UZDROWIENIE WEWNĘTRZNE: ZA, A NAWET PRZECIW

Zrobiło się gorąco. Temperatury osiągnęły niebywałe poziomy jak na połowę września, nie tylko na dworze, ale i na łamach apologetyki. Tym gorącym tematem stało się uzdrowienie wewnętrzne. Tekst Aleksandry Kowal na temat uzdrowienia wewnętrznego wywołał tak wielkie zainteresowanie naszych czytelników, że warto dołączyć się do dyskusji na ten temat. Sięgnąłem, na chybił trafił, do dwóch starych numerów „Zeszytów Odnowy w Duchu Świętym” oraz do moich ulubionych charyzmatycznych książek na temat uzdrowienia wewnętrznego, aby zobaczyć, o czym właściwie mówimy, kiedy dyskutujemy o „uzdrowieniu wewnętrznym”.

Okazało się, że w Odnowie Charyzmatycznej jedni, mówiąc o uzdrowieniu wewnętrznym, mają na myśli skutki odpuszczenia grzechów, zwłaszcza w sakramencie pojednania, inni – modlitwy poświęcone obolałej psychice człowieka uwikłanego w sieć zranień, wspomnień, niepowodzeń, niezdolnego do normalnego chrześcijańskiego życia, jeszcze inni zaś nazwą uzdrowienie wewnętrzne określają specjalne techniki, czyli metody rekolekcyjne stosowane w celu uwolnienia od owych zranień, zwłaszcza w czasie specjalnych rekolekcji o uzdrowieniu wewnętrznym.

Uzdrowienie – dlaczego akurat „wewnętrzne”?

Określenie „uzdrowienie wewnętrzne” nie występuje w Piśmie Świętym i zostało wprowadzone do użytku modlitewnego zdecydowanie niedawno. Najpopularniejsze jest w kręgach Odnowy Charyzmatycznej. Dobrze więc byłoby wyjaśnić na wstępie, o co tu właściwie chodzi. Dlaczego w ogóle mówimy o uzdrowieniu „wewnętrznym”?

Pewnie dlatego, że kiedy mówi się o „uzdrowieniu”, to zwykle kojarzy się to z uwolnieniem od choroby ciała. Ponieważ wiele takich chorób łatwo zauważyć przy pierwszym zetknięciu z chorymi osobami (np. chromi, głusi, ślepi, trędowaci), stąd uzdrowienie ma charakter – w tym właśnie sensie – „zewnętrzny”: od razu widać, że coś niezwykłego przytrafiło się choremu. Mnóstwo miejsc w Ewangelii i w Dziejach Apostolskich o tym opowiada.

Nazwę „uzdrowienie wewnętrzne” stosuje się więc dla podkreślenia, że chodzi o coś innego. Że uzdrowienie, owszem, następuje, ale w dziedzinie nie poddającej się tak łatwo obserwacji jak ślepota, głuchota, niemożność chodzenia czy trąd. Coś dzieje się w niewidocznym „środku” człowieka, właśnie „wewnątrz” niego. Co też może się tam dziać i co właściwie jest „w środku” człowieka?

Jest tam to, co nazywamy „duchem”, i to, co nazywamy „psychiką”[1]. Uzdrowienie „wewnętrzne” odnosi się więc zapewne do przywrócenia zdrowia ludzkiemu duchowi i ludzkiej psychice.

1. Biblijna metoda uzdrowienia wewnętrznego: odpuszczenie grzechów

W sensie właściwym chorobą ludzkiego ducha nazywamy w chrześcijaństwie grzech. Grzech to sprzeciwianie się człowieka Bożemu Prawu wskutek odwrócenia się od miłości Bożej. Uzdrowienie z grzechu polega na jego odpuszczeniu. W biblijnym nauczaniu najważniejszą okazją do doznania tego uzdrowienia jest chrzest: „Niech każdy z was ochrzci się na odpuszczenie grzechów waszych” (Dz 2,38). Uzdrawianie z duchowej choroby grzechu polega też na spotkaniu z Jezusem w sakramencie pojednania: „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone” (J 20,23).

Jak z tego wynika, rekolekcje o uzdrowieniu wewnętrznym powinny polegać w pierwszym rzędzie na uświadomieniu ludziom ogromu miłosierdzia Bożego, następnie na doprowadzeniu ich do świadomości grzechów oddzielających ich od Boga, by później przypomnieć im, jak Bóg udziela odpuszczenia grzechów. Nieochrzczeni niech więc przygotują się w wierze do przyjęcia chrztu (w polskich warunkach raczej rzadki przypadek), a ochrzczeni niech przygotują się do sakramentu pojednania, czyli do spowiedzi.

Jeśli jasno nazwiemy, co nazywa się w chrześcijaństwie chorobą ducha (grzech) i jakie są biblijne środki uzdrowienia (chrzest, pokuta), to – być może z pewnym zdziwieniem – zauważymy, że typowe rekolekcje wielkopostne dla ludu w większości naszych parafii to świetne rekolekcje o uzdrowieniu wewnętrznym: wiele mówi się tam o grzechu, o Bożym przebaczeniu, dba się o to, by nie zabrakło okazji do spowiedzi. Chorzy na grzech doznają uzdrowienia (rozgrzeszenia) i proponuje się im drogę dla zdrowych: życie w łasce Bożej.

Jeśli pamiętamy o tym nauczaniu biblijnym, to jasne też stanie się, że popularne w Odnowie Charyzmatycznej siedmiotygodniowe Seminaria Odnowy Życia w Duchu Świętym to nic innego jak rekolekcje Bożego uzdrowienia wewnętrznego (z wewnętrznej choroby grzechu) prowadzące do tego, by przyjąć rozgrzeszenie (czyli uzdrowienie wewnętrzne z grzechu) i dar nowej obecności Ducha Świętego (wewnętrzne zdrowie).

Nauka Kościoła katolickiego jasno potwierdza taką wizję uzdrowienia wewnętrznego w Katechizmie, obficie mówiąc o „chorobie”, „lekarzu” i „uzdrowieniu”:

„Nasz Pan Jezus Chrystus, lekarz naszych dusz i ciał, chciał, by Kościół mocą Ducha Świętego kontynuował Jego dzieło uzdrawiania i zbawiania. Jest to celem dwóch sakramentów uzdrowienia: sakramentu pokuty i namaszczenia chorych” (por. KKK 1421).

Dalej: „Sakrament pokuty leczy powracającego do komunii kościelnej” (KKK 1469). Co to znaczy? Leczy z grzechu najpierw przez pojednanie z Bogiem. Są też jednak dalsze skutki pojednania z Bogiem. Nieco podobnie jak skutkiem włączenia światła będzie jego rozchodzenie się coraz dalej i dalej, po wszystkich sferach oświetlanej przestrzeni, tak i łaska w sercu człowieka przyniesie kolejne fale uzdrowienia:

„Pojednanie z Bogiem rodzi dalsze pojednania: penitent jedna się z samym sobą w głębi własnego ja, odzyskując wewnętrzną prawdę, jedna się z braćmi, w jakiś sposób przez niego skrzywdzonymi i znieważonymi, jedna się z Kościołem, jedna się z całym stworzeniem” (por. KKK 1469).

Jak dotąd sprawa wydaje się jasna. Biblijne źródło i wypływający z niego strumień życia kościelnego rzeczywiście mówią o wewnętrznej chorobie grzechu, rzeczywiście podają jej przyczyny i rzeczywiście podają metodę jej uzdrowienia: wewnętrznego uzdrowienia. Częścią tej metody jest powracanie w myślach do przeszłości: ma przybrać postać pytania, w czym ja skrzywdziłem innych (co ciekawe: nie przybiera postaci pytania: w czym inni skrzywdzili mnie; zanurzanie się w to drugie pytanie bywało nawet nazywane w tradycyjnych rachunkach sumienia grzechem rozpamiętywania: czy nie rozpamiętywałem swoich krzywd?)

Jeśli członkowie naszych grup charyzmatycznych są właściwie uformowani, obyci ze słownictwem biblijnym i z terminologią kościelnego nauczania, to kiedy w kręgach Odnowy charyzmatycznej zapowie się „rekolekcje o uzdrowieniu wewnętrznym”, uczestnicy powinni zrozumieć to na pierwszym miejscu jako cykl spotkań na temat grzechu, sakramentalnego obmycia z grzechu i o wynikającej z tego nieuchronnie łasce uzdrawiania ludzkich wnętrz.

Tak być powinno. I często tak bywa. Kiedy o. E. Tardiff wypowiadał się na ten temat dla polskiej Odnowy, wyraził się tak: „sakrament pojednania jest swego rodzaju uprzywilejowanym miejscem uzdrowienia wewnętrznego”[2]. Podobnie mówiła s. Briege McKenna: „w sakramencie pojednania Jezus przychodzi, by oczyścić nasze dusze z trądu i uzdrowić nasze życie ze skutków grzechu”[3]. Zamieszczone zaraz po jej artykule „Dwanaście kroków wiodących ku uzdrowieniu wewnętrznemu” trudno odróżnić (i całe szczęście!) od omówienia dobrze znanej z katechezy listy warunków dobrej spowiedzi lub od (nieco mniej znanego) przepisu na nawrócenie Anonimowych Alkoholików.

2. Uzdrowienie skołatanej psychiki

Hasło „uzdrowienie wewnętrzne” bywa więc kojarzone, jak widzimy, z sakramentalnym uzdrawianiem z choroby grzechu. Ale niekoniecznie: oto na pytanie: „czy każdy potrzebuje uzdrowienia wewnętrznego?” – pada odpowiedź wcale nie zaczynająca się od słów: „tak, bo każdy jest grzeszny”, tylko: „każdy bez wyjątku doświadczył zranień, które wywarły wpływ na nasze zachowanie. Te rany przejawiają się jako […] smutek, strach, lęki nocne, obsesje”[4].

Drugie skojarzenie z określeniem „uzdrowienie wewnętrzne” to także troska o obolałą psychikę człowieka. Każdy doznał w ciągu swojego życia wielu zranień, wskutek tego jest uwikłany w sieć wspomnień o niepowodzeniach i odrzuceniach. Niektórzy – jak widać – sugerują, że skutkiem tej niemiłej sytuacji jest to, że człowiek jest niezdolny do normalnego chrześcijańskiego życia, zanim nie podda się specjalnym zabiegom modlitewnym zwanym w tym właśnie drugim znaczeniu „uzdrowieniem wewnętrznym”. Schorowana psychika woła o uzdrowienie, bez którego nie można ani doświadczyć miłosierdzia Bożego, ani normalnych relacji z ludźmi. Aby to uzdrowienie nastąpiło, konieczne jest poddanie się uzdrowieniu wewnętrznemu jako element normalnej formacji ku dojrzałości chrześcijańskiej. W wielu grupach Odnowy Charyzmatycznej taki element faktycznie proponuje się każdemu uczestnikowi albo w ramach Seminarium Odnowy Życia w Duchu Świętym (Rekolekcje Ewangelizacyjne Odnowy), albo w postaci osobnych rekolekcji uzdrowienia wewnętrznego, znów zalecanych wszystkim bez wyjątku).

3. Metody uzdrowienia wewnętrznego: powrót do przeszłości

W jeszcze innych przypadkach nazwą „uzdrowienie wewnętrzne” określa się konkretne metody, za pomocą których pragnie się uwolnić człowieka od jego bolesnych obrażeń duchowych i psychicznych. Kiedy pewien znany propagator uzdrowienia wnętrza mówi: „podczas mojej pracy w posłudze uzdrowienia zaangażowałem się w proces uzdrowienia wewnętrznego” – to nie ma na myśli, że często spowiada ani też że w jakiś ogólny sposób modli się o umocnienie wątpiących i pokrzepienie zagubionych serc. Chce wyrazić coś innego: chodzi o „kontakt z duszą dziecka we wnętrzu dorosłego” oraz o „przyprowadzenie tego zranionego dziecka do Pana Jezusa Chrystusa”[5]. Wtedy uzdrowienie wewnętrzne oznacza dobrze sprecyzowany zestaw technik duchowych i psychologicznych stosowanych w wielu środowiskach Odnowy Charyzmatycznej dla osiągnięcia upragnionego celu: wewnętrznego zdrowia.

Często możemy zaobserwować, że te metody mają tendencję do swoistej gradacji.

Zaczynają się od pragnienia uzdrowienia wspomnień. Zachęca się więc człowieka, by przypominał sobie rozmaite bolesne momenty z życia, szczególnie momenty zawinione przez innych. Następnie stosuje się technikę wyobrażania sobie, że te trudne momenty przeżywam raz jeszcze, tym razem z Jezusem. Wyobrażam też sobie, że Pan Jezus wypowiada rozmaite pocieszające słowa i wskutek tego przykre doznanie jest łatwiejsze do zniesienia. Niekiedy nawet twierdzi się, że to moje wyobrażenie faktycznie zmienia przeszłość. Jest ona inna niż była wcześniej, przed moimi wyobrażeniami, a to dlatego, że przecież Jezus jest Panem czasu i jest mu wszystko jedno, czy zmienia sytuację dziś, czy sytuację sprzed 20 lat. Przy uzdrawianiu wspomnień przez modlitwę: „Panie, uzdrów moje serce, uzdrów moje wspomnienia” – rozumie się „moje wspomnienia krzywd, jakich doznałem od innych”.

Drugim stopniem jest sugerowanie, że wiele krzywd mogło zostać przeze mnie zapomnianych, a więc leżą już tylko w nieświadomości i stamtąd prowadzą swoją niszczycielską działalność. Wskutek tego w ich wydobyciu na jaw często muszą służyć pomocą objawienia prorocze i słowa poznania animatorów charyzmatycznych, którzy podpowiedzą, o jakich doznanych przeze mnie krzywdach już nie pamiętam. „Panie, uzdrów to małe dziecko, którym byłem, i uzdrów moje zranienia”.

Trzecim stopniem jest sięganie po krzywdy doznane w życiu płodowym. Z natury rzeczy człowiek nie pamięta żadnych scen z tego okresu życia, ale jednak bywa zachęcany, aby i ten okres objąć modlitwą o uzdrowienie wewnętrzne. „Panie, wejdź ze mną aż do chwili, w której zostałem poczęty w łonie mojej matki. Jeśli byłem dzieckiem niechcianym, proszę, uzdrów mnie, Jezu!”

Wreszcie czwartym spotykanym w praktyce stadium jest kontynuowanie tego swoistego powrotu do przeszłości aż poza moment poczęcia. Jak jest to możliwe? Jest, mianowicie przez uzdrowienie międzypokoleniowe. Wydawnictwo jednego z ośrodków Odnowy w Duchu Świętym taki właśnie sposób uzdrowienia zaleca: „negatywne czyny i postępowanie przodków mogą dostać się do naszej «krwi» i pobrać opłatę od przyszłych pokoleń”, a to dlatego, że są „zakodowane genetycznie w systemie i ujawnią się w przyszłych pokoleniach[ ]: „jeśli ja się złoszczę, to może i mój ojciec ciągle się złościł, i dziadek również”. (Nawiasem mówiąc, na dziadku się nie kończy, bo przecież „dziękujemy ci, Panie, za uzdrowienie rygorystycznego życia w trzynastym pokoleniu matki”).

Oprócz powrotu do przeszłości bywa też oferowana wędrówka z Panem Jezusem w przyszłość: możemy mianowicie wyobrazić sobie złe doświadczenia, które jeszcze się nie wydarzyły i prosić niejako z góry o uzdrowienie negatywnych reakcji na nie[6].

Kilka ważnych pytań

Myślę, że dopiero po ustaleniu tych trzech znaczeń, w jakich występuje w popularnym nauczaniu charyzmatycznym nazwa „uzdrowienie wewnętrzne”, warto kontynuować dyskusję. Po pierwsze, zadajmy pytanie, jakie znaczenie uzdrowienia wewnętrznego tak krytycznie oceniła Aleksandra Kowal.

Na pewno nie w pierwszym znaczeniu, czyli uzdrowienia wnętrza człowieka chorego na grzech za pomocą odpuszczenia grzechu przez Boga. W definicjach, które podała, nie pojawia się w ogóle ani pojęcie grzechu, ani pojęcie odpuszczenia grzechów.

Część tekstu odnosi się za to na pewno do uzdrowienia wewnętrznego w drugim znaczeniu: zainteresowanie polepszeniem stanu psychicznego, relacji międzyludzkich, uśmierzenia niepokoju, bólu czy poczucia krzywdy. Tu leży pewna niedoskonałość tego tekstu: ktoś mógłby odnieść wrażenie, że chrześcijaninowi powinno być wszystko jedno, czy ktoś jest targany wewnętrznymi sprzecznościami czy też żyje w pokoju. Tymczasem z całą pewnością tak nie jest. Tak jak lepiej być zdrowym na ciele niż chorym, tak samo lepiej jest mieć serce pełne pokoju i cieszyć się miłymi relacjami ze wszystkimi naokoło niż być obolałą ofiarą swojej przeszłości.

Jednak zasadnicze zainteresowanie A. Kowal odnosi się do dwóch rzeczy:

(1) nadmiernego zainteresowania swoim dobrym samopoczuciem, tak jakby niemal wchodziło to w zakres obowiązków Pana Boga wobec człowieka;

(2) traktowania pewnych metod uzdrowienia wewnętrznego, na przykład wędrowania w wyobraźni w czasie, jako wniosku z czytania Pisma Świętego.

W związku z tymi dwoma obszarami zainteresowania nasunęły mi się pewne pytania do dyskusji, kontynuujące pytania A. Kowal (tu uwaga: nie bójmy się dyskutować! – niech przykładem będzie nam o. DeGrandis, który miał odwagę napisać: „nie jestem ekspertem w tej dziedzinie – mam tylko nadzieję, że uda mi się wzbudzić zainteresowanie i zachęcić do badań, które przyczynią się do powstania dalszych wytycznych postępowania”).

Pytanie pierwsze, dotyczące zacierania prawdy o grzechu

Zdarza się, że częścią metod uzdrawiania wewnętrznego bywa nadmierne podkreślanie Bożej akceptacji dla swojego stworzenia. Owszem, jest prawdą, że Bóg kocha każdego z nas takiego, jakim jest, ale czy wynika z tego Jego obojętność wobec grzechu?

Oto przypowieść o celniku i faryzeuszu. W nowej, charyzmatycznej interpretacji poszukiwacz uzdrowienia wewnętrznego dowiaduje się, że celnik się z całą pewności nie nawrócił, a pomimo to Bóg mu i tak przebaczył: „Nie nawrócił się, bo gdyby się nawrócił, straciłby pracę. Nie jest nawrócony”[7]. Nic nie szkodzi, bo „Bogu podoba się modlitwa złego człowieka, a nie tego dobrego”, jakim był faryzeusz.

Podobnie nowe wyjaśnienie zadziwiającej wypowiedzi Jezusa: „celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa” (Mt 21,31). W nowej interpretacji przestaje to być wezwaniem do nawrócenia: „Dlaczego celnicy i nierządnice wejdą do nieba prędzej? Ponieważ wiedzą, że są grzesznikami, wiedzą, kim są, żyją w prawdzie, nie kłamią”. Czy rzeczywiście złodziej, który śmiało mówi zgodnie z prawdą „jestem złodziejem i dalej nim będę”, to typ osoby, która żyje w prawdzie? A co z ewangelicznym „idź i nie grzesz więcej”?

Pytanie drugie, dotyczące przebaczenia

Czy to prawda, że „Jezus wybacza mi właśnie teraz i za każdym razem, gdy żałuję za swój grzech”[8]? Owszem, jeśli słowo „żal” rozumiem biblijnie, jako postawę życiową. Ale jeśli rozumiem je w nowoczesnym wydaniu w sensie „ile razy poczuję żal” to nie jest to prawdą.

Biblia nie całkiem tak uczy o przebaczeniu: „Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią” (1 Kor 4,4). „Jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień” (Mt 6,15). „Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam” (1 J 1,9). Jeśli „wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw twój dar przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim” (Mt 5,23-24). Zdaje się, że dość dobrze odzwierciedla tę biblijną naukę to, czego nauczyliśmy się na katechezie o pięciu warunkach dobrej spowiedzi. W każdym razie do odpuszczenia grzechów trzeba więcej niż uczucie żalu.

Nadmierne skoncentrowanie na wartości wewnętrznych odczuć i poruszeń serca może rzeczywiście skłaniać do pomniejszania wartości obiektywnych sposobów odpuszczenia grzechów. Oto dowiadujemy się z jednej z charyzmatycznych konferencji na temat uzdrowienia wewnętrznego: „Powinienem się wyspowiadać ze wszystkich grzechów ciężkich. Tak naucza Kościół katolicki. Ale Jezus nie czeka na to, aby mi wybaczyć. On wybacza mi, zanim przystąpię do spowiedzi. Dlaczego więc powinienem się spowiadać? Aby pogodzić się z Kościołem”[9].

Nie wydaje się to być w zgodzie z tym, czego naucza Kościół katolicki, który nie zna takiego rozdzielania na pojednanie z Bogiem (wyłącznie przez wewnętrzne akty grzesznika) i pojednanie z Kościołem (przez zewnętrzny gest sakramentalny). Kościół uczy: „Celem i skutkiem sakramentu [pojednania] jest pojednanie z Bogiem” (KKK 1468), oraz dalej, że jednocześnie ten sam sakrament, „jedna nas z Kościołem” (KKK 1469). Tak, skutkiem sakramentu jest pojednanie z Bogiem oraz z Kościołem.

Może dlatego zapowiedź rekolekcji o uzdrowienie wewnętrzne w Odnowie Charyzmatycznej mniej kojarzy się z przygotowaniem do dobrej spowiedzi, a bardziej z pytaniami: „czy twoi rodzice kłócili się, kiedy twoja matka była w trzecim miesiącu ciąży z tobą”, albo z proroctwami w stylu: „twoja matka cierpiała na depresję, kiedy miałeś roczek i właśnie wtedy wypadłeś z łóżeczka”.

Pozostaje też inne ciekawe pytanie: dlaczego w Odnowie Charyzmatycznej rekolekcje o uzdrowieniu wewnętrznym są często czymś dodatkowym, po seminarium życia w Duchu Świętym, dlaczego w wielu ośrodkach takie rekolekcje uważa się za konieczny etap formacji członka ruchu charyzmatycznego po seminarium (REO), dlaczego wreszcie w wielu wersjach takich seminariów dołączono dodatkowe spotkania pod nazwą modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne?

Czyżby nie wszyscy podzielali optymizm autorów Katechizmu w sprawie uzdrawiającej mocy Ewangelii? Czy nie kryje się za tym przypuszczenie, że zwykle po prostu wcale tak nie będzie, że człowiek doprowadzony do pokuty i wyznania grzechów po przyjęciu uświęcającej łaski Bożej, mocy Ducha i po zachęcie do aktywnego życia we wspólnocie Kościoła – że taki człowiek „pojedna się z samym sobą w głębi własnego ja, odzyskując wewnętrzną prawdę, pojedna się z braćmi, w jakiś sposób przez niego skrzywdzonymi i znieważonymi, pojedna się z Kościołem, pojedna się z całym stworzeniem” (por. KKK 1469). Czy nie kryje się za tym myśl, że zwykle wcale tak się nie będzie działo i dlatego trzeba znaleźć inną metodę: po prostu taką, która jest bardziej skuteczna?

Pytanie trzecie, co do technik stosowanych w uzdrowieniu wewnętrznym, a zwłaszcza wizualizacji

Do kolejnych, potęgujących się prób powracania w wyobraźni do przeszłości dołączają się metody usunięcia zranienia w chwili jego powstania, czyli – ni mniej, ni więcej – w przeszłości. Polega to na wyobrażaniu sobie, że Jezus staje koło nas, wyobrażaniu sobie, że odbywa z nami wędrówkę w czasie, cofa się – ciągle razem z nami – do czasu naszego dzieciństwa, życia płodowego (a nawet, w wypadku uzdrowienia międzypokoleniowego, o kilkaset lat wstecz!) – i tam wypowiada słowa uzdrowienia: „W wyobraźni doprowadziliśmy przodka przed miłujące oblicze Jezusa Chrystusa”[10]. Często dochodzi do tego też wyobrażanie sobie, że kogoś przepraszam: „Widzę tę osobę w moich myślach. Zarzucam jej ręce na szyję i mówię do tej osoby: przebaczam ci”[11].

Ta praktyka rodzi poważne pytanie: czy moja wyobraźnia to stosowne narzędzie, by skłonić Boga do zaplanowanego przeze mnie postępowania? Czy można zarzucić ręce na szyję osobie nieobecnej (lub dawno temu zmarłej) za pomocą sił wyobraźni? Czy nie pozostaje to wszystko – no właśnie, po prostu wyobraźnią? I czy chrześcijaństwo to religia wyobraźni?

Cele metody

Aleksandra Kowal pisze: „Niejawnym celem całego procesu staje się po prostu wyleczenie człowieka z konkretnej choroby lub zapobieganie następnym”. Wiąże się to z ważnym problemem systematycznego rozbudowywania nierealistycznych oczekiwań dotyczących uzdrowienia w Odnowie Charyzmatycznej. Zresztą tu problem jest szerszy, bo dotyczy już nie tylko uzdrowienia wewnętrznego, ale i całkiem zwyczajnie „zewnętrznego”.

W ruchu Odnowy można spotkać się regularnie z takim stawianiem problemu uzdrowienia: „Dlaczego nie wszyscy zostają uzdrowieni?”. Gdyby ktoś nigdy nie był na spotkaniach z modlitwą o uzdrowienie, to myślałby, że pytanie to zrodziło systematyczne powtarzanie się takiej oto sytuacji: zwykle na modlitwę o uzdrowienie przyjeżdża 20 osób na wózkach inwalidzkich. Zwykle po modlitwie 18 z nich zostawia swoje wózki, a dwie osoby – nie wiadomo dlaczego nieuzdrowione – odjeżdżają na wózkach. I trudno to wyjaśnić. Albo: przyszło 30 osób z legitymacją związku niewidomych. Dwadzieścia sześć zostawiło po modlitwie swoje legitymacje, bo nie będą im już więcej potrzebne. Powstaje trudne pytanie: dlaczego cztery osoby zostały nieuzdrowione? Czy to nie dziwne?

Postawienie problemu: „Dlaczego nie wszyscy zostają uzdrowieni?” – sprawia wrażenie, jakby realia modlitwy o uzdrowienie wyglądały tak, że znakomita większość chorych zostaje w czasie konkretnej sesji modlitewnej uzdrowionych, a nie wiadomo dlaczego nieliczni pozostają nieuzdrowieni. Jednak takie pytanie mogłoby powstać tylko u kogoś, kto nigdy na takich modlitwach nie był, a nie u kogoś, kto ich oglądał dziesiątki, zarówno u katolików, u protestantów, jak i w rozmaitych wspólnotach wolnokościelnych[12]. Wielokrotnie rozmawiałem z ludźmi, którzy zapewniali mnie, że Jezus dość szybko uzdrawia większość chorych niezależnie od ich choroby, że jest to tylko kwestia wiary. Zwykle pytałem wtedy: „A gdzie wasza wspólnota ma magazyn wózków inwalidzkich, które jako niepotrzebne zostały po modlitwach? Znam ludzi, którym taki sprzęt mógłby się przydać”.

Ponieważ realia są takie: z ciężkich chorób, które widać gołym okiem (wózek inwalidzki, ślepota, niedorozwój umysłowy), uzdrowienia są niezwykle rzadkie, nie częstsze niż w Lourdes, czyli jedno na wiele tysięcy modlitw. Wiele grup modlących się o uzdrowienie (grup katolickich, protestanckich i wolnokościelnych) po latach modlitw nie ma na stanie ani jednego niepotrzebnego wózka inwalidzkiego pozostawionego przez uzdrowioną osobę.

Problemem nie jest: „Dlaczego nieliczni nie są uzdrowieni”, tylko stanięcie w prawdzie: bardzo rzadko następuje uzdrowienie z ciężkich chorób. Realia wyglądają tak: chociaż sala jest pełna inwalidów to świadectwa uzdrowienia dotyczą przeważnie ustania bólu głowy i łatwiejszego poruszania sztywną nogą. Statystycznie mało jest świadectw uzdrowienia z ciężkich chorób. Chorzy na wózkach w znakomitej większości zostają na wózkach, a niewidomi od urodzenia – w większości pozostają niewidomi.

W związku z modlitwą o uzdrowienie wewnętrzne warto zadać sobie pytanie, czy nie towarzyszą jej podobnie nierealistyczne oczekiwania co do jej skuteczności.

P R Z Y P I S Y :
[1] Np. kiedy o. Józef Augustyn wypowiadał się o uzdrowieniu wewnętrznym na użytek Odnowy Charyzmatycznej, to od razu skierował rozmowę na te właśnie tory: J. Augustyn, Uzdrowienie wewnętrzne, „Zeszyty Odnowy w Duchu Świętym” nr 4 (1995), s. 20.
[2] E. Tardif, Przebaczenie i uzdrowienie wewnętrzne, „Zeszyty Odnowy w Duchu Świętym” nr 4 (1995), s. 43.
[3] B. McKenna, Prawdziwe uzdrowienie, „Zeszyty Odnowy w Duchu Świętym” nr 4 (1995), s. 13.
[4]Co niesie życie, „Zeszyty Odnowy w Duchu Świętym” nr 4 (1995), s. 13.
[5] Por. R. DeGrandis, Uzdrowienie międzypokoleniowe, Łódź 2003, s. 13.
[6] D. Linn, M. Linn, Uzdrowienie ludzkich zranień, Kraków 1993.
[7] Por. R. Faricy, Konferencja I, „Zeszyty Odnowy w Duchu Świętym” nr 1 (1999). s. 13.
[8] Por. tamże, s. 6.
[9] Por. tamże.
[10] Por. R. DeGrandis, Uzdrowienie międzypokoleniowe, dz. cyt., s. 7, 14, 21, 95.
[11] Por. R. Faricy, Konferencja II, „Zeszyty Odnowy w Duchu Świętym” nr 1 (1999). s. 20.
[12] Osobom, które nie mają czasu, aby w dziesiątkach takich sesji uczestniczyć, pozostaje lektura, np. S.J. Pullum, „Foul Demons, come Out”: The Rhetoric of Twentieth-Century American Faith Healing, Westport (Conn.)/London 1999.


KS. ANDRZEJ SIEMIENIEWSKI
  

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CAPTCHA ImageChange Image