KERYGMAT W KURSACH EWANGELIZACYJNYCH

Wstęp

1.1. Obawa

Muszę wyznać, że przystępuję do pisania niniejszego tekstu z dużym wahaniem i drżeniem. Choć bowiem pewien jestem tego, co chcę powiedzieć, aż za dobrze wiem, jak wiele osób włożyło całe swoje serce w to, co zamierzam podważyć.

Co więcej, obawiam się, aby moje uwagi w sposób niezasłużony nie przesłoniły zasług i korzyści, jakie są owocem różnych form ewangelizacji. Nie chciałbym także, aby te słowa zniechęciły kogokolwiek do usilnej pracy nad ewangelizacją świata, by „zagasiły Ducha”.

A jednak sądzę że warto poddać przeróżne formy naszej działalności krytycznej ocenie. Wszelkie ruchy, formy głoszenia, kursy i rekolekcje – to w końcu jedynie narzędzia, a warto upewniać się, czy nasze narzędzia dobrze służą celom, do jakich zostały przeznaczone, szlifować je i ulepszać, a w razie stwierdzenia nieużyteczności – zamienić na inne.

1.2. Obserwacje

W ciągu stosunkowo niedługiego czasu zmienił się poważnie profil religijny naszego społeczeństwa. Z pewnością miała na to wpływ zmiana mentalności: o ile w pokoleniu moich rodziców całkiem sporo osób chodziło (i chodzi) do kościoła z powodu przyzwyczajeń czy opinii otoczenia, o tyle w moim pokoleniu osoby takie należą do rzadkości. Jestem pewien, że w pokoleniu moich dzieci to zjawisko zaniknie zupełnie.

Czy należy się tym martwić? Chyba nie. Dzięki temu sytuacja robi się bardziej przejrzysta, a w kościołach mniej jest ludzi, ale „więcej wiary”.

W tej sytuacji jednak szczególnie ważna staje się formacja osób najbardziej zaangażowanych i najaktywniejszych w Kościele. I tu rozpoczyna się problem, gdyż w sposób wyraźny zmienia się profil wiary tych osób.

Zupełnie niespodziewanie spora grupa wierzących w polskim Kościele katolickim poczęła głosić (widać to szczególnie na „agorze Internetu”) różne, często zaskakujące opinie.

Na przykład niektórzy twierdzą:

 

  • że są „już” zbawieni[1]
  • że osiągnęli zbawienie natychmiast po tym, jak wyznali Jezusa „jako swego osobistego Zbawiciela i Pana”;

     

  • że wcześniej właściwie nie byli chrześcijanami – a z chwilą owego wyznania stali się „nowo narodzeni”;

     

  • że uczynki człowieka który nie uczynił podobnego wyznania są nie tylko bezwartościowe, ale wręcz Bóg się nimi brzydzi;

     

  • że owo nowo nabyte zbawienie jest „nieutracalne”;

     

  • że Kościół ponoć nie głosi „zbawienia z wiary”, tylko „z uczynków” (widać nie czytali Katechizmu…);

     

  • że wspólnota (rozumiana jako mała grupa pastoralna) jest do zbawienia konieczna, zaś Kościół nie;

     

  • że Eucharystia jest jedynie przejawem wspólnoty osób „nowo narodzonych”;

     

  • że maryjność to „bałwochwalstwo”;

     

  • że przynależność wyznaniowa nie ma znaczenia itd., itp.

     

 

Co więcej, pojawiły się już całe grupy, które choć wywodzą się z katolickiej Odnowy lub Ruchu Światło-Życie, jednak głoszą naukę zbliżoną raczej do nauczania tzw. wolnych kościołów. Niektóre z nich pozostają formalnie w Kościele katolickim, inne jawnie od niego odeszły. Są też takie, które trwają w pewnym zawieszeniu (nie sposób się oprzeć wrażeniu, że pozostają w strukturach Kościoła jedynie ze względu na to, że ułatwia im to werbunek nowych członków).

Ktoś mógłby się zdziwić, skąd nagle wzięły się podobne zjawiska w Kościele i podobne stwierdzenia w umysłach tak wielu ludzi zaangażowanych w Kościele. A jednak nie powinniśmy się dziwić – na tę świadomość pracowało nieświadomie ostatnie kilkadziesiąt lat formacji ruchów zaangażowanych w Polsce, których program był – i jest – formowany przez organizacje protestanckie.

Zdaję sobie sprawę że teza ta brzmi dość zaskakująco, dlatego większość miejsca w niniejszym tekście poświęcę na jej udowodnienie.

Ponieważ mam pewne doświadczenie w doświadczaniu reakcji na niepopularne twierdzenia, więc z góry zastrzegam, że nie jest moją intencją:

  • imputowanie protestantom, że świadomie doprowadzili do tej sytuacji (choć zapewne niektórzy mieli taką świadomość),
  • szarganie świętości i osób zasłużonych dla duszpasterstwa w Polsce,
  • pouczanie hierarchów,
  • gaszenie Ducha i sprzeciwianie się charyzmatom,
  • występowanie przeciwko ewangelizacji w ogóle, a Nowej Ewangelizacji w szczególności,
  • negowanie II Soboru Watykańskiego itp., itd.

Po tym zastrzeżeniu mogę już chyba przystąpić do omówienia tematu.

2. Podstawowe różnice

Zanim bliżej omówię, jak do tego wszystkiego doszło, chciałbym zasygnalizować niektóre różnice w pojmowaniu chrześcijaństwa na sposób „katolicki” i „protestancki”[2].

