SKARB W GLINIANYM NACZYNIU – ROZMOWA Z KS. PROF. ŁUKASZEM KAMYKOWSKIM

ARTUR SPORNIAK: – Dlaczego deklaracja „Dominus Iesus” spotkała się z taką falą krytyki?

KS. ŁUKASZ KAMYKOWSKI: – Deklaracja zostałaby inaczej odebrana, gdyby niektóre jej sformułowania nie kojarzyły się naszym braciom niekatolikom z prześladowaniami z dawnych czasów. Tak się złożyło, że po jej ogłoszeniu spotkałem się z Żydami w oświęcimskim Centrum Dialogu i Modlitwy oraz z członkami krakowskiego oddziału Polskiej Rady Ekumenicznej, skupiającej Kościoły protestanckie i Kościół prawosławny. Siłą rzeczy watykański dokument stał się jednym z tematów obu spotkań. Protestanci np. obawiali się, że – tak jak przed wojną – w życiu codziennym zaczną być traktowani przez katolików jako ludzie drugiej kategorii.

Także dla wielu katolików dokument okazał się problemem, a mimo to wielu duchownych w Polsce – odpowiedzialnych przecież za zrozumiały przekaz wiary – bagatelizowało trudności świeckich. Można było usłyszeć opinie, że zastrzeżenia wobec deklaracji to burza w szklance wody, że są one wynikiem mentalności prywatnych kapliczek, że świeccy zbytnio ufają własnemu osądowi, pojawiły się także oskarżenia o sianie zamętu, o manipulację dziennikarzy, a nawet o złą wolę. Czy autorzy tych sformułowań nie powinni się raczej zastanowić, skąd bierze się taki opór wobec dokumentu?

– Oczywiście, że powinni. Deklaracja jest właściwie swoistą antologią cytatów z dokumentów, które cały świat katolicki teoretycznie powinien znać. Jak każdy wybór cytatów i ta antologia jest zrobiona z pewnym zamysłem. Mam wrażenie, że zamysł ten umknął uwagi znacznej części komentatorów, choć na łamach „Tygodnika” ukazał go ks. Adam Boniecki. Chodzi o polemikę z nowym nurtem tzw. teologii pluralistycznej, zrodzonym w krajach Dalekiego Wschodu, zwłaszcza w Indiach, gdzie katolicy stanowią znikomą mniejszość, a wiara w Chrystusa jest postrzegana jako obca i niezrozumiała. Niektórzy teolodzy, angażując się w dialog międzyreligijny, relatywizują osobę Chrystusa. Dlatego biskupi zgromadzeni na synodzie poświęconym Azji zwrócili się z prośbą do Kongregacji Nauki Wiary, aby wyjaśniła, z czego Kościół, prowadząc dialog międzyreligijny, nie może zrezygnować w swoim wyznawaniu wiary. Deklaracja ma więc formę wyznania wiary – na co słusznie zwrócił uwagę ks. Tomasz Węcławski na łamach „TP” – i jest skierowana zwłaszcza do katolickich Kościołów i teologów Azji, pokazując granice bezpiecznej refleksji.

Natomiast wygląda na to, że autorzy deklaracji nie wzięli pod uwagę tego, iż przy obecnym zainteresowaniu mediów Watykanem, nie jest możliwe, by publicznie ogłoszony dokument trafił jedynie do wybranych adresatów. Dzisiaj trudne teksty teologiczne niekoniecznie opatrzone komentarzem najbardziej kompetentnym, natychmiast trafiają pod strzechy.

Jednostronność wyboru cytatów w deklaracji zaskakuje przeciętnego wiernego, zwłaszcza jeżeli został wychowany w duchu traktowania Soboru jako całkowitego przełomu (to, co nowe, zostało przeciwstawione staremu). Tymczasem II Sobór Watykański nie był aż tak rewolucyjny, jak się przeważnie wydaje ludziom, którzy się nim bliżej nie zajmują. W owym czasie podkreślano przede wszystkim nową atmosferę otwarcia, która się nie kojarzy z prawdami powtórzonymi także przez Sobór (a teraz w deklaracji), ale nagłaśnianymi zwłaszcza w okresie, kiedy Kościół nie chciał dialogu.

Granice Kościoła

Przyjrzyjmy się konkretnym zarzutom wobec deklaracji, np. bagatelizowaniu podziału chrześcijaństwa. W punkcie 17. czytamy: „Brak jedności wśród chrześcijan jest z pewnością raną dla Kościoła: nie w tym sensie, że Kościół jest pozbawiony jedności, lecz że podział »przeszkadza w pełnym urzeczywistnieniu się jego powszechności w historii«”.

– Nieszczęśliwie się stało, że sprawa jedności chrześcijan została w deklaracji potraktowana rzeczywiście marginalnie i funkcjonalnie, tzn. została podporządkowana głównemu tematowi dokumentu: jedyności i powszechności zbawczej Chrystusa. Chrystus nie istnieje abstrakcyjnie. Jest w Kościele, który założył. Dlatego zrozumiałe jest, że dokument zastanawia się, czym jest Kościół i w jakich istnieje granicach. Główna intencja jest taka: my, katolicy możemy gwarantować spotkanie z Jezusem w Kościele katolickim, za inne wspólnoty nie możemy brać pełnej odpowiedzialności.

Język deklaracji jest bardziej kategoryczny. Wartość Kościoła katolickiego jest ukazywana na tle innych wspólnot.

– Dokument przedstawia stan samoświadomości Kościoła głównie w oparciu o dokumenty soborowe. Od czasu Soboru, a więc przez 35 lat, dyskusja o Kościele właściwie się na dobre nie rozpoczęła.

Czy dokument nie był okazją, by ją rozpocząć?

– Okazją będzie być może dopiero dyskusja wokół deklaracji.

Powrócę do przytoczonego cytatu. Takie potraktowanie rozłamu chrześcijaństwa z 1054 roku może zostać skojarzone z postawą małżonka, który po rozwodzie zarzeka się, iż nic się nie stało, że nadal trwa jedność małżeństwa, bo on jest niewinny, choć wiadomo, że wina od początku leżała po obu stronach.

– Wina leżała po obu stronach i dlatego naszym braciom z innych Kościołów i Wspólnot deklaracja kojarzy się z pychą i wywyższaniem się. Ważne jest, żeby umieć rozróżnić między odpowiedzialnością za otrzymany skarb, a zapominaniem, że się go przechowuje w naczyniu glinianym. To jest problem i grzech obecny w Kościele od samych jego narodzin – począwszy od apostołów Jana i Jakuba, którzy myśleli, że będą w królestwie niebieskim siedzieć po prawej i lewej stronie Pana Jezusa. Z takim myśleniem Jezus musiał stale walczyć (,,Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą”, Mt 20,26) i walczy do tej pory. Myślę, że dyskusja wokół deklaracji też czegoś nas uczy.

Natomiast zacytowany fragment deklaracji mówi o jedności Kościoła, opartej na obietnicy Jezusa, że będzie z nami aż do skończenia świata. Jest to wyznanie wiary, że mimo rozpadu chrześcijaństwa ta najgłębsza jedność, przywołująca obecność Chrystusa, nie została zagubiona. Choć prawdą jest, że gdybyśmy doczekali się pełnej powszechności Kościoła, o którą Jezus modlił się w Modlitwie Arcykapłańskiej, gdyby udało się pojednać te wszystkie różnorodne formy wyrazu i bogactwa obecne w innych Kościołach i Wspólnotach, z pewnością Kościół byłby znacznie piękniejszy.

Kościół prawosławny dużo poważniej traktuje skutki rozpadu. Uznaje tylko siedem pierwszych soborów. Patriarcha Bartłomiej I tłumaczy, że to z szacunku dla Kościoła katolickiego Kościół prawosławny nie traktuje swoich synodów jak sobory powszechne. Od czasu podziału nie ogłasza także nowych dogmatów.

– My natomiast wierzymy, iż papież jako następca Piotra jest widzialnym znakiem jedności. Ta prawda wiary katolickiej wymaga tym głębszej pokory, im bardziej rozumiemy, że mamy ją przechować do czasu, aż całe chrześcijaństwo zechce – jak ufam – zrozumieć potrzebę i wagę tej prawdy.

Dialog czy nawracanie

Pojawił się także zarzut, że styl deklaracji podważa szczerość dialogu międzyreligijnego i ekumenicznych gestów Kościoła katolickiego wobec innych chrześcijan. Traktowanie dialogu jako części misji rodzi obawę, że my, katolicy pod pozorem rozmowy chcemy po prostu nawracać.

– Trzeba zdawać sobie sprawę, że wbrew pozorom fakt posiadania skarbu –jedynego i najcenniejszego – oraz obowiązek dzielenia się nim z innymi, nie muszą i nie powinny łączyć się z postawą nietolerancji, wywyższania się, narzucania prawdy innym, ani takich postaw usprawiedliwiać. My nie chcemy czuć się lepsi dlatego, że obarczeni zostaliśmy przez Boga odpowiedzialnością za dobro – jedyne, niepowtarzalne, raz na zawsze dane w historii wszystkim. Jeśli wielkość naszej wiary budzi niepokój u niekatolików, powinien być to niepokój twórczy. Ale aby taki był, katolicy powinni żyć tak, żeby prawda, którą głoszą, przyciągała, budziła świętą zazdrość. A tego nie da się uczynić żadną deklaracją. Dlatego Jan Paweł II tak często wspomina męczenników i ich daje za przykład.

Uwidacznia się tutaj także problem dwuznaczności określenia „katolicki”. Z jednej strony oznacza ono powszechność, skierowanie do wszystkich, z drugiej – kojarzy się z historycznie ukształtowaną strukturą, która miała także ciemne strony. Katolikowi papiestwo kojarzy się z postaciami kilku wybitnych papieży ostatnich czasów. Protestantowi kojarzyć się zaś będzie przede wszystkim ze zgorszeniem, przeciwko któremu Reformacja wystąpiła w XVI wieku.

Czy podkreślanie, że głosimy prawdę ostateczną, nie czyni dialogu niemożliwym? Warunkiem postępu dialogu jest przecież przekonanie, że choć niezachwianie wierzę, iż w mojej wierze trafiam w sedno, to spodziewam się, że wspólnie z innymi Pan Bóg pozwoli mi dotrzeć jeszcze głębiej.

– I podstawy takiego myślenia znajdziemy także w deklaracji. Wierzymy przecież, że Chrystus działa także poza granicami Kościoła katolickiego. Jesteśmy tylko ludźmi. Bogactwo, którego nie zawdzięczamy własnym zasługom tylko łasce Bożej, nas przerasta. Fragmenty tego bogactwa inni mogą pielęgnować doskonalej. To np. dzięki protestantom ponownie odkrywamy Biblię. Jak ktoś ma szkatułkę pełną klejnotów, to może nie zwracać uwagi na niektóre z nich. Natomiast ten, co ma jedną perłę, potrafi ją przepięknie oprawić.

– Jak pogodzić ze sobą zdefiniowanie wierzeń innych religii jako jedynie ludzkich poszukiwań Boga (punkt 7. deklaracji) z powtórzeniem starej prawdy, że także w innych religiach odnaleźć można ziarna Słowa Bożego (punkt 21.)? Wygląda na to, że Kościół nie może się zdecydować, czy Bóg mówi, czy nie mówi poprzez inne religie.

– Jako katolicy jesteśmy odpowiedzialni – i w tej odpowiedzialności wspomagani teologalną wiarą – za publiczne objawienie, czyli za główną drogę do zbawienia, objawioną przez Boga. Natomiast wierzymy i wyznajemy, że Jego miłosierdzie, miłość i prawda nie ma granic i obejmuje wszystkich ludzi.

Myślę, że sformułowanie koherentnej teologii zbawienia na tej głównej i na mniej głównych drogach historii jest jeszcze ciągle przed nami. Wciąż się próbuje budować taką teologię. Niektóre próby budzą niepokój. Stąd deklaracja, przypominająca to, czego w poszukiwaniach teologicznych nie można zagubić.

Zakopywanie talentów

Przytoczone na początku deklaracji Wyznanie wiary używa języka paradoksu, najbardziej adekwatnego do głęboko paradoksalnych prawd naszej wiary (Bóg jeden w trzech Osobach; Bóg-Człowiek; Kościół zarazem grzeszny i święty). Deklaracja używa natomiast jednostronnego języka zastrzeżeń „tak, ale…”. Zrodziło to wrażenie, że jedynym remedium na relatywizowanie prawdy jest jej absolutyzacja, która zwykle prowokuje pokusę zawłaszczania prawdy. Czy Kongregacja Nauki Wiary nie powinna bardziej zdecydowanie sięgać po język paradoksu?

– W Kościele zawsze będzie istniało napięcie między naszą ludzką słabością a doskonałością prawdy powierzonej w nasze ręce. Podobnie zawsze będzie istniało napięcie między pragnieniem i obowiązkiem wyjścia z miłością do innych, a troską, by nic nie zgubić z tego, co zostało nam powierzone.

Podczas wspomnianego przeze mnie spotkania z krakowskim oddziałem Polskiej Rady Ekumenicznej czytane były słowa św. Pawła: „Bracia, uważajcie innych za wyżej stojących od siebie”. Powiedziałem, że choć czuję się strażnikiem skarbu przechowywanego w Kościele katolickim, wcale się nie uważam za wyżej stojącego od nich.

Co to znaczy być strażnikiem?

– Strażnik jest tym, który wie, że jest sługą w domu swego Pana. Że ma nie tylko zachować, ale także pomnożyć Jego talenty. Że owe talenty ma nie do własnej dyspozycji i że będzie z nich rozliczony.

Czy deklaracja, kładąc nacisk na zachowanie tego, co jest, nie zakopuje ewangelicznych talentów?

– Gdyby Kościół w swojej postawie okazywał tylko takie oblicze, rzeczywiście byłoby to zakopywaniem talentów. Paweł VI dostrzegał to, dlatego w swojej encyklice „Ecclesiam suam” wyraźnie przestrzegł, że nie możemy tylko strzec depozytu. Bóg pierwszy wychodzi do grzesznej ludzkości. Bóg pierwszy daje nam swojego Syna. Nie możemy być inni.

Ale nie zapominajmy, że zakopujemy talenty także wtedy, kiedy uważamy, iż nie wypada mówić o Chrystusie, nie wypada się upierać przy jakichkolwiek prawdach, bo to może kogoś dotknąć czy obrazić.

Powtórzę pytanie. Czy Kongregacja Nauki Wiary nie pomnożyłaby talentów Kościoła, gdyby odważniej sięgała po język paradoksu? Za wzorzec mogłoby służyć paradoksalne stwierdzenie św. Pawła z Listu do Kolosan, że swoim cierpieniem dopełnia „braki udręk Chrystusa” (cierpienie – rozumiane jako ofiara – realnie dopełnia cierpienie Chrystusa, choć zarazem wiadomo, że ofierze Chrystusa nic nie brakuje)…

– Cały trud misji i dialogu Kościoła ze światem jest dopełnianiem udręk Chrystusa. To nie może się dokonywać bezboleśnie. Chrystus nie ogłosił swojej Dobrej Nowiny wszystkim bezpośrednio, tylko powierzył ją garstce wybrańców, mówiąc: idźcie i głoście ją całemu światu, pamiętając, że Ja jestem z wami. Z pokorą przyjmujcie odrzucenie, porażki, samotność, wiedząc, że Ja przyjąłem samotność i cierpienie Krzyża, w którym jest zwycięstwo. Nie bójcie się upadków i słabości, bo dany jest wam Duch Święty, a moc w słabości się doskonali.

Nie tyle chodziło mi o cierpienie, na które „naraża” wiara w Chrystusa, co o próbę przekroczenia za pomocą podobnych do Pawłowego paradoksów obu skrajności (relatywizowania i absolutyzowania prawd wiary). Na przykład w twierdzeniu: „choć głęboko wierzę, że Bóg objawił mi się w mojej wierze w sposób doskonały, to zarazem inne religie realnie dopełniają braki mojej wiary”, mogliby się chyba odnaleźć także niekatolicy i niechrześcijanie. W dobie globalizacji, kiedy na co dzień stykamy się z wielością religii i kultur, nawracanie kojarzy się z prozelityzmem.

Misteria w globalnej wiosce

– Na pewno musimy poważnie przemyśleć, jak głosić Ewangelię, skoro każda wypowiedź może natychmiast trafić do ogromnej liczby ludzi, z których nie wszyscy są odpowiednio przygotowani. Ale istota się nie zmienia. Zawsze będą aktualne słowa: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię”.

Ten poważny problem misyjny i duszpasterski widać wyraźnie w pytaniu, z jaką symboliką iść do świata? Sensem większości naszych symboli jest przypominanie chrześcijanom podstawowych prawd wiary. Z jakimi symbolami iść do niechrześcijan? Chrystus ukrzyżowany naprawdę jest szokiem dla ludzi nie wychowanych w naszej kulturze. Polak często nie zdaje sobie z tego sprawy, dlatego niechęć do krzyża uważa za bluźnierstwo, za atak na swoją wiarę. W pierwszych wiekach chrześcijanie bardzo ostrożnie wprowadzali symbolikę krzyża. W pierwotnej symbolice odnajdziemy np. symbol bluszczu, zapożyczony z zastanej kultury świata starożytnego, który przypominał o wiecznym życiu, głosił więc Dobrą Nowinę o nieśmiertelności. Pierwsi chrześcijanie mieli dużo większe wyczucie, że potrzebna jest mądra pedagogia Ewangelii, że nie wszystkie prawdy można przekazać naraz, że trzeba stopniowo wtajemniczać w misterium Chrystusa. Tylko czy dzisiaj, w „globalnej wiosce” jest możliwe wtajemniczanie w misterium?

Naszej wiary w pierwszych wiekach nie formułowały deklaracje Kongregacji Nauki Wiary (której jeszcze nie było), lecz spory kilku wybitnych teologów. Sobory powszechne korzystały z tych rozwiązań, które najlepiej ujmowały prawdę. Kard. Ratzinger jest wybitnym teologiem i jestem przekonany, że byłby w stanie napisać znakomity traktat polemizujący z teologami pluralistami. Taki traktat miałby zapewne dużo większą moc przekonywania niż deklaracja, bowiem zawarta w nim prawda nie potrzebowałaby podpórek w rodzaju wymagania od wiernych „ostatecznego i nieodwołalnego posłuszeństwa” (jak to zostało ogłoszone wraz z deklaracją), lecz narzucałaby się „siłą samej prawdy” (o której mówi Sobór w deklaracji o wolności religijnej).

– Chyba Pan nieco idealizuje historię pierwszych wieków Kościoła. Działy się wtedy także mniej szlachetne rzeczy, a spory nie zawsze odzwierciedlały ducha dialogu. Mimo to wierzymy, że Bóg zachował naszą wiarę od błędu. Myślę, że funkcja prefekta Kongregacji Nauki Wiary jest dla kard. Ratzingera także jakąś osobistą drogą krzyżową, właśnie jako teologa.

Z ks. prof. Łukaszem Kamykowskim rozmawiał Artur Sporniak


Ks. Łukasz Kamykowski jest prorektorem Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, kieruje w tej uczelni Międzywydziałowym Instytutem Ekumenii i Dialogu, był członkiem watykańskiej Komisji Teologiczno-Historycznej Wielkiego Jubileuszu Roku 2000.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CAPTCHA ImageChange Image