DUCH EWANGELICZNEJ WSPÓLNOTY

W naszej refleksji nad tajemnicą Kościoła, rozumianego jako wspólnota, we wstępnym rozważaniu posłużyłem się trzema obrazami: obrazem orzecha, który składa się z twardej łupiny i cennego środka, obrazem ogniska, przy którym gromadzą się ludzie szukający światła i ciepła, i obrazem naczyń połączonych, w które przepływa bogactwo Chrystusowego Serca.

Dziś chciałbym zatrzymać się nad pytaniem: jakie elementy decydują o tym, że człowiek może twórczo uczestniczyć we wspólnocie ewangelicznej? Teksty z Dziejów Apostolskich z rozdziału drugiego i czwartego oraz z Listów św. Pawła, które mówią o bogactwie ludzkich serc zgromadzonych w pierwszych wspólnotach ewangelicznych, są nam znane. Dokumentem mniej znanym, a wiele mówiącym o życiu pierwszych chrześcijan, jest pochodzące z początku II wieku Didache, czyli Nauka Dwunastu Apostołów.

Jakie według tego pisma są podstawowe warunki, które winno spełnić ludzkie serce, jeśli chce twórczo uczestniczyć w ewangelicznej wspólnocie? Pierwszym warunkiem jest troska o wrażliwość sumienia. Ponieważ wspólnota kościelna jest skoncentrowana wokół Boga, serca tej wspólnoty muszą być wrażliwe na Jego głos. Wiadomo, że sumienie jest podobne do aparatu odbiorczego. Bóg podaje skierowane do mnie słowo, ja mam je usłyszeć i do niego dostosować swoje życie. Ta troska o doskonalenie sumienia, o jego wrażliwość, pozwala tworzyć wspólnotę ludzi otwartych na słowo Boga, gotowych do wykonania Jego poleceń.

Autor Nauki Dwunastu Apostołów zwraca uwagę na dwie metody doskonalenia sumienia. Na troskę o coraz pełniejsze angażowanie się po stronie dobra i unikanie czynów złych oraz na troskę o spotkanie z człowiekiem wartościowym. Przestrzega natomiast przed niebezpieczeństwem zniszczenia sumienia w spotkaniu z człowiekiem, który świadomie i dobrowolnie wybrał grzech. Z punktu widzenia duszpasterskiego wiadomo, że największym zagrożeniem dla sumienia jest bliskie spotkanie z człowiekiem, który żyje w grzechu. Wrażliwość sumienia — oto pierwszy element, który winien być uwzględniony w budowie wspólnoty ewangelicznej.

Drugi element to nastawienie na maksymalizm etyczny. Każdy chce zrobić tyle, na ile go stać. To jest sprężyna, która decyduje o rozwoju. Na ziemi nie ma równości, jeden dostał dwa talenty, inny otrzymał ich dziesięć, możliwości zatem każdego są różne. W świecie istnieje rywalizacja, zawsze ci ubożsi przegrywają. We wspólnocie ewangelicznej natomiast istnieje radość z osiągnięć każdego. Kto ma jeden talent, cieszy się z osiągnięć geniusza, a geniusz cieszy się nawet z niewielkich sukcesów tego, kto otrzymał tylko jeden talent. Jeśli pojawi się rywalizacja i ten ubogacony patrzy z góry na człowieka, który nie posiada tylu talentów co on, to wówczas więzy wspólnoty ewangelicznej ulegają zniszczeniu. Jeszcze gorzej się dzieje, jeśli bogaty w talenty, zamiast je rozwijać, marnuje w imię tego, że i tak jest lepszy od tych, którzy otrzymali mało.

Trzecim elementem decydującym o włączeniu serca w sposób twórczy we wspólnotę ewangeliczną jest umiejętność dziękczynienia. Od Boga otrzymuję i Bogu dziękuję, dostrzegając wartość Jego darów i Jego dobroć. Wdzięczność obejmuje zarówno dar, jak i Dawcę. Jest to ważny element decydujący o radości w ewangelicznej wspólnocie. Ci, którzy umieją dziękować, nie popadają w stany depresji i smutków dlatego, że dostrzegają, iż każdego dnia mają tysiące razy więcej powodów do dziękczynienia aniżeli do smucenia się. Jeżeli człowiek zatrzymuje się nad tym, czego mu brakuje, to łatwo wpada w narzekanie, w krytykanctwo i jego oczy przysłania mgła. Pesymista przestaje dostrzegać wielość darów otrzymywanych minuta po minucie. Dziękczynienie uodparnia na groźną chorobę narzekania i smutku.

Następnym elementem jest uczciwość w pracy. W ewangelicznej wspólnocie mogą uczestniczyć ludzie, którzy potrafią spotkać się przy uczciwej pracy. Już na początku chrześcijanie dostrzegli, iż można robić interes na Chrystusie, i przestrzegają przed takimi członkami wspólnoty ewangelicznej.

Jeszcze jeden element to szacunek dla tego, co święte. Niedziela jako dzień Pański, dzień pojednania z sobą, z braćmi i z Bogiem, dzień święty. Wtedy to było łatwe, ponieważ przenoszono na niedzielę szacunek dla dnia świętego z szabatu w religii żydowskiej. Duża część chrześcijan wywodziła się z tego środowiska, a dla Żydów szabat to rzeczywiście dzień święty. Podobnym religijnym szacunkiem otaczano codzienną modlitwę, czyli minuty spotkania z Bogiem.

Ostatni element. Ten, kto należy do wspólnoty ewangelicznej, musi żyć nadzieją. Zasada była mniej więcej taka: spodziewać się najgorszego, a mieć nadzieję na lepsze. Chrześcijanin nie mógł być zaskoczony nieszczęściem, wiedział, że wszystko, co go spotyka, jest przewidziane przez Boga i że nawet najtrudniejsza sytuacja może być sytuacją twórczą. Spodziewać się najgorszego, ale zawsze mieć nadzieję na lepsze. To jest ważny element, który przygotowywał chrześcijan do spotkania z trudnościami. Autor wyraźnie wzywał, by za każdą, nawet najtrudniejszą sytuację, dziękować Bogu, bo w niej chodzi o nasze dobro.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że są to wymagania bardzo wysokie. W rzeczywistości są to wymagania, które przy dobrej woli potrafi wypełnić każdy człowiek. Wystarczy iskra dobrej woli. Dobra wola decyduje o tym, że człowiek rezygnuje z narzekania i zaczyna dziękować. Dobra wola decyduje o tym, że chcę uczciwie pracować. Dobra wola decyduje o tym, że chcę doskonalić wrażliwość sumienia. Tacy ludzie, podłączeni do Serca Chrystusa, mogą tworzyć wspólnotę ewangeliczną, którą jest Kościół. W starożytności tych wspólnot, rozsianych po całym basenie Morza Śródziemnego, było wiele. Wszędzie zbierano się we wspólnoty według tego właśnie klucza, taka była atmosfera życia Kościoła starożytnego. Nie było w nim za wielu ludzi z wyższych sfer, byli to najczęściej ludzie prości, ale wszyscy byli świadomi, że Kościół jest jeden i że ta ich wspólnota, która niekiedy składa się z kilkunastu osób, należy do wielkiej wspólnoty, że Kościół jest wspólnotą wspólnot.

Prośmy, byśmy odkrywali coraz pełniej ten wymiar Kościoła. Został on w ostatnich wiekach w dużej mierze zapomniany, ale dopiero w takiej wspólnocie można się odnaleźć. Taka wspólnota nie przygniata człowieka, ale stwarza pewne możliwości jego rozwoju. Każda parafia powinna się składać z wielu takich niewielkich wspólnot, które umieją współpracować ze sobą i z kapłanem gromadząc się przy wspólnym ołtarzu. Dopiero w tych wspólnotach można w pełni być sobą, odetchnąć duchem Ewangelii. Jest to wezwanie Soboru Watykańskiego II, jest to wezwanie Synodu biskupów, jest to ciągłe wezwanie papieża, aby ten wymiar Kościoła, za którym tęskni ludzkie serce, został nie tylko na nowo odkryty, ale i odbudowany w ramach wielkiego Kościoła, który obejmuje cały świat.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CAPTCHA ImageChange Image