2.1. Wizja Kościoła

Protestant i katolik inaczej w ogóle rozumieją Kościół. Dla katolika Kościół to Mistyczne Ciało Jezusa, zadatek królestwa – który po Paruzji przekształci się we wspólnotę z Trójcą Świętą, w udział w Jej wewnętrznym życiu. W tym świetle oczywiście odejście od niego jest katastrofą (choć człowiek może być zbawiony w Kościele, mimo że do niego formalnie nie należy, jeśli działa w dobrej wierze – ale o tym kiedy indziej). Dla większości protestantów wyznanie jest czymś w rodzaju fan clubu Jezusa – i nie ma wielkiej różnicy, w którym fan clubie się jest (a można przecież także nie należeć do fan clubu, lecz realizować swoje chrześcijaństwo w domu). Nie muszę chyba mówić, która wizja jest mi bliższa – a także która wizja bliższa była choćby św. Pawłowi, kiedy pisał dwunasty rozdział 1 Listu do Koryntian.

2.2. Wizja zbawienia

O różnicach w wizji zbawienia pisali i mówili inni, tu wspomnę tylko o tym, że dla protestanta zbawienie to po prostu wybawienie od kary wiecznej. Człowiek zbawiony przez Jezusa wraca w tej wizji do stanu rajskiego (takiego jakim cieszyli się Adam i Ewa).

Katolicy wierzą, że – jak wszystkie dary Boże – zbawienie wynosi nas na znacznie wyższy poziom, niedostępny dla pierwszych Rodziców. Bóg nie tylko odpuścił nam grzechy, ale sprawił, że staliśmy się „domownikami Boga” i „współdziedzicami Chrystusa”.

Istnieje także różnica w pojmowaniu tego, jak się zbawienie dokonało: protestanci wierzą w zbawienie „zewnętrzne” – przychodzi Jezus i ratuje nas od kary piekła, nie zmieniając człowieka wewnętrznie (co nie znaczy, że w tej koncepcji człowiek się nie zmienia). Duch Święty jest jedynie „pieczęcią” na gotowym dziele[3].

Katolicka wersja jest nieco inna: Bóg działa w człowieku, przemieniając go wewnętrznie i upodobniając do siebie. Zbawienie jest więc procesem rozciągniętym w czasie, i to procesem, w którym człowiek nie jest jedynie przedmiotem, nie pozostaje bierny. Chrzest jest momentem otrzymania życia wiecznego i wybawienia od piekła – ale proces przemiany (metanoia) dopiero się rozpoczyna[4].

2.3. Sakramenty

Chrześcijaństwo katolickie jest z samej definicji sakramentalne (bowiem Kościół jest protosakramentem, sam w sobie jest znakiem widzialnym łaski niewidzialnej). Pomiędzy sakramentami szczególne miejsce zajmuje Eucharystia, która znajduje się w samym centrum życia Kościoła, a która jest jednocześnie „świętym zwołaniem”, Ofiarą Pamiątki, Ucztą agape i Ucztą słowa.

Protestantyzm wolnokościelny w najlepszym wypadku rozumie i kultywuje Wieczerzę Pańską jako coś w rodzaju wspomnienia Ostatniej Wieczerzy i Uczty miłości agape.

2.4. Redukcjonizm

Protestantyzm zrobił tak:

Z Biblii, Tradycji, Liturgii – wybrał sobie jedynie Biblię.

Z sakramentów – wybrał jedynie chrzest i małżeństwo (zależy od wyznania).

Z Uczty agape oraz spożywania Ciała i Krwi – wybrał jedynie ucztę; itd. itp.

Taki redukcjonista bierze sobie Rz 10,9-10 i czyta: „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia”. Ponieważ jest on jednocześnie fundamentalistą biblijnym, więc ustne wyznanie panowania Jezusa staje się samo w sobie sakramentem zbawienia i ostatecznym aktem, przez który człowiek wyznający te słowa zgłasza swój akces do nieba i osiąga je, nie robiąc już nic więcej.

3. Ruch Światło-Życie

3.1. Trochę historii

Geneza wprowadzenia nauczań w Ruchu Światło-Życie jest bardzo istotna dla rozważanego zagadnienia, gdyż schemat ten – jak za chwilę zobaczymy – powtarzał się potem z zadziwiającą konsekwencją przy innych okazjach. Dlatego chciałbym zatrzymać się na kilku negatywnych aspektach, choć zdaję sobie sprawę, że dzieło ks. Blachnickiego zasługuje na szacunek i owe negatywy nie przekreślają kilkudziesięcioletniego dorobku Ruchu Światło-Życie.

Na początku trzeba podkreślić, że ks. Blachnicki nie rozpoczął swego dzieła od współpracy z Campus Crusade for Christ – organizował on rekolekcje już w latach pięćdziesiątych. Problem rozpoczął się w 1976 roku, kiedy to działacz CCC, Amerykanin polskiego pochodzenia, Joe Łosiak, sprowadził do Polski – za zgodą ks. Blachnickiego – grupę aktywistów tego protestanckiego ruchu. Początkowo dzielili się oni doświadczeniami z grupą animatorów, jednak wkrótce udało im się przekonać władze Ruchu do wprowadzenia kerygmatu na modłę protestancką – tzw. czterech praw Nowego Życia. Wówczas także rozpoczęła się działalność CCC w Polsce pod nazwą Ruch Agape. Animatorzy tego ruchu jeździli po całej Polsce i „szkolili” animatorów oazowych. Nic dziwnego, że udało im się przekonać do wprowadzenia do programu RŚŻ własnych elementów.

Dariusz Cupiał w pracy Na drodze ewangelizacji i ekumenii. Ruch Światło-Życie w służbie jedności chrześcijan pisze, że współpraca polegała na:

  • pomaganiu ludziom w doświadczaniu rzeczywistości nowego narodzenia (J 3,3-7);

     

  • wspieraniu ludzi w ich wzrastaniu ku duchowej dojrzałości (Kol 1,28);

     

  • pomocy w studium słowa Bożego (2 Tm 3,16-17);

     

  • dzieleniu się umiejętnością ewangelizowania metodą „mnożenia” (Mt 28,20; 2 Tm 2,2).

