Obserwowane obecnie przemiany w podejściu do seksualności dokonywały się na tle o wiele szerszego procesu, nabierającego tempa na początku XX wieku. Nie jesteśmy w stanie podać wszystkich okoliczności, które ten proces tworzyły. Z pewnością wielką rolę odegrał w nim Z. Freud, gdyż jako pierwszy uświadomił szerokim kręgom społeczeństwa znaczenie seksualności w rozwoju człowieka. W 1905 roku opublikował rozprawę, w której przedstawił tezę, że popęd seksualny istnieje także u dzieci i rozwija się już w najwcześniejszych okresach życia. Wywołała ona olbrzymią dyskusję, ponieważ dotąd powszechnie traktowano dzieci jako istoty aseksualne. Do czasów Freuda seksualność utożsamiano z tzw. genitalnością. Rozumiejąc ją tak wąsko, sądzono, że pojawia się ona dopiero w fazie dojrzewania, wraz z budzeniem się aktywności narządów rodnych. Odkrycie Freuda umożliwiło stworzenie nowej koncepcji seksualności[1]. W sprawach szczegółowych wiele hipotez tego uczonego okazało się błędnych. Zainspirował jednak bardzo twórcze poszukiwania naukowe, których wkład należy docenić.

Freud słusznie zauważył istnienie w człowieku silnej tendencji do szukania przyjemności, a nawet rozkoszy. Zauważył także, że dążenie psychiki do doznawania przyjemności zostaje z racji różnych motywów odsunięte w czasie [2]. Popełnił jednak zasadniczy błąd, dokonując nadinterpretacji obserwowanych zjawisk. Błąd ten polegał na tłumaczeniu wszystkich zachowań życia ludzkiego jako przejawów działania popędu seksualnego. Panseksualizm sprawił, że Freud widział człowieka jako osobnika, którego głównym celem życiowym jest zaspokojenie rozkoszy seksualnej. „Takie ujęcie stawia psychikę ludzką – może mimowolnie – na poziomie psychiki zwierzęcej”[3]. Freud niewiele przyczynił się do uszlachetnienia wizji współżycia seksualnego. Dla niego jest to czynność biologiczna, która nie wyraża prawdy o miłości między osobami. Do czasów Freuda akcentowano obiektywne znaczenie seksualności, ukazując prokreację jako cel współżycia seksualnego. Teraz najważniejsza była subiektywna funkcja przyjemności jako nadrzędny cel współżycia, prokreacja zaś stała się celem drugorzędnym, ubocznym, a nawet niepożądanym [4]. Pominięcie wymiaru miłości międzyludzkiej przy równoczesnym pozbawieniu współżycia jego znaczenia prokreacyjnego sprawiło, że aktowi małżeńskiemu został odebrany element humanizmu i świętości.

W pierwszej połowie XX wieku w Europie pojawia się moda na freudyzm. Jest to zarazem moda na nowy model stosunków międzyludzkich, wyzwolonych z tabu seksualnego. Od tego czasu systematycznie przesuwa się granice tego wyzwolenia aż po uczenie ludzi akceptacji dla zaburzeń seksualnych. Idea wyzwolenia seksualnego potrzebowała nowych wzorców pokazujących, że nowy sposób życia zapewnia lepszy ład moralny. Poszukiwania kierują się ku kulturom i cywilizacjom nieznanym Europejczykom.

W 1929 roku znany antropolog B. Malinowski wydał książkę, w której opisał życie seksualne plemion na Wyspach Triobrianda w północno-zachodniej Melanezji. Jego badania dostarczają ciekawego materiału, który pokazuje silną erotyzację życia wśród prymitywnych ludów. Stwierdza on, że „seksualna, a przynajmniej zmysłowa przyjemność stanowi, jeśli nie podłoże, to z pewnością jeden ze składników licznych rozrywek dziecięcych”[5]. W okresie młodzieńczym panuje nieskrępowana swoboda współżycia seksualnego. „Przestaje ono być dziecinną zabawą i zajmuje poczesne miejsce wśród zainteresowań życiowych. Co przedtem było nietrwałym związkiem, który osiągnął swój punkt kulminacyjny w wymianie erotycznych dotykań czy przedwczesnym i niepełnym akcie płciowym, obecnie staje się pochłaniającą namiętnością i sprawą wartą poważnych starań. […] Igraszki miłosne małych dzieci odbywają się po kryjomu, gdzieś w krzakach czy gaju […]. Natomiast młodzieniec ma już własne łoże w domu kawalerów lub korzysta z chaty jednego ze swych nieżonatych krewnych. […] W normalnych okolicznościach zawarcie małżeństwa poprzedzone jest krótszym lub dłuższym okresem wspólnego życia płciowego. Wszyscy o tym wiedzą i mówią, i uważane to bywa za rodzaj publicznej zapowiedzi matrymonialnych planów. […] Moment osobistej odpowiedzialności i zobowiązania staje się bardziej wiążący dopiero pod koniec, przed samym małżeństwem. Wówczas oboje mieszkają w jednym domu, regularnie dzielą ze sobą łoże, zachowują wyłączność w obcowaniu płciowym. Ale pomimo tego nie wyzbyli się jeszcze osobistej wolności; w okresach dozwolonej rozwiązłości zaręczone pary zawsze rozdzielają się i są sobie «niewierne». […] Dzieci nieślubne nie należą do rzadkości […]. Nawet w normalnych warunkach w obrębie wsi dziewczyna, która ma wyjść za mąż za jakiegoś mężczyznę, może darzyć innych swymi względami, byleby tylko było zachowane pewne decorum; zbyt częste spędzanie nocy poza domem wywoła z pewnością niezadowolenie i sprzeczki, i może nawet spowodować zerwanie stosunku” [6].

Autor z wielką sympatią opisuje zaobserwowane zwyczaje seksualne. Tylko jeden fragment, kończący opis, nie pasuje do malowanego w jasnych barwach obrazu seksualnego szczęścia. „Ciekawy i rzucający się w oczy jest kontrast między swobodnym i niemającym w sobie nic sztucznego wzajemnym stosunkiem męża do żony a przesadną surowością i przyzwoitością, w rzeczach seksualnych, ich hamowaniem się, by nie uczynić jakiegoś ruchu czy gestu, który by mógł wskazywać na serdeczniejsze stosunki między nimi. Idąc razem, nie trzymają się nigdy za ręce ani też nie oplatają się ramieniem […], co wolno czynić kochankom lub przyjaciołom tej samej płci. […] Czułych spojrzeń, pełnych miłości uśmiechów, miłosnych żartów – tego nie zobaczy się nigdy u męża i żony na Wyspach Trobrianda”[7]. Czyżby silna erotyzacja życia młodzieży wydawała ostatecznie negatywne owoce w postaci wyjałowienia sfery uczuć i zaniku nawet najbardziej prostych gestów miłości?

Ta drobna uwaga, niepasująca do całości zebranego materiału, pozostaje bez komentarza. Zainteresowania epoki ukierunkowują refleksję w całkiem inną stronę. Wnioski z badań antropologa wyciąga m.in. Wilhelm Reich, uczeń Freuda, twórca terapii zaburzeń psychicznych za pomocą wyzwalania orgazmu. Zafascynowany Stalinem i ustrojem Związku Radzieckiego widzi w wyzwoleniu seksualnym element budowania nowego społeczeństwa. Dostrzega on w małżeństwie i religii chrześcijańskiej główną przeszkodę dla wyzwolenia prawdziwej natury człowieka. Reich bardzo dobitnie stwierdza, że „moralność małżeńska jest przyczyną duszenia wszystkich reform seksualności”[8]. W imię wyzwolenia społecznego postuluje wolną miłość, antykoncepcję i aborcję [9]. W badaniach Malinowskiego widzi etnograficzny dowód na społeczne, a nie biologiczne pochodzenie tłumienia seksualnego. Wiarę w nowy, lepszy świat ujawnia jego interpretacja przytoczonych wyżej fragmentów. „Dzieci Trobiandczyków nie znają wyparcia seksualnego ani tabu seksualnych. Ich życie seksualne rozwija się w sposób naturalny, swobodny i niezakłócony, umożliwiając pełne zaspokojenie na wszystkich etapach dorastania. Dzieci zajmują się czynnościami seksualnymi odpowiednimi dla ich wieku. Mimo to, a może właśnie dlatego, w trzecim dziesięcioleciu XX wieku społeczeństwo Trobiandczyków nie zna perwersji seksualnych, funkcjonalnych chorób psychicznych, psychonerwic, lubieżnych morderstw; nie zna słowa «kradzież», a homoseksualizm i onania wydają się temu społeczeństwu niedoskonałymi i nienaturalnymi środkami zaspokojenia seksualnego, dowodem tego, że osiągnięcie normalnego zaspokojenia jest możliwe. Dziecko w tym społeczeństwie nie wie, czym jest surowy, neurotyczny trening czystości, który stopniowo podkopuje cywilizację białej rasy. Trobiandczyk jest więc spontaniczny, czysty, uporządkowany, bez przymusu prospołeczny, inteligentny i pracowity. Społeczną formą współżycia płciowego nie jest promiskuizm, lecz dobrowolne małżeństwo monogamiczne, które bez problemu może zostać rozwiązane”[10]. W ten sposób tworzył się współczesny mit, który głosił, że wolny seks łagodzi ludzkie obyczaje, wprowadza powszechne zadowolenie z życia, zaspokaja odwieczne pragnienie miłości.

Do podobnych, rewolucyjnych jak na tamte czasy wniosków doszła M. Mead. Swoje badania prowadziła w latach trzydziestych na wyspie Samoa. Opisała ją jako raj wolności seksualnej. Seks przedmałżeński, od młodości uprawiany bez żadnych zahamowań, nie jest obciążony ani pojęciem winy, ani grzechu. Rozwody są powszechne, każdy w każdej chwili może zmienić swojego partnera bez żadnych konsekwencji. Pomimo tego nie obserwuje się zazdrości ani rywalizacji. Na wyspie nie zdarzają się gwałty, nie ma przemocy, kobiety chętnie współżyją seksualnie, a nawet inicjują je. Wszystkie dzieci są traktowane życzliwie bardziej jako dzieci plemienia niż konkretnej rodziny [11].

Badania Malinowskiego nie mogły być po latach zweryfikowane, ponieważ nie istniało już opisywane plemię aborygenów. Można było jednak powtórzyć badania na wyspach Samoa. Zrobił to Freeman w latach siedemdziesiątych. Doszedł on jednak do całkiem odmiennych wniosków. Według niego wychowanie seksualne młodzieży tamtejszych plemion charakteryzuje się wielkim rygoryzmem. Stosunek mężczyzn do kobiet jest pełen zazdrości i przemocy. Ich bezwzględna dominacja objawia się w licznych gwałtach seksualnych, do których dochodzi tam o wiele częściej niż w Ameryce[12]. Badania Freemana miały szczególne znaczenie, ponieważ udowodniły nierzetelność naukową M. Mead. Ideologiczna teza, która przeświecała jej badaniom, uniemożliwiała dostrzeżenia innego, o wiele prawdziwszego oblicza „rajskiej wyspy”.

Tendencyjne badania Mead wywarły wielki wpływ na młodzież lat sześćdziesiątych[13]. Przez „dzieci kwiaty” została okrzyknięta guru wolności seksualnej. Jej przesłanie było jasne. Gdzieś na świecie istnieją urocze miejsca, „rajskie wyspy”, które nie zostały skażone naszą zepsutą cywilizacją. Można stworzyć idealne społeczeństwo także i u nas, ale dopiero wtedy, gdy seksualność wyzwoli się spod jarzma moralności zachodniej, europejskiej, chrześcijańskiej. Mead sugerowała, że drogą do wyzwolenia jest przede wszystkim wyzwolenie się od zakazu współżycia przed- i pozamałżeńskiego, oraz od nierozerwalnego małżeństwa. Nie są to opinie nowe. Już w XII wieku mit idealnej miłości głosili wędrowni śpiewacy, zwani trubadurami. Bohaterką ich miłosnych pieśni była zamężna kobieta, nieszczęśliwa w miłości, która po kryjomu spotyka się z młodym, przystojnym i wrażliwym kochankiem, najczęściej kawalerem. Jest on gotowy dla niej umrzeć. W pieśniach głoszono ideał miłości czystej, która mogła się zrealizować tylko poza małżeństwem. Jej uwieńczeniem była zdrada małżeńska, czyli współżycie seksualne wykluczające poczęcie dziecka [14]. Od tego czasu w kulturze zachodu funkcjonuje mit miłości pozamałżeńskiej, spontanicznej, bezkarnej, wykluczającej prokreację, jako miłości prawdziwej, szczerej i autentycznej. W XII damy dworu, rozczytane w poezji trubadurów, marzyły o takiej miłości, utożsamiały się z nieszczęśliwą kobietą i narzekały na swoje małżeństwo[15]. Właśnie ten mit idealnej, nieszczęśliwej miłości, która nie może się zrealizować z powodów sztywnych reguł społecznych, odżył wśród hipisów w latach sześćdziesiątych, a obecnie jest kultywowany wśród homoseksualistów [16].

Jak widzimy, już w latach trzydziestych pojawiły się opinie zmierzające do zakwestionowania istniejącego porządku. Odbijały się one szerokim echem w społeczeństwach szanujących tradycyjną etykę seksualną. W 1948 roku w Stanach Zjednoczonych zostały przeprowadzone badania, szeroko rozpropagowane na całym świecie, znane jako Raport Kinseya[17]. Była to anglosaska wersja utopii proponowanej wcześniej przez Reicha. Kinsey ogłosił, że jest pierwszym naukowcem, który zbadał faktyczny stan życia seksualnego Amerykanów. Jego badania wykazały, że znaczny procent amerykańskiej populacji ma orientację homoseksualną, uprawia pozamałżeńskie stosunki seksualne, sodomię, masturbację, pedofilię. Można sobie wyobrazić, jakie wrażenie wywołał ten raport opublikowany w Ameryce, przeświadczonej, że swoje zwycięstwo w świecie zawdzięcza ładowi moralnemu pielęgnowanemu od wieków. Raport robił wrażenie, że wyciąga na wierzch rzeczy do tej pory szczelnie ukryte, objawia je światu, udowadniając tym samym olbrzymie zakłamanie ówczesnego społeczeństwa. Zarzut o hipokryzję, tak często potem wysuwany, byłby prawdą, gdyby badania Kinseya zostały przeprowadzone uczciwie i rzeczywiście odzwierciedlały zachowania seksualne ludzi. Tak jednak się nie stało. Dokonał on wielkiej manipulacji. Jego badaniom zarzuca się obecnie, że nie spełniają podstawowych wymogów naukowości: przede wszystkim że były prowadzone na niereprezentatywnej grupie badanych, w specyficznych środowiskach więźniów, kryminalistów i prostytutek. Kinsey, z wykształcenia zoolog, przyjął tylko jedno kryterium swoich badań: reprezentację statystyczną danego zachowania seksualnego. Metoda ta, niezdolna do wniknięcia w rzeczywisty świat ludzkich myśli, przeżyć i zachowań, stała się później bardzo popularną metodą manipulacji, wszechobecną w liberalnych mass mediach. Polega ona na udowadnianiu racji politycznych na podstawie pseudonaukowych statystyk.

Przedruk za: Współczesne przemiany – utopia raju seksualnego , za zgodą Autora, red. Ola Kowal

Polecamy artykuł Kłamca Przemysława Kucharczaka z „Gościa Niedzielnego”



[1] Por. Seksuologia. Zarys encyklopedyczny. Przesyt erotyczny, red. K. Imieliński, Warszawa 1985, s. 298.

[2]Por. Z. Freud, Poza zasadą przyjemności, Warszawa 1976, s. 24.

[3]K. Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność, Lublin 1986, s. 61.

[4] Por. tamże, s. 62.

[5] B. Malinowski, Życie seksualne dzikich w północno-zachodniej Melanezji, w: Dzieła, t. II, Warszawa 1957, s. 193.

[6] Tamże, s. 197-206.

[7]Tamże, s. 237.

[8]W. Reich, La revolution sexuelle, Paris 1968,s. 105.

[9]Por. tamże, s. 284; oraz: tenże, L’irruption de la morale sexuelle, Paris 1992, s. 95-103.

[10]Tenże, Funkcja orgazmu, Warszawa 1996, s. 204.

[11]Por. M. Mead, Coming of Age in Samoa, New York 1949.

[12]Por. D. Freeman, Margaret Mead and Samoa, Cambrige 1983.

[13]Por. M. Mead, Moeurs et sexualité en Océanie, Paris 1963; oraz: tenże, Sex and Temperament in Three Primitive Societies, New York 1963.

[14]J.T. Noonan, Contraception et mariage, Paris 1969, s. 234-235.

[15]Por. R. Nelli, L’amour courtois, w: Sexualité humaine, Paris 1966, s. 115

[16]Tamże, s. 110.

[17]A.C. Kinsey, G. Pomeroy, Le comportement sexuel de l’homme, Paris 1948; tenże, Le comportement sexuel de la femme, Paris 1954.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>