowiedzi na pytania zawarte w kwestionariuszu rozesłanym przez watykańskie dykasterie:

Kwestionariusz

Pytanie l. – W jakim stopniu i w jaki sposób problem sekt jest obecny w Twoim kraju lub regionie? Na przykład: jakie są rodzaje sekt (pochodzenia chrześcijańskiego czy innego?). Ilu mają członków? Do jakiego stopnia przyciągają katolików?

Pytanie 2. – Jakie główne problemy duszpasterskie wywołuje ta sprawa? Jakie grupy katolików narażone są najbardziej? Młodzież? Rodziny?

Pytanie 3. – Jakie w związku z tym działania zdołał podjąć Kościół w twoim kraju? Sporządzenie spisu sekt, ich wykazu, przestudiowanie ich, nakreślenie planu pracy duszpasterskiej?

Pytanie 4. – Jakie są prawdopodobne przyczyny sukcesów sekt pośród katolików w twoim kraju lub regionie? (Szczególne warunki społeczno-kulturalne lub polityczne? Niezaspokojone potrzeby religijne bądź psychologiczne?…)

Pytanie 5. – Jaką postawę nakazuje nam zająć wobec tej sytuacji Ewangelia?

Pytanie 6. – Jakie ważniejsze książki lub inne dokumenty dotyczące sekt zostały opublikowane w twoim kraju lub regionie (tak przez katolików, jak i przez członków innych Kościołów czy też wspólnot kościelnych, stojących przed tym samym problemem)?

Pytanie 7. – Czy są osoby szczególnie kompetentne w omawianej kwestii, które w późniejszej fazie mogłyby wziąć udział w kontynuowaniu niniejszej konsultacji? (*)

*) Odpowiedzi na pytanie 7 dostarczyły wielu nazwisk osób kompetentnych i nazw instytucji, które mogą się okazać użyteczne na dalszych etapach pracy, jaka zostanie podjęta w związku z problemem sekt. Dokonywanie jakiegokolwiek wyboru spośród nich dla celów niniejszego syntetycznego raportu wydawało się jednak przedwczesne.

Nadesłane odpowiedzi opracowało pięć dykasterii rzymskich: Sekretariat Stanu, Sekretariat Jedności Chrześcijan, Sekretariat dla Religii Niechrześcijańskich, Sekretariat dla Niewierzących oraz Rada do spraw Kultury. Po raz pierwszy w dziejach Stolica Apostolska ogłosiła dokument poświęcony wprost i wyłącznie sektom, czy – jak wolą określać to zjawisko autorzy dokumentu – nowym ruchom religijnym. Dokument skierowany jest do katolików całego świata. Jego celem jest nie tylko obrona wiary, lecz także obrona osobistej wolności człowieka poprzez dostarczenie mu obiektywnej, historycznej i kulturowej analizy zjawiska.

Dokument ma charakter krytyczny a zarazem pozytywny. Krytyka odnosi się do natury licznych sekt i stosowanych przez nie metod zdobywania i formacji nowych adeptów. Charakter pozytywny wyraża się w traktowaniu zjawiska nowych ruchów religijnych nie tyle jako zagrożenia dla Kościoła, ile bodźca do refleksji nad własnym sposobem działania. Podkreślono w nim, że każdej osobie ludzkiej należy się szacunek, a postawa wobec szczerych wyznawców innych religii powinna być nacechowana otwartością i zrozumieniem.

Być może forma dokumentu (raport) sprawiła, że problem definicji sekty został w nim potraktowany dość pobieżnie. Istnieje zresztą na ten temat ogromna literatura (dołączona do dokumentu bibliografia stanowi cenne i ważne jego uzupełnienie), a filozofia religii proponuje wiele różnych definicji. Tę problematykę omawia Giovanni Marchesi SJ w artykule II fenomeno delle sette oggi/ Zjawisko sekt dzisiaj w La Civiltá Cattolica z 5 lipca 1986, z którego zaczerpnięto tu niektóre informacje.

I tak na przykład wśród typowych cech sekty wymienia się:

    – pogardę wobec współczesnego społeczeństwa;

    – brak naukowych podstaw odczytywania Biblii;

    – nakaz ślepego przyjmowania inspiracji pochodzących od założyciela sekty;

    – ahistoryczność wyrażającą się w tym, że własne praktyki zestawia się z praktykami pierwszej wspólnoty apostolskiej i pomijając dwa tysiące lat chrześcijaństwa uważa siebie za wiernych kontynuatorów tamtego modelu życia;

    – traktowanie własnej drogi zbawienia za jedyną i wyłącznie słuszną (zbawieni zostaną oczywiście wyłącznie członkowie sekty);

    – wywodzący się z tego przekonania fanatyzm i „duch sekciarski”.

Watykański raport zdaje się być bliższy poglądom J. Seguy, zdaniem którego sekty są wyrazem frustracji, wynikającej z niezadowolenia z istniejących struktur społecznych. W takim ujęciu sekta odgrywa bardziej rolę anty-społeczeństwa aniżeli anty-kościoła. Jednakże, choć instytucje należą do porządku społecznego, gospodarczego i moralnego, to kontestacja przybiera formy religijne, zamiast wyrażać się w walce politycznej i społecznej. Bywa to często kompensacją poczucia niższości kulturowej. W społeczeństwach zachodnich zjawisko to występuje niekiedy w klasach średnich i wśród emigrantów, szeroko zaś wśród ludów Azji, a zwłaszcza Afryki, w społeczeństwach już ewangelizowanych. Po zakończeniu epoki kolonialnej ludy te, szukając równowagi kulturowo-społecznej, przyjmują treści Ewangelii i łączą je z elementami własnej tradycji pierwotnej. Dało to początek nowym mesjanizmom, występującym obecnie poza Afryką także w Oceanii, Azji i Ameryce Łacińskiej. Wszystkie one są nastawione na kontestację dawnej dominacji białych.

Raport jednakże – jak powiedziano wyżej – tylko w niewielkim stopniu zajmuje się precyzowaniem definicji nowych ruchów. Duży nacisk kładzie natomiast na to, co określono jako wyzwanie duszpasterskie. Tej sprawie poświęcono rozdziały 3, 4, 5 i 6. Widać tu podjęcie myśli Nadzwyczajnego Synodu Biskupów, do którego dokument wyraźnie się odwołuje.

Być może, w podtekście dokumentu zawarta jest myśl, która nie została w nim całkiem wyraźnie sformułowana. Analiza zjawiska sekt stawia katolików wobec pytania, czy niekiedy przyjęty przez nich styl działania nie nosi na sobie znamion tego, co w dokumencie określa się jako cechy sekciarskie?

Słowo wstępne

Odpowiadając na troskę wyrażoną przez Konferencje Episkopatów na całym świecie. Watykański Sekretariat Jedności Chrześcijan, Sekretariat dla Religii Niechrześcijańskich, Sekretariat dla Niewierzących oraz Papieska Rada do spraw Kultury przeprowadziły badania nad pojawianiem się i działalnością sekt, nowych ruchów religijnych, kultów. Dykasterie te wraz z Sekretariatem Stanu od pewnego czasu były zaniepokojone tym zagadnieniem.

Pierwszym krokiem było rozesłanie w lutym 1984 roku przez Sekretariat Jedności Chrześcijan kwestionariusza do Konferencji Episkopatów i do podobnych instytucji w imieniu wyżej wymienionych dykasteriów. Celem tego było zebranie wiarygodnych informacji i wskazówek co do akcji duszpasterskiej i możliwych kierunków dalszych badań tego problemu. Do 30 października 1985 roku nadeszło wiele odpowiedzi od Konferencji Episkopatów zarówno krajowych, jak regionalnych ze wszystkich kontynentów. Niektóre z tych odpowiedzi zawierały szczegółowe informacje z poszczególnych diecezji; towarzyszyły im kopie listów pasterskich, broszury, artykuły i studia.

Nie jest oczywiście możliwe streszczanie tutaj nadesłanej obszernej dokumentacji, którą zresztą trzeba będzie ustawicznie aktualizować, jeśli ma ona służyć jako podstawa do opracowania konstruktywnej odpowiedzi duszpasterskiej na wyzwanie rzucane przez sekty, nowe ruchy i grupy religijne. Niniejszy raport może być jedynie próbą nakreślenia wstępnego, ogólnego obrazu; opiera się ona na otrzymanych odpowiedziach i dokumentacji.

Raport składa się z następujących części:

1. Wstęp.

2. Przyczyny rozprzestrzeniania się tych ruchów i grup.

3. Wyzwanie duszpasterskie i sposoby podejścia do niego.

4. Zakończenie.

5. Zachęta ze strony Synodu 1985 r.

6. Zagadnienia do dalszych studiów i badań.

7. Wybrana bibliografia na temat sekt.


1. WSTĘP

Definicja przedmiotu

1.1. Czym są sekty? Co oznaczamy terminem kulty? Istotną sprawą jest uświadomienie sobie, że istnieją trudności w zakresie pojęć, definicji i terminologii dotyczącej tych zagadnień. Terminy sekta i kult mają zabarwienie nieco pejoratywne i zdają się sugerować ocenę negatywną. Być może lepsze byłyby określenia neutralne, takie jak nowe ruchy religijne, nowe grupy religijne. Definicja tych nowych ruchów czy grup jako odrębnych od Kościołów i wspólnot kościelnych bądź też prawowitych ruchów w łonie Kościoła jest zagadnieniem spornym.

Pomocne może się tu okazać rozróżnienie pomiędzy sektami wywodzącymi się z religii chrześcijańskiej i sektami pochodzącymi z innych religii czy pewnych prądów umysłowych. Często sprawa staje się bardziej delikatna, gdy trzeba odróżnić grupy pochodzenia chrześcijańskiego od Kościołów, wspólnot kościelnych i od prawowitych ruchów w łonie Kościoła; niemniej jednak rozróżnienie to jest bardzo ważne. W rzeczy samej, pewne cechy mentalności czy postaw sekciarskich, czyli nietolerancja czy wręcz agresywny prozelityzm, nie muszą prowadzić do powstania sekty i w każdym razie nie wystarczają do jej scharakteryzowania. Postawy takie spotykamy również pośród wierzących chrześcijan w obrębie Kościołów i wspólnot kościelnych. Takie grupy chrześcijańskie o mentalności sekciarskiej mogą ulec ewolucji dzięki pogłębieniu swej formacji chrześcijańskiej i kontaktom z braćmi w wierze. W ten sposób mogą one stopniowo umacniać pośród siebie postawy i ducha kościelnego.

Kryterium rozróżniania pomiędzy sektami pochodzenia chrześcijańskiego i Kościołami oraz wspólnotami można nieraz odnaleźć w źródłach nauczania tychże grup. Tak na przykład jako sekty można by określić te grupy, które poza Biblią mają także inne księgi „objawione” lub „przesłania prorocze”, bądź też grupy wyłączające z Biblii pewne księgi protokanoniczne, bądź wreszcie radykalnie zmieniające ich treść. Odpowiedź na jedno z pytań kwestionariusza (l) brzmi następująco: „Z powodów praktycznych kult albo sektę definiuje się niekiedy jako grupę religijną, posiadającą wiosny, indywidualny światopogląd, wywiedziony z nauk jakiejś wielkiej religii światowej, lecz nie tożsamy z nimi. Ponieważ mówimy tutaj o grupach swoistego rodzaju, zazwyczaj uważanych za zagrożenie dla wolności obywateli i ogólnie dla społeczeństwa, kulty i sekty charakteryzowano również jako wyróżniające się pewnymi szczególnymi zachowaniami. I tak np. często mają one strukturę autorytarną, stosują różne formy prania mózgów i kontroli myśli, nacisku grupowego, a także wsączają w swych członków poczucie winy, strachu, itd. Podstawową pracą na temat tych cech jest książka Amerykanina Dave Breese’a pt. Know the Marks of CuIts/ Znajomość cech kultowych, Victor Books, Wheaton Ill., 1985”.

Niezależnie od trudności w odróżnianiu sekt pochodzenia chrześcijańskiego od Kościołów, wspólnot kościelnych i ruchów chrześcijańskich, odpowiedzi na pytanie kwestionariusza ujawniają częstokroć dużą nieścisłość terminologiczną, za którą kryją się poważne niedostatki wiedzy o innych Kościołach chrześcijańskich oraz wspólnotach kościelnych. Niektóre spośród tych odpowiedzi umieszczają pomiędzy „sektami” Kościoły i wspólnoty kościelne nie pozostające w pełnej łączności z Kościołem Rzymskim; również wyznawcy wielkich religii światowych (hinduizm, buddyzm) w małym stopniu rozpowszechnionych w ich krajach bywają klasyfikowani jako przynależący do sekty.

1.2. Niezależnie jednak od wspomnianych wyżej nieścisłości rozróżnień, a więc i terminologii, niemal wszystkie Kościoły lokalne stwierdzają pojawianie się i szybki wzrost najróżniejszych „nowych” ruchów religijnych bądź pseudoreligijnych, grup i praktyk. Prawie wszyscy respondenci uważają to zjawisko za poważne, niektórzy nawet za alarmujące; zdaje się, że problemu tego rodzaju nie notuje się jedynie w paru krajach (np. tam, gdzie dominuje islam).

Problemy duszpasterskie

1.3. Zjawisko rozwija się szybko, często z niemałym powodzeniem, i stanowi pewien problem duszpasterski. Najbardziej bezpośrednim zagadnieniem duszpasterskim jest znalezienie sposobu postępowania z członkiem rodziny katolickiej, który stał się wyznawcą sekty. Kapłan z parafii, lokalny duszpasterz lub doradca zwykle i w pierwszym rzędzie zwraca się do krewnych i przyjaciół takiej osoby; często nie jest możliwe nawiązanie z nią bezpośredniego kontaktu w celu pokierowania nią lub pomocy eks-członkowi sekty we włączeniu się na nowo w życie społeczeństwa i Kościoła. Wymaga to kompetencji i doświadczenia w zakresie psychologii.

Grupy najbardziej narażone

1.4. Grupą najwrażliwszą i najbardziej narażoną w obrębie Kościoła jest młodzież. Wtedy, gdy nie mają oparcia, są bezrobotni, nie uczestniczą aktywnie w życiu parafialnym ani w dobrowolnych pracach na rzecz parafii, gdy pochodzą z rodzin nieustabilizowanych, należą do mniejszości etnicznych lub zamieszkują miejsca, jakich Kościół swym wpływem raczej nie obejmuje, itp. – młodzi stanowią dla sekt i nowych ruchów cel podatniejszy niż w innych sytuacjach. Ale nie tylko młodzi są podatni na działanie sekt. Wydaje się, że niektóre sekty przyciągają ludzi dorosłych; inne rozwijają swą działalność w środowiskach dobrze sytuowanych i wysoko wykształconych rodzin. W tym miejscu trzeba wspomnieć o miasteczkach uniwersyteckich, stanowiących często teren sprzyjający bujnemu wzrostowi sekt oraz werbowaniu nowych członków. Nadto trudności w kontaktach z przedstawicielami kleru lub też nieuregulowana sytuacja małżeńska mogą pewnych ludzi doprowadzić do zerwania z Kościołem i przyłączenia się do nowej grupy.

Jak się wydaje, bardzo niewiele osób wstępuje do sekty z niskich pobudek. Być może, najważniejszym zarzutem, jaki można uczynić sektom, jest to, że często nadużywają dobrych intencji i pragnień osób nieusatysfakcjonowanych. W istocie, największe sukcesy osiągają one wtedy, gdy społeczeństwo lub Kościół nie potrafi odpowiedzieć na owe dobre intencje i pragnienia.

1.5. Przyczyny względnego powodzenia sekt wśród katolików są różnorakie, można je wyróżniać na kilku poziomach. W pierwszym rzędzie są one związane z potrzebami i aspiracjami, których, jak sądzą, nie mogą zaspokoić we własnym Kościele, a także z technikami werbowania i szkolenia, stosowanymi przez sekty. Przyczyny te mogą nie być związane z przynależnością do Kościoła i do nowych grup: korzyści ekonomiczne, korzyści bądź naciski polityczne, zwykła ciekawość, itd.

Wyczerpującej oceny tych przyczyn można dokonać jedynie w obrębie szczególnego kontekstu, w jakim się one pojawiają. Tym niemniej, wyniki ogólnej ich oceny (a to właśnie jest przedmiotem niniejszego raportu) mogą – i w naszym przypadku to czynią – ujawnić szereg przyczyn szczegółowych, jakie w istocie przybierają charakter nieomal powszechny. Wytłumaczeniem tego faktu może być zagęszczająca się sieć współzależności w dzisiejszym świecie.

Zjawisko to wydaje się być przejawem odczłowieczającego oddziaływania struktur współczesnego społeczeństwa tworzonych na Zachodzie, a następnie szeroko eksportowanych do innych części świata i wytwarzających różnorakie sytuacje kryzysowe na płaszczyźnie zarówno indywidualnej, jak i społecznej.

Sytuacje te ujawniają różne potrzeby, aspiracje i pytania, domagające się z kolei właściwej i konkretnej odpowiedzi. Sekty twierdzą, że mają takie odpowiedzi i że ich udzielają. Czynią to odwołując się zarówno do sfery uczuciowej, jak i poznawczej, przy czym na potrzeby uczuciowe odpowiadają w sposób, który tłumi zdolności poznawcze.

Te podstawowe potrzeby i aspiracje można opisywać jako formy wyrazu ludzkiego poszukiwania jedności i harmonii, współuczestnictwa i spełnienia we wszystkich dziedzinach życia i doświadczenia, jako próby zaspokojenia ludzkiej potrzeby prawdy i sensu, owych wartości zasadniczych, które w pewnych okresach zarówno życia jednostkowego, jak i dziejów zbiorowości wydają się ukryte, zdruzgotane bądź też zagubione, zwłaszcza w przypadku ludzi wytrąconych z równowagi przez szybko zachodzące zmiany, silne stresy, lęk, itp.

1.6. Odpowiedzi na pytania kwestionariusza pokazują, że zjawisko to należy traktować nie tyle jako zagrożenie dla Kościoła (aczkolwiek wielu respondentów uważa za problem dużej wagi agresywny prozelityzm niektórych sekt), lecz raczej jako wyzwanie duszpasterskie. Niektórzy z respondentów podkreślają, że zachowując zawsze postawę integralności i uczciwości, powinniśmy pamiętać, iż każda grupa religijna ma prawo do głoszenia własnej wiary i życia zgodnie z sumieniem. Podkreślają też, że w stosunkach z poszczególnymi grupami mamy obowiązek przestrzegać zasad dialogu religijnego, ustanowionych przez Sobór Watykański II i późniejsze dokumenty Kościoła. Nadto bezwzględnie trzeba pamiętać o szacunku, należnym każdej osobie ludzkiej i o tym, że nasza postawa wobec szczerych wyznawców innych wiar powinna być nacechowana otwartością i zrozumieniem, nie zaś potępieniem.

Odpowiedzi na pytania kwestionariusza świadczą o wielkiej potrzebie informacji i wychowania wiernych.

2. PRZYCZYNY ROZPRZESTRZENIANIA SIĘ TYCH RUCHÓW I GRUP

Sytuacje kryzysowe lub ogólna podatność mogą ujawnić albo również wytworzyć potrzeby i aspiracje, które stają się następnie motywacjami do zwrócenia się w stronę sekt. Pojawiają się one na płaszczyźnie tak poznawczej, jak i uczuciowej, i posiadają cechy wspólne, tzn. są ześrodkowane na „samym sobie” w relacji do „innych” (aspekt społeczny), do przeszłości, teraźniejszości i przyszłości (aspekt kulturowy i egzystencjalny), do transcendencji (aspekt religijny). Płaszczyzny te i wymiary są ze sobą wzajemnie powiązane. Wymienione potrzeby i aspiracje można podzielić na dziewięć różnych kategorii, aczkolwiek w indywidualnych przypadkach często zachodzą one na siebie. Przy każdej grupie „aspiracji” wskazujemy, co w odniesieniu do nich zdają się oferować sekty. Z tego punktu widzenia należy oceniać główne źródła ich sukcesu, ale trzeba też uwzględniać stosowane przez wiele sekt sposoby werbowania i techniki indoktrynacyjne (por. niżej, 2.2.)

2.1. Potrzeby i aspiracje – co oferują sekty

Potrzeba przynależności, poczucie wspólnoty

2.1.1. Struktury wielu wspólnot uległy zniszczeniu, tradycyjne sposoby życia załamały się, rozpadły się środowiska domowe. Ludzie czują się wykorzenieni i samotni; stąd potrzeba przynależności.

Słowa pojawiające się w odpowiedziach: przynależność, miłość, wspólnota, porozumienie, ciepło, więzi, troska, wsparcie, przyjaźń, przywiązanie, braterstwo, pomoc, solidarność, spotkanie, dialog, pociecha, akceptacja, zrozumienie, dzielenie się, bliskość, wzajemność, pozostawanie razem, koleżeństwo, pojednanie, tolerancja, korzenie, bezpieczeństwo, schronienie, obrona, pewność, ucieczka, dom.

Sekty zdają się oferować: ludzkie ciepło, opiekę i wsparcie w niewielkich i silnych wspólnotach; wspólny cel i koleżeństwo; uwagę okazywaną każdej jednostce; ochronę i bezpieczeństwo, zwłaszcza w sytuacjach krytycznych; resocjalizację jednostek wyrzuconych na margines (na przykład rozwiedzionych lub imigrantów), grupę, która często zastępuje jednostkę w myśleniu.

Poszukiwanie odpowiedzi

2.1.2. W złożonych i niejasnych sytuacjach ludzie w sposób naturalny zaczynają poszukiwać odpowiedzi i rozwiązań. Sekty zdają się tutaj oferować: proste, gotowe odpowiedzi na skomplikowane pytania i sytuacje; uproszczone i częściowe wersje tradycyjnych prawd i wartości; pragmatyczną teologię, teologię sukcesu, synkretyczną teologię proponowaną jako „nowe objawienie”, „nowa prawda” ludziom często mającym niewielkie pojęcie o „starej” prawdzie; wyraźne dyrektywy postępowania; przekonanie o swej moralnej wyższości; dowody o charakterze nadnaturalnym; glossolalia, trans, mediumizm, prorokowanie, opętanie, itp.

Dążenie do integralności, holizm

2.1.3. Wiele osób czuje, że straciło kontakt z sobą samym, z innymi, ze swoją kulturą i otoczeniem. Mają one poczucie rozbicia. Ludzie ci zostali zranieni przez rodziców lub nauczy-cieli. Kościół lub społeczeństwo. Czują się wykluczeni. Pragną takiej wizji religijnej, która by w świecie i w ludziach ustanawiała powszechną harmonię; kult, w którym będzie miejsce na sprawy ciała i ducha, na współuczestnictwo, spontaniczność i twórczość. Pragną oni uleczenia, również cielesnego (szczególny nacisk na to kładą respondenci afrykańscy).

Terminy występujące w odpowiedziach: uleczenie, scalenie, integracja, integralność, harmonia, pokój, pojednanie, spontaniczność, twórczość, współuczestnictwo.

Sekty zdają się oferować: satysfakcjonujące doświadczenie (przeżycie) religijne, ocalenie, nawrócenie; miejsce na uczucia i emocje, na spontaniczność (np. podczas uroczystości religijnych), uleczenie ducha i ciała; pomoc w walce z narkomanią czy alkoholizmem; dostosowanie do sytuacji życiowej.

Poszukiwanie tożsamości kulturowej

2.1.4. Ten aspekt wiąże się ściśle z poprzednim. W wielu krajach Trzeciego Świata społeczeństwa żyją w drastycznym oderwaniu od tradycyjnych wartości kulturowych, społecznych i religijnych; podzielają to odczucie wyznawcy tradycyjnych religii.

Terminy głównie używane w odpowiedziach: inkulturacja/ wcielenie, alienacja, modernizacja.

Sekty zdają się oferować: szerokie uwzględnienie tradycyjnego dziedzictwa kulturalno-religijnego; spontaniczność, współuczestnictwo, styl modlitwy i nauczania bliższy cechom kultury i aspiracjom ludu.

Potrzeba bycia rozpoznanym, wyróżnionym

2.1.5. Ludzie odczuwają potrzebę wyodrębnienia się z anonimowego tłumu, stworzenia sobie jakiejś tożsamości, chcą mieć świadomość, że są w jakiś sposób wyjątkowi, że nie są tylko numerem czy też pozbawionym oblicza członkiem masy. Wielkie parafie i zgromadzenia, klerykalizm, kierowane administracyjnie zainteresowanie – stwarzają niewielką sposobność do indywidualnego podejścia do poszczególnych osób i wniknięcia w ich sytuację życiową.

Terminy stosowane w odpowiedziach: szacunek dla samego siebie, afirmacja, szansę, dostosowanie, współudział.

Sekty zdają się oferować: zainteresowanie każdą osobą; stworzenie równych szans na pełnienie funkcji kapłańskich i przywódczych, na współuczestnictwo, wyrażanie siebie; rozbudzenie świadomości własnych możliwości; szansę stania się członkiem elity.

Poszukiwanie transcendencji

2.1.6. Wyraża ono głęboką potrzebę duchową, natchnione przez Boga dążenie do czegoś poza tym, co oczywiste, bezpośrednie, zwyczajne, sprawdzalne i materialne, do znalezienia odpowiedzi na pytania ostateczne, potrzebę wiary w coś, co mogłoby w znaczący sposób odmienić nasze życie. Dążenie to świadczy o poczuciu tajemnicy i tego, co tajemnicze; o trosce o to, co nastąpi w przyszłości, o zainteresowaniu mesjanizmem i proroctwami. Często ludzie, o których tu mowa, albo nie są świadomi tego, co może im zaofiarować Kościół, albo też odstręcza ich zbyt jednostronny, w ich mniemaniu, nacisk na moralność bądź instytucjonalny aspekt Kościoła. Jeden z respondentów tak mówi o tych „poszukiwaczach na własny rachunek”: Z ankiet zdaje się wynikać, że zdumiewająco wysoki odsetek ludzi wyznaje – gdy ich o to zapytać – że mieli takie czy inne przeżycia religijne lub duchowe; mówią oni, że w sposób znaczący zmieniło ono ich życie; wszyscy dobitnie podkreślają, że nigdy nikomu się z tych doświadczeń nie zwierzali… Wielu młodych ludzi twierdzi, że obawiali się, iż zostaną wyśmiani lub uznani za dziwaków, gdy poruszą temat przeżyć religijnych i duchowych, że często miewali trudności w skłonieniu nauczycieli czy księży do rozmowy o najważniejszych, najbardziej zasadniczych dla siebie kwestiach i że samotnie musieli poszukiwać wyjaśnień.

Terminy używane w odpowiedziach: transcendencja, sakralne, tajemnica, mistyczne, medytacja, uroczystość, adoracja, prawda, wiara, duchowość, sens, cele, wartości, symbole, modlitwa, wolność, rozbudzenie, przekonanie.

Sekty zdają się oferować: Biblię i kształcenie w Biblii; odczucie zbawienia; dary Ducha; medytację; osiągnięcie duchowej pełni. Niektóre grupy oferują nie tylko swobodę formułowania i zgłębiania kwestii ostatecznych w „bezpiecznym” kontekście społecznym, lecz również język i pojęcia, które to umożliwiają, a także serię jasnych, względnie niedwuznacznych odpowiedzi.

Potrzeba duchowego kierownictwa

2.1.7. Poszukujący może odczuwać brak oparcia w swojej rodzinie, brak kogoś, kto by nim pokierował, brak cierpliwości i zaangażowania ze strony przywódców wspólnoty kościelnej i wychowawców.

Używane terminy: pokierowanie, oddanie, zaangażowanie, afirmacja, przywództwo, guru.

Sekty zdają się oferować: pokierowanie i przewodnictwo ze strony silnego, charyzmatycznego przywódcy. Osoba mistrza, przywódcy, guru odgrywa ważną rolę w jednoczeniu uczniów. Niekiedy występuje tu nie tylko podporządkowanie się, lecz całkowita uległość emocjonalna, a nawet nieomal histeryczne uwielbienie dla silnego przywódcy duchowego (mesjasz, prorok, guru).

Potrzeba wizji

2.1.8. Świat dzisiejszy cechuje gęsta sieć współzależności; pełno w nim wrogości i konfliktów, gwałtu i strachu przed zagładą. Ludzie lękają się o własną przyszłość, często popadają w rozpacz, czują się pozbawieni pomocy, nadziei i siły. Oczekują znaków nadziei i wyjścia z tej sytuacji. Niektórzy żywią pragnienie – co prawda, dość nieokreślone – ulepszenia tego świata.

Używane terminy: wizja, przebudzenie, zaangażowanie, nowość, nowy ład, droga wyjścia, alternatywy, cele, nadzieja.

Sekty zdają się oferować: „nową wizję” siebie samego, ludzkości, historii, wszechświata. Obiecują nadejście nowej ery, nowego wieku.

Potrzeba zaangażowania się i włączenia

2.1.9. Ten aspekt jest ściśle związany z poprzednim. Wielu spośród poszukujących nie tylko odczuwa potrzebę wizji współczesnego społeczeństwa światowego oraz wybiegającej w przyszłość, lecz również pragnie uczestniczyć w podejmowaniu decyzji, planowaniu, realizowaniu planów.

Główne używane tutaj terminy: współuczestnictwo, aktywne świadectwo, budowanie, elita, włączenie się w życie społeczne.

Sekty zdają się oferować: konkretną misję na rzecz lepszego świata, wezwanie do całkowitego poświęcenia się, współuczestnictwo na różnych płaszczyznach.

Streszczając niejako to wszystko, można powiedzieć, że sekty wydają się żyć tym, w co wierzą, okazując przy tym mocne (często oddziałujące magnetycznie) przekonanie, oddanie i zaangażowanie. Wychodzą ludziom naprzeciw, szukają ich tam, gdzie oni są, w sposób serdeczny, osobisty, bezpośredni, wydobywają ich z anonimowości, wspierając ich dążenia do współuczestnictwa, spontaniczności, współodpowiedzialności, zaangażowania… i sprawując nad nimi intensywną opiekę poprzez liczne kontakty, odwiedziny w domu, nieustające wspieranie i kierowanie. Pomagają one zreinterpretować osobiste doświadczenia, utwierdzić się we własnej wartości, ustosunkować się do problemów ostatecznych w ramach wszechobejmującego systemu. Na ogół w sposób przekonywający posługują się one słowem: kaznodziejstwem, literaturą, środkami społecznego przekazu (w przypadku grup chrześcijańskich silny nacisk kładzie się na Biblią); często też uprawiają działalność uzdrowicielską. Krótko mówiąc, ukazują siebie jako jedyną odpowiedź, jako „tę właśnie” Dobrą Nowinę w pełnym chaosu świecie.

Jakkolwiek są to główne przyczyny powodzenia sekt, istnieją też inne, takie jak techniki werbowania i indoktrynacji oraz szkolenia, stosowane przez niektóre sekty.

2.2. Techniki werbowania i szkolenia, sposoby indoktrynacji

Niektóre spośród używanych przez wiele sekt i kultów techniki werbowania, szkolenia i indoktrynacji, nieraz bardzo wyrafinowane, częściowo wyjaśniają ich sukcesy. Ludzie najbardziej im ulegający to osoby, które, po pierwsze, są nieświadome tego, że kontakt został zainscenizowany, po drugie zaś nie orientują się w charakterze obmyślonej dla nich metody nawracania i szkolenia (manipulacja społeczna i psychologiczna), jakiej są przedmiotem. Sekty narzucają często własne normy myślenia, odczuwania i zachowania. Kontrastuje to z podejściem Kościoła, zakładającym pełną informację, świadomość i przyzwolenie danej osoby.

Tak młodzi jak i starsi, pozostający w nieładzie wewnętrznym, bywają łatwym łupem takich technik i metod, stanowiących często połączenie serdeczności i podstępu (por. np. bombardowanie miłością, próbą osobowości czy też poddanie się). Techniki te wychodzą od postawy życzliwości, stopniowo jednak przekształcają się w coś w rodzaju kontroli umysłu poprzez stosowanie zniewalających technik modyfikujących zachowania.

Wymienić tu należy następujące elementy:

    – delikatny proces wprowadzania konwertyty i stopniowe uświadamianie sobie przez niego, kto jest prawdziwym gospodarzem,

    – techniki nacisku: bombardowanie miłością, oferta bezpłatnego posiłku w międzynarodowym centrum przyjaźni, technika flirtu (prostytucja jako metoda werbowania),

    – wmuszanie w nowozwerbowanych niemal przemocą gotowych odpowiedzi i decyzji,

    – gotowe odpowiedzi, przyjaźń, niekiedy wywieranie nacisku na decyzje podejmowane przez rekrutowanego,

    – pochlebstwo,

    – rozdawanie pieniędzy, leków,

    – stawianie wymogu bezwarunkowego poddania się woli wprowadzającego, przywódcy,

    – izolacja, kontrola procesu racjonalnego myślenia, wyeliminowanie wpływów i informacji z zewnątrz (rodziny, przyjaciół, gazet, czasopism, telewizji, radia, opieki lekarskiej, itp.), które mogłyby przerwać proces adaptacji i wchłaniania odczuć, postaw oraz wzorców zachowania,

    – odcięcie nowopozyskanych od ich przeszłości, skupienie się na odchyleniach od normy w ich dawnych zachowaniach, takich jak zażywanie narkotyków, dewiacje seksualne; wykorzystywanie ich zahamowań psychicznych, nietowarzyskoś-ci, itp./

    – metody przebudowy świadomości prowadzące do zaburzeń poznawczych (bombardowanie intelektualne), stosowanie klisz blokujących myślenie; system zamkniętej logiki; hamowanie myślenia refleksyjnego,

    – utrzymywanie nowozwerbowanych w ciągłej aktywności, niepozostawianie ich nigdy samych; ciągłe napominanie i szkolenie mające doprowadzić ich do stanu duchowej egzaltacji, zmienionej świadomości i automatycznego podporządkowywania się poleceniom, likwidowanie oporu i negacji, reagowanie na strach w taki sposób, że rodzi to jeszcze większy strach,

    – silne skoncentrowanie się na osobie przywódcy; niektóre sekty mogą nawet degradować rolę Chrystusa na korzyść swego założyciela (w przypadku kilku „sekt chrześcijańskich”).

3. WYZWANIE DUSZPASTERSKIE I SPOSOBY PODEJŚCIA DO NIEGO

Spowodowane przez industrializację, urbanizację, migraqe, szybki rozwój komunikacji, superracjonalne systemy technokracji, itd., załamanie się tradycyjnych struktur społecznych, wzorców kulturowych oraz tradycyjnych hierarchii wartości sprawiło, że wielu ludzi znajduje się w stanie wewnętrznego zamętu, wykorzenienia i niepewności; są oni zatem podatni na wpływy. W takich sytuacjach jest czymś naturalnym poszukiwanie rozwiązania, które często im jest prostsze, tym wydaje się lepsze. Występuje też pokusa przyjmowania tego rozwiązania jako jedynej i ostatecznej odpowiedzi.

Na podstawie analizy odpowiedzi na kwestionariusz można ułożyć listę symptomów patologii wielu współczesnych społeczeństw. Cierpi wskutek nich wielu ludzi. Są oni niespokojni o siebie (kryzys tożsamości), o przyszłość (bezrobocie, groźby wojny nuklearnej). Zadają sobie pytania o istotę prawdy i o to, jak do niej dotrzeć, pytają o niepewną sytuację polityczną i swoją bezradność, dominację ekonomiczną i ideologiczną, sens życia, o siebie i innych, wydarzenia, sytuacje, rzeczy, o to, co będzie „potem”.

Cierpią oni wskutek braku kierunku w życiu, orientacji, współuczestnictwa w podejmowaniu decyzji, braku rzeczywistych odpowiedzi na swoje rzeczywiste problemy. Doświadczają lęku z powodu różnych form przemocy, konfliktów i wrogości; czują strach przed klęską ekologiczną, wojną i zagładą nuklearną, konfliktami społecznymi i manipulacją. Czują się sfrustrowani, wykorzenieni, bezdomni, pozbawieni obrony i nadziei, bezradni, a przeto nie mający motywacji;

samotni w domu, w szkole, przy pracy, w uniwersytecie, w mieście; zagubieni w anonimowości, izolacji, zepchnięci na margines, wyalienowani, itd. Czują, że nigdzie nie przynależą, że są niezrozumiani, zdradzeni, uciśnieni, oszukani, wyobcowani, nic nie znaczący, nie słuchani, nie akceptowani, nie traktowani serio.

Rozczarowani są technologicznym społeczeństwem, wojskiem, światem interesu, pracą, wyzyskiem, systemami wychowawczymi, przepisami i praktykami Kościoła, taktyką rządu.

Chcieliby nauczyć się traktować siebie samych jako świadomych „wykonawców”, nie chcą być bezwartościowymi, biernymi pionkami lub oportunistami zabiegającymi tylko o własne dobro; często jednak nie wiedzą, co i jak robić.

Zagubieni są w sytuacjach „zawieszenia” (pomiędzy szkołą i uniwersytetem, szkołą i pracą zawodową, małżeństwem i rozwodem, wsią i miastem).

Zmieniają się w ludzi pustych wewnętrznie, obojętnych lub agresywnych; mogą też stać się „szukającymi”.

W skrócie można powiedzieć, że wszystkie te symptomy stanowią różne formy alienacji (z siebie samego, spośród innych, od własnych korzeni, kultury, itd.). Rzec można, iż potrzeby i tęsknoty wyrażone w odpowiedziach na pytania kwestionariusza przedstawiają różne postacie dążenia do odnalezienia swej „obecności” (wobec siebie, innych. Boga). Ludzie czujący się zagubionymi pragną być odnalezieni. Innymi słowy, istnieje jakby próżnia domagająca się głośno zapełnienia; w istocie rzeczy stanowi ona kontekst, w jakim możemy zrozumieć nie tylko krytyki pod adresem Kościoła, zawarte w wielu odpowiedziach, lecz również – i przede wszystkim – problemy duszpasterskie i proponowane sposoby podejścia do nich. Odpowiedzi te wyraźnie wskazują na liczne braki i niedomogi w aktualnej postawie Kościoła, mogące ułatwić sukces sektom. Tutaj jednak nie będziemy szerzej rozwodzić się nad tym zagadnieniem, lecz ograniczymy się głównie do podkreślenia sugerowanych lud żądanych w tym względzie przedsięwzięć duszpasterskich. Jeśliby je konsekwentnie realizować, wyzwanie rzucone przez sekty mogłoby się okazać cennym bodźcem do duchowej i kościelnej odnowy.

Poczucie wspólnoty

3.1. Niemal wszystkie odpowiedzi zawierają apel o ponowne przemyślenie (przynajmniej w wielu sytuacjach lokalnych) tradycyjnej „struktury wspólnoty parafialnej”, o poszukiwanie takiego modelu owej wspólnoty, który miałby w sobie więcej braterstwa, byłby bardziej „na miarę człowieka”, lepiej przystosowany do sytuacji życiowych ludzi, posiadałby w większym stopniu charakter „podstawowej wspólnoty kościelnej”. Jej rodzaje: opiekuńcze wspólnoty żywej wiary, miłości (ciepła, akceptacji, zrozumienia, pojednania, koleżeństwa) i nadziei; wspólnoty celebracyjne; wspólnoty modlitewne; wspólnoty misyjne -zwrócone na zewnątrz, petniące rolę świadków; wspólnoty pomagające i otwarte na potrzeby ludzi mających szczególnie trudne problemy, np. rozwiedzionych i ponownie zawierających małżeństwo, ludzi żyjących na marginesie społecznym.

Kształcenie i kształcenie ciągłe

3.2. Odpowiedzi kładą silny nacisk na potrzebę ewangelizacji, katechezy, kształcenia w sprawach wiary i ciągłego kształcenia ludzi wierzących w zagadnieniach biblijnych, teologicznych, ekumenicznych, na poziomie wspólnot lokalnych, a także kleru i osób zajmujących się kształceniem. (Jedna z odpowiedzi postuluje „kursy poświęcone refleksji” dla nauczy cieli, młodych przywódców, kleru i zakonników). Ten ciągły proces powinien mieć charakter zarówno informacyjny, tzn. przekazujący wiadomości o naszej tradycji katolickiej (wierzenia, praktyki, duchowość, medytacja, kontemplacja, itd.), o innych tradycjach, nowych grupach religijnych, itd., jak i formacyjny, zapewniający poradnictwo w sprawach wiary osobistej i wspólnotowej, pogłębienie odczucia transcendencji, pierwiastka eschatologicznego, religijnego zaangażowania, ducha wspólnoty, itd. Kościół powinien być dla ludzi nie tylko znakiem nadziei, lecz również tę nadzieję uzasadniać; powinien pomagać im w stawianiu pytań, lecz również w znajdowaniu na nie odpowiedzi. W związku z tym wszystkim kładzie się powszechnie nacisk na centralną rolę Pisma świętego. Szerzej i wszechstronniej należy korzystać ze współczesnych środków przekazu.

Podejście osobowe i integralne

3.3. Ludziom należy pomagać w uświadamianiu sobie, że są kimś jedynym, kochanym przez osobowego Boga, że każdy z nich ma własną historię, od narodzin poprzez śmierć do zmartwychwstania. „Stara prawda” musi ciągle stawać się dla nich „nową prawdą” poprzez autentyczne poczucie odnowy, przy czym jednak kryteriów i schematów ich myślenia nie mogą nadwerężać wszelkie pojawiające się przed nimi „nowinki”. Szczególną uwagę należy zwrócić na wymiar przeżyciowy, tzn. osobiste odkrywanie Chrystusa poprzez modlitwę i życie zaangażowane (por. np. ruchy charyzmatyczne i ruchy odnowy). Wielu chrześcijan żyje tak, jakby w ogóle się nie narodziło! Specjalną też uwagę trzeba poświęcić uzdrawiającemu działaniu modlitwy, pojednania, koleżeństwa i troski. Nasza pasterska troska nie może być jednowymiarowa; nie może ona dotyczyć jedynie spraw duchowych, lecz musi również obejmować sprawy cielesne, psychologiczne, społeczne, kulturalne, ekonomiczne i polityczne.

Tożsamość kulturowa

3.4. Kwestią podstawową jest inkulturacja. Podkreśla się ją szczególnie w odpowiedziach otrzymanych z Afryki; ujawniają one poczucie obcości wobec zachodnich form kultu religijnego, często nie mających żadnego związku z otoczeniem kulturowym i sytuacjami życiowymi ludzi. Jeden z respondentów pisał: Afrykanie chcą być chrześcijanami. Ułatwiliśmy im życie, ale nie daliśmy im domu… Pragną oni chrześcijaństwa prostszego, zrośniętego ze wszystkimi aspektami ich codziennego życia, z ich cierpieniami, radościami, pracą, aspiracjami, obawami i potrzebami… W Kościołach niezależnych młodzi rozpoznają autentyczny nurt afrykańskiej tradycji życia religijnego.

Modlitwa i kult religijny

3.5. Niektórzy sugerują przemyślenie na nowo klasycznych schematów liturgicznych (sobota wieczór – niedziela rano), częstokroć nie przystających do sytuacji codziennego życia. Należy przywrócić znaczenie słowu Bożemu jako ważnemu czynnikowi budującemu wspólnotę. „Przyjęcie” trzeba traktować z równą uwagą jak „zachowanie” i „konserwację”. Powinno istnieć miejsce dla radosnego tworzenia, wiara w chrześcijańską inspirację i zdolności „wynalazcze” oraz większe zrozumienie dla wspólnotowych uroczystości. Także i tutaj inkulturacja jest koniecznością (przy zachowaniu należnego szacunku dla istoty liturgii i wymagań uniwersalizmu).

Wielu respondentów podkreśla biblijny wymiar kazania, konieczność przemawiania do nich ich językiem, konieczność starannego przygotowania kazania i liturgii (w miarę możliwości przez zespół, przy współuczestnictwie przedstawicieli laikatu). Kazanie nie może być jedynie teoretyzowaniem, moralizowaniem czy spekulacją intelektualną, lecz powinno również implikować świadectwo życia tego, kto je głosi. Kazanie, sprawowanie kultu i modlitwa wspólnoty nie muszą być ograniczone do miejsc tradycyjnie dla nich przeznaczonych.

Współuczestnictwo i przywództwo

3.6. Wielu respondentów ma świadomość stałego zmniejszania się liczby kapłanów, zakonników oraz zakonnic. Sytuacja ta wymaga silniejszego rozwijania zróżnicowanych co do swego składu ekip duszpasterskich i nieustannego kształcenia przywódców laikatu. Być może więcej uwagi trzeba poświęcić roli, jaką w podejściu do sprawy sekt (lub przynajmniej do ludzi ulegających ich wpływom) mogą odegrać ci spośród laikatu, którzy w obrębie Kościoła i współpracując z duszpasterzami pełnią funkcje rzeczywistych przywódców, tak w dziedzinie duchowej, jak i pasterskiej. Z kapłanami nie powinno się kojarzyć przede wszystkim ich funkcji administracyjnych, urzędowych czy rozjemczych, lecz raczej należy w nich widzieć braci, przewodników, pocieszycieli i ludzi modlitwy. Niekiedy zbyt duży jest dystans (który trzeba zmniejszyć) pomiędzy wiernymi i biskupem, a na-wet pomiędzy biskupem i kapłanami. Posługiwanie biskupa jest służbą dla jedności i komunii, i to musi być dla wiernych widoczne.

4. ZAKOŃCZENIE

Na koniec zadajmy sobie pytanie: jaka ma być nasza postawa, nasze podejście do sprawy sekt? Rzecz jasna, nie sposób udzielić na nie prostej odpowiedzi. Same sekty są przecież bardzo zróżnicowane, sytuacje zaś – religijne, kulturowe, społeczne – wielorakie. Odpowiedź nie będzie taka sama w przypadku, gdy rozpatrujemy sekty w aspekcie ich stosunku do osób „nie zrzeszonych w Kościołach”, nie ochrzczonych, do niewierzących oraz gdy mamy do czynienia z ich oddziaływaniem na ochrzczonych chrześcijan, zwłaszcza zaś na katolików i członków sekt wywodzących się z Kościoła katolickiego. Nasi respondenci zajmowali się oczywiście tą ostatnią grupą.

Jest również rzeczą jasną, że nasza postawa nie może być naiwnie ironiczna (pojednawcza). Dostatecznie wszechstronnie przeanalizowaliśmy działalność sekt, aby zdawać sobie sprawę z tego, że zachowania i metody niektórych z nich mogą wywierać destrukcyjny wpływ na osobowości, przyczyniać się do dezintegracji rodzin i społeczności, zaś ich doktryny często bywają bardzo odległe od nauczania Chrystusa i Kościoła. Podejrzewamy, że w wielu krajach (w niektórych przypadkach wiemy to na pewno) potężne siły ideologiczne, a także interesy polityczne i ekonomiczne posługują się, jako swym narzędziem, sektami, którym wszelka troska o sprawy człowieka jest zupełnie obca i które tego, co „ludzkie”, używają do nieludzkich celów.

Niezbędne jest ostrzeganie wiernych, szczególnie młodych, aby mieli się na baczności, a nawet zorganizowanie fachowego poradnictwa, opieki prawnej, itd. Niekiedy może trzeba będzie poprzeć lub nawet wspomagać odpowiednie przedsięwzięcia ze strony państwa, działającego we właściwym sobie zakresie.

Doświadczenie może pokazać, że na ogół możliwości dialogu z sektami są niewielkie albo zgoła żadne, i nie tylko one same są zamknięte na wszelki dialog, lecz również mogą stanowić poważną przeszkodę w wychowaniu ekumenicznym i w wysiłkach w tym kierunku wszędzie tam, gdzie one działają.

Jeśli jednakże mamy być wierni swym przekonaniom i zasadom – nakazującym szacunek dla ludzkiej osoby, dla wolności religii, wiarę w działanie Ducha, który sobie tylko znanymi sposobami urzeczywistnia miłującą wolę Boga wobec całego rodzaju ludzkiego i każdego z osobna mężczyzny, kobiety i dziecka – nie możemy zwyczajnie poprzestać na potępieniu i zwalczaniu sekt, na traktowaniu ich jako wyrzuconych poza obręb społeczeństwa, wyjętych spod prawa grup, zaś ich członków – jako jednostek „odprogramowanych” wbrew swej woli. Wyzwanie, jakie stanowią nowe ruchy religijne, powinno stać się dla nas bodźcem do odnowienia i wzmocnienia pasterskiej skuteczności.

Musimy też niewątpliwie rozwijać w sobie i w naszych wspólnotach ducha Chrystusa w odniesieniu do sekt, próbując zrozumieć, „o co im chodzi”, i tam, gdzie to możliwe, wychodzić im na spotkanie z chrześcijańską miłością.

Musimy dążyć do tych celów, dochowując wierności prawdziwej nauce Chrystusa, w duchu miłości do wszystkich mężczyzn i kobiet. Żadne problemy dotyczące sekt nie powinny osłabić naszego zapału dla sprawy ekumenizmu pośród wszystkich chrześcijan.

5. ZACHĘTA ZE STRONY SYNODU 1985 ROKU

Wytyczne

5.1. Synod Nadzwyczajny 1985 roku, zwołany w celu uczczenia, oceny i potwierdzenia dzieła Soboru Watykańskiego II, sformułował pewne ogólne wytyczne dotyczące odnowy współczesnego Kościoła. Wytyczne te, mające za przedmiot ogólne potrzeby Kościoła, zawierają również odpowiedź na potrzeby i aspiracje, których zaspokojenia ludzie poszukują w sektach (3.1.). Podkreślają one wyzwania duszpasterskie i potrzebę planowej pracy duszpasterskiej.

5.2. Końcowy dokument Synodu stwierdza, że sytuacja w świecie ulega zmianom i że znaki czasu trzeba poddawać ciągłej bieżącej analizie (II D 7). Odnotowuje się w nim też zjawisko powrotu do sacrum i fakt, że niektórzy ludzie swoją potrzebę sacrum starają się zaspokoić w sektach (II A l). W Kościele często widzi się tylko instytucję, może dlatego, że zbyt wielką wagę przywiązuje się w nim do struktur, zbyt małą zaś – do pociągania ludzi w stronę Boga w Chrystusie.

5.3. Synod zachęca do całościowego zrozumienia dzieła Soboru, do jego wewnętrznego przyswojenia i wcielenia go w życie; ma to być generalnym rozwiązaniem aktualnych tu problemów. Kościół trzeba pojmować i przeżywać jako tajemnicę (II A, por. 3.1.6.) i komunię (II B, por. 4.1., 4.6.). Kościół musi z większym zaangażowaniem wypełniać swoją funkcję znaku i narzędzia komunii z Bogiem oraz komunii i pojednania pomiędzy ludźmi (I A 2, por. 4.1., 3.1.6.). Wszyscy chrześcijanie wezwani są do świętości/ to znaczy do przemiany serca i do współuczestnictwa w trynitarnym życiu Boga (II A 4, por. 3.1.1., 3.1.5.). Wspólnota chrześcijańska potrzebuje ludzi żyjących realną i powszechną świętością. Kościół jest komunią, musi on przeto zawierać w sobie uczestnictwo i współodpowiedzialność na wszystkich poziomach (II C 6, por. 4.6., 3.1.9.). Chrześcijanie muszą akceptować wszelkie prawdziwie ludzkie wartości (II D 3) oraz wartości specyficznie religijne (II D 5), tak aby doprowadzić do inkulturacji, która jest „subtelnym przekształceniem autentycznych wartości kulturowych poprzez ich integrację z chrześcijaństwem i różnymi kulturami ludzkimi” (II D 4, por. 3.7.4., 4.4.). „Kościół katolicki nie odrzuca niczego co prawdziwe i święte w religiach niechrześcijańskich. W rzeczy samej katolicy powinni uznawać, chronić i popierać wszelkie wartości duchowe i moralne, jak też społeczno-kultu-rowe, które w nich się znajdują” (II D 5). „Kościół powinien w sposób profetyczny piętnować wszelkie formy nędzy i ucisku, i wszędzie chronić oraz popierać podstawowe, niezbywalne prawa osoby ludzkiej” (II D 6, por. 3.2.).

5.4. Synod daje pewne wskazówki praktyczne, podkreśla on formację duchową (II A 5, por. 3.1.7., 4.2.), zaangażowanie w integralną i systematyczną ewangelizację oraz katechezę, którym musi towarzyszyć interpretujące je świadectwo (II Ba 2, por. 3.1.8., 3.1.3.), właśnie dlatego, że zbawcze posłannictwo Kościoła ma charakter integralny (II D 6, por. 4.3.), zapewnienie wewnętrznego i duchowego uczestnictwa w liturgii (II B 6, por. 3.1.9., 4.5.); zachęcanie do duchowego i teologicznego dialogu wśród chrześcijan (II C 7) oraz do dialogu, który „pozwala przekazywać innym treść życia wewnętrznego; sprzyjanie różnym formom duchowości, jak życie konsekrowane, ruchy duchowości, pobożność ludowa (II A 4, por. 3.1.7.), oraz nadawanie większego znaczenia Słowu Bożemu (II Ba l), ponieważ Ewangelia dociera do Ludu Bożego poprzez dawane jej świadectwo (II Ba 2).

6. ZAGADNIENIA DO DALSZYCH STUDIÓW I BADAŃ

O ile to możliwe, takie studia i badania powinny być podejmowane przy współpracy ekumenicznej.

6.1. Studia o charakterze teologicznym.

    a. Różne rodzaje sekt w świetle Lumen gentium 16, Unitatis redintegratio i Nostra aetate.

    b. „Religijna” treść sekt „ezoterycznych” i głoszących „ludzkie możliwości”.

    c. Mistycyzm chrześcijański a poszukiwanie doświadczenia religijnego w sektach.

    d. Użytek czyniony w sektach z Biblii.

6.2. Studia interdyscyplinarne (historyczno-socjologiczno-te-ologiczno-antropologiczne).

    a. Sekty a wspólnoty wczesnochrześcijańskie.

    b. Uzdrawianie we wczesnym Kościele i w sektach.

    c. Rola postaci proroków i charyzmatyków (za ich życia i po śmierci).

    d. Sekty a religijność „ludowa”.

6.3. Studia psychologiczne i pasterskie (wydaje się iż większość z dotychczasowych prac należy do tej kategorii).

    a. Techniki werbowania i ich rezultaty.

    b. Długofalowe następstwa przynależności do sekty i „odprogramowania”.

    c. Potrzeby i przeżycia religijne młodzieży dorastającej i dorosłej w ich oddziaływaniu wzajemnym z dojrzewaniem seksualnym, w odniesieniu do sekt.

    d. Wzorce autorytetów w sektach, w odniesieniu do upadku autorytetu i tęsknota za nim w społeczeństwach współczesnych. e. Możliwość lub niemożliwość „dialogu” z sektami.

6.4. Sekty a rodzina.

    a. Reakcja rodziny na przynależność dzieci lub innych członków rodziny do sekty.

    b. Rozkład rodziny lub nieuporządkowany status rodziny a przyciąganie przez sekty.

    c. Przynależność do sekty a trwałość rodziny; naciski rodziny na dzieci, będące adeptami sekty. d. Modele rodziny i moralność małżeńska w sektach.

6.5. Kobiety w sektach.

    a. Możliwości samowyrażania się i podejmowania odpowiedzialności (por. sekty zakładane przez kobiety).

    b. Niższa pozycja kobiet w różnych typach sekt: chrześcijańskie grupy fundamentalistyczne, sekty orientalne, sekty afrykańskie, itd.

6.6. Adaptacja kulturowa i inkulturacja sekt oraz ich ewolucja w różnych kontekstach kulturowych i religijnych.

W tradycyjnych kulturach chrześcijańskich, w kulturach nowo zewangelizowanych, w społeczeństwach całkowicie zsekularyzowanych bądź poddanych szybkiemu procesowi sekularyzacji (o różnym jego działaniu na kultury zachodnie i „niezachodnie”). Migracje a sekty.

6.7. Studium ruchów młodzieżowych.

Historyczne i socjologiczne studium porównawcze ruchów młodzieżowych w Europie przed II wojną światową oraz uczestnictwa młodzieży we współczesnych sektach i kultach.

6.8. Wolność religijna w odniesieniu do sekt – aspekty etyczne, prawne i teologiczne.

Skutki działań władz państwowych i innych czynników społecznego nacisku. Wzajemne oddziaływanie czynników politycznych, ekonomicznych i religijnych.

6.9. Obraz sekt w opinii publicznej i wpływ opinii publicznej na sekty.

CZY W KOŚCIELE ISTNIEJĄ SEKTY?

„L’Osservatore Romano” , wyd. polskie, nr 11 (197)1997, s.54-58.

Od pewnego czasu w środkach przekazu mówi się o „sektach wewnątrzkościelnych” lub o „sektach wewnątrzkatolickich”. To negatywne określenie wymierzone jest przeciw całej serii ruchów i wspólnot, które powstały w ostatnich dziesięcioleciach. Podczas gdy wcześniej wiele z tych grup opatrywano etykietką „konserwatywnych” lub „fundamentalistycznych”, teraz próbuje się je odizolować jako „sekty wewnątrzkościelne”.[1] Przestrzega się przed nimi tak samo jak przed klasycznymi sektami lub tak zwanymi „religiami młodzieżowymi”, które nadwerężają zdrowie psychiczne swoich członków i traktują ich nieludzko. Wielu wiernych zdaje sobie sprawę, że zawsze w przeszłości istniały i nadal istnieją sekciarskie odłamy chrześcijaństwa. Wielu chrześcijan jednak z pewnym zaskoczeniem przyjmuje twierdzenie, że „sekty” istnieją jakoby także wewnątrz Kościoła, chociaż określane tym mianem grupy zyskały uznanie i aprobatę Kościoła.

1. Wyjaśnienie teologiczne

Pojęcie „sekty” wywodzi się ze środowiska religijno-kościelnego, ale ostatnio znajduje szersze zastosowanie także w sferze polityczno-społecznej. Z tego powodu traci cechy naukowej ścisłości i jednoznaczności. W potocznym języku jest coraz częściej stosowane w sposób sloganowy na oznaczenie pewnych grup uważanych za „niebezpieczne”, ponieważ nie przestrzegają fundamentalnych zasad liberalnego społeczeństwa demokratycznego.

Dość powszechnie przyjmuje się dzisiaj, że do cech wyróżniających sekty należą: formowanie elitarnych grup, które odcinają się od rzeczywistości społecznej, a nierzadko przyjmują wobec niej postawę sprzeciwu; tworzenie alternatywnych stylów życia, które często prowadzą do irracjonalnych skrajności i do niebezpiecznej przesady. Jako cechy wewnętrzne sekty – obok dążenia do określonego celu albo kultu jakiegoś duchowego idola – wymienia się: odrzucenie fundamentalnych wartości naszych czasów, takich jak wolność osobista i tolerancja, czemu towarzyszy aktywne działanie, czasem agresywne, na rzecz wartości przeciwnych; totalitarny styl życia; odebranie członkom wolności sumienia; zerwanie kontaktów z wszystkimi, którzy nie należą do danej grupy, oraz dążenie do rozciągnięcia kontroli na całe społeczeństwo lub na niektóre jego sektory. Gdy w jakiejś grupie zauważa się te cechy, natychmiast określa się ją jako sektę.

W języku religijnym, który bardziej adekwatnie (i dlatego bardziej precyzyjnie) opisuje to zjawisko, sekta to ugrupowanie, które oderwało się od wielkich Kościołów, Kościołów masowych. Często sekty zachowują wybrane wartości, idee religijne i formy życia wspólnot kościelnych, od których się oderwały. Te pierwotne elementy zostają w nich jednak wyniesione do rangi absolutu, wyizolowane i ujęte w ramy życia wspólnotowego, które zrywa wszelkie więzi z pierwotną społecznością i zabiega przede wszystkim o zachowanie i obronę samej siebie. W powiązaniu z tymi podstawowymi elementami można jeszcze wymienić następujące cechy charakterystyczne sekt: irracjonalne idee religijne (na przykład oczekiwanie bliskiego końca świata); odrzucenie wszelkiego porozumienia duchowego z osobami myślącymi inaczej; przesadny entuzjazm w przedstawianiu i realizowaniu własnej wizji; agresywny prozelityzm i przesadne poczucie misji w stosunku do świata, traktowanego pogardliwie; kategoryczna wiara w możliwość zbawienia jedynie ograniczonej liczby ludzi, należących do danej grupy.

W języku teologii katolickiej sekta odznacza się przede wszystkim odrzuceniem wspólnej prawdy biblijno-apostolskiej i podstawowych treści wiary. Dlatego w ocenie Kościoła sekta zawsze wiąże się z herezją lub schizmą.

Nie trzeba studiować teologii, żeby dostrzec podstawową sprzeczność zawartą w obiegowym określeniu „sekty wewnątrzkościelne”. W tezie o rzekomym istnieniu „sekt” wewnątrz Kościoła zawiera się ukryta przygana pod adresem Papieża i biskupów. Mają oni bowiem obowiązek badać doktrynę i działalność stowarzyszeń kościelnych i oceniać, czy są one zgodne z wiarą Kościoła. Dlatego odmowa ich uznania przez kompetentną władzę kościelną jest istotnym warunkiem określenia danego stowarzyszenia jako „sekty” w znaczeniu teologiczno-eklezjalnym. Sekty znajdują się poza Kościołem (nie uczestniczą też w ruchu ekumenicznym). Są izolowane, a ich samoświadomość nie pozwala im poddawać się osądowi władz kościelnych. Natomiast uznane wspólnoty kościelne pozostają w stałym kontakcie z władzami Kościoła, które badają ich statuty i sposób życia. Jest zatem czymś niestosownym, gdy pewne instytucje, osoby lub środki przekazu określają mianem sekt wspólnoty uznane przez Kościół czy wręcz traktują styl życia oparty na trzech radach ewangelicznych jako przejaw „praktyk sekciarskich”.

W myśl prawodawstwa kościelnego wierni mają prawo tworzyć stowarzyszenia. Zadaniem biskupów i Stolicy Apostolskiej jest badanie nowych wspólnot i ruchów – w języku św. Pawła mówi się też o nowych „charyzmatach” – i ewentualne uznanie ich autentyczności. Władza kościelna ma obowiązek wspomagać i rozwijać to, czego Duch Święty dokonuje w Kościele. Winna także interweniować i korygować ewentualne nieprawidłowości lub odchylenia w doktrynie i praktyce. Na tym właśnie polega zasadnicza różnica między sektą, która nie ma nad sobą i nie uznaje żadnej instancji nadrzędnej, a grupami kościelnymi, które świadomie i dobrowolnie podporządkowują się władzy kościelnej i zawsze gotowe są przyjąć ewentualną korektę z ich strony. Można wykazać na wielu konkretnych przykładach, że tak jest rzeczywiście.

Libero Gerosa formułuje zwięźle następujące podstawowe kryteria, które pozwalają uznać autentyczność charyzmatów: „Charyzmaty są to ‚szczególne łaski’, które Duch Święty rozdziela wedle własnego zamysłu ‚wiernym wszelakiego stanu’ i ‚przez które czyni ich zdolnymi i gotowymi do podejmowania rozmaitych dzieł lub funkcji mających na celu odnowę i dalszą pożyteczną rozbudowę Kościoła’. Są wśród nich charyzmaty ‚nadzwyczajne’ oraz ‚bardziej pospolite, a szerzej rozpowszechnione’, jednakże ocena autentyczności ich wszystkich, bez żadnego wyjątku, należy do tych, którzy ‚są w Kościele przełożonymi’ i którzy winni też zważać, aby nie gasić charyzmatów autentycznych”.[2]

W każdym przypadku nikt nie powinien się niepokoić, jeśli w środkach przekazu niektóre wspólnoty uznane przez Kościół nazywane są „sektami wewnątrzkościelnymi”. Nawet gdyby powstawały jakieś wątpliwości czy pytania, istnieje zawsze możliwość uzyskania dokładniejszych informacji od kompetentnych organów Kościoła.

2. Zjawisko „fundamentalizmu”>

Mianem „fundamentalizmu” określano pierwotnie ruch religijno-ideologiczny powstały w Stanach Zjednoczonych przed pierwszą wojną światową. Opowiadał się on za ściśle literalną interpretacją Biblii (zwłaszcza opisów stworzenia) i stał się zbiorowym ruchem konserwatywno-protestanckim. Typowe cechy współczesnego fundamentalizmu w kraju macierzystym są następujące: odrzucenie wszelkiej wizji historyczno-krytycznej tekstów biblijnych, skupienie uwagi na wyidealizowanej, prawie mitycznej przeszłości, odmowa pozytywnej oceny wszelkich przejawów nowoczesnego rozwoju świata, nieustępliwy moralizm, krytyczny zwłaszcza wobec nadużyć społeczeństwa konsumpcyjnego, czasem także pewne tendencje polityczne o charakterze skrajnie prawicowym oraz krytyczne poglądy na temat demokracji. We współczesnej filozofii i socjologii ten amerykański fundamentalizm jako przejaw American Civil Religion oceniany jest krytycznie, ale mimo wszystko traktowany jako zjawisko poważne, co stanowi konsekwencję nierozwiązywalnych sprzeczności skrajnego liberalizmu.

Nie ma związku z tą rzeczywistością pojęcie „fundamentalizmu religijnego”, powstałe dopiero w latach 80. w Europie – pojęcie dosyć mylące i nieprecyzyjne. Obejmuje ono zjawiska tak różnorodne, jak fanatyczny ekstremizm muzułmański, który domaga się nawet stosowania kary śmierci w przypadku odstępstwa od religii, a z drugiej strony także dążenie katolików do zachowania tradycyjnej wiary Kościoła. Zarzut „fundamentalizmu” stawia się bez żadnego rozróżnienia zarówno pewnym stowarzyszeniom kościelnym, które od początku uznają fundamentalne nauczanie Kościoła i są wierne Soborowi Watykańskiemu II, jak i zwolennikom abpa Marcela Lefebvre’a.

W praktyce określenie „fundamentalizm” jest często stosowane jako ogólnikowy zarzut przeciw komuś, kogo chce się zaatakować, a nie jako termin ujmujący pewne wyraźnie określone zjawisko religijne. W takim kontekście mówi się też czasem o „dogmatyzmie”, „integralizmie” i „tradycjonalizmie”, o „podejrzliwości w stosunku do ludzi myślących i żyjących inaczej” lub o „lęku przed samodzielnym myśleniem”.

Krytyka fundamentalizmu zwraca się przeciw przeżywaniu wiary w ostawie leku i niepewności, która nie pozwala na uznanie żadnego rozwoju dogmatu ani rozumienia prawdy, każe trzymać się uparcie sztywnych form i formuł, nie ma odwagi stawić czoła zmieniającej się praktyce życia codziennego. Krytyka tego rodzaju jest uzasadniona. Jednakże niektórzy krytycy skłonni są posądzać o fundamentalizm wszystkie grupy i ruchy, które mimo wielorakich przemian, jakie się obecnie dokonują, wierzą niezmiennie w istnienie trwałych prawd i zawsze obowiązujących wartości i nie chcą odejść od „pełni, ładu i piękna świata wiary katolickiej”.[3] Krytycy ci winni się zastanowić, czy sami raczej nie ulegają niebezpiecznej skłonności, łączącej relatywizm w stosunku do wartości i prawd z postawą swoistego absolutyzmu, który sam chce decydować o tym, co stanowi fundament współczesnej rzeczywistości życia i wiary.

W swej nowej książce Sól ziemi kard. Joseph Ratzinger odpowiada w sposób bardzo wyważony na pytanie o znaczenie fundamentalizmu i o zagrożenia z nim związane: „Wspólny element wielu różnych nurtów, określanych jako fundamentalistyczne, stanowi poszukiwanie pewności i prostoty wiary. Zjawisko to samo w sobie nie jest czymś negatywnym, jeśli zważymy, że wiara – jak często nam powtarza Nowy Testament – jest przecież przeznaczona dla ludzi prostych i dla ‚maluczkich’. (…) Poszukiwanie pewności i prostoty staje się niebezpieczne tylko wówczas, gdy prowadzi do fanatyzmu i do duchowej ciasnoty. Gdy łączy się to z nieufnością wobec rozumu, wówczas sama wiara ulega zafałszowaniu i staje się swego rodzaju stronniczą ideologią, która nie ma nic wspólnego z ufnym zawierzeniem żywemu Bogu, który jest pierwotnym źródłem naszego życia i naszego rozumu. Rodzą się wówczas patologiczne formy religijności, takie jak poszukiwanie objawień, kontaktów z drugim światem i wiele innych podobnych praktyk. Jednakowoż teologowie, zamiast krytykować nieustannie fundamentalizm, powinni się raczej zastanowić, w jakiej mierze sami ponoszą odpowiedzialność za to, że coraz więcej ludzi szuka ucieczki w ciasnych i wypaczonych formach religijności. Kiedy stawia się wyłącznie pytania, a nie wskazuje się pozytywnej drogi wiary, ucieczki tego typu stają się nieuniknione”.[4]

3. Konkretne zarzuty

W pierwszej części artykułu staraliśmy się wyjaśnić pokrótce pojęcia „sekty” i „fundamentalizmu”, w drugiej natomiast zajmiemy stanowisko wobec poszczególnych zarzutów stawianych nowym wspólnotom kościelnym. Jak stwierdziliśmy, grupy i ruchy uznane przez Kościół nie mogą być określane jako „sekty”, ponieważ aprobata władz kościelnych oznacza, iż są one zakorzenione w Kościele. Zarzuty wysuwane wobec nowych charyzmatów, mimo ich uznania przez Kościół, są czasem bardzo poważne. W związku z tym trzeba pamiętać, że należy zawsze rozróżniać miedzy doktryną i praktyką tych wspólnot, uznanych przez Kościół jako charyzmaty, a ułomnościami poszczególnych osób. Wszyscy jesteśmy świadomi niedoskonałości ludzkiego działania. Dlatego raz jeszcze podkreślamy, że władza kościelna powinna interweniować w przypadkach, gdy dochodzi do wypaczeń.

Konkretne zarzuty są następujące: „pranie mózgu”, izolacja i oderwanie od świata, wyobcowanie z rodziny, uzależnienie od postaci charyzmatycznych, ustanawianie własnych struktur wewnątrzkościelnych, łamanie praw człowieka, problem byłych członków. Jak należy odpowiedzieć na te zarzuty?

„Pranie mózgu”: tego określenia nie można stosować nawet w przypadkach zmiany osobowości, które często spotyka się w sektach. Termin ten oznacza bowiem nieludzkie metody stosowane przez reżimy totalitarne w celu oddziaływania na osobowość człowieka i wywoływania w niej pożądanych zmian. Nie ma on zatem żadnego zastosowania do formacji członków wspólnot kościelnych. Formacja bowiem jest przemianą dobrowolną, szanującą godność człowieka, przemianą całego człowieka w Chrystusie, której punktem wyjścia jest programowe wezwanie Jezusa do nawrócenia i do przyjęcia wiary (por. Mk 1, 14 n.). Kto idzie za tym wezwaniem mocą łaski i dobrowolnie, zaczyna patrzeć w perspektywie wiary na wszystkie wymiary życia. O takiej przemianie mówi także św. Paweł w jednym ze swoich listów: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe” (Rz 12, 2). W tradycji chrześcijańskiej proces ten znany jest jako metanoia – przemiana życia. Punktem wyjścia takiej przemiany życia jest doświadczenie człowieka, który został powołany przez żywego Boga do pójścia za Nim pewną określoną drogą. Nawrócenie jest procesem żywym, który wciąż na nowo wymaga od chrześcijanina podejmowania dobrowolnej decyzji. Wspólnoty kościelne mają obowiązek czuwać nad tym, aby była to decyzja rzeczywiście dobrowolna. Ma to gwarantować także cała seria przepisów prawa kanonicznego.

Izolacja i oderwanie od świata: Ewangelia głosi, że chrześcijanie nie są „ze świata” (J 17, 16), ale pełnią swoją misję „w świecie” (por. J 17, 18). Oddzielenie się od świata nie oznacza oddzielenia od ludzi, od ich radości, trosk i potrzeb, ale oddzielenie od grzechu. Dlatego Jezus modli się za swoich uczniów: „Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego” (J 17, 15). Jeśli chrześcijanie nie robią pewnych rzeczy tak jak inni i nie dostosowują się do panującej mody, to nie znaczy, że „pogardzają” światem. Odrzucają jedynie to, co jest sprzeczne z wiarą i co przestało być dla nich ważne, ponieważ znaleźli „skarb ukryty w roli” (Mt 13, 44). Jedność z Chrystusem winna ich przynaglać nie do ucieczki we własny świat, ale do uświęcania świata, do przekształcania go w duchu prawdy, sprawiedliwości i miłości. W społeczeństwie zdominowanym przez mass media, w którym Kościół musi być „przejrzysty” niczym „dom z kryształu”, istnieje także potrzeba wyrazistego świadectwa, o jakim mówi św. Piotr w swoim Pierwszym Liście: „bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest” (1 P 3, 15). Dotyczy to również wspólnot kontemplacyjnych, które żyją za murami klasztorów i przez modlitwę oraz wyrzeczenia służą dobru ludzkości. Kościół jest bowiem z jednej strony „społecznością sprzeciwu”,[5] ale zarazem wspólnotą misyjną działającą pośród świata.

Sobór Watykański II wielokrotnie zwraca uwagę na ten aspekt Kościoła, cytując między innymi starożytny List do Diogneta. List ten, pochodzący z II lub III w., podkreśla, że chrześcijanie tak jak wszyscy ludzie żyją w świecie, ale zarazem przeciwstawiają się duchowi świata, ponieważ zmierzają do celu, który znajduje się poza tym światem. W ten właśnie sposób spełniają swoją misję dla dobra świata.

„Krótko mówiąc: czym dusza w ciele, tym w świecie chrześcijanie. Dusza przenika wszystkie członki ciała, chrześcijanie wszystkie miasta świata. Dusza żyje w ciele, ale nie należy do ciała, chrześcijanie żyją w świecie, ale nie należą do świata.

Dusze więzi widzialne ciało, ale sama pozostaje niewidzialna, chrześcijan dostrzegają wszyscy, ale nikt nie widzi ich religii. Dusza ma w ciele wroga, chociaż mu nic złego nie zrobiła, lecz tylko wzbrania się dzielić jego rozkosze; chrześcijan wrogiem jest świat, choć w niczym go nie skrzywdzili, lecz tylko unikają jego uciech. (…) Chrześcijanie żyją w doczesności, licząc na życie wieczne. Dusza wzrasta w doskonałości pod wpływem umartwienia przez posty i czuwanie nocne, chrześcijanie z dnia na dzień wzrastają w liczbę pod wpływem prześladowania. Oto rola, którą im Bóg wyznaczył i z której nie wolno im zrezygnować”.[6]

Wyobcowanie z rodziny: Obowiązek okazywania szacunku rodzicom i innym członkom rodziny, otoczenia ich miłością i troską, to istotny element chrześcijańskiego orędzia. Kiedy jednak Jezus wzywa człowieka, by poszedł za nim drogą szczególnej konsekracji, wymaga też oderwania się od rodziny: apostołowie porzucili rodziny, pracę, rodzinne strony. Taki sposób naśladowania Chrystusa przetrwał w dziejach aż do naszych dni. Niektórzy rodzice cieszą się z takiej decyzji swojego syna czy córki, ale może się ona stać również przyczyną konfliktów w łonie rodziny; mówi o tym sam Jezus (por. Mt 10, 37).

Nie zawsze łatwo jest pozwolić odejść własnemu dziecku, nawet w przypadku gdy zawiera związek małżeński. Jeżeli jednak ktoś opuszcza dom, aby pójść za wezwaniem Jezusa, i czyni to w sposób całkowicie wolny, nie można stawiać zarzutu wspólnocie, że wywarła na niego niewłaściwy wpływ. Krytyka byłaby uzasadniona tylko wówczas, gdyby próbowano celowo doprowadzić do całkowitego zerwania z rodzicami, którzy również wybrali jakąś drogę życia chrześcijańskiego. Każdy członek rodziny ma bowiem prawo wybrać swoją życiową drogę wedle własnego uznania. Także w tej dziedzinie potrzebna jest tolerancja i szacunek dla decyzji podyktowanych przez sumienie.

Niewątpliwie w przeszłości powstawały nieraz trudne sytuacje i nawet dzisiaj dochodzi czasem do konfliktów, na przykład kiedy wspólnoty próbują wywierać wpływ na nieletnich wbrew woli rodziców albo kiedy rodzice nie rozumieją i nie akceptują decyzji swojego dziecka, które chce wstąpić do wspólnoty zakonnej. Jeżeli jednak naśladuje się Chrystusa z miłością, konsekwentnie, ale z zachowaniem postawy chrześcijańskiego szacunku, oraz jeśli respektuje się wolne wybory każdego, można stworzyć relacje oparte na zaufaniu między rodziną „naturalną” a „duchową”, co przynosi bardzo pozytywne skutki. Wiele osób może to potwierdzić własnym doświadczeniem.

Uzależnienie od postaci charyzmatycznych: Należy bardzo starannie odróżniać osoby, które wykorzystują swoje zdolności w sposób egoistyczny i zafałszowany, aby panować nad innymi i zmuszać ich do uległości, od postaci naprawdę charyzmatycznych, jakie również dzisiaj można znaleźć w Kościele. Ofiarowują one całe swoje życie „przez miłość nieobłudną” (por. 2 Kor 6, 6) dla Kościoła i dla dobra ludzi. W dziejach zbawienia wielokrotnie stykamy się z takimi postaciami, obdarzonymi szczególnymi zdolnościami. Ich „prawzorem” jest sam Jezus Chrystus. W Jego szkole niezliczeni ludzie znaleźli drogę życia i szczęście. Założyciele zakonów i inne postaci charyzmatyczne, jak na przykład święci Benedykt czy Ignacy, Klara czy Angela Merici, starali się zdobywać innych dla Chrystusa. Nie naruszając wolności dzieci Bożych, przekazali innym nadprzyrodzone bogactwo swojego życia i zawsze okazywali posłuszeństwo władzom kościelnym. Czy nie powinniśmy być wdzięczni Bogu za to, że również dzisiaj daje nam ludzi tak pełnych ducha? Czy zachowując struktury rozwinięte już i umocnione, nie powinniśmy zarazem być otwarci na tchnienie Ducha Świętego, który jest „duszą” Kościoła?

Ustanawianie własnych struktur wewnątrzkościelnych: Często wysuwa się zarzut, że niektóre grupy tworzą „Kościół w Kościele”. Aby uniknąć takiego niebezpieczeństwa, trzeba nieustannie zabiegać o utrzymanie zrównoważonych relacji między istniejącymi strukturami kościelnymi, zwłaszcza parafialnymi, a nowymi grupami. Kard. J. Ratzinger tak pisze na ten temat: „Mimo wszystkich przemian, jakich można się spodziewać, jestem przekonany, że parafia pozostanie podstawową komórką życia wspólnotowego. (…) Jak prawie zawsze w przeszłości będą istniały grupy skupione wokół pewnego charyzmatu, wokół postaci założyciela lub określonej drogi duchowej. Między parafią a ‚ruchem’ musi istnieć relacja wzajemnej owocnej wymiany: ruch potrzebuje więzi z parafią, aby nie stać się sektą, a parafia potrzebuje ruchów, aby nie zamknęła się sama w sobie i nie zastygła w sztywnych schematach. Już dzisiaj istnieją nowe formy życia zakonnego pośród świata. Kto przygląda się uważnie rzeczywistości Kościoła, może już dziś dostrzec zaskakująco wiele nowych form życia chrześcijańskiego, w których jest już obecny wśród nas Kościół jutra”.[7]

Łamanie praw człowieka: Od najdawniejszych czasów rdzeniem życia konsekrowanego było naśladowanie Chrystusa przez celibat (dziewictwo), posłuszeństwo i ubóstwo. Kto wybiera tę drogę i po latach namysłu i modlitwy podejmuje wynikające z niej zobowiązania, dobrowolnie rezygnuje z określonych praw: z prawa do zawarcia małżeństwa, prawa do kierowania własnym życiem, prawa do samodzielnego nabywania dóbr materialnych i rozporządzania nimi. Sobór naucza: „Rady ewangeliczne dotyczące poświęconej Bogu czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, jako ugruntowane w słowach i przykładach Pana, a zalecane przez Apostołów, Ojców i Doktorów Kościoła oraz pasterzy, są darem Bożym, który Kościół otrzymał od swego Pana i z łaski Jego ustawicznie zachowuje”.[8] Wybór takiej formy życia, jeżeli został dokonany dobrowolnie, nie sprzeciwia się prawom człowieka, ale jest odpowiedzią na szczególne powołanie Chrystusa. Osoby kierujące różnymi wspólnotami mają jednak obowiązek wspomagać szczerym sercem dobrą wolę członków, tak aby mogła przynosić owoce w duchu prawdziwej communio, dla zbudowania Kościoła i dla dobra ludzi.

Problem byłych członków: We wszystkich wspólnotach zakonnych osoby nowo wstępujące przeżywają najpierw pewien etap przygotowawczy, który pozwala na wzajemne poznanie się, na wzrost, na refleksję nad samym sobą, i przygotowuje do podjęcia definitywnych decyzji. Przełożeni mają również prawo usunąć pewne osoby, jeśli istnieją po temu poważne przyczyny. Zdarzają się niestety również przypadki odejścia lub usunięcia osób, które podjęły już nieodwołalne decyzje. Są ludzie, którzy opuściwszy daną wspólnotę zachowują z nią przyjazne więzi, choć za obopólnym porozumieniem idą dalej własną drogą. Rzecz jasna, wspólnoty uznane przez Kościół dają swoim członkom i byłym członkom także możliwość odwołania się – w przypadku konfliktów – do kompetentnych instancji kościelnych.

Wśród byłych członków zdarzają się jednak i tacy, którzy wykorzystują środki społecznego przekazu, aby rozpowiadać o swoich negatywnych doświadczeniach. Zawsze gdy grupa ludzi żyje razem, wychodzą na jaw ich ograniczenia i ułomności. Nie ma jednak podstaw, aby przedstawiać trudności, z jakimi ktoś zetknął się w ramach danej wspólnoty, jako problemu dotyczącego wszystkich, chociaż tego typu negatywne doświadczenia jednostek są bolesne dla całej wspólnoty Kościoła.

Takie negatywne doświadczenia stają się z kolei przedmiotem zainteresowania świeckich środków przekazu, które jednak nie zajmują się kwestiami doktrynalnymi, ale jedynie ludzkimi zachowaniami i ich konsekwencjami. W dyskusjach podkreśla się fakt, że Kościół w swoich różnych wspólnotach jest „społecznością sprzeciwu” wobec społeczeństwa liberalnego i świeckiego. „Kto akceptuje religie wyłącznie pod postacią religii ‚kulturowej’, dostosowanej do mentalności społeczeństwa, temu wszystkie formy bardziej radykalne będą się wydawać podejrzane”.[9] Jeżeli krytyka opiera się na faktach rzeczywiście dyskusyjnych, powinna stać się dla władz kościelnych bodźcem do wnikliwej kontroli; krytyka może zresztą przyczynić się też do oczyszczenia i wzrostu danej wspólnoty. Watykański raport z 1986 r. na temat „Zjawiska sekt i nowych ruchów religijnych” stwierdza, że pewne postawy sekciarskie (jak na przykład wzmiankowana w tymże raporcie nietolerancja lub agresywny prozelityzm) nie wystarczają, by można było mówić o istnieniu sekty, oraz że takie postawy zdarzają się również w pewnych wspólnotach kościelnych. Wspólnoty takie – czytamy w tekście – „mogą przejść stopniową ewolucję dzięki pogłębieniu formacji oraz kontaktom z innymi chrześcijanami. W ten sposób mogą się rozwinąć w kierunku postawy bardziej ‚eklezjalnej'”.[10] Postawa eklezjalna wymagana jest od obydwu stron: od poszczególnych wspólnot, aby przedstawiały swój charyzmat jako dar jeden z wielu (opierając się pokusie „kościelnego absolutyzmu”), ale także od tych wszystkich, którzy nie mają bezpośredniego kontaktu z takimi formami życia kościelnego, aby umieli rozpoznać w tych wspólnotach dar Ducha Świętego, który daje życie – dar, który wielu ludziom otwiera drogę do wiary.

W wielu krajach świata budzi się dziś nowe pragnienie bardziej radykalnego przeżywania orędzia Chrystusa, mimo wszelkich ludzkich słabości, i służenia Kościołowi w jedności z Ojcem Świętym i z biskupami. Wielu dostrzega w nowych charyzmatach znak nadziei. Inni uznają je za zjawiska dziwne, inni znów przyjmują je jako wyzwanie czy wręcz jako wyrzut, przed którym się bronią, czasem także przez ich krytykę. Niektórzy z kolei próbują upowszechniać pewną formę humanizmu, która coraz bardziej odrywa się od swoich chrześcijańskich korzeni. Nie powinniśmy jednak zapominać, że „soborowe słowa o Ecclesia semper reformanda wskazują nie tylko na konieczność refleksji nad strukturami, ale także na potrzebę otwierania się na wciąż nowe rzeczywistości oraz wystrzegania się zbyt układnych stosunków z duchem czasu”>[11].

Abp Christoph Schönborn
Ordynariusz Wiednia


[1] Por. Hans Gasper, Ein problematisches Etikett. Mit dem Sektenbegriff sollte man behutsam umgehen, „Herder Korrispondenz” 50 (1996), 577-580; Hans Maier, Sekten in der Kirche? Es mul) Platz geben fur unterschiedliche Wege, „Klerusblatt” 76 (1996), 208.

[2] Libero Gerosa, Charisma und Recht, Trier 1989, 66; w tekście cytaty z Lumen gentium, 12.

[3] Leo Scheffczyk, Katholische Glaubenswelt, Wahrheit und Gestalt, Aschaffenburg 1977, 351.

[4] Joseph Ratzinger, // sale delia terra. Cristianesimo e Chiesa cattolica nella svol-ta del millennio. Un colloquio con Peter Seewald, Torino 1997, 156n.

[5] Por. Gerhard Lohfink, Wie hat Jesus Gemeinde gewollt?, Freiburg 1993, 142n, 181n.

[6] List do Diogneta, 6, tłum. za: ks. Marian Michalski, Antologia literatury patrystycznej, IW „Pax” 1975, t. 1, 119.

[7] Joseph Ratzinger, dz. cyt., 229n.

[8] Lumen gentium, 43.

[9] Hans Gasper, dz. cyt.

[10] Sekretariat ds. Jedności Chrześcijan, Sekretariat ds. Niechrześcijan, Sekretariat ds. Niewierzących, Papieska Rada ds. Kultury, Raport wstępny Zjawisko sekt i nowych ruchów religijnych, Wprowadzenie: „Enchiridion Vaticanum” 10, (1986-1987), 254.

[11] Hans Maier, dz. cyt. l

RAPORT COTTRELLA

Raport został sporządzony w imieniu Komisji Młodzieży, Kultury, Wychowania, Informacji i Sportu i jest poświęcony działalności pewnych „nowych ruchów religijnych” na terenie państw Wspólnoty Europejskiej. Sprawozdawca: Mr Richard Cottrell.

Na posiedzeniu sesji, które odbyły się 19 kwietnia i 10 czerwca 1982 r., Parlament Europejski odesłał do Komisji Młodzieży, Kultury, Informacji, Sportu oraz do Komisji prawnej projekt rezolucji, przedstawiony przez M. Balfe, a odnoszący się do działalności Kościoła Zjednoczenia (Unification Churchi), kierowanego przez Sun Myung Moona (dok. 1-109/82), i projekt rezolucji, przedstawiony m.in. przez panią Wieczorekzeul, poświęcony problemom związanym z działalnością Towarzystwa na rzecz Zjednoczenia Światowego Chrześcijaństwa Sun Myung Moona (dok. 12/82).

28 września sprawozdawcą Komisji Młodzieży, Kultury, Wychowania, Informacji i Sportu wybrany został R. Cottrell. Komisja rozpatrywała projekt raportu na posiedzeniach, które odbyły się 18 i 19 stycznia 1983 r., 16 i 17 marca 1983 r., 25 i 26 kwietnia 1983 r., 4 listopada 1983 r., 25 i 26 stycznia 1984 r. oraz 20 i 21 marca 1984 r.

Analizując ów dokument Komisja kierowała się wskazówkami udzielonymi jej przez organizacje i pojedyncze osoby zajmujące się problematyką nowych ruchów religijnych.

W trakcie posiedzenia w dniach 20 i 21 marca 1984 r. Komisja przyjęła projekt rezolucji 13 głosami za, przy jednym wstrzymującym się. W głosowaniu uczestniczyli deputowani: Belmer, przewodniczący; Fajardie, Hann, wiceprzewodniczący; Cottrell, sprawozdawca; Alexiadis, Bocklet (w zastępstwie za deputowanego Pedini); Bord (w zastępstwie za deputowanego Geronimi); Brockes, Cinciari Rodano (w zastępstwie za deputowanego Fanti); Gaiotti de Biase; Gerokostopulos, Rolland, Simmonds i Yiehoff.

Do niniejszego raportu dołączona została nota Komisji prawnej. Raport został przesłany 23 marca 1984 r. Termin składania poprawek przewidziany został w projekcie porządku obrad obu sesji, w trakcie których będzie analizowany niniejszy raport.

A. PROJEKT REZOLUCJI

Poświęconej działalności pewnych ruchów religijnych na terenie państw Wspólnoty Europejskiej.
Parlament Europejski

        
    • uznając zasadę sformułowaną w 9 artykule Konwencji europejskiej odnoszącym się do przestrzegania praw człowieka;   
    • w powołaniu na Traktat Rzymski, a szczególnie artykuł 220;   
    • mając na względzie Międzynarodowy Rok Młodzieży, który został przewidziany na 1985 r.;   
    • uwzględniając projekty rezolucji dotyczących:   
    • problemów związanych z działalnością Towarzystwa na rzecz Zjednoczenia Światowego Chrześcijaństwa Sun Myung Moona (dok. 1-2/82);   
    • działalności Kościoła Zjednoczenia (Unification Church) kierowanego przez Sun Myung Moona (dok. 1-109/82);   
    • uwzględniając raport Komisji Młodzieży, Kultury, Wychowania, Informacji i Sportu oraz notę Komisji prawnej (dok. 1-47/84):

    a) biorąc pod uwagę niepokój, jaki wśród mieszkańców europejskich państw i ich rodzin wzbudza działalność organizacji określanych jako nowe ruchy religijne, w tej mierze, w jakiej godzą one w prawa obywatela i w prawa człowieka oraz wpływają na pogorszenie społecznej sytuacji tych, którzy ulegli ich wpływom;

    b) potwierdzając zasadę całkowitej wolności słowa i religii, jaka obowiązuje w państwach członkowskich Wspólnoty Europejskiej, Wspólnota nie rości sobie żadnego prawa do oceny religijnych wierzeń w ogólności, a religijnej działalności w szczególności;

    c) w przekonaniu, że w tej dziedzinie nie została zakwestionowana słuszność religijnych wierzeń, lecz legalność metod pozyskiwania nowych członków i ich traktowanie;

    d) uwzględniając fakt, że problemy związane z pojawieniem się nowych ruchów religijnych są zjawiskiem międzynarodowym i dotyczą wszystkich państw członkowskich, choć w różnym stopniu, i że w wielu z nich przedsięwzięte już zostały odpowiednie środki prawne przez władze rządowe;

    e) biorąc pod uwagę, że przejawiany przez adeptów owych ruchów brak zainteresowania życiem, jakie dawniej prowadzili, wywołuje określone negatywne reperkusje społeczne, w sferze ustawodawstwa pracy, dla całości społeczeństwa i jego organizacji:

1. Uznaje za konieczne, aby Rady kompetentnych ministrów – a mianowicie ministrów spraw wewnętrznych i ministrów sprawiedliwości, zbierających się w ramach współpracy polityków europejskich, jak i Rada ministrów pracy i opieki społecznej – w możliwie najkrótszym terminie zorganizowały wymianę informacji na temat problemów, związanych z działalnością niektórych nowych ruchów religijnych, i przeanalizowały szczegółowo następujące kwestie:

    a). sposoby uzyskiwania przez te ruchy dochodów i zwolnienia podatkowe, z jakich korzystają;

    b). przestrzeganie obowiązujących w różnych państwach członkowskich praw, jeśli chodzi o prawo pracy i opieki społecznej, na przykład:

    c). konsekwencje braku poszanowania tych praw w społeczeństwie;

    d). poszukiwanie osób zaginionych i możliwość współpracy w tym względzie z trzecimi krajami;

    e). sposób, w jaki gwałcone jest prawo do osobistej wolności adeptów tych ruchów;

    f). utworzenie organizacji, które osobom opuszczającym te ruchy ofiarują pomoc prawną, a także pomogą im włączyć się na nowo w życie społeczne i zawodowe;

    g). istnienie pewnych luk prawnych, wynikających z legislacyjnych różnic między poszczególnymi państwami członkowskimi, co powoduje, że działalność zabroniona w jednym kraju, jest legalna w innym.

2. Uznaje za konieczne, aby każdy sąd odnoszący się do nowych ruchów religijnych opierał się na następujących kryteriach:

    a). osoby, które nie osiągnęły dojrzałości, nie mogą być nakłaniane do składania ślubów, wpływających w zasadniczy sposób na ich przyszłość;

    b). wszelkie zaangażowanie o charakterze finansowym czy osobistym powinien poprzedzać wystarczająco długi okres refleksji;

    c). rodziny i przyjaciele osób przystępujących do ruchu powinni nadal móc utrzymywać z nimi kontakt;

    d). od członków, którzy rozpoczęli cykl kształcenia, nikt nie może żądać jego ukończenia;

    e). powinny być respektowane następujące prawa osobiste:
    – prawo do swobodnego porzucenia ruchu;
    – prawo do nawiązania kontaktu z rodziną czy przyjaciółmi: osobistego, listownego lub telefonicznego;
    – prawo do wyrażania niezależnej opinii (w sądzie i gdziekolwiek indziej);
    – prawo do leczenia;

    f). nikt nie może być nakłaniany do przekraczania prawa, szczególnie jeśli chodzi o zbieranie funduszy, na przykład żebrząc czy się prostytuując;

    g). ruchy nie mogą żądać żadnych stałych zobowiązań od potencjalnych członków, na przykład studentów czy turystów przebywających czasowo w danym kraju;

    h). po pozyskaniu adepta natychmiast należy mu podać nazwę i zasady ruchu; i). na żądanie kompetentnych władz ruchy powinny przekazywać wszelkie informacje dotyczące miejsca zamieszkania czy pobytu swoich członków;

    j). nowe ruchy religijne powinny czuwać, aby osoby zależne od nich i pracujące na ich rzecz miały zapewnioną odpowiednią opiekę społeczną w państwach członkowskich, w których pracują czy przebywają;

    k). jeśli członek danego ruchu wyjeżdża na koszt ruchu za granicę, wszelkie konsekwencje takiego wyjazdu ponosi ruch, szczególnie w przypadku choroby adepta;

    l). członkowie ruchu powinni być natychmiast powiadamiani o telefonach od rodzin i bezwłocznie powinni otrzymywać całą korespondencję, która do nich przychodzi;

    m). kierownictwo ruchu powinno czuwać, aby dzieci członków otrzymały odpowiednie wychowanie i wykształcenie i unikać wszystkiego, co mogłoby zagrozić pomyślności dziecka.

3. Wzywa Komisję:

      
  • do przedstawienia danych – ewentualnie w celu przesłania do banku danych – na temat międzynarodowych powiązań nowych ruchów religijnych z uwzględnieniem fałszywych nazw i organizacji-widm, a także ich działalności w państwach członkowskich; i szczególnie do wskazania środków przedsięwziętych do chwili obecnej przez rządy, przede wszystkim przez służby policyjne i sądy, przeciwko owym ruchom w przypadku pogwałcenia prawa; oraz podania wniosków, do jakich doszły rządowe komisje badające problem nowych ruchów religijnych;   
  • do przedłożenia Radom kompetentnych ministrów projektów rezolucji opracowanych przez Komisję w celu zapewnienia obywatelom państw Wspólnoty skutecznej ochrony.

4. Zobowiązuje Rady kompetentnych ministrów do przeanalizowania – na bazie danych i projektów rezolucji – problemów związanych z działalnością tych ruchów. Państwa członkowskie w powołaniu na artykuł 220 Traktatu Rzymskiego powinny w ten sposób móc zapewnić obronę praw swoich obywateli.

5. Uważa za pożądane, aby prowadzić te prace równolegle na forum Rady Europy, i wzywa państwa członkowskie, aby od tej chwili przystąpiły do opracowywania konwencji gwarantujących jednostce skuteczną ochronę przed członkami tych ruchów oraz przed fizycznymi i moralnymi szkodami, jakie powodują.

6. Zobowiązuje przewodniczącego do przekazania niniejszej rezolucji Komisji i Radzie Wspólnot europejskich, rządom i parlamentom państw członkowskich, a także Radzie Europy.

B. PRZEDSTAWIENIE MOTYWÓW

1.1. W ostatnim dziesięcioleciu nastąpił gwałtowny rozwój tzw. nowych ruchów religijnych. Naukowcy wolą mówić o nowych ruchach religijnych niż o „sektach i kultach religijnych”. Przyznajemy, że zarówno jedno, jak i drugie sformułowanie jest nieadekwatne, ale porównując w trakcie badań setki organizacji, których źródła i motywy działania są bardzo różnorodne, zdecydowaliśmy się pozostać przy tym ogólnym, opisowym wyrażeniu. Większość ruchów opiera swoje wezwanie do potencjalnych członków na filozofii, wedle której oficjalne czy tradycyjne religie nie spełniły swego zadania, tak więc społeczeństwo potrzebuje zmiany orientacji. Często mają one wschodnie czy egzotyczne zabarwienie, większość z nich „stanowi import” z Azji albo są to warianty – niektórzy mówią o mutacjach – wschodnich filozofii. Zasadniczym terenem ich działania są Stany Zjednoczone – szczególnie Kalifornia – skąd przywędrowały do Europy.

1.2. Natura i działalność tych organizacji wzbudza niepokój w miarę, jak się rozprzestrzeniają. Prawie wszystkie są w jakiś sposób kontrowersyjne. Chodzi o oskarżenia o przestępstwa podatkowe i inne oszustwa czy też, na płaszczyźnie społecznej, o rozpacz, w jakiej pogrążają rodziny, i szkody, jakie powodują w psychice adeptów.

1.3. Ukazało się wiele obszernych prac poświęconych zjawisku nowych ruchów religijnych; badania prowadzone na przykład w Anglii, Niemczech czy w Danii w wielkim stopniu przyczyniły się do poznania tych ruchów i do sformułowania odpowiedzi, jakiej społeczeństwo powinno sobie udzielić wobec ich rozwoju. Tymczasem – na wszystkie rządy państw członkowskich Wspólnoty, jak i na rządy państw graniczących ze Wspólnotą – wywierany jest coraz silniejszy nacisk, aby znalazły one jakiejś prawne rozwiązanie tego zagadnienia. Jest to zadanie niezwykle delikatne, zważywszy na fundamentalną konieczność zapewnienia współistnienia demokracji z wielością ideałów i najbardziej nawet nieprawdopodobnymi, dziwnymi czy ekscentrycznymi wierzeniami.

1.4. Niniejszy dokument nie zmierza oceniać słuszności podstawy danego wierzenia. Nie musimy też precyzować, że wierzenia o charakterze religijnym są sprawą osobistego wyboru i nie mogą być przedmiotem interwencji władz publicznych. Ani w niniejszym przedstawieniu motywów, ani w projekcie rezolucji nie zamierzaliśmy w żadnym razie domagać się kontroli wierzeń. Przedmiotem naszego zainteresowania są, mówiąc najogólniej, konsekwencje, jakie dla społeczeństwa pociąga za sobą przynależność jednego z jego członków do nowych ruchów religijnych.

1.5. Nasz niepokój budzi w tym momencie masowe samobójstwo popełnione w Jonestown w Gujanie przez adeptów proroka, który sam się za takiego ogłosił. Widok trupów mężczyzn, kobiet, dzieci, a nawet zwierząt domowych wywołał wzburzenie na całym świecie. Członek Kongresu amerykańskiego,który udał się na miejsce, aby zbadać sprawę złego traktowania i więzienia adeptów, został także zamordowany. Ruch przeniósł się ze Stanów Zjednoczonych do Ameryki Południowej pod pretekstem prześladowań. Pretekst ten jest często wykorzystywany przez różne organizacje, kiedy zaczyna się badać motywy ich działania lub uczciwość.

1.6. Niniejszy raport został opracowany na podstawie krytycznych relacji na temat działalności Kościoła Zjednoczenia, czyli tzw. ruchu moonies (munistów), od imienia założyciela Kościoła, Koreańczyka Sun Myung Moona, które otrzymała Komisja Młodzieży, Kultury, Wychowania, Informacji i Sportu. Techniki pozyskiwania adeptów, znane jako love bombing, dosłownie „bombardowanie przez miłość”, były szeroko krytykowane i ostro zwalczane przez rodziców. Znamy przykłady rodziców, którzy aby wyrwać swoje dzieci z Kościoła Zjednoczenia, uciekali się do pomocy zawodowych porywaczy i korzystali z usług specjalistów stosujących techniki zdeprogramowania. Takie praktyki nie mogłyby być tolerowane. Tak czy owak fakt, że dotyczą one w większości Kościoła Zjednoczenia, nawet jeśli interwencje „porywaczy” i „deprogramatorów” nie ograniczają się tylko do adeptów tego Kościoła, jest bardzo symptomatyczny.

Ukazało się wiele, przede wszystkim krytycznych, prac na temat Kościoła Zjednoczenia. Raport Trasera, który relacjonuje badania Kongresu Stanów Zjednoczonych dotyczące stosunków między tym krajem a Koreą, trzecią część swoich obszernych wywodów poświęca rozwojowi – tak ją nazywa – „organizacji Moona”, przeprowadzając na przykład dogłębną analizę powiązań tego ruchu z tajnymi służbami koreańskimi oraz handlem bronią. W USA Moon został oskarżony o poważne przestępstwa podatkowe (toczy się proces). W Anglii brytyjskie odgałęzienie Kościoła Zjednoczenia wytoczyło długi i kosztowny proces gazecie o zasięgu krajowym „Daily Mail”, która oskarżyła je o rozbijanie rodzin. Wygrała gazeta. W Basancon „porwanie” przez rodziców młodej dziewczyny należącej do ruchu moonies, odbiło się echem w całej Francji. Byli oni zresztą zmuszeni skorzystać z porad specjalistów od zdeprogramowania. Córka próbowała wnieść przeciwko nim oskarżenie. Wracając znowu do Anglii, Attorney-General nakazał odebrać status organizacji dobroczynnej dwom ruchom związanym z Kościołem Zjednoczenia, jednak komisarze, którym podlega działalność dobroczynna, uznali, że decyzja ta przekracza ich kompetencje. Przed ostatnimi wyborami do Parlamentu Attorney-General wniósł sprawę do Sądu Najwyższego. Byli członkowie Kościoła Zjednoczenia w swoich książkach mówią o tym, że stali się prawie automatami, przez wiele godzin wałęsającymi się po ulicach w poszukiwaniu funduszy dla ruchu. Eillen Baker z London Shool of Economics, która przeprowadziła dogłębne studia nad Kościołem Zjednoczenia, twierdzi, iż ruch ten pada najczęściej ofiarą sensacyjnych reportaży w popularnej prasie, które nie opisują szerzej jego filozofii. Podobne zastrzeżenia wysunęli też inni badacze. Jak już jednak powiedzieliśmy, przedmiotem zainteresowania Parlamentu Europejskiego nie jest prawdziwość czy słuszność wierzeń.

1.7. Trudno byłoby wyliczyć wszystkie ruchy, których działalność oceniania jest przez społeczeństwo negatywnie. Pozostaje jednak faktem, że kierowane pod ich adresem krytyki są podobne w tonie. Niektórzy rodzice skarżą się, że od wielu lat nie mają kontaktu ze swymi dziećmi: niektórzy młodzi przepadają bezpowrotnie. W innych przypadkach w trakcie rzadkich wizyt wydają się jacyś dziwni, obcy, nie wykazujący bynajmniej chęci do powrotu. Niektóre ruchy poddają swoich adeptów technice „prania mózgu”, mającej ich przeobrazić w istoty całkowicie zależne od nowej wiary – polega to m.in. na kontrolowaniu ich diety żywieniowej, odsuwaniu ich od rodziny i przyjaciół, nakłanianiu do zerwania wszelkich kontaktów ze światem zewnętrznym, zakłócaniu ich snu (adepci budzeni są o różnych porach, po to by mogli się oddawać śpiewom i modlitwom). Według niektórych oskarżycieli mielibyśmy tu do czynienia ze zwykłym procesem indoktrynacji, który przez wpojenie adeptom woli posłuszeństwa prowadzi do całkowitego podporządkowania ich ruchowi i jego kierownictwu. I tak, adepci zapraszani są „na posiłek w międzynarodowym ośrodku przyjaźni”, lub też słyszą pytanie: „Jesteś sam? Może chciałbyś spędzić popołudnie w gronie rówieśników?” Tylko rzadko na tym etapie pojawia się aluzja do rzeczywistych gospodarzy takiego spotkania, których osobowość odsłania się stopniowo, w trakcie delikatnego procesu prezentacji. Potwierdza to otrzymany przez nas list… „Nie wiedzieliśmy o niczym… Wydawali się tacy mili i chcieli tylko jednego, aby nam pomóc”. Dwaj Amerykanie opowiadali, iż poproszono ich, aby udali się na pewien czas na ranczo, by tam pracować wśród biednych i potrzebujących. Skoro wierność wobec ruchu z założenia ma być całkowita, adepci zdają sobie sprawę, iż muszą krążyć po ulicach w poszukiwaniu pieniędzy i nowych zwolenników (dla wielu tych ruchów jest to cel najważniejszy). Porzucają oni często uniwersyteckie studia, zarzucają projekty na przyszłość, a niekiedy – w przypadku ludzi nieco starszych – opuszczają także swoich współmałżonków i rodziny. Stawia to rodziny wobec zupełnie niezrozumiałych dla nich sytuacji i stwarza szczególny problem w przypadku małych dzieci, które nie rozumieją, co się dzieje z rodzicami, i nie potrafią na to zareagować.

2.1. Większość ruchów, powodowanych nieufnością, pragnie oderwać adeptów od rodzin, przyjaciół i każdej osoby, która mogłaby nakłonić ich do wystąpienia z ruchu. Wyrazem takiej nieufności jest ich stosunek do tradycyjnych metod leczenia: guru i prorocy, stojący na czele różnych ruchów, najczęściej uważają chorobę za karę dotykającą adepta za błąd w postępowaniu, a nawet za zdradę. Inną metodą pozyskiwania adeptów, stosowaną na szczęście – jak się zdaje – tylko przez jeden szczególnie niebezpieczny ruch, znany pod nazwą Dzieci Boże, jest prostytuowanie się młodych dziewcząt. Została ona opisana jako flirty fishing („łowienie za pomocą flirtu”) w zadziwiającym podręczniku,gdzie podaje się sposoby zachowania, szczególnie przy nawiązywaniu znajomości z dziećmi, co jest sprzeczne z obowiązującymi normami prawnymi we wszystkich państwach członkowskich Wspólnoty i we wszystkich cywilizowanych społeczeństwach.

2.2. Tego typu działalność może naturalnie prowadzić do degradacji osoby ludzkiej. Pouczający pod tym względem jest kolejny cytat, który zaczerpnęliśmy z listu młodej Angielki, byłej członkini organizacji Dzieci Boże. Dziewczyna ta spotkała chłopaka, zbierającego pieniądze w jednym z dużych szkockich miast, i poszła z nim do kawiarni…. „Powiedział mi, że Bóg pragnie, aby jego uczniowie porzucili życie w społeczeństwie i przestali pracować dla pieniędzy… wynikało z tego, że będę musiała zrezygnować ze studiów na uniwersytecie… Za każdym razem, kiedy przejawiałam jakąś wątpliwość, on miał już gotową, ustaloną odpowiedź albo powołując się na Biblię, albo na pisma proroka Dzieci Bożych, Mosesa Davida… Opuściłam rodziców i rodzinę, i odtąd uważałam ich jedynie za osoby związane ze mną więzami krwi, które próbują nakłonić mnie do powrotu do dawnego stylu życia… Żywiliśmy się tym, co nam dano w supermarketach, a co się już nie nadawało do sprzedaży, i żebraliśmy po ulicach…” Ta dziewczyna wystąpiła z ruchu po bardzo gorzkim doświadczeniu i z powrotem podjęła studia.

2.3. Opisywany przez nas przypadek szokujących zachowań, propagowanych przez Dzieci Boże, stanowi na szczęście wyjątek wśród wszystkich organizacji, jakie przestudiowaliśmy. Obowiązujące w państwach członkowskich prawodawstwo wydaje się gwarantować odpowiednią kontrolę tego rodzaju ruchów. Jednakże obawiamy się, że władze poszczególnych państw nie dostrzegają prawdziwego niebezpieczeństwa, jakie niesie ze sobą wspomniany ruch. Chociaż liczba jego zwolenników jest nieduża, to szkoda, jaką może wyrządzić, przede wszystkim licznymi publikacjami swojego przywódcy, Mosesa Davida, nakłaniającymi do niezgodnych z prawem praktyk seksualnych i mającymi antysemicki wydźwięk, „kompensuje” owe mierne wyniki, o ile w ogóle da się to wyliczyć.

2.4. Inne ruchy organizują kursy, których celem jest rozwinięcie zdolności umysłu. Wiele z nich stosuje metody, które z grubsza można określić jako mistyczne, inne propagują niezwyczajne grupowe zachowania, mające „uwolnić” dużo głębszą zdolność rozumienia. Wiele osób w swoich listach pisało nam, że te na ogół złożone programy dały im sporą satysfakcję i znacznie je wzbogaciły. Oczywiście wstępnym warunkiem jest opłata. Kościół „Scjentologii” założony przez Amerykanina, L. Rona Hubbarda, opierający się na wypracowanej przez niego samego filozofii, pobiera od 300 do 3000 funtów szterlingów za kursy na różnych poziomach. Kursy te odbywają się w wielu Ośrodkach w państwach Wspólnoty europejskiej, szczególnie w East Grinstead w Wielkiej Brytanii i przyciągają chętnych z całego świata. Ruch założony przez Hubbarda był także przedmiotem krytyk. Jeden z naszych korespondentów pisze, że po przystąpieniu jego córki do ruchu „Scjentologii” przekazał za pośrednictwem banku znaczne sumy jako „opłatę za kursy”; ostatecznie zdołał odzyskać te pieniądze. „Co się jednak dzieje – kontynuuje – z osobami samotnymi, niedoinformowanymi lub słabymi, którym za oddanie majątku obiecuje się jedynie, iż staną się lepsze i bardziej aktywne?” W przeszłości rząd brytyjski starał się ograniczać prawo wjazdu do Wielkiej Brytanii dla osób kierujących ruchem „Scjentologii”. Restrykcje te zostały następnie zniesione, lecz trwa debata poświęcona „Scjentologii” i „Dianetyce”. W East Grinstead spotkaliśmy osoby zadowolone ze swojego scjentologicznego doświadczenia. Później dowiedzieliśmy się, że niektóre osoby były zaczepiane na londyńskiej ulicy i nakłaniane do poddania się testowi uruchamiającemu mechanizm zwany „E meter”. Dopiero potem proponowano im kursy, których konieczność wykazywały testy. Tak więc jakiś młody człowiek, który usłyszał o dianetyce w Radio Luxemburg, udawał się do Ośrodka Scjentologii w Birmingham, gdzie przekonywano go o konieczności poddania się „terapii” kosztującej 10 funtów szterlingów za godzinę. Zadłużał się na 240 funtów szterlingów i był obiektem – jak sam mówi – absolutnego „prania mózgu”.

2.5. Ostatnio byliśmy świadkami pewnych incydentów, które miały miejsce w łonie ruchu Scjentologii w Ameryce. Syn zaginionego czy zmarłego L. Rona Hubbarda nie należał już oficjalnie do ruchu, ale w marcu 1982 r. chwycił ponownie za pióro, aby odpowiedzieć na zarzuty oszczerców. „Wszechwładny Interpol, to narzędzie w rękach CIA” – oznajmia – „okazuje się siedliskiem wojennych kryminalistów, którzy uciekają przed prawem”, a jeśli nawet „prasa, posłuszna pewnego typu rozkazom, nic o tym nie pisze, to tylko dlatego, że sama jest głównym narzędziem w rękach wroga”. Hubbarda zdaje się bardzo zajmować problem wrogów, niewątpliwie wrogów Scjentologii: „Jedyne, co musicie robić, to stwierdzać stan liczebny Kościołów. W ten sposób, mimo ich przechwałek, będziecie wiedzieć, że liczba wrogów się zmniejsza, a siła Kościoła Scjentologii rośnie”.

2.6. Ruch Rajneesha (od imienia założyciela Shree Bhagwan Rajneesha) jest jednym z głównych „ruchów medytacyjnych”. Posiada ważne ośrodki w całej Europie, przede wszystkim we Francji, Niemczech i w Wielkiej Brytanii. Adepci o wyższym stopniu wtajemniczenia zwani są sannjasinami. Po porzuceniu aśramy w Punie (Indie) Rajneesh przybył w 1982 r. do USA, gdzie założył pierwszą wspólnotę w stanie Oregon. Potem powstało ich około stu na obszarze całych Stanów Zjednoczonych i Kanady. Niejednokrotnie stawał przed sądami, ponieważ władze amerykańskie próbowały go wydalić. Ruch proponuje różne kursy medytacyjne o zróżnicowanych taryfach. Niektóre z nich budzą kontrowersje z uwagi na swój aspekt „tantryczny”, ponieważ większość czasu poświęcają całkowitemu wyzwoleniu seksualnemu. To zagadnienie należy już jednak do sfery prywatności i nie mieści się w ramach wyznaczonych przez niniejszy raport. Nasze zainteresowanie skupiliśmy bowiem na zamierzonych zmianach osobowości, obowiązku oddawania przez adeptów swoich dóbr oraz trudności, na jakie natrafiali ci, którzy udając się do aśramy w Punie chcieli w wypadku choroby uzyskać poradę lekarską. Oczywiście wiele świadectw wyraża się korzystnie o ruchu Rajneesha; trudno też podać w wątpliwość entuzjazm sannjasinów, z jakimi się zetknął przy opracowaniu tego raportu jego sprawozdawca.

2.7. Niewątpliwie najbardziej znanym ruchem z uwagi na swoją publiczną działalność jest Międzynarodowe Towarzystwo na rzecz świadomości Kryszny zwane w skrócie „Hare Kryszna”. W wielu europejskich miastach słowa te monotonnie wyśpiewują młodzi adepci z ogolonymi głowami, ubrani w pomarańczowe indyjskie dhoti. Są to na ogół młodzi ludzie, którzy poszukują wyzwolenia w czci oddawanej Krysznie w ścisłym wzajemnym kontakcie, wyrzekając się dóbr osobistych. Podstawowym celem ich działalności jest zbiórka funduszy, które uzyskują głównie z ulicznej sprzedaży książek i innych artykułów. Choć ruch „Hare Kryszna” opiera się na innych zupełnie założeniach niż Kościół Zjednoczenia, jest przedmiotem takich samych krytyk – jego adepci także porzucają swoje rodziny i poddawani są „technikom umysłowej zależności”, jak pozbawienie snu, bardzo surowa wegetariańska dieta, co ma prowadzić do dezorientacji jednostki i do sublimacji jej osobowości. Członkowie tego ruchu często z inicjatywy swoich rodzin byli porywani i poddawani technikom zdeprogramowania.

2.8. Jedną z zasadniczych, charakterystycznych cech nowych ruchów religijnych jest gwałtowna reakcja na kierowanie pod ich adresem krytyki, uznawane na ogól za zamach na religijną wolność czy po prostu na wolność wiary. Często uciekają się one do procesów. Komisja powołana w Stanach Zjednoczonych do zbadania organizacji Moona twierdziła, że „wiele osób mogących udzielić informacji na temat Kościoła Zjednoczenia obawiało się zeznawać przed Komisją ze strachu przed procesami. Strach ten częściowo opierał się na przeświadczeniu o nieograniczonych środkach finasowych, jakie ruch może przeznaczyć na procesy przeciwko każdej osobie czy organizacji, jaka jej zagraża, niezależnie od wagi sprawy”.

2.9. Znaczna część poważnych badań stara się rozstrzygnąć sprzeczność między uznaniem całkowicie słusznego prawa do wiary i równie słusznego prawa do budzenia obaw wobec pewnych wierzeń. Najważniejsze tego rodzaju studium zostało opracowane na zlecenie rządu kanadyjskiego w lipcu 1980 r. Daniel Hill pisze: „Nie ulega naszym zdaniem żadnej wątpliwości, że zbiorowe szaleństwo i grupowa paranoja ma miejsce za każdym razem, kiedy występują łącznie pewne czynniki, a szczególnie charyzma przywódcy, zgoda na udzielenie finansowego poparcia dla sprawy, rzeczywiste czy urojone zagrożenie ze strony świata zewnętrznego. Jest też rzeczą oczywistą, że kiedy tego rodzaju grupy liczą wielu adeptów lub wywierają polityczny czy społeczny wpływ, wiąże się to z pewnym ryzykiem dla społeczeństwa”.

W konkluzji, zauważając, że w wolnym społeczeństwie wolność zrzeszania się pociąga za sobą ryzyko, iż może być źle użyta przez same te stowarzyszenia, Hill wypowiada tę ważną myśl: „Państwo powinno powstrzymać się od dyktowania reguł, których realizacja i szerokie możliwości zastosowania stwarzają niebezpieczeństwa, których z kolei nie możemy tolerować jako jednostki żyjące w wolnym społeczeństwie”.

WNIOSKI

3.1. W konsekwencji należy zadać sobie pytanie, czy istniejące gwarancje są wystarczające, czy też należy zaproponować nowe środki. Patrząc globalnie, uważamy, że istniejące w każdym państwie członkowskim prawne rozwiązania są wystarczające. Brakuje natomiast atmosfery, którą można by określić jako gotowość do współżycia. Kiedy jakiś ruch okazuje się dla społeczeństwa szkodliwy czy groźny, jak to jest bezsprzecznie w przypadku Dzieci Bożych, władze powinny i muszą natychmiast reagować, odwołując się do środków prawnych, jakimi dysponują. Sprecyzujmy, aby rozwiać niepokój, że w żadnym razie nie jest naszym zamiarem zakazywanie czy kontrolowanie wierzeń religijnych, ani ograniczanie wolności sumienia. Jedyne, co nas interesuje, to przestrzeganie praw człowieka. Czy społeczeństwo może nie interesować się jednostką, która w wyniku zaangażowania się w jeden z tych ruchów doznała szkody moralnej lub społecznej? Czy możemy pozostać obojętni wobec osób oddzielonych od swoich dzieci, rodziców, przyjaciół? Czy nie jest możliwa jakaś stosowna reakcja, nawet wtedy, gdy tracą one swoje dobra, ponieważ zostały źle poinformowane czy też poczyniono im fałszywe obietnice?

3.2. W naszym projekcie rezolucji wskazujemy na rozwiązanie, które pozwoli uniknąć niedopuszczalnego w każdym przypadku restryktywnego prawdopodobieństwa. Niewątpliwie projekt zmierzający do ujednolicenia reguł dotyczących zwolnień podatkowych i nadawania statusu organizacji dobroczynnych we wszystkich państwach Wspólnoty pociągnie za sobą nowe rozwiązania prawne, ale nie odnosi się tylko do nowych ruchów religijnych”, lecz także – mówiąc ogólnie – do wszystkich organizacji wyznaniowych. Działalność dobroczynna obejmuje dużo szersze pole i będzie się opierała na statucie, jednolitym z prawnego punktu widzenia dla państw członkowskich Wspólnoty. Nie może być przeto mowy o jakiś posunięciach restryktywnych.

3.3 Najważniejszy fragment niniejszej rezolucji dotyczy ewentualnego wprowadzenia systemu „dobrowolnych orientacji”. Z naszego punktu widzenia nie ulega wątpliwości, iż wspomniane nowe ruchy religijne i ich odmiany, nawet jeżeli stanowią marginesowe zjawsko, będą trwałym elementem naszego społecznego pejzażu. Chodziłoby więc ostatecznie o roztrzygnięcie kwestii współżycia na równych podstawach. Zasadnicza idea, jaka przyświecała niniejszemu przedstawieniu motywów i projektowi rezolucji, zawiera się całkowicie w postulacie integracji tych nowych ruchów w łonie społeczeństwa i słusznego użytku, jaki zrobią one z przyznanych im przez nas wolności; w obronie praw człowieka, będących trwałą zdobyczą na innych poziomach życia społecznego i w pozostałych sferach działalności publicznej, a także w konieczności unikania za wszelką cenę rozstrzygnięć, których – jak pisze Daniel Hill – „nie możemy tolerować jako jednostki żyjące w wolnym społeczeństwie”.

tłumaczenie Ewa Burska

Parlamento Europeo. Documento 1-47/84, 2 abril 1984, z: Juan Bosh, Para conocer las sectas, s. 247-254.