     

Jak nietrudno zauważyć, były to te elementy które – ze względu na newralgiczność – powinny być objęte szczególnie uważną opieką duszpasterzy katolickich.

W końcu, w 1978 roku udało się Ruchowi Agape przekonać władze Ruchu Światło-Życie do przekształcenia programu I stopnia oazy tak, by pierwsze dni przeżywane były według schematu „czterech praw”.

Niekiedy dokonywano pewnych zmian, aby „ochrzcić po katoliku” program CCC – np. do „dziesięciu kroków Nowego Życia”[5] wprowadzono temat „Kościół”.

Dariusz Cupiał w swojej pracy pisze wprost, że rozsiane po całym kraju ośrodki oazowe odwiedziło od kilkuset do kilku tysięcy braci z różnych denominacji, zarówno obcokrajowców, jak i Polaków (autor wymienia głównie polskich zielonoświątkowców, baptystów, wolnych chrześcijan i metodystów).

V Krajowa Kongregacja Odpowiedzialnych (KKO) posunęła się do stwierdzenia: „Jesteśmy w sytuacji krytycznej, brak nam własnych kadr, więc w takiej sytuacji powinniśmy współpracować i brać to, co jest dobre”.

Według D. Cupiała, protestanci wzięli na siebie odpowiedzialność w trzech obszarach:

  • treści kerygmatu,

     

  • jego ujęcia w postaci materiałów formacyjnych,

     

  • metod ewangelizacyjnych;

     

– czyli w praktyce za całość ewangelizacji.

Powstaje pytanie:

CO WŁAŚCIWIE WNIEŚLI DO PROGRAMU KATOLICY?

Otóż – sporo. Zarówno ks. Blachnicki, jak i jego współpracownicy mieli zapewne świadomość głębokich różnic. Jedną z nich była liturgia – i na niej się właśnie skupiono: każdy, kto był kiedykolwiek na oazie, pamięta niezwykła pieczołowitość, z jaką odnoszono się na niej do spraw ołtarza.

Inną zmianą było skojarzenie tematów nauczań w poszczególnych dniach na schemacie różańca i w ogóle wprowadzenie zagadnień maryjnych do programu oazy.

Wszystkie te zmiany wniosły wiele dobrego – ale i chyba nieco uśpiły czujność ks. Blachnickiego. Program oazowy przypominał teraz tłumaczenie „z języka protestanckiego” na „katolicki” – i miał cechy takiego tłumaczenia (jeżeli napiszemy tekst po polsku i damy do przetłumaczenia na angielski, to choćby tłumacz nie wiadomo jak się starał, zawsze rodowity Anglik pozna, że nie pisał tego jego rodak).

Innymi słowy: idee protestanckie pozostały, lecz zostały „obudowane” przez elementy katolickie. Dariusz Cupiał wyraża to w swojej pracy (nie wiadomo dlaczego uważając zjawisko za pozytywne) słowami: „Elementy doktryny protestanckiej przestały być widziane jako rzeczywistość zewnętrzna, obca, lecz jako skarby tak samo drogie i potrzebne katolikom, jak i protestantom”.

Wśród elementów „importowanych” z protestantyzmu do programu oazowego wymienić trzeba:

  • obrzęd „przyjęcia Jezusa do swego serca i uznanie go za swojego osobistego Pana i Zbawiciela” (skądinąd pożyteczna praktyka, o ile nie jest rozumiana jako moment i narzędzie inicjacyjne nowego narodzenia);

     

  • naukę o pewności wiary (efekt kompromisu pomiędzy nauką katolicką a protestancką koncepcją „pewności zbawienia”);

     

  • model nauczania dający wielką swobodę świeckim liderom (warto zwrócić na ten element uwagę, bowiem zachowanie to wpłynie silnie na późniejszą praktykę w Odnowie i ruchach ewangelizacyjnych).

     

Trzeba powiedzieć, że niebezpieczeństwo dostrzeżono już wcześniej – był taki moment, iż większość biskupów opowiadała się za zawieszeniem Ruchu Światło-Życie. To, że do tego nie doszło, Oaza zawdzięcza najprawdopodobniej wstawiennictwu jednego z biskupów.

Niebezpieczeństwo na dobre doceniono dopiero po roku 1981, kiedy to Ruch Agape[6], łamiąc wcześniejsze ustalenia, rozpoczął działania na terenie akademików bez współpracy z duszpasterzami. Niestety, ograniczono się do zerwania współpracy z Ruchem Agape, nie podejmując wysiłku refleksji nad materiałami oazowymi (być może jednym z powodów było przekonanie o niemożności korekty programów bez udziału ks. Blachnickiego – zresztą potem podjęto starania wszczęcia procesu beatyfikacyjnego, więc nawet „nie wypadało” kwestionować jakiegokolwiek elementu zatwierdzonych przez niego rekolekcji).

Niestety, owe zapożyczenia okazały się bardzo trwałe w umysłach i sercach osób formowanych w Odnowie (a trzeba pamiętać, że w pewnym okresie przechodzili przez nią niemal wszyscy aktywni młodzi katolicy). Niewątpliwie odbiło się to w treści i formie przepowiadania Ewangelii w następnych latach. Niestety, skutki owe trwają i objawiają się nie tylko w głoszonych poglądach, ale i w idących za nimi konwersjach pojedynczych osób, a niekiedy całych grup formacyjnych. Tym samym spełniły się zagrożenia, przed którymi przestrzegał papież Paweł VI:

„[… powiadamy: odnowa – tak, dowolne i samowolne zmiany – nie […].

Rozwój teologii w myśl wskazań Soboru – tak.

Teologia, dostosowująca się do teorii subiektywnych i dowolnych, często zapożyczonych z przeciwstawnych źródeł – nie!

Kościół otwarty na miłość ekumeniczną, na odpowiedzialny dialog i na uznanie wartości chrześcijańskich, istniejących u braci odłączonych – tak.

Irenizm wyrzekający się prawd wiary lub dążący do dostosowania się do pewnych negatywnych zasad, które spowodowały odłączenie się tylu braci chrześcijan od ośrodka jedności wspólnoty chrześcijańskiej – nie! […]

Kościół potrzebuje jasności umysłów swych synów. Potrzebuje ich kochającej i stałej wierności. Czy przynosicie Nam, drodzy synowie, tę jasność w pojęciach, dotyczących odnowy życia w Kościele? Czy przynosicie Nam wielki, cenny i bardzo drogi dar waszej wierności?”.

(Paweł VI, Aggiornamento a zmiany dowolne)

3.2. Schemat

Warto zwrócić uwagę na pewien schemat ewangelizacji zastosowany w Ruchu Światło-Życie, gdyż ów wzór powtórzy się w późniejszych działaniach ewangelizacyjnych. Na ów schemat składają się następujące elementy:

3.2.1. Wprowadzenie protestanckiego kerygmatu

Widzieliśmy powyżej, w jaki sposób protestancka wersja kerygmatu znalazła się w programie oazy. Szczególny wyraz znalazło to w programie oazy I stopnia, gdzie program pierwszych czterech dni zbudowano na schemacie „czterech praw” (tematy dnia są wprost cytatem!). Również na 66 stronie Notatnika uczestnika zacytowano ponownie „cztery prawa” jako „podstawowe prawdy ewangeliczne, od których należy rozpocząć głoszenie” (!?).

3.2.2. Wprowadzenie „wyznania Jezusa jako swojego osobistego Pana i Zbawiciela” jako momentu nowego narodzenia i celu ewangelizacji

Oaza położyła dramatyczny nacisk na ów paraobrzęd, który jest przedstawiony jako coś wręcz koniecznego do bycia chrześcijaninem (wprost powiedziane jest, że nie wystarczy „urodzić się w rodzinie chrześcijańskiej i być ochrzczonym”[7] – jak widać, obrzęd ten zostaje w praktyce postawiony ponad chrztem, który został sprowadzony do jednego z tradycyjnych, martwych i nieprzełomowych obrzędów).

Człowiek nie jest dzieckiem Bożym, dopóki się na nowo nie narodzi[8]. (To prawda, jednak program oazy rozumie przez to nowe narodzenie ów obrzęd „wyznania Jezusa”. Zostaje to sformułowane w następujący sposób: „Osobiste przyjęcie Chrystusa przez wiarę to nowe narodziny w Duchu, który staje się w nas źródłem wody żywej, uzdalniając nas do prowadzenia życia w pełni Ducha Świętego[9]”.

Jak widać, „osobiste przyjęcie” zastępuje nie tylko chrzest, ale i bierzmowanie…

Żeby rozwiać wszystkie wątpliwości, Notatnik uczestnika prowadzi czytelników wprost do wniosku, że „wyznanie Jezusa” jest celem ewangelizacji[10].

3.2.3. Próba dostosowania działań do duchowości katolickiej przez „doklejenie” elementów katolickich (np. sakramentów)

Ks. Blachnicki nie zdecydował się na wprowadzenie do programu głoszenia sakramentów. Nawet Eucharystia, przy całym pieczołowitym nacisku na sprawowanie liturgii (w końcu pierwotnie RŚŻ był ruchem ministranckim) nie uzyskała należnego miejsca w głoszonej ekonomii zbawienia.

Pewną próbą wzmocnienia elementów katolickich było odwołanie się w programie Oazy do roku liturgicznego i silny nacisk na różaniec. Wszystko to jednak pozostawało elementem zewnętrznym wobec podstawowego przesłania ewangelizacji na rekolekcjach.

Bardzo charakterystyczne jest omówienie „prawa dnia XI”, gdzie po omówieniu „pokarmu Nowego Życia” według definicji CCC (duchowe oddychanie, studium Pisma Świętego i modlitwa) wyraźnie dla zachowania „katolickiej poprawności” dodano: „Pokarmem nowego życia jest również (sic!) Ciało Chrystusa, które daje życie wieczne”.

3.2.4. Uniezależnienie świeckich liderów od przełożonych w wierze w kwestii głoszonej nauki

Owo uniezależnienie nie było w żadnym wypadku usankcjonowane – jednak w praktyce głównym formatorem w Oazie pozostawał młodzieżowy animator. Co więcej, podatność niektórych odpowiedzialnych z otoczenia ks. Blachnickiego na przeróżne nowe, atrakcyjne nauki powodowała dodatkowe zamieszanie.

3.2.5. Całkowite odrzucenie dotychczasowej formacji

Niektóre realizacje oazy bardzo podkreślały kontrast pomiędzy człowiekiem „z zewnątrz” a człowiekiem po rekolekcjach oazowych. Do dziś pamiętam słowa koleżanki, młodziutkiej wówczas dziewczyny (15 lat), która po powrocie z oazy Sychem tak określiła trudności w swoich kontaktach z matką: „Nie mogę się z nią porozumieć, ponieważ ona nie jest «nowym człowiekiem»”.

Przyznać jednak trzeba, że nie we wszystkich mutacjach Oazy podobne zjawiska następowały w podobnym natężeniu jak w gdańskim Sychem. Z drugiej strony sama nazwa rekolekcji „Oaza Nowego Życia” prowokowała do postrzegania świata w kategoriach rośliny rozkwitającej na zupełnej pustyni.

4. Kurs Alfa

Zainteresowanych tematem kursu Alfa odsyłam do mojego odrębnego opracowania na ten temat: Pytanie o Kurs „Alfa”[11].

5. Kurs Filip i Ruch SNE

Spróbujmy prześledzić elementy schematu wprowadzania, jakie wyróżniliśmy przy omawianiu Oazy Nowego Życia Ruchu Światło-Życie.

5.1. Wprowadzenie protestanckiego kerygmatu

Kurs Filip powtarza niestety wszelkie błędy odnośnie do zawartości kerygmatu.

Daliśmy sobie wmówić:

  • że tak właśnie wygląda kerygmat,

     

  • że ważna jest ta część chrześcijańskiej nauki, jaką wyznaje protestantyzm – reszta to „denominacyjne dodatki”.

     

Dopóki takie sprawy, jak Eucharystia, Kościół, Tradycja apostolska i Magisterium wraz z rolą papieża, będą traktowane jako „denominacyjne dodatki do uzupełnienia później”, tak długo w świadomości ewangelizowanych będą zajmowały drugorzędne miejsce (prawdopodobnie przez całe ich życie).

Co ciekawe, twórca Kursu Filip, Prado Flores (który jest prawym i ukształtowanym katolikiem), zdaje się zdawać sobie sprawę z tych problemów. Pisze on bowiem w podręczniku Jak ewangelizować ochrzczonych:

„Ewangelizacja:

Profetyczna: Słowo głoszone: ustne głoszenie Dobrej Nowiny

Kapłańska: Słowo celebrowane: liturgia, pamiątka zbawczego dzieła

Królewska: Słowo przeżywane: Wprowadzanie Królestwa Bożego na ziemi

 

Te trzy obszary są wewnętrznie połączone. Występują razem i wzajemnie się przeplatają. Są jak trójnóg, w którym każda noga jest koniecznym uzupełnieniem dwóch pozostałych”.

Niestety, Flores kończy ten opis tak: „Nasz opis ograniczy się do ewangelizacji profetycznej, która głosi dzieło zbawcze, dokonane przez Jezusa Chrystusa, za pomocą skutecznych słów i świadectwa życia”.

Zaznacza jednak, że

INICJACJA CHRZEŚCIJAŃSKA MA SWÓJ SZCZYT W PAMIĄTCE ŚMIERCI I ZMARTWYCHWSTANIA JEZUSA W CELEBRACJI WIECZERZY PAŃSKIEJ.

Niestety, konstatacja ta nie znajduje swojego miejsca w kerygmacie proponowanym na Kursie Filip. Koresponduje to z wypowiedzią Jana Pawła II:

„Głoszenie, czyli kerygmat, wzywa do nawrócenia, ukazując prawdę Chrystusa, którą wieńczy Jego Misterium paschalne: tylko w Chrystusie bowiem możliwe jest poznanie pełni prawdy, która zbawia (por. Dz 4,12; 1 Tm 2,4-6)”[12].

Niestety jednak, nie koresponduje z zawartością Kursu Filip.

5.2. Wprowadzenie „wyznania Jezusa jako swojego osobistego Pana i Zbawiciela” jako nowego narodzenia i celu ewangelizacji

Wyznanie owo stanowi oś całych rekolekcji; jest głównym celem ich przeprowadzenia.

5.3. Próba dostosowania działań do duchowości katolickiej przez „doklejenie” elementów katolickich (np. sakramentów)

W Kursie Filip uobecnienie Misterium Paschalnego jest jedynie dodatkiem, a nie centrum kerygmatu. Co więcej, Eucharystia niekiedy wydaje się nie tylko nieobecna w podstawowym przekazie wiary, ale wręcz staje się pretekstem do manifestacji charyzmatycznych.

Także sprawowany sakrament pokuty wydaje się nie na miejscu po zapewnieniach, że grzechy zostały przebaczone w wyniku „wyznania Jezusa”.

5.4. Uniezależnienie świeckich liderów od przełożonych w wierze w kwestii głoszonej nauki

Nie ma żadnego ośrodka kontrolującego program Kursu Filip. Co więcej, nawet obecność księdza często sprowadza się do odprawienia Mszy świętej i udzielenia sakramentu pokuty.

Olbrzymim krokiem naprzód stało się utworzenie centrum SNE Redemptoris Missio. Nie zmienia to jednak faktu że Szkoły Nowej Ewangelizacje nie związane z centrum są praktycznie zupełnie niezależne w głoszonej nauce i stosowanych formach.

5.5. Całkowite odrzucenie dotychczasowej formacji

Pewnym kuriozum jest zachęcanie ewangelizowanych do składania świadectwa… bezpośrednio po „wyznaniu Jezusa jako Pana i Zbawiciela”. Często spotyka się także różnego rodzaju problemy charyzmatyczne (np. modlitwa o uzdrowienie z wzniecaniem silnego przekonania o mającym nastąpić cudzie).

Cały kurs kładzie niezwykle silny nacisk na przeżycie emocjonalne. Łatwo przewidzieć, co się dzieje, gdy zaraz po takiej silnie nastawionej na przeżycie emocjonalne, na gorliwość i wspólnotę ewangelizacji osoba idzie do kościoła parafialnego. A tam są nie tylko ludzie aktywni (a tylko tacy w praktyce jeżdżą na zamknięte rekolekcje w rodzaju Kursu Filip), ale i mniej gorliwi. W dodatku nawet ci gorliwi przeżywają raczej swoje chrześcijaństwo bez krzyków, „padania w Duchu” i egzaltowanych oświadczeń…

6. Skutki

Obrońcy kursów chwalą się sukcesami ewangelizacyjnymi, ale czy ktokolwiek próbował weryfikować to wrażenie? To prawda, że osoby z kursów trafiają do wspólnot, ale czy trafiają przez kurs do wspólnoty, czy też raczej odwrotnie – ewangelizowani na Kursach Filip to głównie ludzie, którzy już są w jakiejś wspólnocie?

Natomiast chciałbym wymienić – choćby hasłowo – mniej budujące skutki tego rodzaju ewangelizacji:

Głoszony jest zmieniony i niepełny kerygmat.

Następuje wyrobienie obrazu „zwykłych” katolików jako „nienawróconych” (jako żywo przypomina to faryzeuszowskie „A ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty” (J 7,49).

Ta pokusa ma i swoją drugą stronę – moje doświadczenie niestety pokazuje, że ludzie zewangelizowani na Kursie Filip często mają złudzenie, jakoby należeli do „grupy wybranej” (w sensie sekciarskim, nie chrześcijańskim), gardzą „zwykłymi chrześcijanami” i – niestety, to ostatnie jest nagminne – mają skłonność do zatrzymywania swojego życia duchowego (i wiedzy religijnej) na poziomie kerygmatu.

Utrwalony zostaje nowy obrzęd inicjacyjny („wyznanie Jezusa jako swojego Zbawiciela”) jako dający nowe życie (co jest oczywistą deprecjacją chrztu świętego).

Wprowadzone i utrwalone zostają liczne nieporozumienia. W szczególności następuje:

  • pomieszanie kerygmatu z ewangelizacją (niektórzy posuwają się do stwierdzenia, że „do teraz Kościół nie ewangelizował”![13]);

     

  • zamiana miejsc sakramentu i charyzmatów;

     

  • pomieszanie roli i znaczenia Kościoła-wspólnoty i małej grupy pastoralnej[14];

     

  • świadectwa jako takiego ze świadectwem wygłaszanym[15];

     

  • pomieszanie ewangelizacji ze świadectwem (a przecież chrześcijaństwo jest religią objawioną i jako takie nie jest objawiane wyłącznie tylko w sposób naturalny!)[16];

     

  • następuje banalizacja Ewangelii, która jest głoszona na sposób amerykańskich „telewizyjnych kaznodziejów” lub w stylu poradników (Golf w 10 lekcjach, Nauka jazdy na nartach w weekend itd… czyżby: Chrześcijaństwo w weekend?);

     

  • propagowana jest fałszywa duchowość;

     

  • najpoważniejszym problemem – podobnie jak w przypadku ewangelizacji „czterema punktami” w Ruchu Światło-Życie – jest to, że skrzywiona wersja kerygmatu powoduje grawitowanie tak zewangelizowanych osób w stronę duchowości protestanckiej.

     

Przedstawione fakty sprawiają, że uzasadnione stają się obawy, że uczestnicy ewangelizacji wydaniu niby-katolickim-ale-z-protestanckim-nauczaniem będą zasilać nurt wspólnot, które nie trzymają się katolickiej nauki, choć ze względów praktycznych (werbunek członków) formalnie przyznają się do związków z Kościołem.

  • zwiedzione wspólnoty: niestety zwiedzeniu nie podlegają jedynie osoby indywidualne, ale także całe grupy.

     

Scenariusz powstawania wspólnot tego odśrodkowego nurtu jest niemal identyczny: początkowo istnieje wspólnota charyzmatyczna (najczęściej grupa Odnowy lub Ruchu Światło-Życie), w której dużą rolę odgrywa lider. Następnie następuje kontakt albo z grupą protestancką, albo z jedną z „nie całkiem katolickich” wspólnot przyznających się do Kościoła. Pojawiają się nauczania – bardzo charyzmatyczne, powoli zanikają modlitwy maryjne. Początkowo wspólnota nie występuje przeciw Eucharystii, ale często redefiniuje jej znaczenie. Ta faza może trwać dość długo. Zwykle grupa występuje z Ruchu Światło-Życie albo z koordynacji Odnowy, osłabiając więź z Kościołem. Często w tym momencie ktoś zauważa odśrodkowy charakter wspólnoty, następuje faza kontaktów liderów z hierarchią, przy okazji których odpowiedzialni wspólnoty deklarują pełne przywiązanie do Kościoła. Proboszcz (czasem kuria biskupia) postanawia dać szansę wspólnocie, która nie wydaje się w tym momencie niebezpieczna (liczy kilkanaście – kilkadziesiąt osób). Niestety, gdy grupa zdradzi w sposób oczywisty swój antykościelny charakter, jest już za późno. Niekiedy grupa jest już bardzo liczna (nawet kilkaset osób) i każde bardziej energiczne działanie grozi schizmą (której już i tak na ogół nie da się uniknąć).

Nie są to zagrożenia wymyślone – to SIĘ DZIEJE NA NASZYCH OCZACH. Takich wspólnot POWSTAŁO w ostatnim dziesięcioleciu co najmniej kilkanaście i wciąż tworzą się nowe.

Problem ten nie jest czymś nowym, co więcej, inne kraje przerobiły już boleśnie ten schemat. Stolica Apostolska wydała w ostatnich latach kilka dokumentów, w które powinniśmy się uważnie wczytywać, aby nie powtarzać błędów Kościołów lokalnych w innych krajach. Uczmy się raczej na cudzych błędach.

7. Pokusa – „maszyna ewangelizacyjna”

Na zakończenie chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na samą ideologię towarzyszącą niestety dość często „szybkim i głośnym” przedsięwzięciom ewangelizacyjnym. Doraźne, weekendowe kursy są bardzo potrzebnym elementem w wachlarzu metod pastoralnych, niedobrze jednak, jeśli stają się w świadomości niektórych czymś absolutnie pierwszoplanowym, niemal jedynym środkiem pastoralnym. Organizacja kursów często niestety odpowiada pokusie stworzenia „maszyny ewangelizacyjnej” (często w tę pułapkę wpadają też osoby budujące wspólnotę), na zasadzie „wypracujemy taką formę, że z jednej strony wpadać będą poganie, z drugiej wylatywać zewangelizowani chrześcijanie” (i, ewentualnie, odpady: ludzie „zatwardziali”).

Ta pokusa, jak wspomniałem wyżej, ma i swoją drugą stronę: doświadczenie pokazuje, że ludzie zewangelizowani za pomocą uproszczonych, ale silnie emocjonalnych form pastoralnych zaskakująco często mają złudzenie, jakoby należeli do „grupy wybranej” (w sensie sekciarskim, nie chrześcijańskim), gardzą „zwykłymi chrześcijanami” i – niestety, to ostatnie jest nagminne – mają skłonność do zatrzymywania swojego życia duchowego (i wiedzy religijnej) na poziomie kerygmatu.

Niech mi będzie wolno przytoczyć słowa kard. Josepha Ratzingera:

„Tu jednak kryje się także pewna pokusa – pokusa niecierpliwości, pokusa dążenia do natychmiastowego, wielkiego sukcesu, pokusa wyścigu do wielkich liczb. To wszakże nie jest metoda Boża. Do Królestwa Bożego, a więc także do ewangelizacji, która jest narzędziem i nośnikiem Królestwa Bożego, odnosi się przypowieść o ziarnku gorczycy (por. Mk 4,31-32). Królestwo Boże rozpoczyna się wciąż na nowo od tego znaku. Nowa ewangelizacja nie może być próbą natychmiastowego przyciągnięcia – za pomocą nowych, bardziej wyrafinowanych metod – wielkich mas ludzi, którzy oddalili się od Kościoła. Nie, nie na tym polega obietnica nowej ewangelizacji. Podjąć nową ewangelizację znaczy: nie zadowalać się tym, że z ziarnka gorczycy wyrosło wielkie drzewo Kościoła powszechnego, nie sądzić, że to wystarczy, jeśli w jego listowiu mogą się zagnieździć najróżniejsze ptaki, ale zdobyć się na odwagę rozpoczęcia od nowa, z pokorą – od skromnego ziarenka, pozwalając Bogu zrządzić, kiedy i jak ma się ono rozwinąć (por. Mk 4,26-29). Wielkie sprawy zawsze zaczynają się od małego ziarenka, a masowe ruchy są zawsze nietrwałe […]. To prawda, Bóg nie przywiązuje wagi do wielkich liczb, zewnętrzna potęga nie jest znakiem Jego obecności. Wiele Jezusowych przypowieści wskazuje na taką właśnie logikę Bożego działania, odpowiadając w ten sposób na obawy uczniów, którzy oczekiwali od Mesjasza zupełnie innych sukcesów i znaków – sukcesów w rodzaju tych, jakie proponował Chrystusowi Szatan: dam Ci to wszystko, wszystkie królestwa świata… (por. Mt 4,9). Co prawda, Paweł pod koniec swego życia był przekonany, że zaniósł Ewangelię aż po krańce ziemi, ale chrześcijanie tworzyli wówczas małe wspólnoty rozproszone po świecie i wedle doczesnych kryteriów byli pozbawieni znaczenia. W rzeczywistości jednak byli odrobiną zaczynu, który od wewnątrz przenika ciasto, i nosili w sobie przyszłość świata (por. Mt 13,33). Stare przysłowie powiada: «Sukces nie jest imieniem Bożym» Nowa ewangelizacja musi wpisać się w tę tajemnicę ziarnka gorczycy i nie powinna zabiegać, aby natychmiast wyrosło z niego wielkie drzewo. Żyjemy albo osłonięci wielkim drzewem, które już wyrosło, albo w niecierpliwym oczekiwaniu, żeby wyrosło drzewo jeszcze większe, jeszcze bardziej żywotne – a powinniśmy przyjąć tajemnicę, że Kościół jest zarazem wielkim drzewem i małym ziarenkiem. W dziejach zbawienia zawsze trwa jednocześnie Wielki Piątek i Niedziela Wielkanocna […]”[17].

 

Marek Piotrowski

 


P R Z Y P I S Y :

[1] Swoją drogą, ciekawe, jak twierdzenie to godzą z Hbr 9,28 lub 1 P 1,9?

[2] W tekście tym stosuję pewne uproszczenie, używając słowa „protestancki” na oznaczenie ruchów i poglądów niekatolickich; w istocie w większości wypadków nie chodzi o tradycyjny protestantyzm, a o formację „bezwyznaniową” czy „wolnokościelną”.

[3] Prawdopodobnie jest to skutek błędnego odczytania 2 Kor 1,22, w którym dar Ducha Świętego odczytano na podobieństwo znaku obrzezania z Rz 4,11. Być może także aluzja do Ef 1,13, jeśli Ducha Świętego utożsami się z Jego pieczęcią.

[4] „To «Królestwo» i to «Zbawienie» – wyrazy te są kluczowe dla zrozumienia ewangelizacji Jezusa Chrystusa – może otrzymać każdy człowiek jako łaskę i miłosierdzie; wszakże każdy zdobyć je musi siłą – bo jak Pan mówi, gwałtownicy je porywają – pracą i cierpieniem, życiem prowadzonym według zasad Ewangelii, zaparciem się siebie i krzyżem, duchem ewangelicznych błogosławieństw. A przede wszystkim te dobra każdy może osiągnąć przez duchowe odnowienie samego siebie, które Ewangelia nazywa metanoia, mianowicie przez nawrócenie całego człowieka, które w pełni przemienia jego ducha i serce”, Adhortacja apostolska Evangelii nuntiandi (dalej: EN), 10.

[5] Nie mylić z „czterema prawami życia duchowego”.

[6] Dziś Ruch Agape przekształcił się w Ruch Nowego Życia. Jak dawniej zapewnia o swojej uniwersalności i międzywyznaniowości i jak dawniej przemyca doktrynę protestancką w swoim nauczaniu. Większość jego sympatyków to katolicy, jednak nauczyciele i nauka są protestanckie. Jeszcze do niedawna na ich stronie internetowej znajdowała się deklaracja wiary jasno odwołująca się do doktryny protestanckiej.

Dziś Ruch Nowego Życia zarejestrował się jako osobne wyznanie – ale nadal przedstawia się jako grupa „międzywyznaniowa”.

[7] Prawa Nowego Życia – Notatnik uczestnika Oazy Nowego Życia I stopnia, s. 22.

[8] Tamże, s. 22.

[9] Tamże, s. 35.

[10] Tamże, s. 66, punkt 14.

[12] Fides et ratio, 99.

[13] „To wieszczenie – kerygmat, kazanie lub katecheza – zajmuje tak ważne miejsce w ewangelizacji, że często określa się je tą nazwą. Jednak jest to tylko część ewangelizacji” (EN 22).

[14] „Tak więc ci, którzy odmienili swe życie, wstępują do wspólnoty, która ze swej natury jest znakiem przemiany i nowości życia, tj. do Kościoła, widzialnego sakramentu zbawienia” (EN 23).

[15] „Na początku, nie powtarzając nic z tego, co już powiedzieliśmy wyżej, trzeba przypomnieć, że w Kościele za pierwszy środek ewangelizowania należy uważać świadectwo życia prawdziwie chrześcijańskiego, które trwa w nierozłącznej wspólnocie z Bogiem, a zarazem w nieograniczonej gorącości ducha poświęcania się dla innych. Jak to ostatnio powiedzieliśmy do grupy świeckich, «człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami». To samo trafnie wyraził Piotr apostoł, wskazując na potrzebę czystego i szlachetnego życia chrześcijan, aby na jego widok «nawet ci, którzy nie wierzą słowu […], bez słowa byli pozyskani” (EN 41).

[16] „[…] ewangelizacja jest procesem wielowarstwowym, złożonym z różnych elementów, jakimi są: odnowa ludzkości, dawanie świadectwa, otwarte przepowiadanie, przylgnięcie duchowe, wejście we wspólnotę, przyjęcie znaków, dzieła apostolskie. Może się wydawać, że te elementy nie zgadzają się ze sobą, a nawet że się wykluczają. Ale w rzeczy samej uzupełniają się one i wzajemnie doskonalą. Dlatego trzeba każdy element rozpatrywać w łączności z resztą innych” (EN 24).

[17] Nowa ewangelizacja – przemówienie kard. Josepha Ratzingera, prefekta Kongregacji Nauki Wiary, z 9 grudnia 2000 w Rzymie, za: http://www.apologetyka.katolik.plodnowaewangelizacjaratzinger_ewangelizacjaindex.php

5 przemyśleń nt. „KERYGMAT W KURSACH EWANGELIZACYJNYCH”

  1. Nie wiem czemu z komentarza zniknął fragment tekstu, do którego odnosiło się pytanie:
    […] Problem ten nie jest czymś nowym, co więcej, inne kraje przerobiły już boleśnie ten schemat. Stolica Apostolska wydała w ostatnich latach kilka dokumnetów, […]

    O jakie dokumenty chodzi?

    Pozdrawiam ponownie,
    MAC.

  2. dokumenty
    Dokumentów poruszających ten temat jest – bezspośrednio bądź pośrednio – sporo. Oto niektóre z nich :

    – Nowa ewangelizacja – przemówienie kard. Josepha Ratzingera, prefekta Kongregacji Nauki Wiary, z 9 grudnia 2000 w Rzymie

    – „Instrukcja o niektórych kwestiach otyczących współpracy wiernych świeckich w ministerialnej posłudze kapłanów”

    – instrukcja w sprawie sprawowania posługi uzdrawiania
    pozdrawiam
    Marek

  3. bzdury
    Nie wiem skąd autor tego tekstu ma takie informacje na temat SNE i kursów przez nią robionych, ale ja mogę je tylko określić jako totalnie nie zgodne z rzeczywistością… Znam bardzo dobrze SNE i kursy przez nia organizowane od kilku lat i ŻADNEGO z powyższych zarzutów niestety nie mogę potwierdzić 🙂 ZADNEGO!!! A uczestniczyłam w wielu kursach ( zarówno jako uczestnik jak i prowadzący). Bardzo mi przekro, że autor tego artykułu obrzuca Szkołę Nowej Ewangelizacji takimi oszczerstwami, bazując chyba na autorytetach, zaś nie pokwapi sie aby sięgnąc do źródeł i samemu sprawdzić, oszczędzając tym samym swoją reputację oraz reputacje tej strony…. Naprawdę szkoda….

  4. TEN ARTYKUŁ TO KOLEJNY KAMIEŃ NA DRODZE
    zgadzam się z komentarzem pt. bzdury
    z jednej strony zastrzega autor,że nie chce nikogo zranić, że docenia dokonania na polu ewangelizacji różnych ruchów, z drugiej zaś sieje zamęt, który podważa istnienie ruchów, które robia wszystko co możliwe by chrzescianin się nareszcie usmiechał i wyrażał świadomość że JEZUS go kocha, całym sobą.
    osobiście nie mam nic do protestantów, bo dlaczego nie mamy korzystać z ich doświadczeń w duchu ekumenizmu by lepiej doświadczyc Boga i wykorzystać to co jest dobre, należymy przecież do tej samej rodziny dzieci bozych.
    jestem katolikiem, kocham swój Kosciół KATOLICKI i należę do SNE i nie dostrzegam zadnej sprzeczności. to między innymi dzięki SNE zrozumiałem co znaczy oddać życie Jezusowi.
    autora prosze o wstrzemiężliwość, by nie ranił już nigdy braci i sióstr w Jezusie, obojętnie do jakiego kościoła należą.
    pozdrawiam i zachęcam do dalszego budowania Królestwa Bożego w sercach naszych braci i sióstr
    alleluja
    🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *