ODPOWIEDŹ NA LIST KS. DR MIROSŁAWA CHOLEWY

Szanowny Księże,

Cieszę się bardzo, że nasza strona internetowa, choć jest prywatnym przedsięwzięciem grupy entuzjastów, znalazła zainteresowanie u wielu osób, w tym także u Księdza. Ponieważ w gronie wrocławskich apologetów znamy się dobrze, a na zewnątrz reprezentowani bywamy czasem jedynie przez teksty, stąd całkiem możliwe są nasze trudności w jasnym przekazaniu naszych myśli, szczególnie w krótkim tekście. Takim krótkim tekstem jest na pewno artykuł Aleksandry Kowal „Uzdrowienie wewnętrzne – znaki zapytania”. Jak wskazuje tytuł, jest on zaproszeniem do dyskusji, a w takim zaproszeniu łatwo o nie dość jasne wyrażenie tego, co chciało się powiedzieć. Może więc przyda się kilka moich uwag: z tytułu dobrej znajomości między członkami naszego zespołu mogłem być może lepiej uchwycić intencje autorki. Korzystając z ujęcia „Uwag” Księdza w tak jasne i klarowne punkty, pozwolę sobie na refleksje według porządku wyznaczonego właśnie według tego porządku.


1. „Błędem jest twierdzenie, że osoby związane z katolicką Odnową w Duchu Świętym, a podejmujące posługę modlitwy o uzdrowienie, uznają jako „założycielkę posługi uzdrawiania” Agnes Mary Sanford, gdyż w Kościele katolickim wierzymy, iż tym, który uzdrawia, jest Jezus Chrystus mocą Ducha Świętego”.

A. Kowal pisze tylko i wyłącznie na temat tego, co nazywa się współcześnie „uzdrawianiem wewnętrznym”, a nie na temat uzdrawiania jako takiego. Nazwa „uzdrawianie wewnętrzne” na określenie specjalnych modlitw i rekolekcji dla uzdrowienia emocjonalnych zranień międzyosobowych jest całkiem świeżej daty, a jeśli chodzi o zakorzenienie treści tego pojęcia w historii Kościoła, to A. Kowal prosiła o wypowiedzi zwolenników „uzdrawiania wewnętrznego”. Napisała:

„Pojęcie uzdrowienia wewnętrznego oraz pomysł takiej praktyki zrodził się dopiero 50 lat temu, to NIE MOŻE mieć, jak się wydaje, swoich źródeł w Piśmie Świętym, Tradycji i nauce Kościoła. Jednak ciężar obowiązku znalezienia takich źródeł pozostawiam zwolennikom i znawcom tego ruchu”.

Dlatego myślę, że można jednocześnie wierzyć zarówno w to, że tym, który uzdrawia, jest Jezus Chrystus mocą Ducha Świętego, oraz w to, że praktyka współczesnego uzdrawiania wewnętrznego ma konkretną postać założyciela. Te dwie rzeczy nie są ze sobą sprzeczne.

Pani Kowal prosi, jak się wydaje, o podanie przykładów, że Nowy Testament i Tradycja Kościoła w czasach poprzedzających p. Sanford poleca modlić się za ludzi w taki sposób, jak to się praktykuje w „uzdrawianiu wewnętrznym”.


2. Niedopuszczalnym jest wmawianie przez Aleksandrę Kowal tym, którzy podejmują posługę modlitwy o uzdrowienie, a związani są z Odnową w Duchu Świętym w Kościele katolickim, że „uzdrawianie pamięci… [jest] tym samym, co odpuszczanie grzechów”. Utożsamianie w tym względzie poglądów Agnes Mary Sanford, z poglądami osób wskazanych wyżej jest niedopuszczalną manipulacją.

Może warto przyjrzeć się bliżej tekstowi p. Kowal, aby sprawdzić, czy rzeczywiście utożsamia poglądy A.M. Sanford z poglądami osób związanymi z uzdrawianiem wewnętrznym w Kościele katolickim. Ja mam wrażenie, że raczej wskazując na błędne poglądy tej ważnej osoby z ruchu modlitwy uzdrawiania wewnętrznego (czyli p. Sanford), przestrzega, że podobne błędy mogą się odradzać wśród katolików, chociaż wcale nie zawsze tak jest. Na przykład A. Kowal napisała:

„Jedynym uzdrowieniem z grzechu jest wyznanie grzechów, pokuta i nawrócenie. Wiele przytoczonych na stronie Odnowy definicji istotnie to podkreśla, ale nieporozumienia pojawiają się, gdy ten aspekt pozostanie pominięty, jak np. w definicji McManusa”.

To chyba dość łagodne sformułowania i chyba można się na nie zgodzić?


3. Na jakiej podstawie Aleksandra Kowal wyprowadza wniosek, że podejmujący posługę modlitwy o uzdrowienie w ramach Odnowy w Duchu Świętym w Kościele katolickim „zacierają prawdę o grzeszności człowieka i konieczności wyznania grzechów”? Tym bardziej, że sama Aleksandra Kowal przyznaje, iż „wiele przytoczonych na stronie Odnowy definicji istotnie to podkreśla”. Wyrywanie z kontekstu całości nauczania jakichś pojedynczych stwierdzeń poszczególnych autorów jest poważnym nadużyciem. Sprawia to wrażenie, że Aleksandra Kowal ma swoją tezę i na siłę szuka jej potwierdzenia w wyrwanych z kontekstu zdaniach.

Czy rzeczywiści p. Kowal pisze, że podejmujący posługę modlitwy o uzdrowienie w ramach Odnowy w Duchu Świętym w Kościele katolickim „zacierają prawdę o grzeszności człowieka i konieczności wyznania grzechów” w tym sensie, że robią tak wszyscy (albo prawie wszyscy)? Napisała, że spotyka w literaturze przykłady zacierania prawdy o grzeszności człowieka i konieczności wyznawania grzechów oraz że spotyka inne przykłady, które takich wątpliwości nie budzą. Z tym też chyba możemy się zgodzić? Czy też może takich niepokojących przykładów nie ma?

Ja osobiście też spotykam przykłady dobre i przykłady, które mnie niepokoją w dziedzinie uzdrawiania wewnętrznego. Zdarza się uczenie rzeczy ewidentnie niezgodnych z Ewangelią; popularni bracia Linn piszą na przykład:

„Prawdziwy problem nie polega na tym, że nie lubimy Boga albo naszego bliźniego, ale na tym, że nie kochamy samych siebie” i dlatego „brak miłości siebie jest korzeniem wszelkiego grzechu” (s. 68-69 ang.).

Trudno nie zauważyć, że Jezus i Jego apostołowie mieli inną opinię niż bracia Linn na temat tego, co jest „prawdziwym problemem” i co jest korzeniem grzechu. A bracia Linn wywarli i wywierają (przez swoje pisma) silny wpływ na praktyki uzdrowienia wewnętrznego, także w Polsce.

Czy zdaniem Księdza powinno się polecać takie wypowiedzi ludziom, którzy nauczają o uzdrowieniu wewnętrznym? To oczywiście tylko przykład, i nie wynika z niego, jak wielu nauczycieli uzdrawiania wewnętrznego tak uczy.

Jak się wydaje p. Kowal też mówiła po prostu o różnych przykładach w literaturze odnowowej i w odnowowej praktyce: dobrych i złych.


4. Bardzo dziwną interpretację stosuje Aleksandra Kowal do tekstów biblijnych, jak choćby Łk 14,26. Nie jest to interpretacja Kościoła katolickiego, gdy pisze „w żaden sposób nie uda się słowa nienawiść zamienić na słowo miłość”, gdyż kluczem do zrozumienia tego fragmentu jest zdanie: „kto nie wyrzeka się wszystkiego co posiada, nie może być moim uczniem” (Łk 14,33). Ostatecznie chodzi tu o wyrzeczenie, a nie o nienawiść kogokolwiek. Chrystus Pan w swoich przypowieściach używał takich rodzajów literackich, które były pomocne dla słuchaczy, także i w tym przypadku. Takie literalne i fundamentalistyczne interpretowanie tekstu bliblijnego, jak przez Aleksandrę Kowal, nie jest zgodne z interpretacją w duchu Kościoła katolickiego.>

Wydaje się, że w interpretacji tekstu Łk 14,26 („Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem”) pani A. Kowal i Ksiądz jesteście zupełnie zgodni. Napisała ona bowiem na temat tego fragmentu:

„Chodzi o pewne oderwanie się nie tylko od więzów krwi, ale również od swojego Ja. […] wysławianie wielkich dzieł Bożych to nie to samo, co zachwyt dla swojej własnej osoby. Gdyby nie wiem jak usiłować tłumaczyć i obłaskawiać przytoczoną wypowiedź Jezusa z Ewangelii według św. Łukasza, w żaden sposób nie uda się słowa NIENAWIŚĆ zamienić na słowo MIŁOŚĆ.

Jak widać, A. Kowal nie zachęca do tego, aby siebie nienawidzić, ale do tego, aby być gotowym do wyrzeczeń nie tylko w rzeczach zewnętrznych, ale i w tym, co się odnosi do mojego Ja. I dlatego właśnie wydaje się, że ma rację: wyrzeczenie się siebie to rzeczywiście nie to samo, co miłowanie siebie. Zresztą wielu innych znanych autorów też tak komentowało ten tekst. Pomijam komentarze ojców Kościoła (łatwe do znalezienia), ale nawet słynny apologeta angielski C.S. Lewis pisał: nie ma w Ewangelii polecenia miłowania siebie, bo jest to niepotrzebne; normalny człowiek miłuje samego siebie z natury rzeczy i nie potrzebuje do tego zachęt; zachęt potrzebuje natomiast do miłowania bliźniego, gdyż tego z natury wcale nie chce czynić.


5. Zupełnie nie rozumiem na jakiej podstawie Aleksandra Kowal identyfikuje „kult własnego ja” z posługą modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne, jest to daleko idąca nadinterpretacja z jej strony nie odpowiadająca stanowi faktycznemu w podejściu do tej posługi modlitwy. Podobnie jak czym innym jest na przykład właściwa troska o zdrowie fizyczne, a czym innym hipochondria, czyli nadwrażliwość na punkcie swojego zdrowia. Nie każda troska o zdrowie zaraz będzie hipochondrią.

Znowu warto odwołać się do tekstu A. Kowal: czy rzeczywiście stawia znak równości między uzdrawieniem wewnętrznym a kultem własnego Ja? Czy też może raczej pisze, że jeśli w takiej modlitwie za dużą rolę odgrywa egocentryczna psychologia, to wtedy modlitwa o uzdrowienie wewnętrzne zamieni się w kult własnego Ja? A. Kowal napisała nawet dokładnie, o jaką psychologię jej chodzi:

Psychologia taka uczy: Czy nasz Pan nie powiedział, że przede wszystkim trzeba miłować samego siebie? – powołując się na słowa Ewangelii według św. Marka: „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego” (Mk 12,31) Wielu rozumie to w ten sposób, że przede wszystkim należy kochać swoją osobę.

Jest faktem, że często uczy się, że Pan Jezus powiedział, aby miłować samego siebie. I jest równocześnie faktem, że w rzeczywistości Jezus niczego takiego nie powiedział. Ta obserwacja wydaje mi się bardzo cenna, jeśli Odnowa ma być ruchem biblijnym.


6. Dziwna jest również interpretacja Aleksandry Kowal w kwestii przebaczenia, gdy nie potrafi rozróżnić decyzji woli i uczucia krzywdy, które nie zależy już od woli człowieka i jakie może być uzdrowione jedynie mocą Boga.

Trudno mi się ustosunkować do tej myśli, ponieważ nie udało mi się znaleźć odpowiedniego fragmentu u p. Kowal. Znalazłem natomiast taki fragment:

Przebaczenie jest decyzją człowieka, gdyż serce jest w mentalności żydowskiej siedliskiem woli i osobowości, a nie uczuć. Uczucia nie zależą od mojej woli, więc nie jestem za nie odpowiedzialny, odpowiedzialny jestem, co zrobię z tymi uczuciami.


7. Poza tym autorka nie potrafi rozróżnić owocu przebaczenia i motywów dla jakich, ktoś przebacza, gdy pisze: „Przebaczam ci, bo – koniec końców – opłaciło mi się to”.

Zgadzam się, że ktoś tu nie potrafi odróżniać owocu od motywu, ale czy rzeczywiście jest to autorka? Czy nie są to czasem bracia Linn?

Napisali oni:

„Przebaczam ci, że mnie zraniłeś, gdyż obdarzyło mnie to wzrostem i jestem wdzięczny, iż tak się stało” („We are healed when we can say not «That’s O.K.» but «I forgive you for hurting me because it brought so much growth that I’m grateful it happened»” [s. 2]).

To zadanie podaje skutek (przebaczenie) i motyw (mój osobisty wzrost), oraz związek przyczynowy (dlatego przebaczam). A bracia Linn to autorzy bardzo wpływowi w światowej posłudze uzdrawiania wewnętrznego


8.Przedziwnie też Aleksandra Kowal interpretuje „technikę stosowaną w uzdrowieniu wewnętrznym” odmawiając zasadności retrospekcji w dotychczasowe życie i podpierając się cytatami biblijnymi, z których tak naprawdę to nie wynika. Autorka choć zarzuca to osobom podejmującym modlitwę o uzdrowienie wewnętrzne, ale to ona sama nie rozróżnia działań psychologicznych i modlitwy jaka wspierać ma na drodze uzdrowienia wewnętrznego naszych uczuć.

Zgadzam się, że w tym aspekcie tekst A. Kowal warto uzupełnić. Podane teksty biblijne niespecjalnie ilustrują potrzebę (lub jej brak) wspominania, a cały fragment bardziej dotyczy gustów osobistych: jednemu wspominanie pomaga, a drugiemu − raczej nie.


9. Szczytem fałszywej interpretacji dokonanej przez Aleksandrę Kowal jest wmawianie okultyzmu osobom podejmującym modlitwę o uzdrowienie wewnętrzne. W tym względzie okultystą jest też Papież Jan Paweł II, który w liście o różańcu (p. 29) zachęca do zaangażowania wyobraźni podczas modlitwy.

To bardzo ciekawy temat. Gdyby A. Kowal zdecydowanie sprzeciwiała się jakiemukolwiek używaniu wyobraźni w modlitwie, to rzeczywiście byłby to problem. Ale czy istotnie się temu sprzeciwia?

Wydaje się, że nie: nie zgadza się jedynie z tym, aby uczyć, że Jezus zrobi to, do czego Go skłonimy naszą wyobraźnią.

Wygląda na to, że panią Kowal dziwi taki sposób modlitwy: planujemy sobie, co Jezus ma uczynić, potem wyobrażamy sobie, jak to czyni, a w końcu wierzymy, że faktycznie to uczynił, skoro sobie to wyobraziliśmy. Muszę powiedzieć, że ten sposób modlitwy mnie też dziwi (świeże opisy takich modlitw można znaleźć u o. DeGrandisa, Uzdrawianie międzypokoleniowe).

A teraz dla kontrastu warto spojrzeć na chwilę do Listu Jana Pawła II o różańcu, aby przekonać się, do czego zachęca, czy naprawdę do czegoś podobnego jak modlitwie uzdrowienia za pomocą wyobrażonego Jezusa:

Słowa kierują wyobraźnię i ducha ku temu określonemu wydarzeniu czy momentowi z życia Chrystusa. W duchowości, która rozwinęła się w Kościele, czy to kult ikon, czy liczne nabożeństwa bogate w elementy postrzegane zmysłami, jak również metoda zaproponowana przez św. Ignacego z Loyoli w Ćwiczeniach duchownych odwoływały się do elementu wzrokowego i obrazowego (compositio loci), uważając go za bardzo pomocny w koncentracji ducha na misterium (Jan Paweł II, Rosarium Virginis Mariae, 29).

Papież zachęca do wyobrażenia sobie tego, o czym na pewno wiemy, że jest prawdą: mianowicie konkretnej sceny ewangelicznej. Podobnie czynił Ignacy Loyola, na przykład w swoich Ćwiczeniach:

„Wyobrażając sobie Chrystusa Pana naszego obecnego i wiszącego na krzyżu rozmawiać z nim, pytając go, jak to on, będąc Stwórcą, do tego doszedł…” (Ex 53).

„Słuchać [w wyobraźni], co mówią Osoby Boskie, a mianowicie: dokonajmy odkupienia rodzaju ludzkiego” (Ex 107).

„Widzieć [w wyobraźni] Panią naszą i anioła, który ją pozdrawia” (Ex 106); „Oczami wyobraźni widzieć drogę z Nazaretu do Betlejem…” (Ex 112).

Jednak Ignacy nie zachęcał, abyśmy wyobrażali sobie, że Jezus realizuje upragnione przez nas cele modlitewne i wierzyli, że wskutek tego faktycznie je zrealizował. Z bardzo prostego zresztą powodu: otóż nie wiemy, czy Pan Jezus planuje właśnie w tej chwili wykonać właśnie takie uzdrowienie, jakie sobie u niego zamówiłem.

Dalej: Czy św. Ignacy do szukania w wyobraźni pomocy do skłonienia Jezusa, aby nam pomógł w emocjonalnych kłopotach? Chyba nie:

„Nie trzeba się starać o myśli radosne […], lecz pobudzać się do boleści, cierpienia i udręczenia, przypominając sobie często udręki, trudy i boleści Chrystusa” (Ex 206b).

Jeśli natomiast „prosimy o łaskę wesela i silnej radości” to „z powodu wielkiej chwały i radości Chrystusa” (Ex 221).

O pocieszeniach i radości wewnętrznej Ignacy pisze zgoła inaczej, nie w kategoriach zaplanowania sobie najpierw, co Jezus ma uczynić, potem wyobrażeniu sobie tego, a wreszcie − na wierzeniu, że faktycznie to uczynił, skoro sobie to wyobraziłem (por. Ex 316b)

A jak ma się sprawa z okultyzmem? Okultyzm polega na przekonaniu, że człowiek posiada siły psychiczne pozwalające nie tylko poznać wewnętrzne zasady świata, ale i wpływać na nie samą tylko siłą psychiki lub też przez poznane nadnaturalne sposoby działania. Jeżeli w Odnowie nauczymy ludzi, że Jezus uczyni to, do czego Go skłonimy siłą naszej psychiki (wyobraźni), to istnieje poważne niebezpieczeństwo pomieszania zdrowej wiary z okultyzmem. I przed tym niebezpieczeństwem całkiem słusznie przestrzega autorka.


10. „Analizowanie własnych uczuć odbiera wszelki autentyzm przeżyciom i powoduje, że w istocie kontemplujemy tylko własne niezaspokojone wnętrze” – pisze Aleksandra Kowal. Przedziwne wnioski, jakie wyprowadza autorka z wcześniejszego cytatu książki Z. Lityńskiego. W takim razie bezmyślne życie, w którym człowiek nie podejmuje refleksji nad światem swoich przeżyć, zapewnia autentyzm tym przeżyciom?

Ma Ksiądz rację. Rzeczywiście, w tekście zabrakło jednego słówka: „nadmierne”. Powinno być: „Nadmierne analizowanie…”. Ale czy faktycznie jest tam ono potrzebne? Czy podany dalej przykład nie wyjaśnia klarownie, o co chodzi?:

Np. całkowicie uszczęśliwiające może być przebywanie w towarzystwie ukochanej osoby, natomiast skupienie się w tym samym czasie na własnych odczuciach doświadczanych w tej sytuacji szczęścia żadną miarą przynieść nie może.


11. Na jakiej podstawie twierdzi Aleksandra Kowal, że osoby podejmujące posługę modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne głoszą, że „Bóg nie ma przystępu do ciebie ze swoją miłością, dopóki nie zostaną uleczone twoje zranienia”?

Myślę, że na podstawie doświadczeń wielu środowisk Odnowy i lektur. Na przykład moi ulubieńcy, bracia Linn (to moi faworyci, ustępują tylko o. DeGrandisowi), piszą: „Jeśli nie mogę zaakceptować mojego gniewu, strachu i depresji, będę stać przed sędzią, a nie Świetlistą Istotą […]. Jak mogę zaakceptować moje uczucia, abym mógł się modlić i zostać uzdrowionym?” (s. 79).


12. Aleksandra Kowal twierdzi ponadto, że „wiele osób poważnie ucierpiało wskutek przeprowadzonych modlitw o uzdrowienie. Nie ma nad tym prawie żadnej kontroli. Biorą się za to osoby zupełnie nieprzygotowane.”

Zgadzam się z tym, że może się zdarzyć, iż dojdzie do jakiegoś nadużycia w tym względzie, ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Jeśli zdarzy się jakieś nadużycie w sprawowaniu sakramentu pokuty, to czy Kościół zrezygnuje z jego sprawowania? Lub jeśli trafimy na złego lekarza, to przestaniemy się leczyć?

A. Kowal nie ma żadnej władzy, aby spowodować rezygnowanie lub nierezygnowanie z jakiejkolwiek praktyki modlitewnej. Ona tylko stawia znaki zapytania. Znaki stawia się po to, aby doczekać się na nie odpowiedzi.


Nie wiem jaka kontrola jest w innych rejonach, ale wiem jak to się dzieje z grupami modlitewnymi związanymi z Centrum Formacyjnym Odnowy w Duchu Świętym w Magdalence (jest to kilkanaście diecezji Polski północnej i wschodniej, czyli prawie 25% terenu Polski). Mogę zapewnić Aleksandrę Kowal, że na naszym terenie przykłada się wiele starania i troski, ażeby osoby które prowadzą rekolekcje „uzdrowienie wspomnień” i osoby podejmujące posługę modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne były należycie do tego przygotowane. Prowadzi się odpowiednie seminaria w ciągu roku i weryfikacja następuje poprzez osobisty kontakt odpowiedzialnych za te rekolekcje i posługę modlitwy wstawienniczej. Dlatego tezy Aleksandry Kowal są w tym wypadku „wyssane z palca”.

Hm… Myślę, że tezy A. Kowal byłyby wyssane z palca, gdyby napisała, że sprawa dotyczy grup związanych z Magdalenką. Ale tak nie napisała. Natomiast jeśli Ksiądz pisze: „Nie wiem, jaka kontrola jest w innych rejonach” (czyli ¾ terenu Polski), to może by tak… najpierw się dowiedzieć?


13. Kolejnym fałszywym wnioskiem napisanym przez Aleksandrę Kowal jest stwierdzenie przez nią w podsumowaniu: „Uzdrawianie wewnętrzne jest metodą skierowaną bardziej na wzrost życia wewnętrznego, czyli skupia się na psychice, na uczuciach, na subiektywnych doznaniach, dotyczy więc sfery natury, sfery przyrodzonej. […] Uzdrawianie wewnętrzne przypomina jedną wielką psychoterapię”.
Wręcz przeciwnie kulminacją rekolekcji „uzdrowienie wspomnień” jest sprawowanie sakramentu pokuty i pojednania, gdzie rekolektanci otwierają swoje życie dla Bożego miłosierdzia. W rekolekcjach „uzdrowienie wspomnień” owszem bierze się pod uwagę sferę przyrodzoną, ale bynajmniej nie redukuje się do niej człowieka. Wnioski Aleksandry Kowal są bezzasadne i świadczą o jej ignorancji w tym względzie.

Chętnie wierzymy, że w Magdalence 25% polskiej Odnowy ma dostęp do właściwej formy prowadzenia rekolekcji o uzdrowienie. Natomiast nie wszędzie tak jest. Wskazuje na to zarówno doświadczenie (trudno sprawdzalne), jak i spora ilość publikacji po polsku na temat uzdrowienia wewnętrznego (łatwo sprawdzalne) w stylu „Uzdrowienia międzypokoleniowego” o. DeGrandisa lub „Uzdrawianie życiowych zranień” braci Linn. Ktoś przecież kupuje te książki, i to zwykle nie w celu pisania prac magisterskich na ich podstawie, ale w celu wprowadzania w życie zawartych tam nauk. A że tego typu publikacje bywają firmowane przez najpoważniejsze ośrodki Odnowy Charyzmatycznej w Polsce, to trudno się dziwić wnioskom Aleksandry Kowal.


Dziwię się, że na stronie Apologetyka zamieszczono tak kompromitujący artykuł (kompromitujący autorkę i odpowiedzialnych za tę stronę). Dałem w swoim tekście tylko kilka uwag, praktycznie niemal każde zdanie napisane przez Aleksandrę Kowal jest fałszywym interpretowaniem lub wnioskowaniem. Ks. Dr Mirosław CHOLEWA, Asystent kościelny Odnowy W Duchu Świętym Archidiecezji Warszawskiej

Jeśli tekst p. Kowal przeczytamy zgodnie z zapowiedzianym w jego tytule charakterem („Znaki zapytania”), pamiętając, że znaki zapytania stawia się po to, aby ludzie lepiej poinformowani i kompetentni udzielili odpowiedzi, że kto pyta, nie błądzi, a kto nie pyta, może trwać w błędzie do końca życia, muszę się przyznać, że nie widzę nic specjalnie kompromitującego w zaproszeniu ludzi zainteresowanych Odnową w Polsce do dyskusji na temat modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne.

A tak nawiasem: wydaje się, że w starożytności łatwiej tolerowano stawianie pytań i proszenie o wyjaśnienie rozmaitych tematów w Kościele. Już Klemens Aleksandryjski pisał: „Prawo do roztrząsań ma zarówno człowiek wolny, jak i niewolnik, oraz wedle płci, jak się zdarzy, mężczyzna lub kobieta”.

Raz jeszcze, cieszę się bardzo, że nasza strona internetowa, choć jest prywatnym przedsięwzięciem grupy entuzjastów, znalazła zainteresowanie u wielu osób, w tym także u Księdza. Ponieważ często muszę „świecić oczami” w różnych trudnych rozmowach, np. z duszpasterzami i z rodzicami młodzieży, więc nareszcie mam solidny argument w ręku. Bardzo przydałoby mi się następujące oświadczenie Księdza:

„Zapewniam z całą odpowiedzialnością, że ludziom, którzy byli w tym roku na rekolekcjach Odnowy charyzmatycznej o uzdrowienie wewnętrzne w Polsce nie przydarzały się rzeczy opisane przez Aleksandrę Kowal w tekście UZDROWIENIE WEWNĘTRZNE – ZNAKI ZAPYTANIA (zamieszczonym we wrześniu 2003 na stronie http://www.apologetyka.katolik.pl), że nie nauczano w duchu krytykowanym przez tę autorkę, nie wykorzystywano cytowanych przez nią książek i zapewniam też, że każdy na takie rekolekcje może dalej na terenie naszego kraju bezpiecznie jeździć”.

/……………………………../

Czy mógłby Ksiądz przesłać mi takie podpisane oświadczenie?


Z wdzięcznością,
ks. A. Siemieniewski,
wrocławski katechista na seminariach Odnowy

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CAPTCHA ImageChange Image