IX SESJA APOLOGETYCZNA – O EUCHARYSTII

W dniach 1-3 września 2017 roku organizujemy doroczną sesję apologetyczną (pierwszy weekend września, przyjazd w piątek wieczorem, zakończenie w niedzielę po obiedzie).

W tym roku sesja będzie absolutnie wyjątkowa, zamierzamy bowiem zająć się tym, co mamy w Kościele najcenniejszego – tematem będzie

EUCHARYSTIA

Konferencje poruszać będą następujące tematy:

  • Msza Święta w Apokalipsie św. Jana – uczestnictwo w Liturgii Niebieskiej
  • Pascha Żydowska – Ostatnia Wieczerza – Msza Święta
  • Przestrzeń sprawowania Najświętszej Ofiary w pierwszych XVI wiekach Kościoła
  • Eucharystia w pierwszych wiekach – świadectwo Ojców
  • Kerygmat a Eucharystia
  • Rewolucja liturgiczna Sobowu Watykańskiego II
  • Czy zagniewany Bóg Ojciec zemścił się na Synu za ludzkie grzechy?

Głównym prelegentem będzie znany biblista i apologeta, profesor nauk teologicznych i autor kilkunastu książek (zarówno o charakterze naukowym, jak i popularyzatorskim), ks biskup Andrzej Siemieniewski. (biskup pomocniczy Wrocławski)


ks bp Andrzej Siemieniewski
 

Wstępny plan godzinowy sesji:

Oprócz zadań merytorycznych sesja stawia sobie za cel integracje katolickich środowisk apologetycznych – na co dzień działamy na różnych polach, a przecież cele mamy wspólne.

Planowanym miejscem sesji będzie dom rekolekcyjny Ojców Misjonarzy Krwi Chrystusa w Ożarowie Mazowieckim pod Warszawą.
http://www.ozarow.cpps.pl/kontakt

Dojazd z Warszawy podmiejskimi Kolejami Mazowieckimi (21 minut) lub autobusem 713.  Na pewno parę osób będzie jechało samochodami z Warszawy – więc jeśli kontakt będzie odpowiednio wcześnie, może uda się załapać na podwózkę. Możliwy jest dowóz uczestników do domu rekolekcyjnego z dworca PKP Ożarów czy przystanku autobusowego w Ożarowie.

Koszty – 160 zł za pełne 2 dni (noclegi i wyżywienie).
Dla osób które będą na części sesji: obiad 20 zł, kolacja 10 zł, śniadanie 10 zł, nocleg 40 zł

Prosimy o przedpłatę w wysokości 50 zł celem zarezerwowania miejsca na sesji.

Jest możliwość uczestniczenia w części sesji, także w sposób ‚dochodzony’ (dla osób z Ożarowa i okolic). Osoby, które chciałby spożyć posiłki (bez noclegu) także proszone są o zgłoszenie tego organizatorom – musimy poinformować kuchnię o zapotrzebowaniu na konkretną ilość posiłków (zwłaszcza obiadów).

Płatność gotówką na miejscu lub istnieje możliwość płatności przelewem w formie darowizny. Dane do przelewu:

Fundacja Varsavin
nr konta: 09 1030 0019 0109 8503 2001 0144
tytuł przelewu: darowizna na cele statutowe
i potwierdzenie przelewu proszę przesłać na adres e-mail Tomasza tek [ANTY-SPAM] wp.pl

Osoby zainteresowane bardzo prosimy o jak najszybszy kontakt mailowy: Tomasz Dyć, tek [ANTY-SPAM] wp.pl

Podkreślamy, że spotkanie przeznaczone jest jedynie dla katolików i to w pełni utożsamiających się z nauczaniem Kościoła.

Prosimy też o przekazanie informacji osobom potencjalnie zainteresowanym (także duchownym!).

Książki apologetyczne

Alleluja!

Zapraszamy do czytania dobrych książek:

Ogień w Kościele
Pierwsza Sesja Apologetyczna
Ziębice 24-26 sierpnia 2001 r.
Tęsknota za jednym widzialnym Kościołem – ekumenizm
mniej lub bardziej skuteczny

NA SKALE CZY NA PIASKU
ks. ANDRZEJ SIEMIENIEWSKI
2001

WIELE ŚCIEŻEK NA RÓŻNE SZCZYTY – MISTYKA RELIGII
ks. ANDRZEJ SIEMIENIEWSKI
2001

EWANGELIKALNA DUCHOWOŚĆ NOWEGO NARODZENIA  A TRADYCJA KATOLICKA
ks. ANDRZEJ SIEMIENIEWSKI
2001

Armagedon w 1975 roku – “możliwy” czy “prawdopodobny”?
Włodzimierz Bednarski
2011
także w wersji angielskiej: Armageddon in 1975

SERWIS APOLOGETYCZNY – REAKTYWACJA

Witamy po przerwie.

Niestety firma hostująca nasz serwis pada (Ebita, dawniej Amm) i serwer przestał być dostępny. Nie było z nimi żadnego kontaktu, telefonów nie obierali, skrzynka e-mail przepełniona (pewnie skargami klientów), i nawet siedzibę zmienili, a może po prostu zlikwidowali nikomu nic nie mówiąc. Część automatów nadal działa – bo część klientów ciągle ma strony działające, automatyczne powiadomienia o konieczności opłacenia serwera na następny rok też przychodzą… dziękujemy ale nie skorzystamy.

Udało się nam odzyskać część danych z posiadanych backup’ów, resztę będziemy systematycznie uzupełniać.
Niektóre artykuły zawierają linki do starych stron czy starego forum – jeśli coś takiego zauważycie – dajcie znać, będziemy poprawiać.

Mamy nadzieję, że udostępniona wiedza przyda się wielu.

Redakcja Serwisu
Tomasz Dyć, Małgorzata Pastewka, Marek Piotrowski i Jacek Święcki

Patronat honorowy nad Apologetyką roztacza ksiądz biskup Andrzej Siemieniewski

Nagrania z VIII Sesji Apologetycznej (2016)

Alleluja!

ciekawym i zainteresowanym (a jednocześnie nieobecnym na sesji) z radością oznajmiamy, że nagraliśmy (video) 3 konferencje i ostatnie kazanie ks biskupa Andrzeja Siemieniewskiego, oraz dyskusje po konferencjach.

Do obejrzenia tu:

Kręgi Kościoła?
dyskusja
Muzułmańska Europa?
dyskusja
Scientyzm, secularyzm, darwinizm społeczny
dyskusja

kazanie końcowe

Nagrania pozostałych konferencji mamy w formacie audio, także zostaną udostępnione – aktualnie trwa opracowywanie.

VIII SESJA APOLOGETYCZNA – zagrożenia naszej wiary: Islam, sekularyzm, New Age

W dniach 2-4 września 2016 roku organizujemy doroczną sesję apologetyczną (pierwszy weekend września, przyjazd w piątek wieczorem, zakończenie w niedzielę po obiedzie).

W tym roku chcemy się zająć „trójkątem apologetycznym”:


trojkat apologetyczny

Głównym prelegentem będzie znany biblista i apologeta, profesor nauk teologicznych i autor kilkunastu książek (zarówno o charakterze naukowym, jak i popularyzatorskim), ks biskup Andrzej Siemieniewski. (biskup pomocniczy Wrocławski)


ks bp Andrzej Siemieniewski

Oprócz zadań merytorycznych sesja stawia sobie za cel integracje katolickich środowisk apologetycznych – na co dzień działamy na różnych polach, a przecież cele mamy wspólne. Dlatego na sesji znajdzie się także miejsce na prezentację różnych form działalności uczestników.

Planowanym miejscem sesji będzie dom rekolekcyjny Ojców Misjonarzy Krwi Chrystusa w Ożarowie Mazowieckim pod Warszawą.

http://www.ozarow.cpps.pl/kontakt

Plan sesji:
agenda

Koszty:
pełne 2 dni (noclegi i wyżywienie) 150 zł
1 dzień (noclegi i wyżywienie) 80 zł
koszty cząstkowe: śniadanie, kolacja po 10 zł, obiad 20 zł
Jest możliwość uczestniczenia w części sesji, także w sposób ‚dochodzony’ (dla osób z Ożarowa i okolic). Osoby, które chciałby spożyć posiłki (bez noclegu) także proszone są o zgłoszenie tego organizatorom – musimy poinformować kuchnię o zapotrzebowaniu na konkretną ilość posiłków (zwłaszcza obiadów).

Płatność gotówką na miejscu lub istnieje możliwość płatności przelewem w formie darowizny – można to później rozliczyć w rocznym PIT
dane do przelewu:

Fundacja Varsavin
nr konta: 09 1030 0019 0109 8503 2001 0144
tytuł przelewu: darowizna na cele statutowe
i potwierdzenie przelewu proszę przesłać na adres e-mail Małgorzaty Pastewki

Osoby zainteresowane bardzo prosimy o jak najszybszy kontakt telefoniczny lub mailowy: Małgorzata Pastewka, 502 537 387, malgpastewka[ANTY-SPAM]wp.pl

Podkreślamy, że spotkanie przeznaczone jest jedynie dla katolików i to w pełni utożsamiających się z nauczaniem Kościoła.

Prosimy też o przekazanie informacji osobom potencjalnie zainteresowanym (także duchownym!).

do pobrania wersja PDF informacji o sesji

VII Sesja apologetyczna 2015

Zapraszamy serdecznie , tradycyjnie dla spotkań apologetycznych z lat 2001 – 2007, tj. na ostatni weekend sierpnia (wieczór 28-29-30 sierpnia 2015 r.) do domu rekolekcyjnego Ojców Misjonarzy Krwi Chrystusa w Ożarowie Mazowieckim.

http://www.ozarow.cpps.pl/kontakt

Program spotkania:

Koszt pobytu (nocleg z pościelą i całodziennym wyżywieniem) :
60zl za dobę , 120 zl za weekend.

Dojazd do Ożarowa Mazowieckiego na koszt uczestników, w razie potrzeby zapewniamy podwózkę z dworca kolejowego do domu rekolekcyjnego.

Od miesiąca pod adresem http://spotkanieapologetyczne.iq24.pl jest czynne forum dyskusyjne przeznaczone do omawiania programu spotkania i kwestii organizacyjnych.
Serdecznie zapraszamy do rejestracji i włączenia się w prowadzone dyskusje.

Rejestracja oraz wpłacanie zaliczek nie jest obowiązkowe, nie mniej bardzo prosimy o kontakt telefoniczny lub mailowy
(Małgorzata Pastewka, 502 537 387, malgpastewka[ANTY-SPAM]wp.pl)
i informację z potwierdzeniem o uczestnictwie (musimy wiedzieć ile posiłków i noclegów ma przygotować dom rekolekcyjny)

HISTORIA ZBAWIENIA NA PODSTAWIE PRZYPOWIEŚCI O DOBRYM SAMARYTANINIE (Łk 10,29-37)

Kiedy czytamy dzisiaj Pismo Święte, szukamy w nim życiodajnego słowa, które nada kierunek naszej egzystencji, napełni nas wiarą i nadzieją, umocni nasza wiarę. A jeśli chcemy tym słowem żyć, dokładamy wszelkich starań, aby je dobrze zrozumieć. Właśnie nauka zwana egzegezą zajmuje się wyjaśnianiem sensu tekstu biblijnego. Głównym celem egzegezy jest ustalenie sensu dosłownego Pisma[1], czyli tego sensu, jaki autor natchniony chciał przekazać swoim słuchaczom w czasach sobie współczesnych. Ale bogactwo Pisma Świętego nie wyczerpuje się na sensie dosłownym. Biblia przemawia na wielu poziomach znaczeniowych i okazuje się wciąż aktualnym słowem Bożym dla słuchaczy i czytelników wszystkich czasów. Kościół karmi się duchowym znaczeniem Biblii, które ma za zadanie wciąż na nowo odkrywać, badać, kontemplować i wcielać w życie. Szczególnie owocne spojrzenie na Stary i Nowy Testament zaproponowali starożytni ojcowie Kościoła, którzy uczyli całe Pismo odczytywać chrystologicznie, całe bowiem Pismo wyjaśnia się w zbawczych wydarzeniach związanych z przyjściem na świat Syna Bożego i dokonanym przez Niego odkupieniem. Popatrzmy dzisiaj pod tym kątem na znany fragment Ewangelii według św. Łukasza, w Biblii jerozolimskiej zatytułowany Przypowieść o dobrym Samarytaninie. Przy dosłownym odczytaniu jest to scena z życia starożytnej Palestyny, przynosząca odpowiedź na dylemat moralny zawarty w pytaniu uczonego w Prawie: „A kto jest moim bliźnim?”. Ale na tym przekaz ewangeliczny się nie kończy. Przeczytajmy tę opowieść wraz z ojcami Kościoła.

Czytaj dalej HISTORIA ZBAWIENIA NA PODSTAWIE PRZYPOWIEŚCI O DOBRYM SAMARYTANINIE (Łk 10,29-37)

WSPÓŁCZESNE PRZEMIANY – UTOPIA RAJU SEKSUALNEGO

Obserwowane obecnie przemiany w podejściu do seksualności dokonywały się na tle o wiele szerszego procesu, nabierającego tempa na początku XX wieku. Nie jesteśmy w stanie podać wszystkich okoliczności, które ten proces tworzyły. Z pewnością wielką rolę odegrał w nim Z. Freud, gdyż jako pierwszy uświadomił szerokim kręgom społeczeństwa znaczenie seksualności w rozwoju człowieka. W 1905 roku opublikował rozprawę, w której przedstawił tezę, że popęd seksualny istnieje także u dzieci i rozwija się już w najwcześniejszych okresach życia. Wywołała ona olbrzymią dyskusję, ponieważ dotąd powszechnie traktowano dzieci jako istoty aseksualne. Do czasów Freuda seksualność utożsamiano z tzw. genitalnością. Rozumiejąc ją tak wąsko, sądzono, że pojawia się ona dopiero w fazie dojrzewania, wraz z budzeniem się aktywności narządów rodnych. Odkrycie Freuda umożliwiło stworzenie nowej koncepcji seksualności[1]. W sprawach szczegółowych wiele hipotez tego uczonego okazało się błędnych. Zainspirował jednak bardzo twórcze poszukiwania naukowe, których wkład należy docenić.

Freud słusznie zauważył istnienie w człowieku silnej tendencji do szukania przyjemności, a nawet rozkoszy. Zauważył także, że dążenie psychiki do doznawania przyjemności zostaje z racji różnych motywów odsunięte w czasie [2]. Popełnił jednak zasadniczy błąd, dokonując nadinterpretacji obserwowanych zjawisk. Błąd ten polegał na tłumaczeniu wszystkich zachowań życia ludzkiego jako przejawów działania popędu seksualnego. Panseksualizm sprawił, że Freud widział człowieka jako osobnika, którego głównym celem życiowym jest zaspokojenie rozkoszy seksualnej. „Takie ujęcie stawia psychikę ludzką – może mimowolnie – na poziomie psychiki zwierzęcej”[3]. Freud niewiele przyczynił się do uszlachetnienia wizji współżycia seksualnego. Dla niego jest to czynność biologiczna, która nie wyraża prawdy o miłości między osobami. Do czasów Freuda akcentowano obiektywne znaczenie seksualności, ukazując prokreację jako cel współżycia seksualnego. Teraz najważniejsza była subiektywna funkcja przyjemności jako nadrzędny cel współżycia, prokreacja zaś stała się celem drugorzędnym, ubocznym, a nawet niepożądanym [4]. Pominięcie wymiaru miłości międzyludzkiej przy równoczesnym pozbawieniu współżycia jego znaczenia prokreacyjnego sprawiło, że aktowi małżeńskiemu został odebrany element humanizmu i świętości.

W pierwszej połowie XX wieku w Europie pojawia się moda na freudyzm. Jest to zarazem moda na nowy model stosunków międzyludzkich, wyzwolonych z tabu seksualnego. Od tego czasu systematycznie przesuwa się granice tego wyzwolenia aż po uczenie ludzi akceptacji dla zaburzeń seksualnych. Idea wyzwolenia seksualnego potrzebowała nowych wzorców pokazujących, że nowy sposób życia zapewnia lepszy ład moralny. Poszukiwania kierują się ku kulturom i cywilizacjom nieznanym Europejczykom.

W 1929 roku znany antropolog B. Malinowski wydał książkę, w której opisał życie seksualne plemion na Wyspach Triobrianda w północno-zachodniej Melanezji. Jego badania dostarczają ciekawego materiału, który pokazuje silną erotyzację życia wśród prymitywnych ludów. Stwierdza on, że „seksualna, a przynajmniej zmysłowa przyjemność stanowi, jeśli nie podłoże, to z pewnością jeden ze składników licznych rozrywek dziecięcych”[5]. W okresie młodzieńczym panuje nieskrępowana swoboda współżycia seksualnego. „Przestaje ono być dziecinną zabawą i zajmuje poczesne miejsce wśród zainteresowań życiowych. Co przedtem było nietrwałym związkiem, który osiągnął swój punkt kulminacyjny w wymianie erotycznych dotykań czy przedwczesnym i niepełnym akcie płciowym, obecnie staje się pochłaniającą namiętnością i sprawą wartą poważnych starań. […] Igraszki miłosne małych dzieci odbywają się po kryjomu, gdzieś w krzakach czy gaju […]. Natomiast młodzieniec ma już własne łoże w domu kawalerów lub korzysta z chaty jednego ze swych nieżonatych krewnych. […] W normalnych okolicznościach zawarcie małżeństwa poprzedzone jest krótszym lub dłuższym okresem wspólnego życia płciowego. Wszyscy o tym wiedzą i mówią, i uważane to bywa za rodzaj publicznej zapowiedzi matrymonialnych planów. […] Moment osobistej odpowiedzialności i zobowiązania staje się bardziej wiążący dopiero pod koniec, przed samym małżeństwem. Wówczas oboje mieszkają w jednym domu, regularnie dzielą ze sobą łoże, zachowują wyłączność w obcowaniu płciowym. Ale pomimo tego nie wyzbyli się jeszcze osobistej wolności; w okresach dozwolonej rozwiązłości zaręczone pary zawsze rozdzielają się i są sobie «niewierne». […] Dzieci nieślubne nie należą do rzadkości […]. Nawet w normalnych warunkach w obrębie wsi dziewczyna, która ma wyjść za mąż za jakiegoś mężczyznę, może darzyć innych swymi względami, byleby tylko było zachowane pewne decorum; zbyt częste spędzanie nocy poza domem wywoła z pewnością niezadowolenie i sprzeczki, i może nawet spowodować zerwanie stosunku” [6].

Autor z wielką sympatią opisuje zaobserwowane zwyczaje seksualne. Tylko jeden fragment, kończący opis, nie pasuje do malowanego w jasnych barwach obrazu seksualnego szczęścia. „Ciekawy i rzucający się w oczy jest kontrast między swobodnym i niemającym w sobie nic sztucznego wzajemnym stosunkiem męża do żony a przesadną surowością i przyzwoitością, w rzeczach seksualnych, ich hamowaniem się, by nie uczynić jakiegoś ruchu czy gestu, który by mógł wskazywać na serdeczniejsze stosunki między nimi. Idąc razem, nie trzymają się nigdy za ręce ani też nie oplatają się ramieniem […], co wolno czynić kochankom lub przyjaciołom tej samej płci. […] Czułych spojrzeń, pełnych miłości uśmiechów, miłosnych żartów – tego nie zobaczy się nigdy u męża i żony na Wyspach Trobrianda”[7]. Czyżby silna erotyzacja życia młodzieży wydawała ostatecznie negatywne owoce w postaci wyjałowienia sfery uczuć i zaniku nawet najbardziej prostych gestów miłości?

Ta drobna uwaga, niepasująca do całości zebranego materiału, pozostaje bez komentarza. Zainteresowania epoki ukierunkowują refleksję w całkiem inną stronę. Wnioski z badań antropologa wyciąga m.in. Wilhelm Reich, uczeń Freuda, twórca terapii zaburzeń psychicznych za pomocą wyzwalania orgazmu. Zafascynowany Stalinem i ustrojem Związku Radzieckiego widzi w wyzwoleniu seksualnym element budowania nowego społeczeństwa. Dostrzega on w małżeństwie i religii chrześcijańskiej główną przeszkodę dla wyzwolenia prawdziwej natury człowieka. Reich bardzo dobitnie stwierdza, że „moralność małżeńska jest przyczyną duszenia wszystkich reform seksualności”[8]. W imię wyzwolenia społecznego postuluje wolną miłość, antykoncepcję i aborcję [9]. W badaniach Malinowskiego widzi etnograficzny dowód na społeczne, a nie biologiczne pochodzenie tłumienia seksualnego. Wiarę w nowy, lepszy świat ujawnia jego interpretacja przytoczonych wyżej fragmentów. „Dzieci Trobiandczyków nie znają wyparcia seksualnego ani tabu seksualnych. Ich życie seksualne rozwija się w sposób naturalny, swobodny i niezakłócony, umożliwiając pełne zaspokojenie na wszystkich etapach dorastania. Dzieci zajmują się czynnościami seksualnymi odpowiednimi dla ich wieku. Mimo to, a może właśnie dlatego, w trzecim dziesięcioleciu XX wieku społeczeństwo Trobiandczyków nie zna perwersji seksualnych, funkcjonalnych chorób psychicznych, psychonerwic, lubieżnych morderstw; nie zna słowa «kradzież», a homoseksualizm i onania wydają się temu społeczeństwu niedoskonałymi i nienaturalnymi środkami zaspokojenia seksualnego, dowodem tego, że osiągnięcie normalnego zaspokojenia jest możliwe. Dziecko w tym społeczeństwie nie wie, czym jest surowy, neurotyczny trening czystości, który stopniowo podkopuje cywilizację białej rasy. Trobiandczyk jest więc spontaniczny, czysty, uporządkowany, bez przymusu prospołeczny, inteligentny i pracowity. Społeczną formą współżycia płciowego nie jest promiskuizm, lecz dobrowolne małżeństwo monogamiczne, które bez problemu może zostać rozwiązane”[10]. W ten sposób tworzył się współczesny mit, który głosił, że wolny seks łagodzi ludzkie obyczaje, wprowadza powszechne zadowolenie z życia, zaspokaja odwieczne pragnienie miłości.

Do podobnych, rewolucyjnych jak na tamte czasy wniosków doszła M. Mead. Swoje badania prowadziła w latach trzydziestych na wyspie Samoa. Opisała ją jako raj wolności seksualnej. Seks przedmałżeński, od młodości uprawiany bez żadnych zahamowań, nie jest obciążony ani pojęciem winy, ani grzechu. Rozwody są powszechne, każdy w każdej chwili może zmienić swojego partnera bez żadnych konsekwencji. Pomimo tego nie obserwuje się zazdrości ani rywalizacji. Na wyspie nie zdarzają się gwałty, nie ma przemocy, kobiety chętnie współżyją seksualnie, a nawet inicjują je. Wszystkie dzieci są traktowane życzliwie bardziej jako dzieci plemienia niż konkretnej rodziny [11].

Badania Malinowskiego nie mogły być po latach zweryfikowane, ponieważ nie istniało już opisywane plemię aborygenów. Można było jednak powtórzyć badania na wyspach Samoa. Zrobił to Freeman w latach siedemdziesiątych. Doszedł on jednak do całkiem odmiennych wniosków. Według niego wychowanie seksualne młodzieży tamtejszych plemion charakteryzuje się wielkim rygoryzmem. Stosunek mężczyzn do kobiet jest pełen zazdrości i przemocy. Ich bezwzględna dominacja objawia się w licznych gwałtach seksualnych, do których dochodzi tam o wiele częściej niż w Ameryce[12]. Badania Freemana miały szczególne znaczenie, ponieważ udowodniły nierzetelność naukową M. Mead. Ideologiczna teza, która przeświecała jej badaniom, uniemożliwiała dostrzeżenia innego, o wiele prawdziwszego oblicza „rajskiej wyspy”.

Tendencyjne badania Mead wywarły wielki wpływ na młodzież lat sześćdziesiątych[13]. Przez „dzieci kwiaty” została okrzyknięta guru wolności seksualnej. Jej przesłanie było jasne. Gdzieś na świecie istnieją urocze miejsca, „rajskie wyspy”, które nie zostały skażone naszą zepsutą cywilizacją. Można stworzyć idealne społeczeństwo także i u nas, ale dopiero wtedy, gdy seksualność wyzwoli się spod jarzma moralności zachodniej, europejskiej, chrześcijańskiej. Mead sugerowała, że drogą do wyzwolenia jest przede wszystkim wyzwolenie się od zakazu współżycia przed- i pozamałżeńskiego, oraz od nierozerwalnego małżeństwa. Nie są to opinie nowe. Już w XII wieku mit idealnej miłości głosili wędrowni śpiewacy, zwani trubadurami. Bohaterką ich miłosnych pieśni była zamężna kobieta, nieszczęśliwa w miłości, która po kryjomu spotyka się z młodym, przystojnym i wrażliwym kochankiem, najczęściej kawalerem. Jest on gotowy dla niej umrzeć. W pieśniach głoszono ideał miłości czystej, która mogła się zrealizować tylko poza małżeństwem. Jej uwieńczeniem była zdrada małżeńska, czyli współżycie seksualne wykluczające poczęcie dziecka [14]. Od tego czasu w kulturze zachodu funkcjonuje mit miłości pozamałżeńskiej, spontanicznej, bezkarnej, wykluczającej prokreację, jako miłości prawdziwej, szczerej i autentycznej. W XII damy dworu, rozczytane w poezji trubadurów, marzyły o takiej miłości, utożsamiały się z nieszczęśliwą kobietą i narzekały na swoje małżeństwo[15]. Właśnie ten mit idealnej, nieszczęśliwej miłości, która nie może się zrealizować z powodów sztywnych reguł społecznych, odżył wśród hipisów w latach sześćdziesiątych, a obecnie jest kultywowany wśród homoseksualistów [16].

Jak widzimy, już w latach trzydziestych pojawiły się opinie zmierzające do zakwestionowania istniejącego porządku. Odbijały się one szerokim echem w społeczeństwach szanujących tradycyjną etykę seksualną. W 1948 roku w Stanach Zjednoczonych zostały przeprowadzone badania, szeroko rozpropagowane na całym świecie, znane jako Raport Kinseya[17]. Była to anglosaska wersja utopii proponowanej wcześniej przez Reicha. Kinsey ogłosił, że jest pierwszym naukowcem, który zbadał faktyczny stan życia seksualnego Amerykanów. Jego badania wykazały, że znaczny procent amerykańskiej populacji ma orientację homoseksualną, uprawia pozamałżeńskie stosunki seksualne, sodomię, masturbację, pedofilię. Można sobie wyobrazić, jakie wrażenie wywołał ten raport opublikowany w Ameryce, przeświadczonej, że swoje zwycięstwo w świecie zawdzięcza ładowi moralnemu pielęgnowanemu od wieków. Raport robił wrażenie, że wyciąga na wierzch rzeczy do tej pory szczelnie ukryte, objawia je światu, udowadniając tym samym olbrzymie zakłamanie ówczesnego społeczeństwa. Zarzut o hipokryzję, tak często potem wysuwany, byłby prawdą, gdyby badania Kinseya zostały przeprowadzone uczciwie i rzeczywiście odzwierciedlały zachowania seksualne ludzi. Tak jednak się nie stało. Dokonał on wielkiej manipulacji. Jego badaniom zarzuca się obecnie, że nie spełniają podstawowych wymogów naukowości: przede wszystkim że były prowadzone na niereprezentatywnej grupie badanych, w specyficznych środowiskach więźniów, kryminalistów i prostytutek. Kinsey, z wykształcenia zoolog, przyjął tylko jedno kryterium swoich badań: reprezentację statystyczną danego zachowania seksualnego. Metoda ta, niezdolna do wniknięcia w rzeczywisty świat ludzkich myśli, przeżyć i zachowań, stała się później bardzo popularną metodą manipulacji, wszechobecną w liberalnych mass mediach. Polega ona na udowadnianiu racji politycznych na podstawie pseudonaukowych statystyk.

Przedruk za: Współczesne przemiany – utopia raju seksualnego , za zgodą Autora, red. Ola Kowal

Polecamy artykuł Kłamca Przemysława Kucharczaka z „Gościa Niedzielnego”



[1] Por. Seksuologia. Zarys encyklopedyczny. Przesyt erotyczny, red. K. Imieliński, Warszawa 1985, s. 298.

[2]Por. Z. Freud, Poza zasadą przyjemności, Warszawa 1976, s. 24.

[3]K. Wojtyła, Miłość i odpowiedzialność, Lublin 1986, s. 61.

[4] Por. tamże, s. 62.

[5] B. Malinowski, Życie seksualne dzikich w północno-zachodniej Melanezji, w: Dzieła, t. II, Warszawa 1957, s. 193.

[6] Tamże, s. 197-206.

[7]Tamże, s. 237.

[8]W. Reich, La revolution sexuelle, Paris 1968,s. 105.

[9]Por. tamże, s. 284; oraz: tenże, L’irruption de la morale sexuelle, Paris 1992, s. 95-103.

[10]Tenże, Funkcja orgazmu, Warszawa 1996, s. 204.

[11]Por. M. Mead, Coming of Age in Samoa, New York 1949.

[12]Por. D. Freeman, Margaret Mead and Samoa, Cambrige 1983.

[13]Por. M. Mead, Moeurs et sexualité en Océanie, Paris 1963; oraz: tenże, Sex and Temperament in Three Primitive Societies, New York 1963.

[14]J.T. Noonan, Contraception et mariage, Paris 1969, s. 234-235.

[15]Por. R. Nelli, L’amour courtois, w: Sexualité humaine, Paris 1966, s. 115

[16]Tamże, s. 110.

[17]A.C. Kinsey, G. Pomeroy, Le comportement sexuel de l’homme, Paris 1948; tenże, Le comportement sexuel de la femme, Paris 1954.

2. CONSOLAMENTUM ŚREDNIOWIECZNYCH KATARÓW

okladka

Do tej pory w naszej panoramie duchowości chrześcijańskiej w aspekcie nowego narodzenia koncentrowaliśmy się głównie na jej przejawach ortodoksyjnych: czy to w Kościele wschodnim, czy też w duchowości chrześcijańskiego Zachodu. Warto jednak rozważać to zjawisko od różnych stron, także w aspekcie historycznych precedensów heterodoksyjnych. Dlatego pouczające może być zastanowienie się nieco nad pewnym zdecydowanie niekatolickim ruchem pobożności średniowiecznego chrześcijaństwa. Chodzi tu o ruch katarów, grupujący ludzi poszukujących życia zgodnego z Ewangelią i cechujących się – jak zobaczymy – żarliwym pragnieniem chrztu w Duchu Świętym. Niekiedy tak rozumiany chrzest w Duchu pojmowali jako nowe narodzenie. Niestety, owe poszukiwania duchowe dokonywały się w radykalnej opozycji do Kościoła katolickiego, którego autorytet katarzy odrzucali.

Historia katarów naznaczona jest tragicznym przełomem na początku trzynastego wieku: w latach 1209-1229 na południu Francji wydano katarom wojnę w formie krucjaty, która zakończyła się pogromem dziesiątków tysięcy wyznawców tej religii. Od tego czasu wielu katarów rozproszyło się, a z biegiem czasu wskutek trwających prześladowań (we Francji, Włoszech i w Niemczech) ich liczba topniała, aż do zaniku wspólnot katarskich pod koniec czternastego wieku.

Wierzenia i praktyki katarów różniły się bardzo w zależności od miejsca ich działania i okresu historycznego, ale wielu autorów podaje liczne szczegóły, na podstawie których można sobie wyrobić w miarę spójny obraz religii katarskiej, a zwłaszcza najbardziej interesującego nas na tym miejscu problemu chrztu Duchem Świętym. Poniżej, tytułem przypomnienia, najpierw w kilku zdaniach zarysowane zostaną wschodnie i zachodnie duchowe źródła ruchu katarów, aby podać szkicowe tło zasadniczej części naszego rozważania, która pozwoli przybliżyć katarski ryt zwany consolamentum jako próbę kontynuacji biblijnego chrztu Duchem Świętym i nowego narodzenia z Boga. Próbę, co trzeba podkreślić już tutaj, podjętą jako alternatywa dla sakramentu chrztu katolickiego.

2.1. Źródła wierzeń katarów

a. Źródła wschodnie

Dalekie źródła duchowości katarów znaleźć można po części w średniowiecznym bałkańskim ruchu bogomiłów (bogomolców) datującym się od około 930 roku[1]. Zapoczątkowany przez prezbitera imieniem Bogomił, ruch ten głosił istnienie dwóch synów Bożych: złego Satanaela i dobrego − Chrystusa. Bogomolcy byli więc wyznawcami dualizmu dobra i zła. Według nich Satanael stworzył świat materialny, co było jego winą, gdyż pierwotny plan Boży obejmował tylko rzeczywistość duchową. Wskutek tego błędu Chrystus musiał przyjść z nieba po to, aby przemóc Satanaela (Szatana), uwolnić duchowy pierwiastek w człowieku i w ten sposób zwyciężyć zło. Jak łatwo się domyślić, bogomolcy odrzucali sakramenty i obrazy religijne (jako elementy materialne w religii), natomiast ze Starego Testamentu uznawali tylko Psalmy i księgi prorockie. Ruch ten był aktywny w Bułgarii, a w Bośni dotrwał aż do piętnastego wieku, czyli do najazdu muzułmańskiego.

W związku z kontrowersjami związanymi z tym ruchem, na kościelnym synodzie w 1140 roku potępiono mnicha znad Bosforu, Konstantyna Chryzomallosa, gdyż zarzucono mu głoszenie, że sakrament chrztu jest niedoskonały i powinien być uzupełniony namaszczeniem oraz nałożeniem rąk przez ludzi znających religijną prawdę. W tym czasie bogomilizm rozpowszechnił się w całym cesarstwie wschodnim, wywołując sporo niepokojów.

Jeszcze wcześniej, bo już w roku 1050, mnich Eutymiusz z Peribleptos wspominał ryt inicjacji w pewnych grupach (uważających się za chrześcijańskie) z północno-zachodniej Anatolii. Eutymiusz był świadkiem ich modlitw. Ryt ten miał według niego na celu oczyszczenie nowego członka grupy z nieczystości dawnego chrztu, czyli sakramentu katolickiego. Czytano przy tym Ewangelię Janową, mieszając ją ze słowami magicznych wezwań. W ten sposób, jak interpretował to Eutymiusz, nieświadomy kandydat napełniał się mocą szatana (energeia satanike) i naznaczony był pieczęcią (sfragis) złego ducha. Motywem wyrzeczenia się pierwotnego chrztu był argument, że wszystko, co się czyni bez wiary, jest grzechem (powoływano się tu na dosłowne brzmienie wersetu Rz 14,23), a przecież chrzest przyjmowały małe dzieci, które właśnie nie wykazywały się osobistą wiarą[2].

Jeszcze więcej szczegółów dostarcza powstały prawdopodobnie w latach 1111-1118 tekst Panoplii dogmatycznej autorstwa Eutyma Zigabena, egzegety bizantyjskiego. Pisze on o dwóch etapach wtajemniczenia u chrześcijańskich wyznawców dualizmu. Pierwszy etap to modlitwy i wyznanie grzechów prowadzące do ponownego chrztu (anabaptidzousi) w celu oczyszczenia ze zmazy chrztu pierwszego (czyli sakramentu katolickiego). W oznaczonym dniu kładziono na głowie kandydata Ewangelię św. Jana, czytano jej prolog, wzywano Ducha Świętego i recytowano Ojcze nasz. Etap drugi, następujący po okresie próbnym, polegał na tym, że przy ponownym położeniu Ewangelii na głowie, śpiewie hymnów uwielbienia oraz przez nałożenie rąk wszystkich obecnych mężczyzn i kobiet włączano kandydata do grona „doskonałych”. Przez modlitwę wstawienniczą połączoną z nałożeniem rąk − jak wierzyli zebrani − zstępuje Duch Święty. Był On jednak pojmowany odmiennie niż w ortodoksyjnym chrześcijaństwie, a mianowicie jako indywidualna dusza człowieka zagubiona podczas upadku: teraz dusza ta mogła powrócić na swoje miejsce. To właśnie był Paraklet, czyli jak to interpretowano: Boży Pocieszyciel. Od tego czasu „doskonały” był już pewny swojego zbawienia, a wszyscy wierni kłaniali mu się na znak szacunku[3].

Oczywiście nie wszystkie elementy tej wizji wiary zostały przejęte przez późniejszych katarów zachodnioeuropejskich, ale warto zauważyć najważniejsze elementy mające związek z pojmowaniem nowego narodzenia: odrzucanie znaczenia sakramentalnego chrztu katolickiego (zwłaszcza gdyby miało to dotyczyć chrztu przyjętego w dzieciństwie) oraz podkreślanie roli wspólnotowej modlitwy „doskonałych” w akcie przyjęcia mocy Ducha Świętego przez kandydata na kolejnego „doskonałego”.

b. Źródła zachodnie

Od jedenastego wieku począwszy, w wielu regionach Francji istniały grupy i ruchy heterodoksyjne związane z manichejskimi ideami dualistycznymi: wierzono w istnienie dobrego i złego bóstwa. Wyznawców nazywano katarami (od katharoi – ‘czyści’), chociaż oni sami nazywali się po prostu „dobrymi ludźmi” (boni homi; bos hommes). Czasem zwano ich albigensami od francuskiego miasta Albi, w rejonie którego było ich więcej. Katarzy głosili, że katolicki chrzest nie daje odpuszczenia grzechów; może ono nastąpić tylko przez nałożenie rąk wierzących chrześcijan i przez dar Ducha Świętego, który nauczy prawdziwego znaczenia Pisma Świętego. Już w połowie jedenastego wieku Roger II († 1065), biskup Châlons-sur-Marne, uskarżał się na niektórych wieśniaków swojej diecezji, którzy uczęszczali na tajemne spotkania, gdzie − jak twierdzili − otrzymywali Ducha Świętego przez nałożenie rąk. W dwunastym wieku na południu Francji i na północy Włoch istniały już całe kościoły katarów z biskupami i sławnymi szkołami, które nawet zwoływały swoje własne synody (na przykład synod w Saint-Felix, ok. 1170). Wspólnoty te utrzymywały żywe kontakty z podobnymi sobie, choć o wiele bardziej radykalnymi kościołami wschodnimi w Bułgarii, Grecji i w Tracji. Przedstawiciele katarów udawali się tam po nowe napełnienia Duchem, zwane przez nich z łacińska consolamentum, aby po powrocie udzielać go z kolei miejscowym wyznawcom, nawet takim, którzy już raz je wcześniej otrzymali[4]. Sama nazwa consolamentum nawiązuje do Ducha Parakleta z Ewangelii Janowej: określenie to często tłumaczono jako „Pocieszyciel” (J 16,7) (od łac. consolor − ‘pocieszać’).

Doktryna zachodnich katarów również zawierała odrzucenie tego, co w kulcie chrześcijańskim związane było z materialnością. Odrzucając sakramenty, tłumaczono odnoszące się do nich teksty biblijne w sensie skrajnie duchowym. Na przykład „chleb powszedni” w modlitwie Ojcze nasz (który dla wielu ojców Kościoła był chlebem codziennej Eucharystii) tłumaczono – jak dowiadujemy się z zachowanego tekstu Rytuału katarskiego z trzynastego wieku – jako prawo ogłoszone przez Chrystusa[5]. O takim to chlebie i o takim napoju miał mówić ponoć Jezus w Ewangelii według św. Jana w rozdziale szóstym. Dlatego słowa „jeżeli nie będziecie jedli Ciała ani pili Krwi” (J 6,53) miałyby oznaczać według katarów: „jeśli nie przyjmiecie duchowego znaczenia Nowego Testamentu”[6]. Niewłaściwe rozumienie Biblii było natomiast – zgodnie z katarską nauką – charakterystyczne dla fałszywych kapłanów (zapewne katolickich), którzy nie trwają w Chrystusie. Co więcej, zgodnie z zapożyczonym z terenów wschodnich dualizmem wzywanego w Modlitwie Pańskiej Ojca odróżniali się od ojca diabelskiego, który jest ojcem złych[7].

2.2. Chrzest Duchem Świętym − consolamentum

a. Ludowa praktyka nowego narodzenia przez chrzest duchowy

Już w jedenastym i dwunastym wieku na południu Francji istniały więc grupy negujące wartość katolickiego chrztu sakramentalnego zarówno dzieci, jak i dorosłych, gdyż uznawały skuteczność jedynie chrztu duchowego dokonywanego przez nałożenie rąk. Tradycyjny katolicki chrzest wodą uznawały za chrzest Janowy, podczas gdy zgodnie z ich wiarą chrztem w Duchu Świętym miał być wyłącznie chrzest Jezusowy (czyli przez nałożenie rąk). Allain de Lille pisał o katarach (ok. 1190-1194), że według nich do skuteczności przekazywania Ducha Świętego należy koniecznie nałożenie rąk wierzących współbraci[8]. Wierzono przy tym, że wszelki grzech zostaje usunięty, jeśli nakłada ręce „doskonały”, a więc członek kościoła katarów, czyli człowiek sam ochrzczony wcześniej w Duchu[9].

Bonacursus, były biskup katarów nawrócony później na katolicyzm, zaświadczał w Manifestatio haeresis catharorum (ok. 1176-1190), że niektórzy z nich faktycznie zaprzeczali, jakoby sakramentalny chrzest wodą udzielał Ducha Świętego, i przypisywali to tylko nakładaniu rąk, które nazywano chrztem i odnowieniem w Duchu Świętym[10].

Pierre des Vaux-de-Cernay († ok. 1250) w Historia albigensis pisze z kolei o obrzędzie wyrzeczenia się wiary katolickiej, a zwłaszcza znaków katolickiego chrztu, przed przyjmowaniem consolamentum. Dopiero po takim obrzędzie wyrzeczenia się katolicyzmu wszyscy obecni nakładali na kandydata ręce, by się modlić[11]. Salvo Burce w Liber supra stella napisał ok. 1235 roku, że albigensi przez nałożenie rąk otrzymywali Ducha Świętego, ale tylko od tych osób, które wcześniej Ducha Świętego już posiadały. Nałożenie rąk przez osobę grzeszną doprowadziłoby wręcz do przyjęcia złego ducha[12]. Na przełomie dwunastego i trzynastego wieku Rupert z Deutz pisał w związku z takimi poglądami, że nie brakuje ludzi mówiących: „To ja chrzczę, to ja uświęcam. A ten cudzołożnik, ten pijak i rozpustnik – czy myślisz, że on mógł cię ochrzcić lub uświęcić? Jego wiara była martwa i bez uczynków – on udzielił ci chrztu martwego”. W opozycji do takiego nauczania przypominał ewangeliczną naukę, że faktycznie to zawsze sam Jezus udziela chrztu, choć oczywiście posługuje się przy tym człowiekiem (J 1,33). Dlatego – podkreślał Rupert z Deutz – katolicki sakrament chrztu jest chrztem w Duchu Świętym i zawsze jest udzielony przez Chrystusa, niezależnie od tego, czy kościelny szafarz był godny, czy niegodny[13].

Jacques de Capellis z Mediolanu w połowie trzynastego wieku pisze w Summa contra haereticos, że albigensi mają sakrament nakładania rąk nazywany „chrztem Ducha Świętego” (baptismum spiritus sancti), bez którego według nich nikt nie może zostać zbawiony. Mają prawdziwą strukturę kościelną z biskupami, zastępcami biskupów (których nazywali synami: „syn starszy” i „syn młodszy”) oraz diakonami. Pod nieobecność wyższych przełożonych władzę nakładania rąk mają też diakoni. Sam obrzęd chrztu w Duchu Świętym przebiegał następująco: po zebraniu się całej grupy, kobiet i mężczyzn, stawiano kandydata na środku. Następnie przełożony wygłaszał nauczanie (oratio) na temat wiary i obyczajów katarskich, o zbędności i braku owocności wiary Kościoła rzymskiego i jego sakramentów, po czym pytał kandydata, czy chce w ogłoszonej właśnie wierze trwać do końca życia. Po pozytywnej odpowiedzi kandydata przełożony zgromadzenia kładł mu na głowie księgę Ewangelii, a wszyscy obecni kładli prawą dłoń albo na jego głowie, albo na ramionach. Przełożony wznosił wtedy modlitwę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, odmawiał siedmiokroć Ojcze nasz oraz czytał prolog Ewangelii Janowej. Uczestnicy zgromadzenia wierzyli, że w ten właśnie sposób dokonywało się odpuszczenie grzechów i napełnienie łaską Ducha Świętego[14]. Wydaje się zaś, że te dwa elementy: negatywny (odpuszczenie win) i pozytywny (napełnienie Duchem) to nic innego jak treść biblijnego nowego narodzenia.

Moneta z Cremony w Adversus catharos et valdenses(ok. 1241) pisał, że katarzy nazywali to nałożenie rąk chrztem Ducha Świętego, który to chrzest przeciwstawiali chrztowi przy użyciu wody. Wspominał też o niektórych innych elementach wiary katarskiej: ludzie ci odróżniali duszę od ducha; odróżniali też Ducha Świętego od Ducha Pocieszyciela. Duch Święty miałby być indywidualnym duchem, jakiego Bóg dał duszy każdego człowieka, aby go umocnić i uczynić świętym. Duch Pocieszyciel natomiast to ten, którego otrzymują wierni katarzy w czasie consolamentum. Takich duchów pocieszycieli miało być dużo i miały być one stworzeniami Bożymi[15].

Ten sam autor, Moneta z Cremony, również w innym dziele, Debaptismo, uczył, że heretycy ci przeczą, jakoby katolicki sakrament chrztu miał przynosić jakikolwiek pożytek w kwestii zbawienia: odpuszczenie grzechów czy łaskę Ducha Świętego. Zamiast tego chrztem Ducha Świętego nazywają nakładanie rąk. Moneta potwierdza znane z dzieł innych autorów szczegóły obrzędu chrztu duchowego:

– dokonywanie go przez przełożonych wspólnoty, choć w ich braku także przez inne osoby;

– okres próbny, jaki przechodził kandydat w celu przygotowania się do chrztu;

– nałożenie przez przełożonego na głowę kandydata księgi Ewangelii;

– nałożenie przez zgromadzonych prawych rąk na głowę lub ramiona kandydata w czasie modlitwy;

– głośne modlitwy i czytanie Ewangelii św. Jana.

Potwierdza też, że w przypadku gdyby człowiek ochrzczony w ten sposób popełnił grzech ciężki, consolamentum należało powtórzyć. Jeszcze gorsza sytuacja miałaby powstać, gdyby w grzech taki popadł sam przełożony udzielający consolamentum: powtórnemu obrzędowi powinni poddać się wszyscy przez niego duchowo ochrzczeni, choćby sami żadnych grzechów nie popełnili[16]. Dlaczego? Gdyż popełniony później grzech byłby dowodem, że ów przełożony również wcześniej nie posiadał Bożego Ducha. Gdyby Go bowiem posiadał, powinien pozostać bezgrzeszny.

Raynier Sacconi w Summa de catharis (ok. 1250) potwierdza: nakładanie ręki z modlitwą katarzy nazywają consolamentum i duchowym chrztem lub chrztem Ducha Świętego (baptismum spiritus sancti) oraz uczą, że tylko w ten sposób można dostąpić odpuszczenia grzechów i otrzymania Ducha Świętego. Niektórzy skrajni albigensi głosili jednak, że ręka, jako element materialny, jest stworzona przez diabła, dlatego to nie nakładanie rąk, ale Modlitwa Pańska przyjęta z wiarą miałaby być przyczyną chrztu duchowego. Wszyscy jednak wspólnie wyznawali, że gdyby nakładający ręce przełożony żył w grzechu, to odpuszczenie grzechów nie nastąpi. Przy tym nakładanie rąk zawsze było wspólnotowe: ręce nakładały co najmniej dwie osoby[17].

Katarski Rytuał prowansalski z trzynastego wieku używa na określenie consolamentum nazwy „chrzest duchowy” i precyzuje, że w ten sposób udziela się Ducha Świętego w Kościele Bożym przez modlitwę i nałożenie rąk „dobrych ludzi” (czyli chrześcijan katarów). Przewodniczący zgromadzeniu „starszy” i inni „dobrzy ludzie” kładą swoje prawe dłonie na kandydacie i modlą się: „Ojcze, ześlij na niego swoją łaskę i Twojego Ducha Świętego”[18].

Anzelm z Aleksandrii w Tractatus de haereticis powtarza te szczegóły. Dodatkowo wspomina o obrzędzie przyjmowania i oddawania egzemplarza Ewangelii na znak przyjęcia prawa Nowego Testamentu przez kandydata. Wspomina, że obok Ewangelii św. Jana w czasie consolamentum można było czytać tekst z Ewangelii św. Mateusza: „Weźcie na siebie moje jarzmo” (Mt 11,29)[19].

Wpływy katarów nie ograniczały się tylko do krajów romańskich, ale sięgały dalej, aż do Niemiec. Opat premonstratensów Evervin ze Steinfeld pisze w liście z 1143 roku do Bernarda z Clairvaux o pewnych mieszkańcach Kolonii, którzy nie cenią sobie chrztu wodą i zastępują go innym chrztem, który nazywają chrztem ogniem i Duchem, powołując się przy tym na tekst Ewangelii: „On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem” (Mt 3,11). „Nie dbają o nasz chrzest”, pisał opat ze Steinfeld, gdyż – jak wyjaśniał – uważają, że ich chrzest jest wyższy od tradycyjnego chrztu katolickiego, który utożsamiali z Janowym tylko chrztem wodą. Ich chrzest natomiast sprawowany był bez wody, lecz przez nałożenie rąk – powoływali się tu na tekst z Dziejów Apostolskich o nałożeniu rąk na Szawła z Tarsu przez Ananiasza, w wyniku czego Paweł „przejrzał i został napełniony Duchem Świętym” (por. Dz 9,11-19). Każdy tak ochrzczony nazwany był wybranym i mógł z kolei sam przekazywać ów chrzest. Wspólnota katarów miała trzy stopnie: słuchacz (auditor), wierzący (credens), wybrany (electus). Wierzącym i wybranym zostawało się po okresie próby, za każdym razem przez nałożenie rąk[20].

W swoich kazaniach przeciw katarom (Sermones contra catharos) mnich Eckbert (opat Schönau od 1167 r.) wzmiankuje zwolenników takich praktyk. W opinii katarów człowiek zdolny do przyjęcia chrztu musiał być w wieku używania rozumu (z czego wynikało, że nie można udzielić chrztu dziecku). Jednak i tak nie mieli tu na myśli chrztu wodą, ale chrzest ogniem (in igne), ponieważ – jak mawiali – „chrzest wodą na nic się nie przyda”. Katarzy powoływali się przy tym na słowa Ewangelii św. Mateusza o chrzcie w Duchu Świętym. Praktykę tę Eckbert nazywa „ponownym chrztem”. Jej praktyczny przebieg opisuje tak: Zgromadzeni w zamkniętym, jasno oświetlonym pokoju stawiają pośród siebie tego, który ma być ochrzczony, czyli włączony do społeczności katarów. Przewodniczący (archicatharus) chrzci go przez nałożenie ręki[21].

Ermengaud z Bézier w Contra haereticos opisuje przebieg chrztu duchowego, zwanego consolamentum, podobnie jak wspomniany już wcześniej Jacques de Capellis: Zarówno przewodniczący, jak i członkowie zgromadzenia myją ręce. Trzymając w rękach księgę Ewangelii, zachęcają, aby przyjmujący consolamentum złożył w czekającym go obrzędzie modlitewnym całą swoją nadzieję na zbawienie. Kładą następnie na głowie kandydata księgę Ewangelii, odmawiają siedmiokrotnie Modlitwę Pańską, po czym czytają fragment Ewangelii św. Jana (J 1,1-17). Obrzęd przeprowadza przewodniczący, a w przypadku jego nieobecności − jakikolwiek członek kościoła katarów, który sam wcześniej przyjął consolamentum, czy to mężczyzna, czy też (w przypadku chorych) kobieta. Katarzy wierzyli, że przez owo consolamentum dostąpią zbawienia, że odpuszczone im zostają w owej chwili wszystkie grzechy. Jego ranga jest najwyższa: nikt nie może wejść do królestwa bez consolamentum. Zgodnie z ich wiarą to właśnie jest owe nowe narodzenie, bez którego nie można ujrzeć zbawienia: „Powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego” (J 3,3). Gdyby jednak osoba udzielająca go później popadła w grzechy ciężkie, to ci, którzy przyjęli od niej consolamentum,okazują się bez łaski, gdyż późniejszy grzech dowodzi, że już wcześniej osoba taka nie miała Ducha Świętego (inaczej by nie zgrzeszyła), a nie mając Go − nie mogła Go udzielić. Należy więc w takim przypadku przyjąć consolamentum ponownie[22].

b. Rytuał katarów o consolamentum – duchowe odrodzenie przez nałożenie rąk

Najważniejszy średniowieczny dokument wspólnot katarskich to rytuał łaciński z napisany ok. 1250 roku, a więc już po wojnie katarskiej[23]. Dokument ten zawiera pouczenia liturgiczne, tekst proponowanej homilii oraz opis obrzędu udzielenia pierwszego stopnia inicjacji katarskiej: tak zwane udzielenie modlitwy Ojcze nasz, czyli włączenie do wspólnoty wierzących. Zawiera też opis drugiego stopnia wtajemniczenia: udzielenia consolamentum, czyli włączenia do wspólnoty doskonałych.

Według Rytuału chrzest duchowy, czyli consolamentum, odbywa się przez nałożenie rąk[24]. Można go otrzymać zaraz po tak zwanym otrzymaniu Modlitwy Pańskiej[25], a więc przy pominięciu okresu przygotowania. Jest to chrzest duchowy na odpuszczenie grzechów, który następuje przez modlitwę oraz nałożenie rąk „dobrych chrześcijan” (tj. katarów)[26].

Przez ten chrzest Bóg udziela siły i mocy, aby ochrzczeni w ten sposób sami mogli z kolei oczyszczać innych przez podobny chrzest. Autor Rytuału powołuje się tu m.in. na następujące teksty Ewangelii:

− „Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego!»” (J 20,21-22);

− „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 18,18-19);

− „Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: «Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28,18-19)[27].

W Rytuale katarskim chrzest taki nazywa się nawet wprost „chrztem nałożenia rąk”[28]. Według Rytuału jest to powrót do pierwotnej praktyki uczniów Jezusa: prawdziwi chrześcijanie są dziedzicami uczniów i dlatego praktykują chrzest nałożenia rąk na odpuszczenie grzechów[29]. O tym chrzcie, według rytu katarskiego, mówił Apostoł Paweł: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał […], nic mi nie pomoże” (1 Kor 13,1.3) − gdyż miał na myśli: „Gdybym nie miał chrztu duchem miłości − nic mi nie pomoże”. Chrzest nałożenia rąk „jest − jak się wydaje − konieczny do zbawienia”[30].

A oto fragment z homilii wygłaszanej przy udzielaniu consolamentum:

„Nazywa się to duchowym chrztem Jezusa Chrystusa i chrztem Ducha Świętego, jak mówił Jan Chrzciciel: «Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia; lecz Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie; ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów. On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem» (Mt 3,11), co oznacza: On sam obmyje was i oczyści w zrozumieniu duchowym i w dobrych dziełach.

Przez ten chrzest należy rozumieć to odrodzenie duchowe (spiritualis renatio), o którym Chrystus mówił Nikodemowi: «Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego» (J 3,5)”[31].

Udzielający chrztu kładzie na głowie wierzącego księgę, a wszyscy zebrani kładą na nim swoją prawą dłoń[32]. Chrzest ten pochodzi z ustanowienia Chrystusa, a jego skutkiem jest odpuszczenie grzechów[33]. Rytuał łaciński jest wyraźnie bardziej stonowany w odniesieniu do katolicyzmu niż radykalnie antykatolickie formy dualizmu pochodzące z Bizancjum: zaznacza, że nie należy gardzić pierwszym chrztem ani dotychczasowym chrześcijaństwem. Po prostu ten nowy, duchowy chrzest nałożenia rąk jest konieczny, gdyż ten uprzedni nie wystarczyłby do zbawienia. Co ważne, dopiero od chwili przyjęcia consolamentum człowiekowi przysługuje miano chrześcijanina (christianus); do tej pory był jedynie kandydatem, nazywanym wierzącym (credens)[34].

* * * * *

Z przytoczonych to przykładów wyłania się dość jednolity obraz consolamentum rozumianego przez katarów jako chrzest w Duchu Świętym.

Po pierwsze, sięgano po Pismo Święte: oczekiwano spełnienia w praktycznym życiu ewangelicznej zapowiedzi: „On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem” (por. Mt 3,11).

Po drugie, odrzucano tradycyjny, katolicki sakrament chrztu jako spełnienie tej biblijnej zapowiedzi. Tłumaczono, że do przyjęcia Bożego daru potrzebna jest świadoma wiara, a katolicy zwykle udzielali sakramentalnego chrztu małym dzieciom. W oczach katarów pozbawiało to chrztu jakiejkolwiek mocy. Drugim powodem odrzucania katolickiego chrztu był też jego (oczywisty przecież) związek z materią: skoro używano do jego celebracji wody, to w odbiorze katarów stanowiło to niegodne odwołanie się do gorszej, materialnej części świata. Katarzy co najwyżej byli więc gotowi widzieć w chrzcie tylko to samo, co czynił Jan Chrzciciel jako przygotowanie do przyjęcia orędzia Chrystusa. Wreszcie pojawiał się też motyw grzeszności katolików, a zwłaszcza katolickich szafarzy sakramentów: wywodzono, że grzesznik nie może udzielić duchowego daru, skoro jego grzech wskazuje, iż sam Ducha nie ma.

Moc realizacji ewangelicznej obietnicy narodzenia z Boga, czyli odrodzenia z wody i z Ducha, przypisywano więc obrzędowi nakładania rąk w katarskiej wspólnocie wierzących oraz zdecydowanie odmawiano tej mocy katolickiemu sakramentowi chrztu.

Po trzecie, określenie chrzest Duchem Świętym (lub chrzest w Duchu) odnoszono – wskutek odrzucenia „chrztu wodą” – do pewnego rodzaju modlitwy. Chrzest w Duchu polegał więc na wspólnotowej modlitwie o ten duchowy dar dla osoby ubiegającej się o niego. Skuteczność tej modlitwy wymagała, aby modląca się wspólnota składała się tylko z osób, które już wcześniej otrzymały tak rozumiany chrzest w Duchu. Praktyczny przebieg modlitwy obejmował nałożenie rąk (najbliżej stojący dotykali swoimi dłońmi głowy i ramion osoby oczekującej na consolamentum), symboliczne położenie Biblii na kandydata oraz przekazanie mu słowa z Pisma Świętego dostosowanego do tej okazji.

Po czwarte, ten właśnie modlitewny akt chrztu w Duchu sprawiał, że człowiek stawał się chrześcijaninem: do tej pory był tylko kandydatem na ucznia Chrystusa. Skutek ten obejmował również odpuszczenie w tej właśnie chwili wszystkich popełnionych grzechów i napełnienie łaską, a więc nowe narodzenie. Wydaje się, że z tego właśnie powodu uprzywilejowanym tekstem biblijnym stosowanym podczas duchowego chrztu był Janowy prolog (J 1,1-17). Tam przecież czytamy, że „wszystkim tym, którzy Je przyjęli, [Słowo] dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili” (J 1,12-13). Owo „przyjęcie Słowa” było rozumiane jako akt modlitewny, skierowana do Boga prośba o chrzest w Duchu. Można by więc powiedzieć – posługując się (nieco sztucznie, co prawda) katolicką terminologią – że za materię tego sakramentu uważano nałożenie rąk przez zgromadzoną wspólnotę „doskonałych”.



[1] Skrótowe dane na ten temat można znaleźć w Rytuale katarów i w komentarzach do tego tekstu: Rituel cathare (Rytuał katarów), red. Ch. Thousellier, „Sources Chrétiennes” 236, Paris 1977 (dalej: RC).

[2]Ch. Thouzellier, Introduction, w: RC, s. 129-130.

[3]Tamże, s. 131-135.

[4]Tamże, s. 138-152.

[5]Rytuał katarów, 3,2.

[6]Rytuał katarów, 3,43-44.

[7]Rytuał katarów, 2,13-14.

[8]„baptismus non valet sine manus impositione”.

[9]Ch. Thouzellier, Introduction, dz. cyt., s. 148-150.

[10]„[…] impositione manum quam baptismum appellant, et renovationem sancti Spiritus”, tamże, s. 152.

[11]Pierre des Vaux-de-Cernay, Hystoria albigensis,19, w: RC, s. 270-271.

[12]Salvo Burce, Liber supra stella, w: RC,s. 271-272.

[13]Rupert de Deutz, Les oeuvres du Saint-Esprit, I, 24, „Sources Chrétiennes” 131, t. I, red. J. Grobomont, Paris 1967.

[14]Jacques de Capellis, Summa contra haereticos, w: RC, s. 272-274.

[15]Moneta de Crémone, Adversus catharos et valdenses, w: RC, s. 274.

[16]Moneta de Crémone, De baptismo, w: RC, s. 274-275.

[17]Raynier Sacconi, Summa de Catharis, w: RC, s. 276-277.

[18]Consolamentum cathare. Rituel provençal, 22, w: RC, s. 285n.

[19]Anzelm z Aleksandrii, Tractatus de hereticus, w: RC, s. 277-278.

[20]Evervin de Steinfeld, List do Bernarda z Clairvaux, w: RC, s.267.

[21]Eckbert de Schönau, Sermones contra catharos, VIII, w: RC, s. 268.

[22]Ermengaud de Béziers, Contra haereticos, XIV, w: RC, s.269-270.

[23]Cytowany już Rytuał katarów:Rituel cathare, red. Ch. Thousellier, „Sources Chrétiennes” 236, Paris 1977.

[24]„baptismum sanctum impositionis manuum”, Rytuał katarów, 13,4.

[25]Rytuał katarów, 7,1.

[26]Rytuał katarów, 8,7-9.

[27]Rytuał katarów, 9,48.

[28]„baptismum impositionis manuum”, Rytuał katarów, 9,11.

[29]Rytuał katarów, 10, 12.

[30]„sine quo nullus salvari potest”, Rytuał katarów, 12,26-29.

[31]Rytuał katarów, 9,10-20.

[32]Rytuał katarów, 14,14-15.

[33]Por. Rytuał katarów, 13,5-11.

[34]Rytuał katarów, 14,49.