ZGORSZENIE W KOŚCIELE

W Tygodniu Męki Pańskiej, w czasie szczególnie głębokiej refleksji nad tajemnicą krzyża, który jest głupstwem dla pogan i zgorszeniem dla Żydów, pragnę poprowadzić ostatnie rozważanie z cyklu tajemnicy Kościoła i zatrzymać się w nim nad zgorszeniem, jakie ma miejsce w Kościele i jakie dokonuje się przez Kościół.

W Ewangelii Pan Jezus wyraźnie zaznacza, że zgorszenia muszą przyjść. Dodaje jednak natychmiast: biada temu, przez którego przychodzą, lepiej by mu było uwiązać kamień młyński u szyi i pogrążyć go w głębokościach morskich. Ten obraz kamienia młyńskiego uwiązanego u szyi mówi o wielkości grzechu zgorszenia. Słowa Chrystusa są powiedziane z myślą o Kościele. Ludzie w Kościele czynili, czynią i będą czynić zło. Tak było od początku. Ciężkiego grzechu dopuścił się Piotr w Wielki Piątek. Pierwszy papież skłamał i zaparł się Chrystusa. Nie da się tych grzechów w żaden sposób usprawiedliwić. Zgorszenie dane przez Judasza i Piotra jest publicznie głoszone w Kościele przez dwadzieścia wieków i będzie głoszone do końca świata.

Ludzie w Kościele, nawet na wysokich stanowiskach, popełniali, popełniają i będą popełniać grzechy, i to ciężkie. Trzeba się z tym liczyć. Nawet święci popełniali grzechy. Grzech w drodze do świętości jest możliwy. Czcimy św. Piotra mówiąc równocześnie o jego ciężkim grzechu na dziedzińcu Kajfasza. Chrystus wiedząc, że nie da się usunąć zgorszenia, wkomponował je w dzieje Ewangelii na ziemi. Nie usprawiedliwiał nigdy gorszycieli, wyraźnie powiedział, że lepiej by było uwiązać kamień młyński u szyi. O Judaszu rzekł bardzo twarde słowa: lepiej by mu było, aby się nie narodził. Człowiek gorszący uczestniczy w strasznej tragedii. Zgorszenie to część tajemnicy człowieka, jego słabości i nieprawości. Skoro Bóg zgodził się na to, aby zgorszenie miało miejsce w Kościele, to uczynił to tylko dlatego, iż można z tego zgorszenia wyprowadzić jakieś dobro. Tu trzeba postawić pytanie: Jakie dobro może być zawarte w zgorszeniu, wtedy kiedy prawda o grzechach ludzi należących do Kościoła dociera do innych i w dużej mierze osłabia lub podcina ich zapał religijny?

Odpowiedź jest jedna: jest to najboleśniejsze oczyszczenie wiary. Człowiek winien w Kościele szukać i spotkać Boga. Ten Bóg w Kościele może się znaleźć w skompromitowanych rękach sług Kościoła. Ten, kto szuka Boga, przyjdzie do Boga, mimo iż On spoczywa w skompromitowanych rękach. Ten, kto nie szuka Boga, spojrzy na skompromitowane ręce i odwróci się od nich, ale tym samym odwróci się od samego Boga.

Warto pamiętać, że można ubóstwić i Kościół. Kościół również może stać się bożkiem. Gdyby Kościół promieniował wielkim blaskiem świętości, a ludzie Kościoła byli samymi archaniołami, bez najmniejszej skazy, to wielu przychodziłoby do Kościoła nie ze względu na Boga, tylko ze względu na obecną w nim doskonałość. Kościół może stać się bożkiem. Bóg wykorzystuje więc grzech popełniony w Kościele, mimo iż wolałby, żeby go nigdy nie było, dla oczyszczenia naszej wiary. To jest mniej więcej tak, jakby ktoś otrzymał ze Stanów Zjednoczonych zawiadomienie, że przesłano na jego adres dziesięć milionów dolarów, ale musi udać się do banku i przyjąć ten dar od kasjera. On zaś jest wściekły na tego kasjera. W jego oczach kasjer jest skompromitowany. Powiada, że ze względu na kasjera nie pójdzie: taką decyzją traci dziesięć milionów dolarów. Kapłan to kasjer, który przekazuje nie dziesięć milionów dolarów, ale wprost samego Boga. Kapłan może być skompromitowany, ale niesie samego Boga. Ten, kto szuka Boga, kiedy spotka się ze skompromitowanym człowiekiem, który mu Boga podaje, musi oczyścić swoją wiarę. Musi zapytać, po co ja przychodzę do Kościoła?

Kilka miesięcy temu rozmawiałem z ludźmi, którzy otrzymali młodego kapłana, dopiero co po święceniach. Do tego czasu w ich parafii był tylko schorowany, słaby, marnie już mówiący starszy kapłan. Po kilku miesiącach w kościele było 50% więcej ludzi, szczególnie kobiet. Mężczyźni z uśmiechem powiadali, że już piętnaście minut przed Mszą św. pędzą do kościoła. Katecheta to przystojny, młody człowiek. W domu uczestnicy Mszy świętej rozmawiają o nim, mówiąc jak odprawia, jak mówi, jak śpiewa, jak rozkłada ręce.

Pytanie: kogo w Kościele szukają? Boga? Bóg był w rękach starego schorowanego księdza. Kogo szukają? Istnieje ciągle niebezpieczeństwo, że my w Kościele będziemy szukać pięknego wystroju, wspaniałego nastroju, uroczych ludzi. Zaczekajmy do nieba, tam jest wszystko na najwyższym poziomie. My nie jesteśmy aniołami, a w naszych kapłańskich rękach, słabych i małych, jest Skarb — sam Bóg.

Jak należy się zachować wobec gorszących w Kościele? Przede wszystkim należy sprawdzić wiarygodność przekazywanych wiadomości. Pamiętajmy, że najłatwiej podcinać autorytet przez podawanie wiadomości oszczerczych. Jedna wiadomość nieprawdziwa — oszczercza, wystarczy, aby podciąć zaufanie do człowieka. Trzeba sprawdzić, ponieważ zło doskonale wie, że wiadomość oczerniająca podcina zaufanie, i dlatego często się nią posługuje.

Nigdy nie uogólniać. Jeden ksiądz się upił, to wszyscy pijacy? Jeden jest chciwy, awanturę zrobił o pieniądze, to wszyscy są materialistami? Jest to kłamstwo. Nigdy takiego uogólnienia nie wolno stosować ani do kapłanów, ani do sióstr zakonnych, ani do lekarzy, nauczycieli, nigdy. Takie uogólnienie jest kłamstwem.

Nie ukrywać prawdy za wszelką cenę, nie tuszować i nie tłumaczyć, jeśli jest czarne, to nie wybielajmy, jeśli znam smutną prawdę, to nie mogę mówić, że jest dobrze. Ale też nie rozgłaszajmy, bo nie jesteśmy powołani do obmawiania innych. Rozgłaszanie prawdziwych grzechów jest obmową. Smutną prawdę mówimy tylko wtedy, kiedy jest to koniecznie potrzebne.

Modlić się za gorszycieli i modlić się za zgorszonych. Zwłaszcza za tych drugich, aby potrafili wykorzystać zgorszenie do umocnienia swojej wiary. Warto wiedzieć, że w Kościele najgłośniej krzyczą o zgorszeniu ci, którzy sami popełniają ciężkie grzechy. Wydaje im się, że mówiąc o grzechach duchowieństwa i ludzi Kościoła, usprawiedliwiają samych siebie. Sądzą, że jeśli duchowni źle robią, to i oni mogą. Taka jest zasada samousprawiedliwienia. Święty się nie gorszy, dlatego że wie, jak słaby jest człowiek, jak łatwo o grzech, jak łatwo o upadek. Raczej cierpi, modli się, wynagradza. Tak się ma sprawa ze zgorszeniem w Kościele. Powtarzam jeszcze raz, jest to wielka próba wiary. Ktokolwiek przeżył taką próbę, wie, jaka ona jest bolesna. Myślę, że nie można być dojrzałym chrześcijaninem bez przeżycia takiego zgorszenia; jest to po prostu potrzebne do tego, by człowiek w Kościele szukał Boga i tylko Boga.

Chrystus gorszył ludzi, mówił wprost, błogosławieni, którzy się ze Mnie nie gorszą. Zgorszył swoją surowością. Przypominam sytuację, gdy po kazaniu pięć tysięcy mężczyzn odwróciło się plecami do Niego mówiąc: twarda jest ta mowa, któż jej słuchać może? Zgorszenie może być połączone z twardymi wymaganiami. Chrystus, który z powrozem w ręku wszedł do świątyni i robił porządki, zgorszył obecnych. Ale gorszył również swoją łagodnością, rozmawiał z celnikami, pozwolił na to, aby prostytutka wycałowała Jego stopy. Tak samo jest z Kościołem. Kościół też gorszy: jednych surowością, innych łagodnością.

Wchodzimy w okres Męki Pana Jezusa, pamiętajmy, że najwięcej ludzi zgorszyło się krzyżem, słabością Chrystusa, wtedy, kiedy pozwolił upokorzyć się aż do poziomu najgorszego ze skazańców. Dzieje Chrystusa powtarzają się w dziejach Kościoła. Jest wiele momentów, kiedy uderzamy głową o twarde wymagania Kościoła, ale też czasem dziwimy się łagodnym zarządzeniom Kościoła, zwłaszcza wobec wielkich grzeszników.

Dotykamy tajemnicy Chrystusa i tajemnicy Kościoła. Ktokolwiek jednak z Ewangelią w ręku wędruje śladami Chrystusa, ten potrafi i zgorszenie wykorzystać dla umocnienia swojej wiary, nadziei i miłości.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CAPTCHA ImageChange